Świetna reklama Seata Leona Cupra – z Gosią Rdest! Film

Najszybsza kobieta w Polsce - Gosia Rdest, wzięła udział w reklamie Seata. Pomysł na film jest wybitny, zestawiający stereotypowe podejście do kobiet za kierownicą, z kunsztem żeńskiego kierowcy wyścigowego.

Cieszy fakt, że Seat dostrzegł potencjał w osobie Gosi i zdecydował się na udział właśnie kobiety w reklamie samochodu ze sportowym charakterkiem. Dlaczego? Bo to rzadkość! Niestety, na palcach jednej ręki można policzyć filmy reklamowe z udziałem kobiet. Co więcej, zwykle są to celebrytki i promują samochody, które producent nieoficjalnie dedykuje kobietom. To auta dalsze od pojęcia sportowe niż nieodkryte jeszcze galaktyki w kosmosie.

I wreszcie jest! Film "Nowy Seat Leon Cupra – niecodzienny kierowca" to świetna produkcja, małym kosztem, z dobrym pomysłem na scenariusz. Drogi Seacie – strzał w dziesiątkę. Gosiu – życzymy Ci więcej takich propozycji i jeszcze więcej funduszy na starty w międzynarodowych wyścigach.

A ostatni epizod z "trakcją" jest po prostu w punkt!

Najnowsze

Po raz pierwszy w Muzeum Techniki stała ekspozycja jednośladów!

Od 17 listopada w Muzeum Techniki i Przemysłu w Warszawie na stałej wystawie prezentowane są polskie motocykle zabytkowe. Wszystkie eksponaty są prawdopodonie na chodzie!

Niedawno na Motocaina.pl publikowny był materiał o przywracaniu do życia polskiego motocykla Sokół.

Wydaje się, że dawne tradycje polskiej motoryzacji są nadal kultywowane. Do grona instytucji, których celem jest nie tylko edukacja i zachowanie w pamięci wspaniałej historii krajowych samochodów i jednośladów, ale również możliwość bliskiego kontaktu z wybranymi maszynami, dołączyło kilka dni temu warszawskie Muzeum Techniki. Na otwartej tam ekspozycji stałej oglądać można 21 motocykli wyprodukowanych w Polsce. W ramach okraszonej obfitym materiałem informacyjnym wystawy, przedstawiono obszerny rodział historii polskiej motoryzacji i myśli technicznej.

Większość z nas zna dawne marki i modele: wspomniany już Sokół, Gazela, Junak, Osa, Komar. Teraz, dzięki nowo otwartej ekspozycji, można prześledzić jak zmieniały się trendy w motoryzacji i wzornictwie na przełomie lat. Przede wszystkim warto pozachwycać się tak pięknie utrzymanymi pojazdami, jakie można podziwiać już dziś w Muzeum.

Wystawa ta jest o tyle wyjątkowa, że to pierwsza od kilkunastu lat ekspozycja stała Muzeum Techniki. Udało się wygospodarować miejsce specjalnie dla zabytkowych motocykli, bo tej tematyki najbardziej brakowało w ofercie muzeum. Wcześniej, w latach 90., niektóre z jednośladów prezentowane były w ramach wystaw czasowych w fabryce Norblina. Teraz zaś obejrzeć je można w dużo lepszych warunkach, a wystawa wyczerpująco pokazuje historię ich powstania i eksploatacji. Polecamy!

Najnowsze

Zawodniczki w Rajdzie Cieszyńskiej Barbórki

Już w piątek o godz. 20.30 honorowym startem z cieszyńskiego rynku rozpocznie się 40. Rajd Cieszyńska Barbórka, która jest ostatnią rundą Rajdowego Pucharu Polski. Tym razem na rajdowych odcinkach wystąpi pięć zawodniczek.

Odcinki zlokalizowano w gminach Goleszów, Skoczów, a pogoda w poprzednich edycjach rajdu, często podnosiła poprzeczkę rywalizacji. Metę zawodnicy osiągną w sobotę o godz. 15.00, a uroczyste rozdanie nagród jest planowane na godz. 19.00. Lista zgłoszeń RPP liczy sobie 62 załogi, a dodatkowo przy okazji tej imprezy rozegrany zostanie Rajd Okręgowy dla amatorów (dodatkowe 25 załóg).

Rajd ten rozstrzygnie tytuły mistrzowskie w sezonie 2014, także emocji na trasie nie zabraknie, a dodatkowo będzie to ostatni rajd w historii tego cyklu, gdyż PZM zapowiada nowe regulaminy i spore zmiany na sezon 2015. 

Z numerem 18 na rajdowe odcinki wyjedzie Opel Astra GSI z rajdową parą na pokładzie – Przemkiem i Basią Gosztyła:

– Rajd Barbórki Cieszyńskiej jest chyba naszym ulubionym rajdem – wymagającym, trudnym technicznie, ale i sprawiającym mnóstwo frajdy! Szkoda, że rajd prawdopodobnie zniknie z kalendarza w związku z planowanymi zmianami. W tym roku niestety nie mieliśmy okazji powalczyć w RPP, bo udało się wystartować tylko w Rajdzie Wisły, więc jedziemy bardziej rekreacyjnie. Traktujemy tą ostatnią rundę -chyba trochę, jak pożegnanie z Rajdowym Pucharem Polski. Frekwencja w klasie również jest poniżej średniej, bo zgłosiły się tylko cztery załogi, ale myślę że pomimo tego, będziemy się świetnie bawić. Wszelkie prognozy wskazują na to, że opady śniegu nie są spodziewane, ale jednak ze względu na porę roku oraz lokalizację odcinków musimy być gotowi na wszystko. Zapraszamy do kibicowania i do zobaczenia na oesach  – mówi zawodniczka.

McLaren Elva zaprezentowany w Warszawie!

Z numerem 43 po małej przerwie w startach powraca Klaudia Temple za kierownicą Hondy Civic. Na prawym fotelu towarzyszyć jej będzie Jakub Wróbel:

– Podczas ostatniego rajdu w sezonie startuje z Jakubem Wróblem, a naszym celem jest obrona 2. miejsca w klasyfikacji sezonu. Tym razem w naszej klasie 9 zgłosiło się 7 załóg – najbardziej liczna obsada w sezonie! Także łatwo nie będzie. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że pogoda na tym rajdzie bywa wyjątkowo nieprzewidywalna i trzeba się przygotować na problemy z doborem opon – mówi zawodniczka.

W tej samej klasie co Klaudia pojadą jeszcze dwie pilotki. Marta Momot towarzyszyć będzie Gracjanowi Grela w Hondzie Civic z numerem 46:

– Wybieramy się na Cieszyńską Barbórkę z pozytywnym nastawieniem i jesteśmy gotowi na dużą dawkę wiedzy, jaką powinniśmy zdobyć podczas tej imprezy. Zapowiada się całkiem ciekawy rajd z dość sporą konkurencją. Jest to mój 3-ci rajd drugoligowy, więc postaramy się wycisnąć z siebie więcej niż dotychczas. Oby tylko pogoda była dla nas łaskawa – jesteśmy gotowi praktycznie na każde warunki. Oby do mety! – podsumowuje pilotka.

Po pietach deptać Marcie będzie Wioletta Bajda u boku męża Grzegorza (Honda Civic VTI nr 47), a załoga zrobiła bardzo wiele, żeby start doszedł do skutku:

– Jakieś 10 lat temu miałam okazję taśmować odcinki w tym rajdzie i pamiętam, że ta czynność napawała mnie wtedy wielką dumą (śmiech). A w tym roku pojadę Cieszynkę i to jako 4-ty start w RPP, wow! Wszystko się może zdarzyć! (śmiech).Do samego końca nie było wiadomo, czy nie będziemy musieli zamknąć sezonu 2014 bliskim spotkaniem z barierą na Rajdzie Dolnośląskim, ale jedziemy! Wszystko dzięki wsparciu firm Rolab i Max-Now oraz dzięki wspaniałym przyjaciołom i ludziom pozytywnie zakręconym, bo dzięki nim udało się dopiąć budżet, DZIĘKUJEMY! W sumie ten start sponsoruje ok. 50 osób, więc warto zobaczyć oklejenie naszej Hanki (Hondy). To dla Was kochani – bardzo, bardzo, bardzo chcemy ten sezon zakończyć na mecie! I jeszcze chcemy żeby nie padało! – mówi z uśmiechem zawodniczka.

Nissan e-NV200 XL Voltia - elektryczny miejski furgon

A z numerem 52, także w Hondzie Civic, ale już w klasie historycznej – wystartuje Tomasz Bętkowski, któremu dyktować będzie Katarzyna Pytel-Majkowska:

– Z Tomkiem znamy się ze wspólnego serwisu na rajdach, ale nie mieliśmy jeszcze okazji jechać razem, więc to będzie dla nas pierwszy, wspólny start. Nie wiemy, czego możemy spodziewać się po sobie (śmiech), ale liczymy na dobry wynik! Dlatego prosimy naszych kibiców o gorący doping i życzmy sobie (i kibicom) dobrej pogody, bo jak wiemy Cieszyńska Barbórka zawsze lubi płatać figle w tym temacie – mówi zawodniczka.

Wszystkie informacje dotyczące rajdu i wyniki znajdziecie na jego oficjalnej stronie: http://barborkacieszynska.pl . A po rajdzie zapraszamy na kobiece podsumowanie rywalizacji na rajdowych odcinkach.

Najnowsze

„Dziewczyny z Kalendarza 2015” Pirelli – galeria

Tegoroczny kalendarz nosi tytuł "Dziewczyny z Kalendarza 2015", a 12 kobiet pozujących do zdjęć, to topowe modelki i wschodzące gwiazdy modelingu.

Kalendarz Pirelli został zaprezentowany niedawno prasie i kolekcjonerom z całego świata w Pirelli HangarBicocca, przestrzeni sztuki współczesnej. Mediolan został wybrany na miejsce prezentacji by pokazać obiekt ikonę, pewnego rodzaju etykietę „Made In Italy” miasta, które ma być wizytówką Włoch na świecie w 2015 r., gdy będzie gościć międzynarodową wystawę Expo Milano 2015.

Autor czterdziestego drugiego wydana The Cal, Steven Meisel jest jednym z najbardziej utytułowanych fotografów mody, znanym ze swojego eklektyzmu oraz powściągliwej osobowości. W ciągu pięciu intensywnych dni zdjęciowych w maju tego roku, w studio w Nowym Yorku, Steven Meisel podkreślił ponownie rolę kobiety w kalendarzu Pirelli w jego najbardziej klasycznej formie – 12 miesięcy w 12 ujęciach (plus okładka).

W swoich fotografiach Meisel zaprezentował niektóre z ikon naszych czasów – reklamy, gwiazdy srebrnego ekranu, buntu w modzie – po raz kolejny pokazując wielką umiejętność przekształcania obiektów swoich obrazów. Fotografowi pomagał w jego pracy zespół stylistów pod kierownictwem Carine Roitfeld – byłej redaktor francuskiego Vogue’a, przez długi czas będącej w awangardzie mody – oraz Pata McGratha, jednego z najbardziej znanych na świecie wizażystów.

Z jego zdumiewającym, twórczym talentem i umiejętnością interpretowania trendów w modzie, Meisel w swoich bardzo kolorowych obrazach uchwycił najbardziej reprezentatywne ikony współczesnego społeczeństwa: „Moim zdaniem", mówi Meisel, "są to kluczowe wzorce estetyczne w dzisiejszym świecie. Reprezentują stereotypy, które moda i rynek gwiazd narzucają nam obecnie. Nie chciałem tworzyć kalendarza koncepcyjnego lub łączyć go z jakimś konkretnym miejscem, ale raczej stworzyć 12 plakatów, w których kobieta w całej swojej zmysłowości, jest głównym bohaterem 12 bardzo różnych obrazów. Ponieważ  miałem całkowitą swobodę twórczą, ograniczyłem wykorzystanie ubrań i akcesoriów i uznałem za bardzo ekscytujące eksperymentowanie z kolorami, makijażem i materiałami. To było bardzo satysfakcjonujące doświadczenie”.

Tegoroczny kalendarz nosi tytuł Dziewczyny z Kalendarza 2015, a 12 dziewcząt to topowe modelki i wschodzące gwiazdy modelingu: Amerykanki Gigi Hadid, Candice Huffine, Carolyn Murphy, (które pojawiły się w kalendarzu Herba Rittsa w 1999 r.) oraz Cameron Russell, Brazylijki Isabeli Fontana, (która znalazła się w kalendarzu Bruce’a Webera w 2003 r., Patricka Demarcheliera w 2005 r., Petera Bearda w 2009 r., Karla Lagerfelda w 2011 r., Mario Sorrenti w 2012 r. i Steve’a McCurry w 2013 r.), Adriana Lima (której zdjęcia znalazły się w Kalendarzu Pirelli Patricka Demarcheliera oraz Steve’a McCurry w 2013 r.) oraz Raquel Zimmermann. Następnie Karen Elson z Anglii (sfotografowana w 2006 r. przez Merta i Marcusa), Portorykanka Joan Small (obecna w Kalendarzu Pirelli Mario Sorrenti’ego w 2012 r.), Rosjanka Natalia Vodianova (która znalazła się również w Kalendarzu z 2003 r. Bruce’a Webera, kalendarzu Nicka Knighta w 2004 r. i Merta i Marcusa w 2006 r.), a także Sasha Luss, podobnie, jak Anna Ewers, z Niemiec.

Najnowszy kalendarz Pirelli 2015 autorstwa Stevena Meisela stanowi 42 edycję wydawanego od 1964 r. kalendarza, tworzonego przez 33 różnych fotografów. Spośród nich 9 tworzyło po 2 edycje: Harri Peccinotti (1968 and 1969), Brian Duffy (1965 i 1973), Francis Giacobetti (1970 i 1971), Clive Arrowsmith (1991 i 1992), Herb Ritts (1994 i 1999), Richard Avedon (1995 i 1997), Peter Lindbergh (1996 i 2002), Bruce Weber (1998 i 2003), Patrick Demarchelier (2005 i 2008). Kalendarz Pirelli opatrzyły swoim nazwiskiem również 4 kobiety: Sarah Moon z Francji (1972), Amerykanki Joyce Tennyson (1989) i Annie Leibovitz (2000) oraz Inez (2007, w duecie Inez i Vinoodh).

Kalendarz Pirelli był 17 razy tworzony w Europie (6 w UK, 6 we Francji, 3 w Hiszpanii, 2 we Włoszech); 11 w USA, 4 na Karaibach, 5 w Afryce, 3 w Brazylii a 1 w Chinach. 26 edycji w kolorze, 9 czarno-białych (1990, 1996, 1998, 1999, 2000, 2005, 2007, 2011, 2012) i 6 w obu konfiguracjach (1997, 2001, 2002, 2003, 2006, 2009).

Najnowsze

Każdy siniak jest jak trofeum, a zakwasy przypominają o dobrej zabawie. CrazyCrossGirls – rozmowa

Rozmawiamy z zawodniczkami tworzącymi społeczność CrazyCrossGirls. Dziewczyny opowiadają jak stworzyć taką wspólnotę i podbić Internet.

CrazyCrossGirls to grupa dziewczyn jeżdżących na motocyklach crossowych. Jedna z nich, Daria Karwacka, wpadła na pomysł, by połączyć oddzielnie jeżdżące zawodniczki w aktywną, wspierającą się grupę. Daria prowadzi też bloga CCG i fanpage na facebooku. Rozmawiamy z nią i innymi dziewczynami współtworzącymi CrazyCrossGirls.

Jak zrodził się pomysł, by komunikować światu istnienie dziewczyn zakochanych w sportach crossowych? Jak się poznałyście, jak się spotykacie, jak wpadłyście na pomysł zmieniania Internetu materiałami spod znaku CrazyCrossGirls?

Daria Karwacka: Pomysł strony powstał w 2008 roku, kiedy na okolicznych torach można było spotkać samych panów. Od początku nie chciało mi się wierzyć, że jestem ewenementem w tej dziedzinie. Przeszukiwanie Internetu, przestarzałych serwisów społecznościowych i forów doprowadziło mnie do dziewczyn, które również pasjonują się jazdą w terenie. Dość trudne są do opisania emocje, które towarzyszyły powstaniu pomysłu. Padło jedno zasadnicze pytanie: „a gdyby nas zgromadzić gdzieś w jedynym miejscu?”. Ruszyła budowa strony, pojawiały się kolejne koleżanki i szybciutko nazbierało się nas kilkanaście.

Opony całoroczne - produkt uniwersalny, na „każdą” pogodę. Do wszystkiego, czyli do niczego?
Dwuletnia działalność była bardzo dobrze postrzegana przez świat motocyklistów, zaczęły o nas pisać portale takie jak ścigacz.pl czy motoX.pl. Dziewczyny spotkały się, trenowały razem i rywalizowały. Po wielu transformacjach, długo nie aktualizowana strona została zamknięta. Z początkiem 2014 roku dostałam propozycję reaktywacji strony. Starej niestety nie dało się wskrzesić, ale w to miejsce stworzyłyśmy przyjaznego bloga i fanpage. Nie trzeba było długo czekać na ponowny sukces, zmotywowałyśmy kilka „starych” CrazyCrossGirls do powrotu na stronę, zachęciłyśmy koleżanki z torów, a nowe pomysły i odświeżona polityka przynoszą niespodziewane efekty. Nasza strona to nie tylko obrazki, filmiki i udostępnianie informacji, za tym wszystkim kryją się raiderki, zawodniczki i wszechstronnie uzdolnione dziewczyny, które kochają rywalizację i nutkę adrenaliny.

Natalia #911: Pierwszą Cross Girl jaką poznałam była Ewa Stabla, należąca do CCG przed reaktywacją, piękna i zdolna blondyneczka, która potrafi nakopać niejednemu facetowi. Zapragnęłam znaleźć się w tym świecie i niedługo po tym dowiedziałam się o CrazyCrossGirls od Darii. Opowiedziała o całej inicjatywie i bez wahania wstąpiłam do tego zacnego grona. Samo CrazyCrossGirls jest dla mnie wielkim fenomenem, myślę, że właśnie dzięki takiemu projektowi Polska dostrzeże w końcu kobiety w tym uchodzącym za „męski świat” sporcie.

FIA European Truck Racing Championship -
Sandra Piszczek: Jak wiadomo, nas dziewczyn jest mało w tym sporcie. Liczy się wsparcie, a kto nas bardziej wesprze jak nie my same nawzajem! Musimy zakomunikować światu, że jesteśmy i radzimy sobie całkiem nieźle! Zmieniamy świat motocrossu naszym wdziękiem i uśmiechem.  Poznałyśmy się w większości przez Internet lub wspólne wypady na zawody. Jesteśmy rozsypane po całej Polsce. Na pomysł CCG wpadła Daria, i chwała jej za to. Teraz mamy możliwość kontaktu ze sobą. 
                                                                          
Co robicie w życiu poza jazdą motocyklami? Poza doskonaleniem umiejętności motocyklowych – jakie macie cele, marzenia?

Daria Karwacka: Na co dzień jestem studentką studiów magisterskich na Politechnice Opolskiej, w wolnych chwilach majsterkuję z tatą w warsztacie. Pytacie jaki jest mój główny cel? Żyć tak, żeby przeżyć życie jak najlepiej, co idealnie wiąże się z pasją, która jest dla mnie najważniejsza na świecie. Marzenia to dość odległy temat, ponieważ chciałabym wyjechać do Stanów Zjednoczonych i trenować do upadłego, a potem osiągnąć jakieś wicemistrzostwo. Jeśli to się nie uda, wystarczy mi dom, garaż i kawałek ziemi, a tor sama sobie usypię.

Natalia #911: Ja wychowuję 3 letnią Córeczkę Lily i wspomagam motocross1.pl (przeprowadzam małe wywiady, piszę relację z zawodów top amator itd.). W wolniejszych chwilach zajmuję się wyszukiwaniem materiałów do CCG. Jako, że jestem aktualnie na motocrossowej „emeryturze", to moim marzeniem jest kupić sobie w końcu upragnioną setkę i wrócić do jeżdżenia. Trochę to odległe, ale marzenia są przecież po to, by je spełniać.

 Milena Kojder: Poza jazdą na motocyklu studiuję dziennie zarządzanie – specjalizacja reklama i komunikacja Społeczna. Oprócz tego aktywnie uprawiam jazdę konną oraz wakeboard, jednak motocross to zdecydowany numer jeden!

Jeżeli chodzi o mój cel życiowy, to z pewnością jest nim praca w branży eventowej (w szczególności eventy sportowe). Jestem ogromną szczęściarą, bo udaje mi się z sukcesami realizować ten cel i mam nadzieje, że będzie tylko lepiej i lepiej.
Moim wielkim marzeniem jest ''dorobić'' się takich pieniędzy, żeby móc pomagać młodym, zdolnym zawodnikom motocrossu w realizacji ich marzeń związanych z tym sportem.

Sandra Piszczek: Poza jazdą motocyklem interesuję się samochodami – driftingiem, tuningiem. Studiuję mechatronikę, więc cały czas uderzam w świat motoryzacji. Pracuję w sklepie sportowym i zajmuję się naprawą rowerów! Rodzice nigdy nie przypuszczali, że pójdę w tym kierunku. Zajmuję się również fotografią. Cele, marzenia? Na pewno starty w zawodach coraz wyższej rangi! Chcę skończyć studia, zbudować własny driftowóz… A jak to wyjdzie? Czas pokaże. 

Aleksandra Szymuś: Na co dzień jestem uczennicą pierwszej klasy Liceum Ogólnokształcącego o profilu matematyczno- fizyczno- informatycznym. Poza tym uwielbiam pływać, biegać i rysować.

Jak udaje się Wam łączyć motocrossową pasję z życiem prywatnym?

Daria Karwacka: Motocross czy enduro są sportami wymagającymi wielu wyrzeczeń. Obecnie sezon zmierza ku końcowi, więc nie wyjeżdżamy na zawody, ale każdy taki weekend jest strasznym wyzwaniem logistyczno-organizacyjnym, które zaburza całe funkcjonowanie. Treningi są dla mnie częścią kompletnego luzu, trenuję tak często jak tylko się da, żeby nie wyjść z formy, dodatkowo uczęszczam na siłownię i staram się utrzymywać systematykę ćwiczeń w domu. Pasja nie kończy się jednak na szlifowaniu umiejętności, ponieważ jest jeszcze CrazyCrossGirls. Muszę się przyznać, drodzy profesorowie, że to na waszych wykładach powstaje 90% tekstów i obrazków.

Natalia #911: Jak jeszcze jeździłam to nie było żadnego konfliktu w relacji rodzina – motocross. Mój partner Marcin też jeździł, no i córka jest zafascynowana off-roadem. W te wakacje nawet zaczęła jeździć na quadzie.

Sandra Piszczek: Ciężko jest znaleźć czas pomiędzy pracą, nauką, życiem studenckim a treningami. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie wyrwała się chociaż na półgodzinną przejażdżkę… Nie musi to być nawet tor motocrossu. W mojej okolicy jest mnóstwo miejsca do jazdy. 

Aleksandra Szymuś: Potwierdzam – nie jest to łatwe, a nawet potrzeba wielu wyrzeczeń, aby poczuć chwilę ten dreszczyk emocji.

I jak udaje Wam się łączyć to wszystko z tworzeniem i publikowaniem tekstów o Was? To pytanie głównie do Darii tworzącej bloga i fanpage. Macie jakiś podział zadań, działacie po godzinach? Jak wygląda typowy Twój dzień?

Daria Karwacka: Ostatnimi czasy dość często powtarzam, że strona jest zabawą i tylko z takim podejściem udaje się tworzyć najlepsze rzeczy. Jak już się przyznałam, w każdej luźniejszej chwili tworzę obrazki, wyszukuję filmy, artykuły i próbuję jakoś zainteresować publiczność fanpage’a. Pomagają mi w tym niewątpliwie dziewczyny podrzucając teksty, jak w przypadku relacji z zawodów, albo wywiady, w których  brały udział. Podział obowiązków obecnie kształtuje się na nowo, ponieważ opuściła nas chwilowo moderatorka z totalnie niespotykaną fantazją. Zdarzają się sytuacje, w których nie jesteśmy w stanie na bieżąco dodawać postów, wtedy korzystamy z planowania, nie zawsze łatwo jest trafić w aktualne wydarzenia. Materiały na bloga i część, którą najbardziej lubię, czyli przedstawianie dziewczyn w naszych autorskich tekstach, tworzone są zazwyczaj po nocach przy delikatnym świetle lampki i sympatycznej muzyce.

Co najbardziej lubicie w motocrossie i sportach motocyklowych?

Daria Karwacka: Za symbol bardzo istotny w życiu przyjęłam ważkę, która w wielu kulturach oznacza między innymi wolność, szybkość i natchnienie. Dokładnie takie odczucia towarzyszą mi podczas jazdy. Każdy wyjazd jest inny, raz jest ciężej, raz łatwiej, a ja nigdy nie odpuszczam. Za każdym razem wracam totalnie zmęczona i jednocześnie tak bardzo zmotywowana do życia i pełna energii. Żadna inna forma aktywności nie wywołuje u mnie takich skrajnych emocji.

Natalia #911: Co lubię?? Tak na prawdę to wszystko. Począwszy od maszyn, a skończywszy na atmosferze na zawodach. To, że możesz wsiąść na motocykl, założyć kask i odizolować się. Tworzy się taki własny świat, w którym całą uwagę musisz skupiać na dobrej zabawie i żaden problem się nie liczy. Uwielbiam tą moc pode mną, ryk silnika i prawdziwe poczucie wolności.

Milena Kojder: Co najbardziej lubię w motocrossie? Odpowiedź banalna, ale tak rzeczywiście jest, że ten sport to moja odskocznia od świata. Gdy mam jakiś problem, wsiadam na motocykl i zapominam o wszystkim. Ten sport dał mi również wielką, cenną rzecz : RODZINĘ!

