Tesla Model X awansuje w rankingu niezawodności. Na przedostatnie miejsce

To nie pomyłka - elektryczny SUV rzeczywiście jest teraz bardziej trwały. Dlatego nie zajmuje już ostatniego miejsca w rankingu niezawodności przygotowanego przez Consumer Reports.

Amerykańska organizacja, która zajmuje się w pełni niezależnym testowaniem różnych produktów, nie miała najlepszej opinii o Tesli Modelu X. Właściwie to miała najgorszą – w 2017 roku samochód ten został uznany najbardziej awaryjnym autem, jakie można kupić.

W tym roku ocena uległa poprawie, ale tylko o jedno miejsce. Dyrektor działu motoryzacyjnego Consumer Reports, Jake Fisher, podkreśla, że poprawa jest zauważalna, ale nadal poziom awaryjności zaskakuje. Szczególnie, że w samochodzie elektrycznym, który ma znacznie mniej części, niż spalinowy, ryzyko zepsucia się czegoś jest o wiele niższe.

Lista wpadek Modelu X jest mimo tego bardzo długa. Zwykle są to takie problemy, jak odpadający lakier, źle spasowane elementy oraz szwankujące tylne drzwi, które otwierają się do góry. Mankamentów jest jednak znacznie więcej i są one dość zróżnicowane.

Jak tłumaczy Jake Fisher, Tesla nie stosuje standardowego modelu ulepszania swoich samochodów, polegającego na dłuższych przerwach (rok, dwa lata) między wprowadzaniem do nich kolejnych poprawek. Elon Musk podkreślał, że jego firma zamierza robić to nawet co tydzień! Pozwala to co prawda na szybkie usuwanie znanych już problemów, ale może nie dawać dostatecznie dużo czasu na testowanie nowych rozwiązań, co potencjalnie prowadzi do pojawiania się kolejnych mankamentów. I tak też mogło być w przypadku Modelu X.

Inne modele Tesli sprawują się już znacznie lepiej, ale też nie jest to sytuacja idealna. Consumer Reports zdecydowało się na obniżenie oceny Modelu S (dotychczas mającego rekomendację organizacji), a Model 3 plasuje się pośrodku rankingu. W obu przypadkach odnotowano wpadki jakościowe.

Najnowsze

100 dni w motocyklowej podroży – relacjonuje Marta Jastrząb

"100 dni w podróży! Takie o to doniosłe wydarzenie świętowaliśmy ostatnio z moim Jastrząbkiem. Czy to mało, czy dużo już sama nie wiem. Z jednej strony to zaledwie jakieś 3 miesiące, z drugiej strony, jeśli pomyślę, ile się przez ten czas wydarzyło i gdzie teraz jesteśmy to łapię się za głowę" - pisze dla motocaina.pl Marta Jastrząb.

A jesteśmy, wyobraźcie sobie w Pakistanie. Żeby się tu dostać przejechaliśmy 16 krajów, pokonaliśmy jakieś 25 tysięcy kilometrów, przekraczaliśmy rzeki, góry, lasy, kłóciliśmy się, śmialiśmy, uratowaliśmy jednego psa, poznaliśmy mnóstwo wspaniałych ludzi, wypiliśmy morze herbaty i ocean browara. No i cóż, myślę, że to dobra okazja na małe podsumowanie i podzielenie się moimi przemyśleniami z podróży.

Podróż to ciężka praca
„Zazdroszczę urlopu!”, „Tacy to pożyją!”, „Pełen relaks!”- takie mniej więcej komentarze pojawiają się na naszych mediach społecznościowych, co jakiś czas. Otóż proszę państwa, faktycznie muszę przyznać, że też mi się ten „urlop” od normalnego życia, oczywiście w szeroko rozumianej definicji „praca, dom, rodzina”, podoba. Jednak trzeba otwarcie powiedzieć, że długodystansowa podróż motocyklowa to naprawdę męczące zadanie. Daleko tu do klasycznego relaksu, czy nawet aktywnego wypoczynku. Myślę, że podróż motocyklową spokojnie można  potraktować, jako pracę ze wszystkimi jej dobrymi i złymi stronami. Zatem, co najmniej 8 godzin w siodle motocykla, wynagrodzenie raczej przeciętne, choć premie w postaci zapierającego dech w piersiach widoku, czy poznania jakiegoś super pozytywnego człowieka, zdarzają się często. Czasem ktoś nas wkurzy, czasem mamy dość, czasem jest nerwowo, trudno, beznadziejnie, wymagająco, ale uwielbiamy tę „robotę”.

