Katarzyna Frendl

Taddy Błażusiak 6. raz Mistrzem Świata!

W sobotę, 14 marca, we Francji odbył się finałowy przystanek Mistrzostw Świata SuperEnduro. Podczas wczorajszego, ostatniego przystanku serii Błażusiak zajął trzecie miejsce. Wynik ten pozwolił mu utrzymać znaczne prowadzenie w klasyfikacji generalnej i po niemalże idealnym sezonie, Tadeusz Błażusiak zdobył szósty tytuł Mistrza Świata SuperEnduro!

Po pięciu rundach Mistrzostw Świata zawodnik ORLEN Team przystępował do rywalizacji w Grand Prix Francji z bezpieczną, dającą duży komfort  41 punktową przewagą nad drugim w klasyfikacji generalnej Brytyjczykiem Davidem Knightem.

W sobotę uwaga całego środowiska enduro zwrócona była w kierunku Cahors, gdzie rozgrywało się GP Francji, a jednocześnie finał Mistrzostw Świata. Od początku zawodów widać było, że Błażusiak nastawiał się na ostrożną, ale i pewną jazdę w czołówce. W pierwszym wyścigu Polak przyjechał na metę na trzeciej pozycji, w kolejnym zajął drugą lokatę, a trzecią rundę znów zakończył za Walkerem i Webbem. W rezultacie stanął na trzecim miejscu podium ostatniego przystanku w sezonie. Taddy jednak mógł być spokojny o wynik w całej serii, bowiem, w dotychczasowych wyścigach zgromadził 42-punktową przewagę nad rywalami. Po raz szósty z rzędu, z rezultatem 320 punktów na koncie, zdobył tytuł Mistrza Świata SuperEnduro! Drugie miejsce zajął z wynikiem 282 punktów Cody Webb z USA, a trzecie miejsce przypadło Jonnemu Walkerowi z Wielkiej Brytanii (277 punktów).

– Jestem szczęśliwym człowiekiem. Niesamowite jest zdobyć ten tytuł po raz szósty. Dziś najważniejsze było dla mnie zapewnienie sobie tytułu. Byłem świadomy przewagi nad innymi zawodnikami, więc skupiłem się na bezpiecznym dojechaniu do mety i unikaniu jakichkolwiek pomyłek – powiedział Błażusiak.

Podczas gdy Tadeusz Błażusiak jechał spokojnie po tytuł, główna walka wieczoru, o zwycięstwo w GP Francji, rozgorzała pomiędzy Coddym Webbem a Jonnym Walkerem. Webb, zwycięzca z Brazylii, miał wymarzony początek zawodów. Zdobył SuperPole oraz wygrał pierwszy wyścig przed swoim rywalem Walkerem. Smaczku tej rywalizacji dodawał fakt, że inny najpoważniejszy pretendent do podium, David Knight, z powodu choroby musiał wycofać się ze startów. Ostatnie dwa wyścigi wygrał Jonny Walker, co dało mu jego pierwsze zwycięstwo w karierze w zawodach SuperEnduro. Na uwagę zasługuje także zawodnik teamu Husqvuarny- Alfredo Gomez, który mimo złamanego palca podczas wyścigu, dojeżdzał za każdym razem na czwartym miejscu.

– To był fantastyczny sezon! Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Sięgnąć po tytuł Mistrza Świata po raz szósty to coś niesamowitego. Dzięki przewadze wypracowanej we wcześniejszych zawodach, ostatnią rundę mogłem jechać spokojnie i kontrolować sytuację na torze. Wiedziałem, że czołówka będzie atakować, mnie potrzebny był spokojny i bezpieczny przejazd – podsumowuje Błażusiak.

Tadeusz „Taddy” Błażusiak podczas całego sezonu zapewnił swoim fanom wspaniały spektakl doskonałych umiejętności i woli walki. Po raz kolejny udowodnił, że to Polak jest niekwestionowanym królem dyscypliny!

Klasyfikacja końcowa Mistrzostw Świata SuperEnduro 2015
1. Tadeusz Błażusiak   320 punktów
2. Cody Webb               282 punkty
3. Jonny Walker            277 punktów
4. David Knight             231 punktów
5. Alfredo Gomez         212 punktów

Źródło: Red Bull, Orlen

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Wrocławskie Targi Motocyklowe 2015 – relacja i galeria!

