Przeciążył ciężarówkę o niemal 5 ton… mlekiem!

Kiedy myślimy o samochodzie ciężarowym przewożącym zbyt ciężki ładunek, mamy zwykle przed oczami pojazd przeładowany jakimś żelastwem, betonowymi rurami, może balami drewna… ale mlekiem?

Na odcinku ekspresowej „siódemki” pomiędzy Miłomłynem a Małdytami inspektorzy ITD z Olsztyna zatrzymali do kontroli drogowej ciężarówkę przystosowaną do przewozu mleka.

Pojazd o dopuszczalnej masie całkowitej do 18 ton w rzeczywistości ważył z ładunkiem 22,6 tony, a więc o 4,6 tony za dużo. Natomiast nacisk na pojedynczej osi napędowej auta wynosił 14,7 tony zamiast dopuszczalnych 11,5 ton.

Transport mleka został wstrzymany do momentu przelania nadmiaru ładunku do innej cysterny. Wobec krajowego przewoźnika toczy się postępowanie administracyjne w sprawie nałożenia wysokiej kary pieniężnej za dewastację dróg.

A nas zastanawia tylko jedna rzecz. Skoro mowa o pojeździe przystosowanym do przewozu mleka, to jak możliwe jest przeciążenie go? Mleko to mleko i jego litr chyba zawsze waży tyle samo? Czy konstruktorzy nie przewidzieli, że cysterna ma zbyt dużą pojemność w stosunku do dopuszczalnej masy całkowitej pojazdu? A może waga mleka zależy od zawartości tłuszczu? Jakieś pomysły?

Najnowsze

Na zakazie i zakręcie wyprzedza sobie BMW

Niedawno pisaliśmy o tym, że ryzykowane zachowania na drodze to, wbrew stereotypom, niekoniecznie domena kierowców BMW. Tym razem będzie jednak stereotypowo.

Kierujący BMW wyprzedza auto z kamerą na podwójnej ciągłej linii. Wraca na swój pas, ponieważ z naprzeciwka nadjeżdża ciężarówka, po czym znowu wyprzedza, tym razem na linii ciągłej i na zakręcie. Czy trzeba coś więcej dodawać?

My zwróciliśmy uwagę na jeszcze jedną rzecz. Popatrzcie w którym momencie kierowca BMW reaguje na nadjeżdżającą ciężarówkę. Kiedy my widzimy ją już dobrze na nagraniu, on dopiero po sekundzie zaczyna hamować i niezgrabnie wracać na swój pas, mijając się z tirem niemal na centymetry. A przecież musiał go widzieć znacznie wcześniej? Sądził, że za jednym zamachem wyprzedzi też dostawczaka z przodu? Czy może początkowo nie zauważył jadącej w jego kierunku ciężarówki?

Najnowsze

100 tys. polskich ciężarówek nie wjedzie do Czech? Nowe opłaty drogowe

1 grudnia zacznie obowiązywać nowy elektroniczny system opłat drogowych w Czechach. Czasu zostało niewiele, a w systemie rejestracyjnym figuruje zaledwie 20% pojazdów ciężarowych z Polski. Jeżeli przewoźnicy nie dopełnią formalności w terminie i nie zainstalują nowych jednostek pokładowych, istnieje ryzyko, że za trzy tygodnie na drogach granicznych z Czechami dojdzie do sparaliżowania transportu.

Przewoźnicy powinni zarejestrować się w nowym czeskim systemie i wymienić dotychczasową jednostkę pokładową we wszystkich pojazdach o DMC powyżej 3,5 tony, które używają do transportu na terenie Czech. Najlepiej jeśli zrobią to do końca listopada, co pozwoli im uniknąć bardzo prawdopodobnych przestojów na drogach granicznych w pierwszych dniach grudnia.

