Przekładnia kierownicza

Układ kierowniczy należy do kluczowych w pojeździe, bo stanowi niejako „środek łączności" w systemie pojazd - człowiek. Ma także znaczący wpływ na bezpieczeństwo. Jednym z jego głównych elementów jest przekładnia kierownicza.

Przekładnia śrubowo-kulkowa
Fot. ZF

Głównym zadaniem przekładni kierowniczej jest realizacja sprzężenia pomiędzy kierownicą i kołami pojazdu, inaczej – zamiana ruchu obrotowego kierownicy na ruch drążków mechanizmu zwrotniczego.

Obecnie  stosowane są dwa podstawowe rodzaje przekładni kierowniczych: śrubowe (śrubowo-kulkowe) i zębatkowe.
Przekładnie śrubowo-kulkowe przenoszą duże obciążenia przy małych oporach tarcia dlatego częściej spotykamy je w samochodach cięższych. 

Obecnie rynek układów kierowniczych do samochodów ciężarowych zdominowała firma ZF, która swoimi produktami Servocom oraz Servocomtronic (obie należące do przekładni śrubowo-kulkowych) podniosła dotychczasowe standardy poprzez ograniczenie elementów mechanicznych i wprowadzenie sterowania elektronicznego.

Parametry techniczno-eksploatacyjne przekładni śrubowych uległy znaczącej poprawie, w wyniku wprowadzenia tzw. gwintów kulkowych. Linia takiego gwintu w śrubie i nakrętce ma postać rowka o przekroju kołowym, do wnętrza którego wprowadzone są kulki. Zadaniem kulek jest zamiana tarcia ślizgowego na tarcie toczne podczas wzajemnego obrotu śruby i nakrętki. Dzięki temu, że współczynnik tarcia tocznego jest znacznie niższy, sprawność takich przekładni przekracza 85%. Aby uniknąć wypadania kulek, obydwa końce (wyloty) gwintów nakrętki są ze sobą połączone kanałem obiegowym, umożliwiającym swobodne przemieszczanie się kulek z jednej strony nakrętki na drugą. Podczas obracania koła kierownicy obracający się wał inicjuje przetaczanie się kulek, które wywołują ruch nakrętki współpracującej z wycinkiem zębatym bezpośrednio połączonym z ramieniem przekładni kierowniczej łączącym się ze zwrotnicą koła.

Przekładnia kierownicza z listwą zębatą wspomagana elektrycznie
Fot. ZF

Przekładnia listwa zębatą działa w sposób następujący: zębnik na wale kierownicy powoduje ruch porzeczny listwy zębatej, do której przegubowo zamocowane sa drążki poprzeczne mające połączenie ze zwrotnicami. Jeśli chodzi o najnowsze rozwiązania wśród przekładni kierowniczych z listwą zębatą to firma TRW wraz z wprowadzeniem na rynek w 2008 roku nowych modeli Citroëna Berlingo oraz Peugeota Partnera, zadebiutowała z nową przekładnią elektro-hydrauliczną EPHS (Electrically Powered Hydraulic Steering).Cechą nowego systemu jest lepiej dostosowana do warunków jazdy charakterystyka siły wspomagania w zależności od prędkości jazdy. Zatem kierowcy będzie znacznie łatwiej na parkingu i podczas jazdy w mieście, natomiast przy dużych prędkościach, pojazd będzie stabilniej reagował na ruchy kierownicą i przez to będzie bezpieczniejszy.

Najnowsze

O motoryzacji z Krzysztofem Stelmaszykiem

- Moja dziewczyna wie o samochodach znacznie więcej - powiedział Motocainie Krzysztof Stelmaszyk, aktor Teatru Narodowego, serialowy Tomaszek z "39 i pół". Opowiedział nam też o wstawaniu o świcie, swoich motoryzacyjnych przeżyciach, podróżach i portugalskim winie.

fot. Rafał Kaliński

Imię: Krzysztof
Nazwisko: Stelmaszyk
Data urodzenia: 02.03.1959
Znak zodiaku: Ryby
Zawód: aktor

