Kamila Nawotnik

Test BMW M760Li xDrive – nie zostawia pola dla wyobraźni

Smukła, dość spokojna linia nadwozia i charakterystyczny w nowej gamie masywny grill. Trochę satynowych metali, trochę przetłoczeń, mnóstwo skóry we wnętrzu i v’oila – tak wygląda flagowa limuzyna BMW na miarę 2020 roku. Co potrafi Seria 7 napędzana klasyką gatunku, czyli potężnym turbodoładowanym V12? Sprawdzamy to, testując model M760Li xDrive.

Stylistyka Serii 7 nie jest ordynarna i krzykliwa. Wręcz przeciwnie, właściciel tego samochodu nikomu nie musi nic udowadniać, zatem nie czuje też potrzeby przesadnego ściągania spojrzeń. Linia BMW M760Li, pomimo że to odmiana najbardziej usportowiona, wciąż pozostaje dość subtelna. W każdym razie na tyle, na ile subtelne może być auto o wartości około miliona złotych. Na test trafił egzemplarz pokryty ciemnym lakierem o nazwie „Granat cesarski z brylantowym połyskiem”. Wiadomo już o co chodzi, prawda?

Z tym kolorem ciekawie komponowało się niebieskie wykończenie w przednich reflektorach laserowych. Ta technologia jeszcze nie jest tak powszechna jak światła LED, ale zapewnia świetną widoczność na drodze. Lasery oferują zasięg nawet do 600 metrów. Ich światło jest bardzo intensywne, ale barwą zbliżone do światła dziennego, dzięki czemu nie razi tak kierowców jadących z naprzeciwka. W pakiecie ze światłami laserowymi są także m.in. diodowe światła pozycyjne, dzienne, kierunkowskazy oraz asystent świateł drogowych.

Jeśli chodzi o tył, mnie M760Li nie porwało. Projekt jest dość surowy i ma wiele ostrych linii, które w moim odczuciu są zbyt agresywne jak na poziom tego samochodu. Mam takie przeświadczenie, że luksusowe limuzyny powinny mieć więcej eleganckich, smukłych przejść. Tymczasem w Serii 7 mocno ścięty bagażnik i proste listwy ledowe przecinające całą klapę kłócą się z zaokrąglonymi wylotami sportowego układu wydechowego, dodatkowo otoczonego jaśniejszą listwą. Zabrakło mi tu odrobiny łagodności.

Wszystko, czego możesz chcieć

Wnętrze można skonfigurować w dowolny, wybitnie luksusowy sposób. Do wyboru jest kilka kolorów i rodzaju skór, a także rodzaj drewna wykorzystany do wykończenia kokpitu. W ofercie znalazł się kasztan słojowany, topola, eukaliptus oraz jesion. Jeśli jesteś kierowcą, docenisz możliwość władania nad absolutnie każdym parametrem auta – od trybów jazdy i ustawień napędu, po sterowanie tylnymi roletami, masażerem w fotelu oraz „nastrojem” panującym w kabinie. Możesz też wybrać zapach, jaki będzie aplikowany podczas jazdy.

Z pozycji pasażera będziesz mógł z kolei zachwycać się detalami jak chociażby oświetlenie ambientowe, które można konfigurować pod względem jasności, aktywowanych elementów i listw oraz koloru. Do wyboru jest 6 podstawowych barw, a w dodatku każdą można połączyć z bielą, więc paleta się poszerza. Ciekawostką jest dzielony dach panoramiczny z szyberdachem w przedniej części. Wewnętrzną część szkła pokryto łącznie 15 tys. elementów świetlnych, dopasowanych odcieniem do ustawień oświetlenia ambientowego. Po zmroku daje to efekt nieba pełnego małych roziskrzonych gwiazd. Osobiście jestem wielką fanką takich nastrojowych rozwiązań, od razu przypomina mi się studniówka.

