Edyta Klim

Ruth Belcher i jej „Flock to the Rock” jedynie dla motocyklistek

Ruth Belcher wróciła do aktywnej jazdy motocyklem po 10 latach przerwy. Zabolało ją to, że nie może znaleźć w okolicy wsparcia od innych motocyklistek, więc postanowiła to zmienić!

Ruth Belcher jest motocyklistką od 38 lat, już w wieku 12 lat otrzymała od postępowej babci swój pierwszy motocykl – Suzuki DS80. Jednak jej życie nie było usłane różami: walczyła z depresją, uzależnieniem od alkoholu, urazami seksualnymi i sporo czasu zajęło jej uporanie się z tymi problemami. Gdy założyła rodzinę, obowiązki związane z wychowaniem synów zupełnie zastąpiły motocyklową pasję. Jednak pewnego dnia obejrzała motocyklowy film w telewizji i zrozumiała, że w jej życiu wciąż czegoś brakuje.

Wtedy postanowiła wrócić na motocykl, jednak miała wiele obaw z tym związanych, bo przez ten czas straciła zupełnie zaufanie do maszyny i pewność jazdy. Poszukiwała innych motocyklistek, by uzyskać od nich wsparcie, jednak było o to trudno. Małymi krokami, nocą, gdy nie było ruchu, uczyła się na nowo opanować Yamachę V-Star. Przerażały ją autostrady, więc wybrała się w 10-dniową, samotną podróż nimi, by oswoić swoje lęki. Jednak wtedy zapragnęła najbardziej kobiecego, motywującego wsparcia i postanowiła zrobić coś, by inne motocyklistki mogły na takie liczyć.

Na początek stworzyła na facebooku kobiecą grupę Global Motorcycle Adventures of Women Riders (https://www.facebook.com/groups/GlobalMotoADVofWomenRiders/) i dzięki niej rozpoczęła integrację kobiecego środowiska motocyklowego:

– Wyobraziłam sobie społeczność motocyklistek, otwartą na wspólnotę, na organizowanie przejażdżek, chętną do wspierania, edukacji, szkolenia i szukania inspiracji, by żyć swoimi snami. Pragnienia tych kobiet są często tłumione przez rodziny lub partnerów, a ja chcę być tym światłem, które wydobywa ich z tunelu – mówi Ruth.

Ruth przesiadła się na BMW GS i pokochała możliwości podróżowania, jakie dał jej ten motocykl, odwiedziła na nim wiele krajów i kultowych dróg. A podczas spontanicznej rozmowy z kolegą na plaży w styczniu, powstał zarys integracji motocyklistek, głównie z Północno-Zachodniego Wybrzeża Pacyfiku.

Pierwsza edycja „Flock to the Rock”, odbyła się w maju i na wspólnej wycieczce zgromadziła 80 motocyklistek i wiele wolontariuszek. Oprócz wyjazdu odbyły się tam motywujące prelekcje motocyklowych zawodniczek, które opowiadały o trudnościach, jakie napotykały na swojej drodze i sposobach radzenia sobie z nimi.

Sukces tego wydarzenia dodał skrzydeł Ruth, która ma już w planie kolejne inicjatywy wspólnych wycieczek i szkoleń.

Najnowsze

Edyta Klim

Petrolettes – kobiecy festiwal motoryzacyjny już za miesiąc!

W dniach 28-30 lipca w Berlinie odbędzie się kolejna edycja festiwalu Petrolettes dla motocyklistek i kobiet zakręconych na punkcie motoryzacji.

Festiwal Petrolettes to 3-dniowa impreza, w ramach której odbędzie się szeroko pojęta integracja kobiecego środowiska motoryzacyjnego. Liczyć tam można na wiele atrakcyjnych koncertów, zaplecze kulinarne, prelekcje i testowanie motocykli.

Dodatkowo sobota będzie dniem akcji, więc motocyklistki będą mogły się zmierzyć w wielu konkursach: wyścigach, grach sprawnościowych i zwiadowczych lub wziąć udział w wycieczce krajoznawczej.

Na lotnisku będą wyznaczone miejsca parkingowe i na rozbicie namiotu. Na teren festiwalu nie wnosi się jedzenia ani alkoholu. Trzeba mieć ze sobą dowód osobisty, a osoby niepełnoletnie powinny być ze swoim opiekunem prawnym.

A rok temu motocyklistki bawiły się tak:

{{ vimeo(178060341) }}

Start tegorocznej edycji odbędzie się w piątek o 14, a zakończenie planowane jest o 15 w niedzielę. Bilety można zakupić online w cenie: 65 euro za pobyt 3-dniowy lub 45 euro za jeden dzień (z biletem od godz. 10 na sobotę można zostać do niedzieli).

