Test Fiat 500 L – czyli program 500 Plus według Fiata

Czy istnieje auto poprawne politycznie? Fiat udowadnia, że tak! Nazywa się 500L i jest motoryzacyjnym odpowiednikiem prorodzinnego rządowego programu „500 Plus”. W naszym absolutnie apolitycznym teście, bogata wersja Lounge z dwucylindrowym silnikiem TwinAir.

Perpetum mobile
W odróżnieniu od programu „500 Plus” budzącego wiele kontrowersji, Fiat 500L istnieje „w realu” od czterech lat! Pamiętacie przodka kompaktowych mikrovanów jakim był uroczy Fiat 600 Multipla? To kultowe auto ponad pół wieku temu pokazało światu innowacyjne podejście do tematu zapewnienia maksimum przestrzeni wewnątrz przy zachowaniu minimalnych wymiarów zewnętrznych. W 2012 roku nadszedł czas na jego następcę i pora na Fiata 500L. Pierwszą w historii „pięćsetkę” dla całej rodziny.   

„Mały duży” Fiat
Podobnie jak kiedyś Multipla, Fiat 500L na nowo definiuje pojęcie kompaktowy. Zachowując niewielkie gabaryty, auto udanie łączy wiele cech i potrzeb oferując styl, komfort a przede wszystkim użyteczną przestrzeń, jakiej trudno szukać w ciasnej „500-tce” hatchback. Ilość miejsca w 500L może zaskoczyć każdego. To jeden z tych samochodów, do których najpierw trzeba wsiąść, aby się do niego przekonać porzucając stereotypy, jakoby samochody niewielkich rozmiarów siłą rzeczy nie mogły być duże w środku.

Oba rzędy siedzeń 500L regulować można we wszystkich płaszczyznach, łatwo konfigurując ich położenie do naszych celów. Warto dodać, że przednie fotele oraz tylna kanapa umieszczona została wyżej niż w trzydrzwiowym Fiacie 500.

Inaczej też wyglądają proporcje przeszklonych powierzchni karoserii. Duże okna tworzą płynną linię „oplatającą” auto dookoła. Poza smaczkiem stylistycznym taki zabieg ma kolosalne znaczenie podczas manewrowania czy parkowania na wąskich i zatłoczonych ulicach miast, gwarantując nawet niewysokim kierowcom doskonałą widoczność we wszystkich kierunkach. Podczas długich podróży, szybko docenimy mnogość schowków i półeczek, w które Fiat hojnie wyposażył 500L. 

Do kompletu 400-litrowy bagażnik mieszczący pięć standardowych walizek podróżnych, lub pełnowymiarowy dziecięcy wózek! Wciąż mało? Fiat oferuje estetyczny box dachowy lub bagażnik rowerowy zaprojektowany specjalnie do 500L. W testowanej przez nas najbogatszej odmianie wyposażeniowej Lounge, bez dopłaty dostaniemy okno dachowe o powierzchni 1,5 m2 – największe jakie znajdziecie w tej klasie.

Mały wielki silnik
Naszego 500L napędzało malutkie, dwucylindrowe „serduszko” o pojemności niecałego litra. Wielokrotnie nagradzana, mocno zaawansowana technologicznie jednostka typu TwinAir, dzięki pomocy turbosprężarki osiąga 105 koni mechanicznych, co podkreślmy jest doskonałym wynikiem. Nie tylko na papierze. Obecność doładowania i jej wysoka wydajność przekłada się na imponującą elastyczność i bezzwłoczną reakcję na gaz już przy niskich obrotach silnika. Niestety podobnie zresztą jak w trzydrzwiowej odmianie Fiata 500, obiecywane przez producenta dane dotyczące zużycia na paliwa, delikatnie mówiąc mijają się z prawdą. I to zanim do auta wsiądzie komplet pasażerów.

