Przeszkoleni na Cougara

Polscy żołnierze zakończyli szkolenie dla kierowców i dowódców pojazdów typu MRAP 4x4 Cougar (MRAP - Mine Resistant Ambush Protected). Może nieco dziwić fakt, że na samochód de facto ciężarowy i  to z automatyczną skrzynią biegów, konieczne jest przeszkolenie. Jednak ze względu na gabaryty oraz własności trakcyjne, zachowanie bezpieczeństwa ruchu wymaga specjalnego treningu.

Pojazd klasy MRAP Cougar.
Fot. MON

Zajęcia podobne do tych, które wcześniej organizowano w Bagram, prowadzone były przez amerykańskich specjalistów. Szefem ostatnich był Richard Stedman. Podczas szkolenia teoretycznego ponad dwudziestu polskich żołnierzy poznało między innymi parametry techniczne pojazdu MRAP. Usłyszeli również o sytuacjach, z jakimi spotkali się dotychczas amerykańscy kierowcy tych pojazdów, na przykład w wyniku niewłaściwej eksploatacji, oraz o sytuacjach niebezpiecznych dla zdrowia lub życia. W części praktycznej natomiast pod czujnym okiem instruktora każdy żołnierz musiał bezbłędnie pokonać wyznaczony odcinek trasy.

Jak powiedział Richard Stedman, to szkolenie ma tak naprawdę jeden cel. „Chodzi o to, aby każdy polski żołnierz, który usiądzie za kierownicą MRAP-a, znał dobrze jego możliwości, umiał poradzić sobie w sytuacjach, kiedy może być zagrożone zdrowie lub życie. Żaden żołnierz podczas patrolu nie może być zaskoczony, nie mieć określonej wiedzy. Dobre wyszkolenie gwarantuje odpowiedni poziom bezpieczeństwa, a nierzadko ocala życie. Pojazdy typu MRAP dzięki swoim parametrom technicznym i właściwej obsłudze gwarantują bezpieczeństwo”.

Biorący udział w szkoleniu żołnierze musieli zdać egzamin teoretyczny, a także zaliczyć część praktyczną kursu. Jednym słowem wszyscy musieli udowodnić, że zarówno w teorii, jak i praktyce  MRAP nie ma dla nich żadnych tajemnic. Kurs zaliczyli wszyscy uczestnicy, tym samym więc polskie siły zadaniowe obecne w Ghazni mają kolejną grupę dobrze wyszkolonych i certyfikowanych kierowców pojazdów typu MRAP.

Najnowsze

Półmetek sezonu WRC na Sardynii

Rajd Sardynii jest szóstą rundą Rajdowych Mistrzostw Świata. Oznacza to, że jesteśmy na półmetku rywalizacji o tytuł najlepszego kierowcy na całym ziemskim globie. Wydaje się, że nic nie jest w stanie przerwać doskonałej passy Sebastiena Loeba, który wygrał wszystkie tegoroczne rundy. Ma o 19 punktów więcej od swojego kolegi z zespołu Daniego Sordo. Najgroźniejszy dotychczas rywal Mikko Hirvonen traci równe 20 oczek.

Bazą rajdu jest nadmorskie miasto Olbia, a trasy zlokalizowane zostały na północno-wschodnim szmaragdowym wybrzeżu wyspy. Gorąca Sardynia i jej kręte, wąskie i kamieniste szutrowe odcinki specjalne będą stanowiły wyjątkowo trudne wyzwanie dla załóg i samochodów. Zawodnicy w ciągu trzech dni mają do przejechania 1 263,20 km, w tym 17 odcinków specjalnych o łącznej długości 347,12 km. Do walki stanęła cała czołówka z mistrzostw świata, a także zawodnicy walczący w Junior WRC. 

