Sukces Polki w Dubaju!

Sukces Polki w wyścigu 24-godzinnym w Dubaju. Gosia Rdest zdobyła wraz z kolegami z zespołu pierwsze miejsce w klasie GT4, zasiadając za kierownicą Audi R8 LMS GT w barwach zespołu Phoenix Racing.

Wspaniały początek sezonu Gosi Rdest. Polka stanęła na najwyższym stopniu podium w wyścigu 24-godzinnym w Dubaju. Wraz z kolegami z samochodu wygrała rywalizację w klasie GT4. Z kolei w klasyfikacji generalnej zespół z numerem #248 zajął wysokie 26. miejsce. Warto wspomnieć, że Gosia była jedyną kobietą na podium. To drugi z rzędu sukces Gosi w Dubaju – w zeszłym roku również przywiozła puchar za trzecie miejsce w kategorii TCR. Tym razem poprawiła wynik.

Gosia zasiadała za kierownicą nowego Audi R8 LMS GT w barwach teamu Phoenix Racing. Dla niemieckiego zespołu był to wyjątkowo udany weekend – drugi przygotowywany przez niego samochód zajął drugie miejsce w klasie GT4.

Gosia dzieliła samochód z Philipem Ellisem, Joonasem Lappalainenem i Louisem Jasperem. Dwoje z nich to mistrzowie pucharu Audi Sport TT Cup z 2016 i 2017 roku. Sukces trójki zawodników wywodzących się z tej samej serii wyścigowej pokazał, jak  koncern z Ingolstadt otwiera ścieżki rozwoju dla młodych zawodników.

Wyścig w Dubaju był dla Gosi próbą generalną przed sezonem w GT4 European Masters. Pierwszy raz zasiadała za kierownicą samochodu z tylnym napędem, mocniejszym o ok. 150 koni mechanicznych niż jej dotychczasowe maszyny. Okazało się, że w nowej specyfikacji czuje się jak ryba w wodzie, czego dowiodła osiągając dobre czasy.

Wyścig 24-godzinny przebiegał dla zespołu Gosi bez większych problemów. W sumie w ciągu doby zmagań auto przejechało 551 okrążeń. Najszybszym z kierowców okazał się Philip Ellis. Od szóstej godziny wyścigu zespół utrzymywał się w ścisłej czołówce jednak początkowo nie był faworytem. Konieczne było więcej pit stopów, między innymi z powodu usterki kierownicy i problemów z elektroniką. Pod koniec wyścigu wszystko wskazywało na to, że trofeum zwycięzców przypadnie ekipie z Hong Kongu, również w barwach Phoenix Racing. Jednak w wyniku niedopełnienia regulaminu otrzymali karę, stąd przesunięci zostali oczko niżej.

Wyścig w Dubaju był premierą nowego Audi R8 LMS GT na torze, wyścig był zatem także sprawdzianem niezawodności maszyny. Samochód jest dość łatwy w prowadzeniu i daje bardzo dużo frajdy. Wymaga innego stylu jazdy niż przednionapędówki, trzeba sporo cierpliwości z dodawaniem gazu. Generalnie samochód bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. – mówi Gosia, która cały sezon 2018 spędzi za kółkiem właśnie R8 w Mistrzostwach Europy GT4.

Najnowsze

Edyta Klim

Trzeba uważać, bo motogymkhana uzależnia – rozmawiamy z Martą Maczan-Malarz

Motogymkhana zmieniła życie „Tuśki” całkowicie i trwale. Teraz realizuje siebie i jest szczęśliwa, a dodatkowo jest najwyżej sklasyfikowaną zawodniczką w sezonie 2017!

Motogymkhana odmieniła Twoje życie?

Motogymkhana na pewno w ogromny sposób wpłynęła na moje życie, bo stała się moją nieplanowaną pasją. A każda pasja w znaczący sposób zmienia lub odkrywa naszą świadomość i postrzeganie – jak chcemy, by nasze  życie wyglądało. Pomaga też zrozumieć, kiedy tak naprawdę jesteśmy szczęśliwi, co daje nam satysfakcję w życiu, poszerza nasze horyzonty myślowe, czy pomaga nie przejmować się drobnostkami i troskami dnia codziennego, na które nie mamy wpływu. I w moim przypadku motogymkhana poprzestawiała wartości w życiu. Uważam, że życie jest zbyt krótkie, by odkładać cokolwiek na potem. Dlatego postanowiłam żyć w zgodzie ze sobą, realizować siebie, a nie spełniać oczekiwania innych. I jestem szczęśliwa!

