Poznajcie motovlogera, który łączy dolnośląskich motocyklistów

06 sierpnia 2015
2
14
Rafał Wojtas wpadł na pomysł organizowania zbiorowych wycieczek po Dolnym Śląsku. Jego pomysły spotkały się z tak olbrzymim zainteresowaniem, że na ostatniej wycieczce pojawiły się, aż 54 motocykle!
Loading module...

Od dawna jesteś motocyklistą? Jakie miałeś motocykle do tej pory?

Motocyklistą jestem już, od jakiś 5 lat. Swój pierwszy motocykl kupiłem jako małolat i była to Jawa 50, kolejna to WSK 125, którą przerobiłem na crossa. Gdy tylko zdałem prawo jazdy kat. A, kupiłem pierwszy, większy motocykl - MZ 250, niestety był tak awaryjny, że po roku go sprzedałem. Obecnie od 2 sezonów jeżdżę Hondą CBF 500 z 2005 r., do której tak się przywiązałem, że na pewno zostanie ze mną na dłużej...

Kiedy odkryłeś uroki wspólnego podróżowania z innymi motocyklistami/tkami?

W 2014 roku pierwszy raz podłączyłem się do chłopaków na wspólny wyjazd na zlot do Czeszowa. Tam poznałem kilku motocyklistów i ta przyjaźń trwa do dnia dzisiejszego, i myślę, że nadal będzie trwała. Obecnie zajmuję się też fotografią i prowadzę  motovlog - wojtasmotovlog, w którym umieszczam filmy z każdego naszego wypadu. Filmy kręcę tylko z dwóch powodów: pierwszy - lubię się bawić obróbką video i ciągle czegoś nowego się uczę, a drugi, najważniejszy powód, że robię to dla uczestników tych wycieczek. Uważam, że to fajna sprawa móc po latach obejrzeć sobie filmy z naszych wypadów, powspominać te piękne, wspólne chwile i np. pokazać swoim dzieciakom, czy wnukom.

Czy na początku było trudno robić takie filmiki? Ile czasu musisz poświęcić na złożenie takiego filmu?

Wiadomo, początki są zawsze trudne i trochę czasu mi zajęło, zanim poznałem sposoby montowania video. Na chwilę obecną z 60 giga materiału, 15 minutowy film obrabiam w jakieś 3 godziny pracy. 

Jaka była pierwsza wycieczka z Twojej inicjatywy? Gdzie i ile osób pojechało?

Pierwszą wycieczką, którą zorganizowałem był to wypad do Wojnowic koło Wrocławia do pałacu na wodzie. Był to zwykły spontan i tak naprawdę nie wiedziałem, czy w ogóle ktoś ze mną tam pojedzie. Jednak zebrało się 9 uczestników i znowu poznałem nowe osoby. W jakimś sensie był to dla mnie wielki sukces, gdyż całkowicie obcy ludzie zjawili się na moje zaproszenie. Szczególnie, że wtedy jeszcze niewiele się działo w naszym środowisku i na wycieczki ciężko było znaleźć chętnych.

Ile od tamtej pory zrobiłeś już wycieczek i czy wszystkie wypaliły?

Niech pomyślę… było ich tyle, że ciężko mi je wszystkie wymienić. Z bardziej znanych to: Niedzielny wypad na rybkę do Doliny Baryczy, Wypad  do Lubiąża, Szlakiem wygasłych wulkanów do zamku Grodziec, Niedzielny wypad do Zamku Moszna, czy Niedzielny wypad do Perły Zachodu. Każda wycieczka roznosiła się dużym echem i zbierała coraz większą liczbę uczestników. A to z kolei mnie motywowało do dalszej działalności w tym kierunku. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby organizować wspólne wypady na zloty motocyklowe i tak powstało nowe wydarzenie – Motoinwazja, którego kolejne edycje gromadziły od 24 do 40 maszyn. Nie zdawałem sobie sprawy, że tak się to rozwinie i spodoba się ludziom. Nie zdarzyło mi się jeszcze, by jakiś wyjazd nie wypalił, jakoś tak wychodzi, że mam szczęście też do pogody! (śmiech)

Jak kształtowała się frekwencja na Twoich wycieczkach?

Prawdziwy szał zaczął się od wycieczki do Bystrzyckiego Parku Krajobrazowego i Mietkowa - tu zaczęła się prawdziwa „zabawa” z ogarnięciem grupy całkiem nowych ludzi. Dzięki fajnemu człowiekowi - Arturowi Langner wycieczka była jeszcze ciekawsza, bo pokazał nam Kamieniołom w Sobótce. Wieści tak szybko się rozeszły, że następna wycieczka do Kolorowych Jeziorek też okazała się sukcesem z wielkim podziękowaniem ze strony uczestników. Z pomocą w asekuracji grupy ruszył Łukasz Gilewski, któremu bardzo dziękuję. A któregoś dnia wpadłem na pomysł, żeby zaryzykować i zrobić wycieczkę do dość nieprzyjemnego miejsca, jakim jest obóz Gross-Rosen i nie do końca wierzyłem, że to może się udać… Okazało się jednak, że motocykliści z  Moto Wrocław potrafią oddać szacunek ludziom pokrzywdzonym przez wojnę i zebrało się wtedy, bodajże 35 motocyklistów. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że na mojej wycieczce zjawił się Waldemar Rogoziński - prawdziwa legenda motocyklizmu. 

Ostatnie wydarzenie, czyli Wycieczka do Perły Zachodu okazała się prawdziwym hitem! Pamiętam, że jak przyjechałem na zbiórkę przy stacji BP, to złapałem się za głowę - zjawiło się 54  motocyklistów i nie tylko tylko z Wrocławia, ale z takich miast jak: Trzebnica, Żmigród, Jelenia Góra, Strzegom. To naprawdę było coś wspaniałego! I tu nie mogę nie wspomnieć  o moim przyjacielu Michale Szamszur, który pomógł mi w asekuracji całej grupy.

Na ostatniej wycieczce miałeś rekordową frekwencję – to wada czy zaleta pomysłu? Jak ogarnąć taką ilość maszyn?

Trudno powiedzieć… Wydaje mi się, że zaleta. Ale nie ukrywam, że zawsze jest strach, czy poradzimy sobie taką grupą? Na szczęście motocykliści są tak fajnymi i zgranymi ludźmi, że jeden pilnuje drugiego i cala grupa jedzie w miarę równo.

Skąd bierzesz pomysły na wycieczki i czy zawsze tą trasę masz już sprawdzoną? Jakie atrakcje lubią motocykliści? Czy trzeba zapewnić też dobrą knajpę na obiad?

Pomysły na wycieczki biorą się z tego, że bardzo lubię poznawać ciekawe miejsca i historię naszego Dolnego Śląska, i nie tylko. Wiele pomysłów też podsyłają mi ludzie i staram się je wszystkie łączyć, i realizować. Często jeżdżę samotnie, wiec niektóre trasy znam, pomagam sobie też zdjęciami satelitarnymi, aby oszacować stan i atrakcyjność dróg. Z reguły każde miejsce jest ciekawe dla  motocyklistów, dlatego że nie widzi się tego na co dzień. Co do  dobrej knajpy, to każdy wie, że to jest już tradycja i posiłek bez dobrej rybki się nie obejdzie! (śmiech)

A która wycieczka była Twoim zdaniem najlepsza i dlaczego?

Nie ma lepszych czy gorszych wycieczek, każda jest inna i zawsze wnosi coś innego. Na każdej z nich poznaje się nowych ludzi, dzielimy się wieloma tematami i zawsze jest sympatycznie. A jeśli widzi się i słyszy, że uczestnikom się podoba - to satysfakcja jest pełna.

Są jakieś zasady na Twoich wycieczkach? Jak i czy się dzieli grupa, jakie są prędkości podczas jazdy?

Zasady są trzy: jedziemy razem, zawsze bardziej doświadczeni motocykliści są proszeni o pilnowanie tych słabszych i zawsze trzymamy tempo pod najsłabsze maszyny (najczęściej są to te o pojemności 125).

Czy na Twoje wycieczki jeżdżą też motocyklistki? Ile ich było do tej pory i czy były zadowolone?

Odkąd rozeszła się wieść o moich wydarzeniach i nie ma dyskryminacji ze względu na pojemność, i moc motocykla oraz na umiejętności - to zauważyłem, że z imprezy na imprezę dołącza się coraz więcej dziewczyn. I zawsze to przynosi jakieś urozmaicenie. A jeśli jakaś dziewczyna nie ma motocykla, to zabieramy ją jako „plecak”. Czy są  zadowolone? Myślę, że tak, dlatego że coraz większa ilość koleżanek stawia się na  kolejne  wypady. I z tego miejsca pragnę zachęcić wszystkie panie, aby się nie bały i dołączały do nas podczas kolejnych wypadów. Zawsze służymy pomocą!

Zdarza Ci się jakiś motocykl zgubić?

Z reguły nie, ale jeśli już do tego dojdzie, to zawsze robimy 2 postoje między całą trasą i wtedy, gdy kogoś brakuje, to organizujemy „grupę pościgową” i eskortujemy do „zgubę” do reszty. 

Na ile profile społecznościowe i fora dyskusyjne pomagają w takich akcjach? Czy bez nich coś takiego, jak wspólne, motocyklowe wycieczki byłyby możliwe?

Moje zdanie jest takie, że bez portali społecznościowych nie da się tak sprawnie działać i w ogóle coś zorganizować. Bo właśnie przez internet najlepiej można dotrzeć do odpowiedniej i dużej grupy ludzi z informacją.

Chciałem przy okazji podziękować wszystkim, którzy mi zaufali i zawsze zjawiają się na moich wydarzeniach. I obiecuję, że będę dalej dążył do tego, żeby takie niedzielne wypady, motoinwazje i mój nowy pomysł - niedzielne objazdówki, sprawiły by dolnośląski motocyklizm rósł w siłę!

Czy każdy może podjąć się takiej akcji prowadzenia wycieczek? Masz jakieś dobre rady?

Jeśli ktoś ma zapał i chęć do tworzenia czegoś - to zawsze mu się uda! Jeśli mogę dać jakieś rady, to zawsze dobrze jest mieć kogoś zaufanego do pomocy na początek i nie dyskryminować motocyklistów, którzy jeżdżą mniejszymi maszynami. Zawsze będę uważał, że nie ważne czym jeździsz, ważne, że to kochasz! 

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!