Joanna Szymków-Matuszewska

Skoda Scala 1.0 l 115 KM – test i wideo – opinia, wrażenia z jazdy, wyposażenie i cena

Z oferty modeli marki Skoda - z końcem 2019 roku - wyjechała Skoda Rapid i zastąpiła ją Skoda Scala. To całkowicie nowy model i patrząc po częstotliwości obcowania z nim na naszych drogach - przyjęty przez naszych kierowców bardzo pozytywnie. My miałyśmy okazję pojeździć nią podczas naszego testu przez około tysiąc kilometrów. Jakie mamy po tej podróży wrażenia?

Skoda Scala – test – wygląd

Choć Skoda Scala jest typowym samochodem kompaktowym, to jednak stylistyka tego samochodu jest drapieżna i nawiązująca do rysów samochodów sportowych. Przykładem takich detali dodających Scali pazura jest dolny wlot powietrza w kształcie plastra miodu, przyciemnione szkła przednich reflektorów LED, tylne ledowe reflektory pociągnięte przez całą długość klapy bagażnika z nowoczesnymi, dynamicznymi kierunkowskazami, jak i przyciemniona pokrywa bagażnika z napisem Skoda. Jako ciekawostkę mogę Wam zdradzić, że Skoda Scala była pierwszym modelem, w którym zastosowano napis Skoda na środku pokrywy bagażnika. 

Sama sylwetka Scali jest bardzo ciekawa i nietuzinkowa – przyciąga oko. Jednak największą niespodzianką dla każdego użytkownika Scali będzie jej przestronność wewnątrz, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę, że z zewnątrz sylwetka Scali jest smukła i nie wybijająca się wielkością swoich gabarytów.

Skoda Scala – test – bagażnik

Trzeba przyznać, że Skoda opanowała do perfekcji umiejętność tworzenia samochodów w taki sposób, aby z wnętrza wydobyć jak najwięcej miejsca dla swoich pasażerów. Dobrym przykładem umiejętności wykorzystania danej powierzchni jest fakt, że Skoda Scala pomimo bardzo przestronnego wnętrza, nadal dysponuje też niezłym bagażnikiem – 467 litrów pojemności.

Spokojnie więc zapakujemy się na wyjazd z rodziną, a jednocześnie nadal będzie nam komfortowo w trakcie samej podróży, bo zarówno kierowca i pasażer w pierwszym rzędzie, jak i pasażerowie drugiego rzędu, będą mieli dużo miejsca na zajęcie wygodnej pozycji. Poczucie przestronności we wnętrzu potęguje jasna tapicerka i panoramiczny dach, który zajmuje dość dużą powierzchnię, dzięki czemu wnętrze jest rozświetlone i sprawia wrażenie jeszcze większego. Przy takim zestawieniu nawet użyte do obudowania kokpitu twarde materiały nie rażą aż tak bardzo. 

Skoda Scala – test – wrażenia z jazdy

Sama jazda Scalą jest bardzo komfortowa. Zawieszenie zostało zestrojone w taki sposób, że wybiera wszelkie nierówności. Trzeba jednak mieć z tyłu głowy, że jednocześnie podczas pokonywania bardzo ciasnych zakrętów, Scala nie będzie samochodem całkiem przewidywalnym. Kilkukrotnie podczas naszego testu zdarzyło się bowiem, że Scala przejawiała tendencje do nadsterowności. Na szczęście są to jedynie delikatnie wyczuwalne uślizgi, a nie drastyczne ucieczki w bok, więc nie zaburza to w istotny sposób komfortu podróżowania tym samochodem. Jedynym aspektem zaburzającym nasz komfort jazdy może być fakt, że podczas wyższych prędkości wewnątrz bywa troszkę głośno – Scala nie jest zbyt dobrze wyciszona, co z pewnością odczujemy na autostradzie, gdy będziemy musieli dość głośno porozumiewać się z pozostałymi pasażerami, żeby mogli nas usłyszeć.

Jeśli jednak mówimy o komforcie podróżowania, to trzeba też zwrócić uwagę na system asystenta pasa ruchu, który w Scali został tak skonfigurowany, że momentami zamiast pomagać, przeszkadza. System działa w ten sposób, że ingeruje w ruch kierownicy, naprowadzając pojazd z powrotem na środek pasa ruchu. I nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że ruch ten jest zbyt intensywny, co przy wyższych prędkościach i dodatkowo bocznych uderzeniach wiatru, może powodować, że samochód zacznie nam „pływać” po drodze. Takie zachowanie pojazdu jest nie tylko niewskazane, ale i niebezpieczne, a wszelkie systemy bezpieczeństwa powinny pomagać nam w jego zachowaniu, a nie przeszkadzać.