Poprzestawiała wartości i życie też przy okazji?

Tak. Do tego stopnia, że mój kalendarz w sezonie (wiosna-jesień), urlopy, budżet, praca, czy inne zajęcia są podporządkowane pod treningi i zawody. W ostatnim sezonie mieliśmy treningi w każdą niedzielę od 9-11 rano. Co skutkowało pobudką o 7 rano i mimo, że uwielbiam spać, to z przyjemnością wstawałam o tak wczesnej porze, by móc pokręcić się przez 2 godziny wokół pachołków. W soboty rezygnowałam ze spotkań towarzyskich, żeby w niedzielę rano mieć formę na trening. Innym przykładem może być planowanie własnego ślubu w takich terminach, by nie kolidował z zawodami (śmiech). Podróż poślubna czy urlopy również były dopasowane do harmonogramu zawodów. I wcale nie czułam, że muszę z czegoś zrezygnować, wręcz przeciwnie czułam, że wyciskam życie jak cytrynę i mogą robić jeszcze więcej fajnych rzeczy!

I do tego stopnia, że znalazłaś tam miłość swojego życia?

Oj nie, to było w odwrotnej kolejności – najpierw była miłość życia, potem motogymkhana (śmiech). Mój mąż Łukasz Malarz (ksywka zawodnicza Malarz) jeździ motocyklem od lat nastoletnich i w sposób bardzo płynny, jego pasja stała się sposobem na życie. Jego historia to temat na odrębny wywiad, a nawet książkę! Urzekł mnie nie dlatego, że był motocyklistą (bo jak dla mnie mógłby jeździć na deskorolce albo zbierać znaczki), ale dlatego, że ma nietuzinkową osobowość, bardzo pozytywne usposobienie i jest dobrym człowiekiem. 

Motocykle były dla nas najpierw sposobem na wspólne spędzanie wolnego czasu. Na pierwsze zawody gymkhany w Szczecinie pojechaliśmy jako kibice. Z wielką fascynacją oglądaliśmy, jak można „bawić się” motocyklem i sprawnie nad nim panować, więc nie trzeba nas było namawiać, by zacząć trenować gymkhanę – widzieliśmy w niej same korzyści. Mamy to szczęście, że oboje bardzo mocno zaangażowaliśmy się z trenowanie i starty w zawodach.

Wspólna pasja, wspólne cele i ich realizacja?

Tworzymy po prostu team. Wspieramy się (kiedy Malarz pakuje motocykle na przyczepkę, to ja robię kawę i kanapki na podróż),  motywujemy do podejmowania nowych wyzwań (prawdopodobnie żadne z nas samo nie pojechałoby na Mistrzostwa Europy do Holandii, ale razem daliśmy radę), doskonale rozumiemy nasze emocje towarzyszące na zawodach (u Malarza adrenalina przed startem jest tak wysoka, że nie odzywa się do nikogo, więc ja go zostawiam w spokoju. A mnie adrenalina dopada na dzień przed startem i Malarz cierpliwie wytrzymuje ze mną w samochodzie, przez te wszystkie długie podróże z północy Polski). Cieszymy się z wzajemnych sukcesów czy równie mocno przeżywamy porażki partnera. Jesteśmy bardzo zgodni co do motocyklowej formy spędzania urlopu i planowania wydatków na realizowanie naszej pasji.  Nie ma u nas sporów o to, czy zainwestować w motocykle, czy kupić wielki telewizor (ps. do dzisiaj telewizora nie mamy, bo nawet nie byłoby czasu na oglądanie). Oboje patrzymy w tym samym kierunku i mamy te same priorytety – chcemy realizować siebie i przeżyć życie szczęśliwie, a w naszym przypadku ogromną rolę w tym planie odgrywają motocykle.

Co jest takiego w tych zawodach, że chce się to robić?

Trzeba uważać, bo motogymkhana uzależnia. Uzależnia pozytywna adrenalina przed każdym startem i to, że na każdej rundzie trasa konkursowa nie jest znana i nie wiadomo, czego się spodziewać. Uzależnia spotkanie z fantastycznymi motocyklistkami z całej Polski i mimo że ze sobą rywalizujemy, to tak naprawdę kibicujemy sobie i bardzo się lubimy. Uzależnia nieprzeciętna atmosfera samych zawodów i optymizm wszystkich osób zaangażowanych w ich organizację. A po zawodach tradycyjne spotkanie zawodników na after party i integracja gymkhanerów z całego kraju. To wszystko powoduje, że z niecierpliwością czekamy na kolejne zawody!

