Terrain Mode – nowy tryb terenowy w Kia Sorento. Jak działa?

Kia Sorento czwartej generacji, której sprzedaż rozpocznie się już we wrześniu, jest wyposażona w nowo opracowany „Terrain Mode”. Tryb terenowy ma zapewnić stabilność i kontrolę podczas jazdy po błocie, śniegu i piasku.

Tryb terenowy uruchamia się wygodnym w obsłudze pokrętłem umieszczonym na konsoli środkowej. Do wyboru są profile jazdy przygotowane z myślą o jeździe po takich nawierzchniach, jak błoto, śnieg i piasek. System automatycznie optymalizuje pracę układu przeniesienia napędu tak, aby jak najlepiej odpowiadała ona temu rodzajowi podłoża, który w danej chwili znajduje się pod kołami Sorento.

Terrain Mode - nowy tryb terenowy w Kia Sorento. Jak działa?

W trybie terenowym komputer sterujący pracą silnika dostosowuje wielkość momentu obrotowego, który jest do dyspozycji, a jednostka sterujące układem przeniesienia napędu dba o podział momentu obrotowego pomiędzy koła. Elektronika ingeruje także w sposób działania systemu kontroli stabilności auta. Tryb terenowy dostosowuje również moment zmiany przełożenia na wyższe, niezależnie od tego czy Sorento jest wyposażone w ośmiobiegową przekładnię z dwoma sprzęgłami, z którą współpracuje silnik Diesla, czy w sześciobiegową automatyczną stosowaną w odmianach hybrydowych SUV-a marki Kia.

Tryb Snow (śnieg):
Tryb Snow zoptymalizowano pod kątem utrzymania jazdy na wprost w warunkach niskiej przyczepności kół po oblodzonej nawierzchni. W tym trybie moment obrotowy silnika jest ograniczony, a elektronika dba o to, aby rozdzielić go między cztery koła tak równo, jak to możliwe. Układ kontroli trakcji (TCS) dba o to, aby ciśnienie w układzie hamowania było niskie, co zapobiega blokowaniu kół podczas hamowania i optymalizuje przeniesienia napędu. Jednocześnie przekładnia szybciej zmienia przełożenie na wyższe, co zmniejsza obroty silnika i zapobiega poślizgowi kół.

Terrain Mode - nowy tryb terenowy w Kia Sorento. Jak działa?

Tryb Mud (błoto):
Tryb Mud zapewnia lepszą przyczepność kół do błotnistego podłoża. W tym trybie przekładnia zmienia biegi nieco później niż w trybie Snow, układ przeniesienia napędu na cztery koła zapewnia bardzo płynne dostarczanie momentu obrotowego do kół, a układ TCS dopuszcza hamowanie z większą siła. Tryb Mud zwiększa szansę na pokonanie przeszkody z większą prędkością, bez groźby ugrzęźnięcia w błocie.

Tryb Sand (piasek):
Tryb Sand zwiększa możliwości Sorento podczas przemierzania piaszczystych ścieżek, jazdy po plaży, a nawet przez pustynię. W trybie Sand silnik dostarcza nieco wyższy moment obrotowy do kół, przekazywany przez przekładnię, która opóźnia zmianę biegu na wyższy. Układ AWD przekazuje moment obrotowy do kół tak równomiernie, jak to możliwe. W tym trybie kontrola trakcji TCS zapewnia hamowanie z użyciem większej siły, dzięki czemu układ przeniesienia napędu – w zależności od potrzeb – może dostarczyć do poszczególnych kół większy moment obrotowy.

Najnowsze

Andrzej Bargiel za kierownicą Mercedesa EQC pokonał 22 591 km. Jakie są jego wrażenia z jazdy?

Słynny sportowiec używał elektrycznego SUV-a bez żadnej taryfy ulgowej. Przetestował go w niemal każdych warunkach, m.in. dojeżdżając na treningi w polskich i austriackich górach.

Andrzej Bargiel to uznany narciarz górski i himalaista, który jako pierwszy człowiek w historii zjechał na nartach z wierzchołków K2 oraz Broad Peak. Zamiłowanie do sportu łączy z poszanowaniem dla środowiska – w swoich projektach chce zwracać uwagę na problemy zmian klimatycznychi zanieczyszczenia środowiska.

