Joanna Szymków

Renault Clio – test długodystansowy piątej generacji Clio 1.0 TCe 100 5MT

23 października 2019
37
3
Nie tak dawno temu miałyśmy okazję zetknąć się pierwszy raz z nową generacją Renault Clio podczas sierpniowej prezentacji modelu w Karkonoszach, która zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie a już chwilę później mogłyśmy przeprowadzić test długodystansowy tego modelu z trzycylindrowym silnikiem benzynowym z turbodoładowaniem o pojemności 1.0 litra i mocy 100 KM.

Nie tak dawno temu miałyśmy okazję zetknąć się pierwszy raz z nową generacją Renault Clio podczas sierpniowej prezentacji modelu w Karkonoszach, która zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie (nasz tekst z tego wydarzenia: https://www.motocaina.pl/artykul/piata-generacja-renault-clio-czy-bedzie-modelem-na-piatke-37627.html), a już chwilę później mogłyśmy przeprowadzić test długodystansowy tego modelu z trzycylindrowym silnikiem benzynowym z turbodoładowaniem o pojemności 1.0 litra i mocy 100 KM. Taka konfiguracja w połączeniu z pięciostopniową manualną skrzynią biegów zapewne będzie najbardziej popularnym wyborem klientów zainteresowanych Clio, więc postaramy się Wam przybliżyć nasze wrażenia z testu jak najdokładniej.

Zaczynając od tego, co widać na pierwszy rzut oka – odbierałam samochód w jeden z tych deszczowych, jesiennych dni, ale jak zobaczyłam kolor nadwozia modelu, który trafił do nas na testy, aura nie miała już znaczenia, a uśmiech pojawił się na twarzy. Tak właśnie działa nowy kolor wprowadzony przez Renault przy okazji piątej generacji Clio – Celadon Blue. Zresztą chyba nie tylko na mnie, bo przez cały okres testów znacznie więcej osób na ulicach się do mnie uśmiechało. 

Jeśli czytaliście wcześniejsze teksty o tym modelu, albo już nawet widzieliście go na ulicy, nie będzie dla Was niespodzianką, że nowe Clio zachowało podstawowe cechy znanej już użytkownikom dróg sylwetki. Zmiany dokonały się przede wszystkim w sferze reflektorów, które zostały wytworzone w technologii full LED i w nawiązaniu do innych modeli Renault przybrały kształt litery C. Nowe Clio stało się też bardziej drapieżne i potężne od poprzedniej generacji, a to za sprawą poprowadzonych na masce przetłoczeń, schowanych pod maską wycieraczek i poszerzonych wlotów powietrza. Tył samochodu został z kolei wizualnie poszerzony poprzez całkowite spasowanie klapy bagażnika ze zderzakiem i zastosowanie dość nowatorskiego posunięcia - przeniesienia przycisku do otwierania bagażnika tuż nad tylną tablicę rejestracyjną. Niestety poza wizualnymi aspektami, akurat to rozwiązanie nie jest raczej zbyt fortunne – obszar tuż nad tylną tablicą jest zazwyczaj tym najbrudniejszym, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Od teraz każde otwieranie bagażnika w Clio stanie się zwyczajnie brudną robotą.

Całość zgrywa się ze sobą bardzo fajnie i choć nie znajdziemy w samej sylwetce diametralnych różnic odróżniających piątą generację od poprzedniej, to jednak nowe Clio o wiele bardziej cieszy oko niż jego starsza wersja. Projektanci zadbali przy tym o to, aby takie detale, jak chromowane elementy obramowania drzwi, chromowana listwa dolna poprowadzona wzdłuż drzwi i chromowane obramowania reflektora przeciwmgielnego, dodawały sylwetce szyku i elegancji (elementy te są dostępne od wersji Intens wzwyż).

Wszyscy, którzy dość dobrze znają czwartą generację Clio i jego surowe wnętrza chcemy uspokoić - wnętrze nowego Clio jest całkowicie odmienione i daje niemałą przyjemność z przebywania w nim. Szczególnie w wersji wyposażeniowej Intens, którą dostałyśmy do testów. Nie jest to najwyższy oferowany przez Renault standard wyposażenia, którym jest R.S. Line, mimo to Intens posiada w standardzie naprawdę wiele ciekawych funkcji i udogodnień. Są to m.in. oświetlenie ambientowe LED z opcją wyboru koloru i natężenia oświetlenia, skórzana, wielofunkcyjna kierownica, zespół zegarów i wskaźników elektronicznych z wyświetlaczem cyfrowym 7- lub 10-calowym i całkiem sporo elementów miękkich imitujących skórę – w naszej testówce w kolorze białym, co bardzo fajnie rozświetlało czarne elementy kokpitu i wnętrza. Użyte w nowym Clio materiały są materiałami wysokiej jakości, a spasowanie wszystkich elementów jest naprawdę dobre – nic nie trzeszczy, a całość jest przyjemna w dotyku. Bolączka poprzedniej generacji, czyli nadmiernie surowe i plastikowe wnętrze ze wskaźnikami, które zatrzymały się w czasie, tym samym poszła w niepamięć.