Życie wygrał ten, kto siedzi z tyłu

Dwa obszerne fotele połączone w kanapę zapewniają regulację pochylenia oparcia, wysunięcia i wysokości siedziska. Poza tym, podobnie jak przednie, mają możliwość wentylacji i ogrzewania oraz masażu pleców z pamięcią ustawień. Testowany egzemplarz wyposażony został w pakiet Executive Lounge, dostępny w cenie topowej Toyoty Aygo. Obejmuje on, poza wspomnianymi udogodnieniami, rozkładane stoliki obszyte skórą, 7-calowy tablet BMW Touch Command zintegrowany z uchwytem z funkcją ładowania w konsoli środkowej oraz system rozrywki obejmujący kolejne dwa 10-calowe tablety przymocowane do przednich foteli. Z ich poziomu można m.in. przeglądać mapy, łączyć się z Internetem, a dzięki obsłudze Blue-ray i wyjściom USB oraz HDMI, podłączyć nawet konsolę do gier. W tym wszystkim zabrakło tylko porządnie wyposażonego barku, choć istnieje możliwość dokupienia lodówki o pojemności 15 litrów, ukrytej za podłokietnikiem z tyłu (7209 zł).

W kwestii komfortu, warto wspomnieć także o przyjemnym zestawie audio Bowers & Wilkins z szesnastoma głośnikami oraz świetnym wygłuszeniu auta, a także przyciemnianych szybach z tyłu z możliwością podniesienia dodatkowych rolet przyciemniających. Zamontowano je na dachu panoramicznym, w szybach bocznych i tylnej, a sterować nimi mogą pasażerowie tylnego rzędu oraz kierowca.

Swoją drogą, to do tej pory jedyny samochód, w którym dość często bardziej miałam ochotę być leżącym wygodnie, popijającym szampana na tylnej kanapie pasażerem, a nie kierowcą.

Ma czym oddychać

M760Li xDrive napędzany jest największym silnikiem w obecnej gamie BMW. Wymierający, dwunastocylindrowy silnik widlasty Twin Power Turbo o pojemności 6,6 litra generuje tu 585 KM mocy przy 5250 obr./min i aż 850 Nm momentu obrotowego, dostępnego w szerokim zakresie 1600-4500 obr./min. Wcześniej układ dostarczał ponad 600 KM, ale ograniczenie mocy to przykry skutek dopasowania się do norm emisji spalin. Co ważne, dla postronnych obserwatorów jasne będzie, jakie serce bije w tej limuzynie. Dbają o to liczne emblematy „V12” rozlokowane na różnych elementach auta. Opcjonalny pakiet M Driver pozwala rozpędzić samochód do niesamowitych 305 km/h, przy czym pierwsze 100 km/h pojawia się na liczniku po upływie zaledwie 3,8 sekundy. Dla porównania, Mercedes-AMG S63 z nieco mocniejszym napędem rozpędza się o 0,3 sekundy szybciej.

Niech Was nie zmyli potężny silnik – to nadal limuzyna, choć z wielkimi możliwościami. Rozpędzanie się w tym aucie jest szybkie, ale jednocześnie dostojne. To po części zasługa sporej masy samochodu, który z kierowcą waży ponad 2300 kilogramów. Za zmianę biegów odpowiada tu 8-stopniowa skrzynia automatyczna z możliwością obsługi manetkami przy kierownicy. Nawet bez ingerencji kierowcy radzi sobie świetnie, szybko i trafnie operując przełożeniami. Ten samochód rozpędza się jak silny, bardzo elegancki bawół – taki pięknie przystrzyżony, wykąpany i wystylizowany. Wiem, że takie raczej nie istnieją, więc pewnie bardziej dyplomatycznie byłoby porównać limuzynę BMW do luksusowego jachtu… Niech zatem będzie jacht, ale taki duży i „sportowy”.

Tak wielki silnik oznacza również wysokie spalanie. V12 w M760Li pożera średnio 25-30 litrów benzyny na 100 kilometrów. Zejście poniżej 20 litrów wymaga dużej dawki powściągliwości za kierownicą, a umówmy się – w aucie generującym taką moc to nie zawsze przychodzi łatwo. Nie będziecie zmuszeni jednak podjeżdżać na stację co dwa dni, bo zbiornik paliwa mieści tu aż 78 litrów.

