Test Dacia Lodgy – rodzina na swoim

Przyrost naturalny w Polsce maleje, ale na horyzoncie pojawił się samochód będący pochwałą rodzin wielodzietnych. Czy Dacia Lodgy jest w stanie wskórać więcej, niż rządowe becikowe? Po kilku dniach spędzonych w tym samochodzie stwierdzamy, że...

Najpierw była Dacia Logan. Pojawiła się na polskim rynku w 2004 roku, przypominając senny koszmar. Ale podobnie jak wąż kusił jabłkiem Ewę do grzechu, tak Logan kusił klientów do zakupu. Co było tym razem „jabłkiem”? Bardzo niska cena auta oraz koszty serwisowania. Klienci ulegli i motoryzacyjna brzydula zaczęła zapełniać polskie ulice. Była też druga strona medalu: od tej pory każdy mógł sobie pozwolić na luksus, jakim jest zakup nowego auta w salonie. Marka, idąc za ciosem, zaczęła wypuszczać kolejne modele, które polscy nabywcy przyjmowali z otwartymi ramionami. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, firma postanowiła się zmierzyć z wyzwaniem jakim jest auto rodzinne.

Wrażenia z pierwszej jazdy Dacią Lodgy w Maroku przeczytasz tu.

 

Dacia Lodgy – pomieści nawet małą hodowlę psów.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

„7 dni aby stworzyć miłość” – nuciłam pod nosem piosenkę De Mono jadąc na spotkanie z Dacią Lodgy. Wierzyłam, że wspólny tydzień wystarczy, abym obdarzyła ten samochód jakimkolwiek, pozytywnym uczuciem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy stanęłam z tym autem twarzą w „twarz”. Wprawdzie nadal nie była to laleczka Barbie, ale też zdecydowanie już nie laleczka Chucky. Ktoś pochylił się nad wyglądem tego samochodu i efekty widać gołym okiem. Masywny przedni zderzak wysadzany halogenami w połączeniu z estetyczną atrapą chłodnicy zakończoną chromowana listwą naprawdę mogą się podobać. Biorąc pod uwagę logo firmy po subtelnej operacji plastycznej i aluminiowe, 16-calowe felgi stwierdzam, że wymawiając słowo Dacia liście z drzew już nie opadają. Z zewnątrz samochód gabarytami przypomina supermarket. Czy to rzeczywistość czy tylko optyczne złudzenie?

Dacia Lodgy – nie tylko psy będą tu podróżować wygodnie.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

„Pierwszy dzień, widzę Cię…”
Siadając w środku już od pierwszej chwili można się poczuć, jak kierowca szkolnego autobusu –  samochód jest wręcz ogromny, tu nie ma miejsca na żarty. Za to jest miejsce dla 7 pasażerów, ponieważ w bagażniku skrywają się dwa dodatkowe siedzenia. Patrząc we wsteczne lusterko stwierdzam, że gdzieś tam hen daleko, za górami za lasami, jest tylna szyba. Dodatkowo ogrom przestrzeni potęguje fakt, że samochód jest dość wysoki. Nie ma na Ziemi tak rosłego człowieka, który by się tu nie zmieścił.

Fotele są niemalże płaskie i bez ekstrawagancji. Pojęcie „trzymanie boczne” jest im wręcz obce, ale wykazuję się sporą dozą tolerancji. W końcu mam do czynienia z kompromisem na czterech kołach, który nie będzie startował w rajdach. Samochód o powierzchni Stadionu Narodowego za rozsądne pieniądze – to musi wystarczyć, w końcu w życiu nie można mieć wszystkiego. Tylna kanapa została wyprofilowana równie mocno, co deska do prasowania, ale nie bez przyczyny. Dzięki takim „kształtom” bez żadnego problemu można zamocować trzy dziecięce foteliki. Dla licznej, polskiej rodziny – bezcenne.

