Rozwiązanie konkursu – wygraj kalendarz na 2014 rok!

Dziękujemy wszystkim uczestnikom konkursu "wygraj kalendarz na 2014 rok" - oto zwycięzcy.

Do wygrania było 8 kalendarzy różnych marek samochodowych – zarówno osobowych i ciężarowych: Audi Motorsport, Mini, Renault, Fiat, Renault Trucks, Volvo Trucks. Wystarczyło pod tym artykułem napisać swoje największe motoryzacyjne marzenie na 2014 rok – 8 najciekawszych wpisów nagradzamy kalendarzami.

Miło nam oznajmić, że kalendarze otrzymują prawie wszyscy uczestnicy! Jeden wpis – ten, który pojawił się najpóźniej (5 stycznia) – Ula K-ska otrzyma również od nas gadżet niespodziankę.

Najbardziej nas przekonał wpis Ani De, pod którym się w 100% podpisujemy i to ona otrzymuje kalendarz Audi Motorsport.

Inne kalendarze otrzymują także: Agnieszka Szatkowska, Klaudia Pezda – Bieńko, Natalia Baranowska, Radek, Przemek, Meg, Nuggets.

Uprzejmie prosimy o wysłanie do nas na adres konkurs@motocaina.pl danych adresowych wraz z numerem telefonu dla kuriera – z maila, który został wpisany do subskrypcji naszego newslettera.

Gratulujemy!

Najnowsze

Polacy w Rajdzie Dakar 2014 – Dakar w liczbach

W tegorocznym Rajdzie Dakar startuje osiemnastu polskich zawodników. Siedemnastu z nich tworzy drużynę narodową – Poland National Team.

18-sty z Polaków – mechanik, Dariusz Rodewald, który mieszka w Holandii, zasila zespół Petronas Team de Rooy Iveco. Jest on do tej pory jedynym naszym Rodakiem, który miał okazję stanąć na podium Dakaru, w 2012 roku w klasie ciężarówek.

O Kobietach – zawodniczkach w Rajdzie Dakar 2014 przeczytasz tutaj.

Jak było w latach poprzednich?

Kobiety w Radzie Dakar 2013kliknij tu.
Kobiety w Rajdzie Dakar 2012kliknij tu.
Zobacz ile kobiet startowało w Dakarze 2011tutaj, i jakie miały wyniki tu.
Ile pań brało udział w Rajdzie Dakar 2010? Kliknij tu

W Ameryce Południowej startują także: Adam Małysz z pilotem Rafałem Martonem (o ich samochodzie pisałyśmy tutaj). Obaj zawodnicy stawiają przede wszystkim na jazdę techniczną, rozważną z nastawianiem na zajęcie jak najwyższej pozycji. Były skoczek narciarski podkreśla, że sukcesem będzie przejechać cały rajd i uplasować się w pierwszej piętnastce w klasyfikacji generalnej. Małysz startuje w ekipie Orlen Team. Wśród zawodników tego zespołu są: Jacek Czachor i Marek Dąbrowski, ale tym razem nie na motocyklach, a za sterami mocarnej Toyoty Hilux. W tym roku zawodnicy debiutują w kategorii samochodów, ale mają szansę na wysoką lokatę – plusem jest to, że dobrze się znają, świetnie im się razem pracuje a na dodatek w ostatnim sezonie zajmowali wysokie miejsca we wszystkich rajdach, w których wystartowali (o ich przygotowaniach do rajdu pisałyśmy tu). W związku z transferem dwóch motocyklistów do samochodu, jedynym zawodnikiem Orlen Tema, który startuje w Dakarze na dwóch kołach jest Jakub Przygoński. Na quadzie jedzie utalentowany Rafał Sonik.

Nasz wywiad z jedną z najmocniejszych motocyklistek w stawce jednosladów Rajdu Dakar 2014 – Laią Sanzprzeczytasz tu.