Prowadzenie takiego samochodu jest dużą przyjemnością, choć wbrew pozorom niewiele tu kusi kierowcę do tzw. „pałowania”. Tym autem chce się jechać spokojnie i długo. Nawet z parametrami pracy zawieszenia ustawionymi na sport, amortyzatory absorbują znaczną część nierówności na drodze. Prowadzenie jest precyzyjne, a sam pojazd – pomimo ponad 5 metrów długości i prawie 2-óch szerokości, jest dość łatwy do wyczucia. Kiedy jednak przestawicie się na tryb komfortowy, adaptacyjne zawieszenie zacznie wybierać wszelkie nierówności, tory, dziury itp. z taką lekkością, że poczujecie się jak na pokładzie statku. W sumie, teraz to porównanie do jachtu wydaje się jeszcze bardziej trafione!

Napęd na cztery koła xDrive rozkłada moment obrotowy na obie osie, ale podczas jazdy sportowej pozwala na odciążenie przodu, dzięki czemu da się w tym aucie zarzucić czasem tylną częścią. Sęk w tym, że w Serii 7 niezbyt chce się to robić. Tę limuzynę prowadzi się tak dobrze i komfortowo, że nawet kierowca z największymi sportowymi aspiracjami może zechcieć dla odmiany przyjemnie się rozleniwić.

Wszelkie informacje dostępne są na dwóch wyświetlaczach, wchodzących w skład BMW Live Cockpit Professional. Obejmuje on 12,3-calowy ekran z zestawem wskaźników za kierownicą oraz dotykowy monitor pokładowy o przekątnej 10,25″. Obsługa tego drugiego możliwa jest także z poziomu kierownicy lub za pomocą dedykowanych przycisków i pokrętła na panelu centralnym. Możliwe jest także sterowanie za pomocą gestów, choć to w praktyce raz się udaje, a raz nie… Częściej nie.

Nie jesteś sam

Osoba kierująca topową Serią 7 ma do dyspozycji szereg technologii wspomagających jazdę. Od pakietu asystentów parkowania, wspomaganych czujnikami i kamerą cofania oraz kamerą 360 stopni, po półautonomiczny system parkowania samochodu równolegle lub prostopadłe, wymagający minimalnej ingerencji kierowcy. BMW wyposażone jest także w inteligentny system utrzymywania auta w pasie ruchu oraz adaptacyjny tempomat, zdolny niemal całkowicie zdjąć z kierowcy odpowiedzialność za ruszanie i zatrzymywanie się w korkach.
W nocy o bezpieczeństwo na drodze zadba opcjonalny system BMW Night Vision, z wyprzedzeniem dostrzegający pieszych lub zwierzęta w zasięgu 300 metrów, które ze względu na ciemność lub utrudnione warunki pozostają poza zasięgiem widzenia kierowcy. Dodatkowo, system w oparciu o kamerę termowizyjną oraz analizę prędkości jazdy i skrętu kół oblicza zagrożenie związane z tymi obiektami. W razie potrzeby auto ustawia w gotowości hamulce, ostrzegając kierowcę o niebezpieczeństwie za pomocą sygnałów świetlnych i dźwiękowych.

W kwestii praktycznej, BMW M760Li to także 515-litrowy bagażnik z systemem załadunkowym umożliwiającym wygodny transport nart czy deski snowboardowej oraz system domykania drzwi i dostępu do podstawowych informacji technicznych z poziomu kluczyka elektronicznego lub dedykowanej aplikacji w smartfonie.

Ile to kosztuje?

Cena M760Li jest równie wielka jak omawiane auto. Za topową odmianę modelu trzeba zapłacić minimum 807 600 zł, a decydując się na różne akcesoria nietrudno wywindować koszt zakupu do okolic miliona złotych. Czy lepiej mieć spore mieszkanie (lub nawet dwa mniejsze), czy BMW 760 Li? Strzelam w ciemno, że potencjalny właściciel tego auta nie musi nawet wybierać.

TO NAM SIĘ PODOBA:

  • Wyposażenie niepozostawiające manewru dla wyobraźni
  • Wysoki komfort podczas jazdy i łatwość prowadzenia
  • Duży potencjał silnika V12
  • Elementy nastrojowe w kabinie
  • Bardzo wysoki poziom wykończenia wnętrza

TO NAM SIĘ NIE PODOBA:

  • Ogromne zużycie paliwa

Dane techniczne BMW M760Li xDrive:

Silnik: V12 Twin Power Turbo
Moc: 585 KM przy 5250-5750 obr./min
Maksymalny moment obrotowy: 850 Nm przy 1600-4500 obr./min
Skrzynia biegów: sportowa automatyczna 8-biegowa
Prędkość maksymalna: 305 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 3.8 s
Długość/szerokość/wysokość: 5260/1902/1479 mm
Masa własna 2295 kg
Pojemność zbiornika paliwa 78 litrów

 

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Wyścigowe bliźniaczki Alesia i Jacqueline. Co planują w sezonie 2020?

Alesia i Jacqueline Kreutzpointner ogłosiły swoje plany na sezon 2020. 21-letnie bliźniczki będą dzielić BMW M4 GT4 w zespole Molitor-Racing-Systems.

Benzynę Alesia i Jacqueline Kreutzpointner mają we krwi. Ich ojciec Fritz startował u boku Michaela Schumachera w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Był też członkiem legendarnej juniorskiej drużyny Mercedes-Benz na początku lat 90. i dwukrotnym mistrzem European Truck.

Towarzyszyłyśmy naszemu ojcu, odnoszącemu sukcesy kierowcy wyścigowemu, od najmłodszych lat. Teraz zaczynamy własną karierę w sportach motorowych. Jako bliźniaczki jesteśmy zespołem bezkonkurencyjnym.

Przeczytaj też: Gaby von Oppenheim: w świecie wyścigów historycznych

Alesia i Jacqueline Kreutzpointner znane jako „Racign Twins” właśnie ogłosiły swoje plany na sezon 2020. Bliźniaczki będą się ścigać w ADAC GT4 Germany. Dziewczyny będą dzielić BMW M4 GT4 w zespole Molitor-Racing-Systems.

Tegoroczny sezon ADAC GT4 Germany będzie składać się z sześciu weekendów wyścigowych z wyścigami w Niemczech, Austrii i Holandii. Otwarcie sezonu zaplanowano na 14-16 sierpnia na torze Nürburgring.

Najnowsze

Policyjna Kia Stinger w pościgu za motocyklistą. Nie dała rady?

Kupno Stingerów do roli nieoznakowanych radiowozów było bez wątpienia oryginalnym wyborem, ale jak widać samochody te nie kurzą się na policyjnych parkingach.

Ten konkretny egzemplarz należy do drogówki z bielskiej grupy Speed. Jadący nim policjanci zauważyli motocyklistę, który przekroczył dopuszczalną prędkość, a następnie wyprzedził inny pojazd w nieprawidłowy sposób.

Motocyklista próbował uciekać przed policją. Chwilę później już leżał na ziemi

Mundurowi postanowili go zatrzymać używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych, ale rider odwrócił się i widząc nieoznakowany radiowóz dodał gazu. Jadąc ulicami Porąbki, Czańca, Kęt i Hecznarowic łamał szereg przepisów ruchu drogowego, w tym kilkukrotnie nie zatrzymał się na „stopie”, wyprzedzał na podwójnej ciągłej, przejściu dla pieszych czy w rejonie skrzyżowania. Cały czas znacznie przekraczając prędkość.

Motocyklista dosłownie oszukał przeznaczenie! Szczęściarz roku

Po trwającym kilka kilometrów pościgu, policjanci zaniechali dalszego go prowadzenia. Oficjalnie z uwagi na bardzo duże zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego, ale może zwyczajnie im uciekł. Funkcjonariusze ustalili jednak dane właściciela motocykla Suzuki i udali się do jego miejsca zamieszkania.

Motocyklista długo zapamięta tę kontrolę. Do domu wrócił pieszo

Uciekinierem okazał się 34-letni mieszkaniec powiatu bielskiego, który przyznał się, że to on kierował motocyklem. W chwili zatrzymania był trzeźwy. Mężczyzna tłumaczył mundurowym, że nie zatrzymał się do kontroli, bo obawiał się mandatu. Za niezatrzymanie się do kontroli i spowodowanie realnego zagrożenia w bezpieczeństwie ruchu drogowego oraz za wykroczenia, których dopuścił się podczas niebezpiecznej ucieczki stracił już prawo jazdy. Jego skrajnie ryzykowne i nieodpowiedzialne zachowanie zostanie teraz ocenione przez sąd. Grozi mu do 5 lat więzienia.

Najnowsze

A tak wygląda przyczepa ciężarówki powiewająca na wietrze

Samochody ciężarowe są szczególnie narażone na podmuchy bocznego wiatru, co doskonale pokazuje ta sytuacja. Było groźnie.

Duża wysokość i powierzchnia boczna sprawiają, że ciężarówki są wrażliwe na mocne podmuchy wiatru, a zdarzają się nawet przypadki przewrócenia pod jego wpływem. Najgorzej mają oczywiście kierowcy jadący na pusto, ale przydarzyć się to może także załadowanym pojazdom, szczególnie kiedy towaru mają po sam dach.

Ciężarówka wpadła w stojące w korku samochody

W sytuacji widocznej na nagraniu problem dotyczył przyczepy (może jechała pusta), która najpierw przechyliła się na lewą stronę, a później zaczęła szorować o asfalt, aż leciały iskry. Na szczęście nie przeważyła ona ciężarówki, która ją ciągnęła i po chwili strachu, przyczepa wróciła na swoje koła.

Najnowsze

Patrycja Brochocka – kobieta za kierownicą potężnej rajdowej terenówki

Odliczam tylko dni do startu i z utęsknieniem czekam na start do kolejnego odcinka specjalnego - mówi Patrycja Brochocka, która za kierownicą Toyoty Land Cruiser 200 V8 pojedzie na początku września w Wysoka Grzęda Baja Poland.

Dlaczego ścigasz się w rajdach terenowych?
Bo to cudowne i strasznie uzależniające uczucie. Każdy rajd to dla mnie super wspomnienia. Nawet te imprezy, na których miałam trudne momenty, bo z nich wyciągam lekcje na przyszłość. Na każdym rajdzie dzieje się coś innego i po każdym mam niedosyt. Chcę znowu wsiąść do rajdówki, pokonywać kolejne kilometry. Odliczam tylko dni do startu i z utęsknieniem czekam na start do kolejnego odcinka specjalnego.

Skąd ta pasja wzięła się u Ciebie?
Zamiłowanie do rajdów to rodzinna pasja. Przekazał mi ją tata, który też jest kierowcą rajdowym. Zaczynałam jako jego kibic i wspierałam go na każdym kroku. Rajdowy świat spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam spróbować swoich sił. Role się odwróciły i teraz to tata motywuje mnie do dalszych startów. Jest dla mnie wzorem i moim rajdowym idolem. Zachęca mnie do startu w rajdach i podpowiada, z którymi imprezami powinnam się zmierzyć. Cała rodzina wspiera mnie i pomimo tego, że przeżywają lekki stres, bo to rajdy, jest szybko i niebezpiecznie, to zawsze są ze mną i mi kibicują.

Patrycja Brochocka - kobieta za kierownicą potężnej rajdowej terenówki

Jak wyglądały Twoje początki?
Jak tylko pojawiła się okazja do startu w rajdzie, to od razu spróbowałam. Na początku pojechałam jako pilot z tatą w małym lokalnym rajdzie. Nabrało to rozpędu i szybko trafiłam z prawego fotela za kierownicę rajdówki. Zaczynałam od małych, lokalnych, amatorskich imprez, gdzie bardziej się bawiłam, niż uczyłam i walczyłam o wynik. Gdy zaczął powstawać projekt Dacia Duster Elf Cup, czyli taniego pucharu markowego dla aut seryjnych, w którym wszyscy mają równe szanse rywalizacji, obserwowałam, jak to wszystko się rozwija i funkcjonuje. I po roku postanowiłam wystartować.

W 2018 roku zaliczyłam swój pierwszy prawdziwy sezon rajdowy. Wystartowałam we wszystkich rundach pucharu Dacii, a łącznie wzięłam udział w dziewięciu rajdach. Osiem z nich to imprezy typu baja, a jeden to istny maraton – odcinki specjalne liczyły ponad 1500 km. Bardzo dobrze wspominam ten sezon, bo dużo się wtedy nauczyłam, a jazda sprawiała mi ogromną przyjemność. I odniosłam swoje pierwsze sukcesy. W słynnym rajdzie Italian Baja zajęłam trzecie miejsce w Grupie TH.

Patrycja Brochocka - kobieta za kierownicą potężnej rajdowej terenówki

W kolejnym roku pozostałam wierna Dacii Duster, ale nieco ograniczyłam starty. Znów pojechałam w jednym długim rajdzie terenowym, ponownie posmakowałam podium w grupie T2 na Węgrzech i w Żaganiu. Zdobyłam też swoje pierwsze trofeum w karierze – zostałam drugim wicemistrzem Węgier w grupie TH.

