Test Mazda 6 – kobieta dojrzała

Urosła, wypiękniała i zdobyła trzy prestiżowe nagrody.  Prowadzi się tak doskonale, że kto raz usiądzie za jej kierownicą ten przepadł na wieki. To już nie jest tylko dobry japończyk. To obiekt pożądania.

Wybory Miss World odbywają się od 1951 roku, ale przedstawicielka z Japonii nigdy w nich nie zwyciężyła. Podobnie jest z japońskimi samochodami; można powiedzieć o nich wiele dobrego, ale wyglądem serc nigdy nie porywały. „Od teraz zmieni się wszystko” – pomyślałam patrząc na najnowszy egzemplarz Mazdy 6.

Stojąc samotnie na parkingu szóstka wygląda jak ogromny rubin – to zasługa koloru lakieru Soul Red. Z pewnością warto go rozważyć przy zakupie, mimo że jest najdroższy. Odziana właśnie w tę czerwień nowa Mazda 6 wygląda równie pociągająco jak Demi Moore w filmie „Striptiz”.

Urosła, wypiękniała i zdobyła trzy prestiżowe nagrody – Mazda 6.
fot. Motocaina.pl

Pretty Woman
Z zewnątrz jest majestatyczna i okazała. Mimo sporych gabarytów – zgrabna, wręcz seksi. Dwie chromowane końcówki wydechu uświadamiają, że szóstce bardziej niż klasa biznes, gra w duszy sport. Dzięki 19-calowym, aluminiowym obręczom o ładnym wzorze wydaje się jeszcze bardziej masywna i przysadzista – wzbudza respekt. Z zewenątrz sprawia wrażenie dopracowanej do perfekcji – nikt nie pozostanie jej urokowi obojętny.

Idąc z duchem czasu postanowiono, że kluczyk Mazdy 6 będzie teraz „inteligentny” i bezobsługowy. Wystarczy go mieć nawet na samym dnie największej na rynku torebki, aby móc samochód otworzyć za pomocą małego guziczka na klamce i uruchomić silnik przyciskiem Start.

W środku elegancko, bez zbędnej ekstrawagancji. Pewna przewidywalność w japońskich samochodach zawsze była niekwestionowaną zaletą. Żadnych niespodzianek w postaci obrotomierza na podsufitce czy deski rozdzielczej do góry nogami. Wszystko na swoim miejscu, stonowane, klasyczne. Widać jakie zasady przyświecały temu wnętrzu: samochód ma mieć ergonomię na najwyższym poziomie i nikt z japońskich projektantów „kijem Wisły nie zawracał”.

Wnętrze Mazda 6 – w środku elegancko, bez zbędnej ekstrawagancji.
fot. Motocaina.pl

Fotele są duże, lekko kubełkowate, a podczas jazdy ujawnia się ich cecha charakterystyczna – świetnie utrzymują ciało na zakrętach. To zdecydowanie jeden z mocniejszych elementów tego samochodu. Podczas pierwszych opadów śniegu, kiedy przebiegłej zimie po raz kolejny udało się zaskoczyć drogowców, powrót do domu zajął mi trzy godziny. Siedzenia za dobre sprawowanie zarówno podczas długiego stania w korku (brak bólu kręgosłupa), jak i dynamicznej jazdy po winklach dostają ode mnie mocne 5+. Wszystkie w testowanym egzemplarzu zostały obszyte białą, wentylowaną skórą z czerwonymi przeszyciami – takie cudeńka dla najbardziej wybrednych klientów dostępne są w najwyższej opcji wyposażenia za dopłatą jedynie 600 złotych. A kanapa z tyłu? Jest większa niż niejedni mają w salonie. Szeroka, z głębokim siedziskiem, stwarza wręcz podręcznikowe warunki do podróżowania. Podejrzewam co prawda, że prawdziwy kierowca raczej nie odda nikomu kierownicy odmawiając sobie tym samym przyjemności prowadzenia Mazdy 6, ale jego rodzina na pewno nie będzie z tyłu marudzić. Miejsca jest tu tyle, że można latawce puszczać.

