Ten materiał sprawia, że samochód emituje mniej hałasu. Wynalazek Nissana nagrodzony!

Technologia „akustycznego metamateriału”, który obniża poziom hałasu, została wyróżniona podczas gali rozdania nagród Best of What’s New. Jak działa?

Wynalazek Nissana, który może przyczynić się do redukcji poziomu hałasu emitowanego przez samochody i podniesienia ich wydajności energetycznej, otrzymał nagrodę magazynu Popular Science.

Technologia redukcji hałasu, czyli rozwiązanie znane jako akustyczny metamateriał, otrzymała nagrodę w kategorii Motoryzacja podczas tegorocznej edycji rozdania nagród Best of What’s New magazynu Popular Science.

Istniejący od 1872 roku magazyn popularnonaukowy Popular Science, który opisuje na swoich łamach przełomowe innowacje i odkrycia, jest jedną z najstarszych i najbardziej prestiżowych amerykańskich marek. Nagrody Best of What’s New są wyrazem uznania dla produktów i technologii, które wyznaczają nowe trendy i są wyrazem ogromnego postępu w swoich kategoriach.

Ten materiał sprawia, że samochód emituje mniej hałasu. Wynalazek Nissana nagrodzony!

Akustyczny metamateriał Nissana to nowy, lekki materiał o właściwościach wytłumiających dźwięk. Jego budowa i zasada działania są niezwykle proste: Kompozyt z trójwymiarowej kratki i folii z tworzywa sztucznego kontroluje drgania powietrza, aby ograniczyć transmisję hałasu w szerokim paśmie częstotliwości (500-1200 herców), w tym dźwięku silnika i odgłosu toczenia kół po nawierzchni drogi. Większość materiałów używanych do wytłumienia tego pasma częstotliwości jest głównie wykonanych z ciężkich gumowych płyt. Opracowany przez markę Nissan akustyczny metamateriał waży czterokrotnie mniej, a zapewnia analogiczny poziom wyciszenia.

Najnowsze

Retrofity LED – jak długo będą jeszcze zakazane?

Moda na światła samochodowe typu LED nie ustaje. Wraz z nią popularność zyskują także nielegalne źródła światła montowane w reflektorach fabrycznie przystosowanych do żarówek halogenowych. Powód? Wiara, że poprawi się widoczność przez wykorzystanie najnowszych technologii. Jednak, czy tak jest w rzeczywistości?

Każdy kierowca chce mieć dobrze oświetloną drogę, aby bezpiecznie podróżować po zmroku, zwłaszcza poza terenem zabudowanym. Sęk w tym, że oświetlenie pojazdów nie dorównuje temu z przydrożnych latarni, nie wspominając już o świetle dziennym. Co gorsza, nie wszystkie pojazdy oferują oświetlenie takiej samej jakości. Problem ten dotyczy głównie starszych aut, które posiadają zużyte lampy lub archaiczną konstrukcję reflektorów. Niestety, także w nowych samochodach może okazać się, że światła zapewniają oświetlenie na minimalnym poziomie określonym przepisami. Przy mało precyzyjnym układzie poziomowania i nisko zamocowanych reflektorach może to być zaledwie 20 metrów. To częsta przypadłość w wielu pojazdach ciężarowych i autobusach, nieobca także autom osobowym. Nie dziwi zatem fakt, że spora grupa kierowców, w tym zawodowych, decyduje się na „ulepszenie” oświetlenia poprzez instalowanie zamienników żarówek halogenowych wykonanych w technologii LED – tzw. retrofitów.

Montaż LED-ów jako zamienników żarówek reflektorowych jest w Polsce nielegalny. Trzeba też wiedzieć, że tylko niektóre produkty i to w połączeniu z konkretnym reflektorem poprawiają widoczność drogi, nie oślepiając przy tym innych kierowców. Jednak nie da się tego sprawdzić ani wzrokiem, ani przyrządem stosowanym do ustawiania świateł. Na dodatek subiektywne odczucia zwykle są mylące, ponieważ wielu kierowców, a nawet diagnostów myśli, że skoro granica światła i cienia jest wyraźna, to światła są dobre. Tak jednak nie jest. Nie tylko kształt i wyrazistość granicy ma tu znaczenie, ale natężenie oświetlenia, a ściślej jego rozkład w całej wiązce. Granica może być bowiem wyraźna, mimo to światła nad nią jest o wiele za dużo, dlatego większość zamienników oślepia, przekonuje dr inż. Tomasz Targosiński z Instytutu Transportu Samochodowego.

Retrofity LED - jak długo będą jeszcze zakazane?

