Monika Jaworska

Relacja Moniki Jaworskiej z Misano

21 października 2009
37
To był weekend zakręcony jak włoskie lody! - dzieli się wrażeniami wprost z motocyklowych Mistrzostw Włoch Kobiet w Misano Monika Jaworska. Mimo wywrotki na 2 okrążeniu, do końca wyścigu zdołała się przebić na 3. pozycję, co dało jej w klasyfikacji generalnej wicemistrzostwo Włoch!

Monika uwielbia wchodzić w zakręty!
fot. OLIVER Fotoagenzia

W Misano, podczas minionego weekendu miała miejsce ostatnia, rozstrzygająca runda pucharu Mistrzostw Kobiet we Włoszech. Zwykle słoneczna Italia przywitała mnie deszczową, zimną pogodą, co nie nastrajało  zbyt optymistycznie. Warunki były naprawdę ciężkie podczas piątkowych treningów. Dodatkowym utrudnieniem była jazda na zużytych mocno oponach. Niestety za ogumienie płacę sama, więc na nowy komplet musiałam poczekać do sobotnich kwalifikacji.

Zobacz przepiękną galerię zdjęć Moniki z Misano pod artykułem.

Na szczęście w 2008 roku podczas testów Triumpha Daytony gościłam na torze w Misano po raz pierwszy, więc znałam już konfigurację toru. Trzy treningi były w zupełności wystarczające, motocykl nie sprawiał żadnych problemów, jedynie układ hamulcowy wymagał drobnej regulacji. Aura w sobotę okazała się dla zawodników bardziej łaskawa, obfita w słońce i bezchmurne niebo. Podczas pierwszej sesji kwalifikacyjnej uzyskałam czas 1'50 co dało mi pierwsza pozycję startową. W ostatniej rundzie nie brała udziału Alessia Polita, ponieważ wygraną w Vallelundze zapewniła sobie Mistrzostwo Włoch. Tym samym stała przede mną ogromna szansa na pierwszą wygraną w tym sezonie. Drugi bieg kwalifikacyjny niestety nie udał się przez wyciek oleju z motocykla. Obsługa techniczna toru nie była na tyle łaskawa, aby zasygnalizować fakt, że w zakręcie jest rozlana niebezpieczna dla jednośladów ciecz przez, co wielu zawodniczek, łącznie ze mną złapało uślizg i o mały włos nie wyjechałyśmy się przez to w żwir. Czasy pozostały bez zmian.

Nasz liderka atakowana przez rywalkę.
fot. OLIVER Fotoagenzia

Wieczorem przez Misano przetoczyła się fala burz połączona z gwałtownymi ulewami, więc niedziela stała pod jednym, wielkim znakiem zapytania. Na szczęście nazajutrz słoneczko grzało, wiaterek lekko dmuchał, tor był suchy, a wszyscy w doskonałych humorach. Wyścig zaplanowano na 16:20 i tym razem nie było żadnych niespodzianek.

W pełni gotowości, skupiona i nastawiona na ostrą rywalizację stanęłam na swoim pierwszym w tym sezonie pole position. No to jazda! Udało mi się od razu zająć pierwszą lokatę w stawce. Drugie okrążenie dobiega końca, składam się w zakręt, kiedy nagle zawodniczka jadąca za mną, Alessia Falzoni, popełnia błąd próbując mnie zaatakować i podcina mój motocykl, jakby wjeżdżając pode mnie. Udało mi się motocykl wyprostować, jednak Alessia zalicza piękną glebę na prawy bok przez co i mnie ściąga na żwir. Chwila konsternacji, szybko podnoszę motocykl, odpalam, stwoerdzam, że mogę jechać dalej, dostaje pozwolenie na powrót i błyskawicznie włączam się do pogodni za stawką. Nawet nie macie pojęcia jaka wstąpiła we mnie złość. Z pierwszej pozycji znalazłam się na dziesiątej! Krew buzowała mi żyłach, odkręciłam manetkę na maksa i postawiałam wszystko na jedną kartę! Od tamtego momentu do końca wyścigu pozostało 10 okrążeń. Udało mi się wyprzedzić ostatecznie 7 zawodniczek przez co wyścig ukończyłam na trzeciej pozycji, a przed metą dzieliły mnie centymetry, aby wyprzedzić jadącą na drugiej pozycji Sharon Mermet.

Monika cieszy się z wygranej w tradycyjny dla siebie sposób :-)
fot. OLIVER Fotoagenzia

Udało mi się wyjść z opresji. Dowiozłam kolejne punkty do mety przez co obroniłam  drugą pozycję w klasyfikacji generalnej i zdobyłam Wicemistrzostwo w Pucharze Kobiet! Jednak niesmak i złość pozostały, tym bardziej, że zawodniczka, która spowodowala cxałe zamieszanie na torze nawet nie przeprosiła za swój błąd. Po raz drugi już podczas tych mistrzostw przeprowadziła nie udany atak na moją pozycję lądując w żwirze z tą różnicą, że tym razem ja odczułam bardzo mocno konsekwencje tego zachowania. Oprócz złości, dodatkowo mam pokiereszowany motocykl i sama jestem posiniaczona. Szczęście w nieszczęściu, że tak się to skończyło, ale do teraz czuję rozgoryczenie...

Teraz nadszedł czas odpoczynku, reperacji motocykla i odnowy sił. Planuje pozostać w pucharze kobiet Włoch i w sezonie 2010 powalczyć o Mistrzostwo. Po obecnych startach we włoskim teamie jestem bogatsza o mnóstwo doświadczeń, na które składa się wizyta na torach o różnej specyfikacji. Dodatkowo ciągle poszukuje sponsorów, którzy chcieliby mnie wesprzeć w moich staraniach za granicami naszego kraju. Szkoda tylko, że sytuacja w tej kwestii nie ulega zmianie i nie ma osób chętnych do pomocy. Trzeba mieć jednak nadzieje i ciągle stawiać sobie nowe wyzwania i cele. To właśnie możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest każdego dnia fascynujące i mimo licznych niepowodzeń nadal dążymy do ich realizacji. Dlatego pamiętajcie: marzenia trzeba mieć i zawsze starać się je realizować - to się naprawdę udaje! 

Czytelnikom Motocainy.pl bardzo dziękuje za wiernie kibicowanie podczas moich włoskich zmagań!

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!