Test Infiniti Q50 S Hybrid AWD - zjawisko

16 lipca 2014
64
Gdzie przebiega cienka granica pomiędzy kolejną nowością na rynku motoryzacyjnym, a czystym objawieniem? Kiedy samochód przestaje być jedynie środkiem transportu a zaczyna być sztuką użytkową? W którym momencie jazda przestaje być tylko przyjemnością a zaczyna być przeżyciem? Jest tylko jedna odpowiedź na te wszystkie pytania.

Edna Woolman Chase, redaktor naczelna magazynu Vouge mawiała, że „Modę można kupić. Styl trzeba mieć”. Wypowiadając te słowa, z pewnością nie miała na myśli świata motoryzacji. Z pewnością jednak te słowa, jak żadne inne, oddają to, co w motoryzacji najcenniejsze. Infiniti podążając za modą wyposażyło model Q50 S w napęd hybrydowy, a ten, jak wiadomo, od jakiegoś czasu jest prawdziwym krzykiem mody. Jednak to styl tego samochodu jest niezaprzeczalnie jego wygraną.

Niesamowitą galerię zdjęć z naszego testu autorstwa Jana Zagrodzkiego można obejrzeć tu.

Infiniti Q50 S Hybrid AWD - zjawiskowe

fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Patrzę na niego i czuję przyjemną falę ciepła rozlewającą się w mojej  głowie. Przetłoczenia z wyszukaną finezją wędrują po muskularnym nadwoziu tworząc spektakularne widowisko. Całość jest jak garnitur od Armaniego - perfekcyjna. Co ciekawe, nie jest to jedynie zabieg czysto kosmetyczny, a efekt licznych badań i wnikliwych testów. Swój boski palec do całości przyłożyła współpraca z zespołem Formuły 1 Infiniti Red Bull Racing, dzięki czemu udało się uzyskać znakomity współczynnik oporu powietrza wynoszący 0,28.

Infiniti Q50 S zawalczy o klientów z poważnym przeciwnikiem - niemiecką konkurencją. A ta jest jak bracia Kliczko - od kilku lat twardo na szczycie. Jakiej tajnej broni użyje zatem japońska marka?

Infiniti Q50 S Hybrid AWD

fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Pod prąd
Wsiadanie do tego samochodu przypomina film „Gwiezdne wrota” Rolanda Emmericha - to przejście do całkiem innego świata. Wnętrze przyjęło mnie doskonałej jakości materiałami oraz ładnym i starannym wykończeniem. Nazwa Infiniti wyhaftowana na oparciach to akcent, którego mogłoby nie być, ale to właśnie takie drobiazgi składają się na wyjątkowy styl samochodu. Fotele są prawdziwym kosmosem i mogę użyć tego sformułowania z czystym sumieniem. Ich kształt oraz budowa to efekt współpracy z NASA, zatem mimo braku regulacji w 48 kierunkach trzymają ciało oraz zapewniają komfort jak mało które z obecnych na rynku. Z tyłu pasażerowie będą podróżować równie wygodnie, ale bez nadmiaru miejsca. Swoistą rekompensatą jest wybitne nagłośnienie, które wnętrze samochodu przekształci w salę koncertową.

Szybko rzucają mi się w oczy dwa wyświetlacze na desce rozdzielczej. W myśl starej zasady, że „co dwie głowy to nie jedna”, kiedy na jednym wyświetlaczu nawigacja wskazuje mi trasę podróży, drugi z nich umożliwia mi wybór kolejnej piosenki z albumu Depeche Mode. Niesamowite! Na miłośników gadżetów również czeka ciekawy prezent: system InTouch oferujący dostęp m.in. do Google’a czy Facebooka na pokładzie auta. Samochód został naszpikowany taką liczbą rozwiązań, że można w nim spędzić tydzień, a każdy kolejny dzień będzie swoistym odkryciem. Literka S na tylnej klapie nie daje mi jednak spokoju; czy ten samochód to prawdziwy demon czy tylko jego imitacja?

