Edyta Klim

„Screw it. Let’s ride!” z kobiecego punktu widzenia

„Screw it. Let’s ride!” to para podróżników, którzy swoim Harley-Davidson’em przemierzają świat. Na swoim koncie mają już 48 odwiedzonych krajów, a reszta jest w planie! Ela opowiedziała nam o tym, jak motocyklowa pasja napędza ich życie.

Jaka jest historia Waszej znajomości i geneza wspólnego podróżowania po świecie? Były najpierw małe wspólne trasy, czy od razu ruszyliście w świat?

Własną przygodę z motocyklami zaczęłam w wieku 15 lat, a dokładniej – od oparzenia nogi rurą wydechową (śmiech).Od zawsze byłam ciekawa świata, ale szybko przekonałam się, że wyjazdy zorganizowane nie są dla mnie. Dlatego gdy poznałam Grzegorza, było niemalże pewnym, że ruszymy razem w świat na dwóch kołach, według własnego planu.Jesienią 2013 roku pierwszy raz pojechaliśmy razem na największy, europejski zlot motocyklowy „European Bike Week”, nad Faaker See w Austrii. Wtedy poczułam smak motocyklowej przygody. Grzegorz miał już za sobą kilka europejskich podróży, a ja z entuzjazmem dołączyłam do planowania kolejnej.

I to był start wielkiej, motocyklowej przygody?

Tak, przez 4 tygodnie 2014 roku, przejechaliśmy prawie 10 000 km. Odwiedziliśmy wtedy 11 krajów, ale najwięcej czasu spędziliśmy w Hiszpanii i Portugalii. A w 2015 roku odwiedziliśmy: Węgry, Rumunię, Bułgarię i Grecję (prawie 8000 km). Po tych dwóch europejskich wyprawach przyszedł czas na zmianę kontynentu. Z przyczyn HD-oczywistych (śmiech). Nasz podbój Ameryk rozpoczęliśmy od Stanów Zjednoczonych i Kanady, było to w 2017 roku.

Z zakładanych wówczas 18 tys. km w rezultacie przejechaliśmy 21 tys., przekraczając granice 27 stanów USA i 2 prowincji Kanady. Odwiedziliśmy najważniejsze ikony światowej popkultury: zachwycające muzyką i klimatem nowo orleańskie Bourbon Street, kultową drogę matkę Route 66, przytłaczające blichtrem Las Vegas, San Francisco – w którym do perfekcji opanowaliśmy ruszanie na stromych podjazdach, światowe mekki wszystkich harleyowców – 77 edycję zlotu w Sturgis, Muzeum Harleya Davidsona w Milwaukee,  destylarnie Jack’a Daniels’a i Graceland w 40 rocznicę śmierci Króla Rock’n’rolla.

Podziwialiśmy piękno i monumentalizm amerykańskiej przyrody w 16 Parkach Narodowych USA, m.in.: niesamowite formacje skalne Arches National Park, Bryce Canyon National Park, trasę widokowa Zion National Park, ogrom przestrzeni Grand Canyon National Park i Canyonlands National Park, gigantyzm Sequoia National Park oraz alpejskie widoki w rozmiarze XXL parków narodowych Kanady – Jasper National Park i Banff National Park. Walczyliśmy o życie w ponad 50-cio stopniowych upałach Doliny Śmierci i przepychaliśmy się na drodze z bizonami w Yellowstone.

Po USA i Kanadzie przyszedł czas na Kubę, która od dawna była naszym marzeniem… Wyzwaniem okazało  się przedostanie z USA na Kubę z własnym motocyklem. Z Key West do Hawany jest zaledwie sto mil morzem! Ale nie ma żadnych komercyjnych połączeń morskich. Mało tego, jest embargo, które mocno komplikuje komunikację pomiędzy tymi krajami. Na dodatek zarówno Amerykanie, jak i my (będąc w USA pod jurysdykcją tego kraju) – nie możemy swobodnie podróżować na Kubę.

Brzmi jak coś niemożliwego do zrealizowania. Faktycznie musieliście sobie odpuścić ten kierunek?

To nie w naszym stylu, nie odpuszczamy tak łatwo (śmiech). Zaczęły się intensywne poszukiwania opcji wdrożenia planu… i tak udało się trafić na kontakt do człowieka, który organizował coroczny rejs znajomych na kubański zlot motocyklowy i zgodził się nas zabrać. Jednak w lutym 2018 roku, po przylocie na Florydę, okazało się, że nasz przewoźnik (z Key West do Hawany) anulował cały organizowany rejs, rzekomo przez problemy z łodzią, a jak się później okazało – został aresztowany i trafił do więzienia za szwindle graniczne. I tak cały, misternie układany przez 4 miesiące, plan (daty, terminy, pozwolenia, ustalenia) runął jak domek z kart!

