Snowkhana – kolejna, świąteczna Gymkhana

Święta coraz bliżej, a to najwyższy czas na prezentację kolejnej Snowkhany. Ford po raz kolejny przygotował produkcję, która nawiązuje do wielu hitów.

To już piąta edycja Snowkhany. W tegorocznej produkcji główną rolę odgrywa Ford Fiesta w skali 1:64, który efektownie pokonuje trasę, niczym w regularnej Gymkhanie z Kenem Blockiem za kółkiem. Świąteczna wersja nawiązuje do wielu hollywoodzkich hitów, takich jak m.in. „Forrest Gump”, „Harry Potter i Komnata Tajemnic”, „Toy Story”, „Gwiezdne Wojny” i „Powrót do przyszłości”. Tradycyjnie nie zabrakło też figurek Lego.

Zobaczcie najnowszą Snowkhanę 2016.

Najnowsze

Rafał Sonik przekazuje quada na WOŚP

Znany sportowiec postanowił przekazać na licytację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy swojego quada, w którym zadebiutował w Rajdzie Dakar.

Ta maszyna ma szczególny wymiar dla Rafała Sonika. W 2009 roku po raz pierwszy wystartował na niej w Rajdzie Dakar, gdzie zdobył trzecie miejsce. To zapoczątkowało jego drogę na szczyt w tej dyscyplinie.

– Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest ze mną zawsze podczas Dakaru, ale również w rajdach Pucharu Świata. Wiozę ją na kasku i wspieram całym sercem na odległość. Organizujemy zbiórki pieniędzy na biwaku i przekazujemy na licytacje różne sportowe pamiątki. Tym razem chciałem by było to coś wyjątkowego. Wybrałem quad, który zapoczątkował moją drogę na szczyt w najtrudniejszym rajdzie świata. Dlatego jest zupełnie wyjątkowy – powiedział Rafał Sonik.

Maszyna, która trafi na licytację to Yamaha Raptor 700. Quad został gruntownie przebudowany przez zespół serwisowy Rafała Sonika, posiada wzmocnioną ramę i dodatkowe baki na paliwo. Wymieniono też całą instalację elektryczną. Konstrukcja zbudowana na potrzeby wymagającego rajdu rozpędza się nawet do 150 km/h.

Yamaha Raptor z 2009 roku trafi na aukcję internetową, która potrwa do 17 stycznia. Maszynę będzie można zobaczyć pod tym adresem.

Pieniądze zebrane podczas 25. Finału WOŚP zostaną przekazane dla ratowania życia i zdrowia dzieci na oddziałach ogólnopediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorom. Na kilka dni przed finałem Rafał Sonik będzie po raz dziewiąty przemierzał bezdroża Ameryki Południowej

Najnowsze

Oddaj prawko, dostaniesz tańszy makaron

Wraz z postępującym wiekiem u człowieka pogarsza się praca wielu narządów i zmysłów. Ma to szczególne znaczenie, gdy osoba w słusznym wieku aktywnie korzysta z samochodu. Japończycy wprowadzili sposób, który ma zachęcić wiekowych kierowców do złożenia prawa jazdy do depozytu.

Z problemem starzejącego się społeczeństwa boryka się wiele państw. Ma to wpływ na bezpieczeństwo na drogach. Coraz starsi kierowcy stwarzają duże zagrożenie dla innych uczestników ruchu i częściej ulegają wypadkom. Dlatego japońskie władze postanowiły wdrożyć nowatorski pomysł, który odwiedzie starszych obywateli od siadania za kółkiem. 

Policjanci z prefektury Aichi w centralnej Japonii mają ciekawą ofertę dla kierowców w podeszłym wieku. Każdy, kto zawiesi na dobre kluczyki od samochodu może liczyć na atrakcyjną zniżkę na jedno z najbardziej popularnych dań – Ramen – w ramach lokalnej sieci restauracji. Zamiast 590 zapłacą tylko 500 jenów za taki posiłek.W ramach tej akcji, jeden z lokalnych mnichów, postanowił oddać swoje prawo jazdy w wieku 97 lat. Liczył, że wraz z nim podobną decyzję podejmą inni obywatele.