Bagażnik – wielkości Arki Noego – jest kolejnym atutem tego samochodu. Jadąc na urlop bez problemu można spakować całą rodzinę i – gdyby ktoś życzył – dodatkowo sąsiada, lub jak kto woli przysłowiowe piąte koło u wozu. Zaglądając do wnętrza ma się wrażenie, że ogromna czeluść 483 litrów potrafi pomieścić w ustawnym kufrze dosłownie wszystko, co człowiekowi się zamarzy przewieźć.

Na desce rozdzielczej tradycyjny, japoński design. Wszystko jest pod ręką i nawet nocą obsługa samochodu nie nastręcza trudności. Każdy przycisk jest doskonale podświetlony, więc odnalezienie czegokolwiek jest bardzo łatwe – nawet kret by sobie poradził. Jedynie przyciski do otwierania szyb, umieszczone na drzwiach po stronie kierowcy, w ciemności pozostają niewidoczne. Trzeba znać ich dokładną pozycję, aby długo nie szukać po omacku panelu z lewej strony.

Masywna, przysadzista Mazda 6.
fot. Motocaina.pl

Za to obsługa klimatyzacji i nawiewu odbywa się intuicyjnie za pomocą starannie rozmieszczonych przycisków na desce. Sterowanie radiem, nawigacją oraz komputerem pokładowym wymaga oswojenia się z kolorowym, dotykowym komputerem pokładowym. I tu mały skandal: komputer jest w stanie porozumieć się z nami np. w języku rosyjskim, a polskiego brak. Podobno polszczyzna pozostaje jednym z najtrudniejszych języków świata, zatem staram się wykazać pewnym zrozumieniem… Dla bardziej wygodnickich i lubiących gadżety jest możliwość obsługi komputera za pomocą pokrętła umieszczonego tuż za dźwignią zmiany biegów – rozwiązanie znane z niemieckich limuzyn.

Długoby wymieniać cymesy tego samochodu: kierownica świetnie leży w dłoniach, choć jest nieco zbyt duża, zegary czytelne, ale… nie to jest najbardziej istotne w tym samochodzie. Wisienką na torcie jest tu silnik.

Bez Mazdy nie ma jazdy
Pod maską pracuje rzędowy diesel o pojemności 2.2 litra, z podwójną turbosprężarką, mocą 175 KM dostępną wysoko, bo przy 4500 obr./min. To naprawdę wybitna jednostka. Nadzwyczaj elastyczna, zadziwiająco energiczna „z dołu”, zaskakująco sprawna na wysokich obrotach.

Zresztą sposób, w jaki prowadzi się Mazda 6, to temat na mały tomik poezji. Już po kilku minutach wiedziałam, że to miłość. Gdyby nie typowy dla jednostek wysokoprężnych, nieduży zakres obrotów na obrotomierzu, nikt nie byłby w stanie tu rozpoznać pracy tego silnika. Samochód po prostu płynie – niezależnie czy na niskich czy wysokich obrotach. Kabina została wyciszona niczym kapsuła kosmiczna – perfekcyjnie. Podczas jazdy słychać jedynie delikatny, przyjemny szum pochodzący z kół. Te kojące dźwięki i komfort podróżowania sprawiają, że nie chce się z Mazdy wysiadać – wcale nie trzeba tego często robić. Auto w mieście zużywa 8,8 litra paliwa. Biorąc pod uwagę fakt, że w szóstce zamontowano 62-litrowy zbiornik to lepiej zrobić zdjęcie stacji benzynowej, aby w przyszłości nie zapomnieć jak wygląda, zanim wyczerpie się bak. Ekonomia jazdy to nie tylko moja zasługa, a systemu i-ELOOP, zajmującego się odzyskiwaniem energii np. z hamowania.

Dopełnieniem przyjemności prowadzenia Mazdy 6 jest krótka i pracująca z zegarmistrzowską precyzją dźwignia zmiany biegów. Przy takiej kulturze pracy przekładni kto by chciał automat? Z pewnością nie ja.