Dacia Lodgy – przepastne wnętrze
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Wykończenie nie jest mocną stroną Lodgy, dlatego też na niektóre elementy warto spojrzeć z mocno przymrużonym okiem. Jedno jest pewne – to już nie jest ta sama jakość (a raczej jej brak), z którym klienci mieli do czynienia przy pierwszych egzemplarzach spod znaku Dacii. Tu i ówdzie pojawiają się błyszczące, imitujące chrom dodatki, mające dodać blasku skromnemu wnętrzu. Wszystko jest pod ręką, proste i czytelne, czyli tak jak być powinno. Liczba wszelkiego rodzaju przycisków i pokręteł została ograniczona do minimum nadając całości prostoty i minimalizmu. Testowany egzemplarz został wyposażony w najbogatszy pakiet Prestige, którego znakiem rozpoznawczym jest m.in. kolorowy, ciekłokrystaliczny wyświetlacz dotykowy (przekątna 18 cm). Jego obsługę można opanować do perfekcji podczas jednego postoju na czerwonym świetle. Ikony? Są wielkości pudełka od zapałek co szybko okaże się jeszcze większą zaletą. Nie zabrakło również czujników cofania, tempomatu oraz nawigacji. Cieszy też obecność gniazdka USB –  któż z nas nie rusza dziś w podróż bez swojego odtwarzacza mp3? Kładę dłonie na sporej kierownicy, przekręcam tradycyjny kluczyk i ruszam na spotkanie z nowymi emocjami. Czy będą one równie duże, co sama bohaterka?

Dacia Lodgy – mała ciężarówka
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Wdzięk w rozmiarze XXL?
Jeżeli miałabym przyrównać do czegoś ten samochód, to byłoby to jajko-niespodzianka. Patrząc na Lodgy ciężko poczuć, że skrzydła sercu rosną, ale wystarczy ruszyć z miejsca, aby dać się zaskoczyć. Już po kilku minutach jazdy po zatłoczonym mieście stwierdzam, że samochód jest bardzo zwrotny. Warto również podkreślić, że widoczność w każdym kierunku jest wręcz wzorowa. Tylna szyba gabarytami przypomina szkolną tablicę, zatem czujniki cofania są tu jedynie zbędną fanaberią kupującego. Lusterka boczne są tak duże, że jedno z nich można powiesić sobie w garderobie, zaś przednia szyba ma wymiary basenu olimpijskiego. Naprawdę trzeba się bardzo postarać, aby podczas miejskich manewrów uszkodzić tę ciężarówkę.

Miłe wrażenia z jazdy potęguje również fakt, że Dacia Lodgy jest bardzo lekka; pokuszę się nawet o stwierdzenie, że zbyt lekka – 1338 kilogramów to wynik, jakiego nikt z nas się nie spodziewał. Czy tak lekka konstrukcja może być bezpieczna? Testy zderzeniowe Euro NCAP obnażyły bezlitośnie całą prawdę: Dacia Lodgy zdobyła jedynie trzy gwiazdki na pięć możliwych (za 5 gwiazdek kupuje się Renault). Mogłoby być lepiej. Ale niska masa to jedna niekwestionowana zaleta: zużycie paliwa. W cyklu miejskim Lodgy zadowoliła się skromnym 6,4 litra ropy. Bardzo dobry wynik, który może nieznacznie wzrosnąć w momencie, kiedy na pokładzie znajdzie się rodzina w komplecie. Wprawdzie na trasie zużycie paliwa spadło nieznacznie (do 6,2 litra/100 km) za to wyciszenie kabiny pasażerskiej przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Kolejny punkt na konto Lodgy.

Dacia Lodgy – również z boku sylwetka przypomina sporego vana.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Pod maską testowanego egzemplarza pracował silnik diesla o pojemności 1.5 dCi i mocy 110 KM. W połączeniu z manualną, 6-biegową skrzynią biegów oferowana ilość mocy była w zupełności satysfakcjonująca. Podobnie jak ilość miejsca w bagażniku: 827 cm3 przy rozłożonych 5 siedzeniach to naprawdę spore pole do popisu podczas pakowania się na wakacje. Rozkładając dodatkowe dwa siedzenia do naszej dyspozycji pozostanie już jedynie 207 cm3. To wręcz symboliczna przestrzeń za to pasażerowie siedzący w ostatnim, trzecim rzędzie będą się cieszyć pełnowymiarową ilością miejsca na nogi i nad głową – nawet Ci powyżej 180 cm wzorstu!

Kupić czy nie kupić?
Ceny nowej Lodgy w wersji 7-osobowej zaczynają się od 42 900 zł. Do wyboru klientów są 3 wersje wyposażenia: Ambiance (najniższa), Laureate, Prestige (najwyższa). Ciężko znaleźć konkurencję, która za podobną cenę zaoferuje tak dużą ilość miejsca. Wprawdzie zabierając na pokład 7 osób nie zabierzemy już dodatkowego bagażu, ale w zamian otrzymujemy prawdę i tylko prawdę w postaci 7 bardzo wygodnych miejsc, a nie jedynie imitujących je stołków, na których nikt nie wytrzyma dłużej niż 15 minut. Jeżeli jednak cena nie jest głównym wyznacznikiem podczas zakupu, warto poszukać nieco droższego rozwiązania oferującego mocniejsze jednostki napędowe, które zapewnią nam większy komfort podczas podróży.

Dacia Lodgy
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Na TAK:

– atrakcyjna cena

– bardzo duży bagażnik

– spora ilość miejsca na nogi dla pasażerów w trzecim rzędzie

– niskie zużycie paliwa

– dobra widoczność

Na NIE:

– słaby wynik w testach zderzeniowych

– brak podłokietnika nawet w najwyższej opcji wyposażenia

– słabo wyprofilowane fotele

Dacia Lodgy 1.5 dCi – dane techniczne:

Silnik – dCi, turbodoładowany diesel

Pojemność – 1461 cm3

Moc – 107 KM przy 4000 obr/min

Moment – 240 Nm przy 1750 obr/min

Skrzynia – 6-biegowa, manualna

Napęd – na przednią oś

Długość/szerokość/wysokość – 4498/1751/1679 mm

Pojemność bagażnika – 827 cm 3 (konfiguracja 5 miejscowa), 207 cm3 (konfiguracja 7 miejscowa), 2617 cm3 (konfiguracja 2 miejscowa)

Cena testowanego egzemplarza – 63 900 złotych

Dziękujemy za możliwość zrobienia sesji zdjęciowej www.gorskafantazja.home.pl

Najnowsze

Jednośladem po Wietnamie – rozmowa z Krzysztofem Michałowskim

Z Krzysztofem Michałowskim, mieszkającym w Sajgonie od 2009 roku rozmawiamy o jednośladach w Wietnamie. Krzysztof jest przewodnikiem w polsko-wietnamskim biurze Polviet Travel i jak prawie każdy Wietnamczyk przemieszcza się wszędzie skuterem.

Jak wspominasz swą pierwszą podróż jednośladem w Wietnamie? Patrząc z perspektywy pieszego ciężko zrozumieć czy są tu jakieś reguły? Wszystko pędzi we wszystkich kierunkach…

Pierwsza podróż… po prostu wsiadłem na motor, Honda Wave 110 cm3 i zacząłem jechać. Pierwsze kilometry szły wolno i dość uważnie, potem się „rozkręciłem” i było z górki. Przyzwyczajenie do ruchu panującego w Wietnamie (Hanoi) zajęło mi jakieś 2 dni. Potem miałem małą przerwę, znowu wsiadłem na motor i pierwsza kolizja. Jechałem prosto na drodze koło Jeziora Hoan Kiem w Hanoi, młody Wietnamczyk jadący po mojej lewej postanowił nagle skręcić w prawo i bęc. Uderzył w moje przednie koło, ja się przewróciłem, on odjechał, nawet się nie zatrzymał i nie sprawdził czy coś mi się stało. Na szczęście nic poważnego się nie stało ani ze mną, ani z motorkiem, ale mała blizna do kolekcji została. W 2009 r. przyjechałem do Sajgonu, wsiadłem na motor i było jak z jazdą na rowerze – tego się nie zapomina. Na szczęście ruch w Sajgonie jest mniej chaotyczny niz w Hanoi. Południowcy jeżdżą bardziej rozważnie, ale oczywiście „barany” też się zdarzają. Prawdę mowiąc „Sajgon” na drogach panuje w Hanoi!

