Test Mazda MX-5 – jesienią z otwartym dachem

Choć to nie jest jedyny roadster na rynku, to właśnie jemu Jeremy Clarkson chciał dać czternaście gwiazdek w pięciogwiazdkowej skali. Gdzie tkwi fenomen tego auta? Postanowiłam to sprawdzić i porównać z największym konkurentem Hondą S2000.

Jesień? Z otwartym dachem swobodnie można podróżować i nie zmarznąć w Maździe MX-5.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Zabawka – przedmiot służący do zabawy nie tylko dzieciom, ale również dorosłym. Jej głównym zadaniem jest dostarczanie jak największej frajdy. Czy nową Mazdę MX 5 można nazwać zabawką?

Składany dach, dwa miejsca, napęd na tylną oś – Mazda MX 5 to typowy roadster. Choć to przecież nie jedyny tego typu samochód na rynku, to właśnie o nim Jeremy Clarkson powiedział w 2009 roku: „Nic nie będzie w stanie dać więcej satysfakcji na drodze. Nic nie da tyle radości. Jedyny powód, dla którego daję temu autu pięć gwiazdek to to, że nie mogę dać mu czternastu”. Gdzie tkwi fenomen? Postanowiłam poszukać.

Skradzione serce…
Testowany egzemplarz to już trzecia generacja Mazdy MX-5. Auto trafiło na rynek w 2005 roku i cztery lata później przeszło drobny lifting. Zatem z czym teraz będę mieć doczynienia? Rzędowy, czterocylindrowy silnik MZR 2.0 o mocy 160 KM, maksymalny moment obrotowy 188 Nm przy 5000 obr./min., lekkie nadwozie, podwójna końcówka wydechu i 17-calowe obręcze – uśmiecham się radośnie. Zresztą, kto by tego nie zrobił stając z nią oko w oko? Ksenonowe oko.

Podoba się. Nawet bardzo. Stop! Przecież nie mogę dać się tak omamić już na samym początku. Czujna jak ninja wsiadam do środka.

W środku czarno i sportowo; siedzi się nisko. „Kierownica jest odrobinę za duża…” – myślę sobie próbując przyczepić się do czegoś jeszcze. Mazda skutecznie się broni. Deska rozdzielcza została starannie zaprojektowana, pokrętła są duże i łatwe do „odnalezienia” bez odrywania wzroku od drogi. Konkurencyjna Honda S2000 problem dekoncentracji kierowcy postanowiła rozwiązać w prosty sposób – na desce rozdzielczej nie umieściła praktycznie nic.

Przekręcam kluczyk. Jest głośno. Wciskam pedał gazu –  robi się jeszcze głośniej, ale nie tylko ze względu na rosnące obroty jednostki napędowej, ale za sprawą wzmacniacza dźwięków dolotu (induction sound enhancer, ISE), który daje silnikowi sportowe brzmienie. To prawdziwa gratka dla fanów rasowych dźwięków, dostępna w MX-5 w wersji z manualną, sześciobiegową skrzynią. Jeżeli ktoś jednak preferuje New Kids on the Block to odtwarzacz oraz system 7 głośników Bose skutecznie „przekrzyczy” pracę silnika.

Mazda MX-5 – auto może się podobać.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Samochód prowadzi się wyśmienicie. Siedzę za kierownicą zaledwie od kilku minut, a odnoszę wrażenie jakbym jeździła Mazdą MX-5 od kilku lat. W przeciwieństwie do konkurentów to auto nie wymaga od kierowcy umiejętności Roberta Kubicy. Nie straszy twardym, sportowym sprzęgłem, nie gaśnie na niskich obrotach, lewarek ma krótkie skoki, a skrzynia świetnie zestopniowane przełożenia. Silnik jest bardzo elastyczny i po prostu genialny; stworzony zarówno do spokojnej codziennej jazdy jak i do wyśmienitej zabawy. Jazda MX-5 ma być frajdą, a nie walką o przetrwanie i faktycznie radości z jazdy – ku mojemu zadowoleniu – jest tu w nadmiarze. Pomaga w temu idealny rozkład mas 50:50, nisko umieszczony środek ciężkości, no i – rzecz jasna – napęd na tylną oś. Tak się robi zabawki dla dorosłych.