Sposób, w jaki prowadzi się Mazda 6, to temat na mały tomik poezji.
fot. Motocaina.pl

Mazda jest potężna – choć nie czuć tego ani na nią spoglądając w salonie, ani nawet w niej siedząc. O gabarytach szybko można się przekonać wyjeżdżając do zatłoczonego samochodami miasta. Szóstka jest długa (487 cm) i szeroka (211 cm) i staje się nieco wybredna podczas parkowania. Lubi dużo miejsca. Przy manewrowaniu pomocne są czujniki parkowania, zarówno z przodu, jak i tyłu, dzięki którym szybko udaje się usadowić auto w przepastej przestrzeni. Wymiary samochodu nie dają o sobie zapomnieć również podczas przyziemnej czynności, jaką dolewanie płynu do spryskiwaczy. Podnosząc maskę czułam się, jakbym odkrywała czteroosobowe jacuzzi, a sięgnięcie do zbiornika wymaga długiej ręki – nie zmienia to faktu, że w szóstce i tak jestem zakochana.

Zawodowa uwodzicielka
Mazda 6 została przyjęta w Polsce bardzo entuzjastyczne i doskonałe wyniki sprzedaży wcale mnie nie dziwią. Nawet folder zawierający specyfikację samochodu przypomina małe dzieło sztuki. Za 136 700 złotych otrzymujemy przepiękny samochód, w najwyższej opcji wyposażenia z najmocniejszym, a jednocześnie oszczędnym silnikiem diesla.

Mogłabym ją testować co tydzień, przenieść do niej całe moje życie, nie opuszczać jej praktycznie wcale. Zapewniam, że po jeździe próbnej, mogą być problemy z zaśnięciem. Auto jest wprost cudowne: prowadzi się jak marzenie, ma doskonały silnik i w porównaniu z konkurencją bardzo atrakcyjną cenę. Cóż przyznaję – Mazda 6 skradła moje serce. Na zawsze.

NA TAK:

– doskonały silnik diesla z podwójną turbosprężarką

– świetne właściwości jezdne

– ogromny bagażnik

– piękna sylwetka

NA NIE:

brak polskiego menu

Dane techniczne Mazda 6 2.2 d

silnik – diesel SKYACTIV-D 2191 cm3

moc – 175 KM przy 4500 obr./min

moment obrotowy –  420 Nm przy 2000 obr./min.

nadwozie – 5 drzwiowe

masa – 1405 kg

napęd – na przednie koła

skrzynia biegów – 6-biegowa, manualna

pojemność bagażnika – 483 l

prędkość maksymalna – 223 km/h

Najnowsze

Klimatyzacja zimą? Koniecznie!

Opony wymienione na zimowe, płyny eksploatacyjne i akumulator sprawdzone. Wydaje się, że można jechać na ferie. Nic bardziej mylnego. Warto jeszcze sprawdzić klimatyzację! Zimą naprawdę warto ją włączać, przynajmniej z kilku powodów.

Wiosną i latem klimatyzacja ratuje kierowcom życie – poprawia komfort jazdy i samopoczucie podróżujących. Wielu z nas nie wyobraża sobie jazdy samochodem bez klimatyzacji przy plus 20 stopniach Celsjusza. Szybko przyzwyczailiśmy się do tego, że przestała ona być udogodnieniem w nowo kupowanym aucie, stając się niezbędnym standardem. Jednak kiedy tylko słupek rtęci spada poniżej 15 stopni, dla większości staje się elementem zbędnym, a przycisk jej uruchamiania na blisko pół roku pokrywa się kurzem. Myślimy – włączona klimatyzacja, to większe zuzycie paliwa, a tym samym niepotrzebny koszt bieżącej eksploatacji auta. Kiedy jednak przyjrzymy się temu zagadnieniu „na chłodno” okaże się, że włączona klima zimą to wcale nie jest zły pomysł.

Dla bezpieczeństwa
W sezonie jesienno-zimowym problemem wielu kierowców są uporczywie parujące szyby, które nie tylko zakłócają komfort podróżowania, ale też, ograniczając widoczność, narażają nas na niebezpieczeństwo. Gimnastyka w postaci wycierania szyby przy użyciu ściereczki lub gąbki, co przed wyruszeniem jest jeszcze do zaakceptowania, podczas jazdy nierzadko wiąże się z koniecznością odszukania „narzędzi do wycierania”, wypięcia się z pasów, podniesienia sylwetki z siedzenia, a tym samym powoduje znaczny dyskomfort kierowcy oraz zmniejsza koncentrację na drodze. I – co ważne – rzadko pomaga na dłużej. Rozwiązaniem problemu jest oczywiście klimatyzacja.