Infiniti Q50 S Hybrid AWD

fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Posmak euforii
Ruszam z miejsca. Wyostrzam wszystkie zmysły. Wrażenia z jazdy chcę chłonąć całą sobą. Już po kilku przejechanych metrach wiem jedno: to nie jest zwykła hybryda. Samochód został wyposażony w automatyczną i całkiem bystrą w działaniu skrzynię biegów, zaś zastosowanie silnika elektrycznego oferuje coś znacznie więcej, niż tylko oszczędność paliwa: jest prawdziwym zastrzykiem sterydów dla silnika benzynowego. Wprawdzie pod maską został ukryty dość mocny zawodnik w postaci 3,5-litrowej, benzynowej jednostki V6 o mocy 306 KM, ale doładowanie dodatkową mocą 68 KM sprawia, że mam do czynienia z prawdziwym championem. Całość w połączeniu z napędem na obie osie i potężnym momentem obrotowym (546 Nm) sprawiło, że poczułam, jakbym narodziła się na nowo.

Wnętrze Infiniti Q50 S Hybrid AWD

fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Samochód błyskawicznie reaguje na każde naciśnięcie gazu, mimo że swoją masą przyprawia o zawrót głowy (1901 kg - włosy stają dęba). Nigdy nie siedziałam za sterami odrzutowca, ale zaryzykuję stwierdzenie, że ten samochód właśnie tak się prowadzi: jest szybki, precyzyjny i obłędnie przyjemny w kierowaniu. Z odrzutowca Infiniti Q50S ma jednak o wiele więcej. To pierwszy samochód bez mechanicznego połączenia kierownicy z kołami. Sceptykom i złośliwym krytykom mówię stanowczo: TAK! To działa! Układ kierowniczy chodzi, jak dobrze wytresowany pies na smyczy - reaguje na każdy nawet najmniejszy ruch, za to nie daje mi odczuć żadnych drgań przenoszonych przez koła. System Direct Adaptive Steering zadba o to, aby mojej radości stało się zadość dając do wyboru trzy rodzaje natężenia pracy układu kierowniczego i szybkości reakcji. Najbardziej czuły dostarcza niekończącej się frajdy na licznych i ciasnych zakrętach. Bardziej leniwy tryb zadba o nasze bezpieczeństwo podczas większych prędkości na trasie, nie reagując na drobne ruchy kierownicą. Poezja nie samochód.

Napęd na cztery koła trzyma tego wariata na zakrętach równie mocno, co klej Budapren. Wprawdzie można próbować „siłować się” z nim w celu zerwania przyczepności, ale z góry uprzedzam: samochód łatwo się nie podda. Nawet jeżeli kierowca odniesie chwilowy „sukces” nad elektroniką, ESP szybko włączy się do gry i ustawi pojazd na właściwym torze jazdy. Pozostaje jedynie oddać się rozkoszy płynącej z pokonywania kolejnych zakrętów. Swoją drogą jest ich w Warszawie zdecydowanie za mało.