Z otwartym dachem na jesieni?
Ulegam pokusie. Otwieram dach, który składa się w czasie 12 sekund – i to jest świetny wynik. Złożony kawał metalu nie zajmuje miejsca w bagażniku, zatem dalej mam do dyspozycji 150 litrów pojemności kufra.

Ludzie stojący na przystanku obserwują, siedzący w autobusie patrzą, w samochodach obok uśmiechają się. Jazda kabrioletem zawsze ma w sobie odrobinę magii – jedziesz i czujesz, że możesz zmieniać świat. Wychodząc na ulicę nago nie zrobicie takiego wrażenia na otoczeniu jak przemykając po mieście za kierownicą kabrio.

Konkurencyjna Honda S2000 to równie piękna propozycja jednak wymaga doświadczonego kierowcy. 240 KM mocy jednostki napędowej to już nie są żarty. Ma nieduży prześwit i jest do tego bardzo twardo zawieszona, zatem przejeżdżanie przez muldy, których w mieście pełno, każdorazowo wymaga wstrzymania za nami całego ruchu. Fantastyczny silnik 2.0 VTEC – wręcz stworzony do zabawy – poniżej 2500 obr./min. się dławi, więc ruszanie Hondą z miejsca wymaga pewnej wprawy. Dodatkowo S2000 ma miękki dach, po złożeniu którego solidnie wieje (nie ma tradycyjnego windstoppera, tylko niewielką szybkę między fotelami). Jednym słowem agresywny samochód na tor, nie na ulicę.

 

Zgrabny tył Mazdy Mx-5.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Podczas spokojnej jazdy w cyklu miejskim, ze schowanym dachem, komputer pokładowy umieszczony między zegarami pokazuje spalanie 9,5 litra na setkę. Im mocniej wciskam gaz, tym większy w efekcie Mazda ma apetyt na paliwo – to oczywiste. Gdy cennego płynu w baku zabraknie, to warto wiedzieć jak dostać się do zbiornika; łatwiej znaleźć życie na Księżycu niż guzik otwierający wlew – został on skrzętnie ukryty w schowku pomiędzy oparciami foteli.

Miłą niespodzianką jest mx’owe zawieszenie: można je określić mianem sportowe, choć zapewnia tę odrobinę komfortu, która na polskich drogach jest na wagę złota. Znów gorzej wypada w tym wypadku Honda S2000 – jeden dzień za kierownicą i jazda po Warszawie skutkuje tym, że boli wszystko, łącznie z tęczówką w oku.

Zbliża się wieczór – nie chcę wysiadać z MX-5. Jest listopad, temperatura gwałtownie spada. Ku mojej radości fotele w Maździe mają 5 stopniowe podgrzewanie, dzięki czemu jeszcze długo po zakończeniu lata można się cieszyć jazdą z otwartym dachem – nawet przy 13 stopniach Celcjusza. Ludzie stojący wieczorem na przystankach i siedzący w autobusach, zdają się o tym nie wiedzieć, dlatego tym razem patrzą na mnie z nieskrywanym zdziwieniem.

Jak przy fotelach jesteśmy – chciałoby się zabrać choć jeden do domu. Są dobrze wyprofilowane, pokryte czarną skórą, z doskonałym trzymaniem bocznym – jednocześnie niezbyt twarde i komfortowe na dłuższych dystansach. Istna bajka w porównaniu z Hondą S2000, która fotele ma tak twarde, że podróżowanie nią przypomina siedzenie w wannie bez wody.

