Skutery BMW C 600 Sport i BMW C 650 GT

Wczoraj zakończyła się prezentacja najnowszych skuterów BMW oznaczonych literą C. Publikujemy zdjęcia obu maszyn oraz filmy oddające ich najlepsze cechy.

Skuter BMW
fot. BMW

 

Maxi skutery bawarskiej marki prezentują się świetnie, a jak jeżdżą? To się niebawem okaże 🙂

 

 

 

 

 

 

 

BMW C 600 Sport

BMW C 650 GT

 

Najnowsze

Suzuki Inazuma 250 na wystawie motocykli w Warszawie

Nowy model i rabat na zakupione do końca marca motocykle szykuje Suzuki Motor Poland dla wszystkich odwiedzających stosiko firmy podczas warszawskiej wystawy motocykli, która rozpoczyna się już jutro!

 

fot. Suzuki

Suzuki przygotowało niespodziankę dla osób, które odwiedzą stoisko firmy na IV Ogólnopolskiej Wystawie Motocykli i Skuterów 2012. Odwiedzający otrzymają kupony uprawniające do zakupu z rabatem 5% wszystkich nowych motocykli Suzuki, znajdujących się w magazynach firmy lub dealerów. Na skorzystanie z promocji i realizację kuponów u autoryzowanych dealerów Suzuki, będzie czas do 31 marca.

 

Możliwość zdobycia upragnionego motocykla taniej to nie jedyny powód, dla którego warto odwiedzić stoisko Suzuki na IV Ogólnopolskiej Wystawie Motocykli i Skuterów 2012.

Na wystawie będzie można zobaczyć po raz pierwszy nowy model Suzuki Inazuma 250, inspirowany stylem B-Kinga, który ma spełniać oczekiwania osób poszukujących stylowego, godnego zaufania motocykla. Jednoślad ten ma się sprawdzać w warunkach miejskich.

Pełną gamę maszyn z oferty Suzuki będzie można obejrzeć na IV Ogólnopolskiej Wystawie Motocykli i Skuterów, która odbędzie się 2-4 marca 2012 roku w hali MT Polska przy ulicy Marsa 56 w Warszawie.

 

Najnowsze

Spójrz na swojego mężczyznę, a teraz spójrz na nią – Jenny Tinmouth

"Pewnie nie raz mieliście okazję widzieć tę reklamę jednego z kosmetyków dla mężczyzn. Czy bohaterka mojego tekstu siedzi na koniu? Raczej nie, choć nie wykluczone, że jej Fireblade potrafi ruszyć z kopyta" - pisze w swoim felietonie Dominika Dragun.

Jenny Tinmouth
fot. oficjalna strona zawodniczki

Sam pan z reklamy i ci widzowie, którzy na jego widok zdążyli wpaść w kompleksy, po usłyszeniu listy wyczynów bohaterki mojego tekstu, mogą spokojnie wykupić sobie pakiet sesji terapeutycznych.

Zapewne wyścigi klasy Superbike na wyspie Man są dla większości z Was znane. Guy Martin, czy Ian Hutchinson to tak kluczowe nazwiska w tamtym miejscu, jak dobry trunek na October Fest. Nie wspominając już o Michaelu Dunlopie, czy Johnie McGuiness, których postaci mają charakter niemal kultowy.

Mało kto jednak wie, że w tym zacnym gronie swój udział ma również pierwiastek żeński. Jenny Tinmouth, bo o niej właśnie mówię, dzierży miano „najszybszej” kobiety w wyścigach TT. 187 km/h to prędkość, którą statystyczna większość tamtejszych zawodników wyrabia podczas niedzielnej, porannej wycieczki po śmietankę do zupy.

Jednak, kiedy ma się do pokonania dystans 60 kilometrów, z liczbą ponad 200 ciasnych zakrętów, wyściełanych ścianami skalnymi, chce się wówczas powiedzieć – nie próbujcie tego w domu (naprawdę, nie próbujcie tego w domu).

