Magda Wilk

Test Mercedes-Benz CLA Shooting Brake Orange Art Edition

Mając już żonę albo męża i dzieci wydaje nam się czasami, że nasze motoryzacyjne życie może lec w gruzach. W końcu nie możemy już za bardzo pozwolić sobie na sportowe auto, bo nie dźwignie ono tej całej liczby bagaży. Ale czy skazanie na kombi musi dla nas oznaczać, że coś w życiu tracimy?

Powiemy krótko: Mercedes udowodnił nam, że nie. Oto limitowane CLA Shooting Brake Orange Art Edition.

Efekt wow!
Wygląd Mercedesa jest tak ekscytujący, że aż rozpala do… tym razem pomarańczowości. Nawet nie zwracam aż tak dużej uwagi na fakt, że jest to kombi. Sportowa sylwetka i lekko agresywny wygląd daje poczucie, że to naprawdę szybkie auto! Stojąc pod centralą Mercedesa w środku aż skaczę z radości na widok tego samochodu. Obchodzę dookoła. Z przodu duży grill, a na nim wielka gwiazda. Tył lekko ścięty, z dwoma rurami wydechowymi. Wszystko w kolorze szary metalik. Do tego te pomarańczowe dodatki idealnie wkomponowane w całość. Można je zauważyć już w postaci delikatnej linii na przednim zderzaku, jak i na dyfuzorze, ale i na „pierścieniach” bi-ksenonowych reflektorów. Całość dumnie prezentuje się na 18-calowych czarnych felgach AMG, również z delikatnym akcentem (pomarańczowe ranty). Dla mnie to CLA wygląda fenomenalnie, więc nie dziwi mnie, że tak dobrze się sprzedaje.

Lansiarz
Oczarowana wyglądem CLA nie mogłam doczekać się kiedy wsiądę do środka. Jestem i… na początku chłonę jak mogę. Wszystko wydaje mi się nowe, ponieważ ostatni raz jechałam Mercedesem kilka lat temu. Pierwsze wrażenie? Duże! Sportowe fotele z biało-pomarańczowymi pasami wyglądają rewelacyjnie. Do tego w szybki sposób można ustawić je w każdej pozycji (przyciski elektrycznego sterowania znajdują się na drzwiach). Skórzana deska rozdzielcza z pomarańczowym przeszyciem nadaje sportowego charakteru. Pozostałe skórzane elementy znajdziecie również na krawędziach podokiennych, podłokietnikach w drzwiach, czy też podłokietniku na konsoli środkowej. Wszystko również delikatnie zaakcentowane pomarańczowym przeszyciem. Efekt „wow” trwa dalej, kiedy zerkam na przód deski. To laminowane włókno węglowe. Nie brakuje również chromowanych elementów, m.in. w postaci obudowy nawiewów i klamek. Aczkolwiek ta mieszanka włókna węglowego, skóry i chromu nie do końca mi pasuje.

Szybko jednak odwraca uwagę od tego 7-calowy ekran systemu multimedialnego. Tyle że niedotykowy. Poruszamy się po nim przy pomocy dwóch gałek, które znajdują się pomiędzy fotelami. Niestety, całość nie jest zbyt intuicyjna i znalezienie niektórych funkcji bywa problematyczne. Radiem czy klimatyzacją możemy sterować z kolei również regularnymi przyciskami – połączenie starych rozwiązań z nowoczesnymi.

Chwytam trójramienną, „mięsistą” kierownicę ze skórzanym obszyciem, dającą dostęp do sterowania wieloma funkcjami w aucie. Zanim jednak uruchomię silnik, sprawdzam jeszcze co się dzieje za mną. Zewnętrze siedziska tylnej kanapy również mają pomarańczowo-białe pasy. Naprawdę to połączenie strasznie mi się podoba. Szczególnie w nocy, przy blasku diodowego oświetlenia Ambiente (do wyboru jest 12 kolorów i pięć stopni jasności). Masz wtedy poczucie nowoczesności w połączeniu z luksusem.

A jak z bagażnikiem? W końcu z tego sportowego zafascynowania zejdźmy trochę na ziemię. Bagażnik to 495 l pojemności, czyli dość sporo, przy czym po złożeniu siedzeń powiększa się do 1354 l. Też nieźle! Szkoda, że po otwarciu jego pokrywy mamy dość wąski otwór załadunkowy z zaokrąglonymi bokami. Z pewnością przy większej liczbie bagaży, bądź tych, o nieregularnych kształtach możemy mieć problem. Cóż… Zapinam pasy (również z pomarańczowym przeszyciem), by sprawdzić, czy ten Shooting Brake zaskoczy mnie swoją mocą.