Latem ubiegłego roku Andrzej Bargiel odebrał kluczyki do elektrycznego Mercedesa EQC – lokalnie bezemisyjnego SUV-a, zbudowanego w ramach zrównoważonej koncepcji i przy użyciu materiałów pochodzących z recyklingu. EQC to pierwszy model nowej marki produktowo-technologicznej Mercedesa o nazwie EQ, dysponujący napędem 4MATIC z dwoma silnikami o mocy 408 KM. Jego zasięg w cyklu WLTP wynosi 369-414 km.

W ciągu roku eksploatacji Andrzej Bargiel przejechał modelem EQC dokładnie 22 591 km – czyli średnio 62 km dziennie. I nie oszczędzał swojego samochodu. Zabierał go m.in. na treningi w górskie rejony, w tym na wyprawy do Austrii. Drogę z Zakopanego do Ischgl (ok. 1000 km) w zimowych warunkach pokonał z trzema postojami na ładowanie. Lokalną eksploatację ułatwiał mu zamontowany w domu wallbox, czyli szybsza ścienna ładowarka.

Andrzej Bargiel opowiadał już o eksploatacji EQC w podkaście Mercedesa pt. „Pół godziny z gwiazdą”. Swoje wrażenia uważa za bardzo pozytywne:

Jako ambasador EQC zależało mi, by naprawdę nim pojeździć – bo wierzę, że pojazdy elektryczne to przyszłość. Oczywiście musiałem się nauczyć tego samochodu – zarówno ciszy, jaka panuje we wnętrzu, jak i samej jazdy oraz planowania podróży. Ale nie trwało to długo. Szybko przyzwyczaiłem się do tego, żeby uwzględniać ładowanie w swoim harmonogramie, co zresztą okazało się tańsze od eksploatacji auta spalinowego. Zimą szczególnie doceniłem sprawność napędu 4MATIC – dwa silniki błyskawicznie „żonglują” momentem obrotowym na śliskiej nawierzchni, dbając o bezpieczeństwo. Miłym zaskoczeniem są piorunujące jak na takiego SUV-a osiągi. Najważniejsza jest jednak świadomość ekologiczna – to, że EQC nie emituje spalin, a po określonym przebiegu „spłaca” swój dług węglowy. Miniony rok to dla mnie ogromna dawka doświadczeń w zakresie rozsądnego korzystania i gospodarowania energią. – powiedział Andrzej Bargiel.

Najnowsze

Pascal Brodnicki nie tylko zaraża pasją do gotowania, ale i do motorsportu

Dzięki rajdom wyciszyłem się i skupiłem na tym, co naprawdę jest ważne w życiu. Rywalizacja jest wspaniała i daje ludziom mnóstwo pozytywnych emocji. Chyba każdy z nas marzy o tym, by kiedyś stanąć na podium - mówi Pascal Brodnicki, słynny kucharz, a także kierowca rajdowy i zwycięzca pucharu Dacia Duster Elf Cup 2019.

Jesteś wszystkim znany jako poszukiwacz i twórca niebanalnych smaków. Jak to się stało, że trafiłeś za kierownicę samochodów sportowych? 
Jazda samochodem zawsze była dla mnie ogromną przyjemnością, a motorsport jest jednym z moich ulubionych sportów. Już jako dziecko jeździłem na rajdy we Francji i oglądałem takich kierowców jak François Delecour. Rywalizacja jest wspaniała i daje ludziom mnóstwo pozytywnych emocji. Chyba każdy z nas marzy o tym, by kiedyś stanąć na podium. Dodatkowo z moim tatą zawsze mieliśmy pasję do naprawy samochodów, więc motoryzacja naprawdę nie jest mi obca. Do rajdów terenowych namówili mnie Krzysztof Hołowczyc i Andrzej Kalitowicz. Trzy lata temu zaprosili mnie do startu w NAC 38. Rajdzie Warszawskie Safari. To był mój pierwszy raz w życiu, kiedy wsiadłem do samochodu rajdowego jako kierowca i to do tego z najlepszym możliwym pilotem Maciejem Wisławskim. Szło mi całkiem dobrze, ale nie dojechałem do mety. Jednak bardzo polubiłem rajdy terenowe. Dwa lata później Krzysztof zaproponował mi starty w całym sezonie Pucharu Dacia Duster Elf Cup. Okazało się, że nie jestem taki słaby i zdobyłem tytuł na koniec sezonu, a rajdy wciągnęły mnie jeszcze bardziej. 