Krzysztof Stelmaszyk w 1984 roku ukończył warszawską PWST i w tym samym roku debiutował w teatrze. Jest aktorem scen warszawskich: Współczesnego (w latach 1984-1987), Dramatycznego (1987-1989), Współczesnego (1993-2004), a obecnie Teatru Narodowego. Należy do tych, którzy z powodzeniem godzą pracę w teatrze, filmie i dubbingu. W 1989 roku wyjechał razem z rodziną do Kanady. Imał się tam różnych zajęć, z wyjątkiem aktorstwa. W 1993 roku rolą majora Moczydłowskiego w serialu „Kuchnia polska” powrócił na ekran. Popularność przyniosły mu m.in. role w serialach „Magda M”, „Czas honoru”, „39 i pół” oraz filmach „Testosteron” i „Mała wielka miłość”. Uwielbia śródziemnomorską kuchnię i portugalskie wina. Jeździ Suzuki Grand Vitarą.

Wcześnie się dziś spotkaliśmy. Czy zawsze Pan rozpoczyna pracę tak rano?

Męczę się tragicznie, ale daję radę. O świcie odwożę sześcioletnie dziecko do przedszkola, potem zwykle mam jakieś próby, nagrania lub zdjęcia. Przy tych ostatnich często muszę wstawać jeszcze przed przedszkolem. Gdy mam spektakl wieczorny, mój dzień kończy się bardzo późno… Cóż, to integralna część zawodu. Taki jest los aktora.

Czym dla Pana jest samochód? Narzędziem, źródłem przyjemności, a może męską zabawką…?

– Zdecydowanie narzędziem pozwalającym, nierzadko dla przyjemności, sprawnie się przemieszczać. Kiedyś podniecał mnie sam dźwięk silnika… Współczesne samochody ogołocono z charakteru. Swego czasu dużo radości sprawiła mi jazda starą ciężarówką, gdzie trzeba było walczyć z kierownicą bez wspomagania i wdychać smród oleju. To było coś!!! Niedawno miałem zdjęcia, w których brali udział chłopcy na Harleyach i to mi się podobało; ten dźwięk i bliskość z maszyną. Na motocyklu jeździłem co prawda jako pasażer, ale jeszcze niedawno rozważałem kupno skutera do jazdy po mieście. Jednak dokładnie się przyjrzałem, jak traktuje się jednoślady w Polsce i zrezygnowałem. W „Testosteronie” jeździłem starym Rolls-Royce’em i zrobiło to na mnie wrażenie. Dużo zależało ode mnie: na zakrętach bujało, walczyłem z biegami i układem kierowniczym, ale czułem się jednością z tym autem. Szkoda, że nie wrócą już czasy takich pojazdów… lecz dobrze, że są takie auta jak Grand Vitara. Ma wszystkie niezbędne, elektroniczne urządzenia, które na szczęcie nie obezwładniają kierowcy.

Jaki szczególny warunek musiało spełnić auto, by brał je Pan pod uwagę?

– Jestem wysoki i chciałem mieć auto wygodne, w którym mógłbym łatwo zająć miejsce za kierownicą.  W Vitarze szybko się przyzwyczaiłem do tego, że siedzę wysoko, że z góry patrzę na innych kierowców. Gdy czasami wsiadam do niskiego samochodu któregoś z kolegów, czuję się mało komfortowo. I jeszcze taki drobiazg – inni kierowcy z respektem traktują wysokie, muskularne auto.

Sam Pan wybrał ten samochód?

– Prawdę mówiąc – nie. Kompletnie nie znam się na samochodach. Wstyd się przyznać, ale moja dziewczyna wie o nich znacznie więcej. Ja rozpoznaję podstawowe marki i kolory. Mój przyjaciel Tomasz Karolak ma chyba z siedem samochodów i naprawdę się na nich zna. To jego poprosiłem o radę. Chciałem, by auto było ładne, bezpieczne i niezawodne. Tomek od razu powiedział: kup Grand Vitarę. Podoba mi się jej linia, a wnętrze jest skromne i estetyczne. Moją uwagę zwróciły także ciekawie zaprojektowane okrągłe zegary i wszechogarniająca czerń – to właśnie trafiło w mój gust i upodobania. Nie chciałem skórzanych, zimnych obić, tylko ciepłą tapicerkę i koniecznie podgrzewane siedzenia. Wybrałem nadwozie w kolorze bordo, właściwie taka ciemna wiśnia i widziałem w Warszawie tylko jedno takie auto, co mnie bardzo cieszy. Przyspieszenie nie jest dla mnie najważniejsze, ale nie mogę narzekać; mój 2-litrowy silnik benzynowy jest wystarczająco dynamiczny. Wybrałem też skrzynię manualną, bo lubię mieć wpływ na to, co się dzieje z autem; zresztą mam do niej większe zaufanie, zwłaszcza przy wyprzedzaniu. Mam domek na wsi, do którego trzeba dojechać przez las. Podczas roztopów niemal żaden samochód nie może tam dotrzeć. Vitarą przejeżdżam bezstresowo. Miałem okazę wybawić z opresji kilku sąsiadów, których auta na grząskim odcinku odmawiały współpracy. Jestem dumny, że moja Suzuki to potrafi.

