Kamila Nawotnik

Test Mercedes G 350d – czterdziestolatek w życiowej formie

Po raz pierwszy świat ujrzał Gelendę 40 lat temu. W lutym 1979 roku Mercedes zaprezentował auto prostej i solidnej konstrukcji, którego każdy element wskazywał na świetne właściwości terenowe. Geländewagen przez lata ewoluowała i z czasem wstąpiła do grona klasyków motoryzacji. To jedno z tych wyjątkowych aut, którego zakupu nikt nie żałuje.

Teraz Klasa G jest już doświadczonym czterdziestolatkiem, który czuje się tak świeżo jak nigdy dotąd. Trzecia generacja, oznaczona kodem W464, hołduje przy tym tradycji. To nadal wielka, kanciasta terenówka na ramie drabinowej, która na ulicach wielkich miast wygląda równie świetnie, co w błotnistym lesie. Jej stylistyka jest wyjątkowa i bardzo łatwo odróżnić ją od pozostałych aut. Nowa generacja ma jednak w sobie sporo nowoczesności, co widać zarówno z zewnątrz jak i w środku.  

Już pierwszy kontakt z samochodem wywołuje naturalną sympatię. Wystające oldschoolowe kierunki (takie same jak u poprzednika) i ledowe ringi pełniące rolę świateł do jazdy dziennej hipnotyzują obserwatora po zmroku. Dzięki technologii Multibeam LED, samochód doskonale radzi sobie w ciemnościach. Ze względu na konstrukcję reflektorów trudno jednak o funkcję doświetlania zakrętów, której brak okazał się w terenie pewnym utrudnieniem.

20-calowe felgi w testowanej wersji mają srebrne wykończenie. Nie są tak spektakularne jak obręcze AMG, ale dobrze komponują się z grafitowym lakierem „Szarość Selenitu”. Klasa G ceni się jednak wysoko. W związku z tym, design też musi ten luksus zdradzać – zwłaszcza że pomimo bardzo dobrych właściwości terenowych, większość egzemplarzy tego modelu nie będzie miała zbyt wielu okazji by poznać smak prawdziwego offroadu. Z moich subiektywnych obserwacji wynika, że szczególnie samochód ten upodobały sobie kobiety, które stereotypowo można by określić mianem „żony prezesa”. Jeśli nawet statystyki by to potwierdziły, to co w tym złego? Gdybym zaliczała się do tego grona, prawdopodobnie też postawiłabym „G” w swoim garażu. To jedna z tych propozycji na rynku, która na co dzień nie jest może wybitnie praktyczna, z pewnością nie jest ekonomiczna i istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że 95% nabywców takiego samochodu nawet nie potrzebuje. A jednak… Każdy chciałby go mieć. I to bardzo, o czym świadczą liczne spojrzenia, jakim obdarowywany jest na ulicy.  

Wiele smaków i żadnej subtelności

Drzwi, otwierane trochę w stylu retro, wymagają wciśnięcia zamka przy klamce, czemu towarzyszy bardzo charakterystyczne głośne kliknięcie. Są ciężkie i zawieszone na odkrytych metalowych zawiasach. Aby je zamknąć, również potrzeba trochę siły. To idealny samochód dla osób, które zazwyczaj mają problem z przesadnym trzaskaniem – tutaj jest to wskazane, inaczej ich nie domkniecie. Fantastyczne są także blokujące się zamki, brzmiące jak przeładowanie karabinu. Klasa G jest donośna i mocno zaznacza swoją obecność nie tylko designem, ale i dźwiękiem.  

W środku widać styl typowy dla luksusowych modeli Mercedesa, ale w pewien sposób stonowany. Gelenda ma oczywiście krzykliwe oświetlenie ambientowe, które można stroić wedle upodobań, przebierając w 64 kolorach. Testowany egzemplarz wykończono elegancko, wykorzystując przy tym kunszt manufaktury Designo. Są więc elementy drewna, matowanej stali i wysokiej jakości skóry. Na desce rozdzielczej, tuż obok typowo terenowego uchwytu dla pasażera, królują dwa ekrany scalone w jednej tafli szkła. Każdy z nich można dowolnie personalizować i każdy z nich trzeba obsługiwać gładzikami, pokrętłami i przyciskami, co na dłuższą metę jest… szalenie irytujące.  

