Szybka taksówka od Porsche. Film.

Przejażdżka Porsche jest dla wielu synonimem ich motoryzacyjnych marzeń. Niewiele z nas wie, że te marzenia będzie można niebawem realizować zamawiając... taksówkę.

fot. Autoblid

Wśród samochodów luksusowych to Mercedesy i BMW od lat pełnią  rolę taksówek dla VIP’ów i z ich widokiem zdążyliśmy się już oswoić.

Co innego Porsche – mijająca nas taksówka ze słynnym znaczkiem i charakterystycznymi światłami na pewno nie zostałaby pominięta milczeniem.

Tymczasem taksówka Porsche to nie przedziwny sen, a rzeczywistość. Porsche Panamera taxi zwane pieszczotliwie Taxamerą to marzenia pasażerów i na pewno ucieleśnienie marzeń szofera.

Beżowe auto (w kolorze kości słoniowej) wyposażono w turbodoładowany silnik 4,8 litra  V8 o mocy 500 koni mechanicznych, do setki rozpędza się w 4 sekundy, a na liczniku bez problemu osiąga 303 km/h. Spalanie – nawet nie takie porażające – 12 litrów w cyklu mieszanym (wg producenta). Najbardziej powala jednak cena – ponad 800 tysięcy za auto, może być dla polskich taksówkarzy kwotą nie do przeskoczenia…

Czy Porsche to nie tylko najdroższa, ale i najszybsza taksówka? Obejrzyj film.

 

Najnowsze

Sportowe motoemocje na Bemowie

W niedzielę na warszawskim lotnisku Bemowo odbędzie się pierwsza z sześciu zaplanowanych na ten sezon imprez motoryzacyjnych Stowarzyszenia Sprintu Samochodowego. Będą wyścigi na jedną czwartą mili, próba sprawnościowa na torze w kształcie rozety oraz drifting,

fot. SSS

Impreza połączy trzy niesamowicie widowiskowe i emocjonujące dyscypliny sportu motorowego – wyścigi na jedną czwartą mili, próbę sprawnościową na torze w kształcie rozety oraz drifting, czyli przejazdy  obfitującego w zakręty toru za pomocą kontrolowanych poślizgów. Wystąpią najlepsi Polscy zawodnicy, a także ekipy zagraniczne. Będzie także można zobaczyć samochody o mocy ponad 1000 koni mechanicznych, przyspieszające w 2 sekundy do „setki”, wspaniałe motocykle oraz moc atrakcji dla widzów. 

Jedna czwarta mili
Już od siedmiu lat wyścigi na jedną czwartą mili (402 m) elektryzują fanów najszybszych samochodów i motocykli w Polsce. Walka o puchary serii Gecko Cup będzie toczyć się w trzech kategoriach – Moto, Drag oraz Street. Kategoria Drag zarezerwowana jest dla profesjonalistów. Ich samochodów nie uświadczymy na ulicy. Są to niejednokrotnie maszyny, pod których maskami drzemią silniki o mocach przekraczających 1000 koni mechanicznych. Bolidy startujące na Bemowie są owocem wielomiesięcznych przygotowań do występów na torze. Swój udział zapowiedziały także zagraniczne ekipy, które zapewne – wzorem ubiegłych sezonów – wysoko postawią poprzeczkę swoim rywalom z Polski. Spodziewany jest również przyjazd samochodu z napędem odrzutowym. 

fot. SSS

W kategorii Street zmagają się mocne maszyny, które są dopuszczone do ruchu drogowego. Przewidziano dla nich walkę o tytuł króla ulic – King of Street. Uczestnikiem rywalizacji w tej kategorii może być każdy posiadacz prawa jazdy i sprawnego samochodu. 

Wyścigi na jedną czwartą mili wywodzą się ze Stanów Zjednoczonych. W latach 70. popularne stały się tam samochodowe wyścigi uliczne „od przecznicy do przecznicy” – typowa architektura miast USA to główne aleje z przecznicami odległymi od siebie o 1/4 mili (ok. 402 metry). Wkrótce przedsiębiorczy Amerykanie obrócili tę nie do końca legalną rozrywkę w oficjalną i – co najważniejsze – dochodową dyscyplinę sportu. Obecnie znajduje się tam kilkanaście profesjonalnych torów z pełną infrastrukturą oraz trybunami dla tysięcy widzów, a wyłączne prawa do narodowych mistrzostw posiada asocjacja NHRA – wyścigowy odpowiednik NBA czy NHL. 

Corners Cup
Dla tych wszystkich, dla których jedna czwarta mili to za mało, Stowarzyszenie Sprintu Samochodowego organizuje Corners Cup, czyli ostra jazda po zakrętach to próba sprawnościowa z walką o najlepszy czas. Rywalizacja odbędzie się na specjalnie wytyczonym torze – tzw. Rozecie Wróbla, konkurencji przygotowanej przez byłego kierowcę rajdowego – Piotra Wróblewskiego. 

fot. SSS

SSS Drift Cup
Drifting to jedna z najbardziej widowiskowych dyscyplin sportu motorowego, polegająca na przejeździe obfitującego w zakręty toru za pomocą kontrolowanych poślizgów. Sędziowie oceniają przede wszystkim styl, precyzję oraz widowiskowość przejazdu. W zawodach udział wezmą najlepsi polscy drifterzy, a ich umiejętności oceniać będzie zagraniczny skład sędziowski. Choć dyscyplina ta jest już znana w Polsce, tym razem przedstawiona zostanie publiczności w profesjonalnej, niespotykanej dotąd oprawie. 

Pierwsza profesjonalna liga driftingowa powstała w Japonii, obecnie jej edycje odbywają się również w Wielkiej Brytanii, Malezji, Stanach Zjednoczonych i Australii. 

Moc atrakcji dla widzów
– podczas przerw technicznych wspaniałe widowisko zapewni stunter13, bezsprzecznie najlepszy (polecamy www.stunter13.com) polski kaskader motocyklowy
– konkurs na Miss Gecko Cup i Auto Gecko Cup
– trybuny i konkursy dla widzów
– pokazy skoków na linach z dźwigu oraz pokazów akrobatyki powietrznej podczas swobodnego spadania – grupa Herkules Dream Team
– możliwość wykonania skoków na linie z wysokości (dream jumping) w promocyjnej cenie, skoki będą również rozlosowywane wśród publiczności – moc atrakcji zapewnia firma 2Wieże
– wystawcy z branży motoryzacyjnej (i nie tylko) będą prezentować się na wielu stoiskach podczas imprezy
– gastronomia
– plac zabaw dla dzieci
– ścianka wspinaczkowa 

fot. SSS

Gecko Cup charytatywnie
Widzowie chętni do niesienia pomocy innym będą mogli oddać krew dla Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Warszawie lub wziąć udział w charytatywnej licytacji przejazdu najszybszym autem zawodów – wesprzemy w ten sposób osoby dotknięte nowotworami złośliwymi składników krwi. 

www.sss.org.pl

Najnowsze

Targi Motocykli, Skuterów, Quadów w Kielcach

Już jutro rozpoczynają się targi, na których motocyklistki ucieszą m.in. pokazy najnowszych trendów w modzie motocyklowej ze szczególnym uwzględnieniem oferty dla kobiet i dzieci, pokazy freestyle'u, stunt'u, trial'u. Będą też jazdy próbne i prezentacje najnowszych modeli jednośladów. Targom patronuje Motocaina.pl

Tego typu targi w Kielcach odbędą się po raz pierwszy. Od jura przez cały weekend dynamicznie rozwijający się ośrodek wystawienniczy w Polsce zmieni się w raj dla motocyklistów i fanów ekstremalnej jazdy na quadach. Na Targach Motocykli, Skuterów, Quadów MSQ – EXPO 2010 swoją ofertę na stoiskach zaprezentują importerzy i dealerzy jednośladów najbardziej znanych marek, serwisy, sklepy, producenci i dystrybutorzy specjalistycznej odzieży i sprzętu. Organizatorzy MSQ-EXPO 2010 chcą położyć szczególny nacisk na bezpieczeństwo jazdy.

W programie znajdą się między innymi pokazy najnowszych trendów w modzie motocyklowej ze szczególnym uwzględnieniem oferty dla kobiet i dzieci, pokazy freestyle’u, stunt’u, trial’u oraz jazdy próbne.

MSQ na rozpoczęcie sezonu czyli wielki zlot
Zlot to przede wszystkim integracja środowiska motocyklowego oraz przybliżenie miłośnikom motoryzacji historii powstania i produkcji jednego z najbardziej popularnych w Polsce motocykli, jakim był SHL oraz zaprezentowanie innych, często już zapomnianych, marek pojazdów zabytkowych. Po raz pierwszy zlot odbędzie się w Targach Kielce. Impreza z roku na rok gromadzi coraz więcej uczestników. W 2009 r. w paradzie jechało ponad 300 pojazdów. 

fot. Motocaina

Uczestnikami zlotu mogą być posiadacze motocykli SHL oraz innych motocykli i samochodów zabytkowych. Do uczestnictwa zaproszeni są także posiadacze wszystkich motorowerów, motocykli, skuterów i quadów bez względu na rok produkcji pojazdu. Pojazdy uczestniczące w imprezie muszą odpowiadać przepisom polskiego prawa o ruchu drogowym. Wyjątek stanowią jednak pojazdy zabytkowe przewożone odrębnym środkiem transportu. 