Deklarowana średnia 4,8 litra czy 5,7 może i jest możliwe do uzyskania, ale tylko wtedy, gdy prawy pedał traktować będziemy z iście aptekarską precyzją. Chcąc być choć trochę szybszym od autobusów miejskich realne musimy liczyć się z utratą 6-7 litrów z baku po każdych stu kilometrach.

Maniakom jazdy o kropelce na pewno przypadnie do gustu seryjna w tej wersji silnikowej 500L aplikacja „EcoDrive Live”. Dzięki wskazówkom udzielanym kierowcy w czasie rzeczywistym prorodzinna „500-tka” spełnia rolę osobistego, wirtualnego trenera analizującego nasz styl jazdy i zawsze służącego radą i pomocą.          

Jest pięknie!
Proste wnętrze nie musi być nudne, czego najlepszym dowodem jest przestronna kabina pasażerska Fiata 500L. Zegary są czytelne, kokpit przejrzysty a wszystko zostało oryginalnie zaaranżowane. Większość funkcji związanych z obsługą realizuje czytelny, dotykowy ekran dotykowy o przekątnej 5 cali umieszczony w optymalnym miejscu na szczycie deski rozdzielczej. Sprzężony z systemem info rozrywki i nawigacji system U-Connect połączy nas za pośrednictwem Bluetootha z najpopularniejszymi serwisami społecznościowymi lub umożliwi odsłuchanie ulubionych internetowych stacji radiowych.

Styl neo-retro Fiata 500L widoczny w sylwetce auta celowo nawiązującej do mniejszego Fiata 500, ma swoją kontynuację po zajęciu miejsca w środku. Żywe kolory obić tapicerskich i deski rozdzielczej przykuwają nie mniejszą uwagę od gustownych detali, jak choćby kształt wieńca kierownicy czy dźwigni hamulca ręcznego.

Dopełnieniem ogromnego ładunku stylu jaki ma Fiat 500L, jest szeroki wybór lakierów nadwozia, również (tak jak w tym przypadku dwukolorowych), oraz niezliczonych akcesoriów, przy pomocy których łatwo uczynimy nasze auto niepowtarzalnym. Kalkomanie w kilkunastu wzorach, designerskie obudowy kluczyków czy odświeżacze powietrza dedykowane do konkretnego modelu auta nie są już dziś wyjątkiem.

Ale który ze znanych Wam samochodów ma swój własny ekspres do kawy gotów w każdej chwili do przyrządzenia aromatycznego espresso? Bo Fiat 500L we współpracy z firmą Lavazza przewidział taką możliwość…

Na TAK
– rozsądnie skalkulowane ceny
– ilość i rozplanowanie miejsca wewnątrz,
– doskonała widoczność,
– bogata gama modelowa
– uterenowiona odmiana 500L Trekking i już nieoferowana (niestety) odmiana 7-miejscowa 500L Living,
– szeroka możliwość personalizacji wyglądu auta.

Na NIE
– z kompletem pasażerów podstawowe jednostki napędowe mogą okazać się zbyt słabe,
– kontrowersyjna stylistyka,
– przeciętne hamulce,
– tylko pięciobiegowe skrzynia w odmianie z dieslem.    

Konkurenci: Ford B-Max, Kia Venga, Nissan Note, Opel Meriva, MINI Countryman, Citroen C3 Picasso, Fiat 500 i życie we dwójkę!

Ceny:
Fiat 500L – od 49 400 złotych
Fiat 500L Lounge 0,9 TwinAir 8V 105 KM – 62 400 złotych

Dane techniczne Fiat 500L Lounge 0,9 TwinAir 8V 105 KM

Silnik:

Benzynowy, 2cyl, 8v,Turbo

Pojemność skokowa:

889 cm3

Moc:

105 KM przy 5500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

142 Nm przy 2000 obr./min.

Skrzynia biegów:

Manualna, 6 biegów

Prędkość maksymalna:

180 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

12,3 s

Długość/szerokość/wysokość:

4147 x 1784 x 1658 mm

Najnowsze

Magda Wilk

Test Volvo S60 T6 AWD Polestar

Podobno czerwone auta są najszybsze. A błękitne? Wydają się być spokojne, nie zwracają na siebie uwagi. Nie kojarzą się z dużą liczbą koni mechanicznych, czy dobrymi parametrami. Staram się jednak nie oceniać auta po wyglądzie, co w tym przypadku zdecydowanie się sprawdziło.