W praktyce przewoźnicy nie widzą pośpiechu, a czas ucieka. Do końca października dokonano zaledwie 24 tys. rejestracji z Polski, co oznacza, że poza nowym systemem jest nadal 94 tys. pojazdów. Przewoźnicy powinni dokonać rejestracji za pośrednictwem operatorów kart paliwowych lub bezpośrednio na stronie www.mytocz.eu . W przypadku rejestracji internetowej, nowe jednostki pokładowe zostaną bezpłatnie wysłane na wskazany adres nie tylko do Czech, ale też do Polski, Niemiec, Austrii i Słowacji. Przed wysłaniem urządzenia przewoźnik musi wpłacić kaucję zwrotną w wysokości 2468 CZK (około 400 PLN).

Przewoźnicy mogą również dokonać osobistej rejestracji pojazdów w ponad 200 Punktach Obsługi Klienta na terenie Czech. Do końca października największe firmy transportowe zarejestrowały już 71% szacowanej liczby pojazdów (109 tys.) w trybie opłaty post-pay, tymczasem mniejsi przewoźnicy ryzykownie odkładają ten obowiązek na później (13 tys. rejestracji, co odpowiada 5%). Najwięcej pojazdów, które wciąż wymagają rejestracji w nowym systemie pochodzi z Polski (94 000), Republiki Czeskiej (70 000) i Rumunii (28 000).

Najnowsze

Pierwsza hybryda plug-in Lexusa. Czy będzie to NX?

Kilka tygodni temu Toyota oficjalnie ogłosiła, że RAV4 doczeka się wkrótce wariantu hybrydowego plug-in (PHEV). Siostrzany Lexus również zamierza pójść podobną drogą i zaprezentować swój pierwszy samochód z takim napędem. W przypadku luksusowej marki debiutanckim modelem może stać się SUV podobnej wielkości, a konkretnie model NX.

Lexus razem z Toyotą rządzi rynkiem aut hybrydowych. Japońska marka premium sprzedała do tej pory ponad półtora miliona luksusowych hybryd. Ale w ofercie producenta nie było dotąd żadnego spalinowo-elektrycznego samochodu z wtyczką. Ma to zmienić się już wkrótce, co potwierdzają słowa CEO australijskiego oddziału Lexusa.

„Nie mogę podać żadnych szczegółów. Szykują wielką zapowiedź na listopad, a także więcej informacji o czasie debiutu PHEV-ów” – komentuje dla portalu Carsales plany kierownictwa marki Scott Thompson.

Aktualne pogłoski mówią, że pierwszej hybrydy plug-in ze znaczkiem Lexusa możemy spodziewać się koło 2021 roku. Lexus NX pierwszym modelem PHEV? Istnieją duże szanse, że pierwszym modelem PHEV Lexusa zostanie model NX. Tego SUV-a średniej wielkości japońska marka wprowadziła na rynek w 2014 roku. Samochód jest w niewielkim stopniu spokrewniony z Toyotą RAV4 poprzedniej generacji.

Podobieństwa są związane z wymiarami auta i zbliżoną konstrukcją, a także układem napędowym – pierwszy RAV4 Hybrid otrzymał jednostkę hybrydową znaną wcześniej z NX-a. SUV cieszy się ogromnym uznaniem i jest najpopularniejszym modelem Lexusa na europejskim rynku. Auto trafiło do salonów pięć lat temu, więc należy spodziewać się, że wkrótce doczeka się kolejnej odsłony. Inżynierowie projektujący nowego Lexusa NX skorzystają najpewniej ze sprawdzonej architektury TNGA, a auto będzie oparte na platformie podobnej do tej znanej z nowego RAV4. A to tylko otworzy drogę do zastosowania w nowym NX-ie hybrydowego układu plug-in, który trafi pod maskę słynnego SUV-a Toyoty.

Najnowsze

Nowa Toyota C-HR debiutuje w polskich salonach. Znamy cenę!