Strona oficjalna festiwalu: http://petrolettes.com/

Najnowsze

Test BMW M6 Coupe z pakietem Competition – bawarka na ostro

Fanom motoryzacji na jego widok od razu serce zaczyna bić mocniej. Nie jest ostentacyjny i nie od razu wpadnie Wam w oko na ulicy. Jeśli jednak już go zauważycie, uchylicie szybę, aby posłuchać brzmienia silnika znikającego w oddali auta… Teraz macie już pewność - to BMW M6 Coupe - jedno z najszybszych aut, jakie możecie spotkać na drodze.

Prawie 5 metrów szczęścia w kolorze Frozen Brillant White metallic z palety BMW Individual, karbonowy dach, ceramiczne hamulce schowane za dwudziestocalowymi czarnymi felgami i ogniste serce…

Nasz test BMW M6 na torze Żerań zobaczysz na filmie.

Chaotycznie wodzę wzrokiem po karoserii, szukając detali, dzięki którym „Emka” wyróżnia się w gamie. Testowy egzemplarz to wersja wzbogacona o pakiet Competition. I tu lekkie zdziwienie, bo w zasadzie jedynymi cechami wyróżniającymi modelu, w stosunku do seryjnego M6 Coupe, są felgi o specjalnym wzorze oraz inne końcówki układu wydechowego. To, co najważniejsze, schowane jest pod karoserią. Widlasta ósemka o pojemności 4,4 litra osiąga teraz 600 koni mechanicznych (pierwotnie 560 KM). Moment obrotowy 700 niutonometrów (pierwotnie 680 Nm) kierowany jest klasycznie – na tylną oś. Już na papierze parametry silnika wyglądają niezwykle smakowicie i pikantnie, a trzeba dodać, ze pakiet Competition to przede wszystkim zmiany mechaniczne w zawieszeniu i układzie przeniesienia napędu. Nowe są sprężyny, amortyzatory i stabilizatory o zmiennej charakterystyce, a także system DSC z aktywnym mechanizmem różnicowym tylnej osi, dzięki któremu moc i moment mają być efektywnie przenoszone na koła.

Jazda, jazda i jeszcze raz jazda!
No dobrze, koniec tej katorgi. Szybko wskakuję do środka i uruchamiam silnik. Ryk wydobywający się z wydechu powoduje jeszcze większe podniecenie i obiecuje dalsze emocje. To jest ten moment, który znamy z parku rozrywki, kiedy sygnał dzwonka oznajmia, że kolejka górska za sekundę ruszy do góry.

Standardowy BMW M6 Coupe to bardzo szybki samochód. Wprowadzone zmiany spowodowały, że teraz mamy do czynienia z jednym z najszybszych cywilnych samochodów jakie możecie spotkać na drodze. Producent obiecuje, że start od 0 – 100km/h zajmie teraz 3,9 sekundy. Nie mogłam się doczekać, aby się o tym przekonać – jak to czuć?

Najpierw check lista: systemy DSC na OFF, drążek skrzyni biegów na Sport, lewa noga na hamulcu, a prawa wciśnięta do oporu na pedale przyspieszenia. Puszczam hamulec i auto o masie prawie dwóch ton wystrzeliwuje do przodu jak spłoszona antylopa. Gna przed siebie bez opamiętania i nagle uświadamiam sobie, że gdybym zamiast na torze, bawiła się tak w ruchu ulicznym, straciłabym już prawo jazdy i to pewnie dwukrotnie. Siła z jaką samochód odpycha się tylnymi kołami jest tak duża, że zaczyna przeczyć prawom fizyki. Opony Michelin Super Sport i aktywna szpera zostawiają swój gorący podpis na asfalcie.

Pakiet Competition obejmuje jeszcze jedną opcję. Po odbyciu specjalnego szkolenia, producent zdejmie M6 elektroniczny kaganiec i auto będzie mogło rozpędzić się do niebotycznych 305 km/h (Porsche Panamera Turbo 306 km/h). Jednak w moim odczuciu pędzenie przed siebie nie jest najważniejszą czynnością, jaką chciałabym robić w tym samochodzie. Fantastyczna trakcja tylnej osi zapewnia doskonałą zabawę również przy stosunkowo niskich prędkościach. Każde wciśnięcie pedału gazu daje natychmiastowy uślizg kół i samochód efektownym slajdem wchodzi w zakręt. Cały czas jednak czuję, że panuję nad tym, co się aktualnie dzieje z nadwoziem.

