Ruszył I etap konkursu Jack’s Custom

Oryginalny klasyk Dodge Charger z 1973 r. trafił do warsztatu Jack’s Custom w lutym 2013 roku. Przez 6 miesięcy grupa zapaleńców toczyła bezkompromisową walkę o przywrócenie mu dawnego blasku.

Od 1 lipca ruszył konkurs, organizowany przez Jack Daniel’s Polska, w którym będzie można wygrać ten potężny muscle car o mocy ponad 300 koni mechanicznych.

Pewien mocno nadszarpnięty zębem czasu Dodge Charger już wkrótce wróci tam, gdzie jego miejsce – na szosę. Czas odcisnął na nim swoje piętno, więc ekipa Jack’s Custom zabrała go do swojego warsztatu i doprowadziła go do stanu z czasów świetności.

Teraz amerykański muscle car może trafić do każdego, kto podejmie wyzwanie i o niego zawalczy. Aby wygrać jedynego w swoim rodzaju Dodge’a, należy wejść na stronę www.facebook.com/jackdanielspolska i wziąć udział w konkursie. Jego pierwszy etap trwa od 1 lipca do 23 sierpnia 2013 roku.

Najnowsze

Bridgestone partnerem plebiscytu 7 Nowych Cudów Polski

Producent opon Bridgestone został partnerem trzeciej edycji plebiscytu zorganizowanego przez magazyn National Geographic Traveler – 7 Nowych Cudów Polski. Akcja ma na celu wyłonienie pięknych, nieodkrytych jeszcze turystycznych miejsc w Polsce.

– Pragniemy zachęcać odbiorców do realizowania pasji związanych z poznawaniem świata. Taki cel przyświecał nam także przy opracowywaniu ostatniej internetowej kampanii „We’ve been everywhere”, w której staramy się pokazać, jak inspirujące może być podróżowanie – mówi Anna Paszt Z Bridgestone.

W plebiscycie zostanie wyłonionych 7 nieodkrytych miejsc w Polsce, które mają szansę stać się polskimi głównymi miejscami turystycznymi. Akcja rozpoczęła się 24 czerwca, a głosowanie poprzez SMS-y potrwa do 30 września.

fot. National Geographic

32 nominowane miejsca, po dwa z każdego regionu, prezentowane będą na łamach miesięcznika National Geographic Traveler. Osoby biorące udział w akcji będą miały możliwość wygrania wielu atrakcyjnych nagród, między innymi opon Bridgestone Turanza T001, skierowanych specjalnie do miłośników podróży, zarówno tych dalszych jak i bliższych.

 

 

Najnowsze

Europejki lubią Sparka!

Spark zyskał szczególną sympatię Europejek – dane firmy potwierdzają, że w Europie 59 procent właścicieli Sparka to kobiety, a w Polsce stanowią one połowę osób kupujących najmniejszy model Chevroleta.

Chevrolet Spark powstał z myślą o potrzebach młodych kierowców kupujących swoje pierwsze auto, zabieganych mam, które potrzebują drugiego środka transportu, jak również emerytów szukających niewielkiego auta miejskiego.

Zmiany w stylizacji nadwozia oraz w wyposażeniu Sparka z roku modelowego 2013 sprawiły, że do rodziny Chevroleta dołączyły kolejne kobiety.

Ivana, właścicielka Sparka z Chorwacji, uwielbia swój samochód, ponieważ dzięki niemu może czerpać dużą przyjemność z jazdy. „Kocham mojego Sparka, gdyż jest częścią mnie”, mówi przedszkolanka. „Zawsze mnie uszczęśliwia i inspiruje, więc staram się o niego dbać, aby zawsze wyglądał fantastycznie”.

Ivana z Chorwacji i jej Spark
fot. Chevrolet

„Szukając samochodu dla siebie natrafiłam na Sparka – jego sportowe linie zafascynowały mnie do tego stopnia, że zakochałam się w nim. Samochód doskonale się prowadzi, jest oszczędny i ma przydatne wyposażenie, łącznie z klimatyzacją. Mogę również podłączyć do pokładowego radia swój odtwarzacz MP3. Nazwałam go 'dzidziuś', bo jest taki słodki”, dodała Ivana.

Młoda kobieta spędza mnóstwo czasu w swoim aucie: „Odwiedzam inne miasta, jeżdżę na wycieczki, do przyjaciół i znajomych, jak również do pracy”.

Z kolei w Wielkiej Brytanii mieszka kolejna fanka Sparka o imieniu Alex – to zapracowana mama w rodzinie zastępczej, opiekująca się dziewięciorgiem dzieci. Dla niej Spark jest swoistym kołem ratunkowym. Jej dzieciom podoba się „uśmiech” auta oraz jego przestronne wnętrze, w którym mogą miło spędzać czas.

„Lubimy naszego Sparka, ponieważ jest kompaktowy na zewnątrz i duży w środku, a także oferuje mnóstwo przydatnych schowków na wszelkie przedmioty, które noszą ze sobą dzieciaki – poczynając od zabawek, a kończąc na tornistrach szkolnych”.

fot. Chevrolet

34 procent właścicieli Chevroleta Sparka to rodziny z dziećmi.

„Przy tak dużej rodzinie jak nasza podróżujemy dwoma samochodami, więc cenimy również niskie koszty eksploatacji i przystępną cenę auta. Należy jednak podkreślić, że priorytetem jest dla nas bezpieczeństwo”, dodała Alex.

22 procent nabywców wszystkich aut to emeryci. Brigitte z Belgii przyznaje, że Spark daje jej niezależność, w związku z czym może w dowolnej chwili odwiedzić wnuki lub jechać na zakupy. Brigitte chwali też swój samochód za to, że łatwo się prowadzi i łatwo nim zaparkować pod zatłoczonym centrum handlowym.

