Samochody przyszłości – czym będą jeździć Polacy za 10 lat?

Jednym z dominujących trendów w motoryzacji jest pojawienie się na ulicach pojazdów autonomicznych. Na świecie sprzedaje się też coraz więcej samochodów elektrycznych. Czy takie nowości mają szansę zdobyć popularność nad Wisłą?

Niemal wszyscy najważniejsi producenci samochodów zapowiadają, że samochody bezzałogowe pojawią się w ich ofercie w ciągu najbliższych 10 lat. Wśród firm pracujących nad takimi rozwiązaniami znajduje się m.in. Tesla, która deklaruje, że technologia pozwalająca na przekazanie pełnej kontroli nad pojazdem systemom nawigacyjnym będzie gotowa już w przyszłym roku. Z kolei Nissan zamierza oddać do użytku pierwsze w pełni autonomiczne samochody w roku 2020. W tym samym czasie Toyota i Honda planują wprowadzić do sprzedaży pojazdy, które będą samodzielnie radziły sobie na autostradach, a więc w relatywnie prostych warunkach drogowych. Kierowcy aut marki Peugeot i Citroen będą mogli oddać kontrolę nad stojącym w korku pojazdem już w przyszłym roku, z kolei Kia zapowiada sprzedaż pierwszych samochodów autonomicznych dopiero na rok 2030.

– W przypadku samochodów autonomicznych problemem nie jest brak niezbędnej technologii – ta może się rzeczywiście odpowiednio rozwinąć w ciągu najbliższych dziesięciu lat, w miarę jak poszczególni producenci będą pracować nad coraz bardziej zaawansowanymi rozwiązaniami. Zdecydowanie większe wyzwanie stanowi dostosowanie obowiązującego prawa do nowej formy prowadzenia samochodu. Przykładowo: jeśli zdarzy się wypadek z udziałem autonomicznego auta, kto jest winny? Kierowca? Czy może producent pojazdu? – mówi Marcin Kłoda, VP Embedded Software Engineering z intive.

Zwraca się również uwagę na sporą liczbę wyzwań, z jakimi będą musiały sobie poradzić samochody bezzałogowe, związanych przede wszystkim z funkcjonowaniem w zmiennym, nieprzewidywalnym środowisku ruchu drogowego. Indyjski producent samochodów Tata otwarcie przyznaje, że nie zamierza inwestować w autonomię z powodu panującego w Indiach swobodnego podejścia do zasad panujących na drodze. Chaotyczne ulice mogą stanowić zbyt twardy orzech do zgryzienia dla algorytmów sterujących bezzałogowym pojazdem.

– Nawet w Niemczech, czyli ojczyźnie największych marek motoryzacyjnych, nowe przepisy, które pozwalają na legalne poruszanie się pojazdów autonomicznych po drogach publicznych, zostały zatwierdzone dopiero w maju tego roku. Na ich wprowadzenie w życie będzie trzeba poczekać prawdopodobnie do 2019 roku. Prawodawcy szalenie ostrożnie podchodzą do wszystkiego, co może stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Moim zdaniem w ciągu dziesięciu najbliższych lat samochody autonomiczne rzeczywiście mają szansę stać się powszechne, ale wyłącznie w ścisłych centrach dużych zachodnich miast – przewiduje Marcin Kłoda.

Polsko-niemiecki intive ma bogate doświadczenie w branży automotive. Firma wykonała m.in. aplikację mobilną My Guide dla Volkswagena, będącą kompletnie zintegrowanym z samochodem systemem nawigacyjnym. intive opracował również rozwiązanie z zakresu bezpieczeństwa kierowców, czyli specjalny system, który dzięki analizie twarzy i pozycji głowy chroni przed zaśnięciem za kierownicą. Firma ma także na koncie projekty realizowane wspólnie z Audi, a ostatnio zainwestowała w niemiecką firmę iNTENCE, europejskiego lidera w rozwoju wbudowanego oprogramowania samochodowego.