Wnętrze samochodu to jednak nie tylko materiały i wizualne doznania, ale przede wszystkim centrum zarządzania każdego pojazdu – konsola. Ta w nowym Clio została przesunięta do góry, a u jej szczytu umieszczony został duży, pionowy, dotykowy tablet o średnicy 9,3 cala. To dzięki niemu możemy zarządzać większością funkcji, w które wyposażone jest nowe Clio. U dołu tabletu znajdują się ikonki, po naciśnięciu których system przeniesie nas do nawigacji, radia, ustawień trybu jazdy czy oświetlenia (system Multisense umożliwia spersonalizowanie naszego pojazdu). Tablet ma stałe połączenie z siecią, dzięki czemu używając nawigacji możemy wybrać najszybszą drogę uwzględniającą natężenie ruchu, a w razie braku paliwa wybrać stację, na której są aktualnie najkorzystniejsze ceny. Na tablecie możemy mieć też wyświetlane informacje ze świata i prognozę pogody w miejscu, w którym aktualnie przebywamy. Tablet jest skierowany ku kierowcy, co sprawia, że jego obsługa jest bardzo wygodna, a informacje na nim wyświetlane czytelne, niezależnie od kąta padania promieni słonecznych. Jedyną przeszkodą mogą być odciski palców, które na tablecie zostają natychmiast. Ekran tabletu jest błyszczący i niestety zbiera wszystkie ślady palców, nawet te najmniejsze, co po całym dniu korzystania wygląda niespecjalnie dobrze.

Zasiadając w tak skonfigurowanym, nowym Clio, można się poczuć jak w samochodzie z wyższej półki. 
Tak jak na zewnątrz nadwozia chromowane elementy, tak i wewnątrz znajdziemy detale, które sprawiają, że spojrzymy na piątą generację Clio z zaciekawieniem. Projektanci zadbali, żeby nasze oko cieszyły białe przeszycia skórzanych foteli – swoją drogą bardzo wygodnych, metalowe wykończenia pokręteł ustawień nawiewu i temperatury, żaluzjowe zamykanie schowka na kubki w konsoli środkowej czy półeczka na telefon z ładowarką indukcyjną w opcji. Do tego możliwość personalizacji elektronicznych wskaźników, ustawienia ich w trybie nocnym, automatyczny hamulec z funkcją Auto-Hold, kamera 360 stopni oraz podgrzewane przednie fotele i kierownicę i otrzymujemy samochód w naprawdę wysokim standardzie. 

Jednak wygląd to jedynie połowa sukcesu – druga, ta ważniejsza na co dzień, to właściwości jezdne. I nie oszukam Was, gdy powiem, że te w nowym modelu zachwyciły mnie najbardziej. Nowe Clio zostało zbudowane na nowej platformie CMF-B - krótszej od poprzednio stosowanej płyty podłogowej o 12 mm i lżejszej o 50 kg. Jednak największą robotę robi zoptymalizowany skok zawieszenia, usztywnione przednie zawieszenie i zmniejszony do 10,5 m promień skrętu. Dzięki tym rozwiązaniom Clio prowadzi się jak po sznurku i jest to czysta przyjemność. Mimo usztywnienia przedniego zawieszenia, pasażerowie nie narzekają na brak komfortu podczas jazdy – samochód dobrze wybiera wszelkie nierówności. I choć pod maską krył się jedynie litrowy, trzycylindrowy silnik, to w połączeniu z dołożonym turbo Clio zaskakiwało - było elastyczne i całkiem żwawe. Pewne niedobory mocy dały się odczuć dopiero podczas jazdy w warunkach autostradowych, jednak i to nie było męczące. Samochód osiągał autostradowe prędkości bez większego problemu. 

Jakość jazdy poprawiają dodatkowo zastosowane w nowej generacji modelu systemy bezpieczeństwa - aktywny system wspomagania nagłego hamowania z funkcją wykrywania pieszych i rowerzystów, system kontroli martwego pola, system rozpoznawania znaków drogowych wraz z systemem ostrzegania o nadmiernej prędkości i oczywiście system kontroli pasa ruchu. Nie musiałyśmy testować tego pierwszego, jednak wszystkie inne działały bez zarzutu.

Po tygodniu spędzonym z nowym Clio powiem otwarcie – jestem pod wrażeniem tego, jak z małego, niepozornego wcześniej auta można zrobić naprawdę przebojowy i świetny w prowadzeniu kompakt. Renault postawiło na podrasowanie wyglądu, powiększenie i radykalne unowocześnienie  wnętrza oraz dopracowanie właściwości jezdnych i wprowadzenie nowatorskich systemów bezpieczeństwa, a całość jest  zdecydowanie receptą na sukces. Co więcej, cena może nie należy do najniższych (nasz model 1.0 TCe 100 w wersji Intens zaczyna się od 62.900 zł), ale mając na uwadze ilość udogodnień w tym samochodzie nie jest ona porażająca. Każdy bowiem, kto wsiądzie do piątej generacji Clio będzie czuł się jak w wysokiej klasy kompakcie i nie będzie chciał zbyt szybko z niej wychodzić. Ja nie chciałam. Nawet po tygodniu.;)

    Komentarze

    jan
    23 października 2019 09:02
    Dobry samochód, chociaż marzy się mocniejszy silnik :) kobiecy kolor
    Kaja > jan
    25 października 2019 16:30
    Jak chcesz mocniejszy silnik to warto postawić na tivoli 1.6 ze 128 konikami. Jeźdżę i jak dla mnie świetny wóz
    Olga
    23 października 2019 09:04
    według mnie mistrzostwo stylu jak chodzi o Renault :) a Joasia jak zawsze w formie :)