Rozkładanie dachu trwa jedynie 12 sekund.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Miasto to istny poligon dla sportowych aut: krawężniki, „leżący policjanci”, strome wjazdy i zjazdy do garaży podziemnych. Mazda ze swoim prześwitem 136 mm radzi sobie doskonale.

Widzi mi się
Po kilku dniach z MX-5 chcę nosić jej zdjęcie w portfelu. To samochód, który przyniesie naprawdę dużo radości. Przede wszystkim jest ładny. Prowadzi się wręcz perfekcyjnie; jazdą po zakrętach ucieszy niejednego ponuraka. Silnik lubi wysokie obroty, pokazuje też kulturę na niskich.

Przy wyborze tego typu samochodu zawsze powinno się słuchać serca. Jak rozum dojdzie do głosu to już po zakupach. Ze względu na dwa fotele oraz mały bagażnik samochód, nie grzeszy praktycznością jednak za tę kwotę otrzymamy istne 3 w 1: ładny i przyjemny środek transportu do codziennej jazdy, sportową zabawkę oraz kabriolet ze sztywnym dachem. I co równie ważne – drogie Panie – jazda tym samochodem to ciągła walka z męskim zainteresowaniem, które będzie Was osaczać na każdym kroku. Tylko raz wykazałam brak asertywności, w efekcie czego dwóch panów skutecznie zatrzymało mnie w garażu na 30 minut.  Gwarantuję, że w tym samochodzie każda z Was poczuje się jak króliczek Playboy’a. Dodatkowo fanklub Mazdy MX-5 jest najlepiej rozwiniętym i najprężniej działającym fanklubem motoryzacyjnym w Polsce- czy to za kierownicą, czy poza nią, ale z tym samochodem nie będziecie się nudzić. Nie wierzycie? Blisko milion aut sprzedanych od początku produkcji oraz wpis do księgi rekordów Guinnessa jako najlepiej sprzedające się dwuosobowe, sportowe auto w historii, 178 istotnych nagród w branży motoryzacyjnej – czy są jeszcze jakieś pytania?

Na szczęście Japończycy nie spoczywają na laurach – trwają testy kolejnej, najnowszej Mazdy MX-5.

Ceny nowej Mazdy MX 5 zaczynają się od 107 900 złotych.

Na TAK:

– bardzo elastyczny silnik

– krótkie skoki lewarka i dobre zestopniowanie skrzyni biegów;

– dość komfortowe zawieszenie jak na roadstera

– rewelacyjne fotele

Na NIE:

podczas jazdy z zamkniętym dachem dość głośno słychać jednostkę napędową.

Dane techniczne Mazda MX-5 Roadster Coupe

Silnik – benzynowy MZR 1999 cm3

Moc – 160 KM przy 7000 obr./min.

Moment – 188 Nm przy 5000 obr./min.

Nadwozie – roadster coupe, 2-drzwiowe, 2 –osobowe

Rozmiary – 402/172/125 cm

Napęd – na tylne koła

Dach – sztywny, składany

Masa – 1090 kg

Prędkość maksymalna – 218 km/h

Skrzynia biegów – 6 biegowa, manualna

Poj. bagażnika – 150 l

Średnie zużycie paliwa – 7,6 l

Najnowsze

Warszawa najbardziej zakorkowanym miastem w Europie?

Stolica zajęła miejsce na podium według raportu przygotowanego przez Tom Tom za drugi kwartał 2013, w którym opublikowano wyniki pomiarów poziomu zatłoczenia dróg w 59 największych miastach europejskich.

Z raportu wynika, że aglomeracja warszawska jest trzecim – po Moskwie i Stambule – najbardziej zakorkowanym miastem w Europie. W raporcie zostały uwzględnione najważniejsze europejskie metropolie powyżej 800 000 mieszkańców. Z globalnego raportu TomTom Traffic Index wynika, że kierowcy na całym świecie średnio tracą w korkach 8 dni roboczych w ciągu roku.