Wszyscy pasjonaci tego sportu są jedną wielką szaloną Familią, bez której nie wyobrażam sobie życia. Mimo że mieszkam daleko od niektórych zawodników, mamy ze sobą stały kontakt i ciągle wyczekujemy na nadchodzące zawody, żeby spędzić ze sobą czas.

Sandra Piszczek: Najwięcej frajdy sprawia mi sama jazda. Lubię czasem stać z boku i podpatrzeć technikę. Lubię również rywalizację z chłopakami. Nawet nie wiecie, ile może nauczyć zwykłe ściganie kumpla po torze. Nie zwraca się wtedy uwagi na wywrotki, ważne, żeby podjechać jak najbliżej niego! Sporty motocyklowe są pełne niespodzianek. Ten dreszczyk emocji jest moim paliwem do działania.

Aleksandra Szymuś: Hmm… Najbardziej lubię adrenalinę. Mężczyzn! (śmiech)… Ja zaczynałam od jazdy z chłopakami i do tej pory z nimi jeżdżę.

Jakie problemy napotykałyście w czasie uprawiania motocrossu?

Daria Karwacka: O moich początkach można było by napisać książkę. To właśnie wtedy działo się najwięcej. Pewnego pięknego styczniowego popołudnia postanowiłam przejechać się po tralkach tam i z powrotem – około jeden kilometr całej trasy. Poligon znałam jak własną kieszeń, ale jak się okazało – nie do końca. Zaraz za drugim zakrętem wpadłam do okopu wypełnionego wodą tak bardzo, że motocykl zniknął. Nie miałam siły żeby go wydobyć, a za żadne skarby bym go tam nie zostawiła, więc stałam w tej wodzie i krzyczałam o pomoc dobre 20 minut, aż w końcu odnalazł mnie tata. Od tamtej pory jeszcze dwa razy jeździłam sama i zawsze coś wykombinowałam, dlatego najważniejsza zasada to: nie jeździć w terenie samotnie, bo nigdy nie wiesz, gdzie wpadniesz. Bardziej na poważnie: jeżdżę już kilka dobrych lat, zaliczyłam poważny wypadek (przebicie przedramienia klamką sprzęgła z kulką!), nabawiłam się kontuzji, które odczuwam w najmniej oczekiwanych momentach, ale dobra rozgrzewka to podstawa, a po konkretnej jeździe czuję się jak nowo narodzona i nic mi nie dolega. Zapomniałabym wspomnieć, że każdy siniak jest dla mnie niczym trofeum, a zakwasy przypominają o dobrej zabawie.

Natalia #911: Moim największym problemem był brak funduszy na zakup własnego motocykla. Ale po wybłaganiu pierwszej lekcji u mojego partnera, największym problemem był rollgaz. Nie umiałam wyczuć przy ruszaniu, ile Yamaszka potrzebuje gazu. Nie chciałam ani jej zadławić, ani polecieć na 4 litery (śmiech). Gdy dorobiłam się małego chinolka, to pojawił się problem z płaskimi zakrętami, bo ciężko było mi utrzymać się w koleinie z powodu małych kół. Nie poddawałam się jednak i próbowałam za wszelką cenę opanować jazdę do perfekcji. Raz chciałam wyjść z zakrętu ze sprzęgła, na mojej drodze stanął korzeń drzewa. Wówczas zaliczyłam pierwszy lot i wylądowałam na pobliskiej lipie.

Sandra Piszczek: Jestem bardzo kontuzjogenna. Na drugi dzień po zakupie pierwszego motocykla uległam poważnemu wypadkowi. Uszkodziłam sobie kolano. Do tej pory się z tym borykam, żaden lekarz nie potrafił mi pomóc. Zmuszona jestem do jazdy w ortezach ( wiem, że są bezpieczne, ale mega niewygodne). Dwa lata później wystartowałam w Czechach i tam jeden zawodnik dosłownie zepchnął mnie z toru i uszkodziłam sobie bark. Nie brakuje również wywrotek na torze. Najśmieszniejsze jest to, że ostatnio więcej krzywdy robię sobie na padoku niż podczas "wypadków" na torze. Ale bez tych "atrakcji" motocross to nie to samo. Nauczyłam się już, że trzeba szybko się podnieść i ruszyć, zanim ból da o sobie znać!

Aleksandra Szymuś: Wstrząs mózgu podczas Pucharu Polski w Głogowie. O ile pamiętam to był pierwszy taki Puchar w historii. Skończyło się wielkim siniakiem na czole i wstrząsem mózgu. Drugi mój poważny wypadek miał miejsce podczas treningu. Zaciął mi się gaz i poleciałam w powietrze, a potem z dużej wysokości spadłam na plecy. Niestety do dziś czuję ten uraz.

Ramki na tablice rejestracyjne - wzór Italia

Jak Wasze rodziny podchodzą do Waszej pasji?

Daria Karwacka: Całe to zamieszanie związane z pasją jest ewidentną winą mojego taty. Odkąd pamiętam w najbliższym otoczeniu słychać było warkot silników, a moi rodzice nie raz podróżowali motocyklem po Polsce. Pewnego dnia kaprys córci dotyczący nauki jazdy na motocyklu został spełniony. Po tygodniu walki z CRką rodzice zaproponowali mi, że odkupią wcześniej pożyczoną Hondę, a tata będzie mnie uczył techniki. Chyba sami nie wiedzieli, na co się pisali, bo teraz nie wyobrażam sobie zawodów bez mamy, dbającej o moje poczucie czasu i wciskającej we mnie jedzenie, czy taty, który jest dumny z moich osiągnięć, nawet kiedy objadę go na torze. Nie spotkałam się z jakąkolwiek negatywną opinią w mojej rodzinie, co więcej ostatnimi czasy trenuję z moim 8-letnim kuzynem Natanielem.

Natalia #911: Mama na początku twierdziła, że to bardzo zły pomysł, bo pamięta moje przygody z rowerem. Styczność z tym jednośladem najczęściej kończyła się na pogotowiu (śmiech).
W głowie mamy wizja mnie na motocyklu zapewne była najczarniejsza z możliwych, ale to właśnie ona kupiła mi pierwsze fly i wspierała w każdej chwili zwątpienia. Za to jej bardzo dziękuję. Marcin natomiast od początku mnie popierał i dzielnie uczył wszystkiego od podstaw. I nie dość, że był trenerem, psychologiem to i mechanikiem. Bo szczerze mówiąc, to udało mi się umyć własny motocykl tylko raz (śmiech).

Sandra Piszczek: Rodzice na początku robili wszystko żeby mnie od tego odciągnąć. Nikt w rodzinie nie miał nigdy nic wspólnego z motocyklami, a tym bardziej z motocrossem. Jednak w tym roku zrozumieli, że nie mają szans z moją pasją i zaczęli mnie wspierać. Jeżdżą ze mną na zawody, pomagają w treningach. Nie wiem czy udało by mi się tyle osiągnąć bez nich.

Aleksandra Szymuś: Mój tata bardzo mi pomaga. Wspiera duchowo oraz finansowo. Poświęca mi bardzo dużo czasu. A mama boi się o mnie, ale również mi kibicuje.

Ramki na tablice rejestracyjne - wzór Italia

W jaki sposób szukacie sponsorów, rozwijacie się? Czy firmy widzą już, że ilość dziewczyn na torach wzrasta i dostosowują swoją ofertę?

Daria Karwacka: Sponsoring sportów motocyklowych na szczeblu krajowym jest ewenementem. Tylko najlepsi zawodnicy mogą szczycić się dofinansowaniem. Choć znacznie łatwiej jest uzyskać fundusze dla klubu, niż pojedynczego zawodnika, to nie są to kwoty zbliżone do nakładów na inne sporty, a wydatków mamy bardzo dużo. Motocross i enduro kobiet są dziedzinami stosunkowo nowymi w naszym kraju, mimo że media nieświadomie nas promują, to i tak zawsze będziemy w mniejszości. Jeśli chcemy stawiać na rozwój, musimy sobie na niego ciężko zapracować, tylko wtedy pojawią się szersze horyzonty. Ale nie ma co narzekać, trzeba zakasać rękawy. Blog CrazyCrossGirls sam się nie zaktualizuje, a może kiedyś zdobędziemy fundusze chociaż na gadżety reklamujące nasze przedsięwzięcie.

­ Sandra Piszczek: Nie szukałam jeszcze sponsorów, ale sądzę, że w niedługim czasie się to zmieni. Bez wsparcia jest ciężko, a firmy zdają sobie sprawę, że nasz sport z sezonu na sezon gwałtownie się rozwija. Najważniejsze to dobrze napisana oferta sponsorka i pierwsze wrażenie. Jeśli chcemy żeby ktoś do nas podszedł jak do profesjonalisty, musimy się jak profesjonalista zachowywać.

Bardzo dziękujemy za rozmowę, życzymy powodzenia wszystkim CrazyCrossGirls!

Najnowsze