Rajd Nadwiślański 2017 – fotoreportaż

Mnóstwo emocji, adrenaliny i... kurzu - jak było na Rajdzie Nadwiślańskim? Zobaczcie na zdjęciach Łukasza Miklasińskiego.

Najnowsze

Volkswagen Tiguan Allspace – dłuższa wersja SUVa

Ofertę Volkswagena, obok klasycznego Tiguana, uzupełniła większa, wydłużona o 215 mm wersja Allspace.

Dzięki nadwoziu wydłużonemu o 215 mm oraz rozstawowi osi zwiększonemu o 109 mm Tiguan Allspace ma znacznie przestronniejsze wnętrze oraz większy bagażnik. W 5-miejscowej wersji auta pojemność przedziału bagażowego wynosi 760 l, a po złożeniu oparć tylnej kanapy – nawet 1920 litrów. W ramach opcji dostępne są dodatkowe dwa miejsca (5 plus 2), które zwiększają użyteczność auta – mimo to bagażnik wersji 7-miejscowej ma pojemność 230 l. Jeśli siedzenia trzeciego rzędu nie są używane można je złożyć i schować w podłodze samochodu. W takim wypadku pojemność przedziału bagażowego wzrasta do 700 litrów, a maksymalnie aż do 1.775 litrów (liczone po dach i do oprać przednich foteli). Niezależnie od wersji, po złożeniu foteli drugiego lub drugiego i trzeciego rzędu, Tiguan jest propozycją dla kierowców, którzy do tej pory zdani byli jedynie na zakup rodzinnego vana, jeśli potrzebowali maksymalnie przestronnego auta.

W wypadku dłuższego modelu wyposażenie zostało wzbogacone. W podstawowej wersji Trendline zawiera, między innymi: 17-calowe obręcze kół z lekkich stopów, chromowane końcówki układu wydechowego, czarne relingi dachowe, kanapę tylną składaną w proporcjach 40/20/40 i z podłokietnikiem, 3-ramienną kierownicę multifunkcyjną i obszytą skórą (z łopatkami do zmiany biegów w wypadku dwusprzęgłowej przekładni DSG), aktywny tempomat ACC (do prędkości 210 km/h), instalację telefoniczną z Bluetooth oraz gniazdo USB (z obsługą urządzeń iPhone oraz iPad).

Do wyposażenia seryjnego Tiguana Allspace należą również system automatycznego hamowania po kolizji, asystent pasa ruchu „Lane Assist”, system obserwacji przestrzeni przed autem „Front Assist” z funkcjami – hamowania awaryjnego „City” i rozpoznawania pieszych.

Od premiery rynkowej Tiguan Allspace będzie dostępny z sześcioma silnikami do wyboru. Oprócz jednostki 1.4 TSI (110 kW/150 KM) z systemem odłączanych cylindrów i funkcją żeglowania, aby ograniczyć zużycie paliwa do dyspozycji jest pięć 2-litrowych jednostek – dwie TSI o mocy 180 KM i 220 KM oraz trzy TDI o mocy 150 KM, 190 KM i 240 KM.

Tak jak w wypadku klasycznego Tiguana, także Allspace jest dostępny w wersjach z napędem na przednie i na cztery koła 4MOTION. Wersje z napędem na przednią oś, zależnie od rodzaju silnika, mogą pociągnąć przyczepę o masie do 2200 kg, w wypadku wersji z napędem na cztery koła – 2500 kg. Napęd 4MOTION jest oferowany seryjnie w połączeniu z silnikami TSI o mocy 180 KM i 220 KM, a także z jednostkami napędowymi TDI o mocy 150 KM (z 6-biegową przekładnią mechaniczną lub 7-stopniową DSG) oraz 190 KM i 240 KM (w obydwu wypadkach wyłącznie z 7-stopniową przekładnią DSG).

Najnowsze

Harley Track Day 2017 – relacja

Po raz pierwszy w historii polskiego importera motocykli Harley-Davidson zorganizowano track day. Na Autodromie Słomczyn pojawiły się nowinki z linii Softail, które można było przetestować w wymagających warunkach. Jak nam się jeździło Street Rodem i Fat Bobem?