IV Świętokrzyski Zlot Motocykli SHL i Pojazdów Zabytkowych odbędzie się z okazji jubileuszu 90-lecia powstania w Kielcach zakładów SHL, otwarcia sezonu, pierwszej rocznicy powstania Kieleckiego Forum Motocyklistów (KFM) oraz organizowanych przez Targi Kielce i Studio Kolporpress MSQ – EXPO.

Targom patronuje Motocaina.pl

Najnowsze

Cel podróży Mini? Birmingham – Anglia

Przygotowania do podróży zaczęliśmy z dużym wyprzedzeniem. Auto zostało sprawdzone i przygotowane na przebycie 1600 kilometrów. Trasę wybraliśmy tak, by ominąć płatne drogi. Ze względu na odległość podzieliliśmy ją na 3 odcinki - mniej więcej co 500 kilometrów - opisuje swoją kolejną trasę ukochanym Mini - Małgosia Czaja.

fot. Małgorzata Czaja

Wyszukaliśmy pola kempingowe. Wybraliśmy taki sposób nocowania nie tylko ze względu na znaczne oszczędności ale również w Anglii – miejscu docelowym mieliśmy nocować pod namiotem. Kempingi wypadły nam w Niemczech (12,5€ – Minden) i Francji – miejscowości odprawy promowej (16€ – Boulogne Sur Mer). Dużo wcześniej kupiliśmy bilety na prom, który wyznaczał nam czas podróży. Musieliśmy się stawić na odprawie o godzinie 5.00 rano – stąd cały plan podróży był podporządkowany tej godzinie. Zarezerwowaliśmy mailowo miejsca na kempingach, wykupiliśmy dodatkowe ubezpieczenie i wyruszyliśmy w drogę.

 

Poprzednią podróż Małgorzaty Czaji – ukochanym Mini do do Serbii – przeczytasz po kliknięciu tutaj.

fot. Małgorzata Czaja

Dzień pierwszy. Do pokonania mieliśmy 600 km – Polska i Niemcy. Na szczęście po Polsce poruszaliśmy się autostradą i jazda odbyła się bezproblemowo. Za granicą jechało się jeszcze lepiej. Dobrej jakości drogi, odpowiednio oznakowane są standardem za zachodnia granicą. Mieliśmy szczęście i ominęły nas kilkukilometrowe korki, które tworzyły się po stłuczkach jakie miały miejsce po przeciwnej stronie autostrady. Nasz kemping leżał niedaleko autostrady, musieliśmy jednak z niej zjechać i kilkadziesiąt kilometrów pokonać podrzędniejszymi drogami. Naszpikowane były foto radarami. Wszystkie auta jechały zgodnie, ściśle przestrzegając przepisów. Kemping położony był w pobliżu kanału spływowego, w pięknej, zielonej okolicy. Wyposażony w kuchnię, sanitariaty, prysznice (płatne 0,50 euro za 10 minut – automat wrzutowy). Teren dobrze przygotowany, bardzo czysto. W raz z nami nocowało sporo osób odbywających wycieczki rowerowe. Pod wieczór praktycznie cały kemping był zapełniony. W nocy trochę przeszkadzał szum od drogi szybkiego ruchu znajdującej się w pobliżu, ale dla zmęczonych podróżnych to nie jest problem.

fot. Małgorzata Czaja

Dzień drugi. Rano złożyliśmy namiot i w dalszą drogę. Trochę nudno się jechało przez Niemcy, Holandię i Belgię. Drogi mają bardzo dobrej jakości.   Docieramy do Francji. Doszliśmy do wniosku, że nie zatrzymamy się w Dunkierce. Wyglądała na duże miasto, któremu trzeba by poświęcić co najmniej cały dzień na zwiedzanie – a my tak dużo czasu nie mieliśmy. Zatankowaliśmy na zapyziałej stacji i okazało się, że tu z angielskim słabiutko. Nie można było płacić tez kartą tylko gotówką. Benzyna za to najtańsza, najdrożej w Belgii, reszta krajów ma ceny na podobnym poziomie. Dotarliśmy do Bolonii. Trasa wiodła deptakiem wzdłuż morza. Czułam się jak w Cannes, palmy, plaża, morze. Mijaliśmy po drodze odprawę promową i oceanarium. Nasz kemping znajdował się w starszej części miasta – starej wiosce rybackiej. Wjazd odbywał się przez solidną stalową bramę. W recepcji po angielsku nikt nie umiał się porozumieć, dogadaliśmy się w wersji „obrazkowej”. Kemping jest położony obok plaży na skalistym wybrzeżu. Mało nie wyskoczyłam ze skóry, żeby iść nad morze. Miejsce dostaliśmy na samym końcu kempingu – na skalistym wzniesieniu.

fot. Małgorzata Czaja

Plaża jest ogromna i żeby dojść do wody trzeba nieźle się nachodzić. W wodzie pływały pancerzyki krabów i inne morskie stworzonka. Wracaliśmy przez miasteczko, oglądając piękny zabytkowy ryneczek i  buszując po uroczych sklepikach żeby na koniec kupić prawdziwa francuską bagietkę. Wróciliśmy na kemping  szykować obiad. Na te dwa „dojazdowe” dni zaopatrzyłam się w jednorazowego grilla i smażyliśmy sobie karczek i  kiełbasę. Okazało się to bardzo udanym pomysłem i postanowiłam z niego częściej korzystać.

Na kempingu jest znacznie brudniej niż w Niemczech, do prysznicy (darmowych) ustawiają się kolejki. Trzeba trzymać za obskurny łańcuch żeby leciała woda. W toaletach i umywalniach też było nieciekawie. Nie polecam tego miejsca na dłuższy wypoczynek, noc czy dwie można „przeboleć”.

Dzień trzeci. Wstaliśmy wcześnie rano. Kemping działa dopiero od 8 rano, na szczęście brama od wewnątrz otwiera się automatycznie i mogliśmy wyjechać już po 4 rano. Mieliśmy problem z odnalezieniem drogi do odprawy promowej, niewyraźnie oznakowana, szczególnie dla jadących w nocy. Byliśmy jednym z pierwszych aut. Otwarcie odprawy nastąpiło z prawie 20 minutowym opóźnieniem. Nie polecam nadgorliwości, można przyjechać w wyznaczonym czasie a i tak się będzie czekało. Odprawa prowadzona była trzema ciągami i przebiegała sprawnie. Po okazaniu dokumentów dostaliśmy kartę wjazdową i numer bramy. Znów musieliśmy czekać około godziny na załadunek. Potem wszystko odbyło się już szybko. Po zaparkowaniu auta udaliśmy się na pokład. Niecała godzina i byliśmy w Anglii. Rozładunek przebiegał bardzo szybko. Wyjechaliśmy na stały ląd. Bardzo obawiałam się jazdy po lewej stronie. Ale rzeczywistość okazała się nie taka straszna. Drogi były dwupasmowe a poruszając się wśród innych samochodów nie sposób źle pojechać. Ruch na drodze był dość duży i trafiliśmy na zator spowodowany wypadkiem. Zwężenie z trzech pasów do jednego spowodowało opóźnienie ponad pół godzinne. Drogi są dobrze oznakowane, jedynym mankamentem są zjazdy na stacje bezowe. Znajdują się one w oddaleniu od głównej trasy (oprócz nielicznych) i trzeba trochę pokluczyć żeby wjechać z powrotem na główną trasę. Po drodze nie ma też za wiele parkingów. Drogi mają bardzo dobrej jakości – nie asfaltowe a betonowe, stąd brak kolein.

Najnowsze

Leaf – zielony jak liść

Pojazd nie tylko zielony niczym liść, ale i o liściastej nazwie. Leaf może być przełomem w historii motoryzacji, na razie to jednak tylko prototyp.

Nie tylko nazywa się, jak liść, ale i tak wygląda
fot. SAIC

Ile można pisać o ekologii, hybrydach i napędzie wodorowym? Dużo, to te właśnie rozwiązania dyktują najnowsze trendy w motoryzacji i być może są początkiem nowej ery albo, jak łudzą się niektórzy, tylko przerywnikiem w jej chlubnej, pełnej spalin i warkotu silnika historii.

Podążając jednak tropem ekologii nie trudno zauważyć, że nowe samochody konsekwentnie dążą w stronę zerowej emisji i bycia przyjaznymi dla środowiska. Efekt: rozwiązania coraz dziwniejsze i coraz bardziej zaskakujące, jak Leaf – zielony pojazd od SAIC, który zadebiutuje na Targach w Pekinie.

Konstruktorzy z Shanghai Automotive Industry Corporaton stworzyli swoistą hybrydę perpetum mobile z producentem tlenu! Pojazd wyposażony jest w rozwiązania pozwalające czerpać energię z otoczenia: baterie słoneczne na dachu oraz turbiny wiatrowe, co jednak najdziwniejsze, trudne do uwierzenia i najbardziej innowacyjne: nadwozie Leaf’a pokryte jest organicznymi strukturami metalu, które dzięki swojej „inteligencji” wychwytują znajdujący się w atmosferze dwutlenek węgla oraz cząsteczki wody i zamieniają je w energię oraz tlen.

 

Najnowsze