Odparowywanie szyb za pomocą klimatyzacji jest metodą znacznie szybszą niż standardowe ich podgrzewanie. W momencie gdy ogrzewanie jest włączone razem z klimatyzacją, powietrze nie tylko jest ogrzewane, ale także osuszane, co skutecznie pomaga pozbyć się wilgoci – mówi Żaneta Wolska Marchewka z Suzuki Auto Club w Poznaniu.

Warto włączać klimatyzację również zimą.

Włączenie przycisku A/C oraz ogrzewania pozwala także na utrzymanie odpowiedniej wilgotności powietrza w aucie, co skutkuje brakiem mgiełki na wszystkich szybach pojazdu oraz zwiększa komfort podróżowania.

Dla oszczędności
Motywowane pozorną oszczędnością wyłączenie klimatyzacji na blisko pół roku może mieć opłakane skutki także dla naszego portfela. Uruchomiony po długiej przerwie rozdzielony czynnik chłodzący od oleju może doprowadzić do uszkodzenia sprężarki, czyli motoru całego układu chłodzącego. Z kolei regularne uruchamianie klimatyzacji – przez cały rok, więc także i zimą – zapewnia naturalne smarowanie elementów sprężarki i może uchronić nas przed dużym wydatkiem na wiosnę. Eksperci radzą, aby włączać klimatyzację przynajmniej raz w tygodniu, choćby na 15 minut. Tyle powinno wystarczyć, aby cały układ pozostał dobrze chroniony.

Dla zdrowia
Błędem jest też przekonanie, że klimatyzację warto skontrolować tylko wiosną.

Przegląd klimatyzacji dobrze przeprowadzać dwa razy w roku, najlepiej przed sezonem letnim, kiedy cały układ jest najintensywniej eksploatowany i warto zadbać o jego sprawność i efektywność oraz przed zimą, kiedy klimatyzację włączmy rzadziej, ale jej użycie może znacząco zwiększyć komfort podróżowania, a tym samym nasze bezpieczeństwo – mówi Wojciech Kostka z serwisu Ford Bemo Motors w Poznaniu. – Tym bardziej, że nie każda kontrola musi oznaczać konieczność wymiany czynnika chłodzącego, kompleksową dezynfekcję i wymianę filtrów. Teraz też zdecydowanie łatwiej umówić się na przegląd w serwisie czy znaleźć atrakcyjną cenowo promocję – dodaje.

Zwłaszcza alergicy powinni pamiętać, że układ wentylacyjny samochodu może być siedliskiem grzybów i pleśni, dla których jesienna wilgoć jest doskonałą pożywką. Odpowiednie serwisowanie i stosowanie klimatyzacji przez cały rok skutecznie ogranicza to ryzyko.

Trzeba jednak pamiętać, że włączenie klimatyzacji przy siarczystym mrozie może się nie udać, co niekoniecznie musi oznaczać jej awarię. W niektórych, zwłaszcza nowszych, samochodach producenci stosują mechanizm uniemożliwiający włączenie klimatyzacji jeśli temperatura spada poniżej 5 stopni Celsjusza. Ma to zapobiec oblodzeniu parownika. Rozwiązaniem może być nagrzanie samochodu przy włączonym zamkniętym obiegu powietrza i uruchomienie klimatyzacji dopiero wtedy.

Jak widać klimatyzacja zimą to wcale nie paradoks. Jeśli jednak nie zdecydujemy się na jej stałe używanie ze względów bezpieczeństwa lub zdrowia pasażerów, warto rozważyć jej okresowe włączanie z powodów czysto ekonomicznych. Zwiększone zużycie paliwa na takie krótkie sety będzie z pewnością niezauważalne dla naszego portfela, a pozwoli uniknąć drogich napraw lub wymiany części przed sezonem, kiedy klimatyzacja będzie naprawdę niezbędna. Ale to już każdy kierowca musi sobie „na chłodno” przekalkulować.

Najnowsze

Nowy Peugeot 308 SW – wkrótce premiera w Genewie

Kilka tygodni po wprowadzeniu na rynek nowego Peugeota 308, francuski producent powiększa gamę o nową wersję nadwozia, która prezentuje się wyjątkowo urodziwie.

