Smartwatch – zegarek, który komunikuje się z ciężarówką

Za pomocą Scania smartwatch można szybko zasięgnąć informacji o zużyciu paliwa, stylu jazdy czy średniej prędkości pojazdu.

Zegarek umożliwia też czytanie e-maili, wiadomości tekstowych oraz zawiadamia o połączeniach telefonicznych. Scania opracowała smartwatch wspólnie z Sony Mobile. Pierwsza wersja urządzenia powstanie w limitowanej serii 999 egzemplarzy, nazwanych „Black Griffin”. Scania będzie udoskonalać zegarek zwiększając jego użyteczność i dodając nowe funkcje poprzez aktualizacje do ściągnięcia.

Mattias Lundholm, dyrektor Scania Connected Services and Solutions
– Dostrzegamy jednak doskonałą możliwość zintegrowania zegarka z systemami ciężarówki, aby tą drogą przekazywać kluczowe informacje oraz monitorować i analizować dane o flocie pojazdów.

Menedżer projektu ze strony firmy Scania, Jonas Svanholm
– Chcemy opracować rozwiązanie, które sprawi, że Scania Watch będzie najprawdziwszym przyjacielem kierowcy. Istniejące już aplikacje są skierowane głównie do firm transportowych i osób zarządzających logistyką. Scania Watch w połączeniu z nową aplikacją idzie o krok dalej i pomaga kierowcy w codziennej pracy. Mamy nadzieję, że nowsze wersje będą dostarczać dodatkowych informacji, takich jak np. puls kierowcy. To zwiększy możliwości zegarka o monitorowanie zdrowia kierowcy, z korzyścią dla bezpieczeństwa.

 

Najnowsze

Samochody, modelki i sztuka bodypaintingu

65 godzin spędzonych w studiu fotograficznym, 4 modelki, 4 supersamochody, 1 mistrz bodypaintingu i 13 nietypowych zdjęć, będących efektem wytężonej pracy całego zespołu. Jaki jest efekt?

Najnowszy kalendarz ProfiAuto oparto na niestandardowym pomyśle. Schemat „dziewczyna + samochód” został przełamany dzięki wykorzystaniu sztuki bodypaintingu.

Fotografie składające się na kalendarz ProfiAuto 2015 to próba połączenia motoryzacji ze sztuką. Elementem motoryzacyjnym są cztery supersamochody: Lamborghini Gallardo LP560-4, Ferrari 458 Edizione Speciale, Nissan GT-R Black Edition i Ferrari California. To zaledwie pierwsza część projektu. Drugą stanowią modelki, ucharakteryzowane w nietypowy sposób, wywołujący złudzenie optyczne.

Właścicielka tego Forda Mondeo wyceniła straty na 5 tysięcy złotych. Trudno uwierzyć jak do tego doszło

– Kalendarz na 2015 rok jest odmienny od wszystkich poprzednich edycji. Na innowacyjny pomysł, z wykorzystaniem modelek wtopionych w tło zdecydowaliśmy się, aby przewietrzyć nieco branżowe standardy – mówi Michał Tochowicz, menadżer projektu ProfiAuto. – Praca na planie wymagała precyzji i cierpliwości. Złudzenie optyczne nie jest łatwe do wyczarowania. To godziny charakteryzacji, dobierania odpowiednich odcieni farby i poszukiwania właściwego ustawienia. Efekt końcowy jest jednak wart wysiłku i tak specyficzny, że niemożliwy do podrobienia w jakimkolwiek programie graficznym – wyjaśnia.

Efekt złudzenia optycznego i integracji modelek z tłem osiągnięto dzięki zastosowaniu specjalnej techniki bodypaintingu, zwanej mimikrą. Do współpracy nad kalendarzem zostali zaproszeni artyści, którzy na co dzień pracują przy produkcji teledysków największych polskich gwiazd. Autorem charakteryzacji był Marian Folga, zdobywca wielu polskich i światowych wyróżnień w zakresie bodypaintingu, z których najświeższymi są 5 miejsce na Mistrzostwach Świata w Bodypaintingu (Beauty Forum 2014 WBPA Contest) w Monachium oraz 1 miejsce na Mistrzostwach FacePainting Trophy podczas Beauty Contest 2014 w Warszawie.

