Tak kierowcy ciężarówek respektują zakaz wyprzedzania

Zakaz wyprzedzania się pojazdów ciężarowych na drogach ekspresowych i autostradach nie został wprowadzony bez powodu. Powodem byli kierowcy tacy, jak na tym nagraniu

Według autora filmu akcja zawiązała się już minutę wcześniej – tyle czasu minęło odkąd „Dzban” postanowił wyprzedzić „Janusza”. Pytanie tylko co będzie dalej? Czy amfora okaże się szybsza od nosacza sundajskiego?

Tego się niestety nie dowiemy – kierowca z kamerą nie wytrzymał napięcia towarzyszącego tej wyrównanej walce i wyprzedził obu zawodników, kiedy tylko pojawił się trzeci pas ruchu. Przyznajemy, że godnie wpisali się oni w protest kierowców ciężarówek.

Najnowsze

Edyta Klim

LawRider – prawo i motocykle

Celina Perskiewicz z zawodu jest radcą prawnym, a na swoim blogu LawRider.pl stara się poruszać takie tematy prawne, które szczególnie motocyklistów interesują.

Rozumiem, że motocykle to Twoja pasja, a prawo to praca?

Motocykl ewidentnie jest pasją, a praca? W dużej mierze także! Oczywiście nie każda sprawa jest porywająca. Jednak mam to szczęście, że zajmuję się bardzo ciekawymi dla mnie tematami, dlatego nie popadam w rutynę, cały czas mam w sobie ciekawość i motywację do działania.

Czym prywatnie jeździsz i jaki typ jazdy Cię kręci?

Jeżdżę Ducati 848 i jest to mój pierwszy motocykl sportowy. Wzięłam go w zasadzie na próbę, żeby zobaczyć, czy faktycznie jest to mój typ jazdy. Jak się okazało – zdecydowanie tak! Wcześniej miałam Ducati Monster 696, wspaniały motocykl do miasta. Chociaż ja nim jeździłam także w trasy i na tor, gdzie również się sprawdzał. Teraz myślę, że najlepiej byłoby mieć oba w garażu (śmiech). Chciałabym mieć także motocykl torowy, chociaż z uwagi na ilość obowiązków, miałabym mało okazji, by się nim poruszać, ale może z czasem to się zmieni… Jazda na torze bardzo mi się spodobała, nie mam jednak tak, że na jej rzecz jestem gotowa porzucić szosę (chociaż słyszałam wielokrotnie, że tak to się odbywa). Można chyba powiedzieć, że każdy typ jazdy mnie kręci, bo każdy ma swój urok. Najważniejsze, żeby był silnik, kierownica i dwa koła!

Który to Twój sezon na dwóch kołach?

To mój 7-my sezon motocyklowy i miałam szczęście jeździć na kilku modelach, nie tylko własnych. Mój pierwszy i drugi motocykl to Kawasaki, trzeci i czwarty to Ducati. Ciekawe, czy system dwójkowy się utrzyma, czy pozostanę jednak przy Ducati – którym jestem absolutnie zafascynowana!

Z jakimi prawnymi problemami najczęściej spotykają się motocykliści?

Jest to dosyć zamknięty katalog spraw, powiedziałabym, że TOP3 to: uzyskanie odszkodowania od ubezpieczyciela, sprawy z zakresu rękojmi po zakupie motocykla z wadami i konsekwencje jazdy bez uprawnień.  Nie są to oczywiście wszystkie tematy, bo życie pisze mnóstwo scenariuszy, jak chociażby zabranie prawa jazdy za przekroczenie prędkości, czy jazdę na jednym kole. Wszystkie tematy poruszane na LawRider są wzięte z życia, bo inspirację czerpię właśnie ze spraw, które prowadzę i pytań czytelników mojego bloga. Pomagam nie tylko motocyklistom, ale zajmuję się także obsługą prawną firm związanych z motoryzacją: serwisów, salonów, firm zajmujących się najmem pojazdów itp.
 

Nasz dział z artykułami dotyczącymi porad prawnych dla kierowców tutaj.

Są tematy, o których mało się mówi, a wiele osób szuka takich informacji?

Oczywiście, na przykład ostatnio poruszyłam temat, jak się okazało, bardzo kontrowersyjny. Chodzi tu o szkody powstałe na torze i możliwość dochodzenia roszczeń z OC posiadacza pojazdu mechanicznego – czyli tego standardowego ubezpieczenia. Wiemy przecież, że na torze nie jeżdżą same torówki, ale także motocykle drogowe. Ba, są sytuacje, w których także motocykl torowy powinien mieć OC ppm, a już szczególnie polecam wykupienie OC w życiu prywatnym. Bardzo bym sobie życzyła, żeby wykupienie OC było obowiązkowe, tak jak ma to miejsce w przypadku np. skoków spadochronowych. Celem jest to, by poszkodowany nie pozostawał jedynie z wrakiem swojego motocykla, przez błąd innego kierowcy. Myślę, że w konsekwencji może powstać szersze grono takich spraw, ponieważ buduję wśród motocyklistów większą świadomość, która prowadzi do dochodzenia swoich praw.

Obserwując zdarzenia drogowe jesteś zdania, że wina zwykle jest po stronie „puszki”, motocyklisty, czy też jedni i drudzy się do niebezpiecznych sytuacji na drogach przyczyniają?

Nie można przypisać winy tylko jednym albo drugim. Na drodze są różne sytuacje. Owszem, nie jest rzadkością to, co się mówi, że motocykliści jeżdżą za szybko, a kierowcy w samochodach nie patrzą w lusterka – jednak jest to zbyt duże uproszczenie. Każdą sprawę trzeba rozpatrzyć indywidualnie. Oczywiście moimi klientami najczęściej są poszkodowani motocykliści i na tej podstawie mogłabym powiedzieć, że to kierowcy „puszek” są winni, źli, i niosą samo zniszczenie. Jednak byłoby to z mojej strony nadużycie.

Istnieją uczciwi ubezpieczyciele, którzy w razie szkody pomagają sensownie, szybko i wedle stopnia szkody? Czy to trochę tak jest, że jak nie wywalczysz – to zbyt wiele nie uzyskasz?

Nie wszystkie zgłoszenia kończą się odmową wypłaty odszkodowania, czy zaniżeniem jego wysokości. Nie wiem jednak, ile jest takich szkód. Z tych, które trafiają do mnie (bo nie zostały rozpatrzone pozytywnie) nie da się wywnioskować, czy jakiś ubezpieczyciel jest lepszy od innego. Każdy z ubezpieczycieli, z którymi miałam do czynienia, odmawiał niezasadnie wypłaty odszkodowania w oparciu o absurdalne argumenty. Niestety, ale często jest tak, że jak sobie nie wywalczysz – to nie dostaniesz, bez znaczenia, czy tak jest prawidłowo, słusznie i sprawiedliwie…

Czy przy takich potyczkach z ubezpieczycielem warto posilać się pomocą prawną? Ile można zyskać?

Tak samo, jak warto korzystać z pomocy lekarza podczas choroby, architektów i budowlańców podczas budowy, czy nauczyciela w procesie nauki. Oczywiście warto korzystać z pomocy profesjonalnego prawnika, jakim jest radca prawny. Można zyskać wiedzę na temat przysługujących praw, możliwości dochodzenia roszczenia, szans powodzenia, czy też wreszcie zyskać pełnomocnika, który poprowadzi całą sprawę, broniąc interesu swojego mocodawcy. To wszystko oczywiście przekłada się na realne kwoty uzyskane od ubezpieczyciela.

Jakie najczęściej przepisy motocykliści łamią i niezbyt się poczuwają do refleksji czy winy?

Raczej nikogo nie zaskoczę, mówiąc o: przekraczaniu prędkości, wyprzedzaniu w miejscu niedozwolonym, jeździe bez uprawnień wymaganych prawem, jeździe na jednym  kole. Z rozmowy z policjantami z drogówki (jeżdżącymi także na motocyklach) wiem, że najbardziej denerwujące dla  nich jest mijanie patrolu, po czym gwałtowne przyspieszenie z przekroczeniem dozwolonej prędkości, jak też jazda bez uprawnień. Są to ich zdaniem największe bolączki. Pierwsza z nich wiąże się przede wszystkim z okazaniem braku szacunku. No cóż, nie świadczy to najlepiej o motocyklistach…

Na swoim blogu publikowałaś także zdjęcia z wyścigu Pawła Szkopka – to było wyjątkowe wydarzenie?