Czarnym koniem rajdu może okazać się uczeń Krzysztofa Hołowczyca – Martin Kaczmarski. 23-letni kierowca już ma na swoim koncie drugie miejsce w rajdzie BAJA Portalegre 500 w 2013. Najmłodszy zawodnik z polskiej ekipy, który poprowadzi Mini All4 Racing, nie tylko chce zająć najlepszą pozycję wśród debiutujących w Dakarze, lecz także dojechać do mety  w pierwszej piętnastce! Pomoże mu w tym doświadczony pilot Filipe Palmeiro.

Martin Kaczmarski, kierowca Lotto Team zadebiutował w rajdzie Dakar na 22 pozycji. Po pierwszym etapie do prowadzącego Portugalczyka Sousy traci nieco ponad 12 minut. Jest osiem minut za szóstym w klasyfikacji Hołowczycem.

fot. Lotto

Wśród ciężarówek Polacy znaleźli się w ekipie MAN – Grzegorz Baran, Robert Jachacy i Paweł Grot, a w załodze TATRA – Jarosław Kazberuk,  Czech Filip Skrobanek i Maciej Marton, który zastąpił kontuzjowanego Roberta Szustkowskiego.

Niekwestionowaną polską gwiazdą jest Krzysztof Hołowczyc, który po transferze jedzie w ekipie Monster Energy X-raid Team. Po roszadach na fotelu pilota, w Rajdzie Dakar, naszemu najlepszemu kierowcy towarzyszy Rosjanin Konstantyn Żylcow. Panowie rozmawiają po rosyjsku.

W tym roku kierowcy pojadą przez Argentynę, Chile oraz, po raz pierwszy w historii, przez Boliwię. Trasa wiedzie z Rosario, miejsca na rodzin słynnego Ernesto Guevary, a zakończy się nad Oceanem Spokojnym w chilijskim kurorcie Valparaiso. Organizatorzy zapowiadają, że będzie to najtrudniejszy z dotychczasowych Dakarów, a jego trasa obok znanej pustyni Atakama będzie w dużych fragmentach przebiegać na wysokościach znacznie przekraczających 3000 m n.p.m. Dodatkowo zawodnicy przejadą przez malowniczy Salar de Uyuni, a motocykliści i quadowcy będą przebijać się przez boliwijską dżunglę.

Kierowcy we wszystkich klasach pokonają około dziewięć tysięcy kilometrów. Na starcie stanie 438 pojazdów. 176 z nich to motocykle, 151 to samochody, 71 cieżarówki, a 41 quady. Łączna długość odcinków specjalnych to około 5200 km.

Zwycięzców w poszczególnych kategoriach (samochody, ciężarówki, motocykle i quady) poznamy 18 stycznia w Valparaiso – położonym nieopodal Santiago de Chile.

Gorąco kibicujemy „naszym” i wyczekujemy dnia debiutu pierwszej Polki na motocyklu w tym najtrudniejszym rajdzie terenowym świata.

Relacje z rajdu można oglądać codziennie na antenie TVN, TVN24 oraz TVN Turbo. TVN będzie partnerem wydarzenia przez najbliższe 3 lata.

Dakar 2014 w liczbach:

9 374 km – pokonają samochody

9 188 km – pokonają ciężarówki

8 734 km – pokonają motocykle i quady

657 km – najdłuższy odcinek specjalny samochodów i ciężarówek (4. dzień – z San Juan do Chilecito)

631 km – najdłuższy odcinek specjalny motocykli i quadów (10. dzień – z Iquique do Antofagasty)

911 km – najwięcej km do pokonania jednego dnia (5. Dzień – z Chilecito do Tucuman)

438 – pojazdów na starcie Dakaru

175 – liczba motocyklistów

151 – liczba samochodów

71 – liczba ciężarówek

60 – wiek naszego najstarszego zawodnika, Grzegorza Barana

41 – liczba quadów

36 – edycja Rajdu Dakar

23 – wiek naszego najmłodszego kierowcy, Martina Kaczmarskiego

18 – liczba Polaków na starcie

13 – liczba etapów

2 – etapy maratońskie

Najnowsze

Z czego składa się samochód? Części i ich pochodzenie

Przeciętny samochód składa się z 12 tysięcy części. Szacuje się około 15% pojazdu wykonuje finalny producent, czyli koncern samochodowy, cała reszta jest zaś projektowana, wytwarzana i dostarczana przez niezależne firmy.