Rasowo czy elegancko?
No dobrze, czas ochłonąć i rozejrzeć się trochę po wnętrzu. To, że na początku przeszłam do wrażeń z jazdy było oczywiste, bo to właśnie po to człowiek staje się właścicielem „Emki” i to chyba każdej – po to, by poczuć się królem swojego, ulubionego odcinka drogi. M6 Coupe ma jednak jeszcze drugie oblicze. Na co dzień może być super wygodnym Gran Turismo do spokojnego przemieszczania się po mieście. Wielkie, obszyte doskonałą skórą fotele to komfort w czystej postaci. W tym konkretnym przypadku tapicerka Merino Aragon Brown, to również słupki i podsufitka wykonane z Alcantary. Wnętrze doskonale koresponduje z matowym, brylantowym lakierem. Choć jest wykończone luksusowo, w kilku miejscach przypomina nam, że jedziemy dziełem stworzonym przez inżynierów z M GmbH. Jednym ze smaczków stylizacji jest trójkolorowa nitka, którą obszyta została kierownica. Spokojnej jeździe sprzyja również doskonały system audio sygnowany przez Bang&Olufsen. Na pokładzie mamy wszystkie układy wspomagające kierowcę oraz system iDrive z touchpadem, za pomocą którego możemy wpisać choćby cel podróży, pomniejszać mapy itp.

Z tyłu zmieszczą się dwie nieduże osoby lub dzieci w fotelikach. Muszę w tym miejscu dodać, że spokojna praca widlastego silnika działa na dzieci usypiająco i ten fakt powinien być wystarczającym argumentem do zakupu tego samochodu – moi drodzy młodzi rodzice…

Nie dla wszystkich
Problem tylko w tym, że największą frajdę daje jednak wyciskanie z auta ostatnich soków. Szybka i bardzo szybka jazda autostradą oraz szaleństwa na torze, przy wyłączonych systemach stabilizujących, to dokładnie to, do czego zostało stworzone BMW M6. Będziecie szczęściarzami, jeśli zaprzyjaźnicie się z dobrym wulkanizatorem, bo kręcenie bączków w chmurze siwego dymu, jazda poślizgami i dynamiczne starty szybko przerobią na kwietnik nawet najlepsze opony.

BMW M6 Coupe z pakietem Competition to bardzo ostre danie. Może nie wygląda na takie z dalszej odległości, ale z bliska wiemy dokładnie, z czym mamy do czynienia. Pierwszy kęs przenosi kierowcę w inny wymiar smaku, a każdy następny powoduje, że nie chcemy przestać. To świetnie skomponowane Gran Turismo, o znamionach super samochodu. Auto, które według przepisu doprawione zostało ogromną porcją chilli, potrafi być również wyrafinowane, delikatne i smaczne. Mnie do gustu przypadło jednak bardziej to pierwotne, ostre i dzikie wcielenie bawarskiej potrawy. I tylko ta cena… prawie 850 tysięcy złotych za ten konkretny egzemplarz.

NA TAK:
– niesamowicie brzmiący silnik;
– świetne zawieszenie;
– wygodne wnętrze;
– frajda z jazdy.

NA NIE:
– dla większości: cena. Ale to auto nie jest dla większości…

Dane techniczne BMW M6, pakiet Competition

Silnik:

Benzynowy V8 – podwójnie doładowany

Pojemność skokowa:

4395 cm3

Moc:

600 KM przy 6000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

700 Nm przy 1500 – 6000 obr./min

Skrzynia biegów:

automatyczna, 7 biegów

Prędkość maksymalna:

305 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

3,9s

Długość/szerokość/wysokość:

4898/1899/1368 mm

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Moja wielka, szwajcarska przygoda z Audi Q5

Zaczynam 7-dniową podróż po Szwajcarii Audi Q5 wypełnioną najciekawszymi atrakcjami tego kraju. Będę relacjonować!

Najnowsze

Gosia Rdest na ulicznym torze Norisring

Przed nami trzecia runda Audi Sport TT Cup. Gosia Rdest na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej.

Trzecia runda Audi Sport TT Cup już w ten weekend na ulicznym torze Norisring. Zawodnicy zmierzyli się do tej pory na torach Hockenheim i Nurburgring. W klasyfikacji generalnej na pierwszym miejscu plasuje się Brytyjczyk Philip Ellis z 75 punktami. Na drugiej pozycji znajduje się Polka Gosia Rdest – 58 punktów. Pierwszą trójkę zamyka Milan Dontje z 48 punktami.

Norisring to jedyny tor uliczny w kalendarzu Audi Sport TT Cup. Położony jest w Norymberdze, w odległości 90km od siedziby Audi, co czyni go domowym torem koncernu z Ingolstadt. Nitka ma zaledwie 2,3 km długości, dzięki czemu publiczność widzi z trybun prawie cały tor. Pomimo tylko 4 zakrętów – a może właśnie dlatego – jest bardzo wymagający i niezmiennie z roku na rok dostarcza kibicom wyścigowych emocji. „Mały, ale wariat – tak bym podsumowała tor Norisring. Ściganie się na tym obiekcie gwarantuje intensywne wrażenia. Tor jest wymagający dla samochodu, bo jeździ się po nim od strefy hamowania do strefy hamowania. Chwila nieuwagi i można znaleźć się na ścianie” – komentuje Gosia.

I tym razem puchar Audi supportuje serię DTM (Deutsche Tourenwagen Masters). Wyścigi na ciasnym torze Norisring są zawsze wyjątkowym wyzwaniem dla kierowców DTM.

Najnowsze