Niecodziennie zdarza się jeździć motocyklami Harley-Davidson po torze. No może po torze typu flat track i to w USA. Jednoślady do tego typu wyścigów są specjalnie przygotowywane, a startują nimi wytrawni zawodnicy. Tymczasem zamiast dedykowanych do sportowej jazdy motocykli i profesjonalnych kierowców, na Autodromie Słomczyn, zjawili się przedstawicie polskich mediów motocyklowych, motoryzacyjnych, ale i gwiazdy social media – you tuberzy, influencerzy, blogerzy. Towarzystwo wygrzewało się z rana w chłodny, piątkowy poranek przy ogniu z kotłów Harley-Davidson, co z pewnością dodawało niepowtarzalnego, amerykańskiego klimatu. Wydawałoby się, że to „męska impreza”, lecz – poza redaktorkami Motocaina.pl, które relacjonowały na żywo wydarzenie na Facebooku – pojawiła się także bohaterka jednego z naszych artykułów Katarzyna „Karen” Łapczyńska, znana także jako Bad Girl oraz Monika Harwas, autorka bloga Piach i Puder. Wspaniale!

Co nowego?
Na hasło track day z jednośladami marki Harley-Davidson, które często mają masy grubo przekraczające 300 kilogramów, większość uśmiechnie się półgębkiem lub pomyśli, że to niezły żart. Jednak polski importer zdobył się na odwagę, aby pokazać dziennikarzom swoje najnowsze motocykle na obiekcie, który zwykle służy kartingowi, więc roi się od ciasnych zakrętów! I to właśnie tu miałyśmy testować sprzęty, które większość kojarzy z „długimi prostymi”?

Skoro Harley-Davidson Polska zdecydował się na taki krok, to musiał wiedzieć, że wstydu nie będzie. Otóż niedalej jak na początku września miała miejsce największa premiera w historii amerykańskiej marki, wręcz rewolucyjna, bo pokazano w jednym dniu osiem nowych modeli, o czym pisałyśmy szczegółowo tu.

Motocykle na 2018 mają sztywniejszą i lżejszą ramę, w której można zamontować (w zależności od modelu) silnik V-Twin Milwaukee-Eight w wersji 107 (1745 cm3) lub 114 (1868 cm3) z dwoma wałkami wyrównoważającymi. Zostały wyposażone w nowe zawieszenie, reflektory LED, ulepszony system ładowania, łatwo regulowane ustawienie napięcia wstępnego tylnego amortyzatora (w zależności od modelu), nowe wskaźniki i zegary, mają zmienione zbiorniki paliwa, a nawet port USB zamontowany pod główką ramy.

Poza przełomowymi nowościami technologicznymi, które – naszym zdaniem – z pewnością będą momentem zwrotnym w historii marki, nowe jednoślady wizualnie łączą teraz parametry słynnej, uwielbianej przez fanów HD linii Dyna i styl custom linii Softail. Są po prostu piękne!

Motocykle dostępne na #HarleyTrackDay
2018 Fat Bob
2018 Fat Boy
2018 Breakout
2018 Street Bob
2017 Street Rod
2017 Night Rod
2017 Softail Slim
2017 Road King Special
2017  Road Glide Special

No to jazda!
Mimo że przez kilkanaście dekad zarówno charakter, jak i stylizacja karoserii motocykli Harleya ulegała zmianom to pamiętajmy, że te sprzęty wygrywały niegdyś słynne wyścigi! Jednak Harley, jakiego znamy dziś, to motocykl, który świetnie sprawdza się podczas długich, spokojnych tras, swobodnego, powolnego przemieszczania się w mieście lub po nadmorskich bulwarach. Tak go zwykle kojarzymy. Przylgnęły do niego określenia „mistrz długich prostych”, „kanapowiec”, „motocykl dla bogatych”. Nieprawda! Po pierwsze harleya można już kupić dysponując 30 tysiącami złotych. Po drugie, niektóre modele (Iron 883, Street 750) są nieduże, zwrotne, idealne do stylowej jazdy w dużych aglomeracjach. A po trzecie? Czy aby na pewno te jednoślady nadają się tylko na proste startowe? Fakt, silniki montowane w nowych H-D mają potężny moment obrotowy, który na starcie wyrywa asfalt spod kół. Ale czy tymi motocyklami skręca się tak dobrze, jak konkurencyjnymi maszynami japońskich, niemieckich, czy włoskich producentów?