Autorzy zdjęć:

Foto Karola https://www.facebook.com/FotoKarola/
Fundacja Jednym Śladem https://www.facebook.com/fundacjajednymsladem/
Dago Mil
Ian Ashford

Kręcenie się wciąż po placu nie jest nudne?

Myślę, że faktycznie mogłabym się szybko znudzić, gdybym kręciła się wokół pachołów ruchem jednostajnym i bez celu. W motogymkhanie, którą znam, jest jednak duża dynamika. Nie znam chyba nikogo, kto uważa, że umie już kręcić się wystarczająco dobrze, bo zawsze jest tak, że można kręcić się szybciej (śmiech). Na treningach układane są trasy, polegające na ustawianiu w przeróżnej konfiguracji pachołów niebieskich, czerwonych i żółtych, wymagające od nas przejechania trasy jak najszybciej i bezbłędnie. Stawiamy sobie wyzwania, pokonujemy własne ograniczenia, które najczęściej są tylko w naszej głowie. Dążymy do tego, by pokonać trasę w jak najlepszym czasie. Każdy zawodnik stawia sobie za cel, by pokonując figurę na trasie dodać gaz jak najwcześniej, będąc jeszcze w złożeniu czy w zakręcie, a hamować jak najpóźniej w zakręcie. I nie chodzi tylko o to, żeby jechać szybko czy sprawnie pokonać figury – przejazd na trasie trzeba zaplanować tak, aby każdą figurę z pachołków, pokonać jak najefektywniej i ustawić się jak najsprawniej do kolejnej figury. To cała taktyka przejazdu. Dzięki temu poznajemy swoje limity, podnosimy umiejętności z techniki jazdy, uczymy się jeszcze więcej i końca tej nauki nie widać, bo zawsze można jeździć lepiej!

Jak wyglądał początek tej pasji?

Moje początki z motogymkhaną były bardzo nieśmiałe i trenowałam tylko po to, aby nauczyć się panować nad motocyklem, poprawić, a właściwie nauczyć się techniki jazdy motocyklowej, dzięki czemu mogłam pewniej i bezpieczniej jeździć na co dzień. To, że niewinne treningi były coraz częstsze, a moje zaangażowanie coraz większe – to niechcący spowodowało, że teraz nie wyobrażam sobie końca treningów i rezygnacji z zawodów. Moje osiągnięcia w gymkhanie i nabyte umiejętności to głównie sukces Malarza, który jest moim trenerem motocyklowym.

Pamiętasz co na początku sprawiało Ci najwięcej trudności? Co myślisz o tym teraz?

Oczywiście, że pamiętam i opowiadam to jako anegdotkę nowicjuszom na treningach gymkhany, by wiedzieli, że każdy kiedyś zaczynał i miał te same obawy, co oni. Jak kilka lat temu przyjeżdżałam na treningi, to przez pierwszą godzinę stałam i nie miałam odwagi dołączyć do trenujących. Obawiałam się, że wszyscy będą patrzyli, jak ja nie umiem jeździć. Moje obawy były zupełnie bezpodstawne, bo osoby bardziej doświadczone były niezwykle pomocne i czuły misję, żeby podpowiadać początkującym motocyklistom na czym polega motogymkhana i poszerzać zagadnienia z techniki jazdy motocyklem. Wszyscy kiedyś zaczynali trenować i nikt nie urodził się zawodnikiem…

Na jakim motocyklu zaczynałaś starty, a jaki masz teraz?

Mój pierwszy motocykl to Suzuki Freewind XF650 – motocykl turystyczny, jednocylindrowy, nazywany przeze mnie i znajomych  „Fredek”. On towarzyszył mi na zawodach przez  pierwsze 2 lata i na nim nauczyłam się najwięcej. Mimo, że motocykl ten nie był dynamiczny i zanim się rozpędził, to już musiałam hamować (śmiech), to jednak go uwielbiałam i dobrze go czułam. Poza zawodami Fredek towarzyszył mi na wyprawach motocyklowych po Chorwacji i Czarnogórze, czy „polatankach” w terenie. Do Fredka mamy ogromny sentyment i mamy go do dziś, choć był plan sprzedaży. Jednak po tym, jak przyjechał po niego zdecydowany kupujący – to mój mąż stwierdził, że jednak go nie sprzedaje! (śmiech)  

Aby móc rywalizować w gymkhanie o podium nabyłam jednak motocykl z większym temperamentem – Hondę CBR 600 F4i. Uwielbiam ją nie mniej, niż Fredka. Honda jest dynamiczniejsza i sprawniejsza na pierwszym biegu, co znacznie ułatwia szybsze pokonywanie figur na trasie.

