T1 Bulli z 1950 roku – najstarszy na świecie van Volkswagena dopuszczony do ruchu

Dokładnie 70 lat temu z linii produkcyjnej zakładu w Wolfsburgu zjechał van pierwszej generacji (T1) w kolorze gołębiego błękitu i podwoziem o numerze 20-1880. Trafił on do fabryki w Hildesheim i miał być przeznaczony do użytku komercyjnego, by służyć do transportu towarów z punktu A do B.

Produkcja pojazdów „VW Transporter” typu 2 (Typ 1 to VW Beetle) ruszyła pełną parą 8 marca 1950 r.. Bulli – bo tak nazywano wozy typu 2 – był jaśniejącym punktem w czasach niemieckiego cudu gospodarczego i szybko okazał się ulubieńcem na rynku. 5 sierpnia tego samego roku z taśmy montażowej zjechała niebieska furgonetka o numerze podwozia 20-1880, będąc pierwszym Bulli’m w tej części Dolnej Saksonii. Po drogach i wąskich uliczkach Hildesheim jeździła przez 23 lata, po czym sprzedano ją pasjonatowi samochodów.

Nie zagrzała tam jednak miejsca. Między 1973 a 1992 rokiem co jakiś czas zmieniała właścicieli. Ostatni z kolekcjonerów postanowił się jej w końcu pozbyć, jednak okazało się to niezwykle trudne. Nie pomogły ogłoszenia publikowane w magazynie prowadzonym przez fanklub „Brezelfenstervereinigung e.V.”. Wszystko wskazywało na to, że używany „samochód użytkowy” nie był w tamtych czasach szczególnie atrakcyjny dla potencjalnych nabywców. Sprawy nie ułatwiały też realia rynku prasowego, ponieważ ogłoszenie nie zawierało zdjęcia i mogło mieć maksymalnie trzy wiersze tekstu. Właściciel tak długo ponawiał swoją ofertę, dopóki nie trafił na nią Dane Tonny L.. Kiedy w rozmowie telefonicznej Tonny dowiedział się, że pojazd ma najniższy znany wówczas numer podwozia wśród modeli Bulli, kupił auto w ciemno!

T1 Bulli z 1950 roku – najstarszy na świecie van Volkswagena dopuszczony do ruchu

W dumnym wieku 42 lat samochód trafił do Danii. Choć pojazd miał przejechane niespełna 100 000 kilometrów, do nowego miejsca dotarł na ciężarówce. Aby po 19 latach poza drogą mógł znowu wyruszyć na szlak, wymagał gruntownej naprawy. Nowy właściciel od razu wiedział, że dokonał dobrego wyboru i postanowił nadać swojej nowej zdobyczy imię. Wybrał „Sofie” – na cześć pierwszego modelu T1 dostarczonego na wyspy.

Prace nad „Zosią” ruszyły z początkiem wejścia w XXI wiek. Pełna renowacja była tak kosztowna i czasochłonna, że zakończyła się dopiero po 3 latach – wiosną 2003 roku. Pierwszą jazdę próbną odbyli wspólnie na zlot VW w Bad Camberg. Podróżując razem po Europie pokonali ponad 20 000 kilometrów. Często odwiedzali zloty Bulli, gdzie Sofie zawsze stanowiła główną atrakcję. Nic dziwnego, że ta niezwykła furgonetka w odcieniu gołębiego błękitu zdobyła nagrodę „Najpiękniejszego Bulli”. Zawsze była także najstarsza ze wszystkich.

T1 Bulli z 1950 roku – najstarszy na świecie van Volkswagena dopuszczony do ruchu

Choć przeżyli wspólnie emocjonujące chwile, przyszedł czas kiedy Tonny poczuł, że jest już za stary, aby wciąż być w „drodze”. Chętniej przebywał w domu, niż w dalekich trasach. Nie chciał jednak, żeby Sofie znowu zastygła pod zakurzoną plandeką i marzył, by jego wóz nadal cieszył oczy fanów motoryzacji.

Okazja do ofiarowania pojazdowi nowego życia pojawiła się w 2014 roku. Podczas wizyty następcy tronu Danii w Volkswagen Commercial Vehicles w Hanowerze, towarzyszący spotkaniu importer wspomniał o Duńczyku, który jest właścicielem modelu Bulli z 1950 roku i szuka dla auta nowego domu. Niedługo później z Tonnym skontaktował się przedstawiciel działu oldtimerów VWCV.

T1 Bulli z 1950 roku – najstarszy na świecie van Volkswagena dopuszczony do ruchu

Dyskusje trwały bardzo długo, ale ostatecznie właściciel nie mógł ukryć ekscytacji, że Sofie miała szansę stać się ważną częścią kolekcji Volkswagen Samochody Dostawcze: „Dlatego wolałbym sprzedać wam Sofie, gdzie nadal będzie mogła wywołać uśmiech na twarzach ludzi… :-)”. Umowa stała się więc faktem, a najstarszy błękitny Bulli przyjechał do Hanoweru, określanego miastem Bulli. Tonny nie ukrywał wzruszenia: „Wiem, że najlepiej poradzi sobie w domu”. Miał rację. Od tego czasu Sofie wiele już przeżyła, uszczęśliwiła niezliczone rzesze ludzi i przywróciła wiele wspomnień. Czy to w zakładzie w Wolfsburgu, w Hildesheim, czy w Hanowerze – gdy tylko Sofie się pojawi, każdy chce mieć z nią zdjęcie, jak gdyby była gwiazdą na czerwonym dywanie. I w zasadzie nią jest – niekwestionowaną gwiazdą Bulli. Swoje 70. urodziny świętowała z innymi klasycznymi pojazdami z kolekcji VWCV Oldtimer. Plotka głosi, że mieli świeży olej silnikowy i pyszne ciasto.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Zespół Formuły E, Envision Virgin Racing, osiągnął status neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla

Zespół Envision Virgin Racing stał się pierwszym zespołem w Formule E, który uzyskał certyfikat neutralności węglowej.

Osiągnięcie przez Envision Virgin Racing neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla zostało ogłoszone podczas szczytu Race Against Climate Change Live. Uznany przez Carbon Trust, stopień obejmuje zaplecze operacyjne drużyny w Silverstone i Londynie, a także podróże dla 40 pracowników wyścigowych.

Envision Virgin Racing został doceniony za 100% wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, instalację portów ładowania samochodów elektrycznych w bazie Silverstone, recykling 69% wszystkich odpadów oraz zakaz jednorazowego użytkowania przedmiotów z tworzyw sztucznych i zakaz spożycia czerwonego mięsa podczas imprez.

Dyrektor operacyjna zespołu, Jennifer Babington, powiedziała:

Biorąc pod uwagę, że tylko kilka drużyn sportowych osiągnęło to wyróżnienie – i jeszcze mniej zespołów ze sportów motorowych – to wiem, że każdy członek personelu jest niezmiernie dumny z naszych osiągnięć.

Od dawna jesteśmy postrzegani jako coś więcej niż tylko zespół wyścigowy, wykorzystujący naszą platformę do podnoszenia świadomości na temat zmian klimatycznych. Chcieliśmy praktykować to, co głosiliśmy, a także pokazać i wezwać inne zespoły do pójścia w nasze ślady i udowodnić, jak sport i zrównoważony rozwój mogą razem współistnieć.

Uzyskanie naszego statusu neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla wymagało wiele ciężkiej pracy i woli, aby go utrzymać.

Przeczytaj też: Eko malowanie pomysłu 11-latki pojawi się na prawdziwym bolidzie Formuły E

John Newton, zastępca dyrektora Carbon Trust, dodał:

Firma Envision Virgin Racing po raz pierwszy rozpoczęła współpracę z Carbon Trust na początku 2017 roku i od tego czasu podjęła odpowiednie kroki w celu uzyskania certyfikatu neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla we wszystkich sezonach.

Nigdy nie należy lekceważyć wpływu, jaki drużyna sportowa ma w tej przestrzeni, a demonstrując własne działanie na rzecz zrównoważonego rozwoju, mogą zainspirować innych, zarówno firmy, jak i fanów, do podjęcia odpowiednich działań.

Przeczytaj też: Berlin E-Prix I: restart sezonu wygrywa António Félix da Costa

Sama Formuła E rozpoczęła również kampanię „Positively Charged”, która ma na celu zmniejszenie emisji dwutlenku węgla w miastach poprzez promowanie szerszego zastosowania pojazdów elektrycznych i hybrydowych.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Berlin E-Prix I: restart sezonu wygrywa António Félix da Costa

Lider klasyfikacji generalnej Mistrzostw Formuły E ABB FIA 2019/20 odniósł czwarte zwycięstwo w karierze. I zrobił to z zerowym zapasem energii!

António Félix da Costa z DS Techeetah startował do wyścigu z pole position. Po starcie miał za sobą Vergne’a, Lotterera, Buemiego, de Vriesa, d’Ambrosio i Birda.

W restartującym sezon wyścigu nie obyło się bez niespodzianek. Robin Frijns atakując Maxa Günthera, uderzył prawym przednim kołem w barierę i złamał zawieszenie. Musiał interweniować samochód bezpieczeństwa. Z kolei na 23 okrążeniu Felipe Massa uderzył w barierę TecPro i zarządzono FCY. Neutralizacja zakończyła się po 27 okrążeniu. Cztery kółka później Max Günther obrócił Mitcha Evansa. Urzędujący mistrz świata Jean-Éric Vergne, z powodu braku zapasu energii, zatrzymał się na ostatnim okrążeniu.

https://www.youtube.com/watch?v=o2GsvtJloaQ

Przeczytaj też: Szef zespołu Formuły E, Dilbagh Gill, jest zarażony koronawirusem

Wyścig wygrał António Félix da Costa, który mijając linię mety miał zerowy zapas energii. André Lotterer na ostatnim okrążeniu wyprzedził Birda i również z zerowym zapasem energii finiszował jako drugi. Sam Bird szczęśliwie dojechał na trzecim miejscu.

Zwycięzca podziękował swojemu zespołowi za świetną współpracę:  

Czapki z głów dla zespołu. Naprawdę zebraliśmy to wszystko w jedną całość i cała praca, która tu nadeszła, odpaliła! Samochód jest szybki i jestem bardzo wdzięczny. Chciałem zapewnić sobie możliwość wygrywania wyścigów w mojej karierze i tak się dzieje.

Przeczytaj też: Jak istotne są dane w Formule E?

Z wyścigu został wykluczony za nadmierne zużycie energii Max Günther. Ta sama kara spotkała debiutującego w FE Sérgio Sette Câmarę, który również został wykluczony za przekroczenie limitu 45 kWh. Tym samym do punktowanej dziesiątki awansował René Rast, który zaliczył  swój pierwszy start w barwach Audi Sport ABT Schaeffler Formula E Team.

Na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej umocnił się António Félix da Costa, przed Mitchem Evansem z Panasonic Jaguar Racing i Alexandrem Simsem z BMW i Andretti Motorsport.

Najnowsze

BMW Motorrad prezentuje nowy motocykl R 18 Dragster

Roland Sands postanowił uhonorować nowe BMW R 18 własną, prostoliniową modyfikacją. Zespół Rolanda Sandsa zachował standardową oś kierowaną i usunął pierwotny tył pojazdu, zmieniając go w motocykl typu dragster.

Sercem nowego BMW R 18 jest opracowany całkowicie od nowa dwucylindrowy silnik o przeciwległych cylindrach – „Big Boxer”. Motocykl ma łatwo demontowalną ramę tylną i łatwy do zdemontowania zestaw elementów lakierowanych. 

W przypadku BMW R 18 Dragster zespół Rolanda Sandsa zachował standardową oś kierowaną i usunął pierwotny tył pojazdu, zmieniając go w motocykl typu dragster.

BMW Motorrad prezentuje nowy motocykl R 18 Dragster

Ponadto Roland Sands zdecydował się na zachowanie karoserii R 18, zmieniając jednak błotnik przedni i tylny, tak aby dopasować je do zmodyfikowanej ramy. Cały proces adaptacji motocykla trwał trzy i pół miesiąca. Potem zespół przewiózł motocykl do warsztatu w celu montażu końcowego oraz oczywiście na jeden dzień na tor wyścigowy.

Oprócz customowego modelu Roland Sands stworzył dla nowego BMW R 18 również dwie różne kolekcje stylistyczne aluminiowych elementów frezowanych – „Machined” i „2-Tone-Black” – które będą dostępne już w momencie rynkowego debiutu motocykla.

BMW Motorrad prezentuje nowy motocykl R 18 Dragster

W skład pakietów stylistycznych „Machined” i „2‑Tone-Black” wchodzą na przykład koła przednie i tylne. Poza tym, oferta tych ekskluzywnych, frezowanych części rozciąga się od obudowy prędkościomierza, poprzez podwyższenia kierownicy (tzw. risery), uchwyty kierownicy, dźwignie ręczne i lusterka, aż po listwy ozdobne bloku silnika, korek wlewu paliwa, osłonę dolotu powietrza i wiele innych.

BMW Motorrad prezentuje nowy motocykl R 18 Dragster

W przypadku BMW R 18 Dragster w celu indywidualizacji dźwigni, płyty czołowej, kół, reflektorów i osłon zaworów Roland Sands również sięgnął po wspomnianą kolekcję frezowanych elementów stylistycznych. Przód nowego dragstera został przejęty ze ścigacza BMW S 1000 RR. Zarówno siedzenie, jak i wydech zostały indywidualnie zaprojektowane i wykonane całkowicie od nowa.

BMW Motorrad prezentuje nowy motocykl R 18 Dragster

BMW R 18 Dragster w szczegółach.

  • Stalowa rama została zmodyfikowana przez Rolanda Sandsa.
  • Karoseria motocykla została w całości zindywidualizowana.
  • Reflektory pochodzą z pierwotnego BMW R 18, a ich uchwyt z kolekcji frezowanych elementów stylistycznych.
  • Standardowy wydech został w całości usunięty, a zamiast niego zamontowano indywidualny układ wydechowy 2-in-1 Megaphon ze stali szlachetnej.
  • Dźwignie ręczne pochodzą z kolekcji aluminiowych, frezowanych elementów stylistycznych.
  • Bak został zachowany z pierwotnego pojazdu seryjnego.
  • Lakier w kolorze metalicznie niebieskim, z klasyczną podwójną linią w kolorze białym.
  • Widelec został zachowany z modelu BMW R nineT.
  • Siedzenie jest całkowicie nowym produktem – to customowe siedzenie RSD marki Saddlemen.

Najnowsze

Driftingowy Lexus RC F po tuningu ma 1200 KM i karbonowo-kevlarowe nadwozie!

W ubiegłym roku drifter Ahmad Daham i oficjalny dystrybutor Lexusa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich pokazali światu wyjątkowe auto – sportowe coupé RC F w ekstremalnej wersji do driftu. Samochód imponował mocą i poziomem zaawansowania, ale w tym roku zawodnik sponsorowany przez Red Bulla i jego ekipa postanowili podnieść poprzeczkę wyżej.

Twórcy ekstremalnego auta tłumaczą, że nauczeni doświadczeniami z poprzedniego sezonu podeszli do jego budowy z dwoma głównymi celami – zwiększenia mocy i obniżenia masy. Pierwszą część planu pozwolił wykonać nowy silnik. Driftingowy RC F, którym Ahmad Daham jeździł w ubiegłym sezonie, był napędzany przez 5,7-litrową V-ósemką 3UR-FE znaną chociażby z Lexusa LX 570. Dzięki kompresorowi Harrop TVS2650 motor wytwarzał około 850 KM. Tym razem ekipa postawiła jednak na inny silnik. To świetnie znana, rzędowa, 6-cylindrowa jednostka 2JZ, kojarzona przede wszystkim z Toyotą Suprą poprzedniej generacji, ale też Lexusami GS i IS. 

Motor 2JZ-GTE słynie z ogromnych możliwości tuningowych, więc mechanicy jordańskiego driftera wiedzieli, co robią. Silnik poddano istotnym modyfikacjom, które radykalnie podniosły jego moc i jednocześnie zapewniły odpowiednią wytrzymałość. Japońska jednostka otrzymała kute tłoki, lekki wał korbowy, sportowe wałki rozrządu i znacznie większe wtryski, z którymi współpracują aż trzy pompy paliwa. O odpowiednie smarowanie wszystkich elementów motoru na każdym zakręcie dba układ olejowy z suchą miską. 

Do tego trzeba dodać turbosprężarkę Garrett GTX3584RS z 60-milimetrowym zaworem wastegate i intercoolerem 3,5 cala oraz instalację wtrysku podtlenku azotu firmy Nitrous Express, zdolną do wytworzenia dodatkowych 200 KM. Efekty tych zabiegów imponują. Silnik driftingowego Lexusa RC F wytwarza aż 1 200 KM, ponad 1 460 Nm i kręci się do 9 000 obrotów. I to wszystko udało się uzyskać w motorze o pojemności trzech litrów! Nad pracą wszystkich układów auta czuwa komputer Link Thunder ECU, a wskazania kierowca widzi na ciekłokrystalicznym wyświetlaczu tej samej firmy. 

Tak ogromną moc nie jest łatwo przekazać na asfalt. Dlatego odpowiadają za to najlepsze podzespoły. Wyczynowe, dwutarczowe sprzęgło łączy silnik z 4-biegową, sekwencyjną skrzynią Samsonas. Siła napędowa wędruje dalej na tylną oś dzięki wałowi napędowemu wykonanemu z włókna węglowego. Z tego samego materiału zrobiono również obie półosie, które łączy wyścigowy mechanizm różnicowy Winters. Ten sprawdzony przez drifterów dyferencjał pozwala na szybką zmianę przełożeń w kilka minut, a dzięki temu jeszcze lepsze dostosowanie auta do trasy zawodów. 

Driftingowy Lexus RC F po tuningu ma 1200 KM i karbonowo-kevlarowe nadwozie!

Za kontakt ekstremalnego Lexusa z podłożem odpowiadają sportowe opony Toyo R888RD nawleczone na 18-calowe felgi Rays 57CR. Tylne gumy mają szerokość aż 285 mm i pozwalają osiągać dużą przyczepność. Mimo ciągłej jazdy w poślizgu ta jest bardzo ważna, bowiem pozwala zachować dużą dynamikę i kontrolę nad autem. Koła łączą z nadwoziem sportowe amortyzatory BC Racing oraz robione na zamówienie wahacze. Za hamowanie odpowiadają hamulce Wilwood z wentylowanymi i nawiercanymi tarczami oraz 6-tłoczkowymi zaciskami z przodu i 4-tłoczkowymi przy tylnych kołach. Kierowca ma do dyspozycji też oczywiście hydrauliczny hamulec ręczny. 

Lexus RC F Dahama – jak każde profesjonalne auto driftingowe – dysponuje również zaawansowanymi rozwiązaniami chroniącymi kierowcę. Auto wyposażono w klatkę bezpieczeństwa z homologacją FIA, kubełkowe fotele wykonane z karbonu i Kevlaru oraz 6-punktowe pasy. Ekstremalny driftowóz dysponuje również bezpiecznym zbiornikiem paliwa oraz specjalnymi stelażami rurowymi pod zderzakami, które chronią kluczowe podzespoły w czasie zderzeń. Ciekawostką są ponadto potężne chłodnice umieszczone w tylnej części samochodu. Przeniesienie ich spod maski pozwoliło na lepszy przepływ powietrza i efektywniejsze chłodzenie. 

Driftingowy Lexus RC F po tuningu ma 1200 KM i karbonowo-kevlarowe nadwozie!

Całą konstrukcję wieńczy nadwozie okraszone body kitem Rocket Bunny, którego zewnętrzne panele zostały wykonane z mocnych, ale bardzo lekkich materiałów –włókna węglowego i Kevlaru. Korzyści są imponujące. Już samo przejście na karbonowo-kevlarowe nadwozie pozwoliło zaoszczędzić 500 kg. A lekkie materiały zastosowano też w wielu innych miejscach. Nawet minimalistyczna deska rozdzielcza jest zrobiona z włókna węglowego. W efekcie cały samochód waży 1 250 kg, co razem z wyraźnie większą mocą jest zapowiedzią świetnych osiągów. Ahmad Daham i jego zespół zrealizowali plan w stu procentach. 

 

Najnowsze