W fabrykach samochodów tak naprawdę „od zera” powstają głównie nadwozia, do których następnie na miejscu montowane są komponenty dostarczane przez producentów części. Bywa, że należące do niezależnych firm zakłady wytwarzające poszczególne części lokowane są w pobliżu fabryk pojazdów, bo upraszcza to kwestie logistyczne. Dzięki temu producenci samochodów nie muszą utrzymywać zapasów poszczególnych komponentów, ich dostarczenie w ściśle określonym czasie jest obowiązkiem niezależnych producentów części.

Należy tu zauważyć, że rozwój „outsourcingu” w motoryzacji trwa od wielu dziesięcioleci. U zarania historii przemysłu samochodowego normą było wytwarzanie jak największej liczby części przeznaczonych do danego auta w jednej fabryce. Firma Ford – w czasach modelu „T”, pierwszego auta montowanego na taśmie – słynęła z tego, że sama produkowała nawet najdrobniejsze detale. U nas podobnie działo się w Fabryce Samochodów Osobowych, kiedy powstawały w niej jeszcze tylko Warszawy i Syreny. Zmieniło się to dopiero wtedy, kiedy w FSO uruchomiono produkcję licencyjnego Polskiego Fiata 125p.

Części od niezależnych
Postęp w samochodowych konstrukcjach sprawił, że samowystarczalność fabryczna odeszła do przeszłości, a coraz większy udział w tworzeniu pojazdów mają niezależne firmy, które projektują i wytwarzają poszczególne podzespoły i komponenty. Doskonałym przykładem ilustrującym ten trend jest choćby produkcja silników. Co prawda odbywa się ona zazwyczaj w fabrykach należących do koncernów samochodowych, ale elementy silnika, np.: zawory,  tłoki, łożyska, uszczelki, uszczelniacze, panewki, nie wspominając o tzw. normaliach, czyli śrubach i nakrętkach, pochodzi od niezależnych producentów. Zewnętrzne firmy dostarczają również osprzęt silnika, układy zasilania, elektroniczne systemy sterujące.

Zestaw montażowy IKEA? Nie – to po prostu silnik BMW.
fot. BMW

Wszystko to pokazuje, że przemysł motoryzacyjny to nie tylko fabryki samochodów, ale również zakłady, w których wytwarzane są poszczególne części, czyli znakomita większość elementów składających się na kompletne auto.

Ważną rolę, jaką w rozwoju motoryzacji odgrywają niezależne firmy widać choćby na przykładzie samochodów z silnikami wysokoprężnymi. Dzięki zastosowaniu nowych rozwiązań w systemach zasilania, nowoczesne diesle nie są już ospałe i hałaśliwe jak przed laty, a ich osiągi nie ustępują autom z silnikami benzynowymi. Nowoczesne systemy dieslowskie są projektowane i wytwarzane przez niezależne firmy, takie jak Bosch, Delphi, Denso, które dostarczają swoje produkty praktycznie wszystkim producentom samochodów na świecie.

Kolejnym przykładem zaangażowania niezależnych firm motoryzacyjnych jest ich udział w rozwoju konstrukcji układów przeniesienia napędu. Jednym z czołowych dostawców tych elementów, które fabrycznie montowane są w samochodach jest Grupa Schaeffler, właściciel takich marek jak LuK, INA, FAG. Produkuje ona m.in. kompletne sprzęgła, a także dwumasowe koła zamachowe, powszechnie stosowane dziś w samochodach z silnikami Diesla. Zadaniem tych kół, które w istocie są precyzyjnie działającymi mechanizmami,  jest tłumienie drgań skrętnych generowanych przez silnik. Rozwiązanie to zostało opracowane przez inżynierów LuK blisko trzy dekady temu. Od tego czasu firma wprowadziła wiele innowacji, dzięki czemu dwumasowe koła zamachowe mogą spełniać rosnące wymagania stawiane przez coraz bardziej wydajne diesle. Mówiąc w wielkim skrócie, dwumasowe koło zamachowe zapewnia użytkownikowi komfort, ponieważ drgania nie przenoszą się do wnętrza pojazdu, a zmiana biegów odbywa się płynnie, z drugiej zaś strony chroni skrzynię biegów przed szkodliwymi wibracjami.

Jednym z najnowszych rozwiązań LuK jest dwumasowe koło zamachowe wyposażone w dodatkowy, odśrodkowy tłumik drgań typu wahadłowego. Stosowane jest ono m.in. w modelach marki BMW: 320d i 330d.

Jakie logo na pudełku
Jak wiadomo, eksploatacja samochodu wiąże się z koniecznością wymiany po odpowiednim przebiegu rozmaitych części eksploatacyjnych. Właściciele pojazdów, również w czasie obowiązywania gwarancji, mogą to zgodnie z europejskim prawem zlecić zarówno stacjom obsługi autoryzowanym przez koncerny samochodowe, jak i warsztatom niezależnym.

W tym miejscu pojawia się kwestia tzw. części oryginalnych i tzw. zamienników. Otóż w świadomości wielu kierowców, co zresztą w dużym stopniu jest efektem zręcznej polityki informacyjnej stosowanej przez koncerny samochodowe, części oryginalne to te, które można kupić w autoryzowanym serwisie, opatrzone znakiem handlowym samochodowej marki.

Tymczasem identyczne elementy, pochodzące z tych samych fabryk, wytwarzane na tych samych liniach trafiają również na niezależny rynek motoryzacyjny. Nie są co prawda oferowane w pudełkach ze znaczkiem producenta auta, lecz w opakowaniach z logo rzeczywistego wytwórcy części. I tak np. zestawy sprzęgieł firmy LuK można kupić zarówno w autoryzowanych serwisach wielu marek samochodowych, jak również u niezależnych dystrybutorów, tyle tylko, że na ich półkach ten sam produkt zapakowany jest w pudełka z napisem LuK i zazwyczaj jest sporo tańszy niż u dealera samochodów.

Oczywiście zasady wolnej gry rynkowej nie zabraniają koncernom samochodowym sprzedawania części zamiennych pod własnym logo. Sprawą właściciela auta jest za to, czy z tej oferty skorzysta. Musi mieć jednak do tego zagwarantowane prawo wyboru, a to z kolei wymaga, by był on należycie poinformowany i wiedział czym różnią się (bądź nie różnią) produkty oferowane przez rynkowych graczy. Jeżeli jednak pozwoli się na manipulowanie faktami i dezinformowanie nabywców, o wolnym wyborze nie będzie mowy.

Źródło: SDCM

Najnowsze

Koniec z cofaniem licznika przebiegu?

Ktoś Cię oszukał zmniejszając przebieg właśnie kupowanego przez Ciebie auta? Niebawem stacje kontroli pojazdów zobowiązane zostaną do zapisywania wskazań licznika przebiegu w rejestracji informatycznych stacji, zatem proceder zmiany przebiegu samochodu zostanie zahamowany.

Wreszcie znaleziono sposób na zaprzestanie cofania liczników przebiegu w samochodzie.

Obecnie rynek pojazdów używanych jest głęboko zniekształcony – niestety, cofanie liczników przebiegu w pojeździe w celu wprowadzenia w błąd kupującego stało się dość powszechną praktyką. W efekcie kupujący samochód używany przepłacają nawet 20-30% jego wartości z powodu „poprawionego” stanu licznika.

Z 1 stycznia 2014 r. wprowadzona została faktyczna rejestracja przebiegu pojazdów – w  tym dniu weszła w życie nowelizacja rozporządzenia Ministra Transportu w sprawie zakresu i sposobu przeprowadzania badań technicznych pojazdów oraz wzorów dokumentów stosowanych przy tych badaniach. Stacje kontroli pojazdów zobowiązane zostały do zapisywania wskazań licznika przebiegu w rejestracji informatycznych stacji oraz na zaświadczeniu dla właściciela lub posiadacza pojazdu.

W opinii parlamentarzysty Krzysztofa Brejzy wchodzące w życie rozporządzenie jest pierwszym krokiem do likwidacji procederu oszustw licznikowych. Poseł będzie monitował proces walki z nieuczciwymi handlarzami samochodowymi, dlatego wystąpił  do Ministerstwa Transportu ws. konieczności wprowadzenia przepisów wykonawczych, które wprowadziłyby synchronizację danych z poszczególnych SKP z danymi zapisywanymi w Centralnej Ewidencji Pojazdów.

Najnowsze

Test Mazda 6 – kobieta dojrzała

Urosła, wypiękniała i zdobyła trzy prestiżowe nagrody.  Prowadzi się tak doskonale, że kto raz usiądzie za jej kierownicą ten przepadł na wieki. To już nie jest tylko dobry japończyk. To obiekt pożądania.

Wybory Miss World odbywają się od 1951 roku, ale przedstawicielka z Japonii nigdy w nich nie zwyciężyła. Podobnie jest z japońskimi samochodami; można powiedzieć o nich wiele dobrego, ale wyglądem serc nigdy nie porywały. „Od teraz zmieni się wszystko” – pomyślałam patrząc na najnowszy egzemplarz Mazdy 6.

Stojąc samotnie na parkingu szóstka wygląda jak ogromny rubin – to zasługa koloru lakieru Soul Red. Z pewnością warto go rozważyć przy zakupie, mimo że jest najdroższy. Odziana właśnie w tę czerwień nowa Mazda 6 wygląda równie pociągająco jak Demi Moore w filmie „Striptiz”.

Urosła, wypiękniała i zdobyła trzy prestiżowe nagrody – Mazda 6.
fot. Motocaina.pl

Pretty Woman
Z zewnątrz jest majestatyczna i okazała. Mimo sporych gabarytów – zgrabna, wręcz seksi. Dwie chromowane końcówki wydechu uświadamiają, że szóstce bardziej niż klasa biznes, gra w duszy sport. Dzięki 19-calowym, aluminiowym obręczom o ładnym wzorze wydaje się jeszcze bardziej masywna i przysadzista – wzbudza respekt. Z zewenątrz sprawia wrażenie dopracowanej do perfekcji – nikt nie pozostanie jej urokowi obojętny.

Idąc z duchem czasu postanowiono, że kluczyk Mazdy 6 będzie teraz „inteligentny” i bezobsługowy. Wystarczy go mieć nawet na samym dnie największej na rynku torebki, aby móc samochód otworzyć za pomocą małego guziczka na klamce i uruchomić silnik przyciskiem Start.

W środku elegancko, bez zbędnej ekstrawagancji. Pewna przewidywalność w japońskich samochodach zawsze była niekwestionowaną zaletą. Żadnych niespodzianek w postaci obrotomierza na podsufitce czy deski rozdzielczej do góry nogami. Wszystko na swoim miejscu, stonowane, klasyczne. Widać jakie zasady przyświecały temu wnętrzu: samochód ma mieć ergonomię na najwyższym poziomie i nikt z japońskich projektantów „kijem Wisły nie zawracał”.

Wnętrze Mazda 6 – w środku elegancko, bez zbędnej ekstrawagancji.
fot. Motocaina.pl

Fotele są duże, lekko kubełkowate, a podczas jazdy ujawnia się ich cecha charakterystyczna – świetnie utrzymują ciało na zakrętach. To zdecydowanie jeden z mocniejszych elementów tego samochodu. Podczas pierwszych opadów śniegu, kiedy przebiegłej zimie po raz kolejny udało się zaskoczyć drogowców, powrót do domu zajął mi trzy godziny. Siedzenia za dobre sprawowanie zarówno podczas długiego stania w korku (brak bólu kręgosłupa), jak i dynamicznej jazdy po winklach dostają ode mnie mocne 5+. Wszystkie w testowanym egzemplarzu zostały obszyte białą, wentylowaną skórą z czerwonymi przeszyciami – takie cudeńka dla najbardziej wybrednych klientów dostępne są w najwyższej opcji wyposażenia za dopłatą jedynie 600 złotych. A kanapa z tyłu? Jest większa niż niejedni mają w salonie. Szeroka, z głębokim siedziskiem, stwarza wręcz podręcznikowe warunki do podróżowania. Podejrzewam co prawda, że prawdziwy kierowca raczej nie odda nikomu kierownicy odmawiając sobie tym samym przyjemności prowadzenia Mazdy 6, ale jego rodzina na pewno nie będzie z tyłu marudzić. Miejsca jest tu tyle, że można latawce puszczać.

Bagażnik – wielkości Arki Noego – jest kolejnym atutem tego samochodu. Jadąc na urlop bez problemu można spakować całą rodzinę i – gdyby ktoś życzył – dodatkowo sąsiada, lub jak kto woli przysłowiowe piąte koło u wozu. Zaglądając do wnętrza ma się wrażenie, że ogromna czeluść 483 litrów potrafi pomieścić w ustawnym kufrze dosłownie wszystko, co człowiekowi się zamarzy przewieźć.

Na desce rozdzielczej tradycyjny, japoński design. Wszystko jest pod ręką i nawet nocą obsługa samochodu nie nastręcza trudności. Każdy przycisk jest doskonale podświetlony, więc odnalezienie czegokolwiek jest bardzo łatwe – nawet kret by sobie poradził. Jedynie przyciski do otwierania szyb, umieszczone na drzwiach po stronie kierowcy, w ciemności pozostają niewidoczne. Trzeba znać ich dokładną pozycję, aby długo nie szukać po omacku panelu z lewej strony.

Masywna, przysadzista Mazda 6.
fot. Motocaina.pl

Za to obsługa klimatyzacji i nawiewu odbywa się intuicyjnie za pomocą starannie rozmieszczonych przycisków na desce. Sterowanie radiem, nawigacją oraz komputerem pokładowym wymaga oswojenia się z kolorowym, dotykowym komputerem pokładowym. I tu mały skandal: komputer jest w stanie porozumieć się z nami np. w języku rosyjskim, a polskiego brak. Podobno polszczyzna pozostaje jednym z najtrudniejszych języków świata, zatem staram się wykazać pewnym zrozumieniem… Dla bardziej wygodnickich i lubiących gadżety jest możliwość obsługi komputera za pomocą pokrętła umieszczonego tuż za dźwignią zmiany biegów – rozwiązanie znane z niemieckich limuzyn.

Długoby wymieniać cymesy tego samochodu: kierownica świetnie leży w dłoniach, choć jest nieco zbyt duża, zegary czytelne, ale… nie to jest najbardziej istotne w tym samochodzie. Wisienką na torcie jest tu silnik.

Bez Mazdy nie ma jazdy
Pod maską pracuje rzędowy diesel o pojemności 2.2 litra, z podwójną turbosprężarką, mocą 175 KM dostępną wysoko, bo przy 4500 obr./min. To naprawdę wybitna jednostka. Nadzwyczaj elastyczna, zadziwiająco energiczna „z dołu”, zaskakująco sprawna na wysokich obrotach.