Podróżowanie z partnerem
Wspólna wyprawa to próba związku większa niż wspólne składanie mebli z IKEI. Jest się ze sobą przez cały czas w zasadzie non stop- gdy jest naprawdę ciężko i kiedy w spokoju można się zrelaksować. Nic się przed swoim partnerem nie ukryje, wręcz przeciwnie, pokaże się więcej niż by się kiedykolwiek planowało, a temat stolca będzie naturalny, jak rozmowa o pogodzie. Dam Wam przykład. Raz w Tadżykistanie dopadła mnie choroba wysokościowa. O poprawną aklimatyzację, kiedy jedzie się motocyklem jest raczej ciężko, a wjechaliśmy na ponad 4 tysiące metrów n.p.m. i na takiej wysokości musieliśmy spędzić noc. Umierałam dosłownie do 2 nad ranem, głowa mi pękała, wszystko mnie bolało. To było takie uczucie jakby całe moje ciało błagało o tlen, ale nie mogło go dostać. Dodatkowo sraczka z rzygankiem, a do wychodka trzeba przejść ze 30 metrów. Kilka razy w środku nocy Jastrząbek musiał mnie więc do niego eskortować, bo sama nie byłam w stanie iść. W końcu jednak tabletki zaczęły działać, mój stan się nieco poprawił i co? Od 2 nad ranem choroba wysokościowa dopadła z kolei Jastrząbka. Role się odwróciły i teraz ja podtrzymywałam go w drodze na „tron”.  Inny przykład – czy wiecie, że wystarczy kilka dni jazdy w upale, żeby buty motocyklowe zamieniły się w bombę biologiczną? Kiedy po dniu jazdy zdejmujemy buty w pokoju, to dosłownie oczy łzawią. Także jedziemy razem, śmiejemy się razem, śmierdzimy razem. Wszystko razem. Nie ma tabu.

Podróżowanie, jako kobieta
Po stu dniach w drodze, zdecydowanie mogę stwierdzić, że kobiety samotnie podróżujące po świecie na motocyklu to dla mnie super bohaterki. Ja bym się na samotną dużą wyprawę nie zdecydowała. Samotnie podróżujący mężczyzna lub kilku to sytuacja bardzo bezpieczna, podróżująca para też jest w porządku, jednak samotnie podróżująca kobieta, ma moim zdaniem większe jaja niż niejeden facet. Zwłaszcza w krajach, w których równouprawnienie to już kompletna fikcja. Oczywiście nie wszystkie destynacje można mierzyć jedną miarą, istnieją bowiem te całkiem bezpieczne, gdzie różnice kulturowe owszem istnieją, np. Iran, ale przynajmniej kobiety nie są zepchnięte na totalny margines. Muszę jednak z przykrością przyznać, że miejsc na świecie, w których wychodzimy wieczorem na miasto coś zjeść i jestem jedyną kobietą na ulicy jest bardzo dużo. Możecie sobie więc wyobrazić, że przez większość czasu jestem w niegasnącym centrum zainteresowania. Nie wiem, czy ktoś umarł od bycia pod ciągłą obserwacją tłumów, ale czy jest to komfortowe? Dla mnie nie.

W mieście i poza miastem
Pochodzę z Warszawy, mam spore doświadczenie w jeździe po zakorkowanym dużym mieście w godzinach szczytu. Jednak, to co się dzieje na ulicach w wielu krajach i miastach na świecie jest po prostu NIE-PO-JĘ-TE. Moje top trzy miejsca z absurdalnie złym ruchem drogowym to:

– Teheran- pasów ruchu jest tyle, ile na szerokości jezdni zmieści się samochodów; z reguły motocykle mają trzymać się prawej strony, co stanowi swego rodzaju ułatwienie; lusterka można sobie odpuścić, kierowcę interesuje tylko to co dzieje się przed nim, to co dzieje się za nim  interesuje kierowców za nim; należy być gotowym na pełne sympatii zaczepki innych kierowców dookoła takie jak: „Welcome to Iran!” „Where are you from?”; średnia temperatura, 38 stopni.

– Batumi- to miasto, po wjeździe z Turcji, nie mydli żadnemu przyjezdnemu kierowcy oczu i daje od razu odczuć, co ich czeka w Gruzji. A czeka ich ze strony gruzińskich kierowców chamstwo na drodze, samowolka, brawura, brak myślenia, rozpędzanie się na byle kawałku wolnej prostej, brak przestrzegania jakichkolwiek zasad ruchu; temperatura może i stosunkowo niska, bo „zaledwie” 30 stopni, jednak wilgotność powietrza sprawia, że cały człowiek po chwili płynie.

– Pakistan- Pakistan to w zasadzie takie małe „Welcome to India”, rządzi bezmyślna jazda, a jej królową jest jazda pod prąd; wyprzedzanie na zakrętach, pod górę, notoryczne ścinanie zakrętów; zaczyna się również jeżdżenie na tzw. Trąbę, dźwięk klaksonu śni się zatem po nocach; bycie uczestnikiem ruchu jest szalenie niebezpieczne o czym już się zdążyłam przekonać; średnia temperatura 32 stopnie.