Skoda Scala – test – wnętrze i wyposażenie

Nie możemy jednak narzekać na zastosowane w najwyższym pakiecie wyposażenia udogodnienia w postaci wirtualnego kokpitu, na który składają się cyfrowe wskaźniki i możliwość wyświetlenia na wskaźniku kierowcy pełnego okna nawigacji, aktywnego tempomatu, czy ładowarki indukcyjnej. W Scali znajdziemy też możliwość zmiany ekranu na wyświetlaczu Smartlink gestem dłoni. Niewątpliwie Skoda nadąża za nowinkami i śmiało stosuje je w swoich samochodach, dzięki czemu niejednokrotnie potrafi zaskoczyć.

Jeśli jednak już mówimy o zaskakujących niespodziankach, to Skoda przoduje nie tylko w przestronności swoich wnętrz, ale również w drobnych, funkcjonalnych rozwiązaniach, ułatwiających użytkownikowi codzienne życie. I tak nie będzie już nam straszny deszcz, gdy zapomnimy parasola z domu, bo jadąc Skoda Scala będziemy mieć zawsze ten parasol przy sobie – został umieszczony w specjalnym otworze w drzwiach kierowcy. Nie musimy też martwić się o to, że wyjedziemy z domu i niespodziewanie zastanie nas przymrozek. Skrobaczkę do szyb znajdziemy w pokrywie wlewu paliwa.

A skoro już jesteśmy przy zimowych klimatach, to na uwagę zasługuje też fakt, że Skoda przewidziała możliwość włączenia podgrzewania foteli i kierownicy za pomocą jednego przycisku, synchronicznie. Dla mnie osobiście było to bardzo pozytywne zaskoczenie, bo ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, mając zgrabiałe z zimna ręce, to klikanie miliona przycisków. Jeśli jednak nie marzniecie aż tak bardzo jak ja i opcja ta nie będzie dla Was w żaden sposób przydatna – możecie swobodnie zmienić to sobie w ustawieniach samochodu. Za tę pomysłowość i choć drobne, to bardzo użyteczne rozwiązania, marce należą się ogromne brawa.

Test Skoda Scala 1.0 115 K

Skoda Scala – test – dane techniczne

Silnik 1.0 benzynowy o mocy 115 KM (obecnie w ofercie na rok 2021 mamy jedynie litrowy silnik o mocy 110 KM) i siedmiostopniowa automatyczna skrzynia biegów DSG, w które był wyposażony testowany przez nas model, dawał sobie radę zarówno w warunkach autostradowych, jak i na krętych górskich drogach. Skoda Scala w takim zestawieniu nie będzie jednak demonem prędkości, o czym trzeba pamiętać przy wyprzedzaniu dłuższych pojazdów lub kolumn samochodów. Jeśli wiec zamierzacie jeździć głównie po drogach krajowych, gdzie wyprzedzanie będzie na porządku dziennym, rozważyłabym na waszym miejscu silnik benzynowy 1.5 o mocy 150 KM, który z pewnością sprawdzi się w takich sytuacjach dużo lepiej.

Skoda Scala – test – zużycie paliwa

Średnie zużycie uzyskane przez nas podczas kilkuset kilometrowej podróży wynosiło niespełna 8 litrów/100 kilometrów. Nie jest to mało co do zasady, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że jechałyśmy samochodem z zaledwie litrowym silnikiem i do tego dość mocno obładowanym, a prędkości przez większość pokonywanej drogi były autostradowe, to jesteśmy w stanie uznać te wartości za akceptowalne i nie wygórowane. Warto zwrócić uwagę na skrzynię biegów, która podczas jazdy zachowuje się bardzo dobrze – nie czuć żadnych szarpnięć, wszystko działa niezwykle płynnie.

Test Skoda Scala 1.0 115 K

Skoda Scala – test – cena

Skoda Scala jest samochodem, który potrafi zaskoczyć i mnie osobiście zaskoczył bardzo pozytywnie. Ma swoje mankamenty, ale o wiele więcej jednak ma zalet. Wybijającą się na pierwszy plan zaletą jest niewątpliwie przestronność wnętrza i komfort jazdy zarówno dla samego kierowcy, jak i pasażerów. Ogromną zaletą są też innowacyjne rozwiązania zastosowane w Scali, które sprawiają, że mamy do czynienia nie tylko z samochodem przyjaznym, ale też nowoczesnym i w żaden sposób nie odbiegającym od konkurencji, jeśli nawet niekiedy jej nie prześcigającym.