Spodziewałeś się takich sukcesów niemal od pierwszego startu? 
Miniony sezon był dla mnie rokiem nauki i nie liczyłem na sukces na początku. Kiedy walczyłem na sekundy z rywalami, to pojawiała się mała presja wygranej. Tłumaczyłem sobie wtedy, że muszę jechać równym tempem i dojechać do mety. Moim wielkim szczęściem było to, że miałem bardzo 
doświadczonego pilota Ernesta Góreckiego. Na starcie do odcinka specjalnego spoglądaliśmy na siebie i mówiliśmy, że robimy swoje i nie patrzymy się na wyniki innych. W rajdach terenowych do końca nie wiesz, co tak naprawdę się stanie. W zeszłym roku podczas Baja Poland – najtrudniejszego rajdu w sezonie, mieliśmy bardzo dobre tempo, byliśmy wysoko w klasyfikacji, ale się zakopaliśmy, straciliśmy 35 minut i o zwycięstwie mogliśmy zapomnieć. To było jedno z największych wyzwań w moim życiu. Wszyscy mówili mi “zobaczysz jak wygląda Drawsko Pomorskie”, a ja mówiłem, że przesadzają. Długie i wymagające odcinki specjalne oraz wysoka temperatura były wyzwaniem dla zawodników i samochodów. Widziałem, jak kierowcy wysiadali z aut i padali ze zmęczenia na ziemię, a ich auta się gotowały. To pokazało mi, jak ważne jest odpowiednie przygotowanie i jak szybko rajdowa trasa potrafi wszystko zweryfikować. Chciałbym się zmierzyć z Baja Poland jeszcze raz. Mam z tym rajdem niewyrównane rachunki. 

Pascal Brodnicki nie tylko zaraża pasją do gotowania, ale i do motorsportu

Dlaczego zdecydowałeś się na starty w tym pucharze? 
Starty w pucharze markowym wybrałem z powodu czasu i pieniędzy. Miałem bardzo dużo rzeczy na głowie i mało czasu, a w pucharze markowym wszystko czekało na mnie gotowe i mogłem skupić się wyłącznie na rywalizacji. To był taki all inclusive w motorsporotwym wydaniu. Wsiadałem i jechałem, a wszystko inne robiono za mnie. Dostałem także bardzo duże wsparcie merytoryczne przed startem. 
Niski budżet przekłada się na większą dostępność, a jednakowe auta na równe szanse dla wszystkich. Rywalizuje się umiejętnościami, a nie budżetami. Puchary markowe to wspaniałe przygotowanie do motorsportu. Uczą nie tylko szybkiej jazdy, ale także techniki i strategii. W motorsporcie są różne etapy rozwoju, tak samo jak w gotowaniu. Nie mierzymy się od razu z bardzo trudnymi przepisami, tylko gotujemy podstawowe przepisy. Jak mamy już doświadczenie, wtedy możemy pokusić się o trudniejsze przepisy i freestyle w kuchni. 

W sporcie samochodowym znany jesteś z rajdów terenowych, ale twoja aktywność nie ogranicza się tylko do nich. Jakie są Twoje plany na przyszłość? 
Z gotowaniem jest tak samo jak z motorsportem. Gotujesz, gotujesz, gotujesz i dopiero po pewnym czasie możesz powiedzieć, że umiesz gotować. W sporcie samochodowym musisz jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć, by powiedzieć, że umiesz jeździć. Cały czas musisz zdobywać doświadczenie i rozwijać się kompleksowo. Chciałbym spróbować swoich sił także w innych konkurencjach jak rajdy drogowe, wyścigi czy rallycross. W zeszłym roku miałem okazję podczas Rajdu Barbórka zasiąść jako pilot w bardzo szybkim aucie rajdowym z jeszcze szybszym kierowcą Bryanem Bouffier. Niedawno uczestniczyłem w treningu Complex Motorsport i okazało się, że wykręciłem najlepszy czas pucharową wyścigową Celiką. Byłem także z Leszkiem Kuzajem na prezentacji nowej Apline A110, która jest moją miłością z dzieciństwa. Trenuję także wspólnie z Krzysztofem Hołowczycem i jestem pod wrażeniem jego umiejętności i tego jakim jest kierowcą. Wkrótce ponownie zobaczycie mnie w rajdach terenowych, ale tym razem w roli pilota a nie kierowcy. Zobaczymy, gdzie jeszcze wystartuję. Na pewno chciałbym od przyszłego roku wrócić na “pełny etat” do motorsportu. 