W dniach 14-15 marca odbyły się Wrocławskie Targi Motocyklowe. A na nich klasyka łączyła się z nowoczesnością, podróże ze sportem i wszystko, czego potrzebują motocykliści, znalazło się w jednym miejscu - we wrocławskiej Hali Stulecia.

Goście Specjalni

Targi motocyklowe to nie tylko „przedmioty pożądania”, ale również ludzie i bardzo interesujące rozmowy. Na głównej scenie, a także w oddzielnej sali dla podróżników oraz przy poszczególnych stoiskach – można było poznać i porozmawiać z motocyklowymi, ponadprzeciętnymi pasjonatami.

Tuż przy wejściu spotkaliśmy zespół MotoBros, który szykuje się do motocyklowego startu w sierpniowym „Złombolu” i zbiera kasę dla dzieciaków:

{{ tn(8647) left }}– Na 9. edycję „Złombola” pojedziemy 33-letnią Jawą 350 z bocznym wózkiem i będziemy pierwsi w historii tej imprezy z takim modelem. Rozpoczęliśmy jednocześnie zbiórkę pieniążków dla dzieciaków z Domów Dziecka i mamy już kwotę minimalną, wymaganą przez organizatora, ale chcemy uzbierać dla nich dużo więcej! Jedziemy zdobyć najwyższą przełęcz we włoskich Alpach, a przed nami dystans ok. 2700 kilometrów. Będzie to trudne dla naszej maszyny ze względu na wysokości i nieco boimy się tych zjazdów, bo do dyspozycji mamy tylko hamulce bębnowe. Zabierzemy też sporo części zamiennych i wszystko, co potrzebne w podróży, bo radzić musimy sobie sami, choć zawsze można liczyć na pomoc innych uczestników rajdu – opowiadał Artur Jaskólski, który na trasę wyjedzie ze swoim bratem – Miłoszem (http://motobros.org). Trzymamy kciuki!

Nieco dalej, na stoisku Suzuki rozpoznaliśmy Weronikę Kwapisz, która ma już za sobą dwie, poważne wyprawy motocyklowe i właśnie wydała swoją, pierwszą książkę:

 – „Wszystko zaczyna się od marzeń” to moja pierwsza książka – opowiada o tym, jak motocyklem Suzuki VanVan 125 okrążyłam Europę od Albanii, aż po sam Gibraltar, 12 tys. kilometrów. Druga książka jest jeszcze w trakcie prac, a będzie o podróży po Stanach Zjednoczonych 20 tys. km na motocyklu Triumph Bonneville. Podróżowałam trasami lokalnymi, więc i jeden, i drugi motocykl świetnie się sprawdził. Podczas tych wypraw nauczyłam się nie bać, bo ludzie są bardzo otwarci na podróżników, a jeszcze, jak się okazuje po ściągnięciu kasku, że jestem kobietą – to już jest przesympatycznie! Wszyscy chcą mi pomagać, zapraszają do siebie i polecają fajne miejsca. Moja książka udowadnia, że marzenia się spełniają i warto o nie walczyć! A najpiękniejszą recenzję wystawiają mi czytelnicy, gdy mówią, że czytając moją książkę czują się tak, jakby sami podróżowali.

Wielu z nas czeka na taki, idealny moment do rozpoczęcia podróżowania, problemem jest praca, brak pieniędzy i rodzina, która hamuje nasze zapędy. Można wymyślać tysiące wymówek, ale marzenia trzeba chwytać i realizować, bo się obudzimy za 20 lat, a nasze one nadal będą, jedynie w szufladzie. Co będziemy wtedy wspominać? Nad moim łóżkiem zawsze wisi mapa kolejnej podróży i nie jest łatwo, są chwile zwątpienia, ale trzeba walczyć o ten cel – przekonywała Weronika, która także zdradziła nam, że jej kolejnym marzeniem do spełnienia jest Nowa Zelandia!