Jenny Tinmouth dokonała tego i to najszybciej z kobiet dotąd startujących w TT. Biorąc pod uwagę jej kilkunastoletnią przygodę z wyścigami, nie można uznać tego za kwestię przypadku.

Jej życiorys wyścigowy jest niemal tak barwny… Uwaga! Zanim się dowiecie: czytelników o słabych nerwach i rozwijających prędkości nie większe niż pojazdy zaprzęgowe w dzień targowy, proszę o zakmnięcie tej strony.

… jej życiorys wyścigowy jest tak barwny jak gama głosów w niemieckich filmach emitowanych po 22.

Z zawodu jest mechanikiem motocyklowym.

Swoją karierę zaczęła jako 21-latka wygrywając wyścig w klasie 125 cm3. W między czasie doznała kilku wypadków, między innymi złamania obu nadgarstków, a także obojczyka. Już w 2004 zadebiutowała jako pierwsza kobieta startująca w brytyjskim 125 GP, zdobywając tym samym punkty w klasyfikacji ogólnej.

W 2008 zakwalifikowała się do British Supersport Cup Championship (BSB), a następnie do zawodów Thunderstock, zdobywając w nich pierwsze miejsce i aż pięć razy – trzecie. Czy muszę dodawać, że dokonała tego jako pierwsza kobieta?

Rok 2009 to rok debiutu na Wyspie Man i ustanowienia rekordu Guinessa na Hondzie CBR 1000RR Fireblade – osiągnęła wówczas prędkość 116.835 mil na godzinę, czyli około 187 km/h, tym samym odbierając koronę Marii Costello.

Rok później zdobyła trzecie miejsce w klasyfikacji ogólnej BSB, a ponadto pobiła swój własny rekord prędkości pokonując odcinek z prędkością 119.945 mil na godzinę. To osiągnięcie przyniosło jej prestiżową nagrodę w postaci trofeum Susan Jenness, które jest corocznie przyznawane przez męża tragicznie zmarłej motocyklistki.

W 2011 pojawił się epizod jazdy w teamie Aprilią RSV4, jednak Jenny szybko powróciła do startów jako niezrzeszony uczestnik, a jej strona oficjalna strona internetowa mówi, że przygotowania do majowo-czerwcowych wyścigów na Wyspie Man już trwają.

To tylko skrócony odpis bogatego CV zawodniczki, dlatego mając niezbite dowody, tym razem w opozycji do tytułu produkcji filmowej Koterskiego mogę powiedzieć, że – baby nie są jakieś inne…

… a przynajmniej ta jedna.

Niewykluczone, że większość potraktuje to jako pogadankę na temat wyższości jednej płci nad drugą. Tak NIE JEST, ale żeby nie wyprowadzać nikogo z błędu i wymyślać błyskotliwego zakończenia tekst będzie miał kompozycję otwartą i powiem tylko: spójrz na swojego faceta, a teraz na nią…

Czy chciałabyś, żeby jeździł motocyklem jak ona?

Nie, lepiej nie odpowiadaj sobie na to pytanie.

Więcej o Jenny Tinmouth na Motocaina.pl:

Wyścig elektrycznym motocyklem Jenny, przeciwko Vaninie Ickx, jadącej elektrycznym Citroenem Survolt na filmie obejrzysz tutaj.

O Jenny, jako pierwszej kobiecie w brytyjskim Superbike czytaj tutaj.

Jak radziła sobie Jenny w zeszłorocznych Mistrzostwach Wielkiej Brytanii w Croft czytaj tu.

 

Najnowsze

Yekaterina, czyli kobiecy rajd do Rosji – relacja

Mimo coraz większej popularyzacji sportu motorowego w naszym kraju, nadal dominują w nim mężczyźni, a co jakiś czas zdarzają się jednak próby zwrócenia uwagi na kobiety pasjonujące się tym pozornie męskim zajęciem. Tak zrodził się pomysł na stworzenie rajdu Yekaterina na trasie Gdańsk-Murmańsk, rajdu tylko dla kobiet.