Wyświetlacz multimedialny nie ma funkcji obsługi dotykiem, nie ma tu także systemu MBUX. Aby przekopać się przez skomplikowane i mało intuicyjne foldery, trzeba korzystać z mostowego gładzika, przysłaniającego umieszczone niżej pokrętło. Obsługa nawigacji trwa przez to lata, nie ma możliwości zapętlenia odtwarzanych utworów, cofnięcie ich wymaga specjalnej listy kroków (i nie da się ich odtwarzać np. od połowy, wrócić można tylko do początku), a odnalezienie interesujących nas ustawień pojazdu czasem graniczy z cudem. Nie zmienia to jednak faktu, że grafika jest świetna, audio od Burmestera gra kapitalnie, a ekrany wyglądają bardzo nowocześnie i atrakcyjnie. Na wyświetlaczu pełniącym funkcję zegarów, wskaźników i danych dot. jazdy zobaczyć można w zasadzie wszystko. Informacje są przy tym dokładne i przejrzyste, istnieje także funkcja personalizacji stylu.

Jedną z najlepszych cech Klasy G są fotele. Wykończone przyjemną w dotyku miękką skórą tak porządnie, że mogłaby siadać na nich rodzina królewska, posiadają możliwość regulacji niemal każdego odcinka nóg i pleców. Mają także funkcję pamięci ustawień, podgrzewania, chłodzenia oraz masażu dostępnego w kilku stylach. Wierzcie mi na słowo, są absolutnie cudowne. Te umieszczone w drugim rzędzie można złożyć w stosunku 40/60, choć niestety nie uzyskamy w ten sposób idealnie płaskiej podłogi. Pozwala to jednak znacznie zwiększyć pojemność bagażnika z wyjściowych 454 litrów.  

Naprawdę duży

Powiedzieć, że Klasa G nie należy do małych samochodów, to jak określić „Ojca Chrzestnego” jako „niezły” film. Gelenda ma prawie 2 m wysokości, 4669 mm długości i 1931 mm długości. Takie parametry oznaczają kilka rzeczy:

  • Wysokością będziecie dorównywali autobusom i autom dostawczym, a stojąc koło Mazdy MX-5 lub Smarta, będzie wam się chciało śmiać. Przy wjeżdżaniu na parkingi podziemne lub wielopoziomowe doznacie natomiast chwilowego zatrzymania akcji serca.   
  • Aby wsiąść do auta, będziecie używali specjalnego stopnia przy listwie progowej. I będzie potrzeba kilka prób, zanim nauczycie się to robić jak zawodowiec.
  • Wysiadanie z samochodu przeważnie polega na wyskakiwaniu z samochodu, a przy tym łatwo ubrudzić nogi o wspomnianą listwę progową.   
  • Na parkingach trzeba się trochę nakombinować. Jeśli trudno wam znaleźć wystarczająco duże miejsce… Cóż, zawsze możecie staranować auta, które je wam ograniczają.
  • Czuć to, jak hamulce męczą się przy wyhamowaniu auta. Nie spodziewajcie się ostrego stopu, bo choć spore tarcze w połączeniu z ogólnie skutecznym i pewnym układem spisują się świetnie, to jednak auto waży prawie 2,5 tony, a taką masę niełatwo jest zatrzymać.
  •  Podczas szybkiej jazdy wiatr mocno uderza w prostokątną sylwetkę samochodu, co oznacza spory szum w okolicach tylnych szyb i świst uszczelek w drzwiach.
  • Na drodze i poza nią jesteście niepokonani.  

