Spektakularna radość kobiety z wygrania Audi R8 – film

Stany Zjednoczone to prawdziwa kolebka filmów, seriali, telewizyjnych show i teleturniejów. Dla każdego coś miłego. Zwłaszcza dla pewnej pani, której radość z wygranej samochodu przechodzi najśmielsze oczekiwania producentów programu.

Dziś opowiemy o teleturnieju, który pojawia się na amerykańskiej antenie od 1972 roku i cieszy niesłabnącą popularnością. W „The Price is Right” („Cena jest odpowiednia”), show prowadzonym od 2007 roku przez Drew Carry’ego, amerykańskiego aktora i komika, chodzi o to, by odgadnąć właściwą cenę różnych artykułów. Nagrody mogą mieć formę rzeczową lub finansową. Teleturniej jest na tyle lubiany i popularny, że doczekał się swoich edycji w wielu innych krajach.

Dlaczego warto poświęcić mu artykuł? Odpowiedź brzmi: z powodu jednej wyjątkowej uczestniczki.

Sheree Heil z miasta Tacoma w stanie Washington, 30 grudnia 2013 roku brała udział w ”The Price is Right”, a nagrodą główną było Audi R8 V8 Spyder warte… to właśnie Sheree musiała odgadnąć. Ceny były zbliżone do siebie i pewnie niejeden specjalista od motoryzacji miałby problem ile dolarów należy za to auto zapłacić. Nie będziemy Was trzymać w niepewności, kosztuje  157 300 dolarów. Możemy też zdradzić, czy Sheree udało się wygrać: owszem. Jednak najlepsze z tej historii jeszcze przed nami. W tym artykule chodzi bowiem o radość, tak modny dziś „spontan”, niecodzienne emocje. A każdym z tych słów można by opisać występ Sheree w tym show.

Czy da opisać to, co możecie zobaczyć w filmiku? Chyba będzie trudno. Komentarze internautów były różnorodne: począwszy od równie entuzjastycznej reakcji, jaką prezentuje nasza bohaterka, przez takie, że powinna sprzedać auto i kupić inne w zamian, aż po takie, o których nie warto pisać.

Obejrzyjcie sami. Nie będzie to czas  zmarnowany.

Zaś jeśli sami bierzecie udział w jakichś grach, w których stawką sa samochody – życzymy szczęścia!

Najnowsze

Halogen – gaz, który zrewolucjonizował oświetlenie

Historia oświetlenia samochodowego liczy przeszło 100 lat. Wraz z rozwojem technologicznym aut, dopracowywane są ich źródła światła. Dzięki technologii halogenowej możliwe było uzyskanie dobrej jakości światła i wydłużenie żywotności żarówki, co w znaczący sposób poprawiło komfort prowadzenia auta.

Reklama żarówek halogenowych Philips.
fot. Philips

W pierwszych autach za oświetlania drogi odpowiedzialne były proste lampy naftowe. Nie zdawały one jednak egzaminu, ponieważ łatwo gasły pod wpływem pędu powietrza i deszczu. Kolejnym etapem rozwoju oświetlenia samochodowego było zastosowanie elektryczności. Pod koniec XIX wieku pierwszy raz zaczęto używać dynama, które zasilało żarówki.  Dopiero w drugiej dekadzie ubiegłego wieku w samochodach zaczęto powszechnie stosować światła postojowe i mijania. A przez następne lata stale udoskonalano technologię oświetlenia samochodowego.

Halogenowa rewolucja
Prawdziwą rewolucją okazało się wynalezienie żarówki halogenowej. Jej produkcję rozpoczęła firma Philips na początku lat 60. Po raz pierwszy oświetlenie tego typu zostało zaprezentowane w samochodzie w 1962 roku, a technologia ta jest popularna do dziś. W większości aut na świecie nadal wykorzystywane jest właśnie to rozwiązanie.

Poszczególne typy żarówek halogenowych przeznaczonych do samochodów, ciężarówek czy motocykli noszą oznaczenie alfanumeryczne H1, H3, H4, H7. W tym wypadku H oznacza „halogen”, a cyfra kolejną generację produktów.

Popularna H4 jest żarówką dwużarnikową, z czego jeden żarnik odpowiedzialny jest za światła mijania, a drugi za światła drogowe. Ponadto bańka szklana żarówki H4 jest większa niż w przypadku H7. Żarówki tego typu stosowane są zazwyczaj w starszych modelach samochodów. Z kolei H7 jest żarówką jednożarnikową, która stanowi źródło światła zarówno dla świateł mijania, jak i drogowych.