Pascal Brodnicki nie tylko zaraża pasją do gotowania, ale i do motorsportu

Co dał Ci motorsport w życiu codziennym? 
Sport to coś co motywuje nas do działania i mobilizuje do pracy, a sport motorowy dodatkowo robi z nas lepszych kierowców. Sprawia, że na co dzień jesteśmy gotowi do bezpieczniejszej i pewniejszej jazdy samochodem. Sport motorowy nauczył mnie dużej pokory i spokoju. Rajdy to nie 
tylko szybka jazda, ale też odpowiednie traktowanie samochodu, strategia, spokój, koncentracja i nauka czytania drogi. Możemy być dobrze przygotowani, a i tak wiele rzeczy może nas zaskoczyć na drodze. Dzięki startom za kierownicą samochodu rajdowego jestem spokojniejszy na drodze, przewiduję, to co może się wydarzyć i szybciej reaguję na pojawiające się zagrożenia. Zeszły rok był dla mnie bardzo trudny, a motorsport dał mi możliwość wyciszenia. Jak wsiadasz do samochodu rajdowego, zapinasz pasy i kask, to liczy się tylko to, co jest przed tobą. Stoisz na starcie i widzisz odliczanie na tablicy. 30, 15, 10, 5, 3, 2, 1 i start. Odcinasz się wtedy od wszystkiego i zapominasz o problemach dnia codziennego. Dzięki rajdom wyciszyłem się i skupiłem na tym, co naprawdę jest ważne w życiu. 

Na co dzień zarażasz ludzi pasją do gotowania, a teraz stałeś się kolejną ofiarą “choroby” zwanej motorsport. Czy pasją do motorsportu, też będziesz zarażał kolejnych ludzi? 
Kocham motorsport i będę namawiał każdego do startu i udziału w nim. Dalej będę dzielił się z ludźmi tymi wspaniałymi emocjami, które daje nam sport. Jeszcze daleka droga przede mną, żebym powiedział, że jestem dobrym kierowcą, ale chcę w przyszłości zarażać motorsportem tak jak utytułowani i doświadczeni kierowcy, których przed chwilą wymieniłem. 

Pascal Brodnicki nie tylko zaraża pasją do gotowania, ale i do motorsportu

 

Najnowsze

Motocyklista potrącił na pasach małą dziewczynkę!

Tytuł bulwersujący i cała sytuacja także. Matka potrąconej dziewczynki prosi o pomoc w identyfikacji sprawcy. Tylko po co?

Wina motocyklisty jest bezsprzeczna, a jego lekceważenie przepisów doprowadziło do potencjalnie groźnej sytuacji. Zignorował widok dwóch pojazdów zatrzymujących się przed przejazdem dla rowerów i potrącił jadącą po nim sześcioletnią dziewczynkę.

Bulwersujące? Oczywiście. Chociaż technicznie rzecz biorąc to ona wjechała w motocykl, ale tego motocykla nie miało prawa tam być. Dziewczynka upadła, lecz nic jej się nie stało, ponieważ prędkość była minimalna. Bardzo rozsądnie natychmiast zeszła też z ulicy.

Czy motocyklista później uciekł, jak podają media? To już nie jest prawdą. Zatrzymał się, podniósł rowerek z asfaltu i zaniósł go matce dziewczynki. Podobno rzucił tylko „nic się nie stało” i uciekł. Kolejna nieprawda – od zejścia z ulicy do jego ponownego pojawienia się w kadrze mija pół minuty. Co robił w tym czasie, jeśli nie rozmawiał z matką dziewczynki? Sama kobieta opisuje zajście tak (pisownia oryginalna):

Może ktoś coś rozpoznaje. Zwróć uwagę na tatuaż na łydce. Proszę udostępnij. Nie miał rejestracji więc Policja umorzyła sprawę. Lili na szczęście fizycznie się nic poważnego się nie stało. Ale była to nasza pierwsza przejażdżka „po ulicy” Ja jechałam z Elizą na przodzie, LILI za nami. Miałyśmy dojechać na drugą stronę przejścia nad jezioro Długie, 15 min od naszego domu. Przez tego … nie udało się. Motocykl nadjechał od strony Likuz przeciskając się między ustępującymi nam pierwszeństwa autami.