Najnowsze

Na święta jedź bezpiecznie

Już za chwilę Wigilia i Święta Bożego Narodzenia. Usiądziemy przy stole w rodzinnym gronie i na chwilę zapomnimy o pośpiechu dnia codziennego. Jednak często musimy dojechać do rodziny samochodem, czasem wiele kilometrów. A za oknem minusowe temperatury i śnieg. Warto zatem do takiej podróży się przygotować, aby nie tylko rodzinny wieczór był spokojny, ale także dojazd do najbliższych.

Na listę przedświątecznych spraw do załatwienia warto wpisać: „sprawdzenie samochodu”. W końcu zima to najtrudniejszy okres dla wszystkich kierowców. Warunki na drogach są ciężkie, głównie za sprawą niskich temperatur i śniegu. Zatem warto przygotować się do świątecznych wizyt u rodziny, aby przebiegały one w spokojnej atmosferze.

To, o co przede wszystkim powinniśmy zadbać w trakcie świątecznych podróży do opony zimowe. Koła to jedyny element w samochodzie, który styka się z drogą. Każda opona dotyka podłoża powierzchnią porównywalną do koperty. To niewiele, a przecież w dużym stopniu decyduje to o naszym bezpieczeństwie. Dlatego też na zimę warto zainwestować w odpowiednie opony. – Tylko zimówki zapewnią odpowiednią przyczepność i odpowiednio krótką drogę hamowania – mówi Filip Fischer, Kierownik Działu Obsługi Klienta w Oponeo.pl.

Kolejna kwestia, to kontrola bieżnika w naszych oponach. Chociaż polskie przepisy dopuszczają stosowanie ogumienia o bieżniku głębszym niż 1,6 mm, to w praktyce opony zimowe drastyczne tracą na swoich właściwościach już poniżej 4 mm. Już wtedy warto pomyśleć o wymianie. Nie możemy także zapominać o odpowiednim ciśnieniu w oponach. Gwarantuje ono stabilne prowadzenie auta i niższe spalanie. To często bagatelizowany parametr, a jest on niezwykle ważny.

Jednak opony to nie wszystko. Dobrą praktyką jest sprawdzenie stanu technicznego całego auta. Co ważne, sporo rzeczy możemy zrobić samodzielnie, bez wizyty w warsztacie. I tak warto skontrolować poziom oleju. Jeśli już się za to zabierzemy, to musimy pamiętać, aby kontrolę przeprowadzić na zimnym silniku i na równym podłożu. Mamy wtedy pewność, że pomiar będzie prawidłowy.

Nie zapominajmy także o pozostałych płynach eksploatacyjnych. Płynu chłodniczego, hamulcowego i wspomagania kierownicy musi być tyle, aby wskaźnik mieścił się między oznaczeniami minimalnym i maksymalnym. Bardzo ważny jest także płyn do spryskiwaczy. Przy śniegu i błocie pośniegowym bardzo szybko brudzi się przednia szyba, a niskie temperatury skuteczne i szybko wysuszają jej powierzchnię. Bez zimowego płynu do spryskiwaczy nie poradzimy sobie z oczyszczeniem szyby, co znacząco może ograniczyć naszą widoczność i spowodować niebezpieczeństwo.

Sprawdź jeszcze wszystkie żarówki, czy aby na pewno świecą. Pamiętaj, że nie chodzi o tylko o to, aby samemu widzieć drogę, ale także o to, żeby być widocznym dla innych uczestników ruchu. Na wszelkim wypadek warto wyposażyć się w odmrażacze do szyb i zamków, linkę holowniczą, a nawet małą łopatę, czyli tzw. saperkę.

Naprawdę niewiele wysiłku może nam oszczędzić sporo czasu i sprawić, że podróż do rodziny będzie spokojna i przyjemna.

Najnowsze

Test Renault Kangoo Energy 1,5 dCi – podwójne oblicze

Niczym Martyna Wojciechowska zabierze nas na kraniec świata. To prawdziwy podróżnik zaklęty w dostawczym samochodzie. Wyciągnie „rękę” kiedy znajdziemy się w potrzebie, pomoże kiedy inne samochody po prostu zawiodą. Sojusznik, przyjaciel czy jednak nadal zwykły dostawczak?