W tym roku przesiadłaś się do Toyoty Land Cruiser. Jak radzisz sobie z tak dużym i mocnym autem?
Dacia była dobrym samochodem na początek. Sporo się nauczyłam, czuję, że rozwinęłam się jako kierowca, ale chciałam wykonać kolejny krok i przesiąść się do czegoś mocniejszego. Wybrałam Toyotę Land Cruiser 200 V8, która jest największym i najmocniejszym autem spośród startujących w grupie T2. Co bardzo ważne Land Cruiser 200 nadal posiada homologację FIA i pozwala na starty w międzynarodowych klasyfikacjach.

Zaufałam tym, którzy powtarzali mi, że to najlepsze auto do jazdy i nauki w grupie T2. Toyota prowadzi się zupełnie inaczej niż Dacia. Masa, prędkość, przyspieszanie czy hamowanie – to tu są największe różnice. Już na pierwszym treningu spodobało mi się to, że auto ma bardzo duży zapas mocy, jest bardzo wytrzymałe i w każdym terenie jedzie bez problemu. Silnik ma inną charakterystykę pracy, a Land Cruiser cały czas utrzymuje prędkość. Swój pierwszy start za kierownicą Toyoty w Baja Szczecinek uważam za udany. Bardzo dobrze mi się jechało. To auto dużo wybacza i jest idealne do dalszej nauki. To kolejny krok na mojej ścieżce rajdowej. 

Sport motorowy to domena mężczyzn, a rajdy terenowe uchodzą za jeszcze bardziej hermetyczne środowisko. Jak się tu odnajdujesz?
Nie spotkałam się z żadną niechęcią spowodowaną tym, że jestem dziewczyną czy tym, że jestem dużo młodsza niż inni startujący mężczyźni. Wszyscy zawsze są przyjaźnie nastawieni, chętnie ze mną rozmawiają. Zwłaszcza teraz po przesiadce do Toyoty, bo chcą poznać moje wrażenia i różnice w porównaniu z poprzednim autem. Dopingują mnie moi przyjaciele i znajomi. Powtarzają, że to wspaniale, że jeżdżę w rajdach. W końcu kobieta za kierownicą rajdówki to wciąż rzadki widok.

Patrycja Brochocka - kobieta za kierownicą potężnej rajdowej terenówki

Kobietom nie jest trudniej w rajdach terenowych?
W rajdach terenowych kobiety i mężczyźni mają równe szanse na rozwój. Bez problemu można się w nich odnaleźć i wspaniale bawić. Trzeba jednak przyznać, że nadal jest to męskie środowisko, jednak pozytywnie nastawione. Coraz więcej kobiet startuje w roli pilotów, mniej jako kierowcy. Oprócz mnie tylko Magda Zając i Marcelina Zawadzka prowadzą rajdówki. Namawiam do startów w rajdach zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Jeżeli ktoś lubi jeździć, to będzie miał ogromną frajdę. To znakomita odskocznia od codziennego życia. Moim nowym partnerem została aplikacja LESS, służąca do wymiany ubrań pomiędzy ludźmi, co udowadnia, że coraz więcej kobiet interesuje się rajdami terenowymi.

Gdzie wystartujesz jeszcze w tym sezonie?
Teraz skupiam się na przygotowaniach do startu w Wysoka Grzęda Baja Poland. Będzie to mój debiut w klasyfikacji Pucharu Świata FIA w Rajdach Terenowych Baja. Mam nadzieję, że podołam na tych bardzo wymagających trasach. Liczę na znakomitą walkę z polskimi i zagranicznymi kierowcami.

A do końca sezonu chcę przejechać tak wiele rajdów, jak to będzie możliwe, w tym jeden długi terenowy. Cały czas się uczę, więc chcę zdobyć jak najwięcej doświadczenia. To jest mój główny cel, a jeśli na koniec sezonu wywalczę jakieś trofeum, to będzie po prostu wspaniała nagroda. Moim celem na przyszłość jest udział w Rajdzie Dakar. Marzą mi się długie, pustynne maratony. Ale teraz w głowie mam tylko start w Wysoka Grzęda Baja Poland. Trzymajcie kciuki.

Najnowsze