 {{ tn(8644) left }}

Na targach spotkaliśmy także Asię i Daniela z „Dalej się nie da?!”, którzy opowiadali na scenie i w sali podróżników o swojej wyprawie śladami Haliny i Stanisława Bujakowskich z Drusennik do Chin. Asia opowiadała nam historię tej podróży w wywiadzie: https://www.motocaina.pl/artykul/motocyklem-dalej-sie-nie-da-wywiad-z-joanna-sobkowska-8205.html . Na scenie z podróżnikami rozmawiała Ania Jackowska, która ze swoim bogatym doświadczeniem w drodze, bardzo dobrze wiedziała o co zapytać swoich gości. Wystąpili jeszcze ojciec podróżujący  {{ tn(8654) left }}motocyklem z 11-letnią córką i „One temu winne”, czyli Basia i Grażyna, które w 2013 roku pojechały razem przez Ukrainę i Rosję do Gruzji. Na pokazie zdjęć i filmu mogliśmy zobaczyć, jak niełatwa to była podróż, ale motocyklistki były do niej świetnie przygotowane, bardzo dużo się wcześniej szkoliły i trenowały jazdę w trudnych warunkach. Wykorzystaliśmy moment, by dopytać, czy są jakieś nowe i czy wspólne, plany podróży. Obie panie pozostają nadal wierne Hondzie Transalp. Grażyna później była jeszcze motocyklem w Czarnogórze, a w przyszłym sezonie priorytetem jest  u niej remont mieszkania. Natomiast Basia zakochała się w Gruzji i wracała tam, by pojeździć, wynajętymi na miejscu motocyklami crossowymi. Poleca także bezstresowe wyprawy z enduro-tour, gdyż oni wiedzą jak wyglądają i gdzie są tamtejsze drogi, którymi warto pojechać. W tym sezonie planuje natomiast wrócić tam, ponownie na swoim motocyklu, ale z męską ekipą.

Nowości

Wśród modeli już znanych i docenianych pojawiły się nowe min. naked ze sportowym zacięciem – Kawasaki Z300, żądny przygód Suzuki V-Strom 650XT, czy niepozorny, ale trafiający prosto w serce – Ducati Scrambler.

 {{ tn(8657) left }}Na stoisku Yamahy wielką popularnością cieszył się oczywiście model YZF-R1, ale to nie o nim mówiło się w temacie tej marki najwięcej… Większym zaskoczeniem były kombinezony zespołu CM Motorland, które jednym przypominały śpiochy, innym kojarzyły się z pidżamką, tak czy siak – wyglądały słodko! Mężczyźni paradowali w niebieskich, a jedyna kobieta w czerwonym i to ją spytaliśmy o genezę tego pomysłu:

– Pierwszy raz pokazaliśmy się w takich kombinezonach, a na pomysł wpadła jedna z kobiet, która gdzieś taki model wypatrzyła. Panowie byli zadowoleni, choć jednego trzeba było przekonywać ok. 30 minut, żeby się w to ubrał. Ale pomysł był świetny, jesteśmy rozpoznawalni i wiele osób pyta, gdzie taki strój można zakupić, i czy czerwone to damskie, a niebieskie męskie (śmiech). Niestety nie mamy ich w sprzedaży, powstały specjalnie na tę okazję – opowiadała Agnieszka z Motorlandu.

Unikaty

{{ tn(8660) left }}Na stoiskach, a także w kuluarach głównej sali były prezentowane wypieszczone motocykle custom (które brały udział w konkursie), odrestaurowane perełki min. ze zbiorów Muzeum Motoryzacji Topacz, a także zupełnie odlotowe projekty motocykli. Naszą uwagę zwrócił również trójkołowy skuter Handiscoot do podróżowania na wózku inwalidzkim.

Wszystkie motocykle custom przyciągały wzrok, często zaskakiwały (niektórymi nie pogardziłby sam Batman czy Joker) i cieszyły się bardzo dużą popularnością. Cieszy fakt, że już nie tylko zakup motocykla, ale także włożenie w niego nieco pracy, by był niepowtarzalny – staje się popularnym trendem.