„Mój Spark jest bardzo komfortowy, pozwala na zajęcie doskonałej pozycji za kierownicą i jest zaskakująco przestronny, jak na te gabaryty wnętrza. Doceniam fakt, że wszystkie przełączniki są czytelnie opisane i łatwo je dosięgnąć. Przydatną funkcją są też automatycznie wyłączające się światła, które pozostają włączone chwilę po otwarciu drzwi kierowcy – to wspaniałe udogodnienie”.

Najnowsze

Jak zamontować światła do jazdy dziennej

Światła do jazdy dziennej cieszą się coraz większą popularnością wśród kierowców. Ich instalacja jest na tyle prosta, że można pokusić się o samodzielny montaż. Jeżeli już się na to zdecydujemy, to należy pamiętać, żeby wybierać tylko homologowane produkty.

Instalacja świateł do jazdy dziennej wcale nie jest taka trudna, jakby mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Żeby przeprowadzić ją w prawidłowy sposób, wystarczą podstawowe narzędzia, jak śrubokręt i wkrętarka.

Najpierw jednak trzeba zdecydować się na model i producenta. Przy zakupie warto dokładnie przyjrzeć się światłom. Muszą one posiadać odpowiednie oznaczenia, które są dowodem dopuszczenia ich do używania w Polsce. Na kloszu lampy powinny znaleźć się wytłoczone literki RL (nie DRL!), które stanowią oznaczenie świateł do jazdy dziennej, a także literka E z numerem homologacji.

Przed przystąpieniem do instalacji należy sprawdzić, czy pudełko zawierało wszystkie elementy, a następnie zapoznać się z instrukcją oraz upewnić się, czy nie będą potrzebne dodatkowe narzędzia.

Światła należy przymierzyć, by ocenić wysokość zamontowania
fot. Philips

Światła trzeba przymierzyć do samochodu, żeby określić, na jakiej wysokości mają być zamontowane. Zostało to dokładnie określone w przepisach. DRL nie mogą być zainstalowane wyżej niż 1500 mm ani poniżej 200 mm od podłoża, a odległość między światłami musi wynieść co najmniej 600 mm.

W przypadku, kiedy szerokość pojazdu jest mniejsza niż 1300 mm, odległość między światłami powinna wynosić 400 mm. Nie mogą one też wystawać poza obrys samochodu i muszą być zainstalowane 400 mm od krawędzi auta.

Clip-on mocuje się za pomocą wkrętów
fot. Philips


Kolejny krok to przymiarka systemu „clip on”, w którym mocowane są światła, do samochodu. Zestaw uchwytów typu „clip-on” może wymagać wywiercenia dodatkowych otworów, żeby prawidłowo poprowadzić instalację elektryczną. Mocuje się go do maskownicy przy pomocy wkrętów. Następnie przeprowadza się przewody zasilające w taki sposób, aby nigdzie nie wystawały. Po schowaniu przewodów należy z powrotem przymocować.

Przewody należy przeprowadzić tak, by nigdzie nie wystawały
fot. Philips


Teraz czas na instalację elektryczną. Najpierw podłącza się przewody świateł do jazdy dziennej do zacisków akumulatora. Następny krok to zlokalizowanie wiązki elektrycznej świateł pozycyjnych oraz podpięcie ich do modułu DRL odpowiedzialnego za działanie świateł (przestrzegając biegunowości). Sam moduł należy przymocować i wpiąć do niego kabel świateł jazdy dziennej.

Następny krok to zlokalizowanie wiązki elektrycznej świateł pozycyjnych oraz podpięcie ich do modułu DRL
fot. Philips

Po zakończeniu instalacji należy upewnić się, czy zestaw DRL został prawidłowo zamontowany. Można to zrobić w prosty sposób. Po włączeniu zapłonu światła do jazdy dziennej powinny automatycznie się włączyć, a po przełączeniu na światła pozycyjne lub mijania DRL powinny się wyłączyć.

Źródło: Philips

Najnowsze

Dziecięca zabawa w Astonie Martinie

Gdzie leży granica między dziecięcym poznawaniem świata a poszanowaniem dla, jakby nie patrzeć, motoryzacyjnego dzieła sztuki?

Aston Martin DB5 z 1964 roku, autentyczny samochód Jamesa Bonda, który wystąpił w „Goldfinger” i „Operacji Piorun”, jest obecnie własnością kolekcjonera Harry’ego Yeaggy, który nabył pojazd na londyńskiej aukcji trzy lata temu za sumę 4,2 miliona dolarów.

fot. materiały prasowe


Legendarny Aston został udostępniony zwiedzającym podczas Ault Park Concours d’Elegance, który odbył się w Cincinnati. I tu właśnie zaczyna się problem. Właściciel był na imprezie nieobecny i nie wiemy, jaką swobodę podziwiania samochodu uznałby za dopuszczalną. Nie było najmniejszych restrykcji, żadnych sznurów ani zabezpieczeń, z czego najradośniej korzystały dzieci, bez specjalnej interwencji ze strony rodziców.

fot. materiały prasowe

Dzieci, co oczywiste, poznają świat przez eksplorację i zabawę i to wspaniałe, że miały okazję dotknąć z bliska słynnego, historycznego wręcz pojazdu. Czy jednak ślady dziecięcych bucików na tapicerce to nie jest już lekka przesada i przekroczenie granic, której powinni pilnować rodzice? Zabawa zabawą, ale tu w grę wchodzi również poszanowanie cudzej własności.

Najnowsze