Oklejanie auta przed rajdem.
fot. z archiwum Małgorzaty Gongolewicz

Owszem bywały już organizowane rajdy, w których zmagały się wyłącznie przedstawicielki płci pięknej, jednak żaden z nich nie był tak długi i nie prowadził w tak dziewicze rejony jak wspomniana Yekaterina.

 

O samochodowym pucharze kobiet Motocaina.pl przeczytasz tutaj.

 

Pomysłodawcą i twórcą rajdu jest Romuald Koperski, znany przede wszystkim ze swojego zamiłowania do bezkresów Syberii oraz organizacji kilku edycji, swojego czasu bardzo głośnego, rajdu Transsyberia, wykupionego potem przez markę Porsche.

Dowiedziałam się o rajdzie przypadkiem, przeglądając Internet w poszukiwaniu podróżniczo-motoryzacyjnych ciekawostek. Wiele słyszałam o Romku, znałam też kilku uczestników jednej z edycji Transsyberii , na tej podstawie podjęłam decyzję, że jadę!

Decyzja była prosta, przygotowania do rajdu znacznie mniej. Zaczęło się od poszukiwania odpowiedniego samochodu, początkowo miał to być leciwy Land Rover, stanęło jednak na Mitsubishi Pajero i całe szczęście. Przygotowania auta wzięła na siebie firma Trasek Off-Road. Przy doposażeniu auta postawiliśmy na swojego rodzaju kompromis między szybką i zwinna rajdówką, a autem wyprawowym. Taka koncepcja sprawdziła się rewelacyjnie. Miałyśmy do dyspozycji najszybsze auto w stawce, a zarazem pojemne i pakowne. Celem rajdu nie było jednak ściganie się. I tak naprawdę zwinność i wytrzymałość naszego auta dawała nam jedynie większą frajdę z jazdy.

Jak przygotować auto na Yekaterinę
Cześć uczestniczek rzeczywiście zjawiła się na starcie w mocno doinwestowanych samochodach, jak na przykład Henia Krzywonos w Land Roverze Discovery przygotowanym przez Land Serwis, czy zwycięska załoga Jeepa. Jednak były też załogi w autach zupełnie seryjnych np. KIA Sorento czy Isuzu Trooper bez żadnych terenowych modyfikacji. Widać więc, że można udać się na Yekaterinę zupełnie seryjnym 4×4 i z powodzeniem dojechać do mety. Ważne jest aby wykonać solidny przegląd przed wyjazdem i zaopatrzyć się w podstawowe części zamienne.
Sprawy techniczne zostawmy z boku, zajmijmy się kwestiami praktycznymi, czyli jak usprawnić podróżowanie i przechowywanie wszystkich mniej lub bardziej potrzebnych przyborów. Niezwykle wygodnym i funkcjonalnym rozwiązaniem jest system szuflad, który miałyśmy w swoim samochodzie. Składają się na niego dwie pojemne szuflady, w naszym przypadku jedna była tzw. szufladą techniczną – mieściła części zapasowe, oleje, liny, szekle itp., drugą przeznaczyłyśmy na prowiant i „akcesoria kuchnne”. Resztę bagażu ulokowałyśmy w przestrzeni między fotelami a szufladami oraz na nich.  Jeszcze jedną niewątpliwą zaletą tego systemu była płaska powierzchnia, którą tworzył – umożliwiało to nam względnie wygodne spanie w samochodzie, gdy rozbicie namiotu było niemożliwe lub po prostu nie chciało nam się tego robić.

Auta gotowe do podboju Rosji.
fot. z archiwum Małgorzaty Gongolewicz

Kolejnym wyzwaniem, wcale nie takim prostym jak się okazało, było znalezienie odpowiedniej partnerki do rajdu. Związane było z tym wiele perypetii, w końcu w ostatniej chwili za sprawą życzliwego znajomego udało się namówić Magdę (w zasadzie nie trzeba było jej długo namawiać). Poznałyśmy się na tydzień czy dwa przed wyjazdem, wcześniej wymieniłyśmy kilka maili i porozmawiałyśmy przez telefon. Rychu (wspólny znajomy , który zwerbował Magdę) trafił w dziesiątkę! Dogadywałyśmy się świetnie, mimo że ledwo się znałyśmy.