Podobnie jak w przypadku hatchbacka 308, kombi Peugeot 308 SW to – według producenta – nowy samochód, zachowujący ze swojego poprzednika jedynie nazwę.

Peugeot 308 SW na 2014 rok
fot. Peugeot

Najpierw auto zostanie zaprezentowane podczas Salonu Samochodowego w Genewie 2014, potem trafi na rynek francuski, a wiosną na rynki pozostałych krajów Europy.

Styliści z Peugeota stworzyli duże kombi o przysadzistej sylwetce (długość – 4,58 m; wysokość – 1,47 m). Przy objętości 610 dm3 bagażnik Peugeota 308 SW ma do plasować w czołówce tego segmentu aut. Zmiana konfiguracji bagażnika ma być prosta (składanie poszczególnych części kanapy odbywa się jednym ruchem od strony bagażnika) i praktyczna (idealnie płaska podłoga).

Peugeot 308 SW na 2014 rok
fot. Peugeot

Podobnie jak hatchback, 308 SW został zbudowany na modułowej platformie EMP2, dzięki której możliwe było zmniejszenie masy auta i zwiększenie jego zalet dynamicznych – auto jest o 140 kilogramów lżejsze od swojego poprzednika.

W momencie wprowadzania na rynek pojawią się benzynowe i wysokoprężne silniki Euro 6, z których producent chwali się zwłaszcza jedną: wersją BlueHDi, emitującą zaledwie 85 g CO2/km.

Peugeot 308 SW na 2014 rok
fot. Peugeot

Produkowany w Sochaux nowy Peugeot 308 SW będzie wyposażony w jednostki napędowe wytwarzane we francuskich zakładach w Trémery i Douvrin.

Peugeot 308 SW na 2014 rok
fot. Peugeot

Najnowsze

Kobiety – zawodniczki w Rajdzie Dakar 2014

Jest ich 8 - niezwykłych kobiet, których zmagania - podobnie jak mężczyzn w tym ciężkim rajdzie - warto śledzić.

Rok 2014. 36 edycja Rajdu Dakar. Start 5 stycznia w Rosario (Argentyna), meta 13 dni później w Valparaiso (Chile). 175 motocyklistów, 40 quadowców, 160 załóg w samochodach i 70 w ciężarówkach, w sumie 740 uczestników. Wśród nich oczywiście kobiety – w sumie 8. Mimo niebezpieczeństw, jakie będą czyhać na zawodników (groźby boliwijskich Indian dotyczące blokad trasy, kapryśna pogoda, ekstremalne upały, na przemian z możliwymi obfitymi opadami deszczu i burzami, kontuzje) stawiają czoła najtrudniejszemu wyzwaniu rajdowemu na świecie. Cześć ze startujących pań widzimy na liście startowej nie po raz pierwszy, a jedna z nich ma ogromne szanse, aby zająć wysoką lokatę w klasyfikacji generalnej w klasie motocykli.

Oto one, kobiety Rajdu Dakar 2014.

MOTOCYKLE

#50 Laia Sanz

#50 Laia Sanz. Mistrzyni Świata w Trialu (trzynastokrotna!), zdobywczyni Pucharu Świata w Rajdach Enduro oraz w SuperEnduro. Posiadaczka mistrzowskiego (dosłownie) CV w Rajdzie Dakar debiut dawno ma za sobą. Hiszpanka jedzie w tym roku motocyklem Honda CRF 450 Rally. Konsekwentnie podkreśla, że ma o wiele więcej do osiągnięcia niż tylko Dakar i nie mogła poświęcać się przygotowaniom tylko do niego. Co nie znaczy, że nie będzie jechać na 100% swoich możliwości.

Nasz wywiad z Laią Sanz tuż przed startem Rajdu Dakar przeczytasz tu.

Ambicja bowiem to jej cecha główna. Wciąż prześladuje ją zeszłoroczny etap pomiędzy Tucuman a Cordobą. Wtedy to część silnika jej maszyny uległa uszkodzeniu. Miejmy nadzieję, że w tym roku obejdzie się bez pechowych niespodzianek. Trzymamy za to kciuki! Laia jest niesamowicie zadowolona z podpisania kontraktu z Hondą. Twierdzi, że CRF 450 to maszyna idealna na Dakar. Marzy o miejscu w pierwszej 30-tce, ale podkreśla, że ten rajd trzeba szanować i przygotować się na każdą możliwość.