Mimo tego, pojechaliśmy na Key West z abstrakcyjnym zamiarem znalezienia innej alternatywy transportu. Ku naszemu zaskoczeniu… udało się! Już następnego dnia znaleźliśmy człowieka, który zgodził się nas zabrać (jachtem o długości 14 m), wraz z naszym Harleyem, do Hawany. I tak w  2019 roku mogliśmy się przekonać, jak wygląda świat „po drugiej stronie muru Trump’a” i czy jest się czego bać, w ponoć najniebezpieczniejszej części świata. Ten etap amerykańskiej podróży zrealizowaliśmy w dwumiesięcznej trasie (15 000 km), odwiedzając wszystkie kraje Ameryki Centralnej od Meksyku po Panamę.

Po tej wyprawie nasz motocykl został zdeponowany w magazynie (strefie wolnocłowej) w Panamie, w oczekiwaniu na kontynuację podróży. Niestety światowa pandemia pokrzyżowała również nasze plany i cały 2020 rok spędziliśmy w oczekiwaniu na poluzowanie restrykcji.

Kiedy ruszyliście znowu?

Dopiero w drugiej połowie tego roku, kiedy część Europy otworzyła się na tyle, żeby móc myśleć o jakimkolwiek dalszym wyjeździe motocyklowym. Postanowiliśmy zrealizować podróż w rejony Europy, które zostawiliśmy sobie na bardziej odległą przyszłość. Dzięki kilku zbiegom okoliczności i przychylnym nam ludziom, pod koniec sierpnia udało się nam ruszyć w 5 tygodniową podróż przez: Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Norwegię, Szwecję i Danię (11 500 km) na, premierowym w tym roku, motocyklu H-D Pan America.

Chyba jest tu jakaś nutka wierności jednej marce? Jaki komfort motocykle H-D dają w długiej trasie?

Grzegorz jest fanem Harley-Davidson’a, odkąd pamięta i w sumie nigdy nie miał innego motocykla. Było więc pewne, że inna marka nie wchodzi w grę (śmiech). W pierwszą podróż, za zlot do Austrii, pojechaliśmy chopperem! Europejskie podróże w 2014 i 2015 roku realizowaliśmy, nowym wówczas, motocyklem Harley Electra Glide Ultra Limited. Na podróż po USA i Kanadzie, głównie z przyczyn finansowych, postanowiliśmy kupić motocykl na miejscu w Stanach, gdyż była to najtańsza opcja zrealizowania takiej wyprawy. Trochę z przypadku, z wyprzedzeniem 9-ciu miesięcy, kupiliśmy na aukcji w USA dość leciwą Electrę z 1997 roku.  Motocykl z założenia miał być możliwie prostym modelem, pozbawionym newralgicznych rozwiązań, które mogłyby skomplikować nam podróż, a także zapewnić w miarę prostą obsługę serwisową.

Jak się okazało, czerwony Harley od początku odpalał i jeździł, wymagał jedynie kilku kosmetycznych poprawek. W późniejszym śledztwie przeprowadzonym wśród dealerów H-D wyszło na jaw, że motocykl był świeżo po remoncie silnika! Electra Glide to duże, komfortowe i pakowne motocykle, które w długiej podróży zapewniają wygodę jazdy i to szczególnie pasażerowi!  Mam swój tron królowej! (śmiech) Ta zaleta Electry może być jednocześnie wadą, bo niestety dużym i ciężkim motocyklem trudno się jeździ po bezdrożach, a w każdej podróży zdarza się, że zjeżdżamy z głównych szlaków.

A jak wypadł ten przeskok między Elektrą, a nowym (i dość kontrowersyjnym) modelem Pan America?

Prawdę mówiąc, trochę obawiałam się tej przesiadki (że będzie mniej wygodnie), ale szybko okazało się, że pozornie spartańskie siodełko pasażera Pan America jest bardzo komfortowe. Rzeczywiście jest znacznie mniejsze, ale ma miękkie żelowe wnętrze, które daje duży komfort. To w połączeniu z, wymuszoną poniekąd, wyprostowaną pozycją sprawia, iż nasz kręgosłup nie cierpi. Do tego, biorąc pod uwagę możliwości swobodnego pokonywania nie tylko równych nawierzchni – otwierają się nowe możliwości w podróżowaniu z pasażerem. Teraz z motocykla schodzę tylko wtedy, gdy chce zrobić fotki, a nie dlatego, żeby „koniom było lżej” (śmiech).