Ostatni punkt należy oczywiście traktować z przymrużeniem oka, ale coś w tym jest, że jazda Gelendą daje przyjemne wrażenie bezpieczeństwa i niezniszczalności. Siedzenie w tym aucie przypomina poruszanie się czołgiem. Wiecie, że każdy was widzi, a wręcz nagle to wy musicie szczególnie uważać i porządnie przyglądać się odbiciu w lusterkach nim wykonacie jakiś manewr. Spokój towarzyszący poruszaniu się Klasą G jest odprężający. Odnosi się wrażenie, że nawet jeśli ktoś by w was uderzył, musiałby oddać swoje auto do kasacji, podczas gdy „G” może delikatnie wgniótłby się zderzak. Oczywiście to nieprawda i z pewnością też mocno odczulibyście uderzenie, ale jednak zaufanie, jakim darzy się to auto podczas jazdy, przychodzi bardzo naturalnie.  

Jak zatem zapanować nad gabarytami klasy G i jak faktycznie uniknąć stłuczek czy niebezpiecznych sytuacji? Z pomocą przychodzą nam systemy bezpieczeństwa. Kierowcę wspierają takie technologie jak elektroniczny system kontroli trakcji 4ETS, wspomaganie hamowania awaryjnego Active Braking Assist, wspomaganie utrzymania pasa ruchu i czujniki parkowania z kamerą cofania. W testowanym przez nas egzemplarzu pojawiły się także pakiety obejmujące m.in. czujniki martwego pola oraz asystenta utrzymania odległości za pojazdem poprzedzającym.  

Wymiary i masy Mercedesa G 350d:

Długość: 4669 mm
Szerokość: 1931 mm
Wysokość: 1969 mm
Masa własna: 2451 kg
kąt natarcia 30,9 st.
kąt zejścia 29,9 st.
kąt rampowy 25,7 st.
Rozstaw osi: 2890 mm
Prześwit minimalny: 241 mm
Minimalna pojemność bagażnika: 454 l
Pojemność zbiornika paliwa: 100 l

W świetnej formie

Do naszej redakcji trafiła odmiana G 350d, co oznacza turbodoładowanego diesla o pojemności skokowej 2925 cm3. Tym razem jednak sześć cylindrów zostało ustawionych potulnie w rzędzie. Tak na dobrą sprawę, określenie „potulnie” nie jest tu odpowiednie. Najsłabszy w ofercie tego modelu silnik generuje 286 KM mocy przy 3400 obr./min i 600 (!) Nm momentu, dostępnego już od 1200 (!!!) obrotów. Prędkość maksymalna nie jest w zasadzie porywająca, bo wynosi 199 km/h, ale za to przyspieszenie do 100 km/h trwa 7,4 sekundy. W dodatku auto spełnia wyśrubowaną normę Euro 6, m.in. dzięki ulepszonemu systemowi katalizatorów, umieszczonym przy silniku układowi kontroli emisji spalin oraz poprawionej powłoce ścian cylindrów, która ogranicza tarcie na styku z tłokami i wpływa na zmniejszenie zużycia oleju napędowego.

Choć zazwyczaj podstawowe jednostki w katalogach pozostawiają sporo do życzenia, to odmiana G 350d jest godna uwagi. Silnik jest przyjemnie elastyczny, a świetne parametry techniczne gwarantują mu dobrą dynamikę. 3-litrowy motor ze zmiennymi fazami rozrządu i turbodoładowaniem ma przy tym miłą kulturę pracy, nie jest przesadnie głośny, a kiedy trzeba, oferuje sprawną reakcję na gaz. To po części zasługa 9-stopniowej skrzyni automatycznej 9G-TRONIC+, która szybko i ledwo zauważalnie zmienia biegi. Niższe stopnie są przy tym dość szerokie, ale gdy trzeba, zmiana trybu jazdy pozwala je odpowiednio skrócić. Dzięki temu pod pedałem gazu zawsze czeka odpowiedni zapas mocy, a w sportowym trybie auto potrafi nawet przytulić kierowcę do fotela. Za zmianę trybów odpowiada standardowy DYNAMIC SELECT, oferujący kilka ustawień charakterystyki jazdy, w tym tryb offroadowy i indywidualną konfigurację.  

