Skoda Klement, czyli koncepcyjny, elektryczny… rower

Klement prezentuje wizję Skody w obszarze indywidualnej mikromobilności. Pojazd jest cichy, bezemisyjny i wyposażony m.in. w system odzyskiwania energii z hamowania oraz hydrauliczne hamulce z ABS.

Skoda Klement określana jest jako „koncepcja dwukołowego pojazdu elektrycznego”. Wyposażono go w silnik o mocy 4 kW, który pozwoli osiągnąć prędkość do 45 km/h. Dzięki swojej konstrukcji przypominającej rower może stanowić alternatywę do poruszania się w przestrzeni miejskiej.

Klement zasilany jest akumulatorem litowo-jonowym o pojemności 1250 Wh i pozwala na przejechanie na jednym ładowaniu do 62 km. Zasięg ten w zupełności wystarczy do przemieszczania się w warunkach miejskich. Akumulator można naładować podłączając go do standardowego gniazdka domowego. Co więcej, część energii będzie uzupełniania w trakcie jazdy za sprawą odzyskiwania energii podczas hamowania.

Nowy koncept Skoday obsługiwany jest bardzo intuicyjnie. Poruszanie i sterowanie nim przypomina standardową jazdę rowerem, jednak zamiast pedałów, pod stopami zainstalowano dwa panele służące kontrolowaniu prędkości. Naciskając je do przodu przyspieszamy, z kolei przenosząc ciężar na ich tył jesteśmy w stanie zahamować. Sam hamulec wyposażono w system ABS, który zadba o bezpieczeństwo kierowcy. Całość zintegrowana jest z oświetleniem LED obejmującym przedni reflektor, światło dzienne, światło hamowania oraz kierunkowskazy zintegrowane ze wspomnianymi wcześniej panelami. W modelu Klement producent zastosował lekką, aluminiową konstrukcję, przez co całość ma ważyć ok. 25 kg i zapewnić łatwość manewrowania.

Najnowsze

Volkswagen uruchamia carsharing z elektrycznymi modelami

Volkswagen wchodzi na dynamicznie rosnący rynek carsharingu. W Berlinie uruchomiono program WeShare, w ramach którego samochody są oferowane do wynajmu na minuty. W jego ramach marka Volkswagen udostępnia tylko elektryczne samochody - 1500 e-Golfów, zasilanych wyłącznie energią ze źródeł odnawialnych.

Na początku przyszłego roku dołączy do nich 500 Volkswagenów e-up!, a w połowie 2020 roku także pierwsze egzemplarze elektrycznego ID.3. WeShare działa według zasady „Free-Floating”, a więc nie tworzy stałych punktów wynajmu samochodów lecz działa poprzez aplikację. W 2020 roku Volkswagen zamierza uruchomić tę usługę w Pradze, a później także w Hamburgu.

Usługa WeShare będzie początkowo dostępna na obszarze 150 km kw. – od centrum Berlina poza obszar działania szybkiej kolei miejskiej – a następnie będzie się zwiększać w miarę, jak rosnąć będzie liczba samochodów. W pierwszej fazie działania WeShare klienci mogą korzystać z atrakcyjnej taryfy w wysokości 19 eurocentów za minutę, nie będzie też pobierana jednorazowa opłata rejestracyjna. Od września taryfa w trzech dostępnych kategoriach wyniesie średnio 29 eurocentów za minutę.

Korzystanie z WeShare jest bardzo proste. Trzeba jedynie posiadać smartfona i kartę kredytową, ukończyć 21 lat, mieć ważne prawo jazdy od co najmniej roku i być zameldowanym w Niemczech.

Pojazdy udostępniane w ramach WeShare będą zasilane energią elektryczną na publicznych stacjach ładowania znajdujących się w Berlinie, w tym w nowo powstających 70 punktach przy sklepach sieci Lidl i Kaufland. W ramach prowadzonej ofensywy w dziedzinie aut elektrycznych Volkswagen podjął niedawno partnerską współpracę z firmami należącymi do grupy Schwarz. Współpraca ta ma służyć zaopatrzeniu floty aut Volkswagena w energię elektryczną oraz rozbudowie publicznie dostępnej sieci punktów ładowania.

Pojazdy udostępniane w ramach WeShare będą początkowo zasilane w energię przez pracowników serwisowych WeShare. Później stworzony zostanie system zachęcający użytkowników do samodzielnego ładowania akumulatorów tych aut.

Najnowsze

Najnowszy „Top Gear” jest tak dobry, jak stary „Top Gear”?