Kościuszko na mecie wygranego Rajdu Sardynii
Fot. KRT

Michał Kościuszko i Maciek Szczepaniak, liderzy klasyfikacji Mistrzostw Świata JWRC, zakończyli zapoznanie z trasą Rally d’Italia Sardegna, szóstej eliminacji Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata. Konkurencja wśród Juniorów podczas tego rajdu będzie naprawdę ciężka, ale polska załoga się nie poddaje.
Tegoroczne odcinki Rajdu Sardynii pokrywają się w dużej części z zeszłorocznymi, możemy więc używać tych samych notatek, a to bardzo pomaga. Przyczepność na zapoznaniu była znacznie lepsza, niż w ubiegłym roku, kiedy przed rajdem padało cały czas. Odcinki są twarde, dużo krótkich niewidocznych zakrętów. Na poboczu leży wiele dużych głazów, co wymaga bardzo precyzyjnej jazdy. Bardzo ciekawy jest pierwszy odcinek z drugiego dnia – biegnie po trakcie kolejowym, z którego zostały usunięte szyny. Będzie tam bardzo ślisko i będzie głęboka koleina. Na rajd zapowiadana jest słoneczna pogoda. Na zapoznaniu temperatura przekraczała 30 stopni, więc w rajdówce będzie dwa razy tyle. Mam nadzieję, że w tym roku na Sardynii będą również polscy kibice i będą tak samo widoczni, jak w ubiegłym roku. Ponieważ mamy ograniczoną liczbę opon, odcinek testowy przejedziemy tylko raz, aby sprawdzić ustawienia auta – powiedział Michał Kościuszko.

Warto dodać, że właśnie podczas ubiegłorocznego Rajdu Sardynii Michał z Maćkiem wygrali wśród Juniorów.
– W tym roku chciałbym powtórzyć ten sukces i przywieźć z Włoch kolejne 10 punktów – dodał Michał.

Najnowsze

Na Africa Twin przez świat

„Wyprawy motocyklowe, szybko uzmysławiają nam, że to właśnie dzięki motocyklom możemy spełnić nasze marzenia o podróżach do źródeł, w najdalsze zakątki świata". Tak powstaje pomysł wyprawy: "Na motocyklach przez świat (World On Bikes)".

 

fot. Łucja Kryńska

Aleksandra Trzaskowska o sobie mówi, że jest „łazikiem” i „szwędaczem”, który kocha podróże i wszelkie formy ruchu. Jej największe życiowe pasje to narciarstwo: zjazdowe, klasyczne i tourowe, żeglarstwo, jazda konna, motocykle i oczywiście podróże. Za swoje dotychczasowe sukcesy uważa: poznanie drugiej połówki Jurka, z którym dzieli podróżnicze pasje, zrobienie uprawnień instruktora narciarskiego i sternika morskiego, wzięcie udziału w wielu pasjonujących podróżach żeglarskich, mi.in. z Ushuaia na polską stację antarktyczną im. Arctowskiego, po Karaibach, przez fiordy Norweskie, po Morzu Północnym i Bałtyckim oraz z Wysp Azorskich do Chorwacji, uczestnictwo w regatach żeglarskich w klasie „Pol-Skif”, zorganizowanie wspólnie z Jurkiem wypraw m.in. po Patagonii, do Nepalu, do Mongolii i po całej Europie.

 

Na wieszaku w pracy garnitur. Buty – może nie na kilkunastocentymetrowym obcasie – ale „pracowe”. Formalny strój. A jeszcze przed chwilą gnała przez korytarz do łazienki w ciuchach motocyklowych. Krótka okupacja, poprawienie „oka”, spojrzenie w lustro. Z motocyklistki w adwokatkę. „Grunt to przyzwyczaić pracodawcę do wkraczania do firmy w motocyklowym ubraniu. Mi się udało.” – śmieje się Ola Trzaskowska, prawniczka o sercu socjolożki i duszy włóczykija. Można powiedzieć, że ma szczęście. Większość jej współpracowników to tzw. „Afrykanerzy” – miłośnicy Hondy XRV znanej bardziej jako Africa Twin. Motocykla, wzorowanego na tryumfującym w rajdzie Paryż-Dakar modelu  NXR. Ola też jest „Afrykanerką”, właściwie od niedawna. Do pracy przyjeżdża na motocyklu dość często, szczególnie gdy w ciągu dnia musi coś pozałatwiać. Ale teraz porzuca garnitur, obcasy i wyjeżdża na pół roku, a może dłużej, na pierwszy etap motocyklowej wyprawy dookoła świata.