Żarówki Philips ColorVision.
fot. Philips

Przewagą halogenów jest stosunkowo niski koszt zakupu i prosta konstrukcja oparta na wolframowym żarniku umieszczonym w szklanej bańce. Charakteryzuje je jednak dość wysokie zużycie energii (ok 55/60 W na 1 żarówkę, a zatem minimalnie około 110-120 W na zestaw głównego oświetlenia) oraz niższa żywotność w porównaniu z lampami ksenonowymi czy ledowymi.

Co wpływa na żywotność żarówki?
Jednym z najważniejszych czynników mających wpływ na długość życia żarówki halogenowej jest rodzaj gazu wypełniającego oraz jego ciśnienie wewnątrz szklanej bańki, czyli ciśnienie napełnienia. Im jest ono wyższe, tym wyższa jest trwałość żarówki, ponieważ wówczas wolfram wolniej uwalnia się ze skrętki (żarnika). Nie bez znaczenia jest również rodzaj szkła z którego żarówka jest wykonana.

Żarówki imitujące światło ksenonowe.
fot. Philips

Żarówki halogenowe wypełnione są mieszaniną gazów szlachetnych z dodatkiem halogenków. Ciśnienie w żarówce standardowej wynosi ok. 5-7 barów. Wyjątkiem jest technologia szkła kwarcowego wykorzystywana przez firmę Philips, umożliwiająca dwukrotne zwiększenie ciśnienia w żarówkach, które wynosi ok. 10-15 barów.

Ponadto szkło kwarcowe jest o wiele bardziej wytrzymałe i odporne na gwałtowne zmiany temperatury powierzchniowej niż szkło utwardzane, stosowane w tradycyjnych żarówkach. Takie zmiany występują na przykład, gdy zimna woda z kałuży przedostanie się przez reflektor i zetknie się z rozgrzaną żarówką. W takiej sytuacji żarówki kwarcowe nie pękają, w przeciwieństwie do standardowych.

Kolejnym czynnikiem mającym wpływ na trwałość żarówki jest napięcie w układzie elektrycznym pojazdu. Standardowo na trzonku żarówki znajdziemy informację, że jest ona przygotowana pod układ o napięciu 12 V, jednak w większości samochodów napięcie jest nieco wyższe. Średnio waha się ono na poziomie 13,2 V, przy czym w niektórych modelach samochodów przekracza nawet 14 V.

Jeśli napięcie w układzie wzrośnie o 5 procent, to żywotność żarówki może spaść nawet o 50 procent. Dodatkowo w znaczący sposób mogą obniżyć ją wstrząsy oraz wibracje występujące podczas jazdy. Długość życia żarówki w dużym stopniu zależy także od materiałów użytych w procesie produkcji oraz od jakości wykonania.

–  Niestety aż jedna na trzy żarówki halogenowe dostępne na rynku, charakteryzuje się niską jakością żarnika, niewłaściwymi tolerancjami lub nieprecyzyjnym montażem, czyli po prostu niewłaściwą jakością geometrii wnętrza. W rezultacie powoduje to nieprawidłowe oświetlenie drogi, oślepianie innych kierowców i pieszych oraz wpływa na niską żywotność żarówki – mówi Tarek Hamed, specjalista Philips Lighting Poland ds. oświetlenia samochodowego.

Na czas świecenia żarówki ma również wpływ to, ile energii potrzebuje, aby prawidłowo działać. Standardowy pobór mocy żarówki halogenowej, zgodny z regulacjami europejskimi, wynosi ok. 55-60 W. Mimo to na rynku dostępne są żarówki halogenowe z oznaczeniami „Xenon” lub „White”, które charakteryzują się poborem mocy na poziomie od 60 do nawet 120 W, co skutkuje bardzo wysoką emisją ciepła.

Tymczasem im większy pobór mocy, tym mniejsza trwałość żarówki, a także niebezpieczeństwo samozapłonu oraz ryzyko zapalenia całego modułu oświetleniowego, czyli reflektora. Dlatego przed zakupem żarówek samochodowych warto zapoznać się z informacjami zamieszczonymi na opakowaniu, aby uniknąć przykrych doświadczeń.

Rozwój technologii halogenowej
Pomimo pojawienia się na rynku innych źródeł światła, takich jak lampy ksenonowe czy diody LED, technologia halogenowa jest dalej rozwijana i udoskonalana. Na rynku dostępne są na przykład żarówki dające dwa razy więcej jasnego światła w porównaniu do tradycyjnych (Philips XtremeVision+100%), jak również takie, które posiadają 4-krotnie dłuższą żywotność (np. Philips LongLife EcoVision).