Tak, bo miałam szczęście być częścią profesjonalnego zespołu motocyklowego, podczas wyścigu Suzuka 8hours w Japonii! Jest to największe święto motocyklowe w tym kraju i jeden z wyścigów z serii FIM Endurance World Championship. Fantastyczne doświadczenie! Mój partner życiowy – Paweł Szkopek jest zawodowym kierowcą wyścigowym, a nasz zespół Wójcik Racing Team był akurat w okrojonym składzie, więc potrzebne były każde ręce do pracy. Moim zadaniem było ściąganie zawodników do boxu. Pokazywałam im, w którym miejscu jesteśmy, wystawiając tablicę z numerem zespołu, a następnie stawiając ją w punkcie, gdzie motocykl powinien się zatrzymać. Potem zaczynała się procedura zmiany kierowcy, przekazywania informacji, wymiany kół, tankowania. Podczas obecnego sezonu jeżdżę z Pawłem na wyścigi jako jego support i wiedziałam z czym się to wiąże, jednak odczucia towarzyszące byciu pełnoprawnym członkiem zespołu podczas Mistrzostw Świata, są całkowicie inne. Znacznie bardziej udziela się ta adrenalina i emocje.

Dla zawodników to duże wyzwanie?

Tor Suzuka jest chyba najtrudniejszym torem na świecie, bardzo wąskim i niebezpiecznym, z dużą ilością ciasnych, trudnych zakrętów. Wąski jest też pit lane, w którym trzeba uważać, żeby nie znaleźć się w linii jazdy innego motocyklisty. Patrząc z zewnątrz wszystko wygląda bardzo łatwo, jednak jak jest się w tamtym miejscu, dopiero się zauważa, jak trzeba być czujnym i skoncentrowanym. Każdy z członków zespołu musi perfekcyjnie wykonać swoją część pracy, żeby wypracować wspólny sukces.

To było duże wyzwanie, szczególnie ze względu na charakterystykę toru, warunki pogodowe i doświadczenie lokalnych uczestników, często jeżdżących niczym „kamikadze”. Temperatura powietrza znacznie przekraczająca 30 stopni i wilgotność powietrza na poziomie 80% – jest wyzwaniem, zarówno dla ludzi, jak i motocykla. Już podczas treningów i kwalifikacji było bardzo dużo wypadków, czerwona flaga pojawiała się praktycznie, co pół godziny, a długie jazdy za safety car-em, też nie należą do łatwych w takiej duchocie. Osobiście jestem bardzo dumna z mojego Pawła, który sam przejechał praktycznie połowę wyścigu, a podczas ostatniej zmiany wyprzedził jeszcze kilka zespołów, wyraźnie awansując w klasyfikacji. Byliśmy pierwszym polskim zespołem na tym wyścigu, tworząc historię polskiego motorsportu, zajęliśmy świetne 25. miejsce na 64 zespoły. Jest to powód do dumy, szczególnie dla debiutantów.

Wracając do LawRider – udzielasz jakiś bezpłatnych porad? Kiedy motocyklista/tka staje się klientem?

Wszystkie informacje znajdujące się na blogu LawRider są nieodpłatne. Jeżeli pojawiają się kolejne pytania w wiadomościach prywatnych, to udzielenie na nie odpowiedzi stanowi poradę prawną, która jest płatna. To jest mój zawód i z tego żyję, dlatego niemożliwe jest, żebym udzielała porad prawnych za darmo. Nie ulega wątpliwości, że moi czytelnicy i tak dostają potężną dawkę wiedzy przez LawRider.

Jaki cel przyświeca blogowi www.lawrider.pl ?

Edukacja mojej motocyklowej braci. Jest to bliskie mi środowisko, więc zależy mi na jego rozwoju, wzrostowi świadomości, a przez to też bezpieczeństwa na drogach, czy korzystania z przysługujących im praw.

 

Najnowsze

Co się dzieje z autem po uderzeniu w słup przy 100 km/h?

Test przeprowadzony przez Dekrę pokazuje co może stać się z samochodem, kiedy stracimy nad nim panowanie przy dużej prędkości.

Organizacja Euro NCAP, przeprowadzająca crash testy samochodów, wykonuje między innymi tak zwany „test słupa”. Auta uderzają bokiem w przeszkodę o kształcie słupa lub drzewa, co ma symulować sytuację utraty panowania nad pojazdem i napotkania takiej właśnie przeszkody. Test przeprowadzany jest przy prędkości 32 km/h.

Eksperci Dekry postanowili sprawdzić nieco inny scenariusz – zderzenie ze słupem przy prędkości 100 km/h. Jak wtedy zachowa się samochód?

Najnowsze

Spowodował wypadek skuterem, szuka go policja

Bezmyślne i ryzykowne przeciskanie się między samochodami, zakończone spowodowaniem stłuczki, a następnie paniczna ucieczka z miejsca zdarzenia - oto jak rodzą się stereotypy na temat właścicieli jednośladów.

Na nagraniu widzimy spowolniony ruch na remontowanym odcinku drogi oraz skrzyżowanie, na którym kurier chce skręcić w lewo. Kierowca pojazdu z kamerą przepuszcza go, kurier zaczyna skręcać i w tym momencie w jego bok uderza skuter, urywając lusterko, a następnie zatrzymują się na zderzaku auta rejestrującego całe zdarzenie.

Jak zareagował „skuterzysta”? Natychmiast uciekł, a kurierowi nie udało się go dogonić. W opisie filmu znajduje się informacja, że na miejsce została wezwana policja, która po zapoznaniu się z nagraniem, rozpoczęła poszukiwanie kierującego skuterem. Zdarzenie miało miejsce w Markach koło Warszawy, a sprawą zajmuje się wołomińska policja.

Najnowsze

Ekspert nie ma pojęcia o ruchu drogowym? Sprawdzamy kontrowersyjny film

Czy ekspert ruchu drogowego pouczając kierowców sam propaguje niewłaściwy styl jazdy? Takie wrażenie można odnieść śledząc dyskusję w internecie, jaka rozpętała się po emisji kolejnego odcinka popularnego programu promującego bezpieczeństwo na drogach. Postanowiłyśmy przyjrzeć się sprawie bliżej.

Piszemy o programie „Jedź bezpiecznie”, w którym pan Marek Dworak – sekretarz Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Krakowie – omawia zagadnienia związane z ruchem drogowym, na przykładzie zachowań napotkanych kierowców. W odcinku 706, noszącym jakże sugestywny tytuł „Polacy chwalą łamanie przepisów na polskich autostradach”, prowadzący przybliża widzom problem zachowania kierowców na tych właśnie drogach.

Już na początku odcinka pan Dworak stawia całkiem intrygującą tezę:

My po autostradach chcemy jeździć 170-180 km/h. My, to znaczy co najmniej połowa kierowców po autostradach jeżdżących. Spychając z lewego pasa tych, którzy jadą maksymalną dopuszczalną na autostradzie prędkością – i tak w Polsce zbyt dużą, przypominam – niestety, 140 km/h.

Nie wiemy, po których autostradach jeździ pan Dworak, ale my nie spotkałyśmy się z sytuacją, w której „połowa kierowców” próbuje pędzić 180 km/h. Jeżdżąc różnymi autostradami w Polsce mamy wręcz wrażenie, że wystarczy przepisowe 140 km/h, abyśmy byli jednymi z szybszych uczestników ruchu, a kierowcy wyprzedzający nas z wyraźnie większą prędkością należą wówczas do wyjątków.

Pojawia się tu też inny zgrzyt – pan Dworak wyraźnie sugeruje, że kierujący poruszający się z prędkością 140 km/h mają pełne prawo pozostawania na lewym pasie. Powiedział to jednak ogólnikowo, więc może miał na myśli coś innego? Nie wyjaśnił też dlaczego uważa, że obecne ograniczenie jest zbyt wysokie, więc trudno nam to komentować.

W dalszej części programu prowadzący jedzie po autostradzie, a za nim pojawia się Volvo, którego kierowca bardzo się zbliża do samochodu kierowanego przez pana Dworaka, wyraźnie dając w ten sposób sygnał, że chce jechać szybciej. Pan Dworak nie zjeżdża jednak na prawy pas, ponieważ wyprzedza inne pojazdy i rzeczywiście nie ma powodu, aby nie mógł dokończyć tego manewru. Następnie pojawiają się roboty drogowe i ograniczenie prędkości – prowadzący program zmniejsza prędkość, ale nie zjeżdża na prawy pas, co też jest zrozumiałe z uwagi na ciągłą linię. Nie to jednak, według pana Dworaka, jest powodem pozostania na lewym pasie:

Mam nadzieję, że nie będę miał pojazdów wiszących na lewym pasie, bo nie mam powodu zjeżdżać na prawy, natomiast mam powód ograniczyć prędkość – zgodnie ze znakami, które się w tym miejscu pojawiły.

Ponownie więc mamy tu doczynienia z sugestią, że jazda z maksymalną dopuszczalną prędkością zwalnia z obowiązku poruszania się prawym pasem, co jest już bardzo niepokojące. Ale oglądajmy dalej – co się dzieje kiedy roboty drogowe się kończą, a wraz z nimi zakaz wyprzedzania? Pan Dworak jedzie lewym pasem. A co robi mijając znak znoszący ograniczenie prędkości?

I dopiero w tym miejscu możemy – powoli – zacząć zwiększać prędkość (…). No i, proszę państwa, co się stanie? Podejrzewam, że stanie się to, co państwo widzicie. No właśnie… (głęboki oddech) No właśnie… No właśnie…

Co wywołało taką rezygnację u eksperta ruchu drogowego? Blokowanie przez niego lewego pasa skłoniło kierowcę Volvo do wyprzedzenia go prawym pasem (co oczywiście jest dozwolone, o czym pisaliśmy tutaj). Pan Dworak, zrezygnowany taką postawą, zastanawia się:

Czy ja muszę dołożyć tak, żeby noga była w podłodze?

W tym miejscu może przypomnijmy kilka zapisów ustawy Prawo o ruchu drogowym.

Art. 19, ust. 2, pkt 1:

Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością nieutrudniającą jazdy innym kierującym.

Art. 16:

2. Kierujący pojazdem, korzystając z drogi dwujezdniowej, jest obowiązany jechać po prawej jezdni (…)

3. Kierujący pojazdem, korzystając z jezdni dwukierunkowej co najmniej o czterech pasach ruchu, jest obowiązany zajmować pas ruchu znajdujący się na prawej połowie jezdni.

4. Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni

Żaden przepis nie określa, z jakim minimalnym przyspieszeniem powinna wzrastać prędkość pojazdu do jej dopuszczalnej wartości, ale, niestety dla pana Dworaka, żaden także nie określa maksymalnego dozwolonego przyspieszenia. Wspomniany jest za to obowiązek jazdy prawym pasem oraz nieutrudniania innym ruchu, a blokowanie lewego pasa bez powodu pod definicję utrudniania podpada. Innymi słowy, ekspert ruchu drogowego zachował się jak tak zwany „szeryf drogowy”, czyli kierowca powodujący utrudnienia na drogach w imię zmuszania innych do „prawidłowej” jazdy. Piszemy „prawidłowej” w cudzysłowie, ponieważ definicja prawidłowości zależy od wyobrażeń danego „szeryfa”. Przykłady tego typu zachowań zamieszczamy w sekcji video.

To, że pan Dworak nie rozumie tego, co właśnie się wydarzyło, udowadnia mówiąc:

Zobaczymy co będzie dalej z tym kierowcą. No, nie jedzie na razie szybciej, w związku z tym skąd ten pokaz, że on ma szybszy samochód? Czy my naprawdę, Polacy, musimy popisywać się? Czy my nie możemy jechać normalnie?

Okazało się więc, że kierowca Volvo nie był piratem drogowym. Po prostu musiał uznać pana Dworaka za ślamazarnego kierowcę, który blokuje lewy pas i nie wiadomo czy zamierza rozpędzić się do maksymalnej dopuszczalnej prędkości. Postanowił więc go wyprzedzić. Czy to koniec tego wątku? Nie, ponieważ swoją opinię wyraża również pani Beata Woroniecka – dziennikarka rozmawiająca z panem Dworakiem.

No, ale ten kierowca Volvo, który uczepił ci się zderzaka, postawił cię w bardzo niebezpiecznej sytuacji!

Coś nam chyba umknęło, bo niczego takiego nie zauważyliśmy. Pan Dworak jednak wtóruje dziennikarce:

Gdybym ja zmienił pas na prawy, to ten kierowca, który wcześniej postanowił mnie jednak tym prawym pasem wyprzedzić, nie dałby mi jakiejkolwiek szansy na wyjście z sytuacji niebezpiecznej. Taka jazda do tego doprowadza.

