Rozmowa z Agnieszką Wierzchowską po Rajdzie Bohemia

Agnieszka Wierzchowska z Pawłem Hankiewiczem debiutowali na trasie Rajdu Bohemia w nowym samochodzie - Citroenie C2. Czy to oznacza zmiany w drugiej połowie sezonu RPP? O rajdach po czesku rozmawiamy z Agnieszką.

fot. Mateusz Senko

Startujecie w pełnym sezonie Rajdowego Pucharu Polski, a wystartowaliście w miniony weekend w eliminacji Mistrzostw Polski – Rajdzie Bohemia, jak to możliwe?
Po prostu nie startowaliśmy w eliminacji RSMP, tylko w samym rajdzie Bohemia. Wprawdzie jechaliśmy te same odcinki, co czołowi polscy zawodnicy, ale sposób zgłoszenia oraz potrzebne do startu uprawnienia były zupełnie inne.

Jak oceniasz poziom trudność Rajdu Bohemia w stosunku do RPP? Miałaś problem ze zmęczeniem,  dwudniowym upałem i przestawieniem się na bardziej wymagające rozgrywki?
Rajd Bohemia ma najwyższy stopień trudności w skali FIA i jest nieporównywalnie bardziej wymagający, niż rajdy rozgrywane w Polsce. Nazwałabym go rajdem tysiąca zakrętów! Ale z przestawieniem się nie miałam trudności, gdyż już mieliśmy wcześniej okazję startowania w rajdach dwudniowych, jednak panujący upał dawał nam mocno w kość. W sobotę był + 34 stopnie w cieniu!

fot. Mateusz Senko

Jak oceniasz pomysł rozgrywania polskich eliminacji rajdowych za granicą?
Jestem wielka fanką organizowania eliminacji za granicą ponieważ, pomimo mojego krótkiego doświadczenia (jeżdżę dopiero 5 lat), to niektóre polskie odcinki znam już na pamięć. A w rajdach chodzi o nowe wyzwania, a co się z tym wiąże – rozwój zawodnika, który jest możliwy tylko wtedy, gdy trasy będą się zmieniały.

Podobała Ci się organizacja rajdu po czesku?
W kwestii organizacji rajdu nie mam żadnych zastrzeżeń – Czesi są naprawdę bardzo wyluzowani i bardzo pozytywnie nastawieni do zawodników. Pierwszego dnia mieliśmy taką sytuację, że na odcinku dogoniliśmy załogę, która jechała przed nami. Jechaliśmy chwilę za nimi, po czym wpadliśmy, praktycznie jednocześnie na metę. Byliśmy tym nieco zmartwieni, obawialiśmy się kolejnych strat czasowych – bo kolejne odcinki były jeszcze dłuższe. Jednak po dojechaniu na kolejną odcinek, od razu powiedziano nam, że dostajemy dodatkowa minutę przed startem, aby taka sytuacja się nie powtórzyła. To się nazywa super organizacja!

Wystartowaliście w nowym dla Was samochodzie Citroenie C2. Jak wrażenia w porównaniu z mocniejszą, ale bardziej awaryjną  Hondą?
Sama Honda nie jest awaryjna – problemy dotyczą jedynie kłowej skrzyni, z którą w tym roku producent ewidentnie nie może dać sobie rady. A C2 to taka mała zabawka, krótka, nerwowa, ale dająca dużo frajdy z jazdy!

fot. Mateusz Senko

Mieliście jakieś przygody w związku z małą znajomością  samochodu i tras?
Przygód na tym rajdzie było bardzo dużo bo: trudne trasy + nowy samochód = przygody! Ważne, że wszystkie dobrze się skończyły. Serdecznie przepraszamy Pana, któremu zaparkowaliśmy w ogródku…

Czym pojedziecie resztę sezonu RPP?
Jak widać na liście zgłoszeń do Rajdu Krakowskiego postawiliśmy na Citroena.

Jesteście zmotywowani do walki, czy raczej jakiś czas poświecicie na naukę samochodu?Zawsze walczymy! Rajd  Bohemia to był czas nauki, a teraz na Rajdzie Krakowskim trzeba będzie walczyć o punkty, których nam w tym sezonie (z powodu awaryjności samochodu) – tak bardzo brakuje.

Czy w dalszych planach jest może cykl Citroen Trophy w RSMP?
Trudno w tej chwili coś prorokować, ponieważ nawet nie wiadomo, czy w przyszłym roku będzie kontynuowany program Citroen Trophy.