Przykładem najnowszego osiągnięcia technologicznego są kolorowe żarówki Philips ColorVision (więcej o nich tutaj), które właśnie weszły na rynek. Wyróżnia je to, że dzięki specjalnej powłoce dają efekt koloru w reflektorze – niebieskiego, zielonego, fioletowego lub żółtego. Jednak emitują one białe światło, które w prawidłowy sposób oświetla drogę. Dlatego Philips ColorVision to pierwsze w Europie kolorowe żarówki, które posiadają homologację ECE R37, dopuszczającą do użytku w ruchu drogowym.

Najnowsze

Alcoguard w Volvo – jak to działa?

Ostatnie dni przynoszą alarmujące informacje o tragicznych wypadkach z udziałem nietrzeźwych kierowców. Z różnych stron pojawiają się propozycje obowiązkowego wyposażania aut w alkomaty. Tymczasem Volvo już od kilku lat oferuje podobne urządzenie jako wyposażenie dodatkowe.

Alcoguard pojawił się w ofercie Volvo w 2007 roku. Urządzenie, montowane jest w specjalnym gnieździe na desce rozdzielczej (np. za konsolą centralną), które służy także do ładowania baterii alkomatu.

Alcoguard pojawił się w ofercie Volvo w 2007 roku.
fot. Volvo

Jak to działa
Po umieszczeniu kluczyka w stacyjce na panelu centralnym pojawia się komunikat z prośbą o użycie przez kierowcę alkomatu. Należy wysunąć z urządzenia specjalną końcówkę (ustniki są oczywiście wymienne) i dmuchać przez kilka sekund aż pojawi się sygnał dźwiękowy.

Od wyniku testu zależy kolor kontrolki w alkomacie. Barwa zielona oznacza pełną trzeźwość; kolor żółty świadczy o wykryciu minimalnej, lecz akceptowanej ilości alkoholu (powyżej jednego promila); kolor czerwony zaś oznacza przekroczenie dopuszczalnej granicy (ustalanej indywidualnie dla danego rynku). Czerwona kontrolka uniemożliwia uruchomienie silnika.

Pół godziny spokoju
Oczywiście kierowca nie musi stale „udowadniać” swojemu Volvo stanu trzeźwości. Nie trzeba powtarzać testu po każdym krótkim postoju. Odczyt jest ważny przez pół godziny po każdym teście, więc można spokojnie zgasić silnik, wysiąść np. by kupić gazetę i ponownie uruchomić auto bez użycia alkomatu.

Urządzenie ma charakter pomocniczy, przeznaczone jest dla odpowiedzialnych kierowców – łatwo je oszukać, np. prosząc o przeprowadzenie testu kogoś innego. Ponadto, z przyczyn bezpieczeństwa, kierowca, mimo wcześniejszego spożycia alkoholu, w sytuacji awaryjnej może uruchomić silnik. Wystarczy, że wyrzuci Alcoguard z samochodu.

Dostępność i cena
W Alcoguard można wyposażyć dowolne nowe Volvo, poza modelem XC90. Cena urządzenia, to 4800 złotych.

Volvo Coupe Concept
fot. Volvo

Najnowsze

„Jeździć szybko!” Piotr R. Frankowski. Recenzja

Książka dziennikarza motoryzacyjnego Piotra R. Frankowskiego wzbudziła wiele emocji. Mnóstwo w niej ciekawych opowieści, ale i typowego dla autora sarkazmu.

Piotr R. Frankowski, „Jeździć szybko!”

Książka „Jeździć szybko” to kompilacja spostrzeżeń autora – czasem poważnych, czasem żartobliwych – na temat jazdy samochodem – techniki i stylu jazdy oraz nastawienia kierowcy do prowadzenia auta. Swym specyficznym językiem komunikacji z czytelnikiem Piotr R. Frankowski stara się przedstawić – w nie więcej niż 15 zdaniach na dany temat – dość złożone zagadnienia. Jest ich 49 i część udaje się rzeczywiście wyjaśnić w miarę klarownie tym wszystkim, którzy nie są doświadczonymi kierowcami. Ci bardziej wymagający mogą czuć niedosyt wiedzy. Trudno oczekiwać od autora, aby adresował książkę do wszystkich, jednak po jej treści wielu spodziewało się bardziej konkretnych porad.