#112 Rosa Romero Font

#112 Rosa Romero Font. 45-letnia Hiszpanka startująca na motocyklu Yamaha WR 450 F. Swoich sił w Dakarze próbuje po raz trzeci. Zgodnie z zasadą ”do trzech razy sztuka”, marzy o ukończeniu Dakaru, co nie udało jej się wcześniej. Chce zapomnieć o technicznych problemach z 2012 roku. Przygotowując się do wyścigu, brała udział między innymi w zawodach Pucharu Świata  enduro w Murcji oraz w rajdzie Merzouga w Maroko. Mąż Rosy – Nani Roma – pierwszy hiszpański zwycięzca Dakaru (motocykl – 2004 rok), zapewne byłby niezwykle dumny z żony, gdyby jej się udało, podobnie jak trójka ich dzieci. Sam Nani od 2005 roku startuje w kategorii samochodów i osiąga tam świetne wyniki (2 miejsce w 2012 roku i 4 miejsce w 2013 roku).

Rosa będzie wspierana przez  Alberto Salido, który zna Dakar niezwykle dobrze. Ich cel: oczywiście Valparaiso.

QUADY

#259 Camelia Liparoti

#259 Camelia Liparoti. Kobiety w kategorii ”quady” w roku 2014 reprezentuje włosko-francuska zawodniczka  Camelia Liparoti; z zawodu dziennikarka. Jej maszyna to Yamaha Quaddy. 46-latka w rajdzie Dakar występuje regularnie od kilku edycji. Jak sama mówi o sobie: ”quady to moje życie”.  Jest drugą kobietą na świecie, której udało się ukończyć Dakar w tej kategorii. Ta filigranowa zawodniczka udowadnia, że determinacja jest ważniejsza niż warunki fizyczne. Camelia podkreśla, że zawsze bardzo angażuje się w każdy z rajdów. Nazywają ją „królową pustyni”. W 2012 roku zdobyła 3 tytuły Pucharu Świata: w Egipcie, Katarze i Abu Dhabi. Jako jedyna kobieta w kategorii dakarowych quadów, chciałaby spopularyzować tę kategorię wśród płci pięknej. Oby jej się udało.

SAMOCHODY

#338 Isabelle Patissier

#338 Isabelle Patissier (Francja) – kierowca,  ze swoją  maszyną: Delli-Zotty Buggy (silnik Corvette V8, 5,7 l).  Isabelle jest podwójną mistrzynią świata we wspinaczce (!). Zwana przez fanów ”spider woman”. Jej mężem jest pilot i zarazem mechanik Thierry Delli Zotty. Będzie jej dyktował z prawego fotela w tegorocznym rajdzie. Isabelle startuje w Dakarze od 2002 roku. 16-ta w roku 2011 i 29-ta w roku 2012, na pewno tym razem będzie walczyć o lepszy wynik. Cel główny, tak jak w przypadku każdej innej zawodniczki – dotrzeć do mety.

#366 Annie Seel

#366 Annie Seel (pilot). W tegorocznym rajdzie jedzie razem z Garrym Connellem. Kiedyś startowała w Dakarze na motocyklu, teraz została członkinią teamu samochodowego. Szwedka z ogromnym, offroadowym doświadczeniem zdobywała już wysokie lokaty w Rajdzie Dakar. Annie zwana była  ”Dakar Rally Princess”. Podobno jest niezłomna. Niegdyś startowała w Dakarze świeżo po kontuzji kolana. Przed jednym z wyścigów ćwiczyła w ekstremalnych, zimowych warunkach (pisałyśmy o tym tutaj). W roku 2010 roku osiągnęła najlepszy wynik wśród kobiet. Cieszy się na współpracę z Garrym. Zna reguły gry w tym rajdzie i będzie zapewne nieocenionym wsparciem dla swojego kierowcy.

#399 Adriana Alida Andreani

#399 Adriana Alida Andreani (pilot). Będzie wsparciem dla Jose Antonio Blangino. Pojadą autem RZR XP 900 EFI Polaris. Startują razem już po raz trzeci. Wcześniej uczestniczyli w rajdzie w klasie quadów, teraz jadą w ekipie samochodowej. Zdarzyło im się nawet nie ukończyć pierwszego etapu, z powodu awarii skrzyni biegów – mimo to, nie poddają się. Niezależnie od wyniku, twierdzą, że chcą się przede wszytkim dobrze bawić.

