Sensacyjna cena nowego modelu Kia Picanto! Porównanie z cenami 8 konkurentów

Zaprezentowana podczas salonu samochodowego w Genewie nowa Kia Picanto trafia właśnie do polskich salonów. Ile będzie kosztować w stosunku do konkurentów?

Auto dostępne jest w wersji 5-drzwiowej, 5-miejscowej, w 3 wersjach wyposażenia (M, L, GT Line) oraz z dwoma silnikami benzynowymi do wyboru. Ceny bogato wyposażonej wersji M z silnikiem 1.0 zaczynają się od 39 990 zł. W wyposażeniu standardowym wersji M można otrzymać m.in. klimatyzację, radioodtwarzacz MP3 z RDS sterowany z koła kierownicy, port USB, złącze AUX, bluetooth z zestawem głośnomówiącym, czujnik zmierzchu, elektryczne szyby przód, centralny zamek z alarmem, składaną i dzieloną tylną kanapę oraz regulowany fotel kierowcy.

Sprzedaż nowego Picanto w Polsce rozpocznie się w drugim kwartale 2017 roku. Producent oferuje nabywcom wiele możliwości personalizacji wyglądu auta, na czele z 11 wpadającymi w oko kolorami nadwozia – sześć z nich to lakiery metalizowane w nowych barwach. Standardowo nowe Picanto jest wyposażone w 14-calowe stalowe obręcze kół, a do wyboru klienci będą mieli 2 wzory obręczy kół z lekkich stopów o rozmiarze 15” lub 16”.

Po raz pierwszy, także Picanto będzie dostępne w wersji GT Line, inspirowanej wyglądem usportowionych modeli spod znaku GT, takich jak cee’d GT i Optima GT. W tej wersji wyposażenia wygląd Picanto uzupełniają czerwone, srebrne i czarne elementy na osłonie chłodnicy i wlotach powietrza umieszczonych po bokach zderzaka i na progach oraz podwójna, chromowana końcówka układu wydechowego.

W ubiegłym roku w Polsce nabywców znalazło ponad 1000 egzemplarzy Kia Picanto. Blisko 80% zarejestrowanych w 2016 aut było napędzanych benzynowym silnikiem o pojemności 1,0 l i mocy 67 KM. Aż 9 na 10 Kia Picanto, które wyjechały z polskich salonów w ciągu ostatnich 12 miesięcy, miało nadwozie 5-drzwiowe.

Nasze wrażenia z pierwszych jazd Kią Picanto (własnie odbywają się w okolicach Barcelony) jeszcze w tym tygodniu!

Najnowsze

Hum Rider – idealny sposób na korki

Nikt nie lubi stać w korkach. Dlatego co jakiś czas powstają rozwiązania mające zapobiec marnowaniu czasu w długich kolejkach na drodze. Tym razem pomoże Hum Rider, który za pomocą jednego przycisku zwiększa prześwit.

Firma Thinkmodo stworzyła pojazd o nazwie Hum Rider. Z daleka wygląda jak normalny jeep Grand Cherokee pomalowany charakterystycznym, niebieskim lakierem. Jednak dopiero podczas postoju w korkach pokazuje swoje prawdziwe możliwości.

Wystarczy, że kierowca wciśnie jeden przycisk, a nie będzie musiał stać w korku. Hydrauliczne ramiona sprawiają, że prześwit podnosi się na tyle wysoko, że pozwala przejechać nad samochodami stojącymi na ulicy. Do tego rozstaw kół poszerza się, w razie gdyby któryś ze stojących samochodów był zbyt szeroki.

Żeby cały manewr odbywał się bezpiecznie, Hum Rider został wyposażony w 4 kamery pozwalające obserwować, co dzieje się pod spodem maszyny.

Najnowsze

Zamiast mieszkania kupił autobus

Jeżeli poszukujecie taniego, a do tego mobilnego dachu nad głową, to pomyślcie nad zakupem piętrowego autobusu. Pewien Brytyjczyk pokazał jak zamienić wielki wóz w przytulny kącik.

Dwupiętrowe autobusy ze względu na nietypowe rozmiary i różne ograniczenia potrafią być bardzo tanie. W sieci pojawił się film, na którym możemy zobaczyć pojazd kupiony za 4500 funtów, czyli w przeliczeniu jakieś 22 tys. zł.

Pojazd jest całkowicie sprawny, a kilka tygodni wcześniej przeszedł przegląd. W razie potrzeby przewiezie 73 pasażerów i dodatkowych 12 na miejscach stojących. 