Do salonów Toyoty wkracza nowa Toyota C-HR z odświeżonym designem nadwozia, wnętrzem i wzbogaconą gamą napędów. Samochód otrzymuje także zaktualizowane wersje wyposażenia, a z okazji debiutu modelu Toyota wprowadza wersję specjalną Premiere Edition z dwukolorowym nadwoziem. Ile będzie kosztować?

Do gamy napędów dołącza układ 2.0 Hybrid Dynamic Force o mocy 184 KM, który rozpędza crossovera od 0 do 100 km/h w 8,2 s. Jednocześnie w ofercie pozostaje napęd hybrydowy 1.8 o mocy 122 KM – tym samym Toyota C-HR to drugi po nowej Corolli model, w którym marka realizuje strategię oferowania na europejskim rynku dwóch napędów hybrydowych do wyboru. Do gamy Toyoty C-HR należy także 116-konny, benzynowy silnik 1.2 Turbo. Doładowana jednostka współpracuje z 6-biegową manualną skrzynią biegów lub bezstopniową przekładnią Multidrive S, która może przenosić napęd na przednie koła lub na obie osie.

W podstawowej odmianie Comfort znajdziemy system multimedialny z ekranem dotykowym 8 cali, interfejsem Android Auto i Apple Car Play oraz z Bluetooth i kamerą cofania. Standardowe są także światła przednie i do jazdy dziennej LED, światła przeciwmgielne, 17-calowe felgi aluminiowe oraz kolorowy wyświetlacz TFT między zegarami. Na liście widnieją także elektryczne szyby, dwustrefowa klimatyzacja, elektryczne, podgrzewane lusterka i miękkie wykończenie deski rozdzielczej. Toyota C-HR Comfort Hybrid jest wzbogacona m.in. o usługi Toyota Connected Car.

W wersji Style samochód otrzymuje ponadto przyciemniane tylne szyby i chromowane listwy okienne, 18-calowe koła aluminiowe, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, czujnik deszczu, elektrochromatyczne lusterko wsteczne, a także podgrzewanie przednich foteli i kierownicy, elektryczną regulację podparcia odcinka lędźwiowego fotela kierowcy i elementy wykończenia wnętrza w kolorze Piano Black.

Pełne światła LED, klimatyzacja dwustrefowa z technologią Nanoe, elektrycznie składane lusterka, inteligentny kluczyk i częściowo skórzana tapicerka wzbogacają wyposażenie auta w wersji Executive, dostępnej z napędami hybrydowymi. Wersja Selection zostaje rozbudowana o dwukolorowe nadwozie, inteligentny system automatycznego parkowania SIPA i system doświetlania zakrętów, a także skórzaną tapicerkę i elektrycznie regulowany fotel kierowcy. Wersja ta została uatrakcyjniona systemem oświetlenia przestrzeni wokół pojazdu z logo „Toyota C-HR”, zamontowanym na lusterkach zewnętrznych.

Z okazji wejścia na rynek Toyota oferuje nowego crossovera w specjalnej odmianie Premiere Edition, która została dodatkowo wzbogacona o nawigację satelitarną z 3-letnią aktualizacją map, a także o system audio JBL klasy premium z 8 głośnikami i subwooferem, który dla wersji Executive i Selection jest oferowany w pakiecie.

Wersja Comfort jest oferowana dla Toyoty C-HR z silnikiem 1.2 Turbo od 94 900 zł, zaś z napędem hybrydowym 1.8 w specjalnej ofercie premierowej od 103 900 zł. Nowy układ hybrydowy 2.0 jest dostępny od wersji Style w cenie od 123 900 zł. Toyota C-HR Selection Hybrid z dwukolorowym nadwoziem kosztuje w ofercie premierowej od 126 900 zł, zaś Premiere Edition z najmocniejszym napędem hybrydowym, nadwoziem w kolorze Hot Orange i dachem pokrytym lakierem Astral Black w specjalnej ofercie kosztuje od 137 900 zł. Wyposażenie dodatkowe obejmuje m.in. osłony zderzaków w pakiecie SUV w promocyjnej cenie 2500 zł.

Najnowsze