4 tryby pracy Infiniti Q50 S Hybrid AWD

fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Grając w lidze premium Infiniti Q50 S ma być propozycją dla tych nawet najbardziej kapryśnych klientów. Nie zdziwiła mnie zatem obecność czterech trybów jazdy, coraz częściej stosowanych we współczesnych samochodach, pomijając już fakt, że z różnym skutkiem. Infiniti szybko mi utarł nosa dobitnie udowadniając, że to nie jest jedynie atrapa, lecz cztery różne nastroje w jakich samochód da się poznać. I tak w trybie Eco Q50S prowadził się nieco leniwie, wręcz ospale. Moje naciski na pedał gazu ostentacyjnie ignorował. Żył własnym życiem, czyniąc tym samym spore oszczędności w zużyciu paliwa. 7,8 litra/100 km przy takiej masie pojazdu to przyjemny wynik. Tryb Sport to prawdziwa uczta dla zmysłów. Jest jak piękny sen, z którego nie chcę się wybudzać. Samochód robi się znacznie bardziej agresywny w prowadzeniu, a układ wydechowy zaczyna warczeć, dając do zrozumienia, że zabawa dla grzecznych dziewczynek właśnie się skończyła. Przestawienie skrzyni biegów w tryb manualny daje dodatkowy prezent - zmianę biegów za pomocą sporych łopatek umieszczonych za kierownicą. W tym trybie nie ma miękkiej gry - wskazówka obrotomierza zawędruje do samego końca, a jeżeli w porę nie zmienimy biegu, żaden elektroniczny kaganiec nie zepsuje nam tej zabawy. A to wszystko za jedyne 13 litrów na setkę - czy można chcieć czegoś więcej? Podczas zabawy warto mieć gdzieś z tyłu głowy, że ten samochód to ciężka kategoria. Wyhamowanie niecałych dwóch ton przypomina zatrzymywanie rozpędzonej kuli armatniej i mimo, że do dyspozycji kierowcy są bardzo mocne hamulce, droga hamowania w skrajnym przypadku może wynieść tyle, co z Warszawy do Krakowa. Kiedy zatem wraz z odpinaniem wszelkich zapasów mocy nie odepniemy również zdrowego rozsądku, ten samochód naprawdę może narozrabiać w naszym sercu i głowie.

Infiniti Q50 S Hybrid AWD

fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Czy dać się wo(d)zić na pokuszenie?
Jest piękny, szybki i wręcz czarujący. Napęd na obie osie skutecznie zadba, aby radość z jazdy nie miała końca. Wprawdzie systemów elektronicznych jest w nim aż nadto, ale przecież ich zakup nie jest przymusem. Podczas codziennej jazdy dostarczy komfortu. Mając gorszy dzień wystarczy w Infiniti Q50 S obudzić łobuza i dać mu skutecznie poprawić nam nastrój. Jest nie tylko szykownym dodatkiem do naszego charakteru, lecz również rasową i naprawdę fajną zabawką. Doskonałe osiągi i styl prowadzenia skutecznie wdeptują w ziemię wszelkie stereotypy związane z hybrydą - jest, ale jakby jej nie było. I tylko graniczące z cudem zużycie paliwa w stosunku do radości z jazdy od czasu do czasu przypominają, że gdzieś pod spodem znajduje się niekonwencjonalny układ napędowy.

Ceny Infiniti Q50 S zaczynają się od 215 849 złotych. Za wersję z napędem AWD trzeba już zapłacić 226 336 złotych. Do wyboru jest również wersja w wysokoprężnym silnikiem, a jego ceny zaczynają się od 144 493 złotych. Tak niska cena za tak dobry samochód może się okazać prawdziwym asem w rękawie producenta.

Na TAK:

- bardzo ładny wygląd nadwozia

- atrakcyjna cena

- doskonałe właściwości jezdne

- bardzo dobry system nagłośnienia

- niskie zużycie paliwa

Na NIE:

- mały bagażnik

- przeciętna ilość miejsca z tyłu

 

Dane techniczne Infiniti Q50 S Hybrid AWD:

Silnik – benzynowy V6 + elektryczny

Pojemność – 3498 cm3 + baterie litowo – jonowe 346 V / 1,4 kWh

Moc – 306 KM (przy 6800 obr/min) + 68 KM (przy 1770-2000 obr/min)

Moment obrotowy – 350 Nm (przy 5000 obr/min) + 270 Nm (przy 1770 obr/min)

Skrzynia biegów – 7-biegowa, automatyczna

Typ napędu – AWD

Masa – 1901 kg

Liczba drzwi – 4

Pojemność bagażnika – 310 litrów

Długość/szerokość/wysokość – 4800/ 1820/1445 mm

Ceny – od 215 849 zł

Infiniti Q50 S Hybrid AWD

fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Komentarze

luki
17 lipca 2014 21:30
Proszę zweryfikować podaną w danych pojemność bagażnika