Jak się sprawuje w miejskim gąszczu to auto?

– Nie jestem wymagającym kierowcą. Głównie jeżdżę po Warszawie. Samochód daje mi poczucie bezpieczeństwa, siedzi się wysoko, więc mam doskonałą widoczność. Zarówno w terenie, jak i w mieście łatwo się prowadzi. Jest dla mnie wystarczająco komfortowe i – co chyba najważniejsze – jest niezawodne. Nie muszę się martwić, czy dojadę na spektakl, wiem, że auto mnie nie zawiedzie, że będę na czas. Co więcej? Z parkowaniem, mimo że to duży samochód, nie mam większych problemów, nie tak jak moi koledzy w osobówkach.

Lubi Pan sam myć swój samochód, czyścić go, polerować, dopieszczać…?

– Nie wiem czy lubię, bo wciąż brakuje mi na to czasu. Samochód traktuję jak narzędzie pracy. Nie mam szczotki do wycierania butów przed wejściem do auta. Staram się jednak dbać, by pojazd był zawsze sprawny, gotowy do jazdy. Jedyną „awarię” miałem po miesiącu eksploatacji. Trzeba było dolać płynu do spryskiwacza. Zaglądam pod maskę, a tu wykładzina wygłuszająca cała porwana. Okazało się, że podczas mojego pobytu na wsi jakieś gryzonie postanowiły zrobić sobie z niej gniazdo. W serwisie uzupełniono mi ten materiał. Poza tym – odpukać – auto jest bezawaryjne. Raz na pół roku oddaję samochód do gruntownego czyszczenia i wtedy podziwiam, jaki jest piękny.

 

for. Rafał Kaliński

 

Czy montuje Pan w aucie jakieś dodatkowe urządzenia?

– Absolutnie nie. Zamiast gadżetów, wolę kupić dobre wino. Mam w samochodzie komputer pokładowy, który mierzy mi spalanie i podaje inne dane. To mnie całkowicie satysfakcjonuje. Zresztą rzadko korzystam z tych informacji. Tankuję raz na tydzień, po co mi wiedza, ile pali? Sprawdziłem jedynie na autostradzie, że przy większych prędkościach wskazówka trochę szybciej opada. Nie mam nawet nawigacji, choć wiem, że może być przydatna. Wolę jednak porządną mapę, zdaję się na swój zmysł orientacji. Kiedyś wynająłem domek na wsi w Portugalii i chociaż właściciel nie chciał wierzyć, że trafię, nie miałem z tym żadnych problemów. Obserwuję swojego brata mieszkającego w Kanadzie, który dużo podróżuje korzystając z nawigacji. Nie jest w stanie wymienić nawet głównych ulic w odwiedzanych miastach. To zwyczajnie nie ma sensu.

Żyje Pan w ciągłym pośpiechu. Czy mimo to na drodze porusza się Pan zgodnie z przepisami?

– Lubię jeździć szybko i dynamicznie, ale tylko tam, gdzie jest to możliwe. Nigdy nie jeżdżę agresywnie, przestrzegam przepisów i kieruję się rozsądkiem. Staram się przewidywać sytuację na drodze. Nie lubię jeździć w godzinach szczytu, bo to są wyścigi, przepychanki, nieustanne zajeżdżanie drogi, dużo chamstwa i agresji. Jeżdżąc, staram się nikomu nie zawadzać i oczekuję tego samego od innych. Wracając do Portugalii, tam nie ma ani tylu radarów, ani patroli, a wszyscy jeżdżą spokojnie i są dla siebie uprzejmi. Marzę, aby ten zwyczaj dotarł do Polski…

Czy tak zajęty aktor jak Pan ma czas na podróże samochodem?

– Aby sobie na to pozwolić, muszę wyłączyć telefon i wyjechać za granicę. Kiedyś objeżdżałem kontynenty, m.in. Amerykę Północną i Europę „from coast to coast”. Ten czas już minął, wyrosłem, dojrzałem. Nie chcę tracić czasu na długie przemieszczanie się samochodem, wolę poznawać ciekawe zakątki. Zwykle lecę samolotem, wypożyczam auto na miejscu i cieszę się z każdego odwiedzonego skrawka ziemi. Zachwyciła mnie wspomniana Portugalia; byłem tam już dwukrotnie, zwiedziłem najpierw południowe rejony Algarve, a następnie zjeździłem część centralną. Teraz marzy mi się odwiedzenie Porto i północnej części tego uroczego kraju. Jestem smakoszem win, lubię tamtejszą prostą, śródziemnomorską kuchnię, od której – zdaje się – jestem uzależniony.

A jest jakieś miejsce w Polsce, które Pana urzekło?

– Po Polsce podróżuję samochodem i bardzo lubię dalsze wyjazdy. Niedawno miałem zdjęcia w Pieninach. Tak się złożyło, że byłem tam pierwszy raz. Urzekły mnie okolice Czorsztyna i Niedzicy. Wiem, że jest w Polsce wiele takich cudnych miejsc, które na mnie czekają… Żałuję, że rzadko mogę pozwolić sobie na takie podróże.

Życzymy bezpiecznych wojaży.

Najnowsze

Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego odwołany?

Od pewnego czasu w kuluarach branżowych gremiów plotkuje się, że największa w Polsce impreza, na której prezentowane są najnowsze pojazdy militarne, czyli MSPO 2009 w Kielcach, nie odbędzie się ze względu na kryzys.

Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego to jedna z największych tego typu imprez w Europie.
Fot. targikielce

Z informacji uzyskanych od osób zajmujących się organizacją można te plotki zdementować. Jednak pewne wątpliwości budzi brak udziału w salonie grupy kapitałowej Bumar, czyli największego gracza na rynku polskiego przemysłu uzbrojenia. Ponoć przyczyną absencji na MSPO 2009 jest kryzys i niechęć do wydawania środków otrzymanych na pomoc z MON’u.

Naszym zdaniem najbardziej prawdopodobną wydaje się próba wymuszenia na władzach imprezy organizowania jej w cyklu 2-letnim, co miałoby być korzystne dla poziomu prezentowanych tam produktów oraz wielkości stoisk. Być może jest to także efekt rozgrywek personalnych wewnątrz spółki, o czym mogą świadczyć pośpiesznie organizowane w firmach-córkach wybory władz.

Czy nieobecność Bumaru będzie miała negatywny oddźwięk dla nas, zwiedzających? Być może tak, jednak może okazać się, że dzięki temu z większą uwagą będziemy przyglądać się mniejszym wystawcom, co zapewne pozwoli na inny, być może ciekawszy odbiór targów, a także zmotywuje mniejsze firmy do uatrakcyjnienia oferty ze względu na możliwość lepszego jej eksponowania. Zatem czekamy do najbliższej edycji salonu, który odbędzie się już 31.08-03.09.2009 r.

Niebawem ogłosimy konkurs, w którym do wygrania będą dwie wejściówki na teren targów militranych w Kielcach. Zachęcamy do śledzenia sekcji MILITARIA KOBIECYM OKIEM na www.motocaina.pl/militaria

 

Najnowsze

Zmagania Magdy Wilk na torze F1

Emocje nie mniejsze niż w Formule 1 towarzyszyły zawodnikom startującym w Kia Lotos Cup oraz w Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Magda Wilk, której starty wspieramy i za którą trzymamy kciuki, z przygodami, ale szczęśliwa dojechała do mety na torze Hungaroring.

 

 

 

 

 

 

 

 

Tor, na którym odbywają się Grand Prix Formuły 1, tym razem gościł zawodników w pro_cee’dach oraz Picanto. W upale sięgającym nawet 30 st. C. zawodnicy walczyli o pierwsze punkty w sezonie. Popis wspaniałej rywalizacji dali Kamil Raczkowski, Andrzej Gasenko i Łukasz Błaszkowski. Wyprzedzeń i efektów specjalnych było bez liku, a klasyfikacja co chwilę zmieniała się. Dwukrotnie Raczkowski przejeżdżał linię mety jako pierwszy i z kompletem 100 punktów objął fotel lidera rozgrywek.