  

Poznajcie Tucsona, bezpańskiego psa, który został konsultantem samochodowym Prime Hyundai

Naszą uwagę zwrócił ciekawy model motocykla, którym można się poruszać z kat. B, zbudowany przez Cleveland Motorcycles model The Heist:

 {{ tn(8659) left }}– Moja firma się sprzedażą cruiserów i chopperów, więc szukałem modelu tego typu, który będzie odpowiadał wymaganiom motocykla na kat. B. Bardzo często klienci pytali mnie o lekki, bezpieczny i ładny motocykl dla swoich żon. Z końcówką 2014 roku zostaliśmy importerem na rynek polski marki Cleveland i zaczynamy od tego modelu, ponieważ ma swój indywidualny styl i jest inny od reszty, nieco plastikowych, modeli 125-tek sprowadzanych do kraju. Motocykl oryginalny kosztuje 11.900 zł brutto, a wersja lekko przez nas przerobiona (krótki błotnik, wolny wydech, inne sprężyny i detale) to koszt 13.800 zł. Pomysł wyszedł od Scotta Colosimo, młodego projektanta i wykładowcy designu, który swój projekt wprawdzie realizuje w Chinach, jednak z zachowaniem wysokich standardów jakości. Motocykle Cleveland są rozprowadzane w 17 krajach i można powiedzieć, że jest to model już przetestowany i sprawdzony, ma także balanser silnika, który łagodzi drgania. Nie mamy problemu z dostępnością części (2 lata gwarancji lub 6 tys. kilometrów), a dodatkowym atutem marki jest wiele możliwości indywidualnej stylizacji motocykla i akcesoriów do wyboru. Można wybrać spośród 5 kolorów, a także dobrać wydech, siedzenie, kierownicę, sakwy w wielu kolorach – opowiadał Wojciech Hause, właściciel firmy Polkom.

Motocyklowe Szkoły

Na stoiskach można było zapoznać się z całą gamą dostępnych na rynku produktów motocyklowych, elementów ubioru motocyklisty, czy ofert szkół nauki jazdy i doskonalenia techniki jazdy. Rozmawialiśmy z przedstawicielami dwóch szkół doskonalenia techniki jazdy motocyklem (Speed Day i Szkolenia Motocyklowe Jarosław Chomicz) i bardzo ucieszył nas fakt, że dostrzegli oni potrzebę tworzenia takich szkoleń w grupie, jedynie kobiecej:

{{ tn(8656) left }}– W zależności od ilości kobiet na szkoleniu – pytamy je, czy chcą mieć swoją, wyodrębnioną grupę. Chodzi o to, żeby kobiety nie rywalizowały z mężczyznami, a chyba bardziej o to, żeby mężczyźni nie chcieli im imponować (śmiech). To jest chyba najgorsze, choć może nie… Jeszcze gorzej, jak kobieta coś zrobi lepiej! Wtedy się zaczyna… (śmiech) A to się zdarza coraz częściej, bo liczba motocyklistek rośnie i one bardziej przykładają się do nauki. Gdy są u nas drugi, trzeci raz – to ich postępy są kolosalne! Bardzo nas to cieszy – mówił Jacek Molik (Speed Day).

 {{ tn(8661) left }}A prawdziwą szkołę prowadzenia i niesamowitego panowania nad maszynami – dali nam stunterzy, podczas licznych pokazów na zewnątrz hali. I nie straszna im była mokra aura w sobotę, choć w niedzielę warunki były bardziej sprzyjające, także dla oglądających te popisy.

Warto było uczestniczyć w tym wydarzeniu i każdy, komu motocykle są bliskie, z pewnością znalazł tam coś dla siebie. Bo tak, jak my ludzie różnimy się od siebie, tak różne bywają motocykle, ale ich serca i nasze serca potrafią bić tym samym rytmem.

Najnowsze

Test Opel Adam Slam 1.4 100 KM – pokuszenie

Wszystkim jest znana biblijna przypowieść, w której to Ewa skusiła Adama. Dziś role nieco zmieniły kierunek - to mały Opel Adam wystawia się na pokuszenie. Na niejedną Ewę czeka ciężka próba, a i mężczyźni muszą mieć się na baczności. Jest mały, ale apetyt na sukces ma ogromny. Czy wrażenia z jazdy mogą przypominać raj?