Jest przedstawicielem gatunku określanego mianem kombivan. Został powołany do życia w 1998 roku. Nie jest Don Juan’em wśród innych samochodów ale konstruktorzy postanowili zadbać o przebieg jego kariery. Tym sposobem w 2008 roku szeregi Renault zasiliło Kangoo drugiej generacji.

Ciężko o nim mówić „mężczyzna metroseksualny”. Jednak w 2013 roku Kangoo poddał się kosmetycznej operacji. Samochód zyskał nową atrapę chłodnicy, przednie reflektory a wnętrze wzbogaciła nowa deska rozdzielcza. Jednak budowa „ciała” wciąż nie pozostawia złudzeń – to samochód stworzony do fizycznej pracy. Aż któregoś dnia coś pękło w mojej głowie; czteroosobowa rodzina w galerii handlowej. Właśnie tym samochodem. Czy ten sumienny pracownik może być również przyjacielem rodziny?

Wnętrze – dobre chęci
Rozpieszczanie nie leży w jego naturze ale za sprawą projektantów wnętrze zyskało kilka przyjemnych dodatków. Pierwszym z nich są fotele. Czarna tapicerka ze szczyptą bieli być może nie jest istnym krzykiem mody ale w samochodzie tej klasy to miłe zaskoczenie. Podobnie jak ciekłokrystaliczny wyświetlacz systemu R-link (dostępny za dopłatą 3000 złotych). Reaguje na dotyk jednak został tak daleko osadzony, że konia z rzędem kto podczas jazdy odważy się go w ten sposób obsłużyć. Na szczęście wsparciem  pozostają przyciski oraz duże pokrętło-zawsze w zasięgu ręki gdyż umieszczone na środkowej konsoli.  Wszystko to jednak ginie w czeluściach ogromnej kabiny pasażerskiej która gabarytami przypomina wręcz pieczarę. Nad głową jest tyle miejsca, że można podróżować niemalże na stojąco,  zaś pod względem ilości schowków ten samochód to prawdziwy plecak bez dna – nic tylko pakować i ruszać w drogę. Gdzie? Chociażby i na koniec świata. Bagażnik o pojemności 660 litrów  z pewnością ułatwi podjęcie takiej decyzji.

Pierwszy całkowicie elektryczny model Cupry już w 2021 roku - potwierdzone

Jazda – podróż na kropelce
Aby móc cieszyć się wycieczką w pełni sam bagażnik może nie wystarczyć. Dlatego testowany egzemplarz został wyposażony w wysokoprężny silnik diesla 1.5 dCi o mocy 90 KM. Wprawdzie przy tej masie pojazdu (1320 kg) oraz pełnym załadunku Renault Kangoo nie wykazuje nadmiaru energii na drodze ale ta jednostka to zdecydowanie jedno z najwybitniejszych osiągnięć francuskiego producenta. W mieście ciężko przekroczyć zużycie paliwa na poziomie 7l/100 km zaś w trasie niemal każdy uzyska wynik 5 litrów. Dzięki temu, mając pełen zbiornik, możemy przejechać ponad 1000 km. Wybitnie. Pozostaje jeździć i puszczać w niepamięć po której stronie znajduje się   wlew paliwa.

Silnik pracuje z charakterystyczną dla diesla „chrypką” która skutecznie  dociera do kabiny pasażerskiej za sprawą niezbyt dokładnego wyciszenia. Przy większych prędkościach do wnętrza samochodu z łatwością wedrze się również szum rozdzieranego podczas jazdy powietrza. Za to nie usłyszymy żadnych stuków, puków i podzwaniającej na wszelkich nierównościach karoserii czyli odgłosu tak bardzo charakterystycznego dla samochodów ciężarowych. Na pochwałę zasługuje również zawieszenie. Na wszelkich polskich nierównościach to prawdziwy zuch – zachowuje się cicho i jest na tyle miękkie, że nie odbiera komfortu podróżowania. Sześciobiegowa, manualna skrzynia biegów to kolejny punkt na konto Renault Kangoo. Dźwignia rozmiarami bardziej przypomina joystick konsoli do gier który ma bardzo krótkie i dosyć precyzyjne skoki. Miło się nią „pobawić” mimo że prowadzenie Renault Kangoo daleko odbiega od gry w uliczny pościg. Utwierdził mnie w tym przekonaniu komputer pokładowy: „Gratulacje, zmieniasz biegi w bardzo wydajny sposób”. Zawsze miło usłyszeć pochwałę, nawet jeżeli jej autorem jest samochód.

