Samochodowa aromaterapia

Podróż samochodem do pracy, czy do sklepu to dla wielu z nas przyjemność, ale widok kolumny mozolnie poruszających się aut, czy wymachujących groźnie kierowców wprawia w rozdrażnienie. Co robić? Odprężyć się i oddychać...

 

fot. Ambi Pur

Zapewne niewiele z nas potrafi dostrzec w takiej irytującej chwili szansę na relaks, czy odprężenie. A przecież wystarczy wygodnie oprzeć głowę o zagłówek, rozluźnić mięśnie i… pooddychać. Dla tych, którzy nie palą, czyli rozróżniają zapachy 😉 proponujemy zainstalowanie sobie w aucie eleganckiego odświeżacza powietrza Ambi Pur Car For Her, który po włączeniu nawiewu wypełni wnętrze auta kwiatową świeżością, tworząc relaksującą atmosferę dobrze nam znaną z wizyt w spa, czy u kosmetyczki.

Potęga zapachu
Często nie jesteśmy świadome, jak ogromny wpływ na nasze dobre samopoczucie ma zmysł powonienia. Dzięki przyjemnemu aromatowi wracają miłe wspomnienia, nabieramy energii i ochoty do stawiania czoła codziennym przeciwnościom. Relaksujący zapach to jeden z najskuteczniejszych sposobów, by uchronić nasz dobry nastrój, np. podczas stania w ulicznych korkach. Dedykowany kobietom Ambi Pur do samochodu nie dośc, że przyjemnie pachnie, to możemy w prosty sposób kontrolować natężenie jego zapachu. 

Kobiety lubią otaczać się ładnymi i funkcjonalnymi rzeczami, które odzwierciedlą ich osobowość. Dlatego tak wiele z nas trzyma w swoim aucie ulubione kosmetyki czy ulubione gadżety. Odświeżacz wyróżnia się różowym urządzeniem z delikatnymi, białymi motywami kwiatowymi.

Zapachy kuszące za zajęcia miejsca za kierownicą
W udoskonalonej linii odświeżaczy do samochodu jest pięć kompozycji zapachowych, które przez 60 dni mają zapewnić w samochodzie przyjemną atmosferę:

  • Zapachy świeże i lekkie – Aqua, Voyage, Pacific Air,
  • Zapach dla osób palących, który dzięki ekstraktom z drzewa cedrowego i mięty neutralizuje zapach tytoniu – Anti Tobacco,
  • Lekki i delikatny zapach hypoalergiczny Puresse, który minimalizuje ryzyko wystąpienia alergii skórnych dzięki zastosowaniu bardziej czystych i delikatnych składników.

Zapachy są dostępne w różnych kolorach, które można dopasować do wnętrza każdego samochodu. 

Starter (urządzenie + wkład): 20,99 zł, wkład: 17,99 zł. 

Najnowsze

Mistrzostwo Karoliny Lampel-Czapki!

Karolina Lampel-Czapka i Mateusz Lisowski wywalczyli w ostatniej rundzie DSMP w Brnie tytuł mistrzów Polski w klasie 3 oraz drugich wicemistrzów w generalce. Karolina zdobyła w tym sezonie cztery szarfy PZM, w tym dwie mistrzowskie - i co może najcenniejsze, sięgnęła po Wyścigowy Super Puchar!

Wyścigowy Super Puchar ufundowano po raz pierwszy, a klasyfikacja obejmowała dorobek punktowy ze sprintów i wyścigów długodystansowych.

Na końcową rundę DSMP złożyła się pierwsza część 6-godzinnego Epilogu,  tradycyjnego zakończenia sezonu czeskich wyścigów. W kwalifikacjach, Karolina i Mateusz zajęli drugie miejsce w klasie, 
dwunaste w całej stawce. Renault Megane Trophy wystartowało na deszczówkach, ale tor wysychał i Karolina musiała zaliczyć dodatkowy postój na zmianę opon. W końcowej punktacji klasy 3, zespoły Karolina Auto Sport i Gładysz Racing odnotowały idealny remis. W tej sytuacji PZM przyznał tytuł Mistrza 
Polski ex aequo.