Pali trochę więcej niż obiecuje

Według Mercedesa, G 350d spala średnio 9,6 l/100 km. No cóż… Nie słyszałam by komukolwiek udało się zejść poniżej 13 l/100 km. W naszym teście spalanie podczas jazdy w trasie wynosiło ok. 15-16 litrów, a w mieście 18-20 l/100 km. Prawdziwy szok nastąpił przy okazji gęstych korków, w trakcie których przez 30 minut pokonałam 4 kilometry. Wówczas komputer zaserwował odczyt 40,8 l/100 km. Na szczęście, nawet przy dwukrotnie większym spalaniu niż obiecywane, zasięg G 350d na pełnym baku wynosi minimum 550-600 kilometrów. Jak to możliwe? W testowanym egzemplarzu zbiornik paliwa został powiększony aż do 100 litrów, dzięki czemu przy każdym tankowaniu od zera do pełna, z waszego portfela zniknie ok. 500 zł. Zakładamy jednak, że dla właściciela tego auta nie stanowi to większego problemu.  

Nie ma granic

Gelenda, nawet jeśli minie się z powołaniem, musi umieć poradzić sobie z każdym terenem. Dlatego powinna być przyjemna na asfalcie (wspiera ją w tym adaptacyjna regulacja amortyzatorów) i jeszcze lepsza po zjechaniu na nieutwardzone drogi. Konstrukcja oparta na ramie drabinowej z blachy stalowej posiada reduktor i blokady trzech dyferencjałów – przedniego, centralnego i tylnego – a każda z nich załączana jest dedykowanym przyciskiem na konsoli centralnej. Napęd w tym aucie na stałe rozdzielony jest oczywiście na wszystkie koła, faworyzując lekko tył. Na panelu środkowym umieszczono także przycisk „Low range”, zwiększający wartość momentów obrotowych przekazywanych na koła. Most zastąpiły wielowahacze (po dwa z przodu i po cztery na stronę z tyłu), a możliwości terenowe uległy poprawie w porównaniu z poprzednią generacją. Prześwit generacji W464 wynosi 24,1 cm, a głębokość brodzenia 766 mm. Kąt rampowy wyliczono na 25,7°, natarcia 30,9°, a zejścia 29,9°. Gelenda jest też w stanie jechać po podłożu nachylonym pod kątem 35 stopni.

Ile to kosztuje?  

Przyszedł czas na pytanie będące wisienką na torcie. Gelenda kosztuje dużo… Bardzo dużo. Bazowa odmiana G 350d rozpoczyna się od 496 200 złotych. Ze wszelkimi dodatkami, pakietami i udogodnieniami, za testowane przez nas auto musielibyście zapłacić 664 700 zł. W ofercie jest także benzynowa odmiana G 500 za 558 300 zł oraz wściekła jak byk w czasie Corridy AMG G63, wyceniona podstawowo na 765 100 zł. Niewątpliwie o wiele lepszą inwestycją będzie mieszkanie lub dom. Jeśli jednak już jakieś macie (i posiadacie odpowiednio spore miejsce parkingowe), a portfel dalej pęka w szwach, kupcie Klasę G, bo jest po prostu fenomenalna.  

TO NAM SIĘ PODOBA:

  • Wierność tradycyjnej stylistyce
  • Właściwości terenowe
  • Luksusowo wykończone wnętrze
  • Audio Burmester
  • Świetne fotele
  • Dynamika i niska emisyjność silnika
  • To Gelenda!