Peace!
Pierwsza reakcja po uruchomieniu zapłonu to… jak ruszyć dalej. Mam do dyspozycji wersję automatyczną i… tradycyjnego lewarka nie ma w miejscu, gdzie mogłabym się go spodziewać. Dźwignia zmiany biegów znajduje się po prawej stronie kierownicy – tam, gdzie zazwyczaj „wycieraczki”.

156-konny silnik 1.6 obiecuje dużo (przyspieszenie od 0 do 100 km/h w czasie 8,7 s). Na dodatek współpracuje z przekładnią dwusprzęgłową, a więc teoretycznie szybką. Wciskam pedał do podłogi i… czar pryska! Ostrych przyspieszeń absolutnie nie odczuwam. Co gorsza, skrzynia Mercedesa odbiera mi całą ochotę do dynamicznej jazdy. Gdy chcę dać CLA do wiwatu, mam wrażenie jakbym je zarzynała. Przełożenia są długie, zmiana następuje bardzo topornie i do tego ten przeraźliwy dźwięk. Mimo że mam możliwość przełączenia skrzyni w tryb ręczny (również sportowy) i przy pomocy manetek przy kierownicy mogę decydować sama o zmianie biegów, to jednak zmienia się niewiele. Zresztą nawet w trybie manualnym automat sam ingeruje i powyżej 6200 obr/min zmienia bieg na wyższy. Owszem, przy spokojnej jeździe układ napędowy spisuje się nieźle, ale po CLA można oczekiwać zdecydowanie więcej.

Podobnie rzecz się ma z zawieszeniem. Przy „spacerowej” jeździe nie poczujemy zbyt dużego dyskomfortu, jednak przy nieco szybszej zwrócimy uwagę, że nierówności są wybierane dość topornie. Przy większych prędkościach odczujemy z kolei wysoką masę auta (1455 kg) i to, że ma nadwozie typu kombi. Nie zachwyca też zużycie paliwa. Katalogowe to 7,3 l/100 km w mieście, 4,7 l/100 km w trasie, co daje średnią 5,6 l/100 km. Mój wynik poza miastem wahał się pomiędzy 9 a 11 l/ 100 km.

Czyli jaki?
Mercedes CLA Shooting Brake zachwyca wyglądem, ale niestety niczym innym. Skrzynia odbiera mu sportowego ducha, a silnik brzmi bardzo nieprzyjemnie i osiągami nie „dogania” tego, co obiecuje nadwozie. Na dodatek, komfort też nie jest mocną stroną tego Mercedesa. Tak, CLA Shooting Brake…  trochę rozczarowuje. Jeśli jednak wystarczy nam, że wygląda i lubimy spokojną jazdę, czyli taką, aby każdy inny uczestnik ruchu dostrzegł nawet te pomarańczowe ranty na 18-calowych felgach AMG to… nawet silnik 1,6 wspomagany turbo spokojnie nam wystarczy. I tak jadąc gdziekolwiek zrobicie chcąc niechcąc ogromne wrażenie.

NA TAK:
– wygląd nadwozia;
– pomarańczowe elementy limitowanej wersji Orange Art;
– fotele i panoramiczny elektryczny dach.

NA NIE:
– głośna kabina;
– automatyczna skrzynia biegów;
– cena wersji testowanej z bogatym wyposażeniem – ok 250 000 złotych.

Dane techniczne Mercedes-Benz CLA Shooting Brake OrangeArt Edition
Silnik: benzynowy, turbo
Pojemność: 1595 cm3
Moc maksymalna:  156 KM przy 5300 obr/min
Maksymalny moment obrotowy: 250 Nm w zakresie 1250-4000  obr./min             
Napęd: na przednią oś
Pojemność bagażnika w litrach: 495/1354 l
Masa własna: 1455 kg

Najnowsze

Eleganckie upominki walentynkowe od Rolls-Royce

Kolekcję, będącą zbiorem wyśmienitych ekskluzywnych upominków, można traktować jako luksusową propozycję na walentynkowy prezent.

Nie wszyscy wiedzą, że słynna ikona marki Rolls-Royce, Spirit of Ecstasy, została zainspirowana tajemniczą, tragiczną, choć piekną historią miłości i romansu. Autentyczne uczucie sprawiło, że pełna gracji bogini stała się uosobieniem ducha marki Rolls-Royce – elegancji, wdzięku i dbałości o szczegóły.

Pięknie wykonane przedmioty mogą pomóc wyrazić uczucia wobec bliskich osób. Gama luksusowych upominków Rolls-Royce przeznaczona jest dla mężczyzn.

Portfel
Stylowy, zapinany na suwak portfel wykonany ręcznie z takiego samego rodzaju skóry jak ta, której używamy w naszych samochodach. Ozdobiony monogramem Rolls-Royce, elegancko zaprojektowany, z obszerną przegródką na banknoty i nawet 12 kart kredytowych. Wnętrze z naturalnej, beżowej, tłoczonej skóry zawiera także przegródkę na monety zamykaną na suwak z dyskretnym monogramem Rolls-Royce na żakardowej podszewce.
Wymiary: 198x108x24mm

Srebrne spinki do mankietów Spirit of Ecstasy
Te pięknie wykonane spinki do mankietów mają kształt Spirit of Ecstasy. Zrobione ze srebra rodowanego najwyższej próby, są odporne na matowienie.
Wymiary: 23x12x27mm

Jedwabna chusteczka
Doskonały dodatek do każdego stroju. Wykonana ze 100% jedwabiu, z białym wzorem Spirit of Ecstasy. Ten wyśmienity drobiazg jest dostępny wyłącznie w kolorze polnych kwiatów – kolorze specjalnej edycji samochodów Spirit of Ecstasy Centenary Collection.  
Wymiary: 700x700mm

Jedwabny krawat
Wykonany ze 100% włoskiego jedwabiu
z białym wzorem Spirit of Ecstasy. Ma kolor samochodów z kolekcji Spirit of Ecstasy Centenary Collection. Na odwrocie krawata widać portret Eleanor Thornton, uważanej za pierwowzór Spirit of Ecstasy.
Wymiary: 85mm(Blade)x1470mm

Najnowsze

Edyta Klim

Anna Grechishkina i jej TOP 10 w podróży

Anna Grechishkina to ukraińska podróżniczka, która może pochwalić się 10-letnim stażem w podróżach motocyklem po świecie. Poniżej zdradzi, bez czego nie wyobraża sobie własnych podróży.

Trzy lata temu Anna wyruszyła w podróż dookoła świata, która nadal trwa. A jednym z głównych zadań tej wyprawy jest zachęcenie ludzi, zwłaszcza młodzieży i dzieci, do walki o własne marzenia. Z tym przesłaniem odwiedza sierocińce, szkoły, szpitale, schroniska.

Anna wytypowała 10 rzeczy, bez których nie wyobraża sobie własnych podróży:

1. Camelbak

Anna miała go zawsze przy sobie, jednak regularnie zaczęła go używać podczas upalnej podróży po Meksyku. Wcześniej wypatrywała stacji benzynowych i tam gasiła pragnienie, jednak pewnego razu zemdlała z odwodnienia w drzwiach takiej stacji i to była nauczka na całe życie. Teraz ma zawsze zapas wody w camelbaku i regularnie ją popija.

2. Śpiwór

Anna nie jest fanką spartańskich warunków i zdecydowanie woli spanie pod dachem. W niektórych krajach jest to szczególnie zalecane ze względu na własne bezpieczeństwo. Ale często używa śpiwora tam, gdzie nie jest wystarczająco ciepło, albo gdy spanie pod namiotem jest nieuniknione.

3. GPS Tracker

To małe urządzenie szczególnie potrzebne jest Annie w podróży dookoła świata, dzięki czemu może precyzyjnie określić swoje położenie i przekazać je zaufanym osobom w razie kłopotów. Szczególnie, że urządzenie działa tam, gdzie nie ma internetu i ma przycisk SOS.

4. Aparat fotograficzny

On utrwala wszystkie niezwykłe chwile i pomaga poukładać je w pamięci. Zdjęcia z pewnością przydadzą się do książek, które Anna ma zamiar napisać po powrocie.

5. Dodatkowe baterie/powerbanki

Są konieczne, gdy chcemy mieć wszystkie urządzenia zawsze naładowane i w gotowości do działania. Raz, na bardzo niebezpiecznym odcinku przez Rosję, wszystkie baterie w urządzeniach Anny się wyczerpały, a miała zakaz zatrzymywania się i nikt nie wiedział gdzie jest. Od tamtej pory jest zabezpieczona zawsze.

6. Pokrowiec na motocykl

W niektórych krajach warto motocykl przykrywać pokrowcem, by nie prowokować wścibskości, czy złośliwości ludzi. Kolorowe naklejki i dużo bagażu bardzo zwracają uwagę na motocykl i niepotrzebnie zwiększają także ryzyko kradzieży.

7. Środki do dezynfekcji rąk

Jest to niezwykle ważne, szczególnie w krajach o niskim poziomie higieny. A przypadkowe zatrucie może mocno skomplikować każdą podróż.

8. Plastikowe torby

Anna ma zawsze ze sobą pełen przekrój reklamówek i różnorodnych woreczków. One mogą uratować bagaż w razie ulewy, pomogą zabezpieczyć dokumenty, jak i stopy w butach przed zamoknięciem.

9. Sukienka

Anna nigdy nie zapomina o tym, że jest kobietą. I choć wygodniej jest jej chodzić w jeansach i T-shirtach, to czasem chce podkreślić, że pozostała kobietą, mimo iż jej środkiem transportu jest motocykl.

 

10. Uśmiech

Wiele osób pyta Annę, jakich środków osobistej obrony używa. Ona odpowiada, że nie ma żadnych, bo to lepsze, niż niezdarnie z nich skorzystać i sprowadzić na siebie jeszcze większe zagrożenie.

 

Zdecydowanie lepiej jest działać z uśmiechem, mieć pokojowe zamiary, a niebezpieczne miejsca, jak najszybciej opuszczać! Uśmiech sprawdza się zawsze, niezależnie od rejonu świata w którym jesteśmy – twierdzi Anna.

Najnowsze

Magda Wilk

Test Opel Karl – w wersji Cosmo

Słysząc Karl, myślisz Lagerfeld. Jednak nie chodzi nam o niemieckiego projektanta, znanego z nonszalanckich kolekcji ubrań, który stoi m.in. na czele domu mody Chanel. A o Opla Karla - najmniejsze dziecko tego koncernu, które zresztą również ma swoje niemieckie korzenie.

Opel Karl to nowość. Swoją premierę miał w zeszłym roku, podczas salonu w Genewie i od niedawna gości w sprzedaży na polskim rynku. Do tej pory to konkurencja mogła się pochwalić mini autami miejskimi. Teraz dołączył do niej również Opel Karl, którego sprawdzimy, czy na tle innych producentów czymś się wyróżnia.

Wygląd to nie wszystko
W przeciwieństwie do swojego brata Opla Adama, nadwozie Karla nie rzuca się aż tak bardzo w oczy. Gdyby nie żywa gama kolorystyczna – aż 10 kolorów, raczej nie zwrócilibyśmy na niego uwagi. Proste linie, zderzaki w kolorze nadwozia. Z tym Karlem związanym z modą, w kwestii designu raczej równać się nie może. Nawet jeśli dorzucimy opcjonalnie duże okno dachowe, które automatycznie się otwiera, to i tak żadnej nonszalancji tu nie ma. Ot niedużych gabarytów maluch o długości 3675 mm i szerokości 1876 mm, który o dziwo występuje tylko w wersji 5-drzwiowej.

Wyposażenie robi robotę
Wnętrze Karla również nie powala na kolana. Niby dwukolorowe ale ciemne, szare. Nie sprawia wrażenia auta „dla młodych”. Wydawałoby się również, że skoro to maluch, to w środku nie mamy zbyt dużo miejsca. I z pewnością byłoby tak, gdyby autem podróżowało 5 osób. Jeśli jednak jedziemy tylko we dwójkę to spokojnie odsuwając przednie fotele do tyłu możemy przemieszczać się w komfortowych warunkach. Mówię tu celowo o przemieszczaniu, ponieważ auto to nie jest raczej dedykowane na długie podróże a raczej miejskie „wyprawy”. Jeśli jednak zapragniemy zabrać ze sobą pasażerów to tylna kanapa pomieści aż 3 osoby (dostępna również w wersji dwuosobowej). Można ją jednak złożyć (w proporcji 40/60) i zamiast znajomych zabrać ze sobą większe walizki, szczególnie, że bagażnik ma pojemność 215 l – na przewiezienie zakupów z pewnością wystarczy.

Zaczęliśmy trochę od tyłu. Wróćmy jednak na fotel kierowcy. Tutaj moją uwagę przykuło duże koło kierownicy. Trochę jednak złudzenie, bo przy tak małych gabarytach auta wszystko co normalne w innym samochodzie tutaj wydaje się być większe. Do tego pierwsze pozytywne zaskoczenie budzi jej wielofunkcyjność, a to za sprawą podgrzewanej kierownicy. Ciekawe – udostępniono nam miejskiego malucha a wyposażenie co najmniej jak w aucie wyższego segmentu. Zresztą oprócz niej mamy również podgrzewane przednie fotele, elektrycznie sterowane wszystkie okna, tempomat. Do tych „luksusów” w testowanej wersji Cosmo doliczyć możemy także klimatyzację sterowaną elektronicznie. Co nam się jeszcze może przydać w takim miejskim autku? Wejście USB, złącze AUX-in. Znajdują się one niedaleko podświetlanej półki przy lewarku zmiany biegów więc każdy odszuka. No cóż – nic nam chyba więcej nie potrzeba.

Serce na dłoni
Mały z zewnątrz to i serce Karla nie może być zbyt duże. Pod maską mamy zatem 3-cylindrową wolnossącą jednostkę o pojemności zaledwie 999 cm3. Wydobyto z niej 75 koni a raczej koników mechanicznych, które jednak nie mają zbyt dużego ciężaru do pociągnięcia. Opel Karl ma masę zaledwie 939 kilogramów. Jeśli więc nie przeciążymy go zbytnio bagażami i nie zabierzemy nikogo na tylną kanapę to jest szansa, że ta niewielka moc w zupełności nam wystarczy. A wystarczyć musi, bo Opel Karl dostępny jest jedynie w tej wersji silnikowej. Od 0 do 100 km/h przyspiesza w 13,9 s. Na trasie wynik niezachęcający do jakichkolwiek manewrów wyprzedzania jednak w mieście, przy tych wszystkich ograniczeniach? Nie powinno  nam to przeszkadzać. Oczywiście, jeśli chcemy aby auto jechało „żwawiej”, należy nieco „piłować” naszego Karla. Wtedy zmiana biegów wskazana jest przy zdecydowanie wyższych obrotach. Jeśli jednak nigdzie nam się nie śpieszy, możemy spokojnie dalej uprawiać ecodriving. Skoro jesteśmy już przy zmianie biegów to pięciobiegowa przekładnia pozostawia trochę do życzenia. Przełożenia są długie, biegi wchodzą nieco topornie. Wpływa to na apetyt Karla na paliwo. Według danych producenta w mieście możemy osiągnąć zużycie na poziomie 5,6 l/100 km, a w cyklu mieszanym – 4,5 l/100 km. Mimo takich parametrów możemy jednak dość często odwiedzać stacje benzynowe, ponieważ w tak małym aucie musimy się liczyć z równie niedużym zbiornikiem paliwa – 32 l.

Jednak skoro Opel Karl to auto miejskie to należy zwrócić uwagę na wszelkiego rodzaju systemy, które nam tę jazdę po mieście ułatwią. Pierwszy z nich to tryb wspomagania układu kierowniczego City, dostępny w standardzie w wersji Enjoy i Cosmo. Dzięki niemu możemy zwiększyć siłę wspomagania oraz łatwo kręcić kołem kierownicy nawet jednym paluszkiem. Kolejne usprawnienie to system LDW, ostrzegający przed niezamierzonym opuszczeniem pasa ruchu (w standardzie w wersji Cosmo). Ponadto mamy również system ESP z kontrolą trakcji. Nad bezpieczeństwem czuwają przednie, boczne i kurtynowe poduszki powietrzne dla kierowcy i pasażera. Musicie przyznać, że jak na tak małe auto, wyposażenie jest dość bogate.

Czyli jaki?
Opel Karl dopiero od kilku miesięcy podbija polski rynek. Dostępny jest w 3 wersjach: Essentia, Enjoy i Cosmo, które różnią się od siebie wyłącznie wyposażeniem, ponieważ pod maską możliwa jest tylko jedna jednostka napędowa. Kompaktowy, idealny na zakorkowane ulice. Tak mały, że praktycznie wszędzie się zmieści. A do tego funkcjonalny, 5-drzwiowy. Dzięki swoim niedużym wymiarom świetnie pasuje do zatłoczonych ulic, a dzięki bogatemu wyposażeniu sprawia wrażenie auta wyższego segmentu. Na szczęście ceny pozostają na tym niższym poziomie, gdyż w wersji Essentia możemy go już mieć od 35 990 złotych (wersja Cosmo – 46 990 złotych).