 

fot. Jerzy Piątkiewicz

Rozmowę o najnowszej wyprawie World on Bikes Ola zaczyna bardzo skromnie. Bo jakże inaczej określić w jej przypadku mówienie, że dotychczas „troszkę pływała i chodziła po górach”? Włóczykijstwo, włóczykijstwem, ale jak sama przyznaje od zawsze jednak chciała jeździć na motocyklach. Niestety, jak to w przypadku młodzieńczych marzeń bywa, rodzice stanowczo zaprotestowali i nastoletnia Ola zrozumiała, że o zakupie motora musi na jakiś czas zapomnieć. Miłość do jednośladów odżyła z pojawieniem się innej miłości – życiowej – Jurka. Okazało się, że oboje noszą gdzieś w sobie nieprzepartą chęć do realizacji pasji jaką jest turystyka motocyklowa. Poniekąd będącą konsekwencją generalnej słabości obojga do szwendania się. Jurek dość szybko odkrył enduro a Ola uznała jeżdżenie za dalszy etap rozwoju, marząc gdzieś w przyszłościowych planach o treningach na torze. Podkreśla: – „Sam kurs prawa jazdy na motocykl zdecydowanie nie wystarcza. Niezależnie od planów warto się szkolić technicznie, chociaż kosztuje to sporo pracy i energii”.

 

Oboje jeżdżą stosunkowo niedługo. Ze cztery-pięć lat. Jednak starają się z Jurkiem każdą wolną chwilę spędzać na motocyklach. Nie jest to proste, zważywszy na fakt że Ola pracuje w korporacji centrum stolicy. Przyznaje, że nierzadko kończy pracę po godzinie 19tej. Rok temu walkę o urlop przegrała. Nie puścili jej. Miał to być kolejny wyjazd motocyklowy. Ale Ola uważa, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Co się odwlecze… Dotychczas realizowali z Jurkiem motocyklowe podróże głównie po Europie i Polsce. Ola wyznaje zasadę, że warto pomyśleć ile ma się czasu i co się chce zobaczyć. Ale bez ciśnienia, nakręcania kilometrów. Chociaż oczywiście, przyznaje, są też tacy, których za cel stawiają sobie pojechać w tydzień do Maroka i z powrotem. Ola się od takiej „turystyki” zdecydowanie odcina.

 

fot. Aleksandra Trzaskowska

 

W planach na najbliższe pół roku – Azja Centralna. Aleksandra nie ukrywa obaw przed niespodziankami natury formalnej. To trudny region pod tym względem. Mieszkańcy Unii Europejskiej są przyzwyczajeni do przemieszczania się wręcz bez paszportów. W Azji, to czy wjedziesz do danego kraju, często zależy od humoru pana, który sprawdza papiery i podnosi prowizoryczny szlaban. Ola i Jurek mają wszystkie wizy i zebrali wymagane dokumenty. Mieli przejściowe problemy z wizą irańską. Jerzy ją dostał, Ola nie. Powód? Bo jest niezamężną kobietą. To wystarczyło. Jednak posiadanie wszystkich „papierków”, pozwoleń nie gwarantuje jeszcze sukcesu. Nie można być pewnym, że uda się przekroczyć granicę.

Uzbierali przed pierwszym etapem swej podróży, cały zeszyt pozwoleń. Chiny, Tybet – szczególnie mogą okazać się pełne niespodzianek. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy swej podróży, Ola z Jurkiem chcą przejechać przez Indie do Chin. Następnie wrócą – podreperować budżet i – ewentualnie – zastrzega ze śmiechem Ola – motocykle. Może oczywiście się zdarzyć, że czas ich wyprawy się przedłuży. Tak obstawiają przyjaciele, mówiąc, że ich „Afrykanerów” przygna z powrotem do kraju wyłącznie pusta kieszeń. Ale czas pierwszego etapu podróży pozostaje kwestią otwartą. Tak jak i kolejne plany. – Dalej mamy Birmę – zamyśla się Ola: – Przez nią nie da się przejechać. Który region obierzemy za kolejny cel? Jestem hiszpańskojęzyczna, więc może Ameryka Południowa? –  zastanawia się.  Ola ogromnie żałuje, że nie są z Jurkiem rosyjskojęzyczni. Uczyli się wprawdzie rosyjskiego rok, półtora przed wyprawą, więc powinni się porozumieć. Trochę mówią, lepiej czytają, ale nie jest to swobodna komunikacja.  – Niestety należymy już do tego pokolenia, dla którego rosyjski nie był obowiązkowy i mało kto go wybierał w szkole by się uczyć.  – wzdycha Ola.

