Joanna Szymków-Matuszewska

Renault Clio – test długodystansowy piątej generacji Clio 1.0 TCe 100 5MT

Nie tak dawno temu miałyśmy okazję zetknąć się pierwszy raz z nową generacją Renault Clio podczas sierpniowej prezentacji modelu w Karkonoszach, która zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie a już chwilę później mogłyśmy przeprowadzić test długodystansowy tego modelu z trzycylindrowym silnikiem benzynowym z turbodoładowaniem o pojemności 1.0 litra i mocy 100 KM.

Nie tak dawno temu miałyśmy okazję zetknąć się pierwszy raz z nową generacją Renault Clio podczas sierpniowej prezentacji modelu w Karkonoszach, która zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie (nasz tekst z tego wydarzenia: https://www.motocaina.pl/artykul/piata-generacja-renault-clio-czy-bedzie-modelem-na-piatke-37627.html), a już chwilę później mogłyśmy przeprowadzić test długodystansowy tego modelu z trzycylindrowym silnikiem benzynowym z turbodoładowaniem o pojemności 1.0 litra i mocy 100 KM. Taka konfiguracja w połączeniu z pięciostopniową manualną skrzynią biegów zapewne będzie najbardziej popularnym wyborem klientów zainteresowanych Clio, więc postaramy się Wam przybliżyć nasze wrażenia z testu jak najdokładniej.

Zaczynając od tego, co widać na pierwszy rzut oka – odbierałam samochód w jeden z tych deszczowych, jesiennych dni, ale jak zobaczyłam kolor nadwozia modelu, który trafił do nas na testy, aura nie miała już znaczenia, a uśmiech pojawił się na twarzy. Tak właśnie działa nowy kolor wprowadzony przez Renault przy okazji piątej generacji Clio – Celadon Blue. Zresztą chyba nie tylko na mnie, bo przez cały okres testów znacznie więcej osób na ulicach się do mnie uśmiechało. 

Jeśli czytaliście wcześniejsze teksty o tym modelu, albo już nawet widzieliście go na ulicy, nie będzie dla Was niespodzianką, że nowe Clio zachowało podstawowe cechy znanej już użytkownikom dróg sylwetki. Zmiany dokonały się przede wszystkim w sferze reflektorów, które zostały wytworzone w technologii full LED i w nawiązaniu do innych modeli Renault przybrały kształt litery C. Nowe Clio stało się też bardziej drapieżne i potężne od poprzedniej generacji, a to za sprawą poprowadzonych na masce przetłoczeń, schowanych pod maską wycieraczek i poszerzonych wlotów powietrza. Tył samochodu został z kolei wizualnie poszerzony poprzez całkowite spasowanie klapy bagażnika ze zderzakiem i zastosowanie dość nowatorskiego posunięcia – przeniesienia przycisku do otwierania bagażnika tuż nad tylną tablicę rejestracyjną. Niestety poza wizualnymi aspektami, akurat to rozwiązanie nie jest raczej zbyt fortunne – obszar tuż nad tylną tablicą jest zazwyczaj tym najbrudniejszym, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Od teraz każde otwieranie bagażnika w Clio stanie się zwyczajnie brudną robotą.

Całość zgrywa się ze sobą bardzo fajnie i choć nie znajdziemy w samej sylwetce diametralnych różnic odróżniających piątą generację od poprzedniej, to jednak nowe Clio o wiele bardziej cieszy oko niż jego starsza wersja. Projektanci zadbali przy tym o to, aby takie detale, jak chromowane elementy obramowania drzwi, chromowana listwa dolna poprowadzona wzdłuż drzwi i chromowane obramowania reflektora przeciwmgielnego, dodawały sylwetce szyku i elegancji (elementy te są dostępne od wersji Intens wzwyż).

Wszyscy, którzy dość dobrze znają czwartą generację Clio i jego surowe wnętrza chcemy uspokoić – wnętrze nowego Clio jest całkowicie odmienione i daje niemałą przyjemność z przebywania w nim. Szczególnie w wersji wyposażeniowej Intens, którą dostałyśmy do testów. Nie jest to najwyższy oferowany przez Renault standard wyposażenia, którym jest R.S. Line, mimo to Intens posiada w standardzie naprawdę wiele ciekawych funkcji i udogodnień. Są to m.in. oświetlenie ambientowe LED z opcją wyboru koloru i natężenia oświetlenia, skórzana, wielofunkcyjna kierownica, zespół zegarów i wskaźników elektronicznych z wyświetlaczem cyfrowym 7- lub 10-calowym i całkiem sporo elementów miękkich imitujących skórę – w naszej testówce w kolorze białym, co bardzo fajnie rozświetlało czarne elementy kokpitu i wnętrza. Użyte w nowym Clio materiały są materiałami wysokiej jakości, a spasowanie wszystkich elementów jest naprawdę dobre – nic nie trzeszczy, a całość jest przyjemna w dotyku. Bolączka poprzedniej generacji, czyli nadmiernie surowe i plastikowe wnętrze ze wskaźnikami, które zatrzymały się w czasie, tym samym poszła w niepamięć.

Wnętrze samochodu to jednak nie tylko materiały i wizualne doznania, ale przede wszystkim centrum zarządzania każdego pojazdu – konsola. Ta w nowym Clio została przesunięta do góry, a u jej szczytu umieszczony został duży, pionowy, dotykowy tablet o średnicy 9,3 cala. To dzięki niemu możemy zarządzać większością funkcji, w które wyposażone jest nowe Clio. U dołu tabletu znajdują się ikonki, po naciśnięciu których system przeniesie nas do nawigacji, radia, ustawień trybu jazdy czy oświetlenia (system Multisense umożliwia spersonalizowanie naszego pojazdu). Tablet ma stałe połączenie z siecią, dzięki czemu używając nawigacji możemy wybrać najszybszą drogę uwzględniającą natężenie ruchu, a w razie braku paliwa wybrać stację, na której są aktualnie najkorzystniejsze ceny. Na tablecie możemy mieć też wyświetlane informacje ze świata i prognozę pogody w miejscu, w którym aktualnie przebywamy. Tablet jest skierowany ku kierowcy, co sprawia, że jego obsługa jest bardzo wygodna, a informacje na nim wyświetlane czytelne, niezależnie od kąta padania promieni słonecznych. Jedyną przeszkodą mogą być odciski palców, które na tablecie zostają natychmiast. Ekran tabletu jest błyszczący i niestety zbiera wszystkie ślady palców, nawet te najmniejsze, co po całym dniu korzystania wygląda niespecjalnie dobrze.

Zasiadając w tak skonfigurowanym, nowym Clio, można się poczuć jak w samochodzie z wyższej półki. 
Tak jak na zewnątrz nadwozia chromowane elementy, tak i wewnątrz znajdziemy detale, które sprawiają, że spojrzymy na piątą generację Clio z zaciekawieniem. Projektanci zadbali, żeby nasze oko cieszyły białe przeszycia skórzanych foteli – swoją drogą bardzo wygodnych, metalowe wykończenia pokręteł ustawień nawiewu i temperatury, żaluzjowe zamykanie schowka na kubki w konsoli środkowej czy półeczka na telefon z ładowarką indukcyjną w opcji. Do tego możliwość personalizacji elektronicznych wskaźników, ustawienia ich w trybie nocnym, automatyczny hamulec z funkcją Auto-Hold, kamera 360 stopni oraz podgrzewane przednie fotele i kierownicę i otrzymujemy samochód w naprawdę wysokim standardzie. 

Jednak wygląd to jedynie połowa sukcesu – druga, ta ważniejsza na co dzień, to właściwości jezdne. I nie oszukam Was, gdy powiem, że te w nowym modelu zachwyciły mnie najbardziej. Nowe Clio zostało zbudowane na nowej platformie CMF-B – krótszej od poprzednio stosowanej płyty podłogowej o 12 mm i lżejszej o 50 kg. Jednak największą robotę robi zoptymalizowany skok zawieszenia, usztywnione przednie zawieszenie i zmniejszony do 10,5 m promień skrętu. Dzięki tym rozwiązaniom Clio prowadzi się jak po sznurku i jest to czysta przyjemność. Mimo usztywnienia przedniego zawieszenia, pasażerowie nie narzekają na brak komfortu podczas jazdy – samochód dobrze wybiera wszelkie nierówności. I choć pod maską krył się jedynie litrowy, trzycylindrowy silnik, to w połączeniu z dołożonym turbo Clio zaskakiwało – było elastyczne i całkiem żwawe. Pewne niedobory mocy dały się odczuć dopiero podczas jazdy w warunkach autostradowych, jednak i to nie było męczące. Samochód osiągał autostradowe prędkości bez większego problemu. 

Jakość jazdy poprawiają dodatkowo zastosowane w nowej generacji modelu systemy bezpieczeństwa – aktywny system wspomagania nagłego hamowania z funkcją wykrywania pieszych i rowerzystów, system kontroli martwego pola, system rozpoznawania znaków drogowych wraz z systemem ostrzegania o nadmiernej prędkości i oczywiście system kontroli pasa ruchu. Nie musiałyśmy testować tego pierwszego, jednak wszystkie inne działały bez zarzutu.