Gabarytami ustępuje popularnej Corsie, jednak wesoły Adam pozbawiony jest kompleksów. Wskoczył na rynek w 2013 roku – mały, pewny siebie i kipiący urokiem. W dobie, kiedy mikro samochody robią się po prostu modne, a konkurencja prezentuje wymyślne twory, Opel  zaprojektował bardzo ładne auto, które dobrych chęci ma aż w nadmiarze. A że dobrymi chęciami podobno piekło jest wybrukowane, warto się przekonać, czy to oby prawda.

Pierwsza jazda Oplem Adamemi nasze wrażenia tutaj.

Kolor lakieru jest czarny jak noc (I Will Be Black), ale dach pozostał biały niczym mleko (element pakietu White My Fire). Biorąc pod uwagę spore, aluminiowe obręcze (17 cali), również w białym kolorze, ciężko tu nie dostrzec innego asa stylu – wielbionego przez wszystkich niemieckiego MINI. Ale Opel Adam to indywidualista; swoisty oryginał nie do podrobienia. Liczba pakietów i możliwości indywidualizacji może przyprawić o solidny zawrót głowy. Są za to szanse, i to całkiem spore, że dwóch takich samych Adamów raczej nie spotkamy. Kolor lakieru to tylko połowa sukcesu, bo uzupełnieniem jest ładny kształt nadwozia. Adam subtelnie roztacza wokół siebie urok, skutecznie wiodąc mnie do swego wnętrza.

GP Portugalii: Lewis Hamilton rekordzistą wszechczasów

Kabina pasażerska – kuszące  jabłuszko
Wnętrze swoim stylem po prostu urzeka; na tak małej powierzchni tyle ładnych rzeczy. W pierwszej kolejności rzuca się do oczu białe tworzywo na desce rozdzielczej – matowe, lecz mieni się perłową poświatą (będące elementem pakietu „White” dostępnego za dopłatą 1400 złotych). Projektanci Opla naprawdę zaskakują. Popisali się również w kwestii tapicerki – wycięte ze skóry finezyjne wzory zostały naniesione na czarny materiał. Całość przypomina małe dzieło sztuki, tylko zamiast w Luwrze siedzę w samochodzie.

Porsche Panamera ustanawia rekord okrążenia na północnej pętli toru Nürburgring

Mimo że ładne rozwiązania wyskakują niczym królik z kapelusza, Opel Adam wcale nie jest rasowym iluzjonistą – nie dostaniemy tu ani krzty więcej, niż ten samochód może nam dać. Dlatego też tylna kanapa praktycznie nie istnieje, a skromny bagażnik jest tu wręcz symboliczny (170 litrów). Torba na siłownię i butelka wody – to wszystko, co możemy zabrać ze sobą. Jednak dzięki temu z przodu miejsca dla kierowcy i pasażera jest naprawdę sporo i każdy z pewnością tu zajmie wygodną pozycję. Wszelkie funkcje można znaleźć za dużym, centralnie umieszczonym ekranem dotykowym, a każda z nich w obsłudze jest niemalże banalna. Gniazdko USB szybko i bezproblemowo „zassie” muzykę z podłączonego odtwarzacza mp3. A że muzyka płynie z głośnika, warto podkreślić czystość brzmienia audio. Te w testowanym egzemplarzu pochodzą od marki Infiniti i barwą dźwięku z pewnością nie rozczarują żadnego audiofila.