Partnerka rajdowa
Partnerka do rajdu powinna mieć prawo jazdy, wprawdzie regulamin o tym nie stanowi, była jedna załoga – Białorusinki w czerwonym Patrolu, gdzie prawem jazdy dysponowała tylko jedna, Olga dzielnie dawała sobie radę, było to jednak dość męczące. Ważne, żeby mieć o czym rozmawiać i dobrze się rozumieć – w przeciwnym wypadku spędzając ze sobą 24h na dobę przez ponad dwa tygodnie mogło by się to skończyć nie najlepiej.

Yekaterina  z założenia miała być rajdem o charakterze sportowym i w tym miejscu postawiłabym jedyne 'ale' dla tej imprezy. Konkurencje nie były zbyt urozmaicone, poza pokonywaniem trasy zgodnie z roadbookiem, sprowadzały się głównie do odnajdywania punktów na trasie na podstawie fotografii, rozegrany był również jeden odcinek na czas. Jednak nie tylko rywalizacja była celem rajdu. Oprócz przemierzania bezkresnych przestrzeni, ważne było również przybliżenie uczestniczkom kultury rosyjskiej. Stąd przystanki w ważnych z kulturowego punktu widzenie miejscach, np. w Sankt Petersburgu czy na Sołowkach. Przystankom tym towarzyszyły zwykle noclegi w hotelach, więc raz na 2-3 dni miałyśmy dostęp do bieżącej wody i innych dobrodziejstw cywilizacji. Nie zawsze było jednak tak kolorowo, zdarzały się noclegi w trawie po pas, na podmokłym terenie, mimo tych niewygód były one znacznie ciekawsze niż te hotelowe.

Jak przygotować siebie do Yekateriny?
Równie ważna jak przygotowanie auta do rajdu jest zapewnienie sobie odpowiedniego wyposażenia, ubioru, kosmetyków itp. Z pewnością nie wolno zapomnieć o ogromnej masie środków na komary, o tej porze roku tną niemiłosiernie i nie da się tego porównać z tym co może nas spotkać w Polsce czy innych rejonach Europy, warto również zadbać o kapelusz z moskitierą. Noce, zwłaszcza na północy, mimo że białe bywają dość chłodne, należy mieć ze sobą ciepły, najlepiej puchowy śpiwór, przydatna będzie termo bielizna, ciepły polar,  kurtka od deszczu i dobre trekingowe buty. Warto też zabrać strój kąpielowy – było parę miejsc, gdzie można popływać po dojechaniu na biwak, po całym dniu za kółkiem był to świetny relaks. Reszta to już typowo biwakowy sprzęt, każdy zabiera to, co uzna za przydatne  – jest to ograniczone zwykle pojemnością samochodu.

fot. z archiwum Małgorzaty Gongolewicz

Nie mogę nie wspomnieć o organizacji rajdu, która była na najwyższym poziomie. Romek wraz ze swoim wielokrotnym towarzyszem wypraw – Januszem oraz z teamem serwisowym z Niemiec spisali się na medal, dawali oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Zaradzili na każdą usterkę, przynosili chrust na ognisko, rąbali zwalone drzewa na trasie, a przede wszystkim urozmaicali męskim towarzystwem cały rajd. Jedyny niedosyt czuję z powodu wspomnianej już rywalizacji sportowej, której było moim zdaniem zbyt mało. Organizator obiecał jednak przygotować bardziej wymagające trasy i urozmaicić konkurencje o punktowane odcinki przeprawowe oraz większą liczbę odcinków na czas. Trzymam go za słowo!