Ruch w Wietnamie, szczególnie w miastach wygląda chaotycznie, wszyscy jeżdżą, jakby żadne przepisy nie istniały, ale w tym szaleństwie jest metoda i jakoś to wszystko się toczy.

Kasia i Krzyś – skuterowi przewodnicy z Polviet Travel
fot. Hanna Zasada

Teraz używasz skutera na codzień. Prowadzisz też Saigon Rides, czyli skuterowe zwiedzanie Sajgonu. Wraz z żoną Kasią pokazujecie turystom miasto jakiego nie opisują przewodniki zabierając ich na siedzenie pasażera. Co można zobaczyć w ten sposob?

Na pewno można zobaczyć Sajgon, do którego na nogach się nie dojdzie, a często samemu się nie odważy. Jadąc motorkiem turysta zobaczy rządową dzielnicę z wielkim budynkiem partii komunistycznej, stare kolonialne budynki, których niestety jest co raz mniej, dalej małymi zaułkami jak i dużymi ulicami przejeżdżamy przez „chinatown”, wjeżdżamy na obwodnicę sajgoską i kierujemy się do dzielnicy drugiej na punkt widokowy, skąd rozciąga się bardzo ładny widok na rzekę Sajgon i centrum miasta. Dalej jest przejazd przez dzielnicę Binh Thanh koło najdroższych apartamentowców w mieście, przy których znajdują się małe wygladające trochę jak slamsy skupiska domów. Na koniec jest wizyta w lokalnym klubie rockowym (w przypadku wycieczki nocnej). Po drodze jest kilka przystanków na lokalne smakołyki, takie jak: zupa pho lub mi quang do wyboru, grillowane placki ryżowe, sok z trzciny cukrowej, niesamowcie dobrą wietnamską kawę. W klubie rockowym każdy klient dostaje do wyboru drinka lub piwko. Każdy posiłek jest serwowany w lokalnej knajpie, gdzie ciężko jest zobaczyć innych turystów. Z mojego doświadczenia wiem, ze Polscy turyści lubią próbować różnego rodzaju „wynalazki”, ale często sami się boją. Wycieczka na motorkach oprócz zwiedzania miasta, daje możliwość spróbowania smaków kuchni wietnamskiej.

Dzieci przewożone bez żadnej ochrony to w Sajgonie norma.
fot. Hanna Zasada

Podobno jest 9 milionów rowerów w Pekinie. Ile skuterów jest w Sajgonie?

W Sajgonie mieszka według rożnych danych miedzy 7 a 9 milionów ludzi. Myślę, że różnego rodzaju skuterków / motorków jest około 5 milionówi ta liczba rośnie!

Wielu turystów wypożycza tutaj skuter lub motor by samodzielnie się nim przemieszczać. Czy to dobry sposób na zwiedzanie Wietnamu?

Jeżeli ktoś jeździ sporo w Polsce, to można się pokusić o wypożyczenie motorka, ale ja bym radził ograniczyć się tylko do małych miejscowości, takich jak: Mui Ne, Hoi An czy Nha Trang. Na pewno jest to dobry i fajny sposób na zwiedzanie części Wietnamu, ale pomiędzy dużymi miastami radziłbym przemieszczać się samolotami, autokarami turystycznymi czy pociągami. Proszę pamietać, że zasady ruchu drogowego w teorii są takie same jak w Polsce czy Niemczech, ale w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Pierwszeństwo ma zazwyczaj ten większy, na wsiach jak i w miastach sporo kierowców jeździ po „kilku głębszych” itd. Niestety rocznie kilku turystów ginie tutaj w wypadkach drogowych, jadąc właśnie na skuterkach.

Nocą ulice Sajgonu zapełniają ciasno skutery
fot. Hanna Zasada

Czy obcokrajowcom wolno jeździć w Wietnamie? Jakie są wymagania prawne dotyczące poruszania się na dwóch kółkach?