Zdaniem Kasi
Cóż, muszę przyznać, że choć szacunek do marki Harley-Davidson miałam zawsze, to często podzielałam z innymi teorie dotyczące zwrotności tych maszyn. No właśnie – teorie. Zwykle wygłaszają je Ci, którzy nawet nie mieli możliwości, czy chęci pojeździć nowymi maszynami H-D. Absolutnie warto! Te sprzęty teraz tak bardzo chcą skręcać, tak bardzo rozumieją intencje kierowcy i tak mocno chcą udowodnić, że uwielbiają godną rywalizację, że warto dać im tę szansę!

Z wysokiej klasy zawieszeniem przednim z technologią Dual Bending Valve i łatwo regulowanym, ukrytym, tylnym amortyzatorem typu monoshock, modele Softail 2018 mają nie tylko agresywny styl oraz są szybsze, lżejsze i bardziej zwinne niż którykolwiek z poprzednich motocykli cruiser Big Twin, ale też wyglądają niesamowicie! Ogromne wrażenie wywarł na mnie Fat Bob, który już od frontu, dzięki kwadratowej lampie i reflektorom LED, wyróżni się wśród tłumu „zwykłych” motocykli. Siedzi się na nim bardzo wygodnie, co wróży mnóstwo przyjemności podczas dłuższych wypraw, ale i komfort w codziennym podróżowaniu.

No i ten dźwięk! Niepowtarzalny warkot V-Twina, z 45-stopniowym rozchyleniem cylindrów! Tu także popracowano, by brzmienie robiło jeszcze większe wrażenie – zredukowano odgłosy mechaniczne i dźwięk ssania, a wydobyto cały cymes – zupełnie jak na najlepszym koncercie rockowym!

Zdaniem Marzeny
Nowe motocykle H-D potrafią świetnie skręcać, przyspieszać i hamować – a to wszystko na bardzo technicznym torze! Sztywniejsza i lżejsza rama oraz zmienione zawieszenie sprawiają, że teraz modele harleya są zwrotne, zwinne, podczas prowadzenia wydają się lżejsze, a tym samym bardziej sprawne podczas pokonywania winkli. Przekładanie z jednego złożenia w drugie, w sekwencji zakrętów, na przykład Street Roda, przychodzi szybko i potrafi być naprawdę przyjemne!

Co więcej, kosztem zmian technicznych – na szczęście – nie uległa zmianie świetna prezencja motocykli Harley-Davidson.  Szczególnie nowy Fat Bob, który od premiery wzbudza ogromne zainteresowanie, a podczas Harley Track Day był wprost wyrywany z rąk do rąk przez dziennikarzy, mógłby stanąć w moim garażu. Miałam okazję pośmigać po torze tą zawadiacką maszyną, z silnikiem 114 cali. Olbrzymi moment obrotowy, dostępny od najniższych wartości obrotowych jednostki, znajduje zastosowanie na krótkim torze, bo oddaje pełnię sił przy wyjściu na prostą. Porównując z innymi motocyklami, dostępnymi podczas eventu, Fat Bob miał dość wysoko zamontowane podnóżki. Można było się śmiało składać bez obaw o przycieranie. Te ostatnie zdarzały się u pozostałych modeli testowych, które miały mniejszy prześwit.

Jednak to Street Rod 750 był najlżejszą, najszybszą i najbardziej nadającą się na tor maszyną. Czuł się świetnie na szerokich, długich zakrętach. Naprawdę polecam przejazd Harleyem po torze – może brzmi to abstrakcyjnie, ale zdziwicie się i pozytywnie zaskoczycie – zapewniam! To duża zmiana i to w dobrym kierunku.

{{ tn(15138) left }}Harley do stuntu?
Owszem! I to jakiego widowiskowego! Maciej Dop ze stuntstory.pl, zapewnił nam podczas Harley Track Day naprawdę dużą dawkę adrenaliny, wyczyniając na Harleyu… cuda! Jeśli go jeszcze nie widzieliście, to musicie zobaczyć go w akcji!