Fundusze i koszty
Na koniec sprawa najmniej przyjemna, czyli koszty. Udział w rajdzie nie jest tani, wpisowe od załogi w 2011 roku wynosiło 2000 euro. Kwota wysoka, jednak obejmuje ona noclegi w hotelach ze śniadaniami, bilety wstępu do zwiedzanych miejsc, a także koszty przygotowania rajdu – czyli wytyczenie trasy, przejechanie jej, udział w rajdzie teamu serwisowego, wydruk naklejek czy roadbooka. Do tego należy doliczyć koszt paliwa (ok. 3000 km w jedną stronę, olej napędowy na terenie Rosji 2,60-2,80 zł za litr), ewentualnie koszt promu w drodze powrotnej (Helsinki-Gdynia koszt około 1500 zł za samochód+2 osoby), w przypadku powrotu przez Norwegię i Finlandię (warto!)trzeba uwzględnić znacznie wyższe ceny wszystkiego -jest mniej więcej2-3 razy drożej niż w Rosji.
Nie jest jednak powiedziane, że tak znaczną kwotę trzeba wyłożyć z własnego portfela. Przy odrobienie chęci i zapału można zebrać fundusze lub przydatne akcesoria od sponsorów. Najlepszym przykładem jest tu załoga Jeepa – Beata i Ewa otrzymały sponsoring na praktycznie wszystkie koszty związane z wyjazdem, suchy prowiant od jednej z trójmiejskich restauracji oraz outdoorowe ubrania od Campusa. Nasza załoga również zdobyła znaczne środki, pozwoliły one na pokrycie wpisowego, dostałyśmy komplet opon od Goodyeara oraz zestaw zawieszenie od niemieckiej hurtowni Taubenreuther. Pozyskiwanie funduszy nie jest łatwe, wymaga ogromnej cierpliwości i pokory, nie jest jednak rzeczą niemożliwą.

Yekaterina była niesamowitą przygodą, zarówno dla mnie – przyzwyczajonej do dalekich podróży, nierzadko w znacznie bardziej ekstremalnych warunkach, jak i dla dziewczyn, które na co dzień nie oddalają się zbyt od cywilizacji. Do tego niesamowite krajobrazy, świetni ludzi i atmosfera jaka dzięki nim powstała pozostaną niezapomniane. Dlatego szczerze polecam udział w kolejnych edycjach Yekateriny.

Najważniejsze informacje
Yekaterina 2011 była pierwszym tak długim rajdem terenowym wyłącznie dla kobiet. Pierwsza edycja rozpoczęła się w Gdańsku 11.06.2011, a zakończyła 9 dni później w Murmańsku. Uczestniczyło w niej 13 załóg reprezentujących Polskę, Niemcy oraz Białoruś, w tym trzy samochody ze strony organizatora. Dwie z nich  stanowili doświadczeni w ubezpieczaniu rajdów mechanicy, wielokrotnie pełniący podobną rolę na rajdach rangi europejskiej m.in. na dobrze znanym Rally Breslau.

Wyniki I Edycji Rajdu I Międzynarodowego Rajdu Samochodowego Kobiet „YEKATERINA”

W klasyfikacji generalnej:

I Miejsce (28 punktów)

Załoga nr 13

Ewa Micińska

Beata Szadziul

II Miejsce ex aequo: (27 punktów)

Załoga nr 1

Henryka Krzywonos – Strycharska

Beata Jaworowska

Dorota Kalicka

Załoga nr 8

Olga Danilejko

Natalia Ładygina

III Miejsce ex aequo: (26 punktów)

Załoga nr 6

Heike Grun

An Peeters

Załoga nr 2

Jolanta Danak – Gajda

Marzena Kowalska

W klasyfikacji konkurencji jazdy na czas:

I Miejsce (26 minut, 14 sek.)

Załoga nr 5

Małgorzata Gongolewicz

Magdalena Korytko

II Miejsce (30 minut, 53 sek.)

Załoga nr 1

Henryka Krzywonos – Strycharska

Beata Jaworowska

Dorota Kalicka

III Miejsce (31 minut, 23 sek.)