 

Zwycięzcy są na podium (od lewej: Błaszkowski, Raczkowski, Gasenko)
fot. Kia

Jedyna kobieta w stawce cee’da – Monika Luberadzka – w kwalifikacjach uzyskała 14. czas. W pierwszym wyścigu awansowała na jedenastą pozycje, w drugim, po sygnale startu miała problemy ze zwolnieniem hamulca ręcznego i do walki ruszyła z ogromną stratą. Monika skorzystała jednak z faktu, że na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, co ułatwiło jej dogonienie rywali. Po wznowieniu wyścigu walczyła o jak najlepsze miejsce i udało się jej zająć 12. pozycję.

 

 

 

Magda Wilk na Hungaroringu
fot. Kia

Nie mniej emocji dostarczyły nieco słabsze Picanto, jednak to właśnie w tej klasie walka jest najbardziej zacięta. Podobnie jak Raczkowski w cee’d, tak tutaj Michał Kijanka dwukrotnie odbierał puchar za zwycięstwo oddalając się na 10 punktów w klasyfikacji od Piotra Materzyńskiego.

Nie zabrakło także rywalizacji kobiet. Wspierana przez Motocainę Magda Wilk w pierwszym wyścigu zdobyła więcej punktów od Oli Furgał, jednak w drugim musiała uznać wyższość koleżanki.
– Start z siódmego pola nie wyszedł mi najlepiej. Drugi bieg nie chciał wejść i straciłam pozycję, ale już po pierwszych paru zakrętach byłam piąta – mówiła Magda po wyścigu. – Niestety, trafiłam na kolegę Malińskiego, który na tyle skutecznie mnie blokował i spychał poza tor, że dogonili nas rywale, zyskując na naszej walce. Faktycznie trudno się tu wyprzedza i nie ma za dużo pola do popisu, więc nie za bardzo dało się odrobić straty. W pierwszym wyścigu dojechałam siódma, a w drugim ósma. To wynik nieco poniżej oczekiwań, ale sezon dopiero się zaczyna. Nie zamierzam się poddawać i na pewno dam z siebie wszystko. Samochód był świetnie ustawiony, trzeba się tylko trochę wjeździć po zimowej przerwie – w pierwszej czasówce byłam piętnasta, a w drugiej awansowałam na siódme miejsce, co daje trochę do myślenia przed kolejną rundą. Do zobaczenia za trzy tygodnie w Poznaniu!

Jednocześnie z pierwszą rundą Kia Lotos Cup odbyły sie także zawody Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski. W klasyfikacji Grand Prix Polski dwukrotnie zwyciężał Maciej Stańco w Ferrari 430 GT3, wyprzedzając Roberta Lukasa w Porsche 997 GT3. W klasie do D4-3500 dwa razy triumfował Adam Gładysz. Z kłopotami technicznymi pierwsze punkty w sezonie zdobyła Karolina Lempel-Czapka. Swoim Renault Megane dotarła na podium w mistrzostwach Polski Dywizji 4 do 3500 cm3.

 