Najnowsze

Matki, żony, kochanki zawodników MotoGP

Kobiety na wyścigach kojarzą się zazwyczaj z długonogimi, skąpo odzianymi pięknościami, trzymającymi parasole na polach startowych. A jak wygląda życie kobiet, które związały się z gwiazdami MotoGP? Wcale nie jest lekkie...

Casey Stoner z żoną Adrianą.
fot. Łukasz Świderek/archiwum MRM  

Mick – dziennikarz magazynu Motormania – próbował się dowiedzieć jak wygląda życie kobiet, które związały się z gwiazdami MotoGP. Pytał, dociekał i obserwował, a po tym co zobaczył, jego życie już nigdy nie było takie samo… 

Kobiety na wyścigach kojarzą się zazwyczaj z długonogimi, skąpo odzianymi pięknościami, trzymającymi parasole na polach startowych. One same zresztą marzą pewnie tylko o tym, aby wyjść za mąż za któregoś z czołowych zawodników i do końca życia podróżować, trwoniąc milionowe fortuny. Spójrzmy tylko na żonę Caseya Stonera, Adrianę. Kamery operatorów MotoGP ją uwielbiają i wydawać by się mogło, że jedynym jej obowiązkiem jest ładnie wyglądać w garażu zespołu Ducati – oczywiście w przerwach pomiędzy robieniem zakupów w różnych zakątkach świata. Okazuje się jednak, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej.

– Ludzie myślą, że to wspaniałe życie, podróże i balangi, ale choć odwiedzamy najpiękniejsze miejsca na świecie, nigdy nie mamy czasu na zwiedzanie, czy shopping i bardzo rzadko w ogóle opuszczamy tor – tłumaczy Ashley Hopkins, żona byłej gwiazdy MotoGP i World Superbike, a w tym roku zawodnika amerykańskich mistrzostw Superbike, Johna Hopkinsa. – Na samym początku John ostrzegł mnie, że kiedy jest kontuzjowany, bardzo trudno z nim wytrzymać i faktycznie ostatni rok nie był lekki, ale takie są uroki tego sportu. Poza tym, trzeba przyzwyczaić się do tego, że twoim drugim domem stają się lotniska, a opóźnienia i godziny tam spędzone to norma.

Ashley Hopkins, żona żona byłej gwiazdy MotoGP i World Superbike – Johna Hopkinsa.
fot. Łukasz Świderek/archiwum MRM  

– Czasami chciałabym, żeby robił coś naprawdę nudnego, na przykład był księgowym – żartuje Toni Pinion, wieloletnia dziewczyna aktualnego filaru Kawasaki w World Superbike, Chrisa Vermeulena. – Mówiąc już całkiem serio, najgorsze są podróże i fakt, że tyle czasu spędza się z dala od rodziny i przyjaciół. W zeszłym roku, kiedy Chris jeździł w Rizla Suzuki, opuściłam dwie rundy MotoGP, bo byłam po prostu zbyt zmęczona. Poza tym, podczas weekendu wbrew pozorom spędzam bardzo mało czasu z Chrisem, ponieważ on jest bardzo zajęty. Moje życie zmieniło się dramatycznie, ale wszystko ewoluowało powoli, od pierwszych startów Chrisa w World Supersport, gdzie nie było jeszcze tak pracowicie, aż do MotoGP i znów WSB. Poznaliśmy się na Brands Hatch. Odbywała się tam tradycyjna impreza. Dorywczo zajmowałam się modelingiem i po zawodach utknęłam w korku, więc najzwyczajniej w świecie zostawiłam auto i poszłam potańczyć. Poznaliśmy się, a po imprezie Chris odwiózł mnie do auta swoim skuterem. Na początku myślałam, że jest mechanikiem!

Ach, te kobiety!
Potrafią zakręcić facetom w głowach. Także zawodnikom! Kevin Schwantz wiele lat temu obiecał dać 20 tys. dolarów każdemu, kto uwiedzie żonę jego głównego rywala. Żona innego zawodnika Grand Prix wiele lat temu zdradziła go z jednym z mechaników, po czym napisała o tym nowelę, która na zachodzie okazała się hitem. Całkiem niedawno z kolei jednego z zawodników, razem z własnym ojcem, przyłapano w pokoju hotelowym na… może nie będziemy wchodzić w szczegóły.

Obecnie wielu zawodników MotoGP jest jednak znacznie mniej „wylewnych”. Wszyscy kibice kojarzą Adrianę Stoner, albo Ingrid Capirossi, ale już partnerki Miki Kallio i Andrei Dovizioso na zawodach pojawiają się rzadko… podobnie jak ich dzieci! Valentino Rossi, choć przez wiele lat spotykał się z włoską artystką i nawet często pojawiała się ona na zawodach, garażu i kamer unikała jak ognia, stąd zazdrośnicy wysnuwali czasami niedorzeczne plotki na temat „Doktora”. Tymczasem obrońcę tytułu paparazzi przyłapali niedawno w tropikach z nową sympatią.

Ashley u boku męża.
fot. Łukasz Świderek/archiwum MRM  

Okazuje się, że życie u boku Mistrza Świata jest zupełnie inne niż mogłoby się wydawać, a wie o tym najlepiej Ingrid Capirossi, która pod koniec lat 90. porzuciła karierę modelki i producentki telewizyjnej, po tym jak poznała Lorisa.
– Wszystko jest wspaniałe poza kontuzjami – tłumaczy Ingrid. – Podczas Grand Prix Włoch w 1999 roku Lorisa wykluczono z następnego wyścigu, więc zamiast do Barcelony, z Mugello udał się do San Remo. Poznaliśmy się w dyskotece. Wcześniej nigdy nie widziałam nawet jednego wyścigu i nie miałam pojęcia, kim jest, ale to było nasze przeznaczenie.

Podobnie jak sami zawodnicy, także ich żony i dziewczyny zawierają na torze przyjaźnie.
– Kilka lat temu wielu zawodników odeszło z MotoGP, a razem z nimi ich partnerki, więc zostałam sama, ale wtedy poznałam Ingrid i zaprzyjaźniłyśmy się – mówi Toni. – Teraz to my zmieniliśmy serię i wszystko zaczyna się od nowa.
– Zawsze przyjaźniłam się z Manuelą Locatelli, a także Toni, ale teraz obie opuściły paddock. Wcześniej dużo czasu spędzałam z dziewczyną Valentino Rossiego, ale gdy zerwali, przestała pojawiać się na wyścigach. Tak czy inaczej, nie nudzę się podczas weekendów. Ciągle jest coś do zrobienia, a poza tym nigdy nie opuszczam toru, bo nie ma czasu na zakupy. Kiedy John jeździł w Kawasaki, pracowało tam wiele dziewczyn, ale także dziewczyna Anthony’ego Westa często przyjeżdżała na tor, podobnie jak żona Colina Edwardsa, Alyssia – mówi Ashley Hopkins, która z powodu częstych kontuzji męża i startu w zaledwie kilku rundach World Superbike, rok temu nie zdążyła zawiązać żadnych przyjaźni w nowej serii. 

Podczas zawodów żony i dziewczyny nie stoją bezczynnie w garażach, a mają znacznie więcej obowiązków.
– Dainese cały czas rozwija swoją poduszkę powietrzną, dlatego po każdej sesji idę do ich inżynierów z kombinezonem, z którego zgrywają dane – wyjaśnia Toni. – Poza tym, dbam o porządek w naszym motorhome’ie i zajmuje się różnymi szczegółami.

– Na samym torze robię niewiele, bo John nie chce, abym się w nie angażowała, ale po zawodach mam sporo obowiązków – dodaje Ashley. – Zajmuje się stroną internetową i wieloma formalnościami, a podczas zawodów dbam o kombinezony i kaski, a także zajmuje się jedzeniem.

Ingrid Capirossi (po prawej).
fot. Łukasz Świderek/archiwum MRM  

Choć mają większą wiedzę o wyścigach niż niejeden wierny kibic, same nie uważają się za fanki sportu.
– Lubię wyścigi, ale to nie jest całe moje życie – twierdzi Toni, a Ashley dodaje:
– Na samym początku nie wiedziałam o tym sporcie absolutnie nic. John zapoznał mnie z innymi zawodnikami, ale musiał po kilka razy przypominać mi ich imiona, bo nie mogłam ich zapamiętać.

Pewnie zastanawiacie się teraz jak potoczyłyby się ich losy, gdyby nie spotkały facetów swoich marzeń? – Nawet sobie tego nie wyobrażam! – mówi Toni. – Pewnie wciąż mieszkałabym w Cambridge, chodziła do nudnej pracy, spędzała wieczory w pubie i weekendy w siłowni, bo tak to kiedyś wyglądało.

– Kiedy się poznaliśmy, pracowałam jako modelka w Mediolanie i zajmowałam się także produkcją telewizyjną – dodaje Ingrid. – Pewnie nadal bym to robiła, chociaż dzisiaj najważniejsze jest dla mnie bycie matką i spędzanie jak największej ilości czasu z naszym synkiem.

– Pracowałam jako agent nieruchomości i tancerka, więc pewnie nadal bym to robiła – kończy Ashley.
– Mimo wszystko pieniądze i sława Johna zupełnie się dla mnie nie liczą. Najważniejsze jest to, że poznałam faceta swoich marzeń i nawet gdybyśmy stracili to wszystko, nigdy bym go nie zostawiła. Wiele osób myśli, żony sławnych i bogatych są z nimi tylko dlatego, co mają, ale nie zawsze tak jest.

Trudny i przepełniony mrożącymi krew w żyłach kontuzjami, miniony sezon Hopkinsa potwierdza te słowa. Szczęściarze z tych zawodników! 

fot. Łukasz Świderek/archiwum MRM   

Artykuł ukazał się w magazynie „Motormania”

 

Najnowsze

Idalia Czarnocka 6. po I i II rundzie Pucharu Moraw

"I i II runda Pucharu Rotax odbyła się na torze w Biłgoraju przy zmiennej pogodzie. Nie obyło się bez problemów. Na pierwszym piątkowym treningu okazało się, że rozleciało mi się sprzęgło, w związku z czym musieliśmy wymienić silnik" - opisuje wyścigi kartingowe Idalia Czarnocka.

W tegorocznym regulaminie polskiej edycji Pucharu Rotax jest napisane, że jeżeli silnik zakupiony za granicą nie zostanie przed zawodami sprawdzony i zaplombowany przez jedynego polskiego dealera tych jednostek, tenże dealer dostarcza zawodnikowi jedną ze swoich. Po tym, jak mój silnik nie nadawał się już do jazdy, udałam się do dystrybutora, aby odebrać następny motor. Tym razem mój mechanik nie mógł przyjechać do Biłgoraju, zatem byłam na zawodach sama z tatą. Zdemontowanie silnika, wstawienie  drugiego oraz poustawianie całego sprzętu zajęło nam cztery  godziny. Po pierwszym odpaleniu jednostki zaczęła lecieć z  niego woda. Okazało się, że uszczelki pod pokrywą głowicy nadawały się tylko do wymiany.

fot. z archiwum Idalii Czarnockiej

Od rana padał deszcz, więc nie kryłam swojej radości. Kiedy w końcu wyjechałam na trening okazało się, że mamy kolejny problem z dostarczonym silnikiem. Pomimo wymienionej dyszy, właściwej zębatki, zmienionego akumulatora i cewki, sprzęt przy wysokich prędkościach odmawiał współpracy.

W sobotę było ciepło i cały dzień świeciło słońce, a jedyny trening przed czasówką wypadł tragicznie z powodu ciągłych problemów ze sprzętem. Na kwalifikacjach zajęłam daleką, jedenastą pozycję. Na starcie do przedfinału udało mi się przebić o trzy miejsca do przodu, jednak na drugim kółku niefortunnie wylądowałam w błotku. Potem do końca wyścigu próbowałam dogonić stawkę. W finale przebiłam się o cztery miejsca na starcie, jednak z powodu braku wystarczającej prędkości na prostej, spadłam o dwie pozycje i ukończyłam wyścig na ósmej pozycji. W generalce pierwszej rundy po finale i przedfinale zajęłam dziewiąte miejsce.

fot. z archiwum Idalii Czarnockiej

Podczas drugiej rundy, w niedzielę, padał deszcz. Na treningu przed czasówką jeździło mi się bardzo dobrze. Sprzęt świetnie się prowadził. Oczywiście wszyscy z lepszymi maszynami odjeżdżali daleko na prostej, nawet po 30 metrów, ale udawało mi się to nadrobić na zakrętach. Pomimo tego wykręcałam czasy dające mi piąte miejsce. Niestety w kwalifikacjach zajęłam nie najlepszą ósmą pozycję. W przedfinale tuż po starcie poprzedzającym mnie kart wjechał w największą kałużę na torze i niestety wszystko poleciało na mnie. Wszystko wlało mi się pod mój deszczowy kombinezon. Jazda w mokrym ubraniu, z jeziorem w butach zdecydowanie nie należy do najprzyjemniejszych, jednak – po mniejszych i większych przygodach – zakończyłam przedfinał na siódmym miejscu. W finale udało mi się przebić o jeszcze jedną pozycję do przodu, co w klasyfikacji ogólnej zawodów dało mi czwarte miejsce – teoretycznie najgorsze z możliwych, jednak dla mnie szczęśliwe – po takich problemach z silnikiem byłam naprawdę zadowolona.

Po obu rundach zajmuję teraz szóste miejsce i niecierpliwie oczekuję następnego wyścigu w Pucharze Polski, ponieważ pojadę w nim z własnym silnikiem w karcie i będę mogła dać z siebie wszystko.

Jednak najbliższy wyścig, w którym wezmę udział to kolejne eliminacje Mistrzostw Słowacji, które odbędą się na austriackim torze w Brucku.

Najnowsze

„Legendy naszej motoryzacji” Aleksander Sowa

Poznaj legendarne polskie samochody, motocykle, prototypy i inne wyjątkowe maszyny oraz mało znane fakty z życia ich twórców. Zanurz się w lekturze o korzeniach krajowego automobilizmu i motocyklizmu. Dowiedz się o pojazdach, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, niestety...

Polska motoryzacja jest trochę jak Britney Spears – wszyscy mówili, że się skończyła, a przecież wróciła i z mozołem pracuje, by jaśnieć dawnym blaskiem.  Polską motoryzację też niektórzy skazali na straty, gdy zakończono produkcję poczciwego maluszka, poloneza czy dużego fiata. Tymczasem ona… nadal istnieje!

Książka autorstwa Aleksandra Sowy pt. „Legendy naszej motoryzacji” to cenny zbiór oddzielnych rozdziałów – opowiadań, napisanych lekkim piórem, wesoło, z ironią i humorem graniczącym czasem z bezczelnością, w których poruszane są zagadnienia zarówno techniczne, jak i historyczne. Prezentowane w niej unikalne ciekawostki, mało znane fakty, biografie ludzi, którzy poświecili się budowaniu krajowej myśli technicznej i kreowali polski sport motorowy, potrafią wciągnąć czytelnika bez reszty.

 

Czytając tę pozycję można uśmiać się do łez, ale też wzruszyć losem niezwykłych ludzi i wykreowanych przez nich maszyn. Zdarza się szeroko otworzyć oczy ze zdziwienia dowiadując się o dokonaniach Polaków, o których dotąd nie mieliśmy bladego pojęcia. Tekst czyta się niczym powieść, nawet na ekranie komputera; wisienka na torcie jest ponad 100 w większości niepublikowanych nigdzie dotąd fotografii.

Co kryją „Legendy naszej motoryzacji”?
– unikatowe zdjęcia samochodów, począwszy od pierwszego polskiego samochodu: CWS T-1 z 1928 r., a skończywszy na zabójczo pięknym Leopardzie
– historie konstrukcji prototypowych, które nigdy nie ujrzały światła dziennego: Syrena Sport, Warszawa 210, Beskid, Wars, Clic
– losy pojazdów, o których niewielu już pamięta: CWS T-1, Mikrus, Meduza, „Kubuś”, Polonez Coupé
– kulisy budowy takich kultowych aut, jak: Warszawa, Syrena, Fiat 125p i 126p, Żuk, Star, Polonez
– historie motocykli, które były częścią młodości nie tylko naszej, ale i naszych ojców, a może i dziadków: Junak, WSK, WFM
– opowieści o ujmujących pojazdach produkowanych obecnie w Polsce: Leopard, Nestor, Solaris, Colo
– wiele innych samochodów oraz legend pokrewnych gałęzi przemysłu: najszybsza kolej w Polsce, największy silnik okrętowy czy sławne pojazdy militarne.

 

Dzięki lekturze dowiesz się o:
– jedynym na świecie samochodzie (polskim), który można było rozebrać na części i złożyć z powrotem za pomocą tylko dwóch dwustronnych płaskich kluczy i wkrętaka!
– najniebezpieczniejszych samochodach świata,
– najbardziej chybionych konstrukcjach wszechczasów,
– najpiękniejszych aucie zza żelaznej kurtyny lat 60., czyli polski samochód, który powstał w 13 dni!

„Legendy naszej motoryzacji”  to książka o maszynach, które mają dusze. To pozycja, która będzie perełką w biblioteczce każdego kochającego zapach spalin. Znajdziesz w niej m.in. opisy następujących pojazdów i niezwykłych osób:

fot. e-bookowo

Jaskółka Baryckiego, SKAF, samochód Polonia, Ralf-Stetysz, Iradam, AS Libermanna, WM Mrajskiego, Radwan, Lux-Sport – PZInż 403, AW Więckowskiego, ciągówka Taylora, CWS T-1, CWS T-4, CWS -T 8, samochód pancerny Tf-c (FT-B) model 1920, CWS M-55, CWS M-111 (sokół 1000),  CWS M-121, CWS M-211  (Sokół 600), Sokół 200 M-411, Sokół 125, SHL 98, SHL M04, Star 20, Star 266, Star 660, FSO-Warszawa, Warszawa 210, FSO-Syrena, FSO-Syrena Sport, Syrena 110, MR-300 Mikrus, WFM, Komar, FSO Maraton 125, Polski Fiat 126p, Polski Fiat 125p, Monte Carlo, Akropolis,  125p rally, FSO 1500, PR 110, San, SFA, Odra, Jelcz 043, Skoda 706 RTO, 272 MEX, Lublin 51, Żuk, Nysa, Tarpan, Tarpan Honker, Formuła Polonia, Formuła Wolna, Formuła Ester, Formuła Junior, Formuła 126p, Ursus C-328, C-325, BIS, Niki, Personal 4, Bambino, Bombel, Kombi, Long, BOSMAL Cabrio 126, Traction Avant Ryjek, Wadera, Colo, 126 Steyr, 126 Diesel, PF 126p-650 NP, PF 126p 600 R1, PF 126p 600 R2, 126p 650 RA, 126 BIS Rally, LPT, Beskid, FSO Wars, Polonez 1.5 X Coupé, Clic, WSK Sarenka, WFM M-16 Tarpan, SHL JR2, Moto-Rak, Osa, Junak, M13 i M14 Iskra, Junak RX 125,  Junak 250 Millenium,  Romet RM 125, SHL, WFM,  Komar, Nestor, Leopard, AZM Dzik, Solaris Vacanza, silniki S-40, S-15, S-17, S01, 9D55,  Zakłady Jelcz-Laskowice, Turbinka Kowalskiego, droga międzynarodowa A18, wagon Lux-torpeda, transporter opancerzony SKOT, powstańczy samochód pancerny Kubuś, Czesław Tański, Tadeusz Tański i Marian Bublewicz.

 

Więcej informacji http://www.wydawca.net/legendy-naszej-motoryzacji.htm

Cena egzemplarza 19,90 złotych i  kupisz go na stronie e-bookowo lub Dobry ebook.

Patronat nad książką objęła Motocaina.pl

Najnowsze

Rajd policjantek na motocyklach

W ten weekend zakończył się nietypowy rajd, który wyruszył 1 lipca z Hamburga w kierunku Bieszczad. Uczestniczyło w nim siedem kobiet - motocyklistek, a jednocześnie policjantek z Bundespolizei i Landespolizei z Mecklenburg-Vorpommern oraz Schleswig-Holstein Niemcy.

fot. Blue Knights Germany

Co prawda panowie dominowali na rajdzie, jednak panie radziły sobie świetnie – trasa przejazdu liczyła w sumie 3000 kilometrów. Wystartowano z Hamburga, przez Luebeck i Rostock, by w końcu trafić w przyjazne Bieszczady. Tam zaplanowano m.in. odwiedzanie placówek granicznych Straży Granicznej w Ustrzykach Górnych, Wetlinie, Krościenku, Czarnej i Stuposianach. Codziennie odbywały się także seminaria tematyczne i mnóstwo atrakcji tj. przejazdy w asyście i na sygnałach. Uczestnicy wzieli udział w Targach Końskich w Lutowiskach i Lesko Country, gdzie zorganizowano paradę motocykli. Policjantki odwiedziły także Solinę i Polańczyk. Na końcu trasy wyznaczono konkretny cel – wyjazd do Lwowa.

Już niebawem na Motocaina.pl zamieścimy relację policjantek – motocyklistek z Internationale Motorradtour Bieszczady 2010.

Patronat honorowy nad rajdem objął Komendant Wojewódzki Policji we Wrocławiu i Rzeszowie oraz Krakowie i Komendant Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

Najnowsze