Werdykt
Wystarczy jeden dzień za jego kierownicą aby legły w naszych głowach wszelkie stereotypy. Owszem, Renault Kangoo Express Maxi powstał jako samochód dostawczy, ale producent dołożył wszelkich starań, aby po pracy ten jeżdżący magazyn był również praktycznym towarzyszem dnia codziennego (w wersji pasażerskiej). Ogromny i bardzo ustawny bagażnik pomieści zarówno dziecięcy wózek jak również skrzynki z jabłkami. Przesuwne drzwi pasażerów okażą się prawdziwym złotem na zatłoczonych parkingach. Po złożeniu tylnej kanapy otrzymujemy idealnie płaską powierzchnię a wtedy transport 20 doniczek z kwiatami to jakaś pestka (sprawdzone osobiście). Ceny egzemplarza z testowanym silnikiem zaczynają się od 70 450 tysięcy. Złośliwi powiedzą, że za takie pieniądze można kupić o wiele ładniejsze i lepiej wyposażone auto kompaktowe. Tylko czy któreś z nich weźmie na swoje barki tyle co Renault Kangoo?

Na TAK:
– bardzo ekonomiczny silnik
– tylne odsuwane drzwi
– ogromny i ustawny bagażnik
– niezbyt twarde zawieszenie
– wygodnie i miękkie fotele
– przyjemny sposób prowadzenia

Na NIE:
– zbyt surowy wygląd zewnętrzny
– zbyt płaska tylna kanapa

Renault Kangoo Express Maxi Energy 1,5 dCi 90 KM, dane techniczne:
Silnik – diesel dCi, common rail, 4-cylindrowy
Pojemność – 1461 cm3
Moc – 90 KM przy 4000 obr/min
Moment obrotowy – 200 Nm przy 1750 obr/min
Masa – 1320 kg
Pojemność bagażnika minimalna/maksymalna– 660/2866 l
Napęd – na przednią oś
Skrzynia biegów – manualna, 6-biegowa
Długość/szerokość/wysokość – 4282/1829/1799 mm

Najnowsze

Transport motocykla lub skutera – poradnik

Zima za pasem. Większość z nas odstawiła motocykle do garażu i nie planuje już wyjeżdżać na ulice aż do wiosny. Co jednak w wypadku, gdy nasz ukochany pojazd musi zmienić miejsce pobytu?

Równie dobrze taka sytuacja może dotyczyć kogoś, kto czekał z zakupem jednośladu do czasu posezonowego, albo jest po prostu fanem crossu i motocykl nie ma homologacji na drogi publiczne. Jak zatem zabrać się do transportu motocykla?

Transport motocykli – będzie Pan zadowolony…
Istnieją firmy transportowe, które specjalizują się w przewozie motocykli. Jest to rozwiązanie najprostsze, ale kosztuje. Nie musisz za to się martwić, jak bezpiecznie zamocować pojazd. Dzwonisz do przewoźnika, ustalasz adresy i terminy, a on podstawia samochód z kierowcą i wszystkim się zajmuje. Problem z głowy. Pamiętaj jednak, by spisać na protokole odbioru wszelkie uszkodzenia lub uwagę, że uszkodzeń brak. Pod takim oświadczeniem podpisuje się kierowca. Gdybyś miał zastrzeżenia do stanu motocykla dowiezionego na miejsce, masz dokument potwierdzający jego stan przy nadawaniu przesyłki.