Tęsknicie za dawną formułą „Top Gear”, w którym samochody były tylko pretekstem do zabawnych i widowiskowych przygód trzech kumpli? Jeśli tak, to ucieszy was poniższa wiadomość.

Brytyjskie media już oceniły: wraca zadziorny duch starego „Top Gear”. Wystarczy tylko spojrzeć na fragmenty wyjątkowo pozytywnych recenzji, które pojawiły się po emisji pierwszego odcinka 27. sezonu.

Top Gear” wkracza w nową erę i widać, jak na dłoni że Chris, Paddy i Freddie są właściwymi osobami do przejęcia kierowcy. W ciągu ostatnich kilku lat podjęto wiele nieudanych prób wskrzeszenia  serialu, ale teraz naprawdę karta się odwróciła i seria ma szansę ruszyć z kopyta. Wraca zadziorny duch starego „Top Gear”. Digital Spy

Część magii starego „Top Gear” została ponownie rozpalona. I to przez nowe trio, po którym nie spodziewałem się cudów. Uszczypliwie-arogancka chemia, która istniała między Clarksonem, Jamesem Mayem i Richardem Hammondem, została odtworzona w nieco słoneczniejszej formie i ze świeżą energią. Stary format ma w sobie jeszcze życie. The Guardian

Były niepokojące głosy, że nowy „Top Gear” będzie ckliwy w stosunku do swoich poprzednich macho-wcieleń. Sądząc po pierwszym odcinku, fani motoryzacji  uczuleni na przytulanie i świece zapachowe mogą przestać się martwić. Jest wymiana złośliwości i robienie sobie psikusów. „Top Gear” znów ma zarost na brodzie i błysk w oku. The Telegraph

To było lepsze niż można się  było spodziewać, naprawdę czuło się, że to trio to prawdziwi kumple, chociaż dobrze wiesz, że tak naprawdę to Tinderowa randka w TV. The Times

Do Chrisa Harrisa dołącza komik Paddy McGuinness i legenda krykieta Andrew „Freddie” Flintoff – nie zabraknie również jedynego w swoim rodzaju kierowcy wyścigowego, znanego wszystkim jako Stig. W nowej serii Paddy, Freddie i Chris stawią czoła największym i najtrudniejszym wyzwaniom w historii „Top Gear”, doprowadzając swoje samochody (i siebie samych) do granic wytrzymałości.  Przemierzą trasę ciągnącą się przez bezlitośnie upalną etiopską pustynię, bezkresne lasy deszczowe Borneo, pustkowia Islandii aż po pełną dzikich tłumów dzielnicę handlową w centrum Mansfield. Z kolei na znanym na całym świecie torze „Top Gear” kolejna grupa celebrytów, stając wobec wyzwań, które każdego tygodnia będą dla nich przygotowywać prezenterzy, zademonstruje swoje umiejętności – lub ich brak .

Najnowsze

Jechał skuterem. Miał prawie 3 promile!

35-latek jechał skuterem całą szerokością jezdni na ruchliwej trasie. Po zatrzymaniu przez mazowiecką Inspekcję Transportu Drogowego tłumaczył, że wypił „tylko kilka piw”.

Skuter jadący cała szerokością jezdni zwrócił uwagę inspektorów z ITD, którzy w tym czasie jechali nieoznakowanym radiowozem drogą wojewódzką nr 637. To trasa o sporym natężeniu ruchu, a jadący niepewnie skuter stanowił bardzo poważne zagrożenie dla innych kierowców.

Inspektorzy zatrzymali prowadzącego. 35-latek był kompletnie pijany. Pierwsze badanie wykazało obecność 1,32 mg/l alkoholu w organizmie, a drugie 1,37 mg/l, czyli prawie 2,9 promila. Kierowca miał zatem tendencję wzrostową stężenia alkoholu w organizmie. Inspektorom tłumaczył, że wypił zaledwie kilka piw, i że jedzie do swojej dziewczyny. Inspektorzy wezwali na miejsce policjantów, którzy prowadzili dalsze czynności z pijanym kierowcą skutera.

Najnowsze

Tak się kończy pisaniem SMS-ów na rowerze

Pieszy zapatrzony w ekran telefonu i wchodzący w latarnię nikogo nie dziwi. A rowerzysta wjeżdżający w ogrodzenie?

Korzystanie z telefonu podczas prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu to naganne zachowanie. Dotyczy to także rowerzystów, czego dobrym przykładem jest to nagranie.

Rowerzysta był tak bardzo skupiony na swoim smartfonie, że wjechał w ogrodzenie. Trochę je uszkodził, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami. Nie wypuszczając telefonu z ręki dziarsko popedałował dalej.

Najnowsze