Zdarza się, że nasza trasa jest kawałem naprawdę wymagającego off road’u, np. przełęcz Anzob lub Dolina Bartang w Tadżykistanie czy też droga do parku narodowego Deosai w Pakistanie. Można oczywiście trasę zorganizować tak, by omijała, co trudniejsze odcinki, ale odkryłam przez ten czas, że po pierwsze trudnodostępne miejsca są bardzo często nieprawdopodobnie piękne, a po drugie, żeby odpoczynek sprawiał prawdziwą przyjemność, trzeba się wcześniej porządnie zmęczyć.

Podróż marzenie
Ta podróż to było nasze marzenie. Czy spodziewałam się, że będzie to tak duże wyzwanie? Szczerze mówiąc: nie. Doświadczamy wszystkiego: zimna, gorąca, zmęczenia, odpoczynku, sympatii, a także jej braku. Poznajemy wspaniałych ludzi, w tym podróżników takich jak my, a czasem kłócimy się z lokalsami, którzy chcą nas oszukać. Nie wiemy, co się danego dnia wydarzy. Często nie dzieje się nic niezwykłego i po dniu jazdy, po prostu jemy kolację i idziemy spać. Czasem jednak ktoś zaprosi nas do siebie do domu, przedstawi rodzinie, nakarmi, zaoferuje nocleg, a jeszcze innym razem znajdujemy potrąconego na drodze szczeniaka, który zmienia nasze plany o 180 stopni. Nauczyliśmy się planować wszystko tylko tyle, ile jest naprawdę konieczne, a potem akceptować, to co gotuje nam los. I co? Bawimy się świetnie 😀

Jeśli jesteście ciekawi relacji z poszczególnych odwiedzanych przez nas krajów zapraszam Was serdecznie na naszego bloga: dreamcatchers.pl. Posty pisane są z kobiecej perspektywy, bo już dawno straciłam nadzieję, że mój małżonek doda coś od siebie!

Najnowsze

Kierowca BMW mści się na kierowcy ciężarówki

Kierujący BMW musiał poczuć się urażony zachowaniem kierowcy ciężarówki. Postanowił więc dać upust swojej irytacji.

Prawdziwą zmorą dróg szybkiego ruchu są bardzo długo wyprzedzające się ciężarówki. Takie zachowanie może denerwować, chociaż nie powinno być powodem do „odwetu” na ich kierowcach. Wszelkie tego typu zachowania są zwyczajnie nieodpowiedzialne.

Na nagraniu widzimy natomiast, że ciężarówka z kamerą wyprzedziła tira lewym pasem, ale zrobiła to bardzo szybko i sprawnie. Trudno mieć pretensje do takiego kierowcy. Miał je jednak kierujący BMW 320d, który zaczął hamować, zmuszając do tego samego ciężarówkę.

 

Najnowsze

Moment zagapienia zakończony stłuczką

Nagranie będące ważną przestrogą - nie można nigdy zapominać o stałym kontrolowaniu całej sytuacji na drodze.

Chwila zagapienia się podczas jazdy samochodem może mieć poważne konsekwencje. W momencie, kiedy zbytnio skupiamy się na przykład na sytuacji w jednym z lusterek, ktoś może wjechać nam pod koła, albo nagle zahamować. Tak też się stało w tym przypadku.

Kierowca z kamerą widział, że auta przed nim zaczynają się zatrzymywać, więc postanowił zmienić pas na prawy. Tak bardzo skupił się na tym manewrze, że przestał obserwować sytuację przed nim, co doprowadziło do niegroźnej stłuczki.

Najnowsze

„Frog” w poważnych tarapatach. Grozi mu więzienie!

Do sądu wpłynął właśnie akt oskarżenia przeciwko Robertowi N., znanemu lepiej jako „Frog”. Prokuratura oskarża go o prowadzenie samochodu pomimo kilku sądowych zakazów.

Sprawa dotyczy sytuacji z 19 września bieżącego roku, kiedy to Robert N. został zatrzymany do kontroli przez patrol policji. Siedział wtedy za kierownicą Porsche Panamery, chociaż zostały wobec niego orzeczone cztery zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych.

„Frog” natychmiast przyznał, że nie posiada uprawnień, ale tłumaczył, że była to sytuacja jednorazowa. Tego dnia miał zajmować się modyfikowaniem układu wydechowego w aucie klienta, a z uwagi na późną godzinę był jedyną osobą w warsztacie. Musiał więc sam dostarczyć samochód właścicielowi.

Za złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Co więcej, to nie jedyny przypadek złamania tego zakazu – w marcu tego roku prowadził on inny samochód na parkingu przy centrum handlowym. „Frog” tłumaczył wtedy, że nie był świadom, iż zakaz obejmuje także parkingi.

Robert N. stał się znany za sprawą swoich „wyczynów” w czerwcu 2014 roku, kiedy to w sieci pojawiło się nagranie z jego przejazdu ulicami Warszawy. Prowadząc BMW M3 rażąco naruszył szereg przepisów – przekraczał prędkość, przejeżdżał przez skrzyżowania na czerwonym świetle, jechał slalomem między innymi pojazdami i ścigał się z motocyklem.

Najnowsze