Porsche Panamera ustanawia rekord okrążenia na północnej pętli toru Nürburgring

Jazda – czy mały może więcej?
Masa tego zucha to 1135 kilogramów – pozornie niedużo, ale najmniejszy podopieczny Opla mógłby jednak nieco schudnąć. Nadzieją na radość z jazdy jest benzynowy silnik o pojemności 1.4 oraz mocy 100 KM – jeden z trzech dostępnych w ofercie (1.0 , 1.2 i 1.4 Ecotec). Diesla brak i taki ruch ze strony producenta nie powinien dziwić. W końcu Adam został stworzony z myślą o życiu w miejskim zgiełku, a jak wiadomo – długie postoje w korkach nie mających końca na kondycje diesla wpływają dość niekorzystnie. Gdyby jednak jakikolwiek wysokoprężny silnik zawitał do tej skromnej palety, z pewnością skusiłby niejednego nabywcę wyższym momentem obrotowym, którego w tym przypadku po prostu zabrakło. Bo może i liczba koni całkiem spora, ale moment zbyt niski (130 Nm przy 4000 obr/min) aby przełamać jakąkolwiek barierę, niekoniecznie dźwięku. Wystarczy jednak skoncentrować uwagę na stylu prowadzenia, aby natychmiast puścić w niepamięć tych kilka brakujących elementów układanki. Przewagą benzynowej jednostki napędowej jest z pewnością cisza, z jaką pracuje. Nawet wychłodzona po całonocnym postoju, tuż po uruchomieniu zachowuje wręcz nienaganne maniery. Co więcej, utrzymują się one również podczas większych prędkości. Silnik przypomni nam o sobie dopiero w momencie, kiedy zechcemy sięgnąć po ww. maksymalny moment obrotowy (ukrył się w okolicach 4000 obr/min.). Do współpracy przydzielono mu 5-biegową, manualną skrzynię biegów, której praca dźwigni również zasługuje na spore słowa pochwały. Każde z przełożeń posłusznie wskakuje na swoje miejsce z przyjemną dokładnością. Do tego skoki dźwigni są bardzo krótkie, dzięki czemu wrzucanie kolejnych biegów jest czystą przyjemnością. W ruchu miejskim to wcale nie pozostaje bez znaczenia.

O kocich ruchach Adama można napisać nawet kilka testów, bo ten samochód porusza się zwinnie niczym pantera. Parkowanie przodem, tyłem, równolegle czy jakakolwiek inna akrobacja, jeszcze nigdy nie była tak łatwa i przyjemna. Jednak kiedy już zaparkujemy nawet w najmniej dostępnym dla innych samochodów miejscu, może się okazać, że nigdy nie wysiądziemy – drzwi Adama (a jest ich jedna para) są tak ogromne jak w samochodzie Batmana. Do tego są ciężkie, zatem wysiadanie na zatłoczonym parkingu może być swoistą szkołą przetrwania.

Średnie zużycie paliwa w cyklu miejskim sięgnęło w naszym teście 8,5 litra. Niższy poziom, 7,8 litra, udało się osiągnąć jedyne przez chwilę, a to nie jest wynik, jakiego oczekuje się od małego, miejskiego samochodu. Opel Adam to zatem mężczyzna przystojny, atrakcyjny i zadbany, jednak z niemałym apetytem na nasze oszczędności.

{{ tn(8641) left }} Po wspólnym tygodniu
Opel Adam to obecnie jedna z najciekawszych propozycji na rynku, jeżeli chodzi o miejskie „resoraki”. Projektanci skutecznie zadbali, aby dzięki sporej liczbie pakietów i kolorów zakup tego samochodu był prawdziwą zabawą. Konfiguracja własnego Adama pod tym względem do złudzenia przypomną zabawę klockami LEGO – któż tego nie lubi robić? Do tego wnętrze zostało wykończone mieszanką finezji i materiałów bardzo dobrej jakości. Jego ceny zaczynają się od 43 300 złotych, a wszelkie dodatki wymagają dodatkowych inwestycji. Jeżeli ktoś skutecznie chce wyróżnić się z tłumu, to ten samochód jest przepisem na sukces.

Na TAK:
– bardzo ładna kabina pasażerska
– ciekawy pomysł z dwukolorowym nadwoziem
– cicha praca silnika

Na NIE:
– zbyt wysokie zużycie paliwa
– zbyt duże i ciężkie drzwi
– odrobinę za mały bagażnik

Opel Adam Slam 1.4 100 KM dane techniczne:
Silnik – benzynowy R4, 16V
Pojemność – 1398 cm3
Moc – 100 KM przy 6000 obr./min.
Moment obrotowy – 130 Nm przy 4000 obr/min
Skrzynia biegów – manualna, 5 biegowa
Napęd – na przednią oś
Zawieszenie przód – kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył – belka skrętna
Pojemność bagażnika – 170 l
Długość/szerokość/wysokość – 3698/1720/1484 mm

Najnowsze

Geneva Motor Show 2015 – znaleźć się po drugiej stronie. Felieton

Ludzie, którzy wybudzają się ze śpiączki klinicznej twierdzą, że byli „tam” - po drugiej stronie. Jest wiele słów, za pomocą których próbują opisywać szczegóły tej „wycieczki”, ale co do jednego zawsze są zgodni - jest to przeżycie po prostu wyjątkowe. Ja również byłam po tej drugiej stronie - na salonie samochodowym Geneva Motor Show.