Takie były moje pierwsze odczucia po odebraniu kluczyków do błękitnego Volvo S60 T6 AWD z optymalizacją Polestar o mocy 329 koni mechanicznych…

Nie oceniaj po wyglądzie!
Sedan w błękitnym kolorze trochę do mnie nie przemawia. Dziwne, szczególnie, że jestem kobietą. Jednak w testowanym egzemplarzu kolor nadwozia nie pasuje mi do reszty. A pisząc o reszcie mam na myśli to co kryje się pod maską. Patrząc jednak z innej strony to Volvo S60 T6 nie jest przecież sportowym samochodem ale elegancką limuzyną, autem klasy Premium. Nie mogę wymagać agresywnego wyglądu i rasowego brzmienia. W końcu skierowane jest raczej do osób szukających wygody, spokoju a tylko od czasu do czasu – wrażeń za kierownicą.

Priorytetem jest jednak to aby było komfortowe i eleganckie. I Volvo S60 T6 takie właśnie jest ale z małym dodatkiem pikanterii. Już na pierwszy rzut oka przejawia się to chociażby pakietem R-Design, który zarezerwowany jest dla usportowionych wersji. Stąd z przodu widać kratę wlotu powietrza z logo R-Design jak również ozdobne obudowy lusterek zewnętrznych, dwie końcówki układu wydechowego no i 18-calowe koła. Na uwagę zasługują również  światła do jazdy dziennej, wlepione w przedni zderzak.

Przeczytaj też:
Test Volvo XC60 Polestar
Test Volvo V60 Plug-In Hybrid
Pierwsza jazda Volvo V60 Plug-In Hybrid i Volvo Drive-E
Test Volvo V70
Test Volvo V60 T5
Test Volvo S80 D4 Drive-E
Test Volvo V40 T3 Momentum
Test Volvo S60 Cross Country

Wnętrze z pazurem
W środku również nie brakuje elementów wspomnianego pakietu  w postaci m.in. aluminiowego wykończenia elementów: na desce rozdzielczej czy też na drzwiach bocznych. Mamy sportowe pedały, skórzaną wielofunkcyjną kierownicę. Po środku deski rozdzielczej ekran dający dostęp do radia, mediów, nawigacji, telefonu ale również funkcji „My Car”, przy pomocy której możemy zmieniać ustawienia auta (włączanie/wyłączanie systemów itp.). Poniżej seria przycisków. Wbrew pozorom bardzo intuicyjnie jestem w stanie się po nich poruszać. Plusem jest również to, że dodatkowi „asystenci jazdy” m.in. asystent pasa ruchu, martwego pola są „dostępni” tuż pod tą całą serią przycisków. W związku z tym, jeśli chcemy, któryś z systemów wyłączyć, nie musimy przedzierać się przez wszystkie opcje na ekranie, żeby to zrobić.

Czas jednak zasiąść w fotelu kierowcy. Idealnie został skrojony do mojej sylwetki. Otula jak mało który. Być może, gdyby pod maską nie kryło się aż tyle koni mechanicznych, nie zrobiłoby mi to zbyt dużej różnicy. Jednak w tym przypadku kubełkowy fotel sprawdził się w 100-u procentach. Przy agresywnej jeździe i rzucaniu auta na boki (a plusem weekendu z Volvo S60 T6 AWD była wymarzona chyba tylko dla mnie zimowa aura!), trzymał mnie w swych „ramionach” jak należy. A tylna kanapa? Wygląda przyzwoicie. Pasażerowie o dużym wzroście z pewnością znajdą sporo miejsca dla siebie. Niemniej jednak w takiej jednostce napędowej zdecydowanie polecam siadać od razu na lewym fotelu, jeśli oczywiście jest taka możliwość.