TO NAM SIĘ NIE PODOBA:

  • Zbyt wysokie spalanie
  • Obsługa systemu multimedialnego

Dane techniczne Mercedesa G 350d:

Silnik: wysokoprężny R6
Moc: 286 KM przy 3400 obr./min.
Maksymalny moment obrotowy: 600 Nm przy 1200-3200 obr./min.
Skrzynia biegów: automatyczna 9-stopniowa
Prędkość maksymalna: 199 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 7,4 s

 

Najnowsze

Auto aż wzbiło się w powietrze, po tym jak kierowca przesadził z prędkością

Szybka jazda w deszczu nigdy nie jest dobrym pomysłem, a wyjątkowo złym, kiedy poruszamy się krętą wąską drogą. Efekty tego typu zachowania mogą być takie, jak na poniższym nagraniu.

Do zdarzenia doszło w okolicach Szklarskiej Poręby. Na nagraniu z samochodowej kamery widzimy, jak z naprzeciwka pojawia się czerwony samochód, którego kierowca już stracił nad nim panowanie. Auto zaczęło obracać się w prawą stronę, i uderzyło przodem w przydrożne wzniesienie. Siła była na tyle duża, że samochód na moment wzbił się w powietrze, ale nie przestał obracać. Zatrzymał się dopiero po uderzeniu w dwa auta.

W wyniku wypadku jedna osoba trafiła do szpitala. Prawdopodobnie nie był to kierujący, który przesadził z prędkością na łuku drogi i doprowadził do tego zdarzenia. Na końcu nagrania widać jak wysiada z pojazdu i żywo gestykuluje.

Najnowsze

W którym momencie zobaczysz pieszego na tym nagraniu?

Szybko zapadający zmrok i częste opady powodują, że okres jesienno-zimowy jest szczególnie niebezpieczny dla pieszych.

Piesi mają obowiązek nosić elementy odblaskowe po zmroku, ale tylko w terenie niezabudowanym. Poniższe nagranie dobrze pokazuje, że nawet w mieście i na oznaczonym przejściu dla pieszych możemy nie zauważyć, że ktoś właśnie idzie.

W takich sytuacjach może pomóc jedynie rozwaga i to ze strony wszystkich uczestników ruchu. Piesi często mylnie uważają, że skoro dobrze widzą zbliżający się samochód, to kierowca również ich widzi. Jak może nie widzieć, skoro wręcz oślepia ich światłami? A kierowca zwykle zauważa pieszego dopiero w ostatniej chwili. Dlatego pieszy musi najpierw upewnić się, że kierujący go zobaczył i się zatrzymuje, a nie wchodzić na pasy myśląc „jak będę na przejściu, to będzie musiał się zatrzymać”. O konieczności wspólnego dbania o bezpieczeństwo na drogach i niebezpiecznych sytuacjach, które mogą być efektem wprowadzenia pierwszeństwa dla pieszych jeszcze przed przejściami, pisaliśmy już wcześniej. Warto przeczytać, jeśli tego jeszcze nie zrobiliście.

Najnowsze

Przesadziła z prędkością na łuku, rozbiła trzy samochody

Wyjątkowym brakiem odpowiedzialności wykazała się pewna kierująca, która zbyt szybko wjechał w łuk. Zrobiła to pomimo mokrej nawierzchni oraz tego, że na pokładzie prowadzonego przez nią vana (a więc samochodu przeznaczonego raczej do spokojnej jazdy) znajdowała się trójka jej dzieci.

Tuż za skrzyżowaniem prowadzącym do miejscowości Rudziniec i Chechło, na drodze krajowej numer 40, znajduje niebezpieczny zakręt. To właśnie na nim 32-letnia mieszkanka Katowic kierująca Chryslerem Voyagerem, wioząc w swoim aucie trójkę dzieci w wieku od 3 do 13 lat, straciła panowanie nad pojazdem i wpadła w poślizg. W wyniku tego zjechała na przeciwny pas ruchu i zderzyła się z jadącą z naprzeciwka Hondą Civic, kierowaną przez 44-letniego mieszkańca Strzelec Opolskich.