Jak typujecie kierunki kolejnych podróży na motocyklu? Macie jakąś listę marzeń i po kolei ją realizujecie?

Jak podaje ONZ, aktualnie na świecie mamy 195 państw, my odwiedziliśmy motocyklem zaledwie 48, czyli niespełna ¼, to pozostałe ¾ jest na liście marzeń! (śmiech) Każda przez nas planowana podróż posiada plan na kontynuację. Kiedy w 2019 roku ruszaliśmy do Ameryki Centralnej zakładaliśmy, że podróż zakończymy w Panamie, zostawiając tam motocykl na 9 miesięcy, po czym wrócimy i będziemy kontynuować wyprawę po Ameryce Południowej. Niestety Covid pokrzyżował nasze plany i czekaliśmy na lepsze czasy. Na szczęście Argentyna, która wreszcie odblokowała swoje granice, otwiera przed nami perspektywę na przyszłoroczną realizację tego planu.

Tyle czasu razem jeździcie i tysiące kilometrów za Wami – macie już utarte schematy podziału obowiązków przed i w trakcie podróży, zasad pakowania się itp.?

Oczywiście, wspólne podróże uczą oraz weryfikują nasze działania przed, w trakcie i po podróży. Każde z nas ma swój zakres obowiązków, w którym często wspieramy się wzajemnie. Działamy wspólnie, angażując się w nasze działania absolutnie, bez reszty, a często jest to praca, która jest jak drugi etat z nadgodzinami… W przygotowaniach do podróży korzystamy z narzędzi do pracy zespołowej, a każda podróż to nowy projekt. Ja jestem odpowiedzialna m.in. za atrakcje, miejsca do zwiedzenia i trasy widokowe. W oparciu o te punkty Grzegorz wyznacza trasę, harmonogram podróży i logistykę. Listę rzeczy do spakowania utworzyliśmy już dawno temu, teraz tylko modyfikujemy ją przy kolejnych podróżach, uwzględniając  specyfikę wyprawy (np. długość wyjazdu, warunki noclegowe i klimatyczne).

W trakcie podróży wiele rzeczy robimy wspólnie (np. rozbijanie obozowiska, pakowanie się), ale są takie zadania, które w naturalny sposób podzieliły się między nas. Grzegorz jest odpowiedzialny za sprawność techniczną motocykla, a ja za to, żebyśmy nie byli głodni. Ja głównie biegam z aparatem, a Grzegorz z kamerą. Mnóstwo materiału do publikacji wybieram i przygotowuję podczas jazdy motocyklem. Można powiedzieć, że tylne siedzenie motocykla jest poniekąd  moim biurem.

Co Was kręci w podróżowaniu po świecie? Jakie macie założenia odwiedzając inny kraj, kontynent? No co jesteście nastawieni?

Możliwość empirycznego poznawania świata jest czymś niesamowitym i absolutnie nie do przecenienia, zwłaszcza motocyklem! Mogę podpisać się obiema rękoma pod stwierdzeniem, że podróż samochodem jest jak oglądanie filmu, a podróż motocyklem to bycie w nim aktorem. Podróże cały czas uczą nas czegoś nowego, także o sobie samych. Odkrywamy w sobie kolejne pokłady odwagi, cierpliwości, pokory, kreatywności, umiejętności pójścia na kompromis i sporego dystansu do siebie samych.

Odwiedzając nowe miejsca staramy się chłonąć je wszystkimi zmysłami. Uwielbiamy poznawać kulturę, historię, przyrodę, tradycję, zwyczaje, dziedzictwo, kulinaria, które także są niewątpliwą częścią tradycji odwiedzanych krajów. Bycie częścią odwiedzanych społeczności, nawet przez krótki czas, jest tym czymś niesamowitym i to chyba kręci nas najbardziej!