#433 Susan Jones

#433 Susan Jones (pilot). Zbieżność nazwisk z kierowcą w jej teamie jest nieprzypadkowa. Mike Jones  bowiem jest jej mężem od 30 lat. Od tak długiego czasu dzielą również pasję do rajdów. Po 8 latach nieobecności jako zespół ”Beady” i ”Milly” (tak są nazywani) wracają razem na linię startową Dakaru. Ich zamiłowanie do Dakaru przerodziło się również w biznes. Mike jest założycielem i właścicielem Rally Raid UK i w rajdzie będzie można oglądać przygotowane przez jego firmę 4 auta i 3 motocykle. Susan w 2010 roku była pilotem w ekipie ciężarówkowej i wraz z Pavlem Fasko z sukcesem ukończyli rajd. Podczas tegorocznych zmagań Susan i Mike będą nie tylko starali się dotrzeć do mety, ale również będą mieli oko na swoich „klientów”. Sympatycznej parze życzymy „szerokości”.

#444 Alicia Reyna

#444 Alicia Reyna. Reprezentantka Argentyny, w Dakarze w tym roku startuje po raz pierwszy – jako pilot. Jedzie Toyotą SRV. Alicia to kobieta, która auta kocha od zawsze. Zaczęła jeździć mając 11 lat i regularnie miała pod ręką jakieś samochody do dyspozycji. Będzie pilotem Carlosa Pelayo. Do rajdu przygotowywała się pod kątem kondycji fizycznej, pod okiem trenera. Czuje na sobie odpowiedzialność, wszak bycie pierwszym pilotem kobietą z ramienia Argentyny to nie byle co. Ale ta odpowiedzialność tylko dodatkowo ją motywuje. Carlos, podobnie jak Alicia, czuje, że właśnie spełnia się jego wielkie marzenie i jest bardzo zadowolony ze współpracy z Reyną. Oby przekuło się to na ich wspólny sukces.

Jak było w latach poprzednich?

Kobiety w Radzie Dakar 2013kliknij tu.
Kobiety w Rajdzie Dakar 2012kliknij tu.
Zobacz ile kobiet startowało w Dakarze 2011tutaj, i jakie miały wyniki tu.
Ile pań brało udział w Rajdzie Dakar 2010? Kliknij tu

Najnowsze

Przygoński, Czachor, Dąbrowski przed rajdem Dakar 2014

Dziś wystartowała 36. edycja rajdu Dakar. Toyoty Hilux załóg: Dąbrowski/Czachor oraz Małysz/Marton przeszły wcześniej testy. Pogoda niestety pokrzyżowała plany w tym zakresie Kubie Przygońskiemu, któremu nie udało się sprawdzić w rajdowych warunkach motocykla dostarczonego przez fabryczny zespół KTM.

Argentyna przywitała zawodników ORLEN Team ekstremalnymi upałami. 2 stycznia doszło do załamania pogody, które przyniosło ulewne deszcze. W parku serwisowym zlokalizowanym na autodromie za miastem w dalszym ciągu zalegają olbrzymie kałuże. Słupek rtęci w termometrze podnosi się jednak bardzo dynamicznie i wygląda na to, że uciążliwe upały powrócą, i będą nieodłącznym elementem rywalizacji podczas rajdu Dakar 2014.

Nasz wywiad z jedną z najmocniejszych motocyklistek w stawce jednosladów Rajdu Dakar 2014 – Laią Sanzprzeczytasz tu.

Deszcz przeszkodził zespołowi KTM przeprowadzić zaplanowane na czwartek testy. Kuba Przygoński jest jednak spokojny o swój motocykl, który został bardzo starannie sprawdzony przed rajdem w pustynnych warunkach w Maroko. Jedyny Polak w motocyklowej stawce, wspierany przez fabryczny serwis KTM, wprowadził ostatnie zmiany w ustawieniach sprzętu i jest gotowy na odbiór techniczny.