 

fot. Łucja Kryńska

Do podróży przygotowywali się niezwykle sumiennie. Szczegolnie, że regiony w które się teraz udają, są dla Oli zupełną nowością. Poza Mongolią nie zapuścili się dalej w Azję Centralną. Nowum geograficzne, kulturowe. To trudne kraje – zwłaszcza z punktu widzenia kobiety. Przecież w Iranie, nie mogą one nawet ubiegać się o prawo jazdy na motocykl. Ola przykłada ogromną wagę do poszanowania kultury kraju w którym się znajduje. Nawet jeśli nie jest do czegoś na codzień przyzwyczajona. Będzie musiała uważać, wyczuwać sytuację: czy jako kobieta będzie mogła iść dwa kroki przed mężczyzną, odezwać się pierwsza, wyjść z inicjatywą. – Jestem gotowa nosić chustę na głowie. Chętnie przyjrzę się, z czystej socjologicznej ciekawości, jak kobiety żyją w tamtych krajach. – mówi Ola. Jurek w ich dwuosobowym team’ie odpowiada za kwestie techniczne, ona za logistyczne i formalności. Będzie musiała jeśli trzeba, ustąpić pola Jerzemu i oddać mu „swoją działkę”.

 

Na szlifowaniu umiejętności lingwistycznych i obejścia kulturowego przygotowania się oczywiście nie kończą. Mnóstwo czasu przed wyprawą zajęło im poprawienie „tężyzny fizycznej”, zgromadzenie niezbędnych informacji, ekwipunku. Ponieważ motocykl jest wymagający kondycyjnie, poza sezonem jeździli na nartach. Uprawiali narciarstwo tourowe, zdjazdowe, biegowe.  – Przed wyprawą dodatkowo chodziłam też na basen i siłownię – mówi Ola: – Nieszczególnie lubię to drugie. Wolę uprawiać sport na powietrzu, ale wyprawa wymagała pracy nad mięśniami – dodaje.

 

fot. Aleksandra Trzaskowska

Ola ukończyła także kursy warsztatowe, żeby mieć względne pojęcie co jest czym w motocyklu.  – Ale to żłobek. Ledwie liznęlam temat – śmieje się.  Od wszelkich rzeczy technicznych jest Jurek. Skręcił i rozkręcił właściwie dwa motocykle. Wiele zmienili w swych Africa Twin by je dostosować do wyprawy. Muszą wytrzymać dużo większy ciężar więc poprawili zawieszenia, zamienili linki sprzęgieł na metalowe, zamontowali dodatkowe gniazda zapalniczek, CB radia żeby mogli  się komunikować. Zamówili specjalnie przygotowane kufry. Od jesieni do wiosny spędzali po pracy prawie każdy dzień w garażu. Właściwie głównie Jurek, bo Ola siedziała w Internecie wyszukując informacje, mapy, trasy lub załatwiała wizy i biegała po ambasadach.

 

 

fot. Aleksandra Trzaskowska

Skąd wiedzieli co ze sobą zabrać na wyprawę? Informacje czerpali głównie z forów internetowych i od osób które miały za sobą podobne doświadczenia. Sami też już wcześniej jeździli, więc podstawowy ekwipunek mieli przetestowany.  – Czym więcej się jeździ, tym mniej rzeczy się zabiera – śmieje się Ola i dorzuca: – Podejrzewam, że nie wieziemy więcej „tobołków” niż inni. –  Z pewnością i tak jest im łatwiej niż parom jadącym na jednym sprzęcie, bo tu każde z nich podróżuje osobnym motocyklem. Przeważa sprzęt techniczno-kampingowy. Dodatkowo Ola zabiera aparat fotograficzny, laptopa, telefon satelitarny, apteczkę. Rzeczy osobiste stanowią mały procent. W rzeczywistości mało się ich używa. Materiały z których robione są np. koszulki szybko schną, więc nie trzeba ich ze sobą wozić zbyt wielu. Łatwo też je prać w drodze. Poza cywilizacją będą spać w namiotach. – Ale będziemy się rozbijać w pobliżu domostw i ludzkich obejść – zastrzega Ola. W miastach planują nocować w motelikach. Mają zamiar z Jerzym jednak bardziej skupić się na części przyrodniczej wyprawy niż podziwiać architekturę miast. – Podobno często po takich wyprawach niektóre osoby mają problem z przeniesieniem się z powrotem do łóżek, ciekawe czy my też będziemy woleli spać na karimatach – zastanawia się.