Skoda Scala w ofercie na rok 2021 startuje od kwoty 67 tys. przy najsłabszym silniku, a z testowanym przez nas napędem i automatyczną skrzynią biegów ceny zaczynają się od kwoty ponad 80 tys. Gdy jednak zaczniemy dokładać coraz to kolejne pakiety wyposażeniowe, może się okazać, że skończymy na kwocie ponad 93 tys. Nadal jednak myślę, że po kilku wspólnie pokonanych drogach przekonacie się, że było warto wyłożyć nawet takie pieniądze.

Na plus:
+ przestronność wnętrza
+ komfort jazdy
+ nietuzinkowe, funkcjonalne rozwiązania

Na minus:
– słabe wyciszenie
– zbytnio ingerujący asystent pasa ruchu

Najnowsze

Alpine A110 S – limitowany model w wyjątkowym lakierze Orange Sanguine. Gdzie można go zobaczyć?

To jedyne takie auto w Polsce! Na całym świecie dostępnych będzie tylko 110 jego egzemplarzy. Orange Sanguine to odmiana pomarańczowego tak intensywna, że niemal czerwona. Kolor nawiązuje do jednego z 12 kultowych odcieni pomarańczu, w których Alpine A110 było dostępne do 1970 r.

Dostępny w Polsce Alpine w kolorze Orange Sanguine to model A110 S z numerem 007. Produkcja z tym odcieniem nadwozia zakończy się wraz z wyczerpaniem limitu 110 aut. Orange Sanguine to odcień jednego z 29 legendarnych kolorów, nawiązujących do bogatej historii rajdowej Alpine z lat 60 i 70.

Alpine A110 S

Niewykluczone, że jego nabywca stanie się jedynym w Polsce posiadaczem Alpine w tym kolorze! Prezentowany w katowickim salonie Alpine A110 S wyposażony jest w silnik o pojemności 1792 cm3 i mocy 292 KM oraz w automatyczną skrzynią biegów. Model S charakteryzuje się dodatkowo „twardszym” zawieszeniem i kilkoma detalami w designie.

Alpine A110 S

Alpine daje fanom marki bardzo szerokie możliwości w kwestii komponowania własnego auta. Korzystając z programu personalizacji modeli – Atelier Alpine można samodzielnie skonfigurować swój wymarzony samochód. Klient dobiera kolor nadwozia, felg i zacisków hamulcowych.

Alpine A110 S

W ramach Atelier Alpine dostępnych będzie 26 kolorów, z których każdy będzie limitowany do 110 sztuk na całym świecie.

Alpine A110 S

Najnowsze

Claudia Hürtgen i Mattias Ekström zasiedli za kierownicą e-Cupra ABR X w Extreme E!

Pierwszy wyścig Extreme E, nowej serii wyścigowej wyczynowych samochodów elektrycznych za nami!

Cupra była pierwszą marką motoryzacyjną, która potwierdziła swój udział w serii Extreme E. Jako głównego partnera zespołu, towarzyszącego we wszystkich wyścigach, wybrała uznaną firmę ABT Sportsline.

Kierowcy zespołu ABT Cupra, Claudia Hürtgen i e-ambasador marki Mattias Ekström, ukończyli wymagające treningi przygotowujące do wyczerpującego fizycznie i psychicznie wyścigu. Ściganie się poprzez suchy pustynny krajobraz wymagało gotowości na każdą ewentualność. Claudia Hürtgen ma bogate doświadczenie zdobyte podczas wyścigów długodystansowych, a Mattias Ekström jako mistrz Rally Cross i DTM potrafi odnaleźć się w każdych warunkach.

Przed rozpoczęciem sezonu zespół przetestował 544-konny samochód e-CupraABT XE1. Przejazdy odbyły się na torach Oscherleben w Niemczech oraz MotorLand Aragón w Hiszpanii. Jak jednak zauważają sami kierowcy, prawdziwy test miał miejsce dopiero podczas weekendowego spotkania Desert X Prix. Odbyło się ono w rejonie Al Ula w Arabii Saudyjskiej, na największej na świecie nieprzerwanej piaszczystej pustyni.

 

Najnowsze

Lexus IS Wax Edition – teraz ulubionych winyli możecie słuchać w samochodzie

A gdyby tak rozsiąść się wygodnie w fotelu, włączyć „Hit the Road Jack” Raya Charlesa na winylu i… faktycznie ruszyć w drogę?