Na szczęście są także dobre światła. Odpowiedniej jakości zamiennik LED-wy w połączeniu z konkretną konstrukcją reflektora daje zdecydowanie lepsze oświetlenie drogi, a przy tym nie oślepia. Aby to zagwarantować i nie powodować zagrożenia dla innych uczestników ruchu taka para (zamiennik i reflektor) powinna być bardzo dokładnie sprawdzona.

Instytut Transportu Samochodowego zaproponował rozwiązanie znacznie prostsze i bardziej uniwersalne, czyli badanie konkretnej pary zamiennik-reflektor już na pojeździe za pomocą analizatora świateł. To nowatorskie urządzenie, które w warunkach serwisu lub stacji kontroli pojazdów, szybko i precyzyjnie mierzy całą wiązkę świetlną wychodzącą z reflektora. Takie sprawdzenie, udokumentowane potwierdzonym wydrukiem, jeśli dałoby wynik pozytywny, mogłoby w przyszłości upoważniać do poruszania się po drogach publicznych pojazdem wyposażonym w zamienniki LED, analogicznie jak niemieckie. Oczywiście po urzędowym dopuszczeniu takiej procedury i z obowiązkiem posiadania oraz okazywania potwierdzenia badania przy każdej kontroli.

Najnowsze

Zwrot myta z Niemiec – festiwal złudnych obietnic dalej trwa?

Po wyroku Trybunału UE z 28.10.2020 pojawiła się szansa – lub raczej cień szansy – na odzyskanie przez przewoźników nadpłat za myto w Niemczech od 2017 roku. Sytuację tę wykorzystują obecnie liczne firmy, które żądają od firm transportowych horrendalnie wysokich przedpłat, by zająć się sprawą zwrotu środków.

Jednym koniecznym dziś krokiem dla firmy transportowej, jest zatrzymanie biegu przedawnienia roszczeń, na co czas jest tylko do 31 grudnia br. Pośredniczyć w tym może partner Polskiej Unii Transportu – kancelaria TSL Lawyers, która za przygotowanie takiego pisma pobiera 100 euro netto.

Działając z ramienia Polskiej Unii Transportu (PUT), która od lat reprezentuje interesy przewoźników, apelujemy, aby bardzo ostrożnie podchodzić do zapewnień ze strony wszelkiego rodzaju pośredników. Oferta większości z nich opiera się na konieczności płacenia kwot rzędu 1000 – 500 euro na start oraz zobowiązywaniu się do oddania jako prowizji 30%-50% odzyskanych w przyszłości środków. Niestety, liczne oferty opiewające na te kwoty trafiły w ostatnich tygodniach pod adres PUT.

Doradzamy relacje tylko z pośrednikami, którzy profesjonalnie zbadali sytuację prawną wokół możliwego zwrotu myta w Niemczech i nie wykorzystuję jej do szybkiego zarobku. Wnioski z analiz przeprowadzonych na zlecenie PUT oraz innych zrzeszeń przewoźników jasno wskazują, że szanse na odzyskanie nadpłat – pomimo korzystnego dla przewoźników wyroku TSUE (Trybunału UE) – są na razie niewielkie. Stąd należy wystrzegać się współpracy z firmami naciągającymi na wysokie wydatki w zamian za „obietnicę zwrotu”. Szczegóły sprawy poniżej:

Wyrok TSUE otwiera ścieżkę do odzyskania części myta
28 października 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w swoim wyroku wypowiedział się na temat nadpłaconych opłat drogowych w Niemczech: państwo niemieckie powinno zwrócić przewoźnikom 3,8% lub 6% uiszczonych opłat. Wyrok ten pozornie otworzył ścieżkę do odzyskania stałych kwot, niesłusznie doliczanych do myta (Maut). Dlaczego pozornie?

Bo przewoźnicy, którzy cały czas jeżdżą po niemieckich drogach wiedzą, że pomimo tego wyroku, opłaty nie uległy zmniejszeniu. Co więcej, nie zmienią się one w najbliższych miesiącach. Tak będzie przynajmniej do chwili, gdy nie zakończy się sprawa rozpatrywana obecnie przez Wyższy Sąd Administracyjny w Münster. Dopiero na podstawie tego wyroku może zostać ustanowiona wysokość nowych stawek za przejazd i odpowiednia procedura ewentualnego zwrotu proporcjonalnej części dotychczas wniesionych opłat.

Warto nadmienić, że orzeczenie Wyższego Sądu Administracyjnego w Münster nie musi być ostateczne. Państwo niemieckie może odwołać się od korzystnego dla przewoźników wyroku w ramach skargi kasacyjnej do Bundesverwaltungsgericht (Federalnego Sądu Administracyjnego). Jest to wysoce prawdopodobne, choćby przez wzgląd na czas niezbędny dla rezerwacji środków pieniężnych w budżecie oraz przygotowanie proceduralne i operacyjne ewentualnych zwrotów.

Dlatego obecnie oferować można co najwyżej „obietnicę odzyskania Maut”. Choć oczywiście przewoźnik winien zabezpieczyć swoje roszczenia, do czego jeszcze wrócimy.

Oferty z „obietnicą odzyskania Maut”
Niestety jak to zwykle w Polsce bywa, na wizji szczęścia jednych, drudzy chcą zrealizować wizję szybkiego wzbogacenia się. Dlatego w jednej chwili pojawiły się na rynku setki ofert „obietnicy odzyskania Maut”. Łatwo powołać się na TSUE, a klient zwykle i tak mało z tego rozumie. Ważne, by sprzedać mu obietnicę za możliwie najwyższą prowizję i opłaty wstępne.

W efekcie, naciągnięci w ten sposób przewoźnicy, płacą za „kota w worku” – obietnica zwrotu środków może spełnić się za kilka lat lub nigdy. Opłaty wstępne bywają pobierane są za sztuczne działania, rzekomo konieczne dla pozytywnego biegu sprawy. Należy dodać, że firmy zajmujące się oferowaniem „obietnic odzyskania Maut”, często nie mają profesjonalnej wiedzy o tym zagadnieniu. Należą do nich: agenci ubezpieczeniowi, firmy kadrowe, księgowe liczące czas pracy kierowców oraz tzw. kancelarie od wszystkiego.

Najnowsze

Crossowcy wjeżdżają na cudzy teren i są bardzo zaskoczeni, że właścicielowi się to nie podoba. Doszło do rękoczynów

W sieci pojawiło się kolejne nagranie, w którym motocykliści wjeżdżają na cudzy teren i spotykają się z bardzo agresywną reakcją właściciela. Są tym bardzo zdziwieni, zupełnie jakby sądzili, że posiadanie crossa pozwala im jeździć wszędzie, gdzie tylko chcą. A może tylko udają nierozgarniętych?

Nagranie natychmiast zaczyna się od akcji. Polną drogą jedzie trzech motocyklistów, a naprzeciw wyjeżdża im czerwone Megane. Drugi motocyklista (najbardziej domyślny z całej trójki) natychmiast skręca w las. Pierwszy jedzie dalej, gdy nagle osobówka zajeżdża mu drogę, zmusza do gwałtownego skrętu, który kończy się glebą (na nagraniu nie widać, żeby doszło do kontaktu).

Quady i ich kierowcy niszczą pola uprawne oraz tereny podlegające ochronie

Wywiązuje się ostra dyskusja, w której cały czas słyszymy to samo. Dlaczego kierowca Megane ruszył na motocyklistów? Bo jeżdżą po jego terenie. Ale oni nie niszczyli mu sadzonek. Ale jeżdżą po jego terenie. Poza tym oni są tu pierwszy raz. Ale jeżdżą po jego terenie. I tak w koło Macieju – motocykliści zapewniają na różne sposoby, że niczego złego nie zrobili, udając, że nie rozumieją prostego faktu – nie mieli prawa wjechać na ten teren. Naszym ulubionym wytłumaczeniem motocyklistów jest to, że wjechali na cudzy teren, ponieważ… chcą z niego wyjechać! Genialne.

Sytuacja szybko się zagęszcza, kiedy przyjeżdża znajomy właściciela, który szarpie się z motocyklistami i przewraca im maszyny. Dlaczego to robi, choć nie powinien? Pewnie boi się, że któryś z nich szybko wskoczy na motocykl i odjedzie. Całe zdarzenie możecie zobaczyć poniżej.

Zaznaczmy wyraźnie, że sprzeciwiamy się każdej formie przemocy (co chyba jest oczywiste), ale reakcja właściciela terenu jakoś nas nie dziwi. Postawcie się zresztą w jego sytuacji. Co byście zrobili, gdyby po waszej ziemi jeździli miłośnicy crossów (i quadów pewnie też)? Ryli drogi, łąki, las, a co najgorsze niszczyli uprawy lub sadzonki? Tabliczki „teren prywatny” nic nie dają, a ogrodzenie całego terenu to wielki wydatek, na który was nie stać. Założycie monitoring? Tacy motocykliści zwykle jeżdżą bez tablic rejestracyjnych, no i oczywiście  kaskach. Tak jak bohaterowie tego nagrania. Policja rozłoży ręce. To może będziecie robić częsty objazd po swoim terenie. Zakładając, że nie musicie zająć się pracą (a przecież musicie) i macie na to czas, to co z tego? Nie złapiecie motocyklisty na crossie, chyba że zatrzyma się z własnej woli. Zadzwonicie na policję? Zanim przyjedzie patrol, motocyklista odjedzie. Albo ucieknie przed policjantami lasem i polami.

Jak rozjeżdżać uprawy rolnikom – uczy Mistrz Polski w motocrossie…

„Miłośnicy leśnego enduro” doskonale wiedzą, że nie ma na nich sposobu. Najgorsze co ich czeka, to niewielki mandat, gdyby jakimś cudem zatrzymał ich patrol policji. Agresywny właściciel terenu to też pewne zagrożenie, ale od czego jest kamerka na kasku. Właściciele crossów chętnie korzystają z tego, że są właściwie bezkarni. Postawcie się więc w sytuacji kogoś, na czyj teren regularnie wjeżdżają. W sytuacji kogoś całkowicie bezsilnego wobec wandali i chuliganów, którzy niszczą jego własność. Gdybyście nagle mieli okazję skonfrontować się z jednym z nich, jak byście z nim rozmawiali? Próbowali uprzejmie wyprosić ze swojego terenu kogoś, kto jeździ po nim z premedytacją? Pytali czy to może on z kolegami kilka dni wcześniej niszczył wasze sadzonki, ponieważ widzieliście ich tylko z daleka i nie jesteście pewni? Czy może w ostrych, żołnierskich słowach dalibyście do zrozumienia, że nie mają prawa tu być?

Nadzieja polskiego enduro zaatakowana nożem! Napastnik dźgał go w klatkę piersiową!

Jeżdżenie crossem to ogromna frajda i czasami wręcz z zazdrością oglądamy, co potrafią doświadczeni motocykliści w terenie i jakie przy tym widoki mogą nie raz podziwiać. Ale nie może być tak, że w imię własnej pasji ktoś jeździ po cudzym terenie i niszczy jego własność. Bo w pobliżu nie ma innych fajnych miejsc? Bo i tak jest bezkarny? Drodzy motocykliści, niszcząc cudzą własność, jesteście zwyczajnymi wandalami i chuliganami. Trochę szacunku dla własności innych ludzi oraz ich pracy.

Zdajemy sobie sprawę, że naszego stanowiska i apelu wiele osób nie zrozumie. Nie zrozumieją także bohaterowie tego nagrania (jeśli zobaczą ten tekst). Sami przecież wrzucili wideo, na którym jeżdżą po cudzym terenie, a skonfrontowani z właścicielem nagle są przestraszeni, potulni i udają, że nie wiedzą o co chodzi. Kreują się na niewinne ofiary, a pod wideo są tysiące komentarzy, z których wiele popiera autora i jego kolegów. Jeden komentator nawet dopytuje, czy sprawa została zgłoszona na policję, a kiedy nie otrzymał odpowiedzi, to próbuje się dowiedzieć gdzie zdarzenie miało miejsce, żeby samemu to zgłosić. Ciekawe jaka byłaby treść zgłoszenia. „Kiedy bezprawnie wjechaliśmy na teren prywatny swoimi motocyklami bez tablic rejestracyjnych, nadjechał właściciel i na nas nakrzyczał. Używał też brzydkich słów. Jego znajomy też krzyczał, a szarpiąc motor jednego z nas, przewrócił go na siebie”. Z pewnością cały komisariat natychmiast ruszyłby, żeby pomścić bohaterów tego filmiku…

Najnowsze

Progi zwalniające nic nie dają? Zawsze znajdzie się jakiś „mistrz kierownicy”. Ten chyba chce stracić prawo jazdy

Niektórym kierowcom spieszy się tak bardzo, że skłonni są wykonywać najbardziej niebezpieczne manewry. Tak jak ten na nagraniu.

Pierwszy samochód zwolnił, ponieważ przejeżdżał przez próg zwalniający. Kierowcy drugiego zwalniać się nie chciało, a że próg miał formę dwóch wysepek, to przejechał między nimi. Przekroczył przy tym ciągłą linię i wjechał na buspas, ale co tam.

Wyprzedzanie poboczem – robisz to źle

Ale skoro już był na tym buspasie, to wpadł na genialny pomysł – wyprzedzenie pierwszego samochodu. Wcisnął mocno gaz i wyprzedził auto dokładnie na przejściu dla pieszych. Na szczęście nikt akurat przez nie nie przechodził, więc udało się uniknąć nieszczęścia.

Bardzo pechowe wyprzedzanie Dacią Logan

Od kwalifikacji takich czynów jest policja, ale znając trochę spojrzenie na funkcjonariuszy na podobne manewry, nie zdziwiłoby nas, gdyby zatrzymali prawo jazdy temu kierowcy i skierowali wniosek do sądu o ukaranie go.

Najnowsze