Karolina Czapka w swoim Megane
Fot. Grzegorz Kozera

Oto co powiedziała Karolina chwilę po wyścigu
– Weekend nie do końca przebiegł tak, jak sobie wymarzyliśmy, ale jestem zadowolona, że wywiozłam punkty z Węgier. Po raz pierwszy jeździłam na Hungaroringu – w ubiegłym roku opuściłam węgierską rundę mistrzostw Polski z powodu ślubu. Zawody były super, organizacja bardzo mi się podobała, pogoda sprzyjała, ale niestety, mieliśmy kłopoty z Megane. Już na czwartkowych treningach było dużo problemów z samochodem. Wieczorem trochę podreperowaliśmy „Megę”, ale w kwalifikacjach przejechałam tylko cztery okrążenia. Nagle zablokowało koła i zatrzymałam się na torze. Mechanicy pracowali przez całą noc. Części dojechały, chłopcy poświęcili się, włożyli dużo serca w remont. O ósmej rano odpalili silnik i od razu wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Prawdopodobnie uszkodzeniu uległ jeden z korbowodów. Silnik zaczął wydawać brzydkie dźwięki. Poszliśmy w kierunku taktyki i wystartowałam z depo. Chciałam tylko dojechać po punkty, bo czasem brakuje ich na koniec sezonu. Początkowo wszystko było pięknie, ślicznie. Coś biło, uderzało, motor brzydko pracował, ale temperatura wody, ciśnienie oleju, wszystkie parametry były w porządku. Jechałam spokojnie, kręciłam silnik do 5000. Na czwartym okrążeniu zadymiło, rozległ się ogromny huk – i skończyłam wyścig.Mechanicy znów spisali się na medal i na niedzielę założyli w Megane nowy silnik – seryjny, kupiony poprzedniego dnia w Bielsku, pochodzący z Nissana 350Z. Mapa była zupełnie niedostrojona do motoru i miałam problemy z szybszą jazdą, bo dawka paliwa okazała się nieodpowiednia. Przy dodaniu gazu, na zakręcie samochód stawiało bokiem. Mega zrobiła się bardzo nerwowa. Na starcie silnik zgasł, ale jakoś udało się go odpalić. Z metra na metr, z zakrętu na zakręt starałam się jechać coraz szybciej. W połowie drugiego okrążenia dostałam strzała w lewe tylne koło, które trochę się skrzywiło. Do końca wyścigu jechałam efektownie, bo z rury buchał płomień, a wszystkie zakręty pokonywałam pełnym slajdem. Mam trzecie miejsce w klasie i po naszych przygodach dobrze, że chociaż tak się skończyło. Bardzo dziękuję mechanikom i całemu zespołowi, który stanął na wysokości zadania i spisał się na medal.

Najnowsze

Przyszłość z przeszłością

Wielkie marki dowodzą, że samochód świetnie może się prezentować w muzeum. A nowatorska, odważna, designerska „gablotka" często stanowi idealne tło by dopełnić wizerunku legendarnych modeli i historii firm. Przedstawiamy Muzeum Porsche projektu Delugan Meissi Architects.

fot. Delugan Meissi Architects

Porsche to marzenie każdego fana motoryzacji. Historia marki Porsche jest niemal tak stara, jak historia samochodu.

Ferdynard Porsche bowiem jako konstruktor zyskał sławę bardzo wcześnie, jeszcze w latach 20. Gdy opracował w Daimlerze legendarny wóz sportowy z kompresorem.

Kiedy w 1931 roku usamodzielnił się, w Zuffenhausen, dzięki swym wynalazkom, stworzył podstawy rozwoju produkowanych seryjnie samochodów sportowych oraz aut wyścigowych przyszłości.

fot. Delugan Meissi Architects

Dotychczasowe Muzeum Porsche udostępnione zostało dla publiczności w 1976r. Skrywało 15 wyścigowych i sportowych samochodów oraz prototypów. Piekielne rakiety, które można czasami jeszcze podziwiać podczas zawodów czy spotkań oldtime’rów. Historię tej marki można natomiast oglądać od 28 stycznia 2009r. w futurystycznym, niesamowitym muzeum, którego bryła zdaje się być zawieszona nad ziemią. 

Nowe, wielkie Muzeum Porshe, zlokalizowane bezpośrednio za Zuffenhausener Porscheplatz, zdaje się zaprzeczać prawom grawitacji. Kształtem przypomina fragment skręconej struktury DNA lewitującej w powietrzu. Każdy z poziomów muzeum został wkomponowany spiralnie wokół centralnie położonego atrium.

Autorem projektu jest wiedeńskie biuro Delugan Meissi Architects. Stworzyło ono projekt  budynku podzielonego na dwie przestrzenie. Pierwsza – Collection Rooms – charakteryzuje się ogromnymi oknami, naturalnie doświetlającego eksponowane w pomieszczeniach kolekcje. Drugą – Legend Rooms – osłaniają ściany. Elewację tworzą naprzemiennie przenikające się szklane i betonowe piętra.

Na 5600m2 znajdują się eksponaty dokumentujące projekty Ferdynanda Porsche, modele firmowane jego nazwiskiem oraz warsztat w którym przywracane do świetności będą najstarsze modele Porsche.

Najnowsze