Jak się jeździ po Warszawie? Dowiesz się tutaj.

Aglomeracja warszawska na 3. miejscu
Z europejskiej części globalnego raportu wynika, że średni poziom zatłoczenia w aglomeracji warszawskiej w drugim kwartale 2013 wyniósł 44 proc. Oznacza to, że średni czas podróży w stolicy Polski był dłuższy o 44 proc., niż wtedy, gdy ruch przepływał swobodnie. W szczytach porannym i wieczornym poziom zakorkowania wynosił 89 proc. i 95 proc odpowiednio. Takie wyniki uplasowały aglomerację warszawską na trzecim miejscu spośród 59 największych europejskich miast, objętych raportem. Największe spowolnienie ruchu przypadało na poniedziałkowe poranne godziny szczytu oraz wieczorne godziny szczytu w piątki. Najbardziej zakorkowanym dniem w aglomeracji warszawskiej był 25 maja 2013r., było to związane ze znacznymi opadami deszczu od samego rana i zalanymi ulicami. Co pocieszające poziom zakorkowania w analizowanym kwartale był nieco niższy niż w analogicznym okresie w 2012 roku: ogólny był o 1 punkt procentowy niższy, a poranny o 4. Przy czym wskaźnik ten wzrósł w przypadku wieczornych korków: z 91 do 95 proc.

Korki w Warszawie to codzienność.
fot. Motocaina.pl

W praktyce oznacza to, że jeśli w drugim kwartale 2013 codziennie podróżowaliśmy pół godziny, to w korkach spędziliśmy 110 godzin (średnia na cały rok). Przy czym
w odniesieniu do szczytów porannych i wieczornych czas podróży był niemal dwa razy dłuższy niż w przypadku swobodnego ruchu.

„Analizując dane z 2011 i 2012 roku warto zauważyć, że sytuacja praktycznie nie ulega zmianie, nawet pomimo otwarcia autostrady A2 i drogi ekspresowej S8 Konotopa-Powązkowska. Niestety podobna sytuacja mogła nastąpić także po otwarciu drogi ekspresowej S2 Konotopa – Puławska, co będzie można sprawdzić po opublikowaniu wyników Tom Tom Traffic Index za cały 2013 rok” – powiedział Jan Jakiel, prezes SISKOM. – „Spadek zatłoczenia po otwarciu nowej inwestycji jest chwilowy, a w dłuższej perspektywie na skutek wzbudzenia ruchu następuje powrót zatłoczenia do pierwotnego poziomu. Pewną poprawę może tutaj przynieść dopiero uruchomienie II linii metra, planowane na koniec 2014 r.”.

Co ciekawe takie zakorkowanie miasta jest jedną z głównych przyczyn tzw. efektu „zatrzymania – ruszania” opisanego w badaniu firm Castrol i TomTom[1]. Duża ilość takiego zatrzymywania – ruszania przyczynia się do szybszego zużywania silnika. Dla Warszawy wskaźnik ten wynosi 16200 postojów/ rocznie/ pojazd.

W Polsce króluje aglomeracja łódzka
Równolegle do raportu dotyczącego największych miast w Europie firma TomTom zbadała również zakorkowanie miast poniżej 800 tysięcy mieszkańców. W zestawieniu znalazły się dwie polskie aglomeracje: łódzka oraz krakowska. Okazało się, że zakorkowanie w tej pierwszej było wyższe niż nawet w aglomeracji warszawskiej: ogólny współczynnik wyniósł aż 53 proc., w porannym szczycie – 76,8 proc.,
a w wieczornym – 103 proc.. Kraków w tym zestawieniu wypadł zdecydowanie lepiej niż stolica: ogólny współczynnik wyniósł 29,8 proc., w porannym szczycie – 54,9 proc., a w wieczornym – 66,8 proc.