Czas jednak uruchomić tego niepozornego sedana i zmienić wygląd cyfrowych zegarów, o których już wcześniej wspominałam wam przy okazji testu Volvo V40 T3. Robimy to przełączając tryb w funkcji Motyw na jeden z trzech: Performance, Elegance lub Eco. Niestety też już wiem,  że poza ich wyglądem i przekazywanymi informacjami nic się nie zmienia. Zmiana motywu nie ma żadnego wpływu na charakterystykę auta, chyba, że można pod to podciągnąć nastrój kierowcy, który widząc rozpalone do czerwoności zegary bardziej prostuje prawą nogę.

Mocy przybywaj!
Testowane Volvo S60 T6 jest wprawiane w ruch przez 3-litrową, turbodoładowaną jednostkę o mocy 304 koni mechanicznych. Dzięki pakietowi Polestar, czyli mówiąc prościej dealerskiemu chiptunningowi, dołożono dodatkowo 25 „kucyków”. Razem daje to 329 koni mechanicznych! Przyznacie, że niemało. Nie musicie się jednak obawiać, że nie będziecie w stanie ich okiełznać, bo żaden z tych 329 koni mechanicznych nie jest przesadnie dziki. Wystarczy po prostu wcisnąć pedał gazu, by niezależnie od biegu auto swobodnie nabierało prędkości. Silnik ma mnóstwo „pary” już od niskich obrotów i rozwija swoją moc niezwykle równomiernie od niskich obrotów wału korbowego aż po czerwone pole obrotomierza. Oczywiście duża w tym zasługa turbosprężarki. Ponadto, dzięki optymalizacji Polestar moment obrotowy wzrósł z 440 Nm do 480 Nm. Od 0 do 100 km/h S60 rozpędza się w 5,8 s. Do tego dodajmy sportowy układ hamulcowy, napęd na wszystkie koła i można zacząć prawdziwą zabawę.

A czteronapędowe Volvo S60 T6 miałam gdzie sprawdzić. Przede wszystkim, gdy nim jeździłam aura zdecydowanie nie rozpieszczała innych użytkowników dróg ale jak dla mnie miała same plusy. Zaśnieżone boczne drogi i możliwość pojeżdżenia na zamkniętym odcinku pozwoliły mi choć przez chwilę poczuć się jak w rodzinnych stronach skandynawskiego producenta, który w kwestii napędów sporo ma do powiedzenia. Stąd nie zdziwiłam się, jak sprawnie działa ten w testowanym modelu, korzystający ze sprzęgła Haldex, a nie z centralnego mechanizmu różnicowego. Bardzo dobrze i precyzyjnie, choć na drogach o zmiennej nawierzchni, czy też nawierzchni o zmiennej przyczepności nie do przecenienia jest 4×4 z centralnym mechaniznem róznicowym.  Niemniej jednak przyjemność z jazdy była  i czułam się pewnie.

To również za sprawą sportowego zawieszenia. Jest dość twarde, ale też nie na tyle, żeby czuć dyskomfort podczas spokojnej podróży. Auto nie skacze po drodze, płynnie wybiera dziury, a w ostrych zakrętach nadwozie tylko minimalnie wychyla się na boki. Dodatkowo w testowanej wersji w ramach pakietu R-Design zamontowano płytę pod podwoziem.