fot. Karolina Auto sport

– Po ostatnich zawodach w Poznaniu mieliśmy duże pole do popisu, ponieważ musieliśmy zbudować w zasadzie na nowo cały silnik – poprzedni po prostu odmówił posłuszeństwa. Mechanicy stanęli na 
wysokości zadania. Daliśmy radę i Meganka została odbudowana. Jechałam do Brna, starając się nie myśleć o tym starcie. Powiem szczerze, był do dla mnie dosyć stresujący wyjazd. Wiedziałam, że od 
tego Brna zależy wszystko – to być, albo nie być. Mieliśmy taką sytuację, jak gdyby nie było całej poprzedniej części sezonu. Ta jedna eliminacja decydowała o wszystkim. W teamie panowała atmosfera 
podekscytowania, a ja byłam bardzo nerwowa. Przyczyniła się do tego również pogoda. U nas zaczął padać śnieg – i było go coraz więcej. Bałam się, że zawody odwołają. Meganka woli, jak jest ciepło i sucho, aczkolwiek w Brnie okazało się, że samochód super się prowadzi również w trudnych warunkach. Jest to przekochane auto. Daje radę, jak jest mokro, ślisko i przymrozek!

Nie mieliśmy okazji do wcześniejszych testów. Był to pierwszy wyjazd po odbudowaniu silnika i obawialiśmy się, czy wszystko będzie w porządku, ale na treningach okazało się, że jest super. Na czasówce  mieliśmy drugie miejsce w klasie – za Jettą Adama i Marcina Gładyszów.  Zrobiliśmy dopiero 12 czas. Warunki zmieniały się z minuty na minutę.  Nasi rywale zrobili czas w drugim okrążeniu, gdy było jeszcze sucho.  Później zaczęło coraz bardziej padać. Wyjechałam z grupą kierowców i 
zanim ich wyprzedziłam, zrobiło się już bardzo mokro.

fot. Karolina Auto Sport

W wyścigu też było ciekawie. Stojąc na polach startowych, wszyscy  mieliśmy dylemat, jakie założyć opony. Było bardzo zimno i mokro.  Konkurencja wybrała slicki, my pojechaliśmy na deszczówkach. Po 
kilkunastu okrążeniach musiałam zjechać i wymienić opony. Niestety, w związku z dużą ilością samochodów tor zaczął bardzo szybko przesychać  i opony coraz gorzej trzymały. Gdy po raz pierwszy pojawił się Safety  Car, wymieniono mi szybko koła. Traciliśmy do Jetty niecałe okrążenie.  Później Meganka zaczęła się robić nerwowa, coć biło w kole. Ja też  stałam się nerwowa, musiałam jechać wolniej. Wystąpiły wibracje i na  lewych zakrętach coś niedobrego działo się z prawym tylnym kołem. 
Bałam się, że koło odpadnie. Kiedy zmieniałam się z Mateuszem okazało  się, że koło było po prostu niedokręcone. Przy wyjeździe z depo coś stało się z silnikiem. Przestał pracować na  jeden cylinder. Mateusz przejechał swoją zmianę takim słabszym samochodem. Tym razem mieliśmy wystarczająco dużo szczęścia.  Dojechaliśmy do mety, ale Mateusz nie wrócił do depo, ponieważ na zjazdowym okrążeniu zabrakło mu paliwa! Czesi, którzy wygrali klasę, minęli nas, kiedy Mateusz otrzymał drive through za wyprzedzanie przy żółtej fladze.

fot. karolina Auto Sport

Ostatnia eliminacja DSMP była bardzo ciężka, ale ogólnie sezon okazał  się udany. Myślę, że zasłużyliśmy na tytuł mistrzowski w klasie 3. W sumie nawet cieszę się, że Gładysz Racing Team też ma ten tytuł, bo 
wiem, że oni również włożyli w jego zdobycie dużo serca i pracy.

Końcową część Epilogu zaliczyłam Golfem. Jechaliśmy we czwórkę – z  Patrykiem i Sebastianem Pachurą oraz Moniką Luberadzką. Po Dubaju,  była to moja druga w życiu przygoda z dieslem. Zaliczyłam ostatnią, 
1,5-godzinną zmianę. Golf to bardzo przyjemne auto, bardzo fajnie się prowadzi. Na początku miałam problemy, ponieważ startując już dziesięć lat, jestem przyzwyczajona do tego, że jadę na słuch. Benzynowe  samochody wysoko się wykręca i ja nieświadomie, nie zwracając na to uwagę, kręciłam diesla za wysoko, co skutkowało słabszymi czasami. Pod  koniec wyścigu, po ciemku poprawiłam się w porównaniu z początkiem  zmiany aż o 9 sekund. Dopiero wówczas nauczyłam się obchodzić z tym 
samochodem. Wydaje się, że jazda dieslem to prosta sprawa, ale wcale tak nie jest. Nie kręci się tak wysoko silnika, nie zmienia się tak  często biegów. W zasadzie, całe okrążenie w Brnie jedzie się tylko na 
dwóch biegach.

Najnowsze

Trial moja miłość – wywiad z Klarą Dubaniowską

Na pierwszy rzut oka ciężko wyobrazić ją sobie na motocyklu. Jednak trial jest dyscypliną, gdzie liczy się przede wszystkim zręczność i równowaga. Jest pierwszą Polką i trzecim polskim zawodnikiem, który kiedykolwiek stanął na podium zmagań o randze mistrzostw Europy.

fot. z archiwum Klary Dubaniowskiej

Klara Dubaniowska zajęła w tegorocznych eliminacjach do Mistrzostw Europy Kobiet w Trialu Motocyklowym w Miękini koło Krzeszowic trzecią lokatę. To jej najwyższe dotychczasowe trofeum. Jest członkinią Krakowskiego Klubu Cyklistów i Motocyklistów Smok; trenuje w kamieniołomie w Miękini lub w Pychowicach.

Ta niepozorna osóbka startuje w tej dyscyplinie od 7 lat i robi oszałamiające postępy. Warto wspomnieć, że ten rodzaj sportu motocyklowego wymaga nie tyle siły, ale ogromnych umiejętności i precyzji prowadzenia jednośladu. Zawody polegają na jeździe lekkim motocyklem ważącym ok. 70 kg (pozbawionym siedziska), po wytyczonej trasie zawierającej rozmaite przeszkody np. zwalone drzewa, głazy, strome podjazdy itp. Dyscyplina ta wymusza niesłychaną równowagę zawodnika i skupienie, ponieważ za podparcie się stopą lub elementami innymi niż opony, czy spód silnika startującemu w konkurencji naliczane są punkty karne. Liczy się zatem technika, a wszystko dzieję się bardzo powoli, a wygrywa zawodnik, który popełni najmniej błędów. Dzieki temu jest to najmniej urazowy sport – ponoć najbezpieczniejszy ze sportów motocyklowych.

Klara ma już trzy tytuły mistrza Polski w klasie kobiet. Jeździ także na zawody międzynarodowe – eliminacje Mistrzostw Europy, m.in. we Włoszech i w Czechach. 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z trialem? 
Można powiedzieć, że w mojej rodzinie jest to już tradycja. Dziadek był zawodnikiem, tata był Mistrzem Polski i to właśnie on zachęcił mnie do uprawiania tego sportu.

Długo trenujesz? 
W 2002 roku po raz pierwszy spróbowałam swoich sił na motocyklu. Zaczynałam od simsona, a niedługo później rozpoczęłam treningi na trialowym motocyklu.

Ta dyscyplina to niełatwy sport. Początki były trudne?
Na pewno tak, ale warto zdać sobie sprawę, że i później nie jest łatwo. Każdy sport ma to do siebie, że nigdy nie przestaje być ciężko. Nie można osiąść na laurach, ponieważ cały czas trzeba pracować. Jeździłam z tatą na zawody. Byłam „krasnoludkiem”, czyli pomocnikiem *. Teraz role się odwróciły.

fot. z archiwum Klary Dubaniowskiej

Ile kobiet uprawia trial w Polsce?
Obecnie pięć, czyli tyle, ile wystartowało w ubiegłym roku. Jednak systematycznie jeżdżą trzy dziewczyny, bo to niestety drogi sport, a w kraju nie ma kto uczyć techniki. Najwięcej kobiet jeździ w Hiszpanii, no i sporo w Anglii i Niemczech.

A jak sobie radzą na świecie, oczywiście poza Twoimi sukcesami? Rywalizują z mężczyznami?
Dziweczyna z Hiszpanii, która wygrała w Miękini w bardziej zaawansowanej grupie, rywalizuje ze wszystkimi mężczyznami jeżdżącymi w Polsce. Jedyny nie pokonany – Tadeusz Błażusiak – wycofał się już z trialu.

Wolisz jeździć wśród kobiet?
Nie. Wiem jakie są, choćby po sobie. Z facetami łatwiej się dogadać.

Masz idola, zawodnika którego podziwiasz?
Bardzo cenię sobie postać zawodniczki Laia Sanz. Podziwiam ją, ponieważ jest najlepsza na świecie.