Niestety, jest i jedna wada tego wydarzenia – za mało czasu, by móc przetestować wszystkie nowe modele. Ale co się odwlecze to nie uciecze! Obiecujemy, że w najbliższym czasie dostarczymy Wam emocji podczas testów nowej linii Harley-Davidson. Niebawem test naszego faworyta – Fat Boba!

Najnowsze

The Distinguished Gentleman’s Ride we Wrocławiu – relacja

24 września 2017 roku we Wrocławiu odbyła się kolejna edycja słynnego na całym świecie The Distinguished Gentleman's Ride. Jak było?

The Distinguished Gentleman’s Ride to impreza motoryzacyjna, która odbywa się w jednym terminie na całym świecie, w ponad 600 miastach na całym świecie. W tym roku w Polsce miała miejsce w Gdańsku, Warszawie, Krakowie i Wrocławiu.

Projekt wystartował w 2012 roku w Sydney w Australii. Organizatorzy doszli do wniosku, że często negatywny wizerunek motocyklistów wymaga zmiany i może stać się również wyzwaniem dla realizacji szczytnego celu jakim jest walka z rakiem. W 2013 roku ponad 11.000 uczestników DGR, w 145 miastach na całym świecie uzbierało ponad 277.000 dolarów. W 2014 roku już ponad 20.000 uczestników w 257 miastach uzbierało ponad 1.5 mln. W 2015 roku w 37.000 uczestników w 410 miastach w 79 krajach uzbierało ponad 2.3 mln dolarów na badania nad rakiem prostaty.

Pierwsza edycja we Wrocławiu odbyła się we 2014 roku z inicjatywy Grzegorza Korczaka, założyciela firmy Unikat Motorworks, wrocławskiego warsztatu customującego motocykle. Tegoroczna edycja po raz trzeci zagości we Wrocławiu. W zeszłorocznej edycji było nas prawie 70 uczestników, w tym roku zarejestrowało się ponad 140 osób!

DGR to prawdziwe święto dla miłośników klasycznych motocykli, cafe racerów, bobberów, scamblerów itp. Samo wydarzenie to zorganizowany rajd motocyklowy, w którym udział mogą wziąć jedynie uczestnicy zarejestrowani na międzynarodowej stronie: gentlemansride.com

Uczestnicy przejazdu wspierają akcję charytatywną, która zbiera fundusze na walkę z rakiem prostaty i promocję zdrowia mężczyzn. Osoba rejestrująca się na stronie DGR może dobrowolnie wpłacić honorarium na walkę z rakiem. Dodatkową ideą całego eventu, jest to by był on dżentelmeński. Uczestnicy ubierają się elegancko, w garnitury/koszule, co przy okazji ma na celu łamanie stereotypów dotyczących motocyklistów.

Udział w imprezie jest bezpłatny, a datki na szczytny cel dobrowolne. Tych, którym nie udało się dołączyć do nas w tym roku, zapraszamy za rok!

Najnowsze

Zmieniasz opony na zimowe? Są kraje, w których to obowiązek

Na zaśnieżonej drodze pozwalają zachować kontrolę nad pojazdem, a przy ujemnych temperaturach nie tracą swoich właściwości i nie zużywają się zbyt szybko - oto dlaczego jesienią warto zmieniać opony z letnich na zimowe.

Tzw. zimówka różni się od opony letniej dwiema zasadniczymi cechami: 1. powstaje z bardziej miękkiego tworzywa; 2. na powierzchni, która styka się z drogą, jest porowata i dość gęsto przeplatana głębszymi rowkami, co ludzie z branży zwykli określać agresywnym charakterem bieżnika. I właśnie ów agresywny bieżnik sprawia, że auto – i owszem – mocniej hałasuje, ale za to lepiej trzyma się pokrytej śniegiem drogi. Wjazd pod górkę nie stanowi większego problemu, a kierowca może, o ile oczywiście nie przesadzi z prędkością i nie natrafi na skrajne oblodzenie, zatrzymać samochód tam, gdzie chce i wtedy, kiedy chce.

Nie czekaj na łagodną zimę
Mniej więcej tak samo, jak letnie opony nie sprawdzają się w warunkach zimowych, tak też opony zimowe tracą swoje atuty i zużywają się szybko, gdy na dworze robi się ciepło, tzn. temperatura dochodzi do co najmniej kilkunastu stopni Celsjusza.