Ważnym elementem motoryzacyjnej przyszłości jest niewątpliwie kwestia zasilania – na zachodzie coraz popularniejsze są samochody elektryczne. Według danych European Automobile Manufacturers Association (ACEA), w całym 2016 r. w Unii Europejskiej zarejestrowano 155,2 tys. aut z napędem elektrycznym. Do tego w ubiegłym roku w UE zarejestrowano 278,5 tys. hybryd (HEV), czyli o 27,3 proc. więcej niż w roku 2015. Czy tego typu pojazdy mają szansę stać się popularne również w Polsce?

–  Moim zdaniem musi minąć całe pokolenie zanim w Polsce na dobre zadomowią się samochody elektryczne. Podstawowym wyzwaniem jest budowa odpowiedniej liczby stanowisk ładujących tak, aby każdy użytkownik mógł bez problemu uzupełniać poziom energii w swoim samochodzie. Pamiętajmy również o tym, że nie wszyscy kierowcy są gotowi na rezygnację z dźwięku silnika spalinowego i innych wrażeń, które zapewniają tradycyjne auta. Aby zmienić nasze przyzwyczajenia są potrzebne mocne argumenty, a tych póki co brakuje – ocenia Kłoda.

Słowa eksperta potwierdzają statystyki. W 2016 r. zarejestrowano w Polsce jedynie 556 aut elektrycznych. Dla porównania, we Francji nabywców znalazło prawie 30 tysięcy pojazdów. Powolny wzrost sprzedaży samochodów zasilanych prądem można porównać do ewolucji, jaką mają za sobą telefony komórkowe. Przed unifikacją mieliśmy kilka różnych rodzajów ładowarek dopasowanych do konkretnego modelu telefonu. Z podobną sytuacją mamy do czynienie dziś w przypadku samochodów elektrycznych – wybierając model, musimy martwić się o dostępność odpowiednich stacji ładujących. Minie jeszcze wiele lat zanim infrastruktura rozwinie się na tyle, aby można było bez takich obaw inwestować w auta na prąd. Znacznie szybciej będzie wzrastać popularność samochodów z napędem hybrydowym.

Zdaniem eksperta intive musi minąć znacznie więcej niż 10 lat, zanim ulice polskich miast zapełnią się autonomicznymi pojazdami napędzanymi prądem. To, co jest dużo bardziej prawdopodobne, to dynamiczny rozwój rozmaitych systemów wspomagania kierowcy związany z technologią connected car. Według Business Insider, za cztery lata na świecie będzie aż 380 mln pojazdów na stałe podłączonych do internetu. Dla porównania, w 2015 r. było ich jedynie 36 mln.

– Technologia connected car daje mnóstwo nowych możliwości. Coraz inteligentniejsze systemy nawigacyjne, opcja połączenia samochodu ze smart home lub z miejską infrastrukturą, a nawet stałe monitorowanie poziomu stresu kierowcy – to tylko ułamek rozwiązań, które będą coraz popularniejsze w sprzedawanych w Polsce samochodach. Na popularyzację bardziej zaawansowanych rozwiązań przyjdzie nam znacznie dłużej poczekać – mówi Marcin Kłoda.

Źródło: intive

Najnowsze

Maluch jedzie do Toma Hanksa!

Maluch, który stał się ulubieńcem hollywoodzkiej gwiazdy, rusza w swoją najważniejszą podróż z Bielska-Białej do swojego nowego właściciela, do Los Angeles w USA!