Załoga nr 13

Ewa Micińska

Beata Szadziul

Nagroda Fair Play

Załoga nr 8

Olga Danilejko

Natalia Ładygina

Najnowsze

Szpilki i buty motocyklowe od Pirelli – z gumy?

Fashionistki wiedzą, że gumowe szpilki nie są żadną nowością - projektują je już takie sławy jak Melissa i Vivienne Westwood. Ciekawe, że również producenta opon zaintrygowało kobiece obuwie. Oto wzornictwo Pirelli PZERO, które na nowo definiuje istotę buta na wysokim obcasie, w projekcie Diego Dolciniego.

Szpilki od Pirelli prezentują się całkiem zachęcająco.
fot. Pirelli

Diego Dolcini czerpie materiał i ikonografię od Pirelli – gumę, kontrast między matem a błyskiem i jak pisze producent opon: „wizualną moc i awanturniczego ducha”, lecz nadaje tej prostocie nową formę. But motocyklowy ze smukłym wysokim obcasem ma stanowić podsumowanie tego spotkania: dynamizmu, wszechstronności, miejskiego pragmatyzmu. A na czerwonym dywanie zaczyna gościć nowatorskie, gumowe wzornictwo.

Kolekcja ta ma wyrażać miejską wizję glamour: kobiecości w betonowej dżungli. To pomysł osadzony gdzieś między marketingiem a modą, jednocześnie mocno zakorzeniony we wzornictwie przemysłowym. Projekt ten ma jednak długą historię, która rozpoczęła się na przedmieściach Mediolanu w 1877 roku. Po 125 latach od pierwszego eksperymentu w 2002 roku ponownie narodziły się ubrania sygnowane przez Pirelli, występujące pod nową marką, PZERO – inspirowaną oponami, które firma stworzyła w 1987 roku.

Kiedyś firma produkowała płaszcze przeciwdeszczowe i powlekała je kauczukiem, materiałem wówczas nieznanym. Dziś plan prezesa Marco Tronchetti Provery ma nową duszę, bardziej eksperymentalną. – Badania marketingowe pokazały, że marka Pirelli jest czarująca, seksowna i modna. Zawdzięcza to Kalendarzowi. Dlatego właśnie rozpoczęliśmy realizację nowego planu dla wzornictwa przemysłowego, torując drogę dla wielu podobnych przedsięwzięć – mówi Antonio Gallo, szef komunikacji PIRELLI PZERO.

Na początku grupa wprowadziła na rynek tylko dwa produkty: buty żeglarskie PZERO Acqua oraz kurtkę z innowacyjnymi właściwościami – PZERO Aria. Ponadto w ubiegłym sezonie sprzedało się ponad 20 tysięcy t-shirtów z nadrukiem Super B, pierwszego logo marki.

Dziś kolekcja zawiera wszystkie potrzebne elementy – tworzy ją siedmiu projektantów, dwie firmy produkują dla niej na licencji (Morellato&Sector – zegarki, Tecnorib – ślizgacze). Od sezonu wiosna-lato 2008 r. firma może pochwalić się kolekcją butów opracowaną w ramach nowej strategii produkcji i handlu, którą zarządza wewnętrzny zespół Pirelli. Z kolei w sezonie wiosna-lato 2009 marka PZERO rozpoczęła produkcję torebek: opracowała dwa modele w limitowanej edycji 200 sztuk.

Kolejny projekt narodził się z okazji bardzo ważnej rocznicy. W 1955 r. firma Pirelli wprowadziła na rynek pierwszy ponton o nazwie Nautilus, a w 2005 r. podpisano umowę licencyjną z firmą Tecnorib na stworzenie nowego gumowanego ścigacza. Pierwszy ścigacz PZERO zadebiutował w 2006 r.

W 2008 roku połączono siły z firmą HEAD, aby wspólnie opracować narty WINTER SOTTOZERO, których nazwa pochodzi od opony wprowadzonej na rynek wcześniej w tym samym roku.

Ale te buty, cóż – nam się podobają!

fot. Pirelli

Najnowsze