– W Buenos Aires, gdzie wylądowaliśmy był niewiarygodny upał, kiedy dojechaliśmy do Rosario przywitało nas coś na wzór tropikalnej ulewy. W terenie pojawiło się takie błoto, że nie dało się jeździć motocyklem. Sprzęt jest jednak gruntownie przetestowany, dzisiaj wprowadziliśmy jeszcze drobne zmiany ustawień i myślę, że jesteśmy naprawdę dobrze przygotowani. Jutro motocykl przejdzie odbiór techniczny, później trafia do parku zamkniętego, a popołudniu przejedziemy przez rampę i w zasadzie tym samym rozpoczniemy rajd Dakar – powiedział Kuba Przygoński.

Kuba Przygoński
fot. Orlen

Obie samochodowe załogi ORLEN Team jadące Toyotami Hilux dostarczonymi i serwisowanymi przez belgijski zespół OVERDRIVE miały dziś zorganizowany odcinek testowy. Po sezonie startów auta zyskały mocniejszy 5 litrowy silnik o większym momencie obrotowym, co może okazać się kluczowe w walce na wydmach.

– Nowy silnik jest fantastyczny, czuć że ma większą moc i już nie możemy doczekać się ścigania. W Argentynie panuje jak zwykle magiczna atmosfera. Park serwisowy zlokalizowany jest kilka kilometrów za miastem, aby się do niego dostać musimy przedrzeć się przez tłumy wiwatujących kibiców, to sprawia, że udziela nam się już mocno duch rywalizacji – powiedział Adam Małysz.

– Auto jest świetnie przygotowane. Jesteśmy zadowoleni z ustawień jakie udało nam się wypracować. Dzisiaj przejdziemy jeszcze wraz z naszymi mechanikami bardzo istotny trening z obsługi auta. Chcemy wyeliminować jak najwięcej zaskakujących sytuacji, które mogą nas spotkać na odcinkach specjalnych – dodał Rafał Marton.

Na piątkowy wieczór zaplanowane są odbiory techniczne i administracyjne rajdowych samochodów. To niewątpliwie jeden z trudniejszych i dłuższych procesów, które trzeba pokonać przed rajdem.

– Odcinek testowy miał bardzo podobną charakterystykę do tego, który będzie czekał nas pierwszego dnia rajdu. Maszyna bardzo dobrze się prowadzi i to cieszy. Teraz musimy jeszcze przejść stos formalności związanych z odbiorem administracyjnym, później briefingi i przejazd przez rampę. Dość późno dostaniemy szczegółowe mapki pierwszego OSu, trzeba je będzie dokładnie przestudiować i ruszać do boju – powiedział Marek Dąbrowski.

Marek Dąbrowski
fot. Orlen

– Dzisiaj na szczęście przestało padać i mogliśmy wyjechać na testy. Ostatnie dwa dni spędziliśmy w parku serwisowym dostosowując jeszcze poszczególne elementy pod kątem naszych potrzeb. Przejechaliśmy około 50 kilometrów i wszystko jest zgodne z naszymi oczekiwaniami – dodał Jacek Czachor.

To będzie wyjątkowy Dakar ze względu na jego trudniejszy format dla motocyklistów. Jednoślady i quady przejadą dwa etapy maratońskie (podczas których zabronione jest korzystanie z pomocy mechaników) o łącznej długości 2702 km (OSy 1590 km). Tylko oni również będą walczyć na odcinkach specjalnych w Boliwii. Dodatkowo aż pięciokrotnie pokonają zupełnie inną trasę niż samochody, co stanowi aż 40% całkowitej długości odcinków specjalnych. W sumie trasa dla tej kategorii ma długość 8734 kilometrów (OSy 5228 km). Nowy format rajdu wpłynie niewątpliwie na rywalizację w kategorii aut. Samochody pokonają łącznie 9374 km (OSy 5522 km).

Podczas 35-ciu edycji rajdu Dakar, aż 29 startów odbyło się na terytorium Afryki, jeden raz – w 2008 roku – rajd nie wystartował, a trasy pięciu ostatnich zawodów biegły przez terytorium Ameryki Południowej. Boliwia będzie 28 krajem goszczącym tę najtrudniejszą przeprawę motoryzacyjną świata.

Jacek Czachor
fot. Orlen

Najnowsze