Pewien człowiek o imieniu Adam postanowił go przemeblować. Usunął niepotrzebne siedzenia i przeobraził kabinę autobusu w trzy sypialnie z pokojem dziennym. Zobaczcie przeróbki, a także efekt końcowy, który powala z nóg.

https://www.youtube.com/watch?v=Z2GNaqmx7XM

To nie pierwszy tego typu pomysł. Zobaczcie inne koncepcje na mobilny dach nad głową.

Najnowsze

Seat Leon Cupra – 300 KM kontra sześć psów

Ile potrzeba małych, zdalnie sterowanych samochodów, żeby holować Toyotę Hilux? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w filmie, który pojawił się niedawno w sieci.

Na fińskim jeziorze Pikku-Nissi doszło do nietypowego pojedynku. Po jednej stronie pojawił się Seat Leon Cupra skrywający 300 KM pod maską, a z drugiej sześć psów rasy husky.

Za kierownicą ognisto-czerwonego Seata Leona Cupra zasiadł Jordi Gene, znany kierowca wyścigowy. Po drugiej stronie pojawił się Susi Normand z zespołem sześciu psów rasy husky, które są podobno najszybsze w branży.

Pod maską Seata pracuje dwulitrowy silnik TSI generujący 300 KM maksymalnej mocy i 380 Nm szczytowego momentu obrotowego. Gorący hatchback napędzany na przednią oś jest dostępny z sześciobiegową skrzynią ręczną lub automatem. Wersja kombi jest napędzana na wszystkie koła przy pomocy zautomatyzowanej przekładni.

Konkurencyjny zespół składający się z sześciu psów z napędem na cztery łapy  postanowił sprawdzić hiszpańską maszynę na fińskim torze Pikku-Nissi. 

Zobaczcie, która ekipa dojechała na metę jako pierwsza.

Najnowsze

Edyta Klim

Czym jest motocykl dla dojrzałej kobiety – opowiada „Wadera”

O tym, że została motocyklistką zdecydował los, ale nigdy tego nie żałowała. Uwielbia zloty, spotkania i dłuższe wyprawy, choć twierdzi, że jazda motocyklem to nie jest wcale żaden relaks.

Kiedy i dlaczego postanowiłaś zostać motocyklistką?

Moja przygoda z motocyklem zaczęła się bardzo nietypowo, bo nawet nie wiedziałam za bardzo, co to jest motocykl… Coś tam śmigało koło mnie wiosną i latem, ale nie zwracałam na to uwagi (śmiech). Mój były partner pewnego dnia stwierdził, że fajnie byłoby kupić motocykl, bo jak był młody to szalał na WSK, a w 2009 roku było już w czym wybierać. Jako, że zawsze był dusigroszem to zaproponował, że może kupimy motocykl, płacąc po połowie? Ja, babka po czterdziestce miałam być plecakiem? Jednak pomysł nie był zły i mi się spodobał, bo szukanie hobby w tym wieku jest dość uciążliwie i z mojego punktu widzenia nie do zrealizowania. Poszukaliśmy i kupiliśmy Yamahę Drag Star 650 – piękną, ubraną jak choineczka, cudeńko! Na forum w tamtym czasie były tylko cztery takie maszyny. Odzialiśmy się w skóry, kaski itp., choć oczywiście „frajerskie” zapłaciliśmy, bo kupiliśmy przy okazji mnóstwo złych rzeczy. Ale zaczęliśmy wreszcie jeździć i poznawać super ludzi. Byłam plecakiem nie za długo, bo po miesiącu okazało się, że mój były kupił sobie nowy motocykl Drag Star 1100 i powiedział, że ta 650-tka jest moja!

Ucieszyłaś się z takiego rozwiązania?

No cóż ja miałam robić, bez prawa jazdy i z pięknym motocyklem w garażu? Oczywiście poszłam na kurs, zdałam za pierwszym razem i tak zostałam motocyklistką! 2017 rok to mój 8 sezon i  z perspektywy czasu widzę, że to była najlepsza decyzja mojego życia. Musze jednak dodać, że uwielbiałam być plecakiem i dalej lubię.

Czym jest dla Ciebie motocykl?

Czasami utrapieniem, bo jak widzę te doczyszczone chromy moich kolegów, to jestem zła, że tak nie potrafię (śmiech). Może i bym mogła spędzać godziny w garażu, próbując sprawić, by moja maszyna tak błyszczała, ale nie mam do tego zapału i czasu (hmm trochę tutaj chyba naciągam, czas zawsze by się znalazł). Motocykl i cała otoczka z nim związana spowodowała, że moje życie prywatne, zawodowe i rodzinne nabrało innych perspektyw, i zostało przewartościowane, a właściwie przewrócone do góry nogami (śmiech). Wszystko tak naprawdę jest podporządkowane pod zloty, zjazdy, spotkania, wyprawy. Pokój mam cały w gadżetach motocyklowych, zdjęcia na dwóch ścianach, cała szafa koszulek motocyklowych itd. Moje życie to dzieci, praca i motocykl.

A jak Twoją pasję odbiera Twoja najbliższa rodzina, czy udaje Ci się ją przekazywać?

Bardzo spokojnie, jak zaczęłam jeździć to mój najmłodszy syn miał 7 lat, córka 10, a najstarszy 22. Wtedy dużo pracy kosztowało mnie to, by gdziekolwiek pojechać, cała ta logistyka przed-wyjazdowa mogła wykończyć niejednego, ale dawałam radę! Niestety moje dzieci nie podzielają mojej pasji. Raz zabrałam córkę na zlot, to przez dwa dni czytała książkę w pokoju, bo nie pasował jej klimat. Ale najważniejsze, że dzieci nie przeszkadzają mi w pasji, nie wypominają, ani jej nie zabraniają – pod tym względem mam luz. Mogę jechać gdzie chcę i kiedy chcę, oby tylko były obiady nagotowane na trzy dni i kasa zostawiona na colę i chipsy (śmiech).

Motocykl to dobra terapia? Np. na złamane serce i życiowe problemy?

Nie i tak, bo nie trzeba być ekspertem by wiedzieć, że gdy ma się złamane serce albo problemy życiowe – to trzeba zająć umysł czymś innym. Jednak to nie jest takie proste, bo po pierwsze trzeba chcieć zająć umysł czymś innym, a to trwa bardzo długo… Zazwyczaj nie chcemy, uwielbiamy cierpieć – taka nasza ludzka natura. Jak byśmy chcieli pracować nad sobą, nad stanem naszych myśli to etapy rozstań przebiegałyby piorunem! Są cztery etapy wychodzenia z żałoby: tęsknota i cierpienie, rozpacz, nadzieja, nienawiść, wychodzenie z żałoby. I jak jesteśmy już na tym ostatnim  etapie, to wtedy według mnie, dopiero wtedy można wsiąść na motocykl. Motocykl wymaga uwielbienia, kochania i uwagi, jest tylko on nic więcej! Jak możesz jeździć gdy cierpisz? Myśli wtedy błądzą i wypadek gotowy…

Czy uważasz, że na zostanie motocyklistką nigdy nie jest za późno?

Zdecydowanie tak! Na zostanie motocyklistą nigdy nie jest za późno, wszystko zależy od zadania sobie pytania – po co mi ten motocykl? Dla własnej satysfakcji czy dla innych? Czasami decyduje przypadek, jak w mojej historii. Najlepszy dowód na to jest taki, że ostatnio namówiłam pana po 50-tce na zrealizowanie marzeń o motocyklu. Pracowałam z nim miesiąc, dużo opowiadałam, jak to jest, a on ciągle mówił, że chce, ale sie boi. A najciekawsze jest to, że nie boi się jazdy motocyklem, tylko tego, jak to przyjmie jego rodzina, znajomi i że już jest na to za stary. Ja mu powiedziałam, że jak się czegoś bardzo pragnie i można to zrealizować (bo i prawko jest i finanse są) – to nie można patrzeć na to, co inni powiedzą! Trzeba podjąć decyzję! A przecież zawsze można zsiąść i powiedzieć: „próbowałem…” Kupił, wrzucił zdjęcia na „fejsa” i czeka na wiosnę.

A czy Tobie osobiście trudno Ci było pokonać takie stereotypy?

Co do mnie – to nie miałam z tym problemu, owszem jak się zdaje prawo jazdy w wieku 43 lat – to dziwnie się czuje człowiek wśród małolatów na egzaminie (śmiech). Jednak to chyba jedyny taki moment, że było mi ciężko. Potem tylko z górki!

Motocykliści to jedna wielka rodzina? Możesz na nich liczyć?

Tak, choć to trudne do wytłumaczenia. W każdej chwili, o każdej porze mogę zadzwonić i dostać pomoc, wsparcie, wszystko… Mogę wsiąść na motocykl, wyjechać w Polskę na miesiąc, a dostanę spanie, jedzenie i jeszcze flaszkę (śmiech). Wszystko zaczęło się w 2009 roku, gdy byłam jedną z pierwszych motocyklistek, która przystąpiła do forum yamaha-dragstar.pl, a nasze pierwsze spotkanie to zlot Borki w czerwcu 2009 i wszystko trwa do dzisiaj. Mnóstwo wspólnych wyjazdów, spotkań, ciężkich warunków pogodowych: deszcz, śnieg, „gleby”, wypadki i im gorzej było – tym byliśmy bliżej. Nie piszę tu oczywiście o wszystkich motocyklistach, bo zawsze to grupa się dobiera i ja taką, swoją mam. Jesteśmy jak rodzina, jednych się kocha, innych lubi, jedni nieco wkurzają, ale to nie ma znaczenia gdy ktoś jest w potrzebie. Każdy taki wyjazd na zlot, spotkanie – ładuje akumulatory, bo tam nie gadasz o pracy, o żonach, dzieciach, mężach, problemach. Tam się bawisz, odpoczywasz, słuchasz muzyki, różnych historii motocyklowych i … się witasz, tak 100 razy na początek i na odjazd (śmiech). Kocham ich!