Tymczasem w książce znajdziemy bogactwo zdjęć i sporo wrażeń autora z jazd poszczególnymi samochodami podczas jego pracy dziennikarza motoryzacyjnego. Fani motoryzacji znajdą dla siebie kilka „cymesów” – opowieści o przejażdzkach unikatowymi autami, których na codzień próżno szukać na polskich drogach. Całość okraszona jest dużą dawką poczucia humoru, ale i sarkazmu czy złośliwości.

Książkę czyta się przyjemnie, lekko i szybko. Szybo też ucieka z głowy jej treść, za to pozostają w pamięci zdjęcia – niektóre z nich są wyjatkowo udane.

To sympatyczna lektura na leniwe popołudnie dla każdego fana motoryzacji.

Piotr R. Frankowski, „Jeździć szybko!”, Wydawnictwo Galaktyka, 2011

Najnowsze

Jazda z Hołkiem. ABC dobrego kierowcy. Recenzja

To nie jest książka dla wrażliwych kobiet kierowców. Dla początkujących za kółkiem samochodu owszem, ewentualnie wielbicieli Krzysztofa Hołowczyca. Oto nasza recenzja.

Jazda z Hołkiem. ABC dobrego kierowcy. Okładka książki.

Jeśli czytelnik zniesie lekturę utartych stareotypów o kobietach kierowcach, specyficznie zadawanych pytań i tendencyjnych odpowiedzi dotyczących pań za kółkiem, coż, być może uda mu się przebrnąć przez „ABC dobrego kierowcy”. Być może, bo całość przekazywanej wiedzy to raczej spis ogólników i wiedzy powszechnie znanej kierowcom, niż „odkrywnie Ameryki”.

Jazda z Hołkiem – to tytuł najnowszej książki autorstwa dwóch panów: Krzysztofa Hołowczyca – jednego z najsłynniejszych polskich kierowców rajdowych, która stara się – być może taki własnie jest zamysł tej książki – dzielić się w wyjatkowo przystępny, a co za tym idzie nieco lakoniczny sposób, swoim bogatym doświadczeniem za kierownicą.

Drugim z autorów jest Ireneusz Iwański (dziennikarz radiowy – Flash, WA-MA). Zamysł na narrację to forma wywiadu między Iwańskim a Hołkiem, który odpowiadając na pytania snuje opowieści o samochodach, radzi jak je kupować, jak dbać o ich sprawność i jak radzić sobie za kierownicą niezależnie od pory roku. Na pewno skorzystają z tego „poradnika” początkujący kierowcy, lub Ci, którzy dopiero zamierzają nimi być. Ci bardziej doświadczeni mogą przewijać strone za stroną szukając jakis konkretnych, odkrywczych treści. Niestety mogą się zawieść…

Spodziewać bowiem by się można po mistrzu kierownicy opisywania nie tylko swoich wrażeń z podróży drogami wielu europejskich krajów, ale porad dotyczących techniki jazdy, kilku chociaż przykładów zachowania w awaryjnych sytuacjach na drodze, czy sytuacji typowo z rajdowego życia Hołka. Tego jednak nie uświadczymy.

Znajdziemy za to sporo tesktu reklamowego o klubie założonym przez Hołka „Supercar Club Poland”, przeczytamy sugestie, że gdy za kierownicą siedzi kobieta, kierowca rajdowy nie wytrzyma zbyt długo (cokolwiek by to nie znaczyło), a także o tym, że kobiety wolą skrzynie automatyczne. Jak mówi powiedzenie – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. W tym jednak przypadku ma się wrażenie, że Hołek próbuje „z twarzą” odpowiadać na tendencyjne pytania Iwańskiego.

Książkę zamyka leksykon pojęć. Mniejsza część z nich jest uzasadniona dla początkujących kierowców, np. zasada ograniczonego zaufania (o której uczymy się na szkoleniach przez prawem jazdy), czy obrotomierz (czy są kierowcy, którzy nie wiedzą do czego służy?). Jednak większość haseł to traktowanie czytelnika jak totalnego imbecyla, np. tłumaczenie pojęcie „lusterka – pozwalają obserwować sytuację wokół samochodu”, mgła – niebezpieczne zjawisko atmosferyczne”, „cofanie” itp. Ma się wrażenie, że leksyson to po prostu sposób na sztuczne wydłużenie książki o kilkanaście stron.

Krzysztof Hołowczyc, Ireneusz Iwański „Jazda z Hołkiem. ABC dobrego kierowcy”, cena: 49.90 złotych.

Najnowsze