Podróż będzie podzielona na etapy. W poniedziałek, 20 listopada, odbędzie się serdeczne pożegnanie z autkiem bielszczan i miłośników Maluchów. Zapraszamy na godzinę 12:00 przed Gemini Park Bielsko-Biała. Około 12:20 Monika Jaskólska, inicjatorka i organizatorka akcji „Bielsko-Biała dla Toma Hanksa”, wyjedzie niepowtarzalnym Fiatem sprzed Gemini Park Bielsko-Biała. Tuż za nią Rafał Sonik w swoim egzemplarzu kultowego Malucha. Razem udadzą się do rogatek miasta – do firmy Carlex Design, która zaprojektowała i wykonała wnętrze unikalnego egzemplarza Fiata 126p. Tam na auto dla amerykańskiego aktora będzie już czekać firma jadezabiore.pl, która przetransportuje Malucha do Warszawy.

Od następnego dnia aż do czwartku 23 listopada Lotnisko Chopina będzie gościło Fiata dla Toma Hanksa w ogólnodostępnej hali odlotów, w strefie check-in Polskich Linii Lotniczych LOT. Maluszek promować będzie akcję pomocy dla Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej „Nie wypada nie pomagać” a dzięki skarbonce umieszczonej na przyczepce do Malucha, gromadził będzie dodatkowe środki na ten charytatywny cel.

Ostatni etap podróży Fiacika przewidziany jest na 27 listopada. Dzięki współpracy z Polskimi Liniami Lotniczymi LOT, które od kwietnia latają bezpośrednio do Miasta Aniołów w Kalifornii, Maluszek pokona ponad 10 tysięcy kilometrów, na pokładzie najnowocześniejszego samolotu świata Boeinga 787 Dreamliner, na trasie Warszawa – Los Angeles.

Podróż Fiata 126p rozpoczęła się niepozornie, lecz z biegiem czasu i kilometrów nabrała rozmachu i pewności, jakiej pozazdrościłby niejeden krążownik szos. Dla przypomnienia: „Wszystko zaczęło się od zdjęcia Toma Hanksa z maluchem, który podczas nagrywania filmu „Inferno” w Budapeszcie natrafił na zlot tych małych autek. Co jakiś czas wpadał na Fiata 126p i tak mu się spodobały, że zrobił sobie z nimi zdjęcia i umieścił na portalu społecznościowym, chwaląc się „swoim nowym samochodem”. Nie miałam pewności, czy on z tych maluchów żartuje, czy naprawdę mu się podobają, ale postanowiłam że jako bielszczanka, kupię egzemplarz Fiata 126p i mu wyślę wraz z opowieścią o tym: ile znaczy dla mojego kraju – Polski i dla historii mojego miasta – Bielska-Białej. Żeby zrozumiał, że Maluch, który dziś wzbudza uśmiech i powoduje nostalgię, przed upadkiem komunizmu w Polsce w 1989 r. był obiektem marzeń większości mieszkańców. Maluch to także część historii Bielska-Białej. Przez prawie 30 lat samochody Fiat 126 p były produkowane właśnie w bielskiej fabryce. Poza tym moje miasto, to miasto dzielnych ludzi. Twórczych i kreatywnych. Dobrze, żeby Tom o tym wiedział. Może się w nim zakocha i pojedzie Maluchem na rozdanie Oscarów?” – mówi pomysłodawczyni przedsięwzięcia Monika Jaskólska bielszczanka, która od kilku lat organizuje też akcję „Nie wypada nie pomagać” na rzecz Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej, prywatnie matka trójki dzieci i właścicielka marki J. Fryderyk.

Z pomocą finansową przybył Rafał Sonik – pierwszy i jedyny Polak, który wygrał Rajd Dakar w klasyfikacji indywidualnej, polski przedsiębiorca i filantrop z Krakowa. To on zakupił auto dla Toma Hanksa. Dzięki temu pieniądze mieszkańców Bielska, które pierwotnie były zbierane na zakup Malucha, zostały w całości przekazane na akcję „Nie wypada nie pomagać”. Zakupiony przez Rafała Sonika Fiat 126p w kolorze turkusowym przyjechał z Suwałk do Bielska-Białej w lutym 2017.

