Rozmowa z Iloną Czaj – mamą i współmenedżerką zawodnika Australian Superbike Championship

Podobno z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach... Ale tylko podobno. Ilona Czaj, mama utalentowanego zawodnika startującego w Australian Superbike Championship, opowiada o sukcesach, porażkach, poświęceniu, miłości do motocykli i o... gęsiach.

Ilona Czaj
fot. archiwum Ilony Czaj

Jak zaczęła się Wasza przygoda z wyścigami?

 W 2007 roku mój syn kupił Aprilię RS 250 – był to jego pierwszy w życiu motocykl, nigdy przedtem nie miał do czynienia z jednośladami. Przez rok jeździł po ulicy, ale pod koniec 2008 zdecydował, że chce jeździć na torze. Na tę okazję mój mąż przygotował mu motocykl na tor i od 2009 Phil zaczął jeździć w zawodach klubowych. Przez dwa lata z rzędu zdobywał tytuł mistrza 250 GP. Stwierdziliśmy, że ma duży talent i zdecydowaliśmy się wszyscy poświęcić realizacji jego marzenia – od samego początku jeździmy razem na wszystkie zawody (on, mój mąż i drugi syn).

Phil już drugi rok bierze udział w National Championship (Superstock 600), jak również w Victoria Championship, gdzie jest najszybszym zawodnikiem. Ja natomiast zajmuję się stroną logistyczną, papierkową robotą i wszystko innym, oprócz mechaniki, ponieważ to zajęcie mojego męża.

Nie jest to łatwe życie, bo Australia jest ogromna i podróże do innych stanów zabierają nam bardzo dużo czasu i pochłaniają niezmierną ilość pieniędzy. Jesteśmy jednak wspaniałą rodziną i wszyscy inwestujemy równo w ten biznes, a z pomocą naszych sponsorów jakoś dajemy radę.

Jesteście z pochodzenia Polakami. Skąd wziął się pomysł na Australię?

Mój mąż Marek i ja pochodzimy z Łodzi. Wyjechaliśmy z Polski w 1981 roku, tuż przed świętami Wielkiej Nocy. Przez prawie rok mieszkaliśmy w Austrii, a w 1982 postanowiliśmy przeprowadzić się do Australii. Każde z naszych dzieci urodziło się w innym kraju: Bartek w Polsce, Christiana w Austrii, a Phil w Australii.

Pierwszy raz na SBK – Philip Island 2011
fot. archiwum Ilony Czaj

Zakładanie teamu to chyba nie taka prosta sprawa.

Upłynęło dużo czasu, zanim przygotowaliśmy w pełni motocykl. Musieliśmy nauczyć się wszystkiego od początku. Mój mąż nigdy wcześniej nie zajmował się motocyklami, dlatego praca ta wymagała od niego wiele uwagi i ciągłego zaangażowania.

Na czym dokładnie polegały Pani zadania?

Moja rola była mniej wymagająca niż rola męża. Zajmowałam się logistyką przed każdymi zawodami, organizowałam zakwaterowanie, wykonywałam „papierkową robotę” i przede wszystkim upewniałam się, czy wszyscy są zadowoleni i skupieni.

Ponadto wszyscy trudziliśmy się szukaniem sponsorów i myślę, że jest to najtrudniejsza rzecz, jednak chyba wszyscy zawodnicy mają ten sam problem. Jesteśmy prywatnym teamem, dlatego musimy pracować, by się ścigać – to kolejna przeszkoda, ponieważ nie mamy aż tyle czasu na treningi Phila pomiędzy zawodami i to mnie martwi. Pomimo tego jego talent rozwija się na tyle, że nie robi to różnicy – wciąż jest równie szybki co wcześniej.

Moja rola nie należy do rzucających się w oczy – jestem tylko kolejną zmartwioną mamą (śmiech).

Radość z zajęcia trzeciego miejsca – Broadford 2010.
fot. archiwum Ilony Czaj

Zdarzały się jeszcze trudniejsze momenty. Phil miał poważny wypadek podczas kwalifikacji do Australian Superbike Championships. Myślała Pani wtedy, że wyścigi to nie jest jednak „to”?

Przeszło mi to przez myśl, ale tylko na samym początku. Odkąd uświadomiłam sobie, jak bardzo ważne są dla mojego syna wyścigi, nie mogę sobie wyobrazić innego rozwiązania. Oczywiście wypadek w Eastern Creek zostawił pewne ślady, jednak jestem nastawiona pozytywnie do kolejnych zawodów.

Czyli pasja jest najważniejsza.

Tak. Stale upewniam się, czy mojego dzieci robią to, co najbardziej lubią – jestem dumna z ich osiągnięć.

Spotykacie również wiele ciekawych osób.

Tak, to prawda, zwłaszcza podczas międzynarodowych imprez. Zdarza mi się spotykać wiele gwiazd z dawnych lat, a także bohaterów mojego syna. ASBK jest jak duża rodzina, wszyscy znamy się bardzo dobrze i jedynym miejscem, gdzie konkurujemy, jest tor.

Były jakieś straszne momenty?

Podczas ostatniej edycji Victorian Championship przeżyliśmy ogromny strach. Phil podczas kwalifikacji doznał poważnie wyglądającego upadku, po czym awansował na drugie miejsce z prawie ostatniego, w dodatku – z najszybszym czasem okrążenia w swojej klasie. Moje płuca chyba nigdy wcześniej nie przeżyły takiego wysiłku – krzyczałam z radości, takie chwile są naprawdę bezcenne.

Zgaduję, że oprócz tych mrożących krew w żyłach były też sytuacje zabawne.

Rzeczywiście, zdarzyła się taka, którą dobrze pamiętam. Zdarzyła się w zeszłym roku, kiedy przyjechał tu Paweł Szkopek i w czasie treningów zderzył się z… gęsią. Bardzo dużą gęsią. Wrócił do punktu kontrolnego w całości pokryty krwią, wnętrznościami i piórami…

 

Najnowsze

Alice Huyler Ramsey – na spotkanie przygody

9 czerwca 1909 roku. 22-letnia gospodyni domowa i matka z New Jersey rozpoczyna 3.600-milową podróż z  Nowego Jorku do San Francisco w zielonym Maxwellu DA. W wyprawie, która ma trwać 59 dni, towarzyszą jej dwie siostry męża i 19-letnia przyjaciółka. Jedynie Alice potrafi prowadzić auto…

fot. wikipedia

Fatalne drogi, zła pogoda, przebite opony, awarie. Tylko 152 z 3600 mil było pokrytych brukiem. Reszta to szlaki kolejowe. W trakcie swojej podróży Alice 11 razy zmieniała opony, czyściła świece, naprawiała uszkodzony pedał hamulca, a gdy auto utknęło w błocie, musiała wraz z towarzyszkami spać w samochodzie. Średni dzienny dystans, jaki panie pokonywały, to 90 mil przy dwunastu godzinach jazdy. Z uwagi na brak systemu GPS w XIX wieku, za drogowskazy służyły drzewa, kamienie na polu czy konkretnie opisane domy.

Więcej o niesamowitych kobietach, które zapisały sie na kartach historii motoryzacji przeczytasz tu.

Samochód Maxwell DA z 1909 roku jest wyposażony w 3-biegową manualną skrzynię, trzydziestokonny silnik i rozwija prędkość do 64 km/h. Było czym poszaleć na trasie… Spółka  Maxwell Briscoe produkująca te auta nie utrzymała się – mimo reklamy zapewnionej przez Alice. W 1926 roku wchłonął ja Chrysler.

Alice Huyler Ramsey
fot. smithsonianmag

Ramsey uległa czarowi czterech kółek, gdy mąż podarował jej pierwszy samochód. W 1960 roku otrzymała tytuł „Motorist Woman of the Century”, przyznany przez federację zrzeszonych producentów samochodowych The American Automobile Association.

Na stałe osiadła w Kalifornii, gdzie w 1961 roku napisała i opublikowała historię swojej podróży, „Veil, Duster, and Tire Iron” (Woalka, prochowiec i żelazne obręcze). Opisała w niej dokładnie wszystkie przygody, jakie ją spotkały. Była żoną kongresmana z New Jersey. W życiu dostała tylko jeden mandat – za nieprawidłowe zawracanie. W dniu 17 października 2000 roku, Ramsey została wprowadzona do Automotive Hall of Fame, stając się pierwszą kobietą, która otrzymała ten zaszczyt. Zmarła w 1983 roku w Kalifornii w wieku 96 lat.

100 lat po wyczynie Alice Huyler Ramsey, wiosną 2009 roku trasę tę powtórzyła Amerykanka Emily Anderson,  również prowadząc Maxwella z 1909 roku.

Najnowsze

Szybkie, ale nie wściekłe – kobiety w Rajdzie Świdnickim

Zbliża się jubileuszowa – 40. edycja Rajdu Świdnickiego-KRAUSE, który rozegra się w dniach 20-22 kwietnia. Na dolnośląskich trasach zobaczymy cztery kobiety za kierownicą i siedem w roli pilotki.

Rajd rozpocznie się dzisiaj wieczorem uroczystym startem na świdnickim rynku oraz 3-kilometrowym prologiem po ulicach miasta. W sobotę na trasy wyjedzie stawka mistrzostw Polski i pokona ok. 100 km w trakcie 6 oesów. W niedzielę dołączy do nich stawka Rajdowego Pucharu Polski, na kolejne 6 odcinków o łącznej długości 85 km. Zakończenie całości jest zaplanowane na niedzielę o 15:50 na świdnickim rynku.

Na liście zgłoszeń do drugiej rundy RSMP wśród 58 załóg widnieją dwie pilotki, jednak na trasach zobaczymy tylko jedną z nich. Zgłoszona z numerem 42. Karolina Szczerbik poinformowała Motocainę o rezygnacji ze startów w najbliższym czasie.

Tedex Supremis Rally Team
fot. materiały zawodników

Na rajdowe trasy powraca para: Paweł i Agnieszka Hankiewiczowie z numerem 45. Załoga ta sama, sponsorzy ci sami, jednak zupełnie inna klasa i rajdówka. W tym roku załoga Tedex Supremis Rally Team wystartuje kultowym Clio Williams w klasie historycznej:

„W tym roku uczestniczyć będziemy w lżejszej i bardziej hobbystycznej rywalizacji, jednak mamy zamiar pokazać najwyższy kunszt rajdowej jazdy. Clio zrobiło dobrą robotę w rajdach na całym świecie i wciąż, mimo swojego wieku, ma wspaniały potencjał. Mamy nadzieję, że będziemy potrafili wykrzesać z siebie i auta choć część tego, co pokazywał np. Jean Ragnotti i w ten sposób cieszyć kibiców, którzy kochają kultowe rajdówki!” – powiedział Paweł, który jest jednocześnie pomysłodawcą całej inicjatywy „Historycznego Pucharu Ośki”.

Na liście zgłoszeń do kolejnej rundy Rajdowego Pucharu Polski widnieją 53 załogi, a wśród nich osiem kobiet. A w Renault Clio Sport z numerem 142 zobaczymy w pełni żeński skład pod patronatem Motocainy: za kierownicą Magdalena Wilk, a w roli pilotki – Jola Żuk. Po małej rozgrzewce na Rajdzie Czechowickim przyszła pora na większe wyzwanie:

Magda Wilk
fot. Wilk & Żuk Rally Team

„Na tych oesach czeka nas ponad dwa razy więcej kilometrów niż podczas Czechowickiego, więc nie ukrywam, że kiedy tylko czytam harmonogram – to przeszywa mnie dreszczyk emocji i już nie mogę się doczekać dnia startu. Pucharowa stawka jest naprawdę liczna, więc będziemy chciały zobaczyć, jakie tempo jesteśmy w stanie sobie narzucić i jak, na tle konkurencji, prezentują się nasze czasy. Ciekawi mnie też, jak wykorzystamy wiedzę i przetarcie z Czechowic. Liczę na to, że uda nam się pojechać nieco szybciej, zwłaszcza że poznałam już nieco charakter samochodu” – mówi Magda.

„Kiedy wsiadłyśmy do auta przed Czechowickim, najzwyczajniej w świecie się wzruszyłam. Jakby nie było, kosztowało nas to kilka miesięcy przygotowań, więc radość oraz apetyt były i są ogromne.

Jola Żuk
fot. Wilk & Żuk Rally Team

Nastawiamy się jednak na szlifowanie techniki jazdy, opisu oraz utrzymanie tempa. Być może nasza jazda będzie trochę zachowawcza, ale na walkę i rywalizację przyjdzie jeszcze czas. Świdnicki jest trudny – poprzednia edycja pokazała, że do swoich umiejętności oraz doświadczenia trzeba podchodzić z pokorą” – podsumowuje Jola.

Kolejną zawodniczką za kierownicą jest Izabela Bzyl w nowej rajdówce:

„Już za kilka dni moje kolejne marzenie się zrealizuje. Rajd Świdnicki jechałam rok temu swoim Peugeotem 206, a w tym roku wszystko się zmieni! Jedyny „element”, który pozostanie taki sam, to Jakub Domański w roli pilota. Wiem, że tegoroczny start będzie dla mnie wielką przygodą, ale także testem: nowe auto o zupełnie innej specyfice niż to, którym startowałam do tej pory, i nowy zespół. To wszystko razem, te kumulujące się emocje sprawiają, że chce się krzyknąć: woooooww, to dzieje się naprawdę! Mam nadzieję, że w tym roku zameldujemy się na mecie” – mówi Iza, którą zobaczymy w Renault Clio Sport z numerem 139.

Klaudia Temple
fot. Jola Żuk

Za kierownicą wystartuje także Klaudia Temple, której dyktować będzie tradycyjnie Jakub Wróbel. Ta zawodniczka również się przesiadła, ale tym razem z Citroena Saxo do Hondy Civic. Zobaczymy ją z numerem 151.

Tak jak w poprzednim sezonie, Grzegorzowi Sikorskiemu będzie dyktować Małgorzata Malicka-Adamiec. Załogę zobaczymy z numerem 130 w Peugeocie 206 XS. A z numerem 135 w Renault Clio pojadą Andrzej i Aleksandra Krawczykowie.

W Renault Clio Sport z numerem 138 wystartuje małżeństwo Ryszard i Katarzyna Kiewrelowie. Kasia przygotowywała się do tego startu pod kątem opisu trasy:

„Już nie mogę się doczekać pierwszego rajdu w tym sezonie. Szkoda, że nie udało nam się potrenować naszą rajdówką, ale za to znaleźliśmy trochę czasu, by popracować nad opisem. Przejrzeliśmy trochę naszych archiwalnych materiałów oraz pooglądaliśmy on-boardy profesjonalnych załóg i znaleźliśmy kilka punktów, które wymagały korekty. Wprowadziliśmy trochę zmian w systemie opisu i mam nadzieję, że przyniesie to pozytywny efekt na rajdzie. Chcielibyśmy zakończyć ten rajd w połowie stawki klasy 8, ale nie będzie to proste zadanie. Co prawda, odcinek „Ludwikowice – Kamionki” będziemy już jechać trzeci rok z rzędu (i mamy nadzieję, że nas niczym nie zaskoczy), ale dwa pozostałe odcinki są dla nas praktycznie nowe. Fakt, że odcinek „Jodłownik – Srebrna” jest nam znany z oglądarek, ale raczej nie daje nam to przewagi nad konkurencją, gdyż pokonywaliśmy go pieszo. Zapraszamy do dopingowania naszej załogi w 40. Rajdzie Świdnickim!” – mówi zawodniczka.

Justyna Kurowska
fot. materiały zawodniczki

Na prawym fotelu Grzegorza Wasilewskiego, który zamyka stawkę RPP, zasiądzie Justyna Kurowska:

„Ten rajd to mój debiut, więc odrobina tremy zapewne będzie mi towarzyszyć, a pojawi się tuż przed samym startem do OS-u (tak mi się wydaję). Niemniej nastawienie mam jak najbardziej pozytywne! Cały zespół dzielnie przygotowuje Peugeota 106. Auto zostało delikatnie przebudowane i odnowione, a główne zmiany to silnik 16-zaworowy S16 oraz najkrótsza homologowana skrzynia 13/64. Mamy nadzieję, że to połączenie wyrówna walkę z mocnymi Hondami w stawce. Jako załoga jedziemy na rajd z zamiarem walki o najwyższe lokaty w swojej klasie. Jednak najważniejsze to znaleźć się na mecie, co jest naszym celem numer jeden!” mówi Justyna.

Podczas tego rajdu zobaczymy jeszcze trzynaście załóg, a wystartują one w ramach Rajdowego Debiutu. Nie będą jechać na czas, a jedynie po to, by zdobyć doświadczenie potrzebne do uzyskania rajdowej licencji. Cieszy nas fakt, że wśród nich jest zawodniczka, która swoje pierwsze kroki stawiała w Pucharze Kobiet Motocaina.pl na torze we Wrocławiu – Aleksandra Czuryło-Wośko. Ola wystartuje w Oplu Astra z numerem 205:

Aleksandra Czuryło-Wośko
fot. materiały zawodniczki

„Myślę, że wszystko zostało przygotowane jak należy – bo przecież auto przygotowywał mi mój mąż! Niestety nie miałam zbyt wiele możliwości, by dobrze poznać nową, większą i mocniejszą rajdówkę – tak że Rajd Świdnicki traktuję przede wszystkim jako naukę jazdy i współpracy z pilotem Piotrem Niewiadomskim. Cały czas zastanawiamy się, czy wszystko jest gotowe, czy o niczym nie zapomnieliśmy i jak to bywa za pierwszym razem – to okaże się w trakcie trwania samego rajdu i przy procedurach przed nim. Jednego dnia odczuwam euforię i zadowolenie, następnego mega stres, a kolejnego super wyciszenie, a jak będzie w Świdnicy? Nie mam pojęcia, jak zareaguje, ale wiem, że będę się starała uspokoić i skoncentrować na tym, co trzeba zrobić, a mianowicie zameldować się na mecie obu etapów rajdu! Pochodzę z okolic Świdnicy, wobec tego trasy są mi mniej więcej znane, ale z innego punktu widzenia i cieszę się, że będę tam w zupełnie innym charakterze” – podsumowuje zawodniczka.

Marcin Lisek, kierowca z rallycrossu, postanowił zmienić dyscyplinę i wraz z Alinką Waleczek wystartuje z Rajdowym Pucharze Polski za kierownicą Forda Fiesty z numerem 133, by potem startować już w Castrol Edge Fiesta Trophy.

Sezon tej załogi rozpoczął się od dość emocjonujących testów – podczas ostatniego przejazdu odcinka w Zagórzu Śląskim rajdówkę podbiło na kamieniu, co ostatecznie skończyło się dachowaniem. Na szczęście załodze nic się nie stało i choć samochód wymagał mocnej odbudowy, to Lisek wraz ze swoją pilotką staną na starcie Rajdu Świdnickiego:

„Bez wątpienia za mną najpoważniejszy „dzwon” w mojej karierze, ale musiał być kiedyś ten pierwszy raz. Na szczęście skończyło się tylko na strachu i cali wróciliśmy do domu. Testy poza tym jednym przejazdem były bardzo udane. Marcin, jak na początek swojej przygody z rajdami, radzi sobie bardzo dobrze. Jest bez wątpienia odważnym, widowiskowo jeżdżącym kierowcą. Ford Fiesta R2 to bardzo profesjonalny samochód, podobnie jak team, w którym się znalazłam. Super pracuje się z taką ekipą ludzi. Myślami już jesteśmy przy Rajdzie Świdnickim, choć pierwsze trzy rajdy to dopiero będzie przedsmak tego, co czeka nas w dalszej części sezonu” – mówi Alinka.

„Będziemy jednak jechać szybko, ale bezpiecznie. Nasze ostatnie testy pokazały, że w rajdach bardzo cienka jest granica pomiędzy szybkim i bezpiecznym przejechaniem zakrętu, a zrobieniem tego ponad możliwości samochodu i warunków na trasie” – dodaje Marcin.

Z numerem 214 pojedzie jeszcze załoga Sebastian i Joanna Majowie w Renault Clio. Na wszystkie załogi czekają kręte odcinki Gór Sowich. A dla wielu z nich to pierwsze wyzwanie w tym sezonie, test nowych rajdówek i współpracy całych zespołów. Trzymamy kciuki, by zbliżający się weekend przyniósł im wiele emocji, wyłącznie pozytywnych!

Więcej o rajdzie na: www.rajdkrause.pl

 

Najnowsze

Audi RS Q3 concept – błękitna krew, sportowy duch

Targi Auto China 2012 w Pekinie były dla Audi okazją do zaprezentowania samochodu koncepcyjnego RS Q3, nowej interpretacji kompaktowego SUV-a bazującej na modelu Q3.  

Pierwsze, co zwraca uwagę w pokazowej wersji Audi RS Q3, to kolor – intensywnie niebieski. Karoseria została poszerzona i obniżona o 25 mm w stosunku do pierwowzoru. Nowy jest również sportowy i kanciasty projekt zderzaka. Jego dół jest czarny i matowy, natomiast dolna część została pomalowana na niebiesko i pokryta lakierem bezbarwnym. Czarne i niebieskie motywy przeplatają się ze sobą: to połączenie widać również po bokach, co dotyczy zarówno listew na drzwiach i progach, jak i nakładek na nadkolach. Spojler dachowy opada ku tyłowi, jego środkowa część jest nieznacznie węższa w stosunku do części zewnętrznych, a polakierowano go matowym niebieskim z niewielką domieszką żółtego.

Audi RS Q3
fot. Audi

Wnętrze Audi RS Q3 concept ma w sobie dużo światła – to zasługa szklanego dachu. Dominuje w nim czerń, chociaż do pokrycia siedzeń wykorzystano ciemnoniebieską Alcantarę. Z tego samego materiału wykonano również obicia drzwi. Większa część koła kierownicy pokryta jest czarną skórą Velvet.

Panele z warstwowego karbonu pokrywają obszar wokół pięciocylindrowego silnika z głowicami polakierowanymi na czerwono. Powietrze trafia do silnika przez dwie zamontowane po bokach kratki wentylacyjne. Na pokrywach świec zapłonowych poszczególnych cylindrów umieszczono numery – podobnie jak się czyni w świecie sportów motorowych.

Audi RS Q3
fot. Audi

Silnik 2.5 TFSI w modelu RS Q3 concept łączy w sobie dwie klasyczne technologie Audi: bezpośredni wtrysk benzyny oraz turbodoładowanie.
Z 2480 cm3 pojemności generuje moc 360 KM. Na dojście do setki samochód potrzebuje 5,2 sekundy, a jego maksymalna prędkość wynosi 265 km/h.

Siedmiostopniowa skrzynia biegów S tronic przekazuje moc silnika na stały napęd na wszystkie koła quattro.

 

Najnowsze

Nie bój się pomóc poszkodowanemu motocykliście!

Skutki wypadków z udziałem motocykli mogłyby być mniej tragiczne, gdyby tylko uczestnicy ruchu drogowego posiadali choć minimalną wiedzę na temat udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadków drogowych - uważa nasza ekspertka oraz ratownik medyczny.

Statystyki są nieubłagane – tylko w zeszłym roku na polskich drogach doszło do 6759 zdarzeń z udziałem jednośladów. W wypadkach śmierć poniosło 271 kierowców motocykli, 21 pasażerów oraz 313 rowerzystów. Rannych zostało prawie 6618 osób.