Obcokrajowcom teoretycznie nie wolno jeździć po Wietnamie jeśli nie mają lokalnego prawa jazdy, ale praktyka wygląda inaczej. Policja często przymyka oczy na ten proceder, ponieważ firmy wypożyczające motorki płacą policji dolę.

Jak bezpiecznie wypożyczyć motocykl?

Na pewno nie kierować się ceną. Zanim wypożyczy się motor, trzeba zrobić próbną jazdę, sprawdzić motor. Jeśli wszystko jest ok, to jechać i pamiętać, by mieć oczy wokół głowy i że większy ma zawsze pierwszeństwo w Wietnamie.

Filigranowa Kasia wdzięcznie manewruje w krętych zaułkach miasta z dużo cięższą od siebie pasażerką.
fot. Hanna Zasada

Na co uważać w mieście? Na co uważać poza miastem?

W mieście jak i poza miastem, trzeba mieć na uwadze, że dla motorków jest przeznaczony skrajny prawy pas, czasami środkowy. Jeździć wolno, swoim własnym tempem, rozglądać się uważnie, nie ufać Wietnamczykom – szczególnie kierowcom ciężarówek. Jeśli stawiamy motor na parkingu, to zawsze brać bilet parkingowy, nie zostawiać motoru na chwilę na ulicy, ponieważ w Wietnamie jest bardzo dużo kradzieży motorków.

Co w przypadku gdy zatrzyma nas policja?

Na pewno się nie kłócić z nimi, ponieważ w przypadku kontaktu z lokalną policją zawsze stajemy na przegranej pozycji. Usmiechać się, udawać „głupka” i starać się jakoś dogadać.

Jak Wietnamczycy rozwiązują kwestie stłuczki? Co w przypadku powazniejszego wypadku?

Jeżeli kolizja nie jest groźna, straty nie są duże, to zazwyczaj jest wymiana zdań oraz epitetów i kierowcy się rozjeżdzają. Jeśli jest wypadek, to przyjeżdża policja i rusza biurokratyczna machina…

Krzysztof Michałowski z Polviet Travel
fot. Hanna Zasada

Prawie wszyscy Wietnamczycy jeżdżą w maseczkach. Czy to konieczne?

Maseczki w mieście chronią przed spalinami, poza miastem przed słońcem i kurzem. Ja jeżdżę bez, moja żona też. Konieczne nie jest, ale czasami przydatne.

Które rejony Wietnamu szczególnie poleciłbyś naszym czytelnikom? Szczególnie piękne drogi?

Góry w Północnym Wietnamie, okolice Hoi An, Da Lat, Delta Mekongu. Warto zawsze jechać w dwa motory, w grupie raźniej i bezpieczniej!

Krótki postój nad brzegiem rzeki Sajgon – tu wieczorami gromadzą się młodzi ludzie
fot. Hanna Zasada

Najnowsze

Sprawdź swoją klimatyzację – dla zdrowia i komfortu

Masz wiosenną alergię na pyłki? Dokucza Ci wszędobylski kurz, brud i nieprzyjemny zapach w samochodzie? Być może należy rozważyć przegląd klimatyzacji - nawet jeśli wydaje Ci się, że działa prawidłowo. Co trzeba wiedzieć o takim przeglądzie i kiedy go dokonać?

Wiosna w pełni, co oznacza, że nadszedł sezon na alergie. Tymczasem, złe samopoczucie spowodowane nieżytem nosa i łzawieniem oczu to spory dyskomfort zwłaszcza dla kierowcy. Zanieczyszczone powietrze przedostające się do wnętrza samochodu może negatywnie wpływać na kierowcę, a jego nieuwaga skutkować wypadkiem. Również rozdrażnienie pasażerów, zwłaszcza dzieci, wywołane nasileniem objawów alergicznych dodatkowo absorbuje uwagę kierowcy. Problem alergii dotyczy sporej grupy uczestników drogi, gdyż badania wskazują, że co trzecia osoba mieszkająca w krajach Unii Europejskiej cierpi na alergię.

Najprostszym sposobem eliminacji czynników powodujących reakcje alergiczne oraz złe samopoczucie kierowcy i pasażerów jest sprawna klimatyzacja. Zaniedbanie regularnych przeglądów układu klimatyzacji spowoduje, że nie będzie spełniać swojego podstawowego zadania jakim jest  utrzymanie optymalnej temperatury wewnątrz pojazdu, a przede wszystkim stanie się bardzo szkodliwa dla zdrowia.

Alergie, grzyby, pleśnie
Zanieczyszczony układ klimatyzacji samochodu jest doskonałym siedliskiem różnego rodzaju grzybów i pleśni. Odpowiednie serwisowanie i włączanie klimatyzacji przynajmniej raz w tygodniu na 10 minut, skutecznie ogranicza to ryzyko.

Nieprzyjemny zapach, który wydobywa się z nawiewów powietrza to sygnał, że niezwłocznie należy zgłosić się do serwisu. Grzyby i bakterie z układu klimatyzacji trafiają do wnętrza pojazdu, a następnie do dróg oddechowych pasażerów. Stężenie tych mikroorganizmów, ale też kurzu i pyłków jest kilkukrotnie wyższe niż poza pojazdem. Z tego względu przynajmniej raz w roku powinniśmy poddać układ klimatyzacji profesjonalnemu przeglądowi. Regularna kontrola to gwarancja sprawnego układu, komfortu jazdy, zdrowia i dobrego samopoczucia kierowcy i pasażerów nie tylko w okresie letnim.

– Przegląd klimatyzacji powinniśmy przeprowadzać przynajmniej  raz w roku, przede wszystkim przed sezonem letnim, kiedy cały układ jest najintensywniej eksploatowany. Warto zadbać o jego sprawność i efektywność – uważa pracownik jednego z wiodących autoryzowanych serwisów klimatyzacji. – Tym bardziej, że nie każda kontrola musi oznaczać konieczność wymiany czynnika chłodzącego, kompleksową dezynfekcję czy wymianę filtra przeciwpyłkowego – chodzi o regularny przegląd układu.

Volkswagen Crafter
fot. Volkswagen

Jak działa klimatyzacja?
Zasada działania klimatyzacji w samochodach jest niemalże taka sama jak w lodówkach czy klimatyzatorach domowych. Ciepłe powietrze schładzane jest przez czynnik chłodniczy krążący w układzie urządzenia. Najprościej można to nazwać „wymianą czynnika”, czyli  cykliczną zmianą stanu skupienia z ciekłego w lotny. Takie przejście skutkuje znacznym obniżeniem temperatury gazu oraz ponownym przejściem w stan ciekły.

Układ klimatyzacji skazany jest na pracę w bardzo trudnych warunkach, w wysokich i niskich temperaturach, przy dużych różnicach ciśnień. Chcąc cieszyć się sprawną klimatyzacją przez cały rok, konieczne jest umiejętne jej używanie i systematyczne przeglądy.

Skoro działa, to po co mi przegląd?
Wielu z nas nie wyobraża sobie jazdy samochodem bez klimatyzacji przy plus 20ºC. Klimatyzacja stanowi obecnie nieodzowny element standardowego wyposażenia pojazdu, w tym również samochodów użytkowych Volkswagen. Jednak w dalszym ciągu, niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że klimatyzacja samochodowa wymaga regularnego serwisowania – nawet jeśli właścicielowi pojazdu wydaje się, że układ działa prawidłowo.  

Raz w roku powinniśmy dokonać standardowych czynności polegających na dezynfekcji układu klimatyzacji, czyszczeniu parownika, czy wymianie filtra przeciwpyłkowego. Jeżeli pojazd użytkowany jest w warunkach podwyższonego zanieczyszczenia, np. w dużym mieście, na bezdrożach, czy parkowany jest w otoczeniu drzew, wymianę filtra oraz czyszczenie przewodów powinniśmy wykonywać dwa razy w roku, najlepiej wczesną wiosną i jesienią.

Serwisowanie układu klimatyzacji ze względu na jego złożoną budowę powinno być przeprowadzane wyłącznie w wyspecjalizowanych punktach dysponujących zarówno odpowiednim sprzętem, jak i wyszkolonym personelem.