Innymi słowy, pan Dworak uważa, że gdyby zdecydował się na zmianę pasa na prawy, a na nim już znajdowałoby się Volvo, nie miałby wyjścia – musiałby w nie uderzyć. Nie mógłby przerwać manewru, o upewnieniu się czy w ogóle może go wykonać, nie wspominamy. Mimo wszystko przypomnijmy jednak, że według art. 22, ust. 4:

Kierujący pojazdem, zmieniając zajmowany pas ruchu, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa pojazdowi jadącemu po pasie ruchu, na który zamierza wjechać (…).

Najwyraźniej pana Dworaka ów zapis nie dotyczy. Boryka się on jednak z innymi problemami na autostradach:

Ten kierowca niejako zmusza mnie, że kiedy ustaną ograniczenia prędkości, to ja muszę położyć nogę na pedale przyspieszenia, jakbym kładł ciężki kamień, wydusić z siebie wszystkie możliwości silnika, bo jemu się spieszy. Wszyscy niech zjeżdżają na prawo, bo ja, król polskich autostrad, potrzebuję jechać 180, może 200 i wszyscy zjeżdżajcie! Wszyscy!

Pan Dworak wyraźnie ma sporą awersję do poruszania się prawym pasem i myśl, że mógłby na chwilę zjechać na prawo i ustąpić miejsca szybciej jadącemu kierowcy, wywołuje u niego reakcje alergiczne. Trudno nam ocenić całą sytuację i komentarz do niej. Zakładając, że mamy, mimo wszystko, do czynienia z ekspertem ruchu drogowego, nie sposób nie zacząć zastanawiać się, czy świadomie nie sprowokował on tej sytuacji. Czy nie było tak, że mając problem z trafieniem na niebezpieczne zachowanie jakiegoś kierowcy, które można było nagrać na potrzeby odcinka, doprowadził do tej, którą mogliśmy zobaczyć. A następnie z przesadną emfazą wytykał rzekome błędy. To trochę naciągana teoria, ale alternatywne wytłumaczenie jest takie, że ekspert występujący w telewizji zamiast interpretacji przepisów, przekazuje nam swoje błędne wyobrażenia na temat tego, jak powinno się jeździć po drogach.

Na szczęście nie cały odcinek przebiega w podobnym tonie i pan Dworak ma też sporo trafnych porad oraz uwag.

Mamy coraz większy problem z tym, że kierowcy nie utrzymują właściwego odstępu, że nie rozumieją, że przy prędkości 140 km/h ten odstęp minimalny, to 70 m.

Trafnie też zwraca uwagę na jeden z powodów takich zachowań, kiedy wjeżdża przed niego autokar, zmuszając do ostrego hamowania. Dlaczego jego kierowca zdecydował się na wymuszenie pierwszeństwa?

Ale z czego się to może brało? Dlatego właśnie, że ja utrzymywałem ten bezpieczny odstęp! Czyli u nas, jeśli nie jedziemy na zderzaku, to będziemy ciągle mieli problemy.

Jest tak faktycznie, że jeśli zachowujemy właściwą odległość od poprzedzającego pojazdu, zachęca to innych kierowców do wjeżdżania przed nas. Podobnie tego typu jazda nie przekona osoby na lewym pasie, żeby zjechała na prawy – będzie go blokowała w przeświadczeniu, że nie chcemy jechać szybciej, więc nie ma powodu zjeżdżać.

Pan Dworak słusznie również zauważa, że konieczne są zmiany w legislacji jasno określające dopuszczalny odstęp między pojazdami na autostradzie, a także dający policji i innym organom narzędzia do sprawdzania tego i nakładania mandatów na kierowców, którzy utrzymują zbyt małe odległości. Nie jest tajemnicą, że to właśnie niedostateczny odstęp jest przyczyną wypadków na autostradach, które łatwo mogą zmienić się w karambole. Tego typu przepisy funkcjonują (i są skrupulatnie egzekwowane) choćby u naszych zachodnich sąsiadów.

Ogólnie rzecz biorąc cały odcinek programu został odebrany nieprzychylnie przez internautów. Wśród kilkuset komentarzy wiele jest nieprzychylnych panu Dworakowi, a liczba negatywnych ocen jest dwa razy wyższa, niż pozytywnych. I trudno się temu dziwić.

Najnowsze