Dziękujemy natychmiastowej pomocy jaką nam udzieli świadkowie i wszystkie służby. Zrobimy co możemy aby ten człowiek poniósł karę. Nawet jeżeli nie uda nam się ustalić kim jesteś mam nadzieję, że dotrze do Twoich najbliższych jakim jesteś tchórzem! Potrąciłeś moją sześcioletnią córeczkę i zostawiłeś matkę z dwoma roztrzęsionymi dzieciakami na wysepce pomiędzy autami. Jakim to trzeba być człowiekiem?!

Zastanawiające, że policja sprawę umorzyła, ale brak widocznej twarzy i brak tablicy rejestracyjnej nie daje policjantom żadnego punktu zaczepienia, szczególnie w dużym mieście jak Olsztyn. Ponadto mamy do czynienia z wykroczeniem, a nie wypadkiem, którego sprawca musi być odnaleziony, choćby dla dobra ofiar, co też tłumaczy niewielkie zainteresowanie służb.

Motocyklista powinien być ukarany za omijanie pojazdów stojących przed przejazdem, za potrącenie i za jazdę bez tablicy rejestracyjnej. Apel matki dziewczynki brzmi jednak jakby jej córka odniosła poważne obrażenia, a sprawca nawet nie zerknął w jej stronę. Swoją drogą ciekawe jakiej pomocy udzielili świadkowie, skoro dziecku nic się nie stało i nawet rowerek nie został uszkodzony. A tak na marginesie – sześcioletnie dziecko na rowerze z punktu widzenia prawa jest pieszym, więc nie powinno ani jechać drogą dla rowerów, ani tym bardziej znaleźć się na przejeździe rowerowym.

Najnowsze

Kierowca jechał na pewniaka, rowerzysta też. Nie skończyło się to dobrze

To potrącenie rowerzysty dobrze pokazuje, nie tylko niedouczenie kierowców, ale także nieuzasadnionej wiary w nieomylność innych uczestników ruchu.

Sytuacja właściwie klasyczna – samochód na jednym pasie się zatrzymał, a ten na drugim nie. A niechroniony uczestnik ruchu, kiedy tylko nabył pierwszeństwo, poczuł się nietykalny.

Rowerzysta spowodował kolizję. Ale zdemaskował pijanego kierowcę!

Nietrudno zrozumieć jak doszło do tego zdarzenia. Kierowca na pasie prawym jechał powoli, ponieważ dopiero co skręcił z drogi podporządkowanej. Kierujący na pasie lewym mógł nie odebrać tego, jako rezygnowania z pierwszeństwa na rzecz pieszego lub rowerzysty. Zauważcie, że kiedy białe auto zatrzymuje się przed przejazdem rowerowym, czarne już je mija. Wysokie nadwozie mogło skutecznie uniemożliwić mu zauważenie rowerzysty odpowiednio wcześnie.

Rozpędzony rowerzysta potrącił samochód! Tak było, naprawdę!

Łatwo zrozumieć dlaczego cała sytuacja zaskoczyła sprawcę potrącenia. Jechał swoim tempem i swoim pasem, a trzy sekundy później na pasie obok już stało auto, a na przejeździe pojawił się rowerzysta. Dlatego prawo zabrania wyprzedzania i omijania pojazdów w okolicy przejść dla pieszych i nie przewiduje od tego żadnych wyjątków.

Rowerzysta myślał, że jest nietykalny

Na koniec warto zwrócić uwagę, na zachowanie rowerzysty. Jedno auto mu ustępuje? To mocno nacisnął na pedały i bez żadnej obserwacji drogi wjechał na ulicę. I co z tego, że był pewny sytuacji tylko na jednym z czterech pasów. Nabył pierwszeństwo, to jedzie. Całe szczęście, że nic mu się nie stało.

Najnowsze