Zarządzasz flotą pojazdów? Jesteś użytkownikiem auta służbowego? Zadbaj o klimatyzację!
Nieżyt nosa jest  nie tylko nieprzyjemny, ale to realne niebezpieczeństwo spowalniające reakcję na zdarzenia na drodze. Naturalnym odruchem w momencie kichnięcia jest zamknięcie oczu, co przy prędkości 80 km/h oznacza jazdę przez około 25 metrów z zamkniętymi oczami. Latem w powietrzu występuje większe stężenie ozonu, co obniża zdolność koncentracji za kierownicą. Rokrocznie coraz większa liczba wypadków, szczególnie w okresie wiosennym i wakacyjnym jest powodowana przez kierowców z nasilonymi objawami alergii. Dane te motywują zarządzających flotami pojazdów do regularnej kontroli stanu klimatyzacji. Klimatyzacja pozwala na utrzymanie odpowiedniej wilgotności i optymalnej temperatury w pojeździe, co w konsekwencji zapobiega parowaniu szyb, zwiększa komfort jazdy i zmniejsza ryzyko wypadku.

Wnioski dla każdego kierowcy i osób zarządzających flotą nasuwają się same: co najmniej raz w roku należy przeprowadzić przegląd klimatyzacji.

Szczegółowe informacje na temat wiosennej akcji promocyjnej znajdziemy pod adresem www.vwklimatyzacja.pl

Najnowsze

Richard Hammond uczy: jak się robi Top Gear – film

Kto z nas nie chciałby prowadzić takiego programu?! Oglądając kolejny sezon programu Top Gear większość zazdrości prowadzącym: jazdy unikatowymi autami, wizyty w przepięknych rejonach świata, rozmów ze sławnymi ludźmi. Jeżeli zastanawialiście się, ile pracy za tym stoi, aby odcinki robiły na nas właśnie takie wrażenie - to jest artykuł dla Was.

Wpatrując się w coraz to nowe, wspaniałe ujęcia czterech kółek, czy to na wyścigowych torach, czy na piaszczystym off-roadzie, nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że realizacja tego przedsięwzięcia to także kawał trudnej roboty. Możecie poczytać o tym szerzej w książkach Clarksona.

A oto filmik, w którym Richard Hammond „na wesoło” potwierdza przypuszczenia, że realizacja Top Gear  to nie taka prosta i bezbolesna sprawa. Tematem tej lekcji Hammond uczynił pracę prezentera TG.

Przekonacie się, że mówienie do kamery w trakcie prowadzenia samochodu to wcale nie jest bułka z masłem. Zobaczycie także auto treningowe „z historią”, czyli Vauxhalla Omegę, któremu prezenterzy od początku trwania show zawdzięczają bardzo wiele. Dowiecie się również, który moment na ekranie jest najbardziej istotny dla… samochodu.

Jeśli do tych wszystkich lekcji dodacie sobie takie skutki uboczne pracy Hammonda w TG jak: przezywanie go chomikiem (Clarkson), naśmiewanie się z rzekomego wybielania zębów (Clarkson i May), bardzo poważny wypadek Dragsterem w 2006 roku, czy też zakaz jeżdżenia po Francji autem, to wychodzi nam, że Top Gear od środka może nie wyglądać aż tak „różowo”. Niemniej jednak nie pogardziłabym pracą Hammonda w TG. I myślę, że tu też nie jestem odosobnionym przypadkiem.

Plotka głosi, że jeden odcinek programu Top Gear to koszt miliona funtów.

Najnowsze

BMW Concept Roadster – galeria

Na słynnym, majowym konkursie elegancji - Concorso d'Eleganza Villa d'Este, BMW pokazało najstarsze i najnowsze motocykle, a swą premierę miał model BMW Concept Roadster.

BMW Concept Roadster
fot. BMW

Najnowsze studium designu roadstera z silnikiem boxer wywołało niemałe zamieszanie.

Zwarta sylwetka z niskim przodem i uniesionym tyłem ma kształt klina, w którego środku tkwi 125-konny silnik, tworzący mocny środkowy punkt BMW Concept Roadster. Jego przyczajona postać nadaje motocyklowi pozory ruchu nawet gdy stoi, ze zdecydowanym naciskiem na przednie koło i bardzo krótki tył.