To nie koniec zmian. Już w przyszłym roku japoński rząd zamierza wprowadzić obowiązkowe testy dla kierowców, których wiek przekroczył 75 lat. W Kraju Kwitnącej Wiśni jest to poważny problem, ponieważ prawie 5 mln obywateli w najbliższych latach trafi do tego przedziału wiekowego. 

Jak dotąd żadne państwo nie wprowadziło przepisów, które automatycznie odbierałyby uprawnienia kierowcom przekraczającym konkretną barierę wiekową. Ten pomysł z pewnością zostałby mocno skrytykowany.

Najnowsze

Edyta Klim

Marta Panuś nie wyobraża sobie życia bez motocykli!

Marta Panuś dawniej miała złe zdanie o motocyklach, ale jedna przejażdżka na motocyklu w roli pasażerki - wywróciła jej życie do góry nogami do tego stopnia, że została motocyklowym mechanikiem!

Masz zamiłowanie do motoryzacji, czy jedynie do motocykli?

Moja pasja jest związana tylko z motocyklami i ich mechaniką. A wszystko zaczęło się od zakładu, który przegrałam. Pamiętam ten dzień – 18 maja 2007 roku, jakby to było wczoraj… Wtedy do mojego sąsiada przyjechał jego kumpel na motocyklu Yamaha XJ 600 Diversion. Byłam wtedy bardzo przeciwna motocyklom, krytykowałam jazdę nimi i widziałam wszystko w czarnych barwach. Kumpel mojego sąsiada tego nie wytrzymał i powiedział tak: „Możemy się założyć, że wystarczy jedna przejażdżka na motocyklu, a zmienisz o nich zdanie”. Ja na to: „OK, ale i tak nie uda się Ci mnie przekonać”. Potem nastąpiła pierwsza przejażdżka jako tzw. plecaczek i po zejściu z motocykla, pojawił się na mojej twarzy szeroki uśmiech! W głowie miałam mętlik połączony z ekscytacją, no a zakład przegrałam, czego do dzisiaj nie żałuję! (śmiech) Nowa pasja rozwijała się powoli, stopniowo – podglądałam jak koledzy „działają” przy swoich sprzętach i coraz bardziej łapałam bakcyla.

Jakie motocykle były od tamtej pory w Twoim życiu i jakie wiążesz z nimi wspomnienia?

Motocyklem, na którym stawiałam pierwsze kroki, była WSK 125 mojego taty – to na niej uczyłam się jeździć i nabierałam wprawy. Nie obyło się bez poparzenia nogi tłumikiem czy wywrotki. Następnym motocyklem była Honda CB250N, na której uczyłam się do egzaminu na prawo jazdy kat. A (udało mi się jeszcze w wieku 19 lat załapać na prawo jazdy bez podziału na kategorie). Początki nie były łatwe, zdarzyło się, że ze zbyt dużą prędkością wjechałam w zakręt i wylądowałam na poboczu przeciwnego pasa (dobrze, ze nic nie jechało z naprzeciwka). Albo zrobiłam korek na 100m w środku miasta, bo miałam problem z uruchomieniem silnika i do tego trąbiące samochody dodatkowo mnie stresowały (śmiech). A wywrotka na ósemce była moją zmorą, ponieważ długo trwało, aż ją poprawnie wyćwiczyłam. Jednak mimo wszystko mój upór, determinacja i pasja doprowadziły do tego, że zdałam egzamin pozytywnie. Poza tym na egzaminie byłam jedyną kobietą na 10 mężczyzn zdających na kat. A. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, bo spełniłam swoje marzenie! Trzecim i obecnym motocyklem jest Suzuki GS500E, który kupiłam 1,5 roku temu za własne pieniądze, których zbieranie trochę mi zajęło. Suzuki wybrałam dlatego, by nabrać wprawy i nauczyć się porządnie jeździć – bo jak to mówią trening czyni mistrza (śmiech). Nie ukrywam, że parę wywrotek już zaliczyłam. Planuję na tym motocyklu spędzić jeszcze jeden sezon, nabrać umiejętności i przesiąść się na coś sportowego.