Korki w Europie
Najbardziej zakorkowaną aglomeracją w Europie w drugim kwartale 2013 była Moskwa. Średni czas podróży w stolicy Rosji był dłuższy o 65 proc. w porównaniu z okresem, gdy ruch przepływał swobodnie, i o 114 proc. dłuższy podczas porannych godzin szczytu. Wieczorem czas podróży wydłużał się o 133 proc.

Na drugim miejscu uplasowała się aglomeracja stambulska. Średni czas podróży w tureckiej stolicy był dłuższy o 57 proc. w porównaniu z okresem, gdy ruch przepływał swobodnie oraz o 81 proc. podczas porannych godzin szczytu. W szczycie wieczornym czas spędzony za kierownicą wydłużał się o 127 proc.

Kolejne miejsca zajęły Palermo, Marsylia, Rzym, Paryż, Sztokholm, Bruksela oraz Lyon.



[1] W badaniach przeprowadzonych przez firmę TomTom na zlecenie Castrol przeanalizowano informacje z satelitarnych systemów nawigacyjnych używanych przez kierowców z 50 miast na całym świecie. Celem było podkreślenie obciążeń, jakim poddawane są samochody przy zmiennych warunkach na drodze.

 

Najnowsze

Debiut motocyklistki Moniki Marin – „Kroniki Saltamontes”

Debiutancka książka Moniki Marin, motocyklistki i kierowcy wyścigowego, pokazała się właśnie w księgarniach internetowych. Pytamy autorkę o genezę powstania powieści.

„Kroniki Saltamontes – Ucieczka z mroku” Monika Marin
Monikę Marin możecie kojarzyć z Motocyklowych Mistrzostw Polski, gdzie startowała w latach 1994-1998. Pisała też do Motocykla, Playboya i Voyage. Niedawno opublikowała swoją pierwszą książkę.

Subiektywny wybór książek dla motocyklistek Ani Dąbrowskiej tutaj; inne zestawienie przygotowała Edyta Wrucha – kliknij tu.

„Kroniki Saltamontes – Ucieczka z mroku” to pełna przygód i wzruszeń powieść przygodowa dla całej rodziny. Adam i Aleks – dwóch chłopców z sierocińca, jeden obdarzony nieprzeciętną intuicją, a drugi inżynieryjnym umysłem – wyruszają w podróż. Wcześniej jednak skonstruują Maszynę do Produkowania Szczęścia, której powierzą swoje sekrety. Chłopcy marzą o odnalezieniu domu i zaskakujących przygodach. Ich życie nabierze tempa, gdy w średniowiecznych podziemiach odnajdą tajemnicze księgi. Od tej pory spotkają ich sytuacje niebezpieczne i pełne emocji. Ale najważniejsze jest aby przeprawili się przez całą Europę i dotarli do miejsca, które wspólnie wylosowali na mapie. No i oczywiście aby ich wynalazek uszczęśliwił nie tylko ich, ale i ludzi o dobrym sercu.

Lektury samochodowe – kliknij tu.
Lektury motocyklowe – kliknij tu.