Po tygodniu spędzonym z nowym Clio powiem otwarcie – jestem pod wrażeniem tego, jak z małego, niepozornego wcześniej auta można zrobić naprawdę przebojowy i świetny w prowadzeniu kompakt. Renault postawiło na podrasowanie wyglądu, powiększenie i radykalne unowocześnienie  wnętrza oraz dopracowanie właściwości jezdnych i wprowadzenie nowatorskich systemów bezpieczeństwa, a całość jest  zdecydowanie receptą na sukces. Co więcej, cena może nie należy do najniższych (nasz model 1.0 TCe 100 w wersji Intens zaczyna się od 62.900 zł), ale mając na uwadze ilość udogodnień w tym samochodzie nie jest ona porażająca. Każdy bowiem, kto wsiądzie do piątej generacji Clio będzie czuł się jak w wysokiej klasy kompakcie i nie będzie chciał zbyt szybko z niej wychodzić. Ja nie chciałam. Nawet po tygodniu.;)

Najnowsze

Legendarne rajdówki Toyoty w San Marino

Rally Legend już po raz 17. przyciągnęło entuzjastów rajdowych klasyków do miejscowości San Marino we Włoszech. Emocje wśród fanów wzbudzały Toyoty ze złotych czasów rajdowej rywalizacji jak Corolla WRC czy Celica ST 165.

Rally Legend to niesamowite i niecodzienne spotkanie rajdowej przeszłości z teraźniejszością. W jednej imprezie startują samochody, które przed laty rywalizowały na trasach mistrzostw świata, Europy i w krajowych czempionatach, można też zobaczyć najnowsze konstrukcje rajdowe, a także repliki najbardziej legendarnych aut. Za kierownicami samochodów widzimy zarówno topowych kierowców, jak i amatorów, dla których to po prostu przygoda życia. Wśród kultowych aut nie brakuje rajdowych Toyot.

Tysiące kibiców koczują przy trasie, by podziwiać auta, które od lat trafiają na plakaty. Wśród najmocniejszych rajdówek kibice mogli podziwiać Toyotę Corollę WRC w malowaniu fabrycznego zespołu, który w latach 1997-1999 rywalizował w mistrzostwach świata. Auto ma dwulitrowy silnik o mocy 300 KM, napęd na cztery koła i sekwencyjną, sześciobiegową skrzynię. To jedna z ikon przełomu wieków. Takim autem w 1998 roku Carlos Sainz i Luis Moya bili się o tytuł mistrzów świata do ostatnich metrów Rajdu Wielkiej Brytanii, a Toyota Team Europe zdobyła tytuł wśród producentów.

Corolla WRC w rękach Sainza oraz Didier Auriola wygrała cztery rundy WRC, a trzydzieści razy dojeżdżała na podium. W imprezie w San Marino nie zabrakło też innej rajdówki, którą z sukcesami ścigał się Sainz – Toyoty Celiki ST 165. Takim autem Hiszpan wyjeździł swoje pierwsze mistrzostwo świata w 1990, wygrywając cztery z 12 rajdów. A sama Celika na pierwszym miejscu stawała w 13 rajdach mistrzostw świata. Za kierownicą auta zasiadały prawdziwe legendy jak Juha Kankkunen czy Bjorn Waldegard. Ale potwory ze złotych rajdowych czasów to nie jedyne klasyczne Toyoty, które można było zobaczyć podczas Rally Legend. Na przełom lat 70. i 80. można było się przenieść dzięki przejazdom Toyoty Starlet i Toyoty Celiki 1600.

Rajdowe święto w San Marino przyciąga też kierowców z Polski. Wśród aut sprzed 1982 roku i z rajdową przeszłością nie zabrakło Saaba 96 V4 Rally Pawła Hoffmana, który od lat rywalizuje w Motul HRSMP. Ten wyjątkowy samochód jest jedyną rajdówką na polskich trasach, która w przeszłości rywalizowała w mistrzostwach świata i Europy. W imprezie w San Marino pojechali też Grzegorz Olchawski (Audi Quattro S1) oraz Jan Chmielewski (Citroen C2 S1600).

Najnowsze

Przeładowana ciężarówka z bardzo długą listą usterek

O ponad 5 ton za dużo ważyła ciężarówka przewożąca ziemię, którą zebrano w trakcie prac związanych z utrzymaniem dróg. Wywrotkę skontrolował patrol dolnośląskiej Inspekcji Transportu Drogowego i ujawnił poważne usterki stanu technicznego.

Na terenie powiatu legnickiego inspektorzy dolnośląskiej ITD zauważyli ciężarówkę przewożącą ziemię zebraną z pobocza jednej z dróg. Kierowca nie zabezpieczył ładunku sypkiego plandeką, a jego ilość wskazywała na możliwość przeładowania pojazdu.