Jaki typ motocykli najbardziej Cię kręci i dlaczego?

Jaki? Oczywiście, że sporty. Kocham te motocykle – one mają duszę. Widać, że konstruktorzy i projektanci wkładali całe serducho w ich tworzenie. Motocykle sportowe odzwierciedlają mój charakter (ostra, szybka, ambitna). Jednak jeszcze potrzebny mi jest przynajmniej rok, abym ich dosiadła, bo te motocykle nie wybaczają błędów i są dla ludzi mających olej w głowie. Ja go mam, więc wiem, że moje umiejętności jeszcze są zbyt małe… Motocykle sportowe mają bardzo duży moment obrotowy i są bardzo czułe na lekkie dotkniecie manetki, dlatego nie są dla każdego.

Myślisz, że to się z wiekiem i nabytym doświadczeniem zmienia?

Myślę, że to dużo zależy od człowieka. Spotkałam motocyklistów, którzy w wieku 50+ jeżdżą na sportach i spotkałam też osoby, które mówią, że już się wyszaleli, więc teraz czas na coś spokojniejszego, jak np. choppery. Ja zdecydowanie będę należeć do tej pierwszej grupy osób, bo jestem stała w uczuciach jak pokochałam sportowe motocykle, to aż do grobowej deski!

Twoja pasja motocyklowa pociągnęła za sobą wybór kierunku nauki?

Gdy zaczęła się moja pasja do motocykli, to po jakimś czasie spotkałam się na piwie z kumplem, który mnie wtedy przewiózł. I tak opowiadając sobie o motocyklach i innych rzeczach, rzuciłam mimochodem, że chciałabym zostać mechanikiem motocyklowym. On wybuchnął śmiechem i powiedział: „Marta nie dasz rady”. A ja mu na to: „ Ja nie dam rady? No to się jeszcze zdziwisz i to konkretnie!”. Wprawdzie od września zaczęłam naukę w techniku weterynaryjnym, ale w wolnym od nauki czasie, pochłaniałam wiedzę odnośnie motocykli i moja pasja się pogłębiała. Nawet dostałam ksywę „motorynka”, ale się nie przyjęła bo za długa (śmiech). Po 4-rech latach, idąc na studia stwierdziłam, że do pracy chcę chodzić z przyjemnością a nie z przymusu. Papiery złożyłam na Weterynarię oraz na Mechanikę i Budowę Maszyn na Politechnice Poznańskiej (szukałam jakiegokolwiek kierunku związanego z motocyklami w całej Polsce, na wszystkich uczelniach – niestety bez skutku). Na weterynarię się nie dostałam (czego nie żałuję), a na mechanikę tak i zamiast żywymi końmi – zajęłam się tymi mechanicznymi. Pisząc pracę inżynierską szukałam promotora, który zgodziłby się, abym pisała o motocyklach. Po kilku nieudanych próbach znalazł się jeden, stwierdził, że może to być nawet ciekawe… Tematem pracy inżynierskiej było „Koncepcja obsługiwania motocykli”.