To jakie modele motocykli są najlepsze do startów?

Uważam, że każdy motocykl nadaje się do gymkhany. Najlepszy jest ten, którym jeździmy na co dzień. Na zawodach w Czechach byłam pod wrażeniem, jak jeden z lokalnych zawodników fantastycznie sobie radził na wielkim Harleyu, czy dziewczyna na kilkudziesięcioletniej Jawie. Najważniejsza jest klatka, czyli prosta konstrukcja z rurek zamontowana po obu stronach motocykla, która w trakcie upadku chroni wystające elementy motocykla, owiewki, silnik itp. przez porysowaniem czy zniszczeniem. A poza tym daje pewien komfort psychiczny, przez co możemy jeździć odważniej.

Modyfikacje w startach pomagają?

Aby powalczyć o dobre miejsce i móc jeszcze sprawniej pokonać trasę, wystarczy kilka niewielkich modyfikacji motocykla. W Freewindzie niczego, poza zamontowaniem klatki, nie zmieniałam. Jednak w „ef4ce” zmieniłam niską sportową kierownicę typu Clip On na wyższą (żeby ją zamontować przycinana była owiewka), zamontowałam linkę regulacji obrotów oraz oczywiście wyposażyłam motocykl w klatkę. Warto też zainwestować w dobre opony motocyklowe, zapas klocków hamulcowych i płyn hamulcowy. Jednak, aby zrobić dobry wynik trzeba przede wszystkim trenować.

Pewne zmiany w motocyklu mogą pomóc, jak np. zmiana zestawu napędowego na taki, który lepiej przyśpiesza, kosztem mniejszej prędkości maksymalnej i bardzo ważne są też hamulce. Ja akurat mam hamulce seryjne, a nowy napęd nabyłam dopiero w połowie ostatniego sezonu. Na sezon 2018 planuję jednak zmienić pompę hamulcową na bardziej skuteczną oraz ponownie zmienić napęd, ponieważ ten ostatni nie jest wystarczająco agresywny. A tak się składa, że nowy dostałam w prezencie świątecznym i wiem, że to dziwne, ale napęd bardziej mnie cieszy, niż biżuteria z kryształkami (śmiech).

Komu polecasz motogymkhane i po co właściwie to robić?

Każdemu, kto chce poprawić swoje umiejętności jazdy motocyklem, lepiej nad nim panować – co bezpośrednio przekłada się na bezpieczniejszą, codzienną jazdę motocyklem i szybsze reagowanie na nieprzewidziane sytuacje na drodze. A w szczególności polecam ją osobom, których kręci też rywalizacja. Po co to robić? Podam na swoim przykładzie. Trenuję, aby mieć większe umiejętności z techniki jazdy motocyklem, dzięki czemu czuję się bezpieczniej jadąc motocyklem, jako uczestnik ruchu drogowego. Jednak przede wszystkim trenuje gymkhanę dlatego, że sprawia mi to ogromną radość!

Jak samodzielnie przygotować się do startu w zawodach, żeby nie było wstydu?

O wstydzie na zawodach nie ma mowy, bo organizatorzy i zawodnicy bardzo mocno kibicują i doceniają każdego debiutanta. Ale, żeby mieć przyjemność ze startów w zawodach, to warto byłoby zawczasu potrenować. Do tego potrzebujemy mieć zatankowany motocykl, bezpieczne ubranie motocyklowe, odrobinę zacięcia i kawałek placu lub parkingu, na którym ustawiamy dwa pachołki. Na relatywnie niewielkiej powierzchni polecam trenowanie najpopularniejszej figury tzw. GP8. Ósemka może się kojarzyć z nauką jazdy, którą wszyscy znamy i pamiętamy, ale ta gymkhanowa ósemka jest troszeczkę inna. Rozstawiamy pachołki trochę dalej od siebie (w odległości 12 m), nie mamy linii ograniczających tor jazdy, a celem jest przejechanie jej jak najciaśniej i jak najszybciej. Jest to genialna figura, bo to ćwiczenie praktycznie wszystkiego, co jest w gymkhanie do szczęścia potrzebne, czyli: zacieśniania skrętów raz w lewo, raz w prawo, pracy z gazem, hamowania, czucia przyczepności, kontroli uślizgów, poprawy pozycji na motocyklu, czy sposobu patrzenia, a także samodzielnego podnoszenia motocykla po upadku (śmiech). Można też bardzo łatwo monitorować swoje postępy poprzez mierzenie czasu przejazdu kilku ósemek. Wszystkie elementy trenowane na GP8  wykorzystujemy potem na trasie gymkhany.

Jak wygląda organizacja zawodów w Polsce? Nie zawsze wychodzi tak, jakby się chciało?

Organizatorzy to częściowo sami zawodnicy, którzy robią to dla siebie i robią to, bo lubią. W organizację zawodów angażują się również osoby, które nie są zawodnikami, ale doceniają tą dyscyplinę. Mimo niszowego, amatorskiego poziomu tego sportu i organizacji, nie oznacza to wcale, że ten poziom jest niski – po prostu ten sport nie wymaga wielkiego budżetu czy specjalnej infrastruktury. Dzięki czemu jest dostępny dla każdego. Zawodnicy, organizatorzy i kibice tworzą jedną wielką społeczność gymkhanową, i wszyscy bierzemy w tym udział, bo zależy nam, aby poszczególne rundy się odbyły. Każda z nich przynosi jakieś niespodzianki np. na ostatniej rundzie w Katowicach przez całą noc, aż do rana, była ulewa i organizatorzy osuszali kałuże, żeby zawody mogły się odbyć. Pogoda niejednokrotnie wprowadzała nieplanowane przerwy w trakcie zawodów, czy zmuszała do przyśpieszenia przeprowadzenia przejazdów finałowych.

Czy przyszły sezon przyniesie jakieś zmiany?

Z racji, że nie jestem bezpośrednim organizatorem – to nie jestem na bieżąco z planowanymi zmianami w regulaminie czy kalendarzem zawodów. Z pewnością wszelkie informacje będą publikowane na stronie facebooka: https://www.facebook.com/GymkhanaGp/ .

video: Piotr „Kyo” Kołodziejski

Jak motogymkhana rozwija się w innych krajach i czy nasza czołówka zawodników trzyma wysoki poziom?

Kolebką gymkhany jest Japonia i to tamtejsi zawodnicy prezentują najwyższy poziom na świecie oraz są wzorem dla pozostałych gymkhanerów. W Europie prym wiodą Holendrzy. Motogymkhana jest popularna też w Czechach, Anglii, Francji, Rosji, USA. Gymkhana w Polsce rozwija się bardzo mocno i chciałabym podkreślić, że nasi zawodnicy reprezentują bardzo wysoki poziom na tle innych krajów europejskich. A najlepsi polscy zawodnicy to europejska czołówka! Miałam okazję brać udział w międzynarodowych zawodach w Holandii i w Czechach, a każdy kraj ma swoją specyfikę organizacyjną. Jednak jest też wspólny mianownik – wszyscy zawodnicy, niezależnie od kraju rodzimego, są pasjonatami motogymkhany.

Jesteś osobą lubiącą adrenalinę? Co jeszcze lubisz robić?

Gdyby zapytać moich znajomych, to zapewne odpowiedzieliby, że tak, lubię adrenalinę. Ja jednak trochę jestem i trochę… nie jestem osoba lubiącą adrenalinę (śmiech). Lubię ją wtedy, gdy mam nad nią kontrolę i gdy sprawia mi przyjemność. Nie dałabym się namówić np. na skok ze spadochronem, na bungee, czy na wspinaczkę na ośmiotysięczniki w bardzo niskich temperaturach. Uważam, że motocykle są zdecydowanie bezpieczniejsze i mam nad nimi większe panowanie. Lubię jednak przygody, aktywne życie i nowe wyzwania, bo to daje mi prawdziwe szczęście i czuję, że nie marnuję czasu. Przez cały rok dbam o kondycję sportową, co bardzo przydaje się na treningach gymkhany. Od kilku lat trenuję pole dance, a od ponad roku cross fit, którego jestem wielką entuzjastką. Treningi uzupełniam bieganiem. Gdybym miała więcej czasu, to częściej brałabym udział w biegach z przeszkodami (do tej pory byłam na dwóch). A zimą obowiązkowo narty, na których jazda, moim zdaniem, jest bardzo podobna do jazdy motocyklem. W sezonie jesienno-zimowym, praktycznie w każdy weekend bywam na koncertach rockowych lub w moim ulubionym Teatrze Polskim w Szczecinie. Jednak już przebieram nogami, aż zacznie się nowy sezon zawodniczy! (śmiech)

Czy jazda motocyklem to dla Ciebie już tylko motogymkhana? Jeździsz jeszcze turystycznie lub po torze?