Volvo V60 T6 ma jednak drobne mankamenty. Pierwszy z nich to skrzynia biegów – automatyczna, 6-biegowa z możliwością przełączenia w tryb manualny (są też łopatki przy kierownicy). Nie jest zła, jednak nie pracuje równie szybko, co np. DSG. Przy bardziej agresywnej jeździe czuć ten moment kiedy z lekką ospałością wrzuca kolejny bieg. Może dla przeciętnego Kowalskiego nie jest to zauważalne, jednak dla tych, którzy chcą w pełni cieszyć się z możliwości, której daje ten 3-litrowy turbodoładowany silnik, pozostawi lekki niesmak. Aczkolwiek płacąc ponad 260 tyś zł za Volvo S60 T6 z pakietem Polestar i napędem na wszystkie koła, w tej cenie otrzymujemy limuzynę, która naprawdę jeździ bardzo dobrze i jest bogato wyposażona. Drugi mankament to duży promień skrętu (11,9 m).

Wracając jednak do frajdy z jazdy, to z pewnością nie byłaby możliwa, gdyby nie możliwość całkowitego wyłączenia systemu ESC (Electronic Stability Control). No i wtedy można się bawić! Szczególnie na śniegu. Jeśli jednak nie do końca wierzycie swoim umiejętnościom i nie jesteście na zamkniętym odcinku, choćby nawet na prywatnym placu, to nie próbujcie wyłączać wszelkich systemów wspomagających kierowcę.

Skupmy się jeszcze na bezpieczeństwie szczególnie, że Volvo uchodzi za jego synonim. Nie inaczej jest z S60 T6, które ma multum standardowych systemów czuwających nad kierowcą i pasażerami. Są to układ BLIS (monitoruje martwe pole), aktywny tempomat (pomaga utrzymać wskazaną wcześniej odległość od samochodu jadącego z przodu), układ LDW (system ostrzegający przez zjechaniem z pasa), czy też układ AHB (sterowanie natężeniem światła, bez oślepiania innych uczestników ruchu drogowego, nawet na włączonych światłach długich). Niestety, w czasie zimowego weekendu aktywny tempomat nie spełnił swojej funkcji. Podczas podróży autostradą radar zamontowany na przednim zderzaku został szybko zalepiony przez śnieg. Ta sama historia przytrafiła mi się z kamerą cofania, która po prostu zamarzła. No cóż – taki mamy klimat. Na szczęście dla producenta – tylko „chwilowy”, a w przypadku tej zimy to chyba „jednoweekendowy”.

I na koniec najmniej przyjemna część tego testu. Z pewnością nikt nie oczekuje, że 3-litrowa turbodoładowana jednostka napędowa będzie „żywić się” małą ilością paliwa. W moich rękach spalanie w trybie mieszanym było na poziomie 12,4 l/100 km, przy czym nieraz już zdążyliście się przekonać, że nietrudno poprawić mój wynik.

Czyli jaki?
Volvo S60 T6 AWD  to z wyglądu mało agresywny sedan. Jednak dzięki  chiptunningowi Polestar i pakietowi R-Design nabrał sportowego charakteru. Środek to stonowane wnętrze wykonane z materiałów dobrej jakości, które na pierwszy rzut oka nie zachęca do wciśnięcia gazu w podłogę. Jeśli tylko zatopisz się w kubełkowych fotelach a na kierownicy zobaczysz łopatki zmiany biegów,  twój punkt widzenia szybko się zmieni.

NA TAK:
– jednostka napędowa;
– systemy bezpieczeństwa, w tym układ BLIS i AHB;
– wygodne fotele.

NA NIE:
– nie zawsze działający aktywny tempomat;
– mały promień skrętu;
– bagażnik z wysoko osadzonym otworem załadunkowym.

Dane techniczne Volvo S60 T6 AWD z optymalizacją Polestar
Silnik: benzynowy, turbo
Pojemność:  2953 cm3
Moc maksymalna:  329 KM
Maksymalny moment obrotowy:  480 Nm           
Napęd:  AWD
Pojemność bagażnika w litrach: 380  l

Najnowsze

Luksusowy fotel biurowy od Porsche

Jeżeli uwielbiasz sportowe samochody, a w szczególności Porsche i poszukujesz akurat fotela biurowego, oto idealny gadżet dla Ciebie. Problemem może być tylko cena.