Jak wynika z policyjnych obserwacji, winę za wysoki wskaźnik wypadków należy upatrywać po obu stronach uczestników ruchu drogowego – zarówno kierujących jednośladami, jak i samochodami. Różnica polega na tym, że w przypadku nawet najdrobniejszej kolizji dwóch takich pojazdów, różnica mas i stref bezpiecznych powoduje, że to motocyklista lub rowerzysta mają dużo mniejsze szanse na przeżycie czy wyjście z wypadku bez większych obrażeń, niż kierujący czy pasażer „czterech kółek”.

Niestety duży wpływ na wyniki statystyk ma fakt bardzo niskiej świadomości społecznej dotyczącej chęci i umiejętności udzielania pierwszej pomocy. Pamiętajmy, że po wykonaniu telefonu alarmowego profesjonalna pomoc może nadejść nawet po upływie kilkunastu minut. A czas zawsze będzie działał na niekorzyść poszkodowanego. Warto więc wiedzieć, że czasem nawet najprostsze czynności przeprowadzone odpowiednio wcześnie przez przygodnych świadków zdarzenia mogą uratować komuś życie lub zdrowie.

Miejmy nadzieję, że odsetek ludzi potrafiących, a co najważniejsze – chcących pomóc będzie coraz większy. Na pewno dużą zasługę należy oddać członkom ochotniczych straży pożarnych, którzy często jako pierwsi pojawiają się na miejscu wypadku, udzielając jego ofiarom tzw. Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy. Wiadomo jednak, że by udzielić jej w sposób w pełni profesjonalny musi zostać użyty sprzęt bardziej zaawansowany niż ten, który znajdziemy w apteczce samochodowej statystycznego Polaka.

– Oczywiście pod warunkiem, że takową posiada. Prawdą jest, że apteczka samochodowa, turystyczna lub osobista powinna znajdować się w każdym domu, co więcej – być podstawowym elementem wyposażenia naszego samochodu czy plecaka w czasie wycieczek. Ponieważ to koszt zaczynający się już od kilkunastu złotych, cena nie powinna dla nikogo stanowić usprawiedliwienia – tłumaczy Natalia Henczke, konsultant sklepu Twoja-Apteczka.

Oprócz torby lub plecaka ratowniczego, strażacy wyposażeni są również m.in. w kołnierze ortopedyczne, szyny Kramera czy inny specjalistyczny sprzęt medyczny.

– Najczęściej wykorzystywanymi przez ratowników są kołnierze jednoczęściowe lub składane. Dzisiejsze rozwiązania pozwalają regulować rozmiary indywidualnie pod potrzeby poszkodowanego, nie wymagają też ściągania w przypadku konieczności wykonania zdjęcia rentgenowskiego. Po złożeniu spokojnie mieszczą się nawet w apteczce samochodowej – dodaje Natalia Henczke.

Zatrzymując się przy temacie kołnierza czy właśnie szyn Kramera – nie można powiedzieć, by sprzęt ten znajdywał się na standardowym wyposażeniu apteczki. Dodatkowo, by bezpiecznie korzystać z tego typu rozwiązań, warto posiadać odpowiednią wiedzę. Zgodnie z maksymą „Primum non nocere” powinniśmy być pewni, że mimo całego naszego zaangażowania, nie zrobimy komuś krzywdy.

– Należy wiedzieć jak poprawnie założyć kołnierz oraz szyny – jak i gdzie je przyłożyć, wymodelować czy usztywnić. To informacje, które można pozyskać np. na szkoleniach przeprowadzanych często także przez sklepy oferujące tego typu rozwiązania – tłumaczy ratownik, Jakub Czajka.

Podsumowując – bądźmy odpowiedzialni na drodze, nie tylko za siebie czy swoich pasażerów, ale również za innych uczestników ruchu. A jeśli już jesteśmy świadkami wypadku – nie bójmy się pomóc. Róbmy to jednak w sposób pełni świadomy. 


Najnowsze