Spowodował stłuczkę, twierdził, że to nie on

Nagranie z kamery pomogło udowodnić winę sprawcy, który nie zamierzał wziąć na siebie odpowiedzialności za stłuczkę.

Kierująca Dacią Dokker wjechała na skrzyżowanie mając zielone światło na sygnalizatorze kierunkowym. Nagle z prawej strony nadjechał Fiat Ducato, który uderzył w Dacię. Co gorsza, kierowca dostawczaka wcale nie poczuwał się do winy.

Na miejsce została wezwana policja, a kierujący Ducato cały czas utrzymywał, że miał zielone światło. Nawet po obejrzeniu nagrania z kamery. Zarejestrowany materiał jest jednak jednoznaczny, a policjanci nie stwierdzili nieprawidłowości w działaniu sygnalizacji świetlnej. Ostatecznie mężczyzna przyznał się do winy i przyjął mandat.

Najnowsze

Wjechał pod prąd, uderzył w sygnalizację

Kierowca Hyundaia ix35 pogubił się na skrzyżowaniu, ale próbował naprawić swój błąd.

Proste zdawałoby się skrzyżowanie, a przed Hyundaiem jechało BMW – wystarczyło podążać za nim. Kierowca koreańskiego SUV-a pogubił się jednak i sam nie wiedział gdzie powinien jechać.

Najpierw kierował się prosto na auto z kamerą, ale wiedział, że coś jest nie tak i pojechał szeroko, wjeżdżając prawym kołem na krawężnik i ocierając się o słup z sygnalizacją świetlną. Później zrozumiał swój błąd, ponownie wjechał na krawężnik i wrócił na właściwą stronę ulicy.

Najnowsze

Doprowadziła do stłuczki, bo „miała zielone”

Niektórzy kierowcy zapominają, że zielony sygnał na skrzyżowaniu nie zawsze oznacza, że mamy bezwzględne pierwszeństwo.

To nagranie dobrze ilustruje to, że mając zielone światło nie możemy jechać z klapkami na oczach. Szczególnie w sytuacji, kiedy skręcamy.

Auto z kamerą wjechało na skrzyżowanie na zielonym świetle, podobnie jak jadące z naprzeciwka Daewoo Lanos. Tyle tylko, że drugi z kierowców chyba zapomniał, że skręcając w lewo nie ma bezwzględnego pierwszeństwa. Według autora nagrania pani kierująca Lanosem tłumaczyła, że przecież miała zielone światło

Najnowsze

Kierowca Audi 80 przesadził z prędkością

Klasyczne niedostosowanie prędkości do warunków drogowych zgubiło kierowcę, który chyba chciał pokazać, że jego wiekowy samochód nadal jest szybki.

Nagranie niedawno pojawiło się w sieci, ale zostało zarejestrowane w lutym. Dlatego jest prawdopodobne, że nawierzchnia była nie tylko mokra, ale również miejscami przymarznięta.

Śliski asfalt, a może także kiepskie opony, były powodem utraty panowania nad samochodem przez kierowcę Audi 80. Główną przyczyną była jednak nadmierna prędkość. Wiele wskazuje na to, że Audi ścigało się z autem z kamerą, co nie skończyło się dobrze.

Najnowsze

BMW zachęca do łamania przepisów, czy dużo krzyku o nic?

W tym miesiącu w sieci pojawiła się nowa reklama samochodów projektowanych przez dywizję M BMW. Reklama, która bardzo nie spodobała się dziennikarzom pewnego warszawskiego portalu.

Nowa reklama BMW M opowiada o niezwykłym mieście, zwanym M Town. Spotykają się tam posiadacze usportowionych modeli bawarskiego producenta, aby oddać się nieskrępowanej radości z jazdy swoimi samochodami. Fajna, dynamicznie zmontowana reklama, którą po prostu dobrze się ogląda.

Nie wszyscy jednak tak uważają. Dziennikarze warszawskiej sekcji portalu naszemiasto.pl ostro skrytykowali cały klip. Ich największym zarzutem jest to, że nie chodzi wcale o jakieś tam „M Town”, ale o Warszawę. Faktycznie, właśnie w naszej stolicy została nagrana część ujęć – widać na przykład panoramę miasta, fragment Wisłostrady i da się nawet wychwycić Pałac Kultury i Nauki. „Reklama adresowana do fanów BMW serii M przedstawia Warszawę jako plac zabaw dla kierowców sportowych samochodów” – podsumowuje swój wywód autor krytycznego tekstu.

Redakcja wspomnianego portalu wysłała prośbę o wyjaśnienie sprawy do przedstawicielstwa niemieckiego producenta. My natomiast zastanawiamy się o jaką sprawę chodzi. Jeśli o wytłumaczenie dlaczego przedstawiają Warszawę jako miejsce, w którym kierowcy „emek” mogą puścić wodze fantazji, to kompletnie tego nie rozumiemy. W klipie nie pojawia się żadna informacja na temat tego, że chodzi o naszą stolicę i nie tylko tam był on kręcony. Skąd więc to oburzenie i wyciąganie (za)daleko idących wniosków? My się raczej cieszymy, że polskie miasto zostało wybrane jako lokacja do stworzenia reklamy, która pojawi się na całym świecie.

Jeśli jednak zapytanie przesłane do BMW dotyczy „promowania niebezpiecznego stylu jazdy”, to częściowo rozumiemy ten zarzut. Samochód jadący prosto ulicą wcale nie musi jechać szybciej, niż pozwalałyby w danym miejscu na to przepisy, podobnie jak odgłos wkręcającego się szybko na obroty silnika niekoniecznie jest oznaką łamania prawa. Przyznajemy natomiast, że BMW M4 driftujące po powierzchni wyłączonej z ruchu, nieopodal Pałacu Kultury i Nauki, jest pewną przesadą. Podobne ujęcia powinny być raczej kręcone na torze.

Ciekawi jesteśmy odpowiedzi BMW na zapytanie odnośnie omawianej reklamy, a także tego, czy nie zainteresują się nią jakieś organizacje walczące z „zagrożeniami na drodze”. Warto przypomnieć reklamę Audi R8, na którym auto jechało co prawda niezbyt szybko, ale pojawiały się zbliżenia oka, w którym źrenica rozszerzała się i kurczyła wraz ze zmianą obrotów silnika. Reklama została zakazana przez brytyjskie Advertising Standards Authority, czyli urząd dbający o odpowiednią treść nadawanych reklam. Ta stworzona przez Audi „łączyła prędkość z ekscytacją”, co jest surowo zakazane. Producent tłumaczył, że chodziło o ukazanie koncentracji i skupienia, co zresztą później jest podkreślone przez napis, który pojawia się na ekranie. Tłumaczenie to nie spotkało się jednak ze zrozumieniem.

A co wy sądzicie o reklamach, na który widać szybko jadące, sportowe auta? Sądzicie, że rzeczywiście zachęcają do łamania prawa?

Najnowsze