Ponad 30-letni Maluch wymagał renowacji. W proces odnowy Fiata 126p dla amerykańskiego aktora zaangażowały się bielskie firmy oraz samo miasto Bielsko-Biała. Przez kilka miesięcy firma BB Odltimer Garage – specjalizująca się w odnawianiu starych zabytkowych samochodów – odnawiała karoserię Malucha. Rekonstrukcją silnika z układem przeniesienia napędu zajęła się firma P.M. Motors przy udziale Centrum Sprzedaży FCA Poland. Z kolei firma Carlex Design – zaprojektowała i wykonała piękne wnętrze Malucha inspirowane kolorystyką logotypu miasta Bielsko-Biała. Zadbała także o detale nawiązujące do pasji Toma Hanksa – maszyn do pisania.

Po kilku miesiącach pracy wielu osób, partnerów i sponsorów, w dniu 61. urodzin Toma Hanksa Biały, Bielsko-Biały! został odsłonięty, przez Monikę Jaskólską i Rafała Sonika przed Centrum Handlowym Gemini Park w Bielsku-Białej. Jasnozielone wnętrze, spersonalizowane elementy, skórzana tapicerka. Specjalnie dobrany biały lakier, który będzie efektownie prezentował się w kalifornijskim słońcu, przyciski i przełączniki inspirowane maszyną do pisania oraz pokryte srebrem, ręcznie wykonane drewniane elementy, wreszcie wiele motywów nawiązujących do kolorystyki Bielska-Białej. Taki świeżo odrestaurowany Maluszek podróżował wraz ze świnką skarbonką po Polsce i w każde miejsce transportowany przez firmę jadzabiorę.pl.

W październiku autko przechodziło ostatnie poprawki, by dzisiaj – dzięki uprzejmości Lotniska Chopina w Warszawie i LOT – można go było oglądać przed podróżą do Los Angeles i dorzucić się do akcji „Nie wypada nie pomagać”.

Więcej informacji o akcji znajduje się na fan page’u na Facebooku „Bielsko-Biała dla Toma Hanksa”
https://www.facebook.com/Bielsko-Bia%C5%82a-dla-Toma-Hanksa-1733378546980494/

Najnowsze

Czy kobiety mają szansę na pracę w branży TSL?

W Europie co dwudzieste miejsce pracy oferowane jest w branży transportowej – tak wynika z doniesień Komisji Europejskiej. Organ wskazuje, że ponad 11,4 miliona Europejczyków jest związanych zawodowo z usługami TSL, z czego zdecydowaną większość stanowią mężczyźni. Nadal, niewiele kobiet decyduje się na zatrudnienie w transporcie.

Jak podaje Komisja Europejska, transport jest branżą, która zapewnia pracę milionom Europejczyków. Ponad 11 000 000 osób związanych jest z usługami TSL, a odsetek ten można porównać do populacji Grecji. W związku ze znaczącą dominacją mężczyzn w tym sektorze, został on przystosowany głównie do pracowników płci męskiej. Jedynie 22 proc. pracowników zatrudnionych w branży transportowej w Europie stanowią kobiety, czyli znacznie poniżej ogólnego poziomu ich zatrudnienia w gospodarce (46 proc.). 

Z danych Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego wynika, że we wszystkich sektorach gospodarki z roku na rok zwiększa się udział zatrudnionych kobiet. Nie ulega jednak wątpliwości, że branża transportowa została zdominowana przez mężczyzn i nadal w niektórych aspektach pozostaje niedostępna dla płci pięknej. Kobiety najczęściej pracują na stanowiskach związanych z usługami bądź administracją. Mężczyźni natomiast zatrudniani są praktycznie na wszystkich poziomach tej struktury, w charakterze osób zarządzających, kierowców, spedytorów czy pracowników fizycznych – komentuje Bartosz Najman, CEO marki VIAON.