BMW Concept Roadster wyjechał na ulice w sobotę, prowadząc kolumnę, która ruszyła z Villa Erba i z towarzyszeniem policyjnej eskorty przeciągnęła ulicami  do Villa d’Este. Prowadzącym kolumnę bezcennych, egzotycznych maszyn był Prezes BMW Motorrad Stephan Schaller, jadący oczywiście na Concept Roadster, prezentując po raz pierwszy w publicznej przestrzeni designerskie studium innowacyjnego, przyciągającego wzrok boxera fanom motocykli, którzy wylegli na ulice.

Pozostali motocykliści kontynuowali jazdę kolumną do Argagno i z powrotem do Villa Erba, wraz z amerykańskim entuzjastą, kolekcjonerem i właścicielem muzeum Peterem Nettesheimem, uczestniczącym w przejeździe na BMW R 32 – pierwszej wyprodukowanej przez BMW maszynie, której od 1923 roku stuknęło ponad 90 lat.

Oprócz nieskazitelnej R 32 Nettesheima (najstarszego istniejącego motocykla BMW na świecie, z seryjnym numerem 22) jechało jeszcze 30 lśniących „milowych kamieni” motocyklowej historii z całego świata, a każdy z nich z szansami na wygraną w klasie, lub jeszcze lepiej – na tytuł „Best of Show” w niedzielnym Concorso di Motociclette, w którym jury ekspertów ocenia każdy motocykl według surowych kryteriów, by zdecydować, który z nich jest prawdziwym najlepszym z najlepszych…

Zaparkowane, lśniące, grzejące się w pięknym majowym słońcu, fascynowały tłumy entuzjastów motocykli w dniach otwartych dla publiczności, która mogła z bliska zapoznać się z oryginalnymi przedstawicielami różnych okresów złotego wieku motocyklizmu. Ustawione według lat, od stuletniego Wanderera 3 KM do Suzuki RE 5 z 1975 roku, Concorso skupił marki, które odeszły w przeszłość i te, które są z nami do dzisiaj.

BMW Concept Roadster podczas Concorso d’Eleganza Villa d’Este
fot. BMW

Na wystawie gościły motocykle takich marek jak: Henderson, Brough, Universal, Beardmore Precision, Rumi, Royal Enfield, Indian, Gilera, Moto Morini, Moto Guzzi, Honda, Suzuki, Yamaha i BMW Motorrad oraz wiele innych. Nagrodzono zwycięzców w pięciu różnych kategoriach, więc wręczanie nagród zajęło niemało czasu, a zajął się tym już drugi rok z rzędu Dr Ralf Rodepeter z BMW Motorrad.

Jury, w którego skład w tym roku wszedł znany włoski aktor i piosenkarz Luca Bizarri, obradowało długo. Jego obecność w jury przyciągała niemal taką samą uwagę jak wystawione motocykle. Finalnym zwycięzcą i zdobywcą BMW Group Trophy dla Best of Show okazał się Opel Motorclub Supersport, należący do Matthiasa Hühna z Niemiec.

W ciągu trzech słonecznych dni tereny parkingowe wokół Villa d’Este i sąsiedniej Villa Erba u brzegów jeziora Como były sceną dla historycznie bogatego i absolutnie wyjątkowego zbioru historycznych samochodów i motocykli. Spektakularne parady wyścigowych modeli i szereg specjalnych wystaw lśniło jasnym światłem elegancji i urokiem estetyki klasycznych pojazdów.

Wśród wystaw znalazła się również ekspozycja „Customized Bikes”, zorganizowana przez BMW Motorrad, prezentująca odwiedzającym rozwój customizacji motocykli BMW na przestrzeni lat. Zawierała między innymi szereg interpretacji BMW R nineT, który łączy esencję 90 lat doświadczeń w konstruowaniu motocykli z najnowocześniejszą techniką.

Przyszłoroczny Concorso d’Eleganza Villa d’Este będzie miał miejsce w dniach 22-24 maja 2015.

Najnowsze