Z czego jesteś najbardziej zadowolona, jeśli chodzi o Twoją karierę? 
Najbardziej jestem dumna z mojego występu w tym roku na Mistrzostwach Europy Kobiet. Pierwsza runda odbyła się w Miękini, niedaleko Krzeszowic. Tam stanęłam na podium. Uważam to za mój największy sukces. 

Trial to raczej męski sport, jak odnajdujesz się w tym świecie?
Ja od dziecka wolałam bawić się samochodami niż lalkami. Zawsze lepiej dogadywałam się z chłopakami. A teraz także dobrze czuje się w tym męskim sporcie. Zresztą lubię rywalizować z mężczyznami – wiem, że nawet jeśli przegram, nie będzie mi wstyd.

fot. z archiwum Klary Dubaniowskiej

A męskie reakcje, pewnie czasem niektórzy dziwią się, że jesteś zawodniczką?
Reakcje są pozytywne, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wielu osobom to imponuje i nie spotykam się z niechęcią, czy negatywnymi reakcjami. Kiedyś była śmieszna sytuacja: wygrałam z bardzo ambitnym zawodnikiem. Rzucił motocykl i powiedział, że skoro przegrał z dziewczyną, przestaje jeździć. Trwa w tym postanowieniu od pięciu lat.

Czy to prawda, że nie wiążesz swojej przyszłości z trialem, co w takim razie chciałabyś osiągnąć, do jakiego poziomu dojść w tym sporcie?
Chcę uprawiać ten sport dopóki będzie mi sprawiało to przyjemność i będę się dobrze bawić. Staram się nie stawiać sobie celów, które chcę osiągnąć, żeby nie zapeszać.

Czym się intereusjesz poza trialem?
Niedawno zaczęłam naukę salsy i bardzio mi się to spodobało. Uwielbiam zakupy, zwłaszcza kupowanie nowych butów. No i typowe babskie przyjemnostki: fryzjer, kosmetyczka, manicure…

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów, oraz przede wszystkim mnóstwo radości z jazdy.
Dziękuję.

* Głównym zadaniem pomocnika jest reagowanie w sytuacjach krytycznych, udzielanie wskazówek (taki pilot jak u kierowców rajdowych), gdy zawodnik czuje się niepewnie i np. może się zawiesić lub spaść ze skarpy. Wtedy pomocnik musi łapać maszynę, zanim będzie za późno.

Najnowsze

260 km/h po moście?

A dlaczego by nie? Jeśli dysponuje się bolidem F1 Red Bull Racing i ma się na nazwisko Coulthard, to nic nie stoi na przeszkodzie. Co więcej, mechanicy tylko zagrzewają do driftingu zamiast chuchać i dmuchać na drogocenną maszynę... Żyć nie umierać!

David podczas driftingu bolidem na podobnym wydarzeniu w Limie
fot. Red Bull

Są krótkie, ulotne chwile, kiedy kierowca bolidu Formuły 1, może podelektować się driftem i upajać prędkością pędząc po moście bez nerwowego zerkania w lusterka. Zdarzają się rzadko, ale dają ewidentnie dużo radości.

Ostatnio mógł tego doświadczyć honorowy kierowca Red Bull Racing David Coulthard, który potrzebował zaledwie trzech minut, by z prędkością 260 km/h pokonać 5.6 km most „Bandra-Worli Sealink” w indyjskim Mumbai’u.

Żeby zobaczyć to widowisko, kliknij tu.

 

Najnowsze

Kosmiczny Lexus LFA

Zanim zamieścimy naszą relację z targów Tokio, nie mogłyśmy się oprzeć, żeby nie pokazać Wam jednego z najbardziej urzekających, samochodowych debiutów japońskiego salonu - Lexusa LF-A. Zobacz film.

Biały, nieskazitelny lakier, opływowa sylwetka, groźnie zmrużone refletory i trzy końcówki wydechu umieszczone centralnie z tyłu – całość budzi respekt, nawet gdy Lexus LF-A stoi w miejscu. Do tego dorzućmy wiedzę o zamontowanej pod maską 4,8-litrowej jednostce V10 o mocy 560 KM (zresztą lżejszej niż konwencjonalne V8), która umożliwia autu sprint do setki w 3,7 sekundy, to już rodzi uzasadniony szacunek. Ale to jeszcze nie wszystko: 90% momentu obrotowego  – 480 NM – przekazywanego na tylne koła za pomocą 6-biegowej skrzyni ASG, który dostępny jest w zakresie od 3700 do 9000 tys. obr./min.! To się nazywa kopyto! Dla porządku warto wspomnieć, że samochód rozpędza się do 325 km/h…

 

Najnowsze