W Polsce, pomimo silnego udziału transportu w gospodarce państwa, w tej branży pracuje zaledwie co piąta kobieta . Jest to odsetek jeszcze niższy niż odnotowana średnia europejska. Najlepszymi wynikami w tym aspekcie mogą pochwalić się: Cypr – 31 proc., Francja – 27 proc., Czechy, Łotwa, Węgry – 26 proc., Litwa, Niemcy, Estonia, Holandia – 25 proc. Najmniej kobiet w sektorze TSL zatrudnia natomiast Luksemburg – 12 proc. oraz Rumunia, Słowenia i Grecja – 16 proc. Silna dysproporcja w liczbie pracujących kobiet i mężczyzn istnieje również w poszczególnych sektorach branży transportowej. W przemyśle drogowym i kolejowym udział kobiet to zaledwie 14 proc., wobec 86 proc. zatrudnionych mężczyzn. W obszarze magazynowania zróżnicowanie to wynosi 26 do 74 proc., a w transporcie lotniczym 40 do 60 proc. (odpowiednio procent kobiet do mężczyzn).

Równość płci to jedna z ważniejszych wartości obowiązujących w ramach UE. W ostatnim czasie, szczególną wagę do tej kwestii przywiązuje Komisarz ds. Transportu – Violeta Bulc, która podkreśla potrzebę zwiększenia udziału kobiet w rynku pracy. W tym celu do końca roku ma powstać platforma dla przedstawicieli firm transportowych, związków zawodowych, instytucji szkoleniowych, mediów oraz organizacji pozarządowych. Liczymy, że będzie to miejsce wymiany doświadczeń, podjęcia dobrych praktyk oraz zobowiązań na rzecz równości płci w transporcie – podsumowuje Bartosz Najman.

Najnowsze

Pakiet ubezpieczeniowy – razem taniej!

Po wzrostach cen ubezpieczenia samochodowego w ostatnich latach - na co wpływ miało przede wszystkim podniesienie wysokości składek OC przez ubezpieczycieli - każdy z nas zastanawia się, jak na nim zaoszczędzić. Trzeba to jednak robić z głową.

Czasem nie warto ograniczać się jedynie do kupna obligatoryjnego ubezpieczenia OC, jako że rozwiązaniem, które może przynieść realne zabezpieczenie, jest zakup pakietu ubezpieczeniowego.

Ubezpieczenie nowego samochodu z salonu
Z całą pewnością do zakupu jedynie ubezpieczenia OC nie powinny ograniczać się osoby, które właśnie nabyły nowe auto prosto z salonu. Jego wartość jest po prostu zbyt duża, żeby ryzykować pokrywanie kosztów napraw z własnej kieszeni. Jeżeli dodatkowo taki samochód jest brany na raty – na kredyt lub w leasingu – pełny pakiet ubezpieczeniowy jest zwykle obligatoryjny. Ubezpieczenie dla nowego samochodu powinno obejmować przynajmniej:

  • ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (OC),
  • ubezpieczenie autocasco (AC).

Szeroki zakres ubezpieczenia samochodowego ma służyć ochronie wartości auta na wypadek kolizji, uszkodzenia czy kradzieży. Tylko AC pozwoli odzyskać pieniądze lub naprawić pojazd, jeśli z naszej winy coś stanie się z samochodem lub zostanie on skradziony. Z tego powodu nie należy ryzykować i liczyć na łut szczęścia, za to warto obydwa produkty zakupić w pakiecie ubezpieczeniowym. Będzie to co prawda pakiet minimalny, ale z pewnością cena, jaką za niego zapłacimy, będzie bardziej atrakcyjna, niż gdybyśmy kupowali każdy z tych produktów ubezpieczeniowych osobno.

Co jeszcze warto mieć w pakiecie ubezpieczeniowym?
Z pewnością ubezpieczenie assistance. Obecnie jest ono w zasadzie już oferowane jako część AC. Assistance pozwala spokojnie ruszać nawet w najdalsze trasy bez strachu o awarię auta. Dzięki niemu mamy zapewnioną niezbędną pomoc techniczną na drodze, holowanie auta, a także – w razie konieczności – z niego pokrywany jest koszt noclegu w hotelu. W ramach assistance ubezpieczyciele oferują także samochód zastępczy. Podczas zawierania umowy ubezpieczenia samochodu sprawdźmy, jaki jest zakres tej usługi.