W tym Lexusie to możliwe. Amerykański oddział japońskiej marki stworzył sedana z działającym adapterem płyt winylowych we wnętrzu. Oto wyjątkowy Lexus IS Wax Edition.

Adapter został zamontowany w desce rozdzielczej po stronie pasażera. Dokładnie tam, gdzie właściciele standardowego Lexusa IS znajdą schowek na rękawiczki. Urządzenie udało się bardzo estetycznie wkomponować. Kiedy nie jest używane, kryje się za drzwiczkami. Wystarczy nacisnąć przycisk, by te odchyliły się do dołu, a adapter powoli wysunął się do wnętrza kabiny, ułatwiając nałożenie płyty. 

Lexus IS Wax Edition

Odtwarzacz jest na tyle duży, że może odtwarzać krążki o średnicy 12 cali. Twórcy wyjątkowego sedana dla audiofili zadbali również o jakość odsłuchu. Auto jest wyposażone w 17-głośnikowy system audio klasy premium marki Mark Levinson, opcjonalnie dostępny w nowym Lexusie IS.

Odtwarzacz wykonano metodą druku 3D, a także wykorzystując obrabiane maszynowo aluminium i włókno węglowe. A specjalny system stabilizacji minimalizuje wpływ drgań powstających w trakcie jazdy na odtwarzanie.

Lexus IS Wax Edition

By zrealizować swój oryginalny pomysł, przedstawiciele amerykańskiego oddziału japońskiej marki skorzystali z pomocy firmy SCPS. To słynne studio z siedzibą w Los Angeles, w którym projektanci i wynalazcy realizują nawet najbardziej szalone pomysły różnych firm oraz twórców hollywoodzkich produkcji. SCPS wcześniej pomogło Lexusowi w pracach nad innym nietypowym autem – Lexusem Gamers’ IS, czyli specjalnym koncepcyjnym sedanem stworzonym dla graczy.

Lexus IS Wax Edition

Premiera audiofilskiego samochodu wymagała odpowiedniej oprawy, muzycznej, rzecz jasna. Dlatego Lexus USA i portal Pitchfork zaprosili do współpracy muzyków MC Madlib oraz Kaytranada. Twórcy skomponowali dwa utwory, które oficjalnie zadebiutowały odtworzone we wnętrzu Lexusa IS Wax Edition.

Ekskluzywny, siedmiocalowy krążek trafi do dystrybucji w ramach klubu Vinyl Me, Please. To usługa działająca w oparciu o miesięczną subskrypcję, w ramach której abonenci regularnie otrzymują kolejne płyty do kolekcji. 

Najnowsze

Chciał zalegalizować kradzione auto metodą na „przeszczep”. Jak to się odbywa?

Sporo kradzionych samochodów szybko rozbieranych jest na części, ponieważ pojazd w ten sposób znika, podobnie jak problemy z formalnościami, gdyby ktoś chciał kradzionym autem jeździć legalnie. Nie wszyscy tak jednak robią.

Policjanci z Bydgoszczy prowadzili sprawę wspólnie ze swoimi kolegami z Poznania, dotyczącą handlem częściami pochodzących z kradzionych pojazdów. Podczas przeszukania posesji w Cielu w okolicach Bydgoszczy, faktycznie odkryli podzespoły samochodowe pochodzące z przestępstwa.

Złodziejska incepcja – uciekał, bo kradzioną ciężarówką wiózł kradzione auto

Oprócz tego na miejscu znaleźli wartego 150 tys. zł Mercedesa Sprintera. Funkcjonariusze podejrzewali, że pojazd ten mógł być niedawno skradziony na terenie Poznania. Wstępne ekspertyza biegłego z dziedziny mechanoskopii potwierdziła przypuszczenia policjantów, że auto ma widoczne ślady ingerencji w numer VIN oraz tabliczkę znamionową.

Policja zlikwidowała potężną dziuplę. Odzyskano setki silników i skrzyń biegów!

Jak ustalili funkcjonariusze, właściciel Mercedesa kupił wcześniej na terenie Niemiec podobny egzemplarz, ale rozbity. Chciał w ten sposób zalegalizować rejestrację kradzionego auta, które także kupił, lecz po znacznie niższej niż rynkowa cenie. Następnie dokonał tzw. „przeszczepu”, czyli przełożenia numerów z legalnie kupionego „rozbitka” do kradzionego auta.

Najnowsze