Szukając materiałów do niej, chodziłam po wielu serwisach, jednak tylko w dwóch udało mi się coś zdobyć – jeden przesłał mi maila, a z drugiego wyszłam z pełną reklamówką materiałów. Dodatkowo w tym drugim panowała tak swojska i przyjazna atmosfera, że po rozmowie z szefem i pracownikami dostałam „luźną” propozycję praktyki w ich serwisie. Pomyślałam, że to jest dla mnie szansa! Cały lipiec spędziłam w tym serwisie i bardzo dużo się nauczyłam. Pamiętam nawet swój pierwszy motocykl – Honda CBF1000A, który przyjechał na OT-2. Po miesiącu było mi mało, więc zostałam na kolejny, ucząc się od doświadczonych mechaników, którzy chętnie dzielili się swoją wiedzą i umiejętnościami, a ja mogłam wykorzystać zdobytą wiedzę przy pisaniu mojej pracy. Kiedy wracałam do mieszkania po 8h pracy, nie mogłam się doczekać, kiedy się tam znów zjawię. Zasypiałam z uśmiechem na ustach i się z nim budziłam, a wolny weekend był moją katorgą! Po dwóch miesiącach wróciłam na studia, lecz w tym serwisie nadal byłam częstym gościem, a koledzy podpowiadali mi, co bym mogła ulepszyć lub zmienić w mojej pracy.

Po pozytywnej obronie inżyniera, poszłam za ciosem na magisterkę o tym samym kierunku i specjalności (Mechanika i Budowa Maszyn Specjalność Samochody i Ciągniki Siodłowe). Na obronie komisja powiedziała, że pasję mam we krwi i widać moje wielkie zaangażowanie oraz stworzyłam własną specjalność na uczelni „motocykle” (śmiech). Równocześnie zaczynając magisterkę, zaczęłam pracę w serwisie jako mechanik motocyklowy, bo akurat zwolnił się etat. Ciężko mi było pogodzić studia dzienne z pracą, ale przy dobrej organizacji pracy i motywacji wszystko jest możliwe! Pracę magisterską pisałam u tego samego promotora i gdy mnie zobaczył – to od razu wiedział o czym chce ją pisać (śmiech), a tematem było: „Analiza słabych ogniw w wybranych modelach motocykli” (czyli co się najczęściej psuje, przyczyny, objawy, skutki i jak im zapobiegać). Opisałam ok. 60 modeli motocykli i ten egzamin również zakończył się sukcesem.

Podsumowując – to było wyzwanie czy łatwizna?

Studia te nie należą do łatwych, zwłaszcza dla dziewczyn. Dodatkowo oprócz obowiązkowego zakresu materiału musiałam (a raczej chciałam i robiłam to z przyjemnością) uczyć się we własnym zakresie o motocyklach, co wymagało ode mnie pełnego zaangażowania, ambicji i determinacji. Także było to dla mnie wyzwanie.  Jednak ja lubię stawiać sobie cel i do niego dążyć, a jak ktoś mi próbuje podciąć skrzydła np. słowami: „nie dasz rady” – to właśnie to daje mi podwójnego kopa w dążeniu do celu. Dziś mam 25 lat i pasję dalej rozwijam i mam kilka ciekawych pomysłów i marzeń do zrealizowania związanej z motocyklami. Dla mnie nie ma barier.

Jaka jest praca mechanika motocyklowego z punktu widzenia kobiety?

Dużo by opowiadać…  Ta  praca jest najlepszą rzeczą w życiu, jaka mogła mi się przytrafić. Jestem jedyną kobietą – mechanikiem w Poznaniu (aktualnie mam drobną przerwę, bo musiałam parę rzeczy pozamykać i dokończyć, ale od sezonu 2017 planuję wrócić). Klienci bywają różni, jedni byli pod dużym wrażeniem, dopytywali się skąd taka pasja, zainteresowania, itp. Inni twierdzili, że powinnam zajmować się garami i naprawianiem dziecięcych wózków, a nie motocyklami. Kobiety z reguły mają ciężej w męskim świecie motoryzacyjnym, bo męskie ego nie dopuszcza do nich myśli, że kobieta w czymś może być lepsza od nich. Jednak to mnie nie zraziło, wręcz przeciwnie! Pamiętam, jak po jakiś 2 tygodniach od rozpoczęcia praktyki, przyszedł klient i na wejściu się zapytał „Czy to jest ten serwis w którym laska pracuje?”. A potem obserwował mnie, jak olej wymieniam w jego Hondzie i nie mógł się nadziwić. Często klienci obserwowali mnie przy pracy, nawet śmialiśmy się z chłopakami, że wymyślimy dodatkową usługę „Oglądanie baby w serwisie 50 zł” (śmiech). Na szczęście w pracy wszyscy traktowali mnie na równi i to było super! Początkowo sceptycznie klienci do mnie podchodzili, ale z czasem sami mówili, że mam robić ich sprzęty. Kiedyś klient kupił nową Hondę CBR1000RR i od momentu przyjścia z fabryki, poprzez wypakowanie jej z klatki, montaż dodatków i wszystkie przeglądy, robiłam ja. Śmiałam się, że to jest moje dziecko i tak się to przyjęło, że nikt jej już nie dotykał. Drobne wpadki też mi się zdarzyły, jak np. niedokręcony błotnik czy ukręcona śruba, albo wylanie na siebie miski oleju (śmiech).