Równie opłacalne i użyteczne może być rozszerzenie pakietu ubezpieczeniowego o polisę NNW. Obejmuje ona nas jako kierowców, ale także naszych ewentualnych pasażerów. Sprawdza się w chwili, gdy dochodzi do poważnych wypadków (a to, patrząc na statystyki polskiej policji, wcale nie jest takie rzadkie). Z ubezpieczenia NNW pokrywane są koszty długotrwałej rehabilitacji czy hospitalizacji, jeśli jest ona niezbędna po wypadku, a także koszty sprzętu rehabilitacyjnego czy protez ortopedycznych.

Czytajmy OWU przed zawarciem ubezpieczenia samochodowego
Pamiętajmy – kupując pakiet ubezpieczeniowy, zawsze dokładnie przeczytajmy OWU, czyli Ogólne Warunki Ubezpieczenia, które stanowią załącznik do każdej polisy. W instytucjach powiązanych z markami samochodowymi, np. w Volkswagen Financial Services, pakiety ubezpieczeniowe są pełne i dają szeroką ochronę. Są jednak ubezpieczyciele, którzy oferują tańsze rozwiązania, ale… kosztem licznych wyłączeń z zakresu ubezpieczenia samochodowego. Musimy być ich świadomi, ponieważ to one sprawiają, że możemy nie otrzymać wypłaty z ubezpieczenia w konkretnej sytuacji.

Najnowsze

Goodc

Można wejść w motorsport od zera – wywiad z Agnieszką Ekert

Agnieszka Ekert to tegoroczna debiutantka w klasie 2-Picanto mistrzostw Polski. Opowiedziała nam o swojej drodze do WSMP oraz podsumowała swoje pierwsze wyścigi w tym cyklu.

Jazda samochodem była Twoim marzeniem i pasją od samego początku? Czy były i jakie momenty przełomowe w tej pasji?

{{ tn(15318) left }}Zawsze lubiłam się przemieszczać samochodem, ale moja przygoda ze świadomą jazdą samochodem zaczęła się od pewnej podbramkowej sytuacji drogowej, z której udało mi się wyjść bez szwanku. Po tym zdarzeniu zdecydowałam się udać na kurs doskonalenia techniki jazdy w Automobilklubie Wielkopolskim. Byłam pierwszy raz na torze Poznań, była to zima 2011 roku. Było cudownie, zajęcia były ciekawe i pouczające, ale w zasadzie na tym się skończyło. Kolejny raz na szkoleniu tego typu pojawiłam się dopiero dwa lata później, potem znowu za rok. Zaczęłam się troszeczkę bawić autem, kręcić bączki na parkingach na śniegu i odkryłam Track Day. Przez trzy lata z rzędu, parę razy do roku, jeździłam na Track Day seryjnym kompaktem, korzystając od czasu do czasu z pomocy instruktorów, zapewnianych przez organizatora imprezy. Uzupełniałam też wiedzę o technice jazdy z dostępnych na rynku podręczników jazdy wyścigowej (w języku angielskim, jestem tłumaczem przysięgłym). Czułam ogromny głód informacji i zaczęło mnie to wciągać. Poznałam sporo osób o podobnych zainteresowaniach – raczej panów, bo zazwyczaj byłam jedyną kobietą na torze, czasami jedną z dwóch. Byłam też parę razy na szkoleniu dla kierowców w ośrodku szkoleniowym w Bednarach, zaczęłam jeździć na Power Stage znowu seryjnym autem: Peugeotem 107.

Potem stałaś posiadaczką pucharówki? Czy od razu było to powiązane z decyzją o startach w WSMP?