Ciężarówka została zatrzymana i skierowana do punktu kontrolnego w Legnicy. Tam została zważona i poddana szczegółowej kontroli. Dopuszczalna masa całkowita została przekroczona o ponad 5 ton. Oprócz tego okazało się, że zapis określający DMC w dowodzie rejestracyjnym pojazdu jest niezgodny z przepisami – zamiast 26 ton został określony na 34,5 tony.

Stan techniczny samochodu też wzbudzał poważne zastrzeżenia inspektorów ITD. Stwierdzono nieszczelność układu pneumatycznego i układu wydechowego, wycieki płynów eksploatacyjnych oraz niesprawność oświetlenia. Inspektorzy skierowali ciężarówkę do najbliższej stacji kontroli pojazdów.  Oprócz wcześniej wykrytych usterek stwierdzono rozbieżności sił hamowania pomiędzy kołami na drugiej i trzeciej osi pojazdu o ponad 70%. Miało to istotny wpływ na stabilność pojazdu podczas hamowania. Stwierdzono też nadmierny luz na połączeniach sworzniowych dwóch podłużnych drążków kierowniczych. Sworzeń mocujący ucho resoru do elementu podwozia był wysunięty ze swojego gniazda, co stwarzało zagrożenie utraty stabilność przedniej osi pojazdu.

Stwierdzone nieprawidłowości zagrażały nie tylko bezpieczeństwu kierowcy ciężarówki, ale również innym użytkownikom dróg. Za szereg ujawnionych naruszeń inspektorzy dolnośląskiej ITD wszczęli postępowanie administracyjne w sprawie nałożenia kary wobec przewoźnika. Ponadto zatrzymali dowód rejestracyjny niesprawnego pojazdu i wydali zakaz dalszej jazdy. Kierowcę ukarano dwoma mandatami.

Najnowsze

Makabryczny wypadek na przejściu dla pieszych

Do zdarzenia doszło w potencjalnie niebezpiecznym miejscu, a samochód prawdopodobnie poruszał się z dużą prędkością.

Sytuacja miała miejsce w Izabelinie Dziekanówku (powiat nowodworski) na drodze krajowej numer siedem. Tam przechodzącego przez przejście dla pieszych obywatela Ukrainy, potrąciła kobieta jadąca BMW. Siła uderzenia była na tyle duża, że ciało ofiary zostało rozczłonkowane i mężczyzna zmarł na miejscu. Ranna została kierująca samochodem oraz jej 4-letnie dziecko. Oboje trafili do szpitala.

Przyczyny wypadku bada obecnie policja pod nadzorem prokuratora. Prawdopodobnie jednym z czynników była późna godzina (do zdarzenia doszło około 21), przez co kierująca BMW mogła mieć trudność z dostrzeżeniem pieszego nawet na oznakowanym przejściu. Z kolei analizując przebieg DK7 w miejscowości Izabelin Dziekanówek nie widać nigdzie ograniczeń prędkości, nawet przed przejściami. Wiele wskazuje więc na to, że w miejscu wypadku obowiązuje prędkość 100 km/h (dwa pasy w każdym kierunku oddzielone barierami). Kierująca BMW mogła zatem wcale nie przekroczyć prędkości, żeby efekt wypadku był tak tragiczny. Czy tak faktycznie było będą dopiero ustalać biegli.

Najnowsze

Przybij piątkę z zawodniczkami i miłośniczkami motoryzacji! Strefa Kobiet na Warsaw Motor Show

Wielkimi krokami zbliża się najbardziej wyczekiwana impreza motoryzacyjna - Warsaw Motor Show! Warto zajrzeć do tegorocznej Strefy Kobiet, gdzie spotkacie, aż 14 zawodniczek i miłośniczek motoryzacji wraz z ich maszynami.

W tegorocznej Stefie Kobiet na Warsaw Motor Show nie braknie prawdziwych pasjonatek motoryzacji, będziecie mogli nie tylko z nimi przybić sobie piątkę, ale także dowiedzieć się o ich planach na kolejny sezon oraz zobaczyć ich samochody z bliska. W Strefie swoją obecność potwierdziły: 

Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa, kocha motoryzację i wyraża siebie, czy to w zawodach, czy to na zlotach i eventach motoryzacyjnych. Są również bardzo aktywne w social mediach. To wyjątkowa okazja, aby porozmawiać z kobietami o samochodach szczerze i z pasją. 

Każda z nich kocha w samochodach co innego. Turbosztos, Blanka, Sylwia, Kamila, Yuki, Aneta, Karolina kochają za to, że podczas driftu oddziałują na nie przeciążenia, kiedy jadą bokiem. Anna, Zuzanna, Julia za to, że mogą badać granice prędkości i swojej psychiki. Aleksandra, Marta, Małgorzata i Aleksandra kochają je dlatego, że są piękne, szybkie, wygodne i że są po prostu ich. – czytamy w opisie wydarzenia. 

Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/1346251495531699/

Najnowsze