NA TAK:
– pięciodrzwiowe nadwozie;
– systemy wspomagające jazdę: City, LDW;
– podgrzewana kierownica.

NA NIE:
– długie przełożenia;
– dostępna jedynie jedna wersja silnikowa.

Dane techniczne Opel Karl 1,0
Silnik: benzyna
Pojemność:   999 cm3
Moc maksymalna:    75 KM przy  6500  obr/min
Maksymalny moment obrotowy:  99 Nm przy   4500 obr./min              
Napęd: na przednią oś
Pojemność bagażnika:  215 litrów

Najnowsze

Magda Wilk

Polska premiera Renault Talisman, Talisman Grandtour i Megane

Wczoraj w Warszawie odbyła się polska premiera trzech modeli Renault: Talisman, Talisman Grandtour oraz Megane. Razem z ambasadorami marki - Katarzyną Glinką i Bogusławem Lindą miałyśmy okazję przyjrzeć się nowym propozycjom marki.

Jako pierwszy, w blasku reflektorów i przy akompaniamencie widowiska w wersji 3D na scenę sali bankietowej wjechał  Renault Talisman. Nowy model francuskiego producenta  w sprzedaży pojawi się już w styczniu 2016 r. Klienci będą mieli do wyboru jedną sposród czterech wersji wyposażenia: Life, Zen, Intens lub Initiale Paris.

Niestety podczas prezentacji nie miałyśmy możliwości przejechać się nowym Talismanem jednak już na pierwszy rzut oka robi spore wrażenie. Stylowe nadwozie pokazuje w jakim kierunku nastąpiły zmiany. Uwagę przykuwa duży przedni grill z pokaźnym logo marki jak i duże światła do jazdy dziennej LED, które częściowo zachodzą na zderzak. Z kolei z tyłu widać charakterystyczne wąskie lampy, przebiegające przez praktycznie całą tylną klapę bagażnika. A pod jej pokrywą kufer o pojemności 608 litrów, przy czym po złożeniu tylnej kanapy uzyskamy 1022 litrów – daje to całkiem dobry wynik.

Wnętrze, podobnie jak nadwozie jest równie stylowe. Zasiadając za kierownicą czy też na tylnej kanapie stwierdzam, że zarówno z przodu jak i tyłu mam wystarczająco dużo miejsca. Dodatkowo w najbogatszej wersji pośrodku kokpitu znajduje się pionowy ekran multimedialny o przekątnej 8,7 cala. Poza jednak wyposażeniem, nowy Talisman to również wszelkiego rodzaju systemy bezpieczeństwa jak i system  Multi-Sense, który pozwala dopasować ustawienia samochodu do preferencji kierowcy i stylu jazdy. Na uwagę zasługuje również układ  4CONTROL  czyli system czterech kół skrętnych (pewniejsze prowadzenie, większa zwrotność).

Nowy Talisman dostępny będzie w pięciu wersjach silnikowych. W ofercie znajdą się dwie jednostki benzynowe  (Energy TCe o mocy 150 KM oraz 200 KM) oraz trzy wysokoprężne  (Energy dCi o mocy 110 KM, 130 KM oraz 160 KM).

Jak już wspomniałyśmy w Polsce Renault Talisman dostępny będzie już w styczniu 2016 r. Z kolei zwolennicy nadwozia w wersji kombi czyli Talisman Grandtour będą musieli poczekać na nią do maja 2016 r.

Oprócz Talismana na gali pokazano również nowe Renault Megane w najmocniejszej w wersji GT (205 koni mechanicznych). Mimo, że to auto niższego segmentu to widać w nim podobieństwo do zdecydowanie większego Talismana, zarówno w stylistyce nadwozia jak i we wnętrzu. Również, podobnie jak Talisman, nowe Megane w wersji GT wyposażono w technologię 4Control czyli układ czterech kół skrętnych. Dzięki niemu prowadzenie tego ponad 200-konnego kompakta będzie dawało kierowcy sporą satysfakcję. Dla tych, którzy nie są jednak żądni aż tak dużych wrażeń będą dostępne również inne wersje silnikowe: pozostałe dwie jednostki benzynowe (100 KM oraz 130 KM) oraz trzy wysokoprężne ( 90 KM, 110 KM  i 130 KM). Na nowe Renault Megane będziemy musieli poczekać do marca 2016 r.

Najnowsze