– Na to, o czym jest ta książka, oraz jak wygląda złożyło się wiele rzeczy – mówi dla Motocaina.pl autorka książki Monika Marin. – Po pierwsze, sama mam dzieci i doskonale orientuję się jakie książki są dostępne na rynku. Dużo wspólnie czytamy i nagle olśniło mnie: że w literaturze brakuje mi „czegoś”. Jest dużo magii, szaleństwa, smoków, cyborgów; ale gdzieś tak w głębi duszy zapragnęłam takiej książki…w starym stylu. Takiej, którą znalazłabym u dziadka na strychu i czytała z wypiekami na twarzy. I co się okazało? Że takich książek już nie ma! Możemy oczywiście wrócić do „Ani z Zielonego wzgórza”, albo „przygód Tomka Sawyera”, ale poza tym?… Pomyślałam wtedy, że zamiast „klonować” kolejnego Harry Pottera, napiszę książkę, która jest inna, choć… tak naprawdę nie jest. Nie zrobiłam niczego ponad powrotem do korzeni literatury, i wyciągając na swoje biurko cały warsztat jaki posiadam, a jest to warsztat dziennikarski, podróżniczy, oraz ten oparty na wiedzy pedagogicznej, zabrałam się za pisanie. I tak powstała książka przygodowa, w której dwaj dzielni chłopcy na przekór wszelkim trudnościom przemierzają całą Europę, aby odnaleźć swój wymarzony dom. Cieszę się również, że mimo iż książka adresowana jest do dzieci, chętnie czytają ją też dorośli. Jest więc szansa, że rodzic czytający dziecku do snu, również się wciągnie w tę przygodę. No i oczywiście, z wiadomych przyczyn, nie mogłam się oprzeć aby wpleść wątek motocyklowy. Ale nie będę teraz zdradzać tajemnicy – podsumowuje Monika Marin.

„Kroniki Saltamontes – Ucieczka z mroku” to powieść dla dzieci i młodzieży, po którą z przyjemnością sięgnie niejeden dorosły.
Kroniki Saltamontes. Ucieczka z mroku
Autor: Monika Marin
Wydawnictwo: Pinus Media , Październik 2013
Cena 29,99 złotych. Książkę można kupić np. tu.
Więcej o autorce dowiesz się tutaj i na jej oficjalnym fanpage’u – kliknij tu.

Najnowsze

Caterham wyprodukuje motocykle – i to jakie! Galeria

Wiadomość ta obiegła świat i wzbudziła zdziwienie. Producent sportowych roadsterów, uwielbianych przez Angoli, teraz zabiera się za projekty jednośladów.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby zabrał się za produkcję motocykli jeden z dużych producentów samochodów – zdarzały się już takie pomysły w historii. Ale niewielka manufaktura składająca do tej pory niszowe, sportowe auta? Można by pomyśleć, że albo kryzys dotknął tę firmę i muszą szukać możliwości dotarcia do kolejnej grupy odbiorców, albo tak ich „wykończyły” inwestycje w Formułę 1, że postanowiono wziąć się za nowe, ale de facto tańsze w produkcji pojazdy. Faktycznie jednak sytuacja wygląda z goła inaczej. Sądząc po niepodważalnym doświadczeniu biznesowym managerów Caterhama – Tony’ego Fernandes’a i Dato’ Kamarudin’a – i ich sukcesie w budowaniu najbardziej dochodowej na świecie taniej linii lotniczej AirAsia, można spodziewać się, że nowo powstała spółka-córka Caterham Motocykle może stać się cenioną marką zarówno w Europie jak i w Azji.

Jak nam się jeździło Caterhamem Super Seven? Nasze wrażenia z jazdy i test czytaj tu.

Teraz koncern Caterham będzie składał się z Caterham F1 Team, Caterham Racing (GP2), Caterham Technologie & Innowacje, Caterham Composites (kompozyty, materiały do budowy kit car’ów i samodzielnego składania pojazdów), ostatnio utworzona spółka Caterham Moto Racing Team i Caterham Motocykle.

Galeria zdjęć motocykli Caterhamkliknij tu.

Caterham poinformował motocyklowe towarzystwo o swojej decyzji na trwającej właśnie wystawie jednośladów w Mediolanie EICMA. Zaprezentowano tam trzy modele marki Caterham, z których każdy budzi nie lada kontrowersje, choć naszym zdaniem zapowiadają się całkiem ciekawie. Co więcej, producent ma wybitne doświadczenie w konstrukcji pojazdów lekkich i stworzonych do dostarczania frajdy z jazdy – to wróży naprawdę dobrze temu projektowi. Już 4-kołowy pojazd Caterham Seven dawkował kierowcy podobne wrażenia jak podczas prowadzenia motocykla, zatem jest nadzieja, że jednoślady tej marki zostaną dobrze przyjęte przez fanów dwóch kółek.