Jest miastem, które skupia największą liczbę organizacji międzynarodowych. Ponad połowa mieszkańców ma zagraniczny paszport. Genewa to na co dzień europejskie, prestiżowe miasto. Ale raz do roku przeistacza się w mekkę motoryzacji. Wprawdzie to tylko kilka krótkich dni, ale to, co się tu dzieje, bacznie obserwują oczy całego świata. Każdy motoryzacyjny fan chce tam być, nie wszystkim jest to dane. Dmuchałam świeczki na torcie przez kilka dobrych lat, aby w końcu móc stać się częścią tego spektakularnego wydarzenia.

Naszą pełną relację z Geneva Motor Show 2015 z wymienionymi wszystkimi nowościami producentów przeczytasz tu.

Wysiadam z samolotu, robię głęboki wdech. Motoryzacyjną atmosferę wyczuwa się w powietrzu – na genewskim lotnisku. Im mniejszy dystans dzieli mnie od Palexpo (hal wystawowych), tym więcej reklam „salonu” uśmiecha się do mnie zza każdego rogu. Przekroczenie progu i wejście na halę, to moment, który do końca życia pozostanie w mojej głowie – tornado uczuć, tsunami radości, wrażenie, że jutra mogłoby już nie być. Na powierzchni rozmiarów miasteczka Wilanów odbywa się samochodowe rozdanie Oskarów. Blichtr i bogactwo wszelkich nowości, a wszystko to w błyskach prasowych fleszy. A że impreza jest najwyższej rangi to i stosowny strój jest mile widziany.

Jak co roku światowi moto-projektanci dali upust swej bujnej wyobraźni. W efekcie na każdym stoisku został malutki kawałek mego serca. I tak jeden z nich skradł nowy Opel Corsa OPC – rasowy sportowiec niedużych rozmiarów. Kiedy z kolei ujrzałam model GS-F poczułam, że Lexus właśnie mi się oświadcza. U Mazdy wszystkie „panie” zostały odziane w  czerwony odcień lakieru, choć niewątpliwą gwiazdą stoiska była MX5 – wielbiona przez miliony fanów na świecie. Nie zabrakło również ekologicznych nowości; czyż dobro planety nie jest najważniejsze? Audi, które sport ma zaszyty pod każdym centymetrem karoserii, w Genewie zaprezentowało elektryczne modele sygnowanie znakiem e-Tron. Mercedes również przedstawił światu swojego ekologa – klasę C 350 Plug in Hybrid. Maybach z kolei doszedł do wniosku, że rozmiar ma jednak znaczenie i zdecydował się przedstawić szczyt swoich możliwości. Model S600 mierzył 5,5 metra długości i z całą pewnością widać go było z powierzchni Księżyca. Dunlop zaś skutecznie przekonywał gości, że przyszłość jest w oponach, niekoniecznie tych na brzuchu. Prototypy z równie finezyjnym bieżnikiem co dzieła Picassa, już dziś potrafią samodzielnie wytworzyć energię elektryczną. Zaś te gładkie jak lustro i twarde jak diament wytrzymują w najcięższych wyścigach każde zmagania. Mówi się, że marka obroni się sama, ale BMW traktuje to z lekkim przekąsem. Bawarski ekspert w dziedzinie luksusu zaprezentował 7-osobowego vana, a to spory ukłon w kierunku rodzinnych wartości. I kiedy już jestem pewna, że nic mnie nie zaskoczy, Volvo udowadnia, że jednak jestem w błędzie. Model XC90, w matowym lakierze nadwozia koloru głębi oceanu, skutecznie owija sobie moją duszę wokół prawego, przedniego koła.

Ktoś się zapyta o kobiece akcenty. Tych nie zabrakło, zresztą jak co roku. Szpilki, spódniczki, kolorowe paznokcie – młodziutkie hostessy dopełniały kompletu reważeń wzrokowych. Kto wie, może kiedyś stoiska producentów ozdobią także panowie?