Zosia samosia – ja sama!
Jeśli jesteś Zosią samosią i chcesz przewieźć maszynę na własną rękę, możesz to zrobić na przyczepce lub zaparkować odpowiednio sprzęt w busie. Najłatwiej motocykle zamocować w przyczepce specjalnie dla nich dedykowanej. Wyposażone są w zaczepy do pasów, najazd, rynnę zapobiegającą przesuwaniu się pojazdu na boki i mocowanie, które stabilizuje przednie koło. Gdy przewozisz skuter lub pojazd z małym przednim kołem, zachowaj większą ostrożność przy wjeżdżaniu. Może się okazać, że przednie mocowanie będzie kolidowało z błotnikiem i może go połamać lub zarysować.

Do unieruchomienia motocykla potrzebne będą Ci pasy ściągające. Zwróć uwagę by były dobre jakościowo, a ich szerokość wynosiła około 30 milimetrów. Jeżeli korzystasz z zapięć rozpinanych za pomocą klucza, nie zapomnij by mieć przy sobie odpowiednie narzędzia. Omijaj również pasy z otwartymi hakami.

Przy mocowaniu przodu, pasy najlepiej przełóż przez dolną półkę lub kierownicę jednośladu – to w przypadku lżejszych pojazdów.

– Gdy przewozisz motocykl sportowy, możesz wykorzystać ucho zacisku hamulcowego lub poprowadzić pas za mocowaniem ośki w amortyzatorze. Zawieszenie nie będzie obciążone, a pojazd zostanie usztywniony. W chopperach z kolei, możesz wykorzystać do tego gmole – doradza Mieszko Wójtowicz, mechanik specjalizujący się w motocyklach wyścigowych.

Jeżeli korzystasz z opcji z półką, przekładaj pasy ostrożnie, zwracając uwagę by nie uszkodzić czujników i nie przyciąć wiązki czy linki gazu. Ściągnij pasy tak, by amortyzatory były usztywnione, ale nigdy nie ściskaj ich do końca. Mocując pojazd z dużym skokiem zawieszenia, użyj specjalnych ograniczników. Pozwolą one usztywnić przód bez obawy o uszkodzenie uszczelniaczy. Dbaj o to, by pasy nie były poskręcane.

Mocując tył wykorzystaj jedną lub dwie taśmy, by docisnąć tylne koło do podłoża.

– Jeżeli pas przekładasz przez felgę, pamiętaj by złapać za jej dolną część. Jeśli zrobisz to na górze, koło może się przekręcić, a tym samym pas poluzować – podpowiada Mieszko.

Oprócz felgi, możesz również wykorzystać wahacz czy sety podnóżków.

Jak wprowadzić motocykl do busa lub na przyczepkę?
Jeśli jest to mały skuter lub crossówka, a Ty masz pod ręką osiłka do pomocy, możesz spróbować go po prostu wnieść. Metoda dość ryzykowana, ale pozwala osiągnąć cel. Na pewno bezpieczniej będzie wykorzystać najazd. Przyczepka dedykowana będzie w taki najazd wyposażona. Może być wykonana z blachy perforowanej lub być ukształtowana w formie drabinki. Dostępne są również najazdy składane – lekkie i praktyczne.

O ile przy wprowadzaniu lekkiego sprzętu nie powinniśmy mieć problemu, o tyle przy wadze ciężkiej może się okazać, że zjedliśmy za małe śniadanie. W tym wypadku poproś motocykl o współpracę. Odpal go i delikatnie wspomagaj się wjazdem „pod górkę” na półsprzęgle. Wiem, że na pewno jesteś zuchem, ale nikt się nie będzie się śmiał, jeśli poprosisz kogoś o pomoc lub asekurację.

– W przypadku chopperów, najazd musi być dłuższy, by motocykl przy wprowadzaniu się nie zawiesił – radzi Mieszko.

Z tak zamocowanym motocyklem możesz jechać na koniec świata. Jest bezpieczny.

 

Autorka jest doradcą serwisowym w jednym z warszawskich serwisów motocyklowych.

O czym warto jeszcze wiedzieć?

Zimowa jazda motocyklem – jak przetrwać?
Czy odpalać odstawiony na zimę motocykl?
Zimowanie motocykla – gdzie i jak?
Jak przygotować motocykl do zimowego snu?
Jeździsz jeszcze motocyklem? Dowiedz się, jak dbać o jednoślad w zimie

Motocykle i skutery na prawko kat. B: modele i ceny na polskim rynku

Najnowsze