Siła uderzenia w lewy przód Hondy spowodowała, że pojazd ten został wyrzucony w bok, zjechał z drogi, uderzając w przydrożny znak, a następnie wpadł do rowu i zatrzymał się na dachu. Za Hondą jechał Seat Leon, którego kierujący 32-letni mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla podróżował z żoną i 3-letnim synem. Zderzenie z Hondą nie zatrzymało Chryslera, który następnie wbił się w przód Seata.

Bezpośrednio po wypadku droga została całkowicie zablokowana, powodując poważne utrudnienia w ruchu. Przybyłe na miejsce służby ratunkowe miały trudne zadanie, ponieważ uczestników było wielu, a warunki atmosferyczne trudne. Niska temperatura, opady zimnego deszczu, a także silny wiatr groził wyziębieniem osób uczestniczących w wypadku. Z tego powodu ci, którzy nie wymagali pomocy medycznej, mogli poczekać i ogrzać się w pojazdach policji i OSP.

Służby medyczne wezwane na miejsce przetransportowały do szpitala w Gliwicach kierującego Hondą, u którego zdiagnozowano złamanie palca oraz 13-letnią pasażerkę Chryslera, u której na szczęście nie wykryto żadnych poważnych obrażeń.

Dzięki kamerze zamontowanej w Hondzie policjanci natychmiast zapoznać się z nagraniem momentu wypadku, które tylko potwierdziło zeznania uczestników zdarzenia. Funkcjonariusze zatrzymali prawo jazdy kierującej Chryslerem i skierowali sprawę do sądu.

Najnowsze

Edyta Klim

Zawodniczki na starcie Rajdu Dakar 2020

Dzisiaj rusza rywalizacja w Rajdzie Dakar 2020, która potrwa do 17 stycznia. Do startu w tym kultowym i wyczerpującym rajdzie zgłosiło się 10 zawodniczek.

Pierwszy Rajd Paryż-Dakar odbył się w 1978 roku, a w tym roku po raz pierwszy rajdowa rywalizacja obejmie teren Arabii Saudyjskiej. Rajd będzie liczył 12 etapów o łącznej długości 7856 kilometrów, z czego 5097 to odcinki specjalne. Dzisiaj w Dżudda rozpoczyna się rywalizacja, której finał zaplanowano na 17 stycznia w Al Quiddiya.

Na liście zgłoszeń znalazło się 351 pojazdów: 170 motocykli i quadów, 134 samochody i pojazdy UTV oraz 47 ciężarówek. Rywalizować będzie 16-stu Polaków: Jakub Przygoński (samochody), na quadach: Rafał Sonik, Kamil Wiśniewski, Arkadiusz Lindner, Paweł Otwinowski, na motocyklach: Adam Tomiczek, Maciej Giemza, Krzysztof Jarmuż, w UTV: Aron Domżała i Maciej Marton oraz Maciej Domżała i Rafał Marton, w ciężarówkach: Robert Szustkowski, Jarosław Kazberuk, Dariusz Rodewald i Szymon Gospodarczyk.

W Rajdzie Dakar z sukcesami startują także kobiety. Do edycji 2020 zgłosiły się następujące zawodniczki:

MOTOCYKLE

 

LAIA SANZ (ESP) 14

Marka: GasGas Factory Racing Team

Model: 450 RALLY FACTORY REPLICA

To Królowa Dakaru, która ma za sobą 9 edycji rajdu z rzędu. Także 9 razy stała na podium w kategorii kobiet i zajęła najwyższe 9. miejsce w klasyfikacji generalnej w 2015.

 

MIRIAM POL (NLD) 54

Marka: HUSQVARNA

Model: FR 450 RALLY

Zawodniczka ma za sobą 7 udanych startów w Dakarze od 2006 roku. Zna ten rajd od podszewki, ponieważ była asystentką kierownika zespołu HT Rally Raid, wspierając dziesiątki zawodników przez 6 lat (gdy sama nie startowała).