Dla kierowców wiążą się z tym dodatkowe obowiązki i wydatki. Trzeba zaopatrzyć się w dwa komplety opon lub dwa komplety kół, a wiosną i jesienią odwiedzać serwisy samochodowe. M.in. dlatego ludzie odkładają konieczność wymiany opon aż do czasu, gdy warunki na szosach staną się skrajnie trudne. Czasami także liczą na to, że wobec łagodnej zimy przetrzymają do wiosny na letnim ogumieniu.

Fachowcy przekonują jednak, że w ten sposób tylko pozornie oszczędza się czas i pieniądze. – Nawet nie trzeba sięgać po najmocniejsze argumenty dotyczące wypadków. Wystarczy przecież powiedzieć, że naprzemienne używanie dwóch kompletów opon wydłuża ich żywotność. A wydłuża tym bardziej, gdy stosujemy je zgodnie z przeznaczeniem, czyli gdy zimą jeździmy na zimówkach, a latem na letnich. Nie dość, że w ten sposób zwiększamy bezpieczeństwo własne i innych użytkowników dróg oraz wygodę podróżowania, to jeszcze dbamy o to, by opony posłużyły nam dłużej – tłumaczy instruktor nauki jazdy z blisko 30-letnim stażem w zawodzie.

Zmieniających ciągle przybywa
Polacy przekonali się, że warto dwa razy do roku zmieniać opony. – Od kilku lat liczba klientów rośnie, mimo że po sąsiedzku zaczął działać konkurencyjny serwis – przyznaje Robert Przygrodzki, właściciel warsztatu specjalizującego się w wymianie opon w Zielonej Górze. – Spodziewam się jednak, że najbliższe miesiące mogą załamać rosnącą tendencję. Jednak nie dlatego, że ludzie przestaną zmieniać opony. Chodzi o coraz wyższe stawki OC. Obserwuję, że rodziny, które dotąd utrzymywały po 2-3 samochody, teraz zaczynają rezygnować np. z jednego, by w ten sposób chronić domowy budżet – dodaje.

Czy da się wyodrębnić okresy, w których najczęściej przypominamy sobie o zmianie opon? – Jeszcze pięć lat temu większość klientów zwlekała jak najdłużej i po tym, gdy warunki nagle się pogarszały, niemal wszyscy zjeżdżali się jednocześnie na tzw. ostatni gwizdek. Z czasem ludzie nauczyli się, że można zaplanować wymianę wcześniej, by nie stać w kolejkach. Mimo to da się wyodrębnić dwa okresy szczytowe. Pierwszy boom następuje tydzień-dwa przed 1 listopada. Ludzie, wyjeżdżając na Święto Zmarłych, chcą podróżować już na zimówkach. Drugi boom następuje wtedy, gdy spadnie pierwszy śnieg. Biel za oknem zawsze działa na wyobraźnię i przysparza nam klientów. Później wzmożony ruch w warsztacie utrzymuje się zwykle do świąt Bożego Narodzenia – opowiada właściciel serwisu wymiany opon.

Jak wygląda wiosna w oponiarskim biznesie? – Mocno różni się od jesieni. Jest przyjemniejsza dla klientów i serwisantów, ponieważ okres przesiadania się z zimówek na opony letnie trwa zdecydowanie dłużej i dzięki temu nie generuje kolejek. Bywa, że ludzie nawet jeszcze w lipcu, jadąc na wczasy, dopiero przypominają sobie, że nie wypada wyruszać na letni wypoczynek z zimowymi oponami na kołach – mówi Robert Przygrodzki.

Sąsiedzi wolni dylematów
O ile w Polsce dostosowanie opon do pór roku zasadniczo zależy od decyzji właściciela pojazdu, o tyle w wielu europejskich krajach całe zagadnienie porządkują zapisy kodeksów drogowych. Znani z zamiłowania do porządku i przepisów Niemcy nie stają przed dylematem: zmieniać, czy nie zmieniać oraz kiedy to robić. Pod groźbą wynoszącego blisko 100 euro mandatu po niemieckich szosach zimą trzeba się poruszać samochodem przystosowanym do zimowych warunków. Wśród wymagań występują zresztą nie tylko opony oznakowane symbolem M+S lub płatkiem śniegu, lecz także mrozoodporny płyn do spryskiwaczy.

U południowych sąsiadów – w Czechach – zimówki obowiązują na głównych drogach krajowych od 1 listopada do 31 marca, z kolei na Słowacji od 15 listopada do 15 marca.

Adekwatnie do warunków
W Austrii decydują warunki – jeżeli nie sprzyjają, to auta osobowe należ wyposażyć w zimowe ogumienie nie później niż 1 listopada i poruszać się tak aż do 15 kwietnia.

W różnych europejskich krajach i ich górskich regionach sprawy stosowania odpowiednich opon regulują znaki drogowe. Zdarza się też tak, jak np. w Szwajcarii, alpejskiej krainie narciarzy, gdzie nie istnieje wprawdzie obowiązek poruszania się na zimówkach, ale kierowca naraża się na słoną karę za utrudnianie ruchu poprzez niedostosowanie wyposażenia auta do warunków na szosie.

Norwegia, w północnych regionach często opanowana przez śniegi i mrozy, stawia bezwzględne wymagania dla pojazdów cięższych niż 3,5 t. Natomiast właściciele osobówek pozostają zdani na ogólny obowiązek zapewnienia pojazdowi przyczepności do nawierzchni. Czasami nie wystarczają tam same zimówki. Nieodzowne okazują się kolce lub łańcuchy. W innym skandynawskim państwie – Szwecji – samochody osobowe zbroi się w zimowe koła lub opony na okres od 1 grudnia do 31 marca. Nieco krócej sezon na zimówki trwa w Finlandii – tzn. od 1 grudnia do 1 marca.

Nie jesteśmy w mniejszości, ale przymiarki już trwają
Kodeks drogowy w Polsce – podobnie jak np. w Wielkiej Brytanii, Danii, Holandii, Belgii, Irlandii – nie zobowiązuje kierowców do stosowania opon zimowych. Jednak dyskusje i przymiarki do wprowadzania w naszym kraju takich zapisów toczą się już od co najmniej kilku lat. Parlamentarny zespół ds. bezpieczeństwa w ruchu drogowym zarekomendował wprowadzenie obowiązku jazdy na zimówkach od 1 listopada do 31 marca. I kiedy na zasypanej śniegiem ulicy kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt samochodów tkwi w korku i nie może wjechać pod górę tylko dlatego, że przed nimi drogę tarasuje jedno auto na letnich oponach, to sprawa wydaje się pilna do załatwienia.

Swoją presję na właścicieli pojazdów wywierają towarzystwa ubezpieczeniowe, odmawiając lub istotnie ograniczając wypłaty odszkodowania z polisy AC w sytuacjach, gdy kierowca nie dostosował ogumienia do warunków drogowych, czyli np. jechał po śniegu na oponach letnich.

Wyjście pośrednie: opony całoroczne
Dla kierowców, którym z różnych przyczyn nie pasuje sezonowa wymiana opon, producenci wprowadzili do sprzedaży coś, co z założenia miało stanowić złoty środek. Opony całoroczne zwane także wielosezonowymi powinny latem dobrze trzymać się suchej i mokrej szosy oraz radzić sobie na śniegu. Nabywcy wielosezonówek nie muszą troszczyć się o zakup dwóch kompletów opon lub kół, o przechowywanie jednego z kompletów oraz o zaplanowanie dwa razy w roku wymiany ogumienia.

Z testów prezentowanych przez branżowe portale motoryzacyjne można wywnioskować, że opony wielosezonowe zimą przegrywają konkurencję z podobnej klasy zimówkami, latem zaś z oponami letnimi. W obu przypadkach chodzi o porażki na pozór nieznaczne. Jednak różnica np. 2 metrów przy drodze hamowania może czasami ważyć o tym, czy dojdzie do stłuczki, co warto uwzględnić przy decyzji o zakupie opon oraz przy zachowaniu ostrożności na ulicach.

Bieżnikowanie przede wszystkim w segmencie transportowym
Gdy polscy kierowcy zaczęli doceniać zalety opon zimowych, sporą popularnością cieszył się rynek wtórny i używane opony np. ze Skandynawii lub z Niemiec.