Zresztą sposób, w jaki prowadzi się Mazda 6, to temat na mały tomik poezji. Już po kilku minutach wiedziałam, że to miłość. Gdyby nie typowy dla jednostek wysokoprężnych, nieduży zakres obrotów na obrotomierzu, nikt nie byłby w stanie tu rozpoznać pracy tego silnika. Samochód po prostu płynie – niezależnie czy na niskich czy wysokich obrotach. Kabina została wyciszona niczym kapsuła kosmiczna – perfekcyjnie. Podczas jazdy słychać jedynie delikatny, przyjemny szum pochodzący z kół. Te kojące dźwięki i komfort podróżowania sprawiają, że nie chce się z Mazdy wysiadać – wcale nie trzeba tego często robić. Auto w mieście zużywa 8,8 litra paliwa. Biorąc pod uwagę fakt, że w szóstce zamontowano 62-litrowy zbiornik to lepiej zrobić zdjęcie stacji benzynowej, aby w przyszłości nie zapomnieć jak wygląda, zanim wyczerpie się bak. Ekonomia jazdy to nie tylko moja zasługa, a systemu i-ELOOP, zajmującego się odzyskiwaniem energii np. z hamowania.

Dopełnieniem przyjemności prowadzenia Mazdy 6 jest krótka i pracująca z zegarmistrzowską precyzją dźwignia zmiany biegów. Przy takiej kulturze pracy przekładni kto by chciał automat? Z pewnością nie ja.

Sposób, w jaki prowadzi się Mazda 6, to temat na mały tomik poezji.
fot. Motocaina.pl

Mazda jest potężna – choć nie czuć tego ani na nią spoglądając w salonie, ani nawet w niej siedząc. O gabarytach szybko można się przekonać wyjeżdżając do zatłoczonego samochodami miasta. Szóstka jest długa (487 cm) i szeroka (211 cm) i staje się nieco wybredna podczas parkowania. Lubi dużo miejsca. Przy manewrowaniu pomocne są czujniki parkowania, zarówno z przodu, jak i tyłu, dzięki którym szybko udaje się usadowić auto w przepastej przestrzeni. Wymiary samochodu nie dają o sobie zapomnieć również podczas przyziemnej czynności, jaką dolewanie płynu do spryskiwaczy. Podnosząc maskę czułam się, jakbym odkrywała czteroosobowe jacuzzi, a sięgnięcie do zbiornika wymaga długiej ręki – nie zmienia to faktu, że w szóstce i tak jestem zakochana.

Zawodowa uwodzicielka
Mazda 6 została przyjęta w Polsce bardzo entuzjastyczne i doskonałe wyniki sprzedaży wcale mnie nie dziwią. Nawet folder zawierający specyfikację samochodu przypomina małe dzieło sztuki. Za 136 700 złotych otrzymujemy przepiękny samochód, w najwyższej opcji wyposażenia z najmocniejszym, a jednocześnie oszczędnym silnikiem diesla.

Mogłabym ją testować co tydzień, przenieść do niej całe moje życie, nie opuszczać jej praktycznie wcale. Zapewniam, że po jeździe próbnej, mogą być problemy z zaśnięciem. Auto jest wprost cudowne: prowadzi się jak marzenie, ma doskonały silnik i w porównaniu z konkurencją bardzo atrakcyjną cenę. Cóż przyznaję – Mazda 6 skradła moje serce. Na zawsze.

NA TAK:

– doskonały silnik diesla z podwójną turbosprężarką

– świetne właściwości jezdne

– ogromny bagażnik

– piękna sylwetka

NA NIE:

brak polskiego menu

Dane techniczne Mazda 6 2.2 d

silnik – diesel SKYACTIV-D 2191 cm3

moc – 175 KM przy 4500 obr./min

moment obrotowy –  420 Nm przy 2000 obr./min.

nadwozie – 5 drzwiowe

masa – 1405 kg

napęd – na przednie koła

skrzynia biegów – 6-biegowa, manualna

pojemność bagażnika – 483 l

prędkość maksymalna – 223 km/h

Najnowsze