Porsche poszerza swoją ofertę luksusowych gadżetów. Kilka tygodni temu prezentowaliśmy system nagłośnienia zbudowany z wydechu 911 GT3, a teraz dochodzi do niego fotel biurowy o nazwie Office Chair RS.

Jak przystało na gadżet firmowany logo Porsche, fotel pochodzi z prawdziwego modelu i jest obszyty tymi samymi materiałami co samochodowy. Wysokość fotela i podłokietników jest regulowana. Kąt pochylenia oparcia jest regulowany elektrycznie.

Niestety ten wyjątkowy gadżet nie należy do najtańszych. Na stronie internetowej sklepu Porsche widnieje cena w wysokości 6570 dolarów. W ofercie jest jeszcze tańsza opcja, bez znaczka RS. Kosztuje 5690 dolarów, czyli niewiele mniej.

Ech…

Najnowsze

Magda Wilk

Test Volvo S60 D4 AWD Cross Country

Ogromny prześwit, większy niż u większości SUVów, robi wrażenie. A jak Volvo S60 Cross Country naszym zdaniem się prezentuje i jeździ?

Volvo S60 to model, do którego istnienia w ofercie zdążył już nas przyzwyczaić szwedzki producent. Zresztą nie tak dawno miałyśmy możliwość testować jedną z najmocniejszych wersji tego auta (T6 z optymalizacją Polestar). Nie mniej jednak koncern w zeszłym roku postanowił zaskoczyć swoich potencjalnych klientów, wypuszczając na rynek nową odmianę, czyli uterenowionego sedana o nazwie Cross Country. Co ciekawe, swoim prześwitem bije on na głowę większość SUV-ów. I z pewnością jest pierwszym tego typu sedanem producenta na rynku.

Szwedzki design
Najważniejsza liczba w przypadku Volvo S60 Cross Country to 20,1 cm. Tyle bowiem wynosi jego prześwit, co oznacza, że jest większy od tego w zwyczajnych odmianach aż o 6,5 cm! To bardzo dużo, dlatego auto ma zupełnie inny, całkowicie nowy charakter. W uterenowionej wersji nie są mu straszne krawężniki czy też puszysty śnieg, choć z tym ostatnim w dzisiejszych czasach coraz cięższej. Stąd też od razu rzucą wam się w oczy zdecydowanie bardziej muskularne kształty od tej standardowej wersji. Dzięki temu zabiegowi Volvo S60 Cross Country bardziej mi się podoba. Szczególnie, że dodatkowo powiększone nadkola (spokojnie mieszczą się 19-calowe koła), bardziej masywne zderzaki czy też plastikowe nakładki na błotniki sprawiają, że model ten nabiera wręcz rasowego wyglądu.

Przeczytaj też:
Test Volvo XC60 Polestar
Test Volvo V60 Plug-In Hybrid
Pierwsza jazda Volvo V60 Plug-In Hybrid i Volvo Drive-E
Test Volvo V70
Test Volvo V60 T5
Test Volvo S80 D4 Drive-E
Test Volvo V40 T3 Momentum

Ale nie tylko o prezencję chodzi. Po prostu zawieszone wyżej Volvo S60 Cross Country świetnie sprawdza się zarówno w mieście, jak i w terenie. Chociaż trzeba pamiętać, że nie jest to „przeprawowy” potwór, a nadal wygodny i funkcjonalny sedan. Z pewnością polubią go głównie panie, które nie będą zahaczać zderzakiem o wysokie krawężniki i mamy, które wsadzając swoje małe pociechy do fotelika nie będą się musiały tak mocno schylać.