Bardzo długo odkładałam decyzję o zakupie samochodu przeznaczonego do sportu, na wypadek, gdybym doszła do wniosku, że to nie dla mnie. Około dwa lata temu poczułam jednak, że doszłam do kresu możliwości mojego Peugeota. Poprosiłam instruktora, żeby wsiadł ze mną do auta i zweryfikował, czy faktycznie tak jest. Trochę się obawiałam, czy nie będzie kpił z malucha, ale nic z tych rzeczy. Jego zdaniem wyciskałam z auta ok. 90%, a jak mi uzmysłowił w jaki sposób uzyskać pozostałe 10%, to się zwyczajnie (tak po babsku) przestraszyłam i zdecydowałam, że bez klatki nie będę nawet próbować. Porozmawialiśmy o tym jakie auto kupić, żeby było w miarę nowe, tanie w utrzymaniu, pozwalało na rozwój kierowcy i dawało porównanie z innymi zawodnikami. Okazało się, że pucharowe Picanto spełnia te wytyczne i będzie idealne. Nie bez znaczenia był również fakt, że Picanto jest dopuszczone do ruchu, zarejestrowane, ma aktualne badanie techniczne i OC, więc mogę wszędzie nim dojechać na kołach (chociaż to niezbyt komfortowe). Samochód kupiłam w bardzo banalny sposób – przez jeden z bardzo popularnych portali internetowych. W ogóle nie planowałam startów w WSMP, po prostu chciałam dalej doskonalić technikę i cieszyć się jazdą w bezpiecznym warunkach.

I miałaś już dużo większe możliwości samochodu do wykorzystania?

Po zakupie Picanto miałam wielkie oczekiwania, ale niestety na pierwszym Track Day nowym nabytkiem okazało się, że w ogóle nie umiałam nim szybko jechać. Wszystkie niedociągnięcia w technice jazdy zostały boleśnie obnażone, a stoper był bezlitosny i okrutny… Od tego momentu się zawzięłam! Zaczęłam jeździć naprawdę sporo, 6 Track Day’ów w roku, podobna liczba Power Stage i poznańskie Superoesy. Ponownie poprosiłam o pomoc instruktora. A na wyrobienie licencji wyścigowej namówił mnie w zeszłym roku Darek Nowicki, który przyjął mnie do swojego zespołu, za co jestem mu ogromnie wdzięczna.

Czy debiut w WSMP to duże wyzwanie? Jak sobie to wyobrażałaś a jak właściwie było?

{{ tn(15314) left }}W sezonie 2017 wystartowałam w czterech rundach WSMP, rozgrywanych w trakcie dwóch weekendów. Przed pierwszym startem nie wiedziałam kompletnie czego oczekiwać. Wyobrażałam sobie na zmianę, że rozbijam samochód w spektakularnej kolizji, albo że jadę sama na końcu i nie mam się z kim ścigać (śmiech). O ile z jazdą na tym etapie radziłam sobie już dosyć dobrze, to nie miałam bladego pojęcia o ściganiu się ani żadnych wcześniejszych z tym doświadczeń. No może poza towarzyskimi kartingowymi „Zawodami o Złote Kalesony”, na których pierwszy raz poważnie pomyślałam, że może spróbuję wystartować w mistrzostwach Polski? Starałam się szczerze samej sobie odpowiedzieć, jakie mam dobre strony i jak je wykorzystać podczas wyścigu. Miałam strategię i plan działania, pomysł na znalezienie kolejnej sekundy i jestem w miarę zadowolona z przebiegu zawodów, mimo braku szans na podium. Z mojego punktu widzenia mój debiut w WSMP był zaskakująco udany, nie spodziewałam się tego i jest to kolejny etap w moim rozwoju jako kierowcy.

Poprzeczka jest postawiona wysoko?