Na szczęście nie tylko i nadal mam wielką przyjemność jeżdżąc motocyklem „po bułki”. W sezonie codziennie znajduję powód, by założyć kombinezon motocyklowy. Oczywiście priorytetem są treningi i zawody motogymkhany, ale z wielką przyjemnością jeżdżę też na tor w Starym Kisielinie (umiejętności z gymkhany bardzo mi pomagają w jeździe na torze). Nadal bardzo lubię wyprawy motocyklowe i nie zamierzam z nich rezygnować. Mamy kilka pomysłów na dalekie podróże, więc konsekwentnie będę dążyła do ich realizacji. Mam cichą nadzieję, że uda się znaleźć miejsce w garażu na lekkie enduro i czas na treningi w terenie!

Fanpage Tuśki i Malarza: https://www.facebook.com/PromotoGymkhanaTeam/

 

Najnowsze

Śmierć podczas nauki jazdy – kursanci nie żyją

Wydawać by się mogło, że podczas nauki jazdy jesteśmy bezpieczni. Opisywana przez nas tragiczna sytuacja niestety temu przeczy...

Od pewnych kierowców oczekuje się, że będą jeździć bardziej bezpiecznie niż inni. Niedawno pisałyśmy o taksówkarzu, który jadąc zbyt szybko dosłownie „zmiótł” osobę na przejściu dla pieszych.

Tym razem chodzi jednak o zgoła inną sytuację. Każdy z nas, kierowców, miał bowiem z nią doczynienia. Chodzi o kurs nauki jazdy – przed przystąpieniem do egzaminu na kat. B. Jazdy odbywa się w towarzystwie wykwalifikowanego instruktora.

Tuchola, 8 stycznia. Dwaj kursanci – jeden w wieku 18 lat, drugi 34. uczestniczą w ostatniej lekcji jazdy, poprzedzającej właściwy egzamin. Z miasta wyjeżdżają wraz z 43-letnim instruktorem. Prowadzi młodszy Bartek, uczeń Technikum Leśnego w Tucholi (woj. kujawsko-pomorskie), pasjonat sokolnictwa. Celem jest Grudziądz – w tym mieście zaplanowano zamianę za kierownicą, wówczas ma prowadzić starszy Łukasz – wkrótce spodziewa się narodzin dziecka.

Po pokonaniu około 60 kilometrów, w miejscowości Święte, dochodzi do tragicznego zderzenia „Elki” z ciężarówką.

– Kierujący toyotą zjechał na przeciwległy pas i zderzył się z nadjeżdżającym manem – mówi dla „Faktu” asp. szt. Marek Rydzewski z Komendy Powiatowej Policji w Świeciu.

Bartek i Łukasz giną na miejscu, a instruktor zostaje ciężko ranny. „Fakt” podaje, że kierowca ciężarówki nie odniósł żadnych obrażeń.

Co było powodem tego wypadku i jaką rolę odegrał instruktor – ustala prokuratura.

Źródło: Fakt, Polsat News

Najnowsze

Gosia Redst i jej koledzy z Phoenix Racing na pole position w Dubaju

Kwalifikacje do wyścigu 24-godzinnego w Dubaju zakończyły się szczęśliwie dla zespołu Gosi Rdest. Samochód, którym pojedzie Polka wystartuje jutro z pole position w klasie GT4.

Samochód, w którym Gosia Rdest jedzie w wyścigu 24-godzinnym w Dubaju zakwalifikował się na pole position w swojej klasie. Drugie Audi R8 LMS GT wystawiane przez zespół Phoenix Racing uplasowało się na P4 do startu. Było to pewnym zaskoczeniem, ponieważ to właśnie drugi samochód, do którego skompletowano pięciu bardzo doświadczonych zawodników z Hong Kongu, był typowany na faworyta.

Gosia Rdest dzieli samochód z Philipem Ellisem, Joonasem Lappalainenem i Louisem Jasperem. Audi R8 LMS GT startuje w klasie GT4 i wygląda na to, że ma spore szanse na dobry wynik. Za każdym razem zespół podkreśla jednak, że wyścig w Dubaju jest przede wszystkim okazją dla młodych kierowców na zapoznanie się z nowym samochodem i przygotowaniem do sezonu. 

Wyścig 24H Dubai startuje w piątek o godzinie 11:00 czasu polskiego. Kierowcą, który rozpocznie wyścig będzie prawdopodobnie Joonas Lappalainen jako najbardziej doświadczony z zawodników.