 

SARA GARCIA (ESP) 98

Marka: YAMAHA

Model: WRF450

To drugi start zawodniczki w klasie bez wsparcia technicznego Malle Moto/Original by Motul. W ubiegłym roku z rywalizacji wykluczył ją upadek i uszkodzenie chłodnicy w motocyklu. Jej celem jest zostanie pierwszą zawodniczką z Europy w historii Rajdu Dakar, która pokonała trasę bez wsparcia technicznego.

 

KIRSTEN LANDMAN (ZAF) 117

Mark: KTM

Model: 450 RALLY REPLICA

To pierwszy start tej zawodniczki w Rajdzie Dakar, choć to jedna z czołowych zawodniczek w Afryce Południowej. Gdy w 2013 roku uległa wypadkowi i zapadła w śpiączkę – postanowiła już nigdy nie startować. Wszystko się zmieniło, gdy jej trenerem został Joey Evans, który był po wypadku sparaliżowany. Ich wspólne przygotowania do Dakaru trwały dwa lata.

 

TAYE PERRY (ZAF) 120

Marka: KTM

Model: 450 RALLY REPLICA

Ta zawodniczka z Południowej Afryki ma jedynie 158 cm wzrostu, ale za to niezłomną wolę walki. To jej pierwszy start w Dakarze, ale na koncie ma już 169 startów w terenie i wiele nagród.

SAMOCHODY

 

CRISTINA GUTIERREZ HERRERO (ESP) 336

PILOT: PABLO MORENO HUETE

Marka: MITSUBISHI

Model: ECLIPSE CROSS

To czwarty start zawodniczki, a jej celem jest miejsce w pierwszej 25-tce na mecie. W ubiegłym roku zabrakło niewiele, bo zajęła 26. miejsce. Z powodów finansowych nie udało jej się przygotować do rajdu tak dobrze, jakby chciała, ale jest dobrej myśli.

 

FERNANDA KANNO (PER) 365

PILOT: ALONSO CARRILLO

Marka: TOYOTA

Model: LANDCRUISER

To będzie trzeci start zawodniczki za kierownicą, a wcześniej dwa razy pokonała trasy Rajdu Dakar w roli pilota. To bardzo znana dziennikarka telewizyjno-radiowa w Peru, a jej celem jest wzięcie udziału w 5-ciu najtrudniejszych rajdach na 5-ciu kontynentach. W 2018 nie udało jej się dotrzeć do mety Dakaru, a w 2019 zajęła 3 miejsce w T1.S.

UTV (SSV)

 

CAMELIA LIPAROTI (ITA) 421

PILOT: ANNETT FISCHER (DEU)

Mark : YAMAHA

Model : YXZ1000R

„Różowa Pantera” znowu w akcji! Camelia ma za sobą 11 startów w Dakarze, z czego 9 na quadzie. Jej najwyższe lokaty to 9. miejsce quadem w 2012 roku oraz 5. w SSV w 2018. Pasją, która trzyma ją w formie jest także narciarstwo i alpinizm. Od początku towarzyszy jej kobiecy, różowy kolor, początkowo na kasku, a potem także na karoserii.

Annett Fischer będzie startować drugi raz z rzędu na Dakarze, choć często bierze w nim udział jako zespołowa fizjoterapeutka. W 2019 roku debiutowała za kierownicą CAN-AM i ukończyła rajd na 14. miejscu. Sama też jeździ na motocyklu, a teraz zastąpi kontuzjowaną Rosę Romero u boku Camelii.

CIĘŻARÓWKI

 

KIEROWCA: IKUO HANAWA

PILOT: YUDAI HANAWA

MECHANIK: MAYUMI KEZUKA (JPN) 519

W zespole Hino Faktory syn zastąpił ojca Yoshimaza Sugawara, po ponad 30 latach startów w Dakarze. Pilotem będzie wnuk, a mechanikiem kobieta Mayumi Kezuka – to debiut takiego składu załogi.

Wyniki Rajdu Dakar 2020 można śledzić na oficjalnej stronie: https://www.dakar.com/en/rankings

Najnowsze