 

 

fot. Łucja Kryńska

Ola przyznaje, że bardzo ważne w planowaniu tras jest nie to ile kilometrów dziennie jest człowiek w stanie przejechać, a stan miejscowych dróg. Dla przykładu w Tadżykistanie większość z nich ma górski charakter i w ciągu jednego dnia nie da się pokonać wielu kilometrów. Nie założyli więc z Jerzym konkretnej średniej odległości, którą mieliby osiągnąć jednego dnia. Z pewnością chcą jak najszybciej dojechać do Stambułu, co nie będzie takie trudne, zważywszy na liczbę autostrad po drodze. Ponieważ sama podróż uwarunkowana jest wieloma czynnikami, może się okazać, że potrwa ona dłużej niż planowane wstępnie pół roku.

 

Telefon satelitarny (w miejscach typu Pamir żadne telefony komórkowe nie działają), wsparcie bardzo dużej grupy przyjaciół, ubezpieczenia medyczne. Ola wbrew pozorom nie boi się tego, że mogą nie dać sobie rady czy, że będą siebie mieli wzajemnie dość. Sprawdzili się już wcześniej. Jej obawy dotyczą przede wszystkim barier formalnych. Takich nie do przeskoczenia. – Jest to w jakimś stopniu nieuniknione – smutnieje ale zaraz ożywia się: – Jednak jestem bardziej podekscytowana przed wyjazdem niż zdenerwowana.

Mentorzy wyprawy? Było ich kilku. Chociażby Marek Godlewski który sam objechał w końcu świat dwukrotnie. Jeśli chodzi o technikę jazdy jest w oczach Oli nie do pobicia. – Nauczył nas na co uważać, jak jeździć z dużym obciążeniem, jak pokonywać wzniesienia, trudne tereny – wylicza Ola. Łucja Kryńska pomagała w zaopatrzeniu apteczki wyprawowej. Dwie torby specyfików wyniesione z apteki okazują się minimum. Kilka osób z forum Africa Twin, które dzieliły się radami, bo jeździły w rejony Azji Centralnej i mają bogate doświadczenia. Z pewnością wyprawa Oli i Jerzego ma wielu ojców i matek.

 

fot. Aleksandra Trzaskowska

Ale sam pomysł i przygotowania wcale nie muszą być największym problemem. W końcu najważniejszy jest sprzęt na którym chce się przemierzać bezdroża. A w tym przypadku kobiecość troszkę zaczęła uwierać. Ola na początku jeździła Suzuki SV 650 a Jerzy Yamahą Buldog. Jeden wyjazd na Słowację i zapadła decyzja o zmianie charakteru sprzętu. Wiedzieli już, że będą szukać motocykli na dłuższe i dalsze wyprawy. Poza szosowe, po drogach terenowych. Jurek szybko opowiedział się za Afirca Twin, ale Ola nie uważała, żeby był to dobry motocykl dla dziewczyny. Z drugiej strony przyznaje, że nie miała jednak specjalnego wyboru. Africa Twin ma bowiem jeden duży, niekwestionowany plus. Jest to niewątpliwie motocykl sprawdzony w przeróżnych warunkach. Chociaż nie jest to nowy model, wciąż jest popularny. Nie ma w nim elektroniki, jest prosty w obsłudze. Wiadomo co może być w nim awaryjne i łatwo się na taką ewentualność przygotować. Ale z Olą był problem. Powiedziała, że na Africa Twin nie pojedzie i już. – Wzięłam nawet od taty Jurka na jeden z naszych wyjazdów „Transalpa” – opowiada – Ale w drodze powrotnej wsiadłam na motocykl Jerzego i przekonałam się do Africa Twin. Ciężka, ale w prowadzeniu idealna i gdy już jedzie, jest nie do przebicia. Super motocykl – zachwala Ola. Chociaż przyznaje, że ciężar motoru przeszkadza jej szczególnie w mieście, gdy musi gdzieś wycofać np. pod górkę czy zjechać z krawężnika. – Gdy motocykl jest obciążony, dotykam całą stopą ziemi. – tłumaczy: – Ale bez balastu dotykam jej tylko palcami. Mam 168cm wzrostu.

 

Ola nie ukrywa, że na podróż Africa Twin zdecydowała się też ze względu na Jurka. Dobrym pomysłem jest wybrać się na dwóch takich samych sprzętach. Serwis i części dotyczą bowiem wówczas właściwie jednego motocykla, a nie dwóch.

 – Szkoda jednak – dodaje Ola – że nie ma turystycznego motocykla stricte dla dziewczyn. Może ktoś to wreszcie zauważy? – pyta retorycznie. I ma rację. Większość oferowanych maszyn jest albo zbyt wysokich, albo zbyt ciężkich, albo po prostu nie nadają się tak naprawdę w teren. Dziewczyny często są zmuszone zdecydować się np. na BMW GS. Bo są małe, ale nie każdy lubi takie motocykle – zauważa Ola – i jednak są naszpikowane elektroniką.

 

Na bieżąco losy Oli i Jerzego można śledzić na wyprawowym blogu: www.worldonbikes.pl oraz na stronach National Geografic.

Najnowsze

Ubezpieczenia samochodowe dedykowane kobietom

Na całym świecie kobiety są zabiegane i mają mnóstwo „na głowie". Szkocka firma ubezpieczeniowa postanowiła więc ułatwić nieco życie płci pięknej, zwłaszcza w trudnych sytuacjach awarii samochodu i wypadków drogowych. Nie oznacza to oczywiście, że panowie nie są przez firmę obsługiwani, ale nie mają możliwości skorzystania z dodatkowych przywilejów.

Sheilas' Wheel z siedzibą w Glasgow proponuje ubezpieczenia samochodowe przygotowane specjalnie dla kobiet. Trzy panie założycielki wyszły z założenia, że oferowane kierowcom polisy nie uwzględniają kilku ważnych aspektów związanych z użytkowaniem samochodu przez kobiety i rozpoczęły działalność jesienią 2005 roku.

fot. Motocaina

Pomoc do 40 minut
Większość z nas żyje w ciągłym pośpiechu. Praca, przedszkole, szkoła, zakupy wszystko to musi zmieścić się jakoś w nieelastycznych ramach czasowych. Nie mamy czasu czekać godzinami na środku drogi na przyjazd mechanika lub holowanie pojazdu. Sheila’s Wheel oferuje paniom dojazd mechanika w ciągu 40 minut! Jeśli trwa to dłużej zobowiązuje się zapłacić 10 funtów. Do tego koszt ubezpieczenia dotyczący awarii samochodu jest jednym z najniższych na rynku brytyjskim.

Obsługa prawna
Polisy oferują również dodatkową obsługę prawną w przypadku kiedy „pani kierowca” bierze udział w niezawinionym przez siebie wypadku. Dochodzenie odszkodowania i wszelkie związane z tym uciążliwe czynności prawne załatwiane są przez opłaconego już fachowca.  

fot. Motocaina

Kilka lat temu znalazłam się w takiej sytuacji i oprócz zdenerwowania jakie ogarnęło mnie z powodu bezmyślności kierowcy, który wjechał w tył mojego ukochanego samochodu zaraz potem najbardziej martwiła mnie perspektywa załatwiania wszelkich formalności dotyczących kosztów naprawy i odszkodowania. Myślę, że taka opcja jest naprawdę świetnym pomysłem. Fachowiec występujący
z ramienia firmy ubezpieczającej lub za jej zgodą wybrany przez nas z całą pewnością ma doświadczenie, wie co powinno zostać załatwione a w przypadku konieczności dochodzenia praw na drodze sądowej reprezentuje nasze interesy.  Czyli załatwione.

Samochód zastępczy i naprawa
Niby nic nowego ale za jaką cenę? Na czas naprawy właścicielki samochodów otrzymują do dyspozycji auto zastępcze i nie jest to żaden dodatkowo płatny wariant. Dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do poruszania się własnym środkiem lokomocji na co dzień, mieszka za miastem albo co gorsza potrzebuje auta ze względów zawodowych to bardzo ważny aspekt. Większość ubezpieczeń w Polsce nie proponuje w podstawowych polisach takiej możliwości. Nawet jeśli występuje taka opcja to w momencie zaistnienia konieczności naprawy okazuje się, że owszem ale za dodatkową opłatą albo tylko na chwilę przysługuje nam samochód zastępczy. Sheilla’s Wheel podkreśla, że wszyscy mechanicy zajmujący się naprawami kobiecych samochodów pracują zgodnie z „przyjaznymi kobietom wytycznymi”. Co prawda nie podano w opisie polisy co to oznacza, ale spodziewam się, że panowie są wyjątkowo uprzejmi, nie rzucają mięsem i nie próbują wcisnąć tak zwanej ciemnoty czyli wymienić niepotrzebnie części – bo my się nie znamy…

fot. Motocaina

Pomoc psychologa
Każda z nas, która miała nieszczęście uczestniczyć w wypadku drogowym z pewnością wie, jak bardzo traumatyczne jest to przeżycie. Sheilla’s Wheel zadbała więc o to, aby panie miały dostęp do 24 -godzinnego serwisu, w którym zatrudniony psycholog pomoże poradzić sobie z trudną sytuacją. Nie słyszałam, aby któryś z działających na polskim rynku ubezpieczycieli oferował taką pomoc. Stres związany z wypadkiem może przecież pozostawić trwały uraz nierzadko powodując niechęć do powtórnego siadania za kierownicą. Dbałość o psychikę ubezpieczonego powinna więc zdecydowanie brana być pod uwagę. Z czysto biznesowego punktu widzenia należałoby pomyśleć, że może to grozić utratą klienta.

fot. Motocaina

Zniżki
Po pięciu latach bezwypadkowej jazdy – a przecież wszystkie wiemy, że kobiety są lepszymi kierowcami niż mężczyźni – ubezpieczona otrzymuje 70 procentową zniżkę! Każdy następny rok to dodatkowy 1 procent rabatu aż do 75%. Co więcej, jeśli decydujemy się na rezygnację z usług dotychczasowego ubezpieczyciela i jesteśmy w stanie wykazać, że w okresie ostatnich pięciu lat nie występowałyśmy o odszkodowanie Sheilla’s Wheel przyznaje tę zniżkę od razu.

Moja torebka!
Firma pomyślała o jeszcze jednej bardzo ważnej sprawie. Każda z nas nosi a tym samym wozi ze sobą torebkę. Często, oprócz przysłowiowego bałaganu znajdują się w niej naprawdę wartościowe przedmioty. Warto więc pomyśleć o ich ubezpieczeniu. Brytyjska firma proponuje równowartość 300 £ w przypadku kradzieży naszej skarbnicy z samochodu, niezależnie od ubezpieczenia innych przedmiotów znajdujących się w aucie.

fot. Motocaina

Acha, jeszcze jedno – panowie mogą się „podpiąć” pod nasze ubezpieczenie. Od nas tylko zależy czy chcemy ubezpieczyć jako drugiego kierowcę męża, partnera lub syna.

Nie ma co wpadać w przesadny zachwyt bo z pewnością znaleźć można w ofercie Sheilla’s Wheels jakieś wady i jak i u innych ubezpieczycieli sporo tutaj punktów – Nie wypłacamy jeśli…….  Należy mieć nadzieję, że w praktyce rzeczywiście pomoc pojawia się po kilku minutach, psycholog jest w stanie nas wesprzeć a mechanik naprawiający nasz samochód nie traktuje nas jak natręta zadającego dziwne pytania.  Na polskim rynku pojawiły się już ubezpieczenia oferowane mamom posiadającym dzieci do lat 6 – to podobno one szczególnie ostrożnie jeżdżą, oraz polisy dla kobiet obejmujące pokrycie części kosztów powypadkowych operacji plastycznych….  

fot. Ford

Jakie miałyby być podstawy innej wyceny ubezpieczeń dla kobiet?
Według zeszłorocznych danych w Polsce prawo jazdy posiada 10 milionów mężczyzn i 5 milionów kobiet. Panie podobno dwukrotnie rzadziej regularnie zasiadają za kierownicą ale faktem też jest, że co roku
w wypadkach ginie siedmiokrotnie więcej mężczyzn kierowców niż kobiet. Skutki wypadków powodowanych przez kobiety są także zwykle łagodniejsze. Znacznie częściej też panowie siadają za kierownicą będąc pod wpływem alkoholu. Krzysztof Hołowczyc twierdzi, że mężczyźni nigdy nie będą lepszymi kierowcami od nas ponieważ są zbyt skupieni na rywalizacji i znacznie szybciej się irytują.

Czy gdyby więc wziąć pod uwagę mężczyznę i kobietę z tym samym stażem za kierownicą jeżdżących bezwypadkowo, to koszt ubezpieczenia różni się?  Nie słyszałam, a może powinien. Dane statystyczne wyraźnie wskazują na to, że należą nam się zniżki za samo bycie kobietą! Jasnym przecież jest, że ubezpieczyciel ponosi kilkakrotnie mniejsze ryzyko sprzedając polisę pani kierowcy.
Już widzę jak za chwilę panowie zaczną nam zarzucać, że ich dyskryminujemy. Śliski temat …. Panowie -liczby mówią same za siebie.

Najnowsze

Targi AUTOSTRADA 2009

Motocainy nie może zabraknąć na wydarzeniach związanych z motoryzacją. W dniach 12-15.05.2009 w kieleckim centrum targowym odbyła się jedna z największych imprez motoryzacyjnych w Polsce - targi AUTOSTRADA 2009. Tegoroczna edycja była wyjątkowo ciekawa, bo miała pokazać rzeczywistą siłę kryzysu wobec pilnej potrzeby rozbudowy sieci dróg w naszym kraju. My jednak skupiłyśmy się na pojazdach.  

Uderzyła nas niewielka liczba wystawców, którzy w większości zmniejszyli swoje powierzchnie wystawowe w stosunku do ubiegłych dwóch lat. Interesująco za to eskponowały swoją ofertę firmy dotychczas prezentujące się marginalnie lub wcale.

Biełaz robił spore wrażenie na zwiedzających
Fot. Motocaina

Bogato jawiła się zwłaszcza oferta samochodów ciężarowych zza wschodniej granicy. Kamaz sławiony przez sukcesy w rajdzie Dakar zaprezentował rodzinę wywrotek na bazie podwozi 8×4: Kamaz 65201 o dmc. 41 t, ładowności 26 t. z silnikiem o mocy 380 KM oraz Kamaz 6540 o dmc. 40 t i ładowności 19 t, z silnikiem 280 KM. Zabrakło w ofercie pojazdów z napędem 8×8 oraz samochodów specjalnych, takich jak pompy do betonu, czy ciągniki siodłowe.

Kielecka firma POLMARK robiła furorę ze swoim pojazdem, który choć nie zaliczał się do największych robił spore wrażenie – był nim 80 tonowy Biełaz. Pozostając w kręgu wywrotek wspomnijmy o ofercie MAZa, samochodach z silnikami Mercedesa Euro 4 oraz podwoziami w konfiguracjach 4×2 (MAZ 555035) oraz  6×4 (MAZ 650136 i MAZ 650119) i ładowności odpowiednio: 12,1; 12,3 oraz 12,8 t.

 

Czyżby to było jedyne zastowanie dla Massifa?
Fot. Motocaina

Firmy JCB oraz Caterpillar prezentowały wszelkiego rodzaju maszyny drogowe oraz wozidła technologiczne; nie zabrakło gigantycznych koparek oraz ładowarek. Bardzo dobrze reprezentowana była grupa naczep niskopodłogowych. Pojawiły się też nowe firmy, takie jak VS-mont z naczepą AT02 pozwalającą na przewóz 2 wywrotek, dzięki opuszczanym i podnoszonym pokładom. 

Uwagę zawracało stoisko Iveco, oznakowane w barwach drużyny rugby All Blacks. Choć interesowano się zarówno Daily 4×4 oraz najnowszym Eurocargo, to chyba największy „szum” robił Massif, który w wersji pick up przez cały czas zajmował się wożeniem hostess na sygnale.

W ofercie Fiata znalazł się model Ducato 4×4 ze stałym napędem na obie osie Dangel.

Fiat Ducato 4×4
Fot. Motocaina

Ciężarówkę roku – nowego Mercedesa Actros odnaleźliśmy na stoisku producenta wywrotek KH – Kipper. Samochód posiadał zabudowę tylnozsypowej wywrotki z potężnym siłownikiem hydraulicznym wywrotu.

Najnowsze