W podróżach po Europie, USA i Kanadzie najbardziej ekscytowało nas wszystko, co było związane z dorobkiem naszej cywilizacji i przyroda, szczególnie ta Ameryki Północnej. Wszystko się zmieniło po podróży na Kubę. Wtedy odkryliśmy nowe oblicze podróżowania, dużo bardziej emocjonalne, bliższe ludziom, nawet gdy dzieliła nas bariera językowa. Niewiarygodnym jest, jak inaczej odbierani są podróżnicy. Zainteresowanie, które wzbudzamy, otwiera nawet najbardziej hermetyczne społeczności. Potrzeba niesienia pomocy (nawet gdy jej nie potrzebowaliśmy), chęć podzielenia się z nami swoim życiem i ciekawość tego, jak my żyjemy na co dzień – towarzyszą nam od czasu, gdy tylko przekroczyliśmy południową granicę Stanów. Teraz w galeriach naszych telefonów, oprócz zdjęć prywatnych, znaleźć można fotki z różnych stron Polski, w tym oczywiście z naszego miasta, a także fotografie znanych Polaków, m.in. Jana Pawła II i Roberta Lewandowskiego (śmiech). A to wszystko po to, żeby pokazać choć odrobinę naszego życia, które jest tak bardzo egzotyczne dla ludzi na drugim końcu świata.

W obecnych czasach dużą rolę odgrywają media społecznościowe, sami też relacjonujecie swoje podróże. Nie jest to uciążliwe na dłuższą metę? Nie zabiera czasu, który moglibyście spędzić zupełnie inaczej? Macie jakiś swój złoty środek?

Nasza obecność w Internecie narodziła się z potrzeby kontaktu z najbliższymi. Zaczęło się od prowadzenia relacji fotograficznych z podróży, na naszej stronie internetowej. Lubię patrzeć przez obiektyw aparatu, myśląc o rodzinie i przyjaciołach – o tym, co chcieliby zobaczyć, co może ich zainteresować. Regularność publikacji wynikała zaś z tego, że wszyscy zaczęli się dopominać o  codzienną, aktualną porcję fotek. Pod koniec podróży z 2019 roku, z wielu stron otrzymaliśmy sygnały, że warto wyjść z ukrycia i pokazać się szerszemu gronu odbiorców. Tak powstały konta na Facebooku, Instagramie i raczkujący na ten moment kanał na YouTube. Po powrocie do Polski zaczęliśmy także opowiadać o naszych podróżach podczas prezentacji w różnych częściach kraju.

Relacjonowanie podróży w social mediach po raz pierwszy „przerabialiśmy” przy okazji ostatniej podróży po Skandynawii. Nie traktujemy tego, jak swego rodzaju uciążliwość, ale faktycznie przygotowanie materiałów i ich publikacja zabiera trochę czasu. Optymalnym rozwiązaniem byłby brak ograniczenia czasowego, bo to właśnie presja czasu jest największą przeszkodą w podróżowaniu. Marzymy o tym, żeby podróżować nieśpiesznie, nie odhaczać na liście kolejnych miejsc i pieczątek w paszporcie, ale delektować się każdą daną nam chwilą.

Myślałaś czasem, jakby wyglądały Wasze podróże na dwa motocykle?

To pytanie jest mi chyba zadawane najczęściej (śmiech). Kiedyś, zupełnie na początku, rzeczywiście myślałam o jeżdżeniu swoim motocyklem, zwłaszcza gdy widziałam fajnie wystylizowane dziewczyny, jeżdżące na zloty. Dziś, kiedy podróżujemy – drugi motocykl na pewno ułatwiłby przemieszczanie się w trudniejszym terenie, czy przewożenie większej ilości bagażu Jednak z drugiej strony wiązałoby się to ze znacznym zwiększeniem kosztów podróży i logistyki związanej z transportem motocykli (podwójna cena promów, autostrad, opłat granicznych, benzyny, serwisu, kempingów… można by tak długo wymieniać). Niewątpliwe przełożyłoby się to również na ilość materiałów i relacji z podróży, które przygotowuję w trakcie, gdy Grzegorz prowadzi. Często powtarza mi: „Oglądaj, zapamiętuj i zbieraj materiały, żebyś mogła mi później pokazać, co mijaliśmy po drodze” (bywa, że skupienie przy prowadzeniu motocykla nie idzie w parze z delektowaniem się tym, co jest dookoła). Ten układ to swego rodzaju „kompromis” między nami, który zresztą bardzo mi odpowiada.

Strona FB: https://www.facebook.com/Screw-It-Lets-Ride-391080384785087

Instagram: https://www.instagram.com/_screwitletsride.com_/

YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCX68hTnouoaPQE7Wmn41KVA

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze