Test Ford Mustang GT 5.0 V8 Fastback - „nie było Ciebie tyle lat…”

Test Ford Mustang GT 5.0 V8 Fastback - „nie było Ciebie tyle lat…”

04 sierpnia 2016
1
43
6
„myślałam, że nie wrócisz tu..” - słowa rozpoczynające refren przeboju Krystyny Giżowskiej z 1985 roku o młodzieńczej miłości sprzed lat idealnie oddają długie oczekiwanie na pojawienie się Forda Mustanga w Europie. Trwało to aż 51 lat! Ale nadeszła wiekopomna chwila - oto w naszym teście obłędnie wyglądający Mustang Fastback, w szałowym kolorze Triple Yellow z pięciolitrowym V8 pod maską!

Jest rok 1964. Od roku Berlin dzieli Mur Berliński - złowrogi symbol żelaznej kurtyny, wyznaczający nieoficjalną europejską granicę „dobra i zła”. W Polsce na początku roku gości Nikita Chruszczow, a 7 marca we Wrocławiu rozpoczyna się pierwszy festiwal jazzowy „Jazz nad Odrą”. Dokładnie dwa dni później w USA z taśmy produkcyjnej fabryki Forda w Dearborn w stanie Michigan zjeżdża pierwszy egzemplarz Forda Mustanga. Auta, które nie tylko stanie się symbolem amerykańskiej motoryzacji, ale zyska wyjątkowy status symbolu Ameryki.

Co się wydarzyło równolegle do premiery Mustanga w 1964 roku? Przeczytaj na kasiafrendl.pl

Pierwszy pokaz nowego Mustanga dla dziennikarzy odbył się 13 kwietnia 1964. Auto z dumą prezentuje Lee Iacocca - obdarzony niezwykłą charyzmą ówczesny wiceprezes Forda. Szeroka publiczność po raz pierwszy widzi samochód cztery dni potem - na nowojorskiej Wystawie Światowej. Trudno o bardziej spektakularny debiut. W pierwszy weekend Ford zbiera 22 tysiące zamówień na auto kosztujące w podstawowej wersji zaledwie 2368 dolarów. Przez rok liczba rozentuzjazmowanych klientów chcących natychmiast mieć nowego Forda Mustanga przekracza liczbę 400 tysięcy!

Swoją drogą, nie każdy wie, że nazwa „Mustang” nie pochodzi jedynie od dzikiego rumaka, którego sylwetka - od momentu premiery - widnieje w logo tego modelu, ale również nawiązuje do jednego z najlepszych amerykańskich myśliwców II Wojny Światowej, jakim bez wątpienia był North American P-51 Mustang.

Choć od czasu premiery Mustanga sprzedano już ponad dziewięć milionów samochodów, dopiero najnowsza, szósta generacja modelu, trafiła do oficjalnej sprzedaży na starym kontynencie, w tym także do Polski.

Ford Mustang - wczoraj i dziś. Porównanie przeczytasz na kasiafrendl.pl

Jaki jest koń każdy widzi
Oferowany od roku Ford Mustang dostępny jest jako Fastback (coupe) oraz Convertible (kabriolet) z dwoma silnikami do wyboru. W „słabszej” wersji (choć to chyba nie do końca odpowiednie słowo) Mustang ma pod maską turbodoładowany, czterocylindrowy motor o pojemności 2.3 litra typu EcoBoost. Wariant testowy napędza jedyny słuszny - jak niektórzy twierdzą - pięciolitrowy silnik V8 z aluminiowym blokiem i głowicą. Co ciekawe, mimo ogromnych różnic konstrukcyjnych dzielących obie te konstrukcje, moc i osiągi jednostek nie są tak aż tak diametralnie różne, jak mogłoby się wydawać. Silnik EcoBoost generuje 317 KM i maksymalny moment obrotowy 432 Nm. Z kolei Mustanga V8 w ruch wprawia 421 rączych rumaków, a odpowiednią w każdych warunkach siłę ciągu zapewnia imponujące 530 niutonometrów.

Bez względu jednak na rodzaj napędu i odmianę nadwozia, każdy Mustang to przede wszystkim „kawał dobrego auta”. Jego projektantom po raz kolejny udało się nawiązać do tradycyjnych przymiotów wpisanych w DNA tego kultowego modelu Forda, o czym dobitnie świadczą długa maska i ogromny dach oraz "seksownie" zakończony krótki tył nadwozia. Z kolei takie smaczki stylizacji jak trójdzielny motyw widoczny w reflektorach i kloszach lamp tylnych, czy charakterystyczny, pochylony front (tzw: rekini nos) sprawiają, że Mustanga nie da się pomylić z żadnym innym autem. Auto zbudowano w oparciu o nową platformę, co skutkuje większą niż dotychczas sztywnością nadwozia i to - jak donosi producent - aż o 28 procent. Poza tym dzięki temu Mustang jest przestronniejszy i lżejszy od poprzednika.

Siodło i nie tylko
Ogromne, długie drzwi Mustanga może nie są najszczęśliwszym rozwiązaniem na ciasnych parkingach centr handlowych. Tyle, że po pierwsze, to auto nie zostało stworzone jako alternatywa dla wózka na zakupy, po drugie - umożliwia bardziej cywilizowane, łatwiejsze, i o niebo bardziej komfortowe warunki zajmowania miejsca, niż ma to miejsce w przypadku dosiadania "żywego" Mustanga. Opcjonalne fotele Recaro, w które wyposażono „naszego konika”, mocno obejmują ciała kierowcy i pasażera, i jak na sportowe kubły są zaskakująco miękko, wygodnie wyściełane. Jedyne co budzi wątpliwości to skokowa regulacja ich oparć.

Z definicji Fastback jest autem typu 2+2 i tak właśnie należy traktować dwa miejsca z tyłu. Krótko mówiąc, nie siadaj tam jeśli nie musisz! No chyba, że to niezbędny warunek, aby móc choć raz przejechać się Mustangiem...

Wnętrze tego auta to ciąg dalszy nawiązań do przeszłości. Deska rozdzielcza z dwoma widocznymi daszkami to ukłon w stronę pierwszej generacji Mustanga. Jakość materiałów uległa dużej poprawie w stosunku do poprzednika. I choć badanie organoleptyczne kokpitu nie daje wątpliwości, że mamy do czynienia ze stosunkowo tanim - przynajmniej jak na warunki USA - autem, to całość sprawia pozytywne wrażenie. Doskonale wyglądają okrągłe zegary osadzone w tubach, czy udająca aluminium listwa dekoracyjna, biegnąca przez całą szerokość deski rozdzielczej. Dotykowy, centralny ekran multimediów zaadaptowano z obecnych modeli Forda, jak chociażby Focusa czy Mondeo, i podobnie jak tam, jego obsługa jest dość zawiła. Na szczęście większość funkcji auta można obsługiwać bezpośrednio „z kierownicy”.

Panel z połyskującymi chromem, "lotniczymi" przełącznikami deaktywującymi układ ESP, ustawieniami wspomagania kierownicy, czy trybami jazdy, wygląda naprawdę „cool”! Tylko czemu umieszczono go tak nisko? Wspomniane tryby jazdy mają cztery zaprogramowane opcje w wyraźny sposób zmieniające reakcję przepustnicy na dodanie gazu, barwę i głośność wydechu czy stopień w jaki ingeruje w jazdę ESP.

Tylko Mustang z silnikiem V8 ma gadżet, który z pewnością przypadnie do gustu wielbicielom palenia gumy. Mowa o „line lock”, czyli funkcji blokującej hamulce, by po naciśnięciu pedału gazu w krótkim czasie „zmienić aurę za autem” posostawiając ciemną zasłonę dymną ze spalonych opon tylnej osi. Na pokładzie jest też rzecz jasna „launch control”, po aktywacji którego start Mustangiem będzie może mniej efektowny, za to z pewnością bardziej efektywny i pozwalający właścicielowi zaoszczędzić nieco na oponach.

Patataj, patataj i "odgłos paszczą"
Zaraz po uruchomieniu silnika potężna V8-ka już na wolnych obrotach zwiastuje ogromne rezerwy mocy jakimi dysponuje. Każde, nawet najdelikatniejsze muśniecie prawego pedału zaburza spokój w kabinie. Mocne dodanie gazu na postoju potrafi zatrząść przodem w cudowny i tak charakterystyczny dla aut „muscle car” sposób. Podczas przyspieszania serce Mustanga nieustająco daje o sobie znać donośnym i soczystym bulgotem, który po zredukowaniu biegu o dwa lub trzy przełożenia w dół, zmienia się w ryk jeżący włosy na głowie przechodniom. Jadąc ciasnymi ulicami miasta, Mustang bez problemu aktywuje alarmy zaparkowanych aut. Z pewnością poza ceną, o której za chwilę, uzależniająca ścieżka dźwiękowa Mustanga może być jednym z głównych argumentów przemawiających za kupnem tego wozu.

Warto zaznaczyć, że poza naprężonymi mięśniami pięknie opakowanymi gustowną karoserią, nowy Mustang zyskał również prawdziwie europejskie maniery. Jak każde amerykańskie auto przeznaczone na rynek starego kontynentu, również Ford zadbał o odpowiednie przystosowanie go do gustów i wymagań europejskich kierowców. W tym celu zawieszenie zostało odpowiednio zestrojone i stanowi udany kompromis między sztywnością i komfortem do jazdy na co dzień. Niezależnie od wersji silnikowej każdy Mustang porusza się na 19-calowych obręczach kół i ma wydajny układ hamulcowy. W przypadku modelu V8 hamulce sygnowane przez Brembo mają sześciotłoczkowe zaciski i tarcze średnicy 380 mm.

Za przeniesienie napędu odpowiada manualna, sześciobiegowa skrzynia biegów z krótkim lewarkiem służącym do zmiany przełożeń. Mechanizm firmy Getrag cechuje precyzyjna praca i krótkie skoki dźwigni. Za dopłatą dostępna jest także automatyczna przekładnia. Jednak w naszej opinii "automat" w Mustangu, to niemalże świętokradztwo.

Na drodze Mustang zaskakuje zwinnością i lekkością z jaką daje się prowadzić. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jego masa własna z dwójką pasażerów dochodzi do dwóch ton!

Praca układu kierowniczego i całkowicie nowego zawieszenia wynosi wrażenia z jazdy na poziom nieznany dotąd żadnemu Mustangowi. Duża w tym zasługa odpowiednio dobranego do charakteru auta rozkładowi mas między osiami, wynoszącemu 54:46 przód/tył. Jazda bokiem do kierunku jazdy nie jest okupiona strachem o własne życie i sprawić może ogrom frajdy również mniej doświadczonym „drifterom”.

Mustag czaruje każdego parametrami, możliwościami, sposobem, w jaki daje się go ujarzmić. Niecałe pięć sekund zajmuje mu osiągnięcie pierwszej setki, a dobicie do 250 km/h prędkości maksymalnej trwa błyskawicznie. Ta wartość na niemieckiej autostradzie ma niebagatelne znaczenie i może świadczyć o „być lub nie być”. I nawet możnaby zaakceptować niczym niepohamowany, niedźwiedzi apetyt na paliwo tego auta - podczas naszego testu zużycie oscylowało wokół 20 l/100 km z haczykiem... Gdyby nie jeden drobiazg. Jest nim absurdalnie mały zbiornik paliwa mieszczący zaledwie 61 litrów! Kierowca Mustanga V8, chcąc nie chcąc, zmuszony będzie skorzystać z dystrybutora na stacji po 300, lub w najlepszym wypadku, 500 kilometrach jazdy.

Tanio, taniej, Mustang!
Tę wspomnianą, dość irytującą przypadłość, przyćmiewa cena zakupu auta.  Kwota na jaką wyceniono najtańszego Mustanga Fastback 2.3 EcoBoost, to 159 tysięcy złotych, zaś testową wersję 5.0 V8 można już mieć za równe 180 tys. złotych. W porównaniu z - od razu dodajmy - nieliczną konkurencją, obie te kwoty są po prostu śmiesznie niskie!

Jeśli za kryterium przyjmiemy moc, Mustangowi V8 najbliżej jest do 431-konnego BMW M4, które jednak sporo ustępuje mu gabarytami, a jego silnik wspomagany doładowaniem ma sześć, a nie osiem cylindrów. Odpowiednią ich liczbę i rozmiar ma co prawda BMW 650i, ale dopiero silnik kolejnego konkurenta, a mianowicie Lexusa RC-F Coupe - choć mocniejszy od Forda o ponad 50 KM - ma identyczną jak Mustang pojemność, budowę i nie jest wspomagany żadnymi "dopalaczami".

Żeby unaocznić jak okazyjnie Ford wycenił nowego Mustanga, podstawowe stawki za każdego z wymienionych konkurentów podzieliśmy przez liczbę koni mechanicznych ich silników. Oto wyniki. W BMW M4 jeden koń mechaniczny kosztuje minimum 856 złotych, w BMW 650i 1005 złotych, a w Lexusie RC-F 891 złotych. Z kolei wynik Mustanga, to 427 złotych. Na tak miażdżący nokaut zza oceanu warto było czekać nawet pół wieku!

Ceny:
Ford Mustang Fastback 2,3 EcoBoost od 159 000 złotych
Ford Mustang Fastback GT 5,0 od 180 000 złotych
Testowany: 197 700 złotych

Konkurenci: Lexus RC-F, BMW M4, BMW 650i, Mercedes E500 Coupe

Na TAK
- żywa legenda w okazyjnej cenie!
- dźwięk silnika,
- parametry,
- wydajne hamulce,
- kompletne wyposażenie seryjne,
- spora możliwość personalizacji wyglądu,
- dwie wersje silnikowe i nadwoziowe w ofercie,
- pewne prowadzenie (także w poślizgu).

Na NIE
- za mały zbiornik paliwa, który wespół z gigantycznym zużyciem benzyny mocno ogranicza zasięg,
- przeciętne wykończenie i jakość materiałów,
- nieintuicyjna obsługa systemu infotainment.

Ford Mustang GT 5.0 V8 Fastback - dane techniczne

Silnik:

Benzyna, V8, 16v, z przodu

Pojemność skokowa:

4951 cm3

Moc:

421 KM przy 6500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

530 Nm przy 4250 obr./min

Skrzynia biegów:

Manualna, 6 biegów

Prędkość maksymalna:

250 km/h (ograniczona elektronicznie)

Przyspieszenie 0-100 km/h

4,8 s

Długość/szerokość/wysokość:

4784/1916/1381 mm

Komentarze

Ewa.C
11 sierpnia 2016 23:58
Profesjonalna robota - fajne video Kasiu! Pozdrawiam, Ewa
Kasia > Ewa.C
12 sierpnia 2016 13:12
Bardzo dziękuję :-)
Kilia
12 sierpnia 2016 00:10
marzenie...
Olak
12 sierpnia 2016 00:29
Okazja, rzeczywiście;)
Xanax
12 sierpnia 2016 12:25
świetny
Oleńka
27 września 2016 01:48
wspaniały wóz, świetny test
Pzdr
Ola