Na salonie w Genewie można spędzić tydzień, obejrzeć wszystko i schodzić trzy pary butów – wrażenia mieć w głowie, w sercu, w aparacie, a i tak na końcu nadal nie chcieć stąd wyjeżdżać. Można się poczuć jak dziecko w Disneylandzie, jak pstrąg w górskim potoku, jak Gagarin na Księżycu. Dotknąć tych samochodów, zasiąść w ich przepięknym wnętrzu. Mimo że sporo z nich na zawsze pozostanie tylko koncepcją…

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Testy Gosi Rdest w serii Audi Sport TT Cup oraz jej wyścig w Mugello

Gosia Rdest to jedyna Polka, która w tym roku będzie regularnie występować w dwóch międzynarodowych seriach wyścigowych. Przygotowania do właściwego sezonu młodej zawodniczki idą pełną parą. Właśnie zakończyła zgrupowanie sportowe oraz testy przed rozpoczęciem Audi Sport TT Cup.

W najbliższy weekend wystartuje w drugiej rundzie 24h Series, która zostanie rozegrana na włoskim torze Mugello. Gosia dołączy do teamu R8 Motorsport, będzie jednym z trzech kierowców zasiadających za kierownicą Volkswagena Golfa GTI wystawianego przez Volkswagen Racing Polska.

Przed rozpoczęciem rywalizacji w Audi Sport TT Cup 18 kierowców wyselekcjonowanych do monomarkowego pucharu wzięło udział w pięciodniowym fitness campie w niemieckim Allgäu. Test przygotowania fizycznego sprawdzano podczas takich konkurencji jak: biathlon, biegi górskie, spinning czy trening obwodowy. Zawodnicy trenowali m.in. pod okiem trzykrotnego zdobywcy medalu olimpijskiego w biathlonie Michaela Greisa oraz Mistrza Świata w biegach górskich Helmuta Schießla. Po zakończeniu obozu zawodnicy polecieli na dwudniowe testy na tor do Barcelony. Kierowcy przejechali w łącznie 1,584 okrążeń mierzącego 4.655 kilometrów toru.

{{ tn(8634) left }} – Dwa dni testowe Audi TT Cup za nami. Na torze w Barcelonie auto spisywało się fantastycznie – ponad moje oczekiwania. To prawdziwy samochód wyścigowy. Jazda nim dostarcza niesamowitych wrażeń. Do tego to świetny tor, gdzie można było wykorzystać pełen potencjał Audi. Różnice czasowe między zawodnikami były niewielkie, cała stawka zmieściła się w max. 1,5 sekundy, poziom mamy więc wyrównany a sezon zapowiada się ciekawie. Cieszę się, że jestem w szczęśliwej, pucharowej 18-tce! – mówi Gosia Rdest.

Kolejne testy wyścigowych Audi TT zaplanowane są na koniec kwietnia. Już w najbliższy piątek Gosia Rdest zasiądzie za kierownicą Volkswagena Golfa GTI przygotowanego przez Volkswagen Racing Polska. Wraz z Adamem Gładyszem oraz Dominikiem Kotarbą – Majkutewiczem będzie reprezentowała barwy R8 Motorsport podczas długodystansowego wyścigu, który odbędzie się na torze Mugello w Toskanii. Zawody rozpoczną się w piątek, 13 marca o 13:30.

– Wyścig w Mugello będzie świetną okazją do wjeżdżenia się w Golfa przed kwietniowymi testami Volkswagen Golf Cup, które odbędą się na Slovakiaringu. niesamowicie spodobały mi się wyścigi długodystansowe, to fantastyczny sprawdzian wytrzymałości i koncentracji oraz cenne kilometry, które mam nadzieję, będą procentować w tym sezonie podczas kolejnych zawodów. Na Mugello jedziemy w mniejszym składzie,  niż było to w Dubaju, wyścig jest też podzielony na dwa etapy, jest więc więcej czasu na regenerację. Nie mogę doczekać się kilometrów na torze. Wcześniej nie miałam okazji się ścigać na tym obiekcie, poznawałam go jedynie na symulatorze – podsumowuje Gosia.

Trzymamy kciuki!

Najnowsze