{{ tn(15315) left }}Panowie niestety są szybsi ode mnie i prezentują wysoki poziom, a ja nie jestem tak konkurencyjna jak mi się wydawało. Dlatego po prostu cieszę się, że ukończyłam wszystkie wyścigi i udało mi się nawiązać walkę – czasem tylko dojść innego zawodnika, czysto wyprzedzić, dostać parę niebolesnych nauczek na przyszłość. Wydaje mi się, że mam dobry kontakt z zespołem, docieramy się. Dla mnie osobiście bardzo ważne jest to, że jestem samodzielną zawodniczką i nie jestem przez nikogo prowadzona za rękę. Czasem korzystam ze wsparcia merytorycznego, mam do kogo zadzwonić w razie potrzeby i poprosić o pomoc, ale w zasadzie do wszystkiego doszłam sama. Mimo, że przez brak trenera robię wolniejsze postępy, to sprawiają mi one ogromną satysfakcję. Odczuwam ogromną radość z jazdy.

Jak się czujesz w tej całej, wyścigowej otoczce? To dla Ciebie nadal frajda i zabawa czy już pełen profesjonalizm i mistrzowski poziom zawodów?

Pod wpływem startów w WSMP stopniowo zmienia się moje podejście do współzawodnictwa. Staram się zachowywać luz i dystans, który mi towarzyszył podczas zawodów amatorskich, ale coraz mniej mi się to udaje. Początkowo z niedowierzaniem przyglądałam się, jak zawzięcie rywalizują ze sobą mężczyźni, a teraz również zaczynam chcieć – jeżeli nie wygranej, to przynajmniej dobrego wyścigu. Profesjonalna atmosfera towarzysząca zawodom bardzo podbudowuje moje ego! Lansuję się w kombinezonie (ze zbyt długimi rękawami i bardzo, bardzo ciepłym), uwielbiam być w aucie, ale po zakończeniu zawodów do głosu dochodzi wiele negatywnych emocji. Często towarzyszy mi złość i frustracja, uczucie bezsilności, zniechęcenie. Trudno trzymać fason, gdy nie można dogonić piętnastolatka, który właśnie przeszedł do samochodów z kartingu. Oczywiście bilans wypada na plus, inaczej nie byłabym w stanie tego robić i planować kolejnego sezonu.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia? Będą kolejne wyścigi?

W przyszłym roku planuję pojechać dwa albo trzy weekendy wyścigowe, w zależności od dostępności środków finansowych, jednakże chcę, żeby podstawą mojej działalności nadal pozostał trening, a zawody stanowiły przysłowiową wisienkę na torcie. Przede wszystkim w mojej technice jazdy jest jeszcze nadal dużo do poprawy, muszę zmniejszyć dystans dzielący mnie od chłopaków, a to mnie bardzo motywuje. Bardzo liczę na rozwój klasy 2-Picanto w przyszłym sezonie i pojawienie się zawodników na poziomie podobnym do prezentowanego przeze mnie.

Także kobiet? Jakbyś je zachęciła do startów w WSMP?

{{ tn(15317) left }}Pojawienie się innej kobiety w klasie prawdopodobnie spowodowałoby, że zaciągnęłabym kredyt na topowe przygotowanie auta i odkryła w sobie pokłady waleczności i odwagi, o których istnieniu jeszcze nie mam pojęcia (śmiech). Nie mam za bardzo pomysłu, jak skutecznie zachęcić kobiety do startów w WSMP. Może zainspiruję je własnym przykładem, że można wejść w motorsport od zera i dawać sobie radę na zawodach? Nikt nie daje mi odczuć, że jestem na torze niemile widziana, ale z drugiej strony nie ma też żadnej taryfy ulgowej i nikt nie trzyma dla mnie otwartych drzwi. Jest dla mnie oczywiste, że aby tutaj osiągnąć sukces trzeba włożyć w to mnóstwo czasu, pracy i pieniędzy oraz jeździć i myśleć jak mężczyzna, albo przynajmniej młodziutki eks-kartingowiec. Szalenie istotne jest wsparcie życzliwych osób, które napędza do działania i daje siłę.

Najnowsze