Livestream z wyścigu można śledzić na kanale na YouTube: https://www.youtube.com/user/24HSeries

Onboard live z samochodu Gosi Rdest dostępny będzie na kanale na YouTube: https://www.youtube.com/user/chillbobie

Najnowsze

Jak przerobić blaszaka na luksusową salonkę?

Wykończone drewnem wnętrze, potężne fotele i wyposażenie godne salonu – tak w skrócie można opisać amerykańską salonkę, czyli luksusowo wyposażony samochód osadzony na aucie dostawczym. Moda na „jeżdżące pokoje” nie przeminęła. Takie samochody kupują nie tylko miłośnicy motoryzacyjnej turystyki, ale również firmy świadczące usługi dla VIP-ów.

Klasyczne amerykańskie salonki wyróżniały się często charakterystycznym układem okien, a w ich wnętrzu nie mogło zabraknąć potężnych, najczęściej skórzanych foteli lub wręcz kanapy. Luksusowy pokój na kołach był wyposażony w rozbudowany system audio oraz – w modelach pamiętających lata 80. i 90. – sporych rozmiarów telewizor i magnetowid. Klimatu dopełniały drewniane – kojarzone z jachtem – wykończenia oraz domowe firanki zawieszone w oknach.

Bus dla VIP-ów – wyposażenie godne aut klasy premium
Luksusowo wyposażone busy nadal znajdują swoich odbiorców – dzisiaj głównie wśród klientów biznesowych. Firmy transportowe, które oferują usługi dla VIP-ów, najczęściej decydują się na budowę takiej salonki na specjalne zamówienie, a na liście jej wyposażenia nie może zabraknąć nie tylko gustownych elementów znanych z segmentu aut klasy premium, ale również odpowiednio spersonalizowanego wyposażenia, poprawiającego komfort podróżowania.

– Samochody dostawcze, które dostosowuje się do konkretnych potrzeb, mają podstawowe wyposażenie, dlatego jednym z elementów, o którym trzeba pomyśleć przy personalizowaniu luksusowego busa, jest rozbudowa fabrycznej klimatyzacji pojazdu. Trzeba przy tym zadbać nie tylko o układ chłodzenia oraz ogrzewania, ale również o systemy sterowania tymi urządzeniami – wyjaśnia Kamil Kleczewski, Dyrektor Handlowy i Marketingu firmy Webasto Petemar.

Jednym z rozwiązań jest system klimatyzacji BlueCool Drive 40. Zestaw montowany jest w pojeździe poprzez zintegrowanie z istniejącym już fabrycznym układem klimatyzacji, tworząc jeden obieg. Urządzenie jest zasilane podczas pracy silnika samochodu oraz korzysta z zamontowanej przez producenta auta sprężarki i skraplacza. Powietrze chłodzone jest w dodatkowym parowniku, a całość uzupełnia dedykowany moduł sterujący.

– Przy rozbudowie układu ogrzewania jednym z najwygodniejszych rozwiązań i równocześnie najbardziej praktycznych jest tak zwane ogrzewanie postojowe. Zasada pracy takiego systemu jest prosta – zasilany ze zbiornika paliwa pojazdu kompaktowy agregat ogrzewa zassane powietrze i korzystając z układu wentylacji i układu chłodzenia pojazdu ogrzewa wnętrze. Zaletą tego rozwiązania jest możliwość wyposażenia układu w urządzenie ThermoCall, które umożliwi sterowanie ogrzewaniem za pomocą telefonu komórkowego. Dzięki temu można nie tylko zdalnie sterować temperaturą, ale również zaplanować pracę układu z 24 godzinnym wyprzedzeniem  – dodaje Kamil Kleczewski z Webasto Petemar.

Wyraźne podniesienie standardu przerabianego busa to jeden z istotnych argumentów, który ma znaczenie przy przewozie osób. Na liście zmian znajdują się między innymi wykończenia ścian, podłóg i sufitów materiałami wysokiej jakości oraz montaż odpowiednich systemów zaciemniających okna.

– Firmy zlecające personalizację luksusowego busa oczekują komfortu połączonego z wysoką funkcjonalnością. Wnętrze takiego pojazdu jest więc najczęściej wyposażone w przestronne i wielofunkcyjne fotele oraz stoliki, które pozwalają na pracę przy komputerze. Całość uzupełnia dobre oświetlenie i właściwie wyciszone wnętrze. Oczywiście nie można zapomnieć o estetyce wykończenia, takie wnętrze znacznie mocniej przemówi do wyobraźni potencjalnych pasażerów, zaś auto może stać się bardzo skuteczną wizytówką firmy – dodaje Robert Hauser z firmy Hauser zajmującej się zabudową samochodów dostawczych.

Na liście wyposażenia takich aut można również znaleźć wysokiej klasy sprzęt audio, barki oraz lodówki. W przypadku tych ostatnich producenci muszą zmierzyć się nie tylko z odpornością urządzenia na potencjalne wstrząsy, ale również zapewnić cichą pracę oraz niskie zapotrzebowanie na energię.

– W przypadku gdy na pokładzie samochodu znajduje się odpowiednia ilość miejsca, idealnym rozwiązaniem będzie np. linia lodówek Cruise. Najmniejsze modele mają od 16 do 49 litrów, największy natomiast nawet 320 litrów. Wśród klientów personalizujących luksusowe vany lub samochody kempingowe największą popularnością cieszą się pojemności od 49 do 65 litrów. Ich konstrukcja zapewnia pełną integrację z wnętrzem pojazdu, a panel drzwiowy może być dobierany zgodnie z oczekiwaniami zamawiającego. Co więcej, otwieranie może być klasyczne lewe lub prawe albo w systemie szufladowym – wyjaśnia Kamil Kleczewski, Dyrektor Handlowy i Marketingu z Webasto Petemar. – Opcjonalnie można też zamontować lodówkę przenośną typu Travel Box. Urządzenie to ukryte jest w dedykowanym schowku na specjalnych szynach, a jego zaletą jest możliwość szybkiego demontażu i przeniesienia w inne miejsce, np. do hotelu.

To nie koniec udogodnień. Najbardziej luksusowe busy mają na pokładzie dostęp do internetu, telewizory, a nawet konsole do gier wideo. Salonki oferują również szerokie możliwości związane z przewozem bagażu. Jednym z najpopularniejszych akcesoriów są szafy bagażowe, które montowane są z tyłu pojazdu.

Przyczepy i autobusy
Na rynku oferowane są także rozwiązania VIP dla pojazdów wielkogabarytowych oraz przyczep. Te ostatnie są również dostosowywane do potrzeb klientów, co często oznacza budowanie od podstaw według przygotowanego wcześniej projektu. Jednym z przykładów są zabudowy eventowe – nadwozia umiejscowione najczęściej na samochodach ciężarowych, które mają możliwość przekształcenia się w centra wystawiennicze o dużych powierzchniach użytkowych. Ciekawostką są tak zwane zabudowy sportowe, wykorzystywane przez zawodników różnych dziedzin sportu – np. rajdów samochodowych. We wnętrzu takiej przyczepy można znaleźć nie tylko miejsce służące do transportu samochodu i części zamiennych, ale też zaplecze serwisowe i strefę mieszkalno-eventową z luksusowym wyposażeniem, np. barkiem, kanapą, systemem audio, łazienką i rozkładanym balkonem. Autobusy VIP mogą być natomiast wyposażone w indywidualne ekrany dotykowe dla każdego z pasażerów, radio, klimatyzację i ogrzewanie, a także – w przypadku pojazdów dwupoziomowych – w barek i stoły na dolnym pokładzie oraz zaplecze kuchenne z mikrofalówką i lodówką.

Rynek samochodów dostawczych w Polsce
– Rynek samochodów dostawczych rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Klienci, którzy decydują się na zakup takiego pojazdu, zwracają uwagę nie tylko na cenę auta, ale przede wszystkim na pozycję marki w rankingach niezawodności oraz koszty związane z obsługą serwisową. Nie mniej ważna jest wartość rezydualna, która ma szczególne znaczenie w przypadku leasingu lub wynajmu długoterminowego, który stał się obecnie jedną z najbardziej popularnych form finansowania samochodów dostawczych i wybierany jest przez prawie trzy czwarte klientów tego segmentu – wyjaśnia Mariusz Skoczeń, kierownik sprzedaży samochodów nowych Toyota Żerań. – W przypadku zakupu samochodów użytkowych klienci najczęściej wybierają wersje dostawcze, które następnie personalizują, dostosowując do swoich potrzeb. Dużą popularnością  cieszą się także wersje osobowe, wyposażone na poziomie luksusowych samochodów osobowych. Stanowią one około jedną czwartą zamówień – dodaje.

Według ostatnich danych przedstawiony w raporcie KPMG i PZPM, na podstawie danych CEPIK w grupie samochodów dostawczych do 3,5 t, w czerwcu tego roku przybyło 5 344 nowo zarejestrowanych pojazdów – oznacza to wzrost miesiąc do miesiąca na poziomie 12,8 proc.

Najnowsze