Warto przypomnieć też informację z zeszłego miesiąca z Sepang w Malezjii, kiedy Caterham oznajmił światu o udziale marki w Mistrzostwach Świata Moto2 i założeniu Caterham Moto Racing Team – jednym z dwóch kierowców fabrycznych ma być Josh Herrin. Takie posunięcie zapowiadało nadciągającą prezentację nowych modeli Caterham.

Caterham Brutus 750
fot. Caterham

Najbardziej rzucającym się w oczy i zarazem największym modelem wśród debiutujących maszyn jest Caterham Brutus 750, którego sam producent okrzynął mianem motocyklowego SUV’a – ma się pojawić w Wielkiej Brytanii na wiosnę 2014 roku. Jednoślad wyposażono w automatyczną skrzynię biegów. W zimę można go będzie użytkować jako specyficzny skuter śnieżny, inwestując w opcjonalny zestaw do przeobrażenia w wersję zimową; modyfikacja ma zajmować około 4 godzin. Innymi słowy ma to być uniwersalny motocykl zarówno na szosę, teren jak i na śnieg.

Caterham Classic E-Bike
fot. Caterham

Dwa kolejne modele to raczej motorowery. Pierwszy – Caterham Classic E-Bike – wyposażony jest w napęd elektryczny zapewniający zasięg od 40 do 80 kilometrów (w Unii Europejskiej nie wymaga się na taki rodzaj jednośladu prawa jazdy). Jego sylwetka w stylu retro nawiązuje nieco do zabytkowych bicykli, świetlanych lat brytyjskiego motocyklizmu, ale również motocykli żużlowych.

Caterham Carbon E-Bike
fot. Caterham

Drugi to Caterham Carbon E-Bike z wyglądu nawiązuje do świata sportów motorowych, zwłaszcza Formuły 1. Sylwetka ta wzbudza najwięcej kontrowersji – nie wykluczone, że motorower ten pojawi się na rynku w limitowanej liczbie egzemplarzy. Sądząc po nazwie modelu może być zbudowany z wykorzystaniem wytrzymałego włókna węglowego.

Najnowsze

Kolekcja kasków Ruby na 90-lecie BMW

Na 90-lecie BMW francuski projektant kasków dla motocyklistów i tych, którzy jeżdżą skuterami, wypuścił unikatową kolekcję.

Kolekcja kasków składa się z 3 wzorów skorup, znanych już wcześniej wielbicielom marki Ruby, które tym razem opuściły manufakturę producenta w 5 nowych malowaniach. Dostępne są zarówno kaski otwarte, jak i integralne, w kolorystykach i tych bardziej stonowanych (grafit, beż, czarny), jak i zwracającyh uwagę (pomarańczowych i biało-kolorowych). Ruby nie zapomniało o wystylizowaniu dwóch skorup otwartych kasków na typ vintage w kolorze kości słoniowej, na której znalazły sie trzy pasy – tak dobrze znane wielbicielom marki BMW – sportowych maszyn M-power (czerwono-granatowo-niebieski).

Z czego słyną kaski Ruby dowiesz się tutaj.

Kolekcja kasków Ruby Munich 90 (Monachium 90) zostanie wyprodukowana w limitowanej liczbie egzemplarzy (dokładnej cyfry nie podano), co ma podkreslać unikatowość każdej sztuki, a każdy hełm otrzyma swój indywidualny numer seryjny.

Cena jednego egzemplarza może się wahać od 700 do 1080 euro (2926 złotych – 4514 złotych).

Jak wygląda kask na skuter Ruby od Karla Lagerfelda? Kliknij tu.

Kask Ruby z kolekcji Munich 90 na 90-lecie BMW.
fot. Ruby

Najnowsze