Ascetycznie czyli pięknie?
Wnętrze Volvo S60 jest wam już dość dobrze znane. Przy okazji testu wersji T6 z „optymalizacją” Polestar dość dokładnie opisałyśmy poszczególne jego elementy. Znaczącą różnicę pomiędzy tymi wersjami znajdziemy jednak w kolorystyce kabiny pasażerskiej. Środek testowanego modelu to połączenie jasnych i ciemnych kolorów. Po wejściu od razu „krzyczą” do nas sportowe, skórzane fotele w biało-czarnym odcieniu. Deska rozdzielcza jak i podsufitka są również w ciemnej tonacji. Wydawałoby się, że jest tu trochę mrocznie i mało przyjemnie, jednak taki dobór kolorów nie sprawia, że w Volvo S60 Cross Country czujemy się jak w ciemni. Zresztą zawsze możemy rozświetlić wnętrze samochodu elektrycznie otwieranym oknem dachowym (dopłata 4 680 zł).

Jeżeli chodzi o deskę rozdzielczą to jej wygląd, w tym zegary,  ekran multimedialny o dużej rozdzielczości, nie uległy modyfikacjom. Nie ma tu żadnych zmian. Standardowa jest też wielofunkcyjna, skórzana kierownica z aluminiowymi elementami i z łopatkami. Tu jednak poziom luksusu zdecydowanie wzrósł ponieważ za dopłatą 1 070 zł możemy mieć ją również podgrzewaną. Dla niektórych to być może fanaberia, ale… dopóki nie spróbujecie to nie poczujecie jaki to komfort, szczególnie dla osób, które mają wiecznie syndrom zimnych dłoni czyli dla mnie! Dodatkowe przydatne rozwiązania w testowanym modelu to chociażby uchwyt na okulary (drobnostka, ale jeśli macie wolne 110 zł warto zainwestować, aby ich wiecznie nie szukać). Innym z kolei jest telewizja cyfrowa (4 550 zł) wraz z pilotem zdalnego sterowania multimediami (330 zł). Chociaż czy tak naprawdę tego typu gadżety są głównymi argumentami, które mogłyby Was przekonać do nowego Volvo S60 Cross Country? Moim zdaniem nie. Bo tutaj liczą się przede wszystkim możliwości jego układu jezdnego.

4 łapy na śniegu
Testowana wersja to 5-cylindrowy turbodiesel o mocy 190 koni mechanicznych. Z pewnością wartość ta nie jest porywająca, szczególnie że masa auta to 1684 kg, ale prędkość od 0 do 100 km/h osiągniemy w 8,6 s. Daje to całkiem porządny wynik. Do tego dorzućmy jeszcze 6-biegową automatyczną skrzynię biegów Geartronic, napęd na cztery koła i otrzymujemy fajne auto.

Dołączany napęd na cztery koła dość dobrze radzi sobie w trudnych warunkach. W tym wypadku testowaliśmy Volvo S60 Cross Country na śniegu i trzeba przyznać, że nawet na tych 19-calowych kołach auto świetnie się prowadziło. Z pewnością duży prześwit sprawił, że nie „ryliśmy” przodem po śniegu, a z kolei napęd pozwalał bezpiecznie i pewnie pokonywać kolejne kilometry na śliskiej nawierzchni. Oczywiście, duża w tym zasługa sprzęgła typu Haldex, które w okamgnieniu, bardzo skutecznie i „kulturalnie” kieruje moment obrotowy na tylne koła.

Podczas jazdy wyraźnie czuć, że S60 Cross Country ma podniesiony prześwit. Nie mniej jednak zachowuje się stabilnie, nie buja i jest dość zwarte. Przeszkodą w płynnym prowadzeniu mogą być 19-calowe koła, do których nie do końca przystosowane są nasze polskie drogi. Nie jest to jednak na tyle uciążliwe, aby decydowało o zakupie testowanego modelu. Zresztą zawsze można wybrać  18-calowe, które z pewnością będą również miały przełożenie na zużycie paliwa. Na szczęście Volvo S60 Cross Country nie ma ogromnego apetytu. Według danych producenta średnie zużycie oleju napędowego w warunkach miejskich to 6,7 l/100 km. Na trasie wartość spada do 4,7 l a w cyklu mieszanym do 5,7 l/100 km. W teście, ze względu na warunki i dość agresywną jazdę w śniegu, uzyskałam średni wynik na poziomie 8 l/100 km.