Miałaś być weterynarzem, a leczysz motocykle?

Motocykle też mają duszę i tzw. „to coś”. Może to śmiesznie brzmi, ale rano jak wchodziłam na serwis, zawsze się z nimi witałam, a wychodząc żegnałam. Nawet w trakcie pracy, jak któraś z „dziewczyn” lub „laluni” (bo tak je nazywam) nie chciała współpracować to z nimi rozmawiałam. Niektórzy mówią nawet, że je zaklinałam i wtedy wszystko wychodziło! Nie miałam też żadnych zahamowań, by ochrzanić motocyklistę, który np. robił „przygazówki” na zimnym silniku lub przyprowadził motocykl z nienasmarowanym łańcuchem, mimo że ten motocykl nie należał do mnie. Nie przejmowałam się nigdy tym, że pobrudzę sobie ręce czy ubrania i nieważne w jakim stroju pracowałam, bo dla mnie najważniejsze było to, żeby pozbyć się usterki i zostało mi tak do dnia dzisiejszego. Na początku zeszłego sezonu miałam też okazję udzielać instruktażu kilkudziesięciu motocyklistom z codziennej obsługi motocykla oraz smarowania łańcucha. Uwielbiam tę pracę i nie zamierzam z niej rezygnować – to jest moja pasja, a motocykle kocham ponad życie i nie wyobrażam sobie bez nich życia!

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Największe przeciążenia przeżyte przez człowieka

Często spotykamy się z określeniem "przeciążenie" i zwykle coś nam to mówi. Ale co konkretnie i jak to odnieść do pojazdów?

Przeciążenie z definicji (używany jest także termin nadważkość) to stan, w jakim znajduje się ciało poddane działaniu sił zewnętrznych innych niż siła grawitacji, których wypadkowa powoduje przyspieszenie inne niż wynikające z siły grawitacji. Przyjęto wyrażać przeciążenie jako wielokrotność standardowego przyspieszenia ziemskiego. Tak zdefiniowane przeciążenie jest wektorem, mającym kierunek i zwrot. W samochodach często spotykamy się ze wskaźnikiem g-force (litera g od słowa gravitational) – siły g.

Przeciążenie może być powodowane przez wibracje, manewry np. samolotu lub samochodu, kolizje pojazdów, ciąg silników napędowych statku kosmicznego, ciśnienie gazów przyspieszających w lufie pocisk itp.

Znajomość przewidywanych przeciążeń umożliwia obliczenie obciążeń i odpowiednie zaprojektowanie konstrukcji samochodów, ale i ocenę narażeń, jakim poddawane będą w określonych okolicznościach organizmy żywe, czyli np. kierujący pojazdami.

Jak na wysokie wartości przeciążeń reaguje człowiek? Z uwagi na położenie delikatnie ukrwionych organów (mózg, gałki oczne) kierunek przyspieszenia powoduje odpowiednio napływ lub odpływ krwi, co zmienia jej ciśnienie w tych narządach. W przypadku napływu krwi i wzrostu jej ciśnienia rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia wylewów krwi do mózgu zagrażających zdrowiu i życiu lub do gałek ocznych, co grozi częściowym lub trwałym upośledzeniem widzenia. Z tego też powodu organizm człowieka dużo lepiej znosi przeciążenia dodatnie niż ujemne.