Takie wyjazdy planujesz spontanicznie, czy tylko w określonych terminach i z określoną grupą ludzi?

Wyjazdy planuję w określonych terminach, są to zaplanowane zloty, spotkania. Jak masz kasę i czas – to jedziesz i oczywiście są też spontaniczne wyjazdy, ale w moim wypadku to się zdarzało bardzo rzadko ze względu na dzieci, które sama wychowuje, więc z dnia na dzień trudno jest wszystko zorganizować. Są różne typy motocyklistów, jedni jeżdżą wokół komina, czyli mamy weekend, jest ustawka i jeździmy po okolicy. Inni oprócz ustawek chcą czegoś więcej – to jeżdżą na zloty, a jeszcze inni dodają do tego podróże po Polsce i zagraniczne. Ja należę do tej ostatniej grupy, ale w ustawkach już nie uczestniczę. Nie żebym nie chciała się spotkać się na parę godzin, ale nigdy jakoś nie miałam do tego zapału, wolę wyjechać raz a daleko. Mam się ubierać,  jechać do garażu, jeździć 5 km i z powrotem? To juz wolę podjechać autem (śmiech). Jak już mam jechać gdzieś motocyklem to daleko, a dlaczego tak jest? Sama  nie wiem…

Na takich zlotach nikt nie zapewnia strefy komfortu, nie lepsze ciepłe kapcie i telewizor?

Kapcie i telewizor mam w domu, a zresztą teraz jest wszędzie wi-fi. Spałam juz w różnych miejscach, w różnych warunkach, jechałam w deszczu, ulewie, śniegu, w upale. I trzeba dojechać, to jest to nasz cel i nie ma wyjścia – jedziesz na zlot pada deszcz, potem leje, a potem ulewa i co masz zrobić, stanąć? Gdzie? Wynająć hotel? Bez sensu, bo nie po to szykowałam się na wyprawę. Po prostu jedzie się, bez względu na pogodę. Czasami zdarza się, że pogoda jest łaskawa, ale to wyjątek, zwykle pada. A jak już jesteśmy na tym zlocie, spotkaniu, podróży – to jesteśmy z bracią motocyklową i nie myślimy o ciepłych kapciach, tylko cieszymy się, że dojechaliśmy, dzielimy się niesamowitymi opowieściami, ale najważniejsze, że wszyscy dojechali, choć nie zawsze tak jest…

Gdybyś miała polecić kobiecie w wieku, powiedzmy 45+ pasję motocyklową – to co byś jej z własnego doświadczenia powiedziała i jak zachęciła?

Trzeba się nie bać, ja się bałam, ale też słuchałam motocyklistek, które juz przeszły ten etap. I powtarzam – zawsze można odejść, zejść z motocykla, wsiąść w auto i przyjechać na zlot. Też chciałam zrezygnować, bo nie umiałam wchodzić w zakręty, bałam się jechać w deszczu (i dalej się boję) i tak naprawdę jazda na motocyklu to nie jest przyjemność: boli kręgosłup, nogi, jest gorąco, pot się leje, ręce bolą od manetek, oczy postawione w słup (bo patrzysz na wszystko, co może wybiec na drogę), umysł postawiony w stan gotowości (bo patrzysz, czy ktoś nie zajedzie ci drogi). Nie ma komfortu, nie ma! I jak ktoś powie, że jazda motocyklem to super sprawa, sam relaks – to nie i jeszcze raz nie! Ale… jak przetrwasz, jak dasz radę, to uczucie błogości jest nie do opisania, mimo tych wszystkich przeciwności! Z jednej strony wiesz, że będzie ciężko, ale jedziesz tam dla ludzi, których masz spotkać. Ja jeżdżę właśnie dla nich. Nie wiem, czy to jest zachęta, ale w kobiecej naturze mamy pokonywanie przeciwności, my się łatwo nie poddajemy, my walczymy! A motocykl to walka, ale daje wielką satysfakcję jak dasz radę. Wolność, spełnienie, radość, samozadowolenie i najważniejsze – przyjaźń.

Najnowsze