Safety first
Volvo to od zawsze synonim bezpieczeństwa, dlatego S60 oferuje całe mnóstwo aktywnych „wspomagaczy” kierowcy. Z pewnością godny uwagi jest pakiet Intellisafe Pro Package (10 500 zł). Oprócz systemu ostrzegającego o ryzyku kolizji z rozpoznawaniem pieszych i rowerzystów z pełnym automatycznym hamowaniem, system wykrywa również zmęczenie kierowcy, jak i rozpoznaje znaki drogowe. Dostępne są również układy BLIS (monitorujący martwe pole widoczności) oraz  LDW – ostrzeżenie przed zjechaniem z pasa ruchu. Z pewnością jednym z elementów pakietu, który zdecydowanie przypadnie wam do gustu jest również system aktywnych świateł drogowych (AHB – Active High Beam). Dzięki niemu tzw. „światła długie” mogą być włączone cały czas, a system automatycznie steruje natężeniem światła tak, aby nie oślepiać innych uczestników ruchu, w tym pieszych i rowerzystów. Dodatkowo, dzięki aktywnym reflektorom skrętnym – doświetla zakręty. Niestety, w testowanym modelu dodatkowe opcje, jak czujniki parkowania z przodu i z tyłu oraz kamera cofania również wymagały dopłaty.

Czyli jaki?
Volvo S60 Cross Country to ekscentrycznie wyglądający sedan. Podwyższony, o bardziej muskularnych kształtach, sprawia wrażenie nie tylko komfortowej limuzyny, ale i crossovera, który poradzi sobie z wieloma trudnościami na drodze. Niestety jego zakup wymaga wyłożenia przynajmniej 176 500 zł (cena testowanej wersji – 247 520 zł), co oznacza, że kosztuje tyle co konkurencyjne SUV’y klasy premium, jak BMW X3 czy Mercedes GLC. To sprawia, że na naszych drogach Volvo S60 Cross Country będzie raczej rzadkim gościem. A szkoda…

NA TAK:
– wygląd nadwozia;
– wysoki prześwit;
– dynamiczny i oszczędny silnik.

NA NIE:
– mimo wysokiej mocy jednostki, niezbyt imponujące paramentry;
– skrzynia opornie reagująca na kickdown. 

Dane techniczne Volvo S60 D4 AWD Cross Country
Silnik: turbodiesel
Pojemność:  2400 cm3
Moc maksymalna:  190 KM
Maksymalny moment obrotowy:  420 Nm         
Napęd:  AWD
Pojemność bagażnika w litrach: 380  l

Najnowsze

Szalony drift vanem

Czy zastanawialiście się kiedy, czy samochodem typu van da się driftować? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w filmie, który nakręcił Nissan.

Za kierownicą samochodu, który tylko w teorii nie nadaje się do driftu posadzono uczestnika zawodów Formula Drift, Chrisa Forsberga, który początkowo był przekonany, że przyjdzie mu zaprezentować swoje umiejętności za kierownicą Nissana 350Z.

Chwilę później okazało się jednak, że w jego ręce trafi Nissan NV Cargo Van. Rzadko kiedy  mamy okazję oglądać takie samochody na specjalnie przygotowanym torze przeznaczonym do ewolucji. 

W filmie nie brakuje pisku, opon i dymu, a całość prezentuje się bardzo efektownie. Nissan nie zdradził dużo na temat specyfikacji samochodu, ale model NV3500 HD mógł zostać wyposażony w jednostkę V6 o pojemności czterech litrów (261 KM) lub V8 o pojemności 5,6 litra (317 KM).

Zobaczcie wielkiego vana w akcji!

Najnowsze