– Dziś moi klienci już zdecydowanie rzadziej decydują się na zakup opon używanych. Dzieje się tak m.in. dlatego, że nowe opony, zwłaszcza te w większych rozmiarach, stały się teraz tańsze niż przed kilku laty – tłumaczy właściciel serwisu wymiany opon. – Wśród klientów, którzy zużyte opony wymieniają na nowe, blisko 90 proc. decyduje się towary z dolnej i średniej półki cenowej, natomiast mało kto sięga po tzw. klasę premium – dodaje.

Żywotność opon można wydłużać dzięki bieżnikowaniu. Zabieg w uproszczeniu nadaje zużytej oponie wygląd i cechy nowej.

– Kilku moich klientów pochwaliło się, że na niemieckich stacjach benzynowych udało im się kupić nowe opony taniej niż w Polsce. Nawet nie wiedzieli przy tym, że skusili się na opony z odzysku. W Polsce także kilka firm wciąż zajmuje się bieżnikowaniem i sprzedażą opon do samochodów osobowych. Na dużo większą skalę takie usługi wykonuje się do samochodów ciężarowych i ich naczep – stwierdza właściciel zielonogórskiego serwisu wymiany opon.

– Jak dowiadujemy się z raportu Ernst&Young pt. „Społeczno-ekonomiczny wpływ bieżnikowania opon ciężarówek w Europie” długość życia niskokosztowych importowanych opon dla ciężarówek wynosi ok. 120 tys. km, podczas gdy wyprodukowane w Europie droższe opony mogą być bieżnikowane dwa razy, co wydłuża ich stosowanie do ok. 660 tys. km. Może to powodować, że koszt tańszych w zakupie importowanych opon z niskiego segmentu stanie się w rzeczywistości znacznie wyższy w przeliczeniu na kilometr niż zakup, używanie, a następnie bieżnikowanie opon z wyższej półki – zauważa Bartosz Grejner, analityk rynkowy serwisu Cinkciarz.pl.

Termometr mówi więcej niż kalendarz
Jeśli decydujecie się na wymianę opon jesienią oraz wiosną, a przy tym macie wątpliwości, kiedy to robić i czy istnieją tu pewne nieprzekraczalne terminy, to fachowcy podpowiadają, że nie kalendarz, tylko pogoda stanowi najlepszy wyznacznik.

Serwis Testyopon.pl podaje granicę 7 stopni Celsjusza. Kiedy zatem jesienią temperatura już na dobre spada poniżej tej wartości, przychodzi czas, by przesiąść się na zimówki. Wiosną warto wziąć poprawkę na ew. nawroty i krótkotrwałe ataki zimy, tym niemniej ogólnie wskazówka się nie zmienia. Tzn., gdy na dworze temperatura przestaje spadać poniżej 7 st., kierowcy i ich samochody wracają do opon letnich. Dopóki zatem w polskim kodeksie drogowym nie pojawią się zapisy zobowiązujące właścicieli aut do wymieniania opon w określonych terminach, warto zapamiętać i trzymać się zasady 7 stopni.

Ogromna skala produkcji i coraz większy import z Chin
Zapotrzebowanie na nowe opony stale rośnie. – Produkcja w Unii Europejskiej zwiększyła się w latach 2009-2016 o ok. 38 proc., wg danych ETRMA, choć w ostatnich latach tempo wzrostu produkcji ustabilizowało się na poziomie nieco poniżej 2 proc. Wolumenowo w 2016 r. r produkcja w UE wyniosła 4,94 mln ton, w porównaniu do 5,1 mln ton w 2007 r., sprzed kryzysu finansowego – wylicza Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Jak niemal w każdej dziedzinie handlu, tak też tutaj na europejski rynek przebijają się producenci z Azji. – W latach 2009-2016 import opon dla pojazdów osobowych do Unii Europejskiej, według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Opon (ETRMA), wzrósł o ok. 50 proc. Znacznie szybszy wzrost odnotowano dla importu z Chin, który wzrósł w tym okresie dwukrotnie, stanowiąc w 2016 r. blisko połowę ogólnie sprowadzanych opon – podkreśla analityk Cinkciarz.pl. – W analogicznym przedziale czasu import opon z Chin dla autobusów i samochodów ciężarowych wzrósł aż czterokrotnie, by w 2016 r. stanowić nieco ponad 60 proc. wszystkich importowanych opon – mówi analityk Cinkciarz.pl.

Najnowsze