Test Mercedes-Benz E220d – subtelność w cenie

Jeśli mówimy o luksusie, to w świecie motoryzacyjnym pierwsze skojarzenie jakie przychodzi większości do głowy to marka Mercedes-Benz. Gdy niemiecki producent ogłasza wprowadzenie na rynek nowego modelu, świat wstrzymuje oddech. Co zatem sprawia, że przez wiele lat samochody ze Stuttgartu są synonimem luksusu? Sprawdziliśmy to na podstawie nowej klasy E.

Ostatnia linia stylizacji niemieckich limuzyn bardzo upodobniła do siebie poszczególne modele z gamy. Patrząc z daleka trudno zgadnąć, czy mamy do czynienia z najmniejszą klasą C, czy może z numer większą klasą E. Najłatwiej rozpoznać jest największą klasę S przez liczne chromowane dodatki oraz wyraźnie większe gabaryty. Linia klasy E jest za to bardzo elegancka i spokojna – można zaryzykować stwierdzenie, że ma w sobie pewna subtelność, nieostentacyjny mercedesowy look.

Prawie pięciometrowe nadwozie ma idealne proporcje. Karoseria nieznacznie urosła w stosunku do poprzednika i auto stało się dłuższe o 43 mm. Zwiększony został również rozstaw osi, któremu dodano 65 mm. Zmiany we wnętrzu, jeśli chodzi o przestronność, są praktycznie niezauważalne, ponieważ konstruktorzy spożytkowali tę dodaną przestrzeń na zastosowanie wielowahaczowego zawieszenia. Bagażnik co prawda mieści 540 litrów pakunków, jednak jego dość skomplikowany kształt może trochę utrudnić zapakowanie wszystkich naszych walizek.

Ekskluzywnie i przytulnie
Wewnątrz znalazło się wiele rozwiązań, które przywodzą na myśl klasę S. Z przodu za to miejsca jest więcej niż wystarczająco, a fotele są bardzo obszerne. Wyższe osoby mogą nieco narzekać na małą ilość miejsca nad głową, ale jeśli kierowca nie jest wielkoludem, będzie mu naprawdę wygodnie. Pasażer z boku również nie będzie mieć powodów do narzekań – z tej perspektywy jest tu naprawdę premium. Krzywizna deski rozdzielczej i jej stopniowana konstrukcja daje poczucie dodatkowej przestrzeni,  a zastosowane wokół materiały wykończeniowe są bardzo dobrej jakości. Wszechobecna skóra jest miękka i miła w dotyku. Największe obawy mogłyby wzbudzać plastiki w drzwiach, które w dzisiejszych czasach traktowane są po macoszemu, ale producent na szczęście nie oszczędza na jakości. Wszystkie faktury, które nas otaczają są przyjemne, dokładnie takie, jakich oczekujemy od samochodu tej klasy.

Zestaw wskaźników to już prawdziwy XXI wiek. Skojarzenie z flagową limuzyną marki jest oczywiste. Przed oczami kierowcy znajdują się dwa duże w pełni cyfrowe wyświetlacze osłonięte gładką szybą. Są one elementem systemu Command Online. Trochę brakuje tu klasycznych zegarów, ale na szczęście „tablet” jest opcją i bardziej konserwatywni klienci mogą z niego zrezygnować na rzecz tradycyjnych wskaźników. Z drugiej jednak strony dwa ekrany tworzą jedną całość i dobrze wkomponowują się w elegancki wystrój wnętrza. Dodatkowo układ „zegarów” możemy indywidualizować, nie mówiąc już o możliwości wyświetlania wielu przydatnych informacji, jak choćby mapy nawigacji.

Nowatorskim rozwiązaniem jest sterowanie menu. O ile touchpad na konsoli między fotelami jest już powszechnie stosowanym rozwiązaniem, o tyle zastosowanie tej opcji na kole kierownicy sprawia, że zamiast wciskać poszczególne przyciski zaczynamy głaskać nasze auto. Doznanie przyjemnie i dość osobliwe… Z tyłu miejsca również nie powinno brakować. Problem może jedynie wystąpić, gdy zechcemy wsunąć stopy pod przedni fotel, a ten znajduje się w swoim najniższym położeniu. Narzekać może również osoba siedząca na środkowym miejscu, gdy przewozimy z tyłu trzech pasażerów, bo wysoki tunel biegnący środkiem wnętrza skutecznie ograniczy miejsce na nogi. Jednak jedynym „zgrzytem”, niepodlegającym dyskusji – jeśli chodzi o wykończenie samochodu – jest lakierowany plastik udający drewno. On tu zwyczajnie nie pasuje. Lepiej zdecydować się na drewno lub aluminium.  

Dystyngowanie…
Egzemplarz testowy wyposażony został w dwulitrową jednostkę wysokoprężną o mocy 194 koni mechanicznych. Silnik to zupełnie nowa konstrukcja Mercedesa, która stworzona została, aby sprostać najwyższym normom emisji spalin , które obowiązywać będą dopiero za kilka lat. Wnętrze jest perfekcyjnie odseparowane od silnika, więc go praktycznie nie słychać. 9-stopniowa, automatyczna skrzynia biegów zmienia poszczególne przełożenia niezauważalnie i jest to absolutna ekstraklasa w tej dziedzinie.

W dynamicznym rozpędzaniu dużego przecież samochodu pomaga wysoki moment obrotowy 400 Nm, który dostępny jest już od najniższych obrotów. Ta kombinacja mocy, momentu oraz fantastycznej skrzyni powoduje, że klasa E przyspiesza do pierwszej setki w niewiele ponad 7 sekund. Nie bez znaczenia jest również stosunkowo niewielka masa Mercedesa –  1680 kilogramów. Jednostka napędowa bardzo dobrze radzi sobie również w kwestii elastyczności, ale mocne przyspieszenia odczuwać będziemy jedynie po przełączeniu układu w tryb Sport. Dopiero wtedy samochód naprawdę nabiera wigoru i staje się dynamiczny. Standardowa pozycja przypadnie do gustu użytkownikom, którzy oczekują od samochodu luksusu, komfortu oraz izolacji od świata zewnętrznego. Spokojna podróż nie jest jednak pozbawiona sensu, bo nowoczesny silnik oraz bardzo niski współczynnik oporu powietrza Cx26 pozwalają według producenta uzyskać wynik zuzycia poniżej 4 litrów na każde 100 kilometrów. Rzeczywistość jest nieco mniej kolorowa, ale średni wynik na poziomie 5 – 6 litrów i tak jest godny pochwały.

Słowa uznania należą się również inżynierom odpowiedzialnym za nastawy zawieszenia. Adaptacyjne, pneumatyczne zawieszenie to prawdziwe mistrzostwo w dziedzinie komfortu. Klasa E po prostu płynie po drodze i nie jest to tylko oklepany slogan. Niedowiarków zapraszamy na jazdy testowe do dilerów marki. Komfort jaki uzyskano w tym samochodzie jest wzorem do naśladowania. Samochód naszpikowany jest elektroniką, a systemy wspomagające jazdę autonomiczną, to prawdziwy pokaz możliwości producenta. Na niemieckim rynku aktywne są takie opcje jak samodzielna zmiana pasa ruchu, czy sterowanie parkowaniem za pomocą smartfona. Niestety ze względu na regulacje prawne, te opcje są w Polsce wyłączone. Kamery i radary dookoła samochodu, wspomagane przez czujniki parkowania skutecznie monitorują obszar wokół auta, zapewniając kierowcy poczucie pełnej kontroli nad maszyną przy ciasnych manerwach.

Czyli jaki?
Podsumowując, Mercedes klasą E znów pokazał, że jeśli chcemy poznać motoryzację, jaka otaczać nas będzie za kilka lat, musimy patrzeć w gwiazdy, trójramienne gwiazdy. Zaawansowana technologia, systemy jazdy autonomicznej, niezrównany komfort resorowania oraz oszczędny silnik to połączenie, na które skusi się na pewno wielu klientów, a fani marki będą mieli kolejny dowód utwierdzający ich w przekonaniu, że wierność swoim ideałom popłaca.

NA TAK:
– luksusowe wnętrze;
– zaawansowana technologia;
– wyciszenie wnętrza;
– dynamiczny i oszczędny silnik.

NA NIE:
– plastikowe wykończenie deski rozdzielczej;
– ilość miejsca na stopy na tylnej kanapie;
– nieregularny kształt bagażnika.

Dane techniczne Mercedes E Klasa 220d

Silnik:

Wysokoprężny R4 – doładowany

Pojemność skokowa:

1950 cm3

Moc:

194 KM przy 3800 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

400 Nm przy 1600 – 2800 obr./min

Skrzynia biegów:

automatyczna, 9 biegów – 9G-Tronic

Prędkość maksymalna:

240 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

7,3s

Długość/szerokość/wysokość:

4923/1852/1468 mm

Najnowsze

Lakier nie tylko do paznokci od Renault

Renault wprowadza na rynek lakier do paznokci, którym można również zamaskować drobne, codzienne zarysowania na karoserii. Cztery kolory lakieru są dopasowane do gamy kolorystycznej modelu Twingo.

Twingo to prawdziwie miejskie auto – ciekawy wybór kobiet, które podążają za trendami w modzie i dbają o swój styl. To właśnie dla nich, marka Renault zastosowała filozofię Twingo w damskim dodatku do życia codziennego. „Renault Touch” dopełnia stylu i czyni łatwiejszym życie właścicieli aut.

Więcej o samochodowych i motocyklowych lakierach do paznokci przeczytasz na kasiafrendl.pl

Renault we współpracy z producentem kosmetyków De Blangy proponują oryginalny dodatek: Twingo Nail Polish. To lakier do paznokci dostępny w kolorach karoserii Twingo, czyli niebieskim pastelowym, czerwonym Flamme, czarnym Etoile i żółtym Eclair. Lakier pozwoli użytkowniczkom Twingo dopasować kolor paznokci do karoserii ich samochodu.

Podczas miejskich wyścigów z przeszkodami okazji do zarysowania lakieru samochodowego nie brakuje: rowery, skutery, wózki sklepowe oraz mistrzowie parkowania… Trudno jest zachować oryginalny blask lakieru, bez zarysowań. Na szczęście ten oryginalny lakier jest również podręcznym korektorem do maskowania rys na karoserii!!! Wystarczy kilka pociągnięć pędzelkiem i po rysie nie zostanie nawet najmniejszy ślad.

Twingo Nail Polish, to niewielki dodatek, z łatwością znajdzie miejsce w każdej damskiej torebce. Lakier do paznokci Twingo Nail Polish jest dostępny w sklepie internetowym Atelier Renault (http://shop.atelier.renault.com/fr/) w cenie 8,90 euro.

Najnowsze

Edyta Klim

Chorwacja – raj dla motocyklistów

Kręte, gładkie drogi przez góry, lasy i przy samiutkim Adriatyku – tym właśnie motocyklistów przyciąga Chorwacja.

Do Chorwacji wybraliśmy się dwoma motocyklami na początku czerwca i myślę, że to pora na taki wypad optymalna, podobnie jak wrzesień. Po pierwsze jest tam wtedy gorąco, ale nie upalnie (mieliśmy temperatury w okolicy 27 stopni). Po drugie nie ma jeszcze natłoku turystów na plażach i w każdym, turystycznie atrakcyjnym miejscu, a co za tym idzie – natrętnych sprzedawców i naganiaczy noclegowych. Po trzecie, na drogach jest luźniej, dzięki czemu można się cieszyć serpentynami, pokonywanymi we własnym tempie, a nie narzuconym przez sznur samochodów (kręte drogi skutecznie utrudniają wyprzedzanie).

Sam dojazd do Chorwacji jest świetną przygodą, gdy zdecydujemy się na pominięcie dróg płatnych. W Czechach możemy liczyć na ładne i kręte asfalty, a w Austrii – Neuwaldegger i Tullner to trasy, z których szczytu rozpościerała się piękna panorama na góry i Wiedeń. Szerokie, gładkie i kręte drogi o małym natężeniu ruchu – sama radość z jazdy motocyklem.

Wjechaliśmy do Chorwacji świetną drogą 35, jednak dopiero droga 23 była genialna! Kręta, równa, pełna podjazdów i zjazdów, otoczona cudnymi widokami. Na szczycie zatrzymaliśmy się na pauzę koło małego źródełka, skąd wielu kierowców czerpało wodę do picia. Przed nami było wciąż mnóstwo zakrętów i wiele opatrzonym moim ulubionym znakiem ostrzegawczym – „Serpentina”.

W połowie pokonywania kolejnej serpentyny, otworzyła się przede mną cudna panorama na Adriatyk, który zobaczyć mogłam pierwszy raz w życiu. Zaczęłam krzyczeć w kasku z radości i serce mało mi nie pękło, że nie mam gdzie się tam zatrzymać. Na szczęście udało się zawrócić, a jadąc pod górę jest tam mała zatoczka widokowa i mogliśmy zrobić sobie pierwsze zdjęcia z chorwackim wybrzeżem.

Oczywiście po dojechaniu do słynnej drogi numer 8, zwanej „Jadranką”, zachwyt nad podobnymi widokami był już nieustający! Droga wiedzie wzdłuż linii brzegowej Chorwacji, a my włączyliśmy się tam na wysokości miejscowości Senj. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie bezludne, skalne wyspy na tle bezkresu Adriatyku. Im niżej zjeżdżaliśmy, tym więcej wybrzeży i wysp było już zamieszkałych.

Ta droga jest przepiękna nie tylko ze względu na widoki, ale i ilość zakrętów. Można nimi jechać do znudzenia, jeden zakręt w prawo wewnątrz lądu i zaraz w lewo na zewnątrz, na zmianę, wciąż i wciąż… A prawej stronie Adriatyk, a czasem wielkie przepaście. Mój współtowarzysz podróży się śmiał, że zawsze jadę bliżej środka jezdni zakręty w lewo i widać to było nawet po śladach na tylnej oponie Yamahy. Robiłam to jakoś odruchowo, broniąc się przed zbliżaniem się do tej bezkresnej przestrzeni.

Początkowo zatrzymywaliśmy się co chwilę, żeby robić zdjęcia, a potem już się nieco z tym pięknem oswoiliśmy i zatrzymywaliśmy się w miejscach wybitnie robiących wrażenie. Z czasem jednak było ich też mniej – ta górna część drogi 8 z Senj pozostała najcudowniejszym fragmentem naszej podróży. A droga 8 nie zawsze idzie wzdłuż wybrzeża i na chwilę znaleźliśmy się też w pięknych górach. Normalnie jakby ktoś je wyłożył równym zielonym dywanem.

Także, gdy zdecydujecie się na zjazd z ósemki w głąb lądu – to prawie zawsze traficie na górskie, wąskie i kręte drogi. Nas pod Zadarem złapał taki właśnie, przymusowy objazd z cudnymi górami w tle.

Drogi są tutaj w dobrym stanie, ale w co niektórych miastach jest taki jasny asfalt z dużą ilością kamyczków, jednak nie szorstki a bardzo śliski, jak lód! W czasie zatrzymania, stopy same nam odjeżdżały, więc nauczyliśmy się go odróżniać i wiedzieliśmy już, że trzeba zachować na nim ostrożność. W upale niebezpieczne też były takie łączenia pęknięć czarnym asfaltem. Po nagrzaniu asfaltu, najazd na tą linię powodował uślizg koła, profilaktycznie wszystkie więc omijaliśmy.

Chorwacja to też klimatowe miasteczka, wąskie, wilgotne uliczki i stare budownictwo. To nas urzekło w miasteczku Trogir, w którym zostaliśmy najdłużej. Odwiedziliśmy też historyczną część Splitu, Omis i Szybenik. Nasza wycieczka była szybka i objazdowa, ale warto zaplanować sobie także nieco więcej czasu na zwiedzanie.

Z Chorwacji wracaliśmy trasą nr 1, która też jest kręta, jednak zakręty te mają zawsze bardzo bezpieczny profil i nawet takie na 180 stopni, poprowadzone są na tak dużej powierzchni, że można śmiało i szybko je przejechać. To dawna, główna droga w Chorwacji, więc musiała być bezpieczniejsza, niż pozostałe i mieć dobrą nawierzchnię. Okolice jej są mocno teraz wyludnione, dużo walących się chałup i ruin, mało handlu i bardzo mało stacji benzynowych (warto o tym pamiętać i zatankować na początku!).

Widoki nie są tak powalające jak przy wybrzeżu, ale góry wzdłuż trasy i ciągnące się przez kilkanaście kilometrów jezioro, też zrobiły na nas wrażenie. Skręciliśmy w pierwszą drogę, która prowadziła w stronę jeziora i był to świetny pomysł, bo potem między wodą a drogą wyrosła wielka skarpa, i zjazdów do niej już nie było. Po chwili skończył nam się asfalt i lekkim szuterkiem dotarliśmy do przecudnego miejsca. Krystalicznie czystego jeziora, otoczonego górami, cichego i odludnego. 

Na koniec naszego wyjazdu odwiedziliśmy jeszcze Park Narodowy Jezior Plitwickich, który robi wielkie wrażenie, jest tam idealnie czysto, żadnych śmieci i zanieczyszczeń – woda krystaliczna! Natura w czystej postaci, a wśród niej drewniane deptaki, głównie bez barierek, którymi podążają turyści. Park składa się z kilku jezior położonych piętrowo, dzięki czemu woda przemieszcza się z najwyższego jeziora do niższych, tworząc bajeczne wodospady w skałach, kępach traw, a nawet na całej powierzchni lasu. Woda zmieniała swój kolor, ryby pływają blisko kładek, a wszystko, nawet na dnie – jest doskonale widoczne. Tutaj główną atrakcją są po prostu cuda natury!

Podczas swojego wyjazdu korzystaliśmy głównie z pól namiotowych. Witał nas i żegnał Camp Zagreb – całkiem przyjemne i czyste pole namiotowe z restauracją, położone nad jeziorkiem. Kolejne pole namiotowe Ninska Laguna w Nin było dość tanie, ale nie oferowało dobrych warunków, prysznice działały tylko na monety i to niezbyt sprawnie – od lat nie było tam żadnego remontu. Kolejne dwa pola namiotowe możemy polecić, a to Camping Rozac – czysty, zadbany, z dużą ilością kabin prysznicowych, otoczony z jednej strony plażą, a z drugiej zatoczką oraz malutki Autocamp Krvavica, położony blisko plaży i mariny. Całe pole jest podzielone na piętrowe placyki, rozdzielone kamiennymi murkami, a na każdym stolik i dwa krzesła. Łazienki nie za wielkie, ale czyste. Jest ogólnie na tym polu, jakiś taki sympatyczny klimat, że tylko tam mieliśmy ochotę zostać dłużej. Zrezygnowaliśmy natomiast z pola Basko Polje, bo mimo ładnej plaży, nie przekonało nas swoim położeniem i warunkami. Jeżeli chodzi o nocleg pod Plitwickimi Jeziorami z możliwością zostawienia bagażu – to sprawdziliśmy i polecamy Guesthouse Pavlicic (miejscowość Dreznik Grad).

 

Swoją wycieczkę postanowiliśmy zwieńczyć wizytą nad Balatonem. Jeżeli interesuje Was ten kierunek – to dokładną relację z tej wycieczki, dzień po dniu, znajdziecie na moim blogu: www.pamietnik-motocyklistki.pl .

 

 

Partnerzy wycieczki

Serdecznie dziękuję partnerom mojej wycieczki za zapewnienie pełnego komfortu w podróży! Yamaha Motor oraz dealerowi marki Motorland z Wrocławia za udostępnienie i przygotowanie do wyjazdu nowego motocykla MT-07, który zdobył moje serce swoją zwinnością i lekkością na krętych drogach. Test tutaj: https://www.motocaina.pl/artykul/plusy-i-minusy-podrozowania-motocyklem-typu-naked-test-yamahy-mt-07-23565.html

Modece Polska i wrocławskiemu salonowi marki za profesjonalną odzież: komplet Belastar i rękawice Air Ride, dzięki którym czułam się bezpiecznie i miałam pełen komfort termiczny w zróżnicowanych temperaturach. 

Testy tutaj: https://www.motocaina.pl/artykul/modeka-belastar-lady-test-damskiej-odziezy-motocyklowej-23612.html

https://www.motocaina.pl/artykul/modeka-air-ride-test-letnich-rekawic-motocyklowych-23650.html

Inter Motors i oddziałowi Inter Motors Dolny Śląsk za pełne wyposażenie do przewożenia bagażu: wygodne, trwałe i praktyczne sakwy boczne Oxford X50 i główna RT60. Test tutaj: https://www.motocaina.pl/artykul/test-torby-oxford-rt60-oraz-sakw-bocznych-oxford-x50-23669.html

Fuchs Silkolene za zestaw produktów do dbania o motocykl w podróży, z czego praktycznie codziennie korzystaliśmy z profesjonalnego spayu do łańcucha oraz podkładek pod stopkę motocykla.

Motocainie za olbrzymie wsparcie w przygotowaniach do wyjazdu i patronat medialny oraz bikesearch.pl za pomoc w przygotowaniach do wyjazdu. 
Dzięki Wam spełniło się moje marzenie, pokonałam swoje ograniczenia zdrowotne i świat zachwycił mnie swoim pięknem. To była cudowna przygoda, dziękuję!

 

Najnowsze

Gosia Rdest i Rafał Sonik w filmie Disney-Pixar – Auta 3

Rafał Sonik - pierwszy polski zdobywca pucharu dołączył do znakomitego teamu głosów w trzeciej odsłonie historii o legendzie sportu motorowego Zygzaku McQueenie, która właśnie wchodzi do polskich kin. Pojawi się w niej również Gosia Rdest.

W „Autach 3” usłyszymy najlepszy aktorsko-sportowo-dziennikarski skład, w który wchodzą m.in. aktorzy: Piotr Adamczyk, Antoni Pawlicki, Dorota Segda, Marian Opania i Daniel Olbrychski; rajdowcy: Gosia Rdest i Kuba Przygoński oraz dziennikarze Jarek Kuźniar i Włodzimierz Zientarski. Pierwszy polski zwycięzca Rajdu Dakar to nie tylko sportowiec, ale też przebojowy przedsiębiorca i filantrop, do listy dokonań może dopisać rolę Super Sonika, bo tak nazywa się jego bohater w „Autach 3”.

W najnowszej produkcji Disney-Pixar zobaczymy, jak Piotr Adamczyk powraca jako głos legendarnego „Zygzaka McQueena”, który był dotąd niepokonanym mistrzem wyścigów i pięciokrotnym zdobywcą Złotego Tłoka. Teraz jednak wszystko się zmienia. Zawodnicy nowej fali nie tylko podkopią jego pozycję na torze, ale też jego pewność siebie. Zygzak jednak nie odpuści i zrobi wszystko, aby ponownie zająć pole position.

„Auta 3” w kinach od 15 czerwca!

fragment filmu “Auta 3” z głosem Sonika

Zwiastun filmu

Najnowsze

Polski zespół zadebiutuje w motocyklowych mistrzostwach świata

Już w najbliższą sobotę w prestiżowych motocyklowych mistrzostwach świata FIM Endurance World Championship zadebiutuje polska ekipa Wójcik FHP YART Racing Team.

Podczas ośmiogodzinnego wyścigu na torze Slovakia Ring na Słowacji jej barwy reprezentować będą wielokrotni mistrzowie Polski; Marcin Walkowiak, Marek Szkopek i Bartek Wiczyński.

Choć zespół prowadzony przez Grzegorza Wójcika powstał dopiero rok temu, dziś jest już jednym z czołowych i największych w kraju, wystawiając aż siedmiu zawodników w motocyklowych mistrzostwach Polski WMMP i europejskich zmaganiach Alpe Adria. Podczas połączonych rund tych serii na torze w Poznaniu w maju jego reprezentanci wywalczyli w sumie aż pięć zwycięstw.

Na tym jednak nie kończą się aspiracje ubiegłorocznych mistrzów Polski klasy Superbike. Już w najbliższy weekend Wójcik FHP YART Racing Team zadebiutuje w mistrzostwach świata FIM EWC, na Słowacji wystawiając Marcina Walkowiaka, Marka Szkopka i Bartka Wiczyńskiego. Zawodnicy ci zmieniać się będą za kierownicą nowej Yamahy R1, przygotowanej przez słynnego austriackiego tunera i mistrza świata FIM EWC, YART, który jest także partnerem technicznym zespołu podczas rund WMMP i Alpe Adria. Wspominana trójka dosiądzie motocykla z numerem 77 i będzie jedynymi Polakami w stawce trzydziestu ekip, które wystawią łącznie dziewięćdziesięciu zawodników.

Cała trójka ma na swoim koncie nie tylko tytuły mistrzów Polski, ale także bogate doświadczenie zagraniczne. 26-letni, pochodzący z Poznania Marcin Walkowiak startował już w FIM EWC rok temu, rywalizując w 24-godzinnym wyścigu w Le Mans i 8-godzinnym w Oschersleben, a także punktując podczas 12-godzinnego wyścigu w Portimao. 31-letni, pochodzący z Dobrzykowa pod Płockiem, Marek Szkopek także startował już w Le Mans, trzy lata temu. 33-letni Bartek Wiczyński ze Skierniewic, aktualny lider mistrzostw Polski i Alpe Adria w klasie Superstock 1000, jeszcze rok temu startował z kolei w prestiżowych, międzynarodowych mistrzostwach IDM Superbike, a przed laty także w dwóch wyścigach długodystansowych.

Liczący blisko sześć kilometrów, szybki, szeroki i techniczny tor Slovakia Ring to nowość w kalendarzu FIM EWC. Obiekt leżący blisko Bratysławy doskonale znają jednak polscy motocykliści, którzy od kilku lat ścigają się tam regularnie podczas połączonych rund WMMP i Alpe Adria. Zawodnicy Wójcik FHP YART Racing Teamu testowali na Słowacji w połowie czerwca, a tuż przed rundą wezmą udział w dodatkowych, trwających dwa dni oficjalnych testach. Co więcej, w ten sam weekend co runda FIM EWC, na Slovakia Ringu odbędą się także wyścigi WMMP i Alpe Adria, dlatego polskich motocyklistów czeka mnóstwo pracy.

Wyścig MŚ FIM EWC wystartuje w sobotę, 24 czerwca, o godzinie 14 i potrwa osiem godzin. Bezpośrednie relacje z wyścigu na antenie Eurosportu 2, odpowiednio od 13:45 do 16:30 i od 18:00 do 21:40. Dzień później zawodnicy Wójcik FHP YART Racing Teamu zmierzą się w zmaganiach WMMP i Alpe Adria, w których Wiczyński prowadzi w klasie Superstock 1000, 16-letni Daniel Blin w klasie Stocksport 300, a Szymon Strankowski w Superstock 600.

Najnowsze