Powstał pierwszy elektryczny samochód dostawczy Spółka FSE zapowiada produkcję seryjną

FSE Fabryka Samochodów Elektrycznych z Bielska-Białej zaprezentowała swój w pełni elektryczny, lekki samochód dostawczy w klasie do 3,5 tony. FSE M to pierwszy w Polsce tego typu e-mobilny pojazd, już gotowy do produkcji seryjnej i jeden z trzech modeli, które spółka ma wprowadzić na drogę w ramach projektu NCBiR – INNNOMOTO.

FSE M zaspokoi rosnący popyt na ekologiczny transport miejski i spełni wymagania profesjonalnych kierowców w zakresie bezpieczeństwa, komfortu, oszczędności energii oraz niskich kosztów napraw i utrzymania samochodu. Pojazd FSE M będzie oferowany w czterech różnych rozmiarach, z przestrzenią ładunkową od 3,4 m3 do 4,6 m3 i ładownością do 600 kg. FSE jest jedyną polską firmą w prestiżowym programie finansowanym przez UE – INNOMOTO, która z sukcesem dostarcza elektryczny lekki samochód dostawczy w klasie do 3,5 t masy całkowitej pojazdu.

Częścią projektu rozwojowego jest wdrożenie innowacyjnych rozwiązań technicznych, takich jak instalacja zautomatyzowanego bezprzewodowego urządzenia do ładowania, dwukierunkowy system ładowania, integracja paneli fotowoltaicznych, wszystkie kontrolowane przez innowacyjny system zarządzania energią w celu zwiększenia zasięgu jazdy i poprawienia komfortu ładowania. Wkrótce gamę elektrycznych lekkich samochodów dostawczych FSE uzupełnią dwa kolejne modele FSE S i FSE L. 

Projekt FSE jest w pełni finansowane ze środków prywatnych, z kapitałem od inwestorów polskich, niemieckich i hiszpańskich. Firma zapowiada, że chce otworzyć okno inwestycyjne dla polskich inwestorów społecznościowych. Dlatego wkrótce nowo powstała spółka FSE