Największe, jednak najkrócej działające, przeciążenia występują w trakcie katapultowania (w niektórych radzieckich konstrukcjach nawet 20-22 g, w zachodnich samolotach 12-14 g), podczas wyczynowej akrobacji lotniczej, podczas walki powietrznej samolotu myśliwskiego (do 10 g). Duże przeciążenia występują podczas szybkiego wyprowadzenia (wyrwania) samolotu z lotu nurkowego i ogólnie – podczas wszystkich manewrów lotniczych wykonywanych podczas lotu z dużą prędkością po łuku.

W życiu codziennym stanu przeciążenia można doświadczyć np. w ruszającej lub zatrzymującej się windzie, w szybko zakręcającym (drifting) pojeździe lub pokonującym nierówności samochodzie (hopka), silnych przyspieszeniach i hamowaniach autem, w czasie podróży samolotem – szczególnie gdy występują turbulencje.

Największe przeciążenia występują podczas wypadków drogowych a także katastrof lotniczych – zwykle są one powodem obrażeń wielonarządowych. Przeciętny człowiek wytrzymuje przeciążenia do 5 g. Przykładowo pojazd typu dragster przyspieszający od zera do 160 km/h w 0.86 seconds osiąga przyspieszenie boczne 5.3 g.

Wyszkoleni w specjalnej wirówce przeciążeniowej piloci czy kosmonauci mają dobre wyniki motoryczne nawet przy wartościach na poziomie 16 g – ale tylko na ułamki sekund. Takie przeciążenie trwające powyżej minuty może być dla człowieka śmiertelne.

Bugatti Veyron – przyspiesza do setki w 2.4 s – 1.55 g
Prom kosmiczny podczas startu – 3 g
Kolejka górska przeciążeniowa – 3.5-6.3 g
Samochód F1 przy mocnym hamowaniu – 5.4 g
Samochód F1 osiągający szczytu zakrętu – 5-6 g
Samolot Red Bull Air Race – 10g

Największe przeciążenia przeżyte przez człowieka

Dobrowolne:
Ppłk John Stapp w 1954 r. doznał przeciążenia 46,2 g w saniach rakietowych [3] przy hamowaniu. W wyniku tego eksperymentu popękały mu naczynia krwionośne w gałce ocznej (okresowa utrata wzroku, który J. Stapp odzyskał – szczęśliwie siatkówki w oczach nie były uszkodzone).

Mimowolne:
– Kierowca F1, David Purley w roku 1977, w wyniku gwałtownego hamowania (z 173 km/h do zera, na odcinku 66 cm), przeżył przeciążenie 179,3 g. Złamał w wielu miejscach nogi, miednicę i żebra [4].

– W 2003 roku Kenny Bräck był uczestnikiem wypadku w wyścigu IRL IndyCar Series, podczas którego zderzył się z Tomasem Scheckterem. Pojazdy zahaczyły o siebie kołami, czego skutkiem było wyniesienie się w powietrze, zderzenie z siatką graniczną toru i rozpad auta. Najwyższy wynik podany przez urządzenie do pomiaru zmian przyspieszenia, które jest montowane w samochodach wyścigowych był równy 214 g.

Źródła:
1. Kopernik, astronomia, astronautyka: przewodnik encyklopedyczny Praca zbiorowa pod red. Włodzimierza Zonna, Warszawa, PWN, 1973, str. 193, hasło „nadważkość”.
2. Maria Kapuścińska „Fizyka. Podręcznik dla studentów farmacji” wydanie IV, Warszawa, 1982, s. 38n ISBN 83-200-0687-2
3. http://www.ejectionsite.com/stapp.htm
4. http://www.asag.sk/bio/purley.htm
5. Wikipedia

Najnowsze