Edyta Klim

„Ruda” zawsze będzie ruda i zawsze na „Kawie”!

„Mika” Wołkowska-Rądlewska - @ruda_na_kawie, opowiedziała nam o tym, jak dała się ponieść motocyklowej pasji i co to zmieniło w jej życiu.

Twój pociąg do motocykli to czyjaś zasługa czy też taką pasję wybrałaś sobie sama?

Mój pociąg do motocykli ujawnił się dość późno, bo dopiero, gdy miałam 37 lat. Jednak myślę, że był ukryty gdzieś we mnie od zawsze. Już jako nastolatka marzyłam, że kiedyś będę mieć motocykl Ninja – chociaż cała moja wiedza na ten temat sprowadzała się do tego, że taki model jest, a już nie jestem pewna, czy wiedziałam, że to Kawasaki (śmiech). Później dorosłam, zrobiłam prawo jazdy kat. B, a jazda samochodem sprawiała mi tyle przyjemności, że nie myślałam o motocyklach wcale. A gdy na początku 2019 roku przyszło mi do głowy, żeby zrobić prawo jazdy na motocykl – uznałam, że to chyba kryzys wieku średniego (śmiech). Przełomowe było świąteczne spotkanie z kuzynką (IG: @monika_petelczyc), która była świeżo po zrobieniu prawka i to właśnie ona zmotywowała mnie do rozpoczęcia tej moto-przygody.

Jak wspominasz te początki – szybko załapałaś o co chodzi w jeździe motocyklem?

Początki wspominam bardzo dobrze. Miałam świetnych instruktorów (IG: @szkolajazdy.pl i @ok2race), więc już od pierwszych godzin wpajano mi, jak poprawnie jeździć na motocyklu, a nie tylko zdać egzamin. Taka nauka zaowocowała tym, że zaraz po odebraniu uprawnień byłam gotowa ruszyć na pierwszy zagraniczny wyjazd, a także dobrze się bawić – bez stresu i niepotrzebnych nerwów.

Czy „Ruda” zawsze jeździła na „Kawie”?

W dniu, w którym postanowiłam, że będę jeździć motocyklem, to bez chwili namysłu wiedziałam, że to będzie Kawasaki. Dlaczego? Nie wiem, może to przez tę Ninję z marzeń nastolatki. Szukając modelu wiedziałam tylko, że nie chcę typowego turystyka. Serce mocniej zaczynało mi bić przy każdej ZX6R, ale rozum krzyczał, że sportowy motocykl na początek, to nie najlepszy pomysł. Wtedy wpadł mi w oko ER6F – nieduży zgrabny motocykl, dobry na turystyczne wypady, ale jednak z lekko sportowym wyglądem. Dla kobiety, nawet niewysokiej, prawie idealny, może jedynie trochę ciężki, ale można się przyzwyczaić. Dla mnie nie ma wad, bo jest łatwy w obsłudze, niedrogi w zakupie i utrzymaniu, łaskawy dla początkującego motocyklisty. Czego chcieć więcej? Niestety nie mogę go porównać z podobnymi motocyklami, ponieważ od początku do dzisiaj nim jeżdżę i zapewne zostanie na kolejny sezon. Bardzo się zżywam ze swoimi pojazdami, nadaję im imiona, więc później ciężko mi się z nimi rozstać i jestem też wierna raz wybranej marce. Kawasaki to „Ernest”, od zawsze jeżdżę też „Renatą” – Renault Megane i wbrew wszystkim dziwnym opiniom o francuskich samochodach, to też się u mnie nie zmieni.

W tym sezonie miałam krótki romans z Yamahą YZF-R3 mojego męża, którą jeździłam na torze, ale szybko przesiadłam się Kawasaki Ninja 300. Yamaha była dla mnie zbyt delikatna, Kawasaki jest bardziej „toporne”, co w moim odczuciu jest zaletą. Czuję ten motocykl i nie mam wrażenia, że jestem od niego cięższa (śmiech). Jeśli kiedyś zdecyduję się na zmianę motocykla, to na pewno będzie to zmiana na jakieś Kawasaki, bo „Ruda” zawsze będzie ruda i zawsze na „Kawie” (śmiech).

Swoją pasję dzielisz z mężem? To ona Was połączyła?

Z mężem (IG: @luca_moto46) mamy sporo zainteresowań, które nas łączą. Ja jestem wizażystką, on pasjonuje się fotografią, więc często tworzymy coś wspólnie. Ja interesuję się aranżacją wnętrz, on realizuje moje „domowe projekty”. Bardzo dużo czasu spędzamy razem (na basenie, siłowni, spacerach z psem, czy oglądając seriale), więc nie było żadnym zaskoczeniem to, że pasją motocyklową zaraziliśmy się oboje, w tym samym momencie i że najczęściej jeździmy we dwoje.

Jako wizażystka, co sądzisz o makijażu pod kaskiem? 

Pełny makijaż pod kaskiem jest raczej zbędny. Niepotrzebnie obciąża tylko naszą skórę, już przygniecioną przez kask. Większość kosmetyków i tak zostanie na kominiarce lub wyściółce kasku, więc po skończonej jeździe, ten makijaż może przynieść efekt odwrotny do oczekiwanego. Oko natomiast powinno być podkreślone. Wiadomo, że każda kobieta lubi dobrze wyglądać, a w strojach motocyklowych czasem łatwo nas pomylić z mężczyznami, więc niech chociaż oko nie pozostawia wątpliwości, że na motocyklu siedzi kobieta!

Zauważyłam, że lubisz, podczas wypadów motocyklowych, odwiedzać różne miejsca. Z motocyklem odkrywanie świata staje się łatwiejsze?

Odkrywanie świata z motocyklem, może niekoniecznie staje się łatwiejsze, ale na pewno o wiele ciekawsze i bardziej emocjonujące. Nie jesteśmy z Łukaszem dalekodystansowymi podróżnikami, nie mamy turystycznych maszyn, ani parcia na pokonywanie setek kilometrów dziennie autostradami, aby dotrzeć do odległego celu – jednak lubimy zwiedzać. Rzadko jeździmy bez celu, bo nawet w Polsce jest tyle pięknych miejsc, że szkoda czasu na jazdę bez obranego kierunku. 

To jakie kierunki najczęściej obieracie? Mogłabyś coś polecić na cel motocyklowej wycieczki?

Na samym Dolnym Śląsku jest cała masa miejsc, które warto obrać za cel wycieczki. Bardzo polecam Pałac Brzeźno, gdzie można zatrzymać się na wyśmienity obiad, kawę i ciastko lub zagrać w golfa na ich okazałym polu golfowym. Winnicę Jaworek w Miękini, w której można zaopatrzyć się w butelkę dobrego, lokalnego wina. Warto też zobaczyć wiatrak w Gogołowie, zespół pałacowo zamkowy w Żmigrodzie, zamek na wodzie w Wojnowicach, do tego: góry, jeziora, zalewy, ruiny zamków – jest w czym wybierać! 

Polska to jednak za mało…. kochamy Włochy! Jeździmy tam tak często, jak jest to możliwe, od wielu lat. Teraz dodatkowo zabieramy ze sobą motocykle i one na miejscu stają się naszym głównym środkiem transportu. Zaczęliśmy zwiedzać Włochy od innej strony, nie tej zabytkowej, gwarnej, pełnej restauracji z rewelacyjnym jedzeniem i najlepszym winem, ale od tej krętej z mnóstwem serpentyn, podjazdów, zjazdów, i widoków zapierających dech. Jedno nie wyklucza oczywiście drugiego – często odwiedzamy piękne, zabytkowe zamki, a po dniu pełnym wrażeń, wyskakujemy na dobrą kolację i lampkę zimnego Prosecco. Właśnie tyle jest potrzebne do pełni szczęścia (śmiech).

Z całego serca polecam okolice jeziora Garda, szczególnie dla osób zaczynających przygodę z podróżowaniem na motocyklu. Widoki są wspaniałe, a trasy na tyle zróżnicowane, że każdy znajdzie coś dla siebie. Niestety minusem Włoch są wysokie temperatury, co bardzo uprzykrza życie motocyklistom. Przekonałam się o tym w tym roku, jadąc z Pizy do Lerici. Był to ostatni fragment naszej trasy dnia i najgorsze 70 kilometrów w moim życiu! Dziś wspominam je z uśmiechem, ale wtedy myślałam, że to jest ten moment, w którym zapada decyzja o sprzedaży drogowego motocykla i kupnie torówki (śmiech).

Jadąc do Włoch w tym roku, zahaczyliśmy o Austrię i Grossglockner. Trasa, mimo że płatna – naprawdę warta jest przejechania. Cudowne widoki, dużo zakrętów i sympatyczne świstaki (śmiech). Austria mnie tak oczarowała, że na pewno wrócę tam na dłużej z „Ernestem”. 

Są jeszcze jakieś inne plany?

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc lista planów wyjazdowych jest już ogromna. Oczywiście Włochy i legendarne Passo dello Stelvio, Passo Gavia, Colle del Nivolet. Szwajcaria i Splugenpass, St. Gotthard Pass, Furka Pass, wspomniana Austria, a największym moim marzeniem, na chwilę obecną, jest Norwegia.

Wspomniałaś o jeździe po torze – też Cię to kręci?

Myślę, że turystyka motocyklowa to wspaniała przygoda i zawsze dodaje doświadczenia, ale niektórych rzeczy lepiej nie uczyć się na drodze. Szkolenia na torze są świetną okazją, żeby w kontrolowanych warunkach, bezpiecznie uczyć się sprawnego pokonywania zakrętów, wytyczania odpowiedniej linii przejazdu, zachowania w nagłych, zaskakujących sytuacjach lub po prostu się wyszaleć. Warto się na takie szkolenie wybrać, nawet jeśli nie planuje się sportowej jazdy – to jest dla każdego. Motocykle turystyczne również są mile widziane na torach, bo głównym założeniem na takich szkoleniach nie jest ściganie się, a poprawia naszych umiejętności i eliminowanie złych nawyków, które przez rutynę pojawiają się w jeździe, niezależnie od rodzaju motocykla, jakim się poruszamy. 

Nie prędkość a technika?

Ja bardzo lubię zdobywać nowe umiejętności, dlatego w tym sezonie zaczęłam naukę jazdy sportowej i chociaż sprawia mi ona wielką frajdę, to wiem, że daleko mi jeszcze do… chociażby poprawnej pozycji. Staram się robić postępy, ale na start w MotoGP już dla mnie za późno (śmiech). Moim zdaniem najważniejsze jest to, żeby z jazdy czerpać przyjemność, dobrze się bawić i w swoim tempie się uczyć. 

Doskonałym sposobem na szlifowanie swoich umiejętności jest również jazda na pitbike. „Szlifowanie” jest tu dość dosłowne, tak samo jak powiedzenie: „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz” (śmiech). Pitbike to świetny pomysł na motocyklową aktywność, szczególnie w zimne dni, ponieważ jazdy organizowane są w halach.

Moto GP, które oglądałaś na zywo, to też taki „dodatek szkoleniowy”? Kto jest Twoim autorytetem w jeździe sportowej?

MotoGP zaczęłam się interesować od poprzedniego sezonu. Bardziej przez męża niż sama z siebie. Podobało mi się to, ale tak naprawdę nie miałam pojęcia o zawodnikach. Znałam dwa nazwiska, oczywiście: Rossi i Marquez. Jednak z każdym wyścigiem wkręcałam się coraz bardziej, poznawałam i wyrabiałam własne opinie. W tym sezonie już zupełnie świadomie dopingowałam zawodników, z pełnym szacunkiem dla Valentina Rossi, dużą dawką sympatii dla Marca Marqueza i z całym sercem dla Francesco Bagnaii.

MotoGP na żywo to przede wszystkim ogrom emocji! Trudno w tym całym szaleństwie się czegoś uczyć. Jednak myślę, że obserwując i analizując treningi, kwalifikacje czy nawet same wyścigi – doświadczeni motocykliści mogą wyciągać dla siebie lekcje. Ja oczywiście obserwuję i podziwiam, ale dla mnie to za wysoka liga. Być może nigdy nie będę jeździła, nawet w połowie tak dobrze, jak moje koleżanki i koledzy z toru, więc teraz uczę się od nich, staram się równać do nich, a potem zobaczymy…

Co motocykle wniosły do Waszego życia? Warto było dać ponieść się takiej pasji?

Zdecydowanie było warto dać się ponieść pasji! Urozmaiciło to nasze życie, dodało adrenaliny, pchnęło w miejsca, do których nie dotarlibyśmy, gdyby nie ona. Motocykle otworzyły przed nami drzwi do nowych wyzwań, którym próbujemy stawiać czoła, jednocześnie świetnie się bawiąc. Jeśli ktoś chciałby zacząć przygodę z motocyklami, ale ma jakieś wątpliwości, niech się nie waha i spróbuje! Bo wtedy może się okazać, że to jest właśnie to, czego mu w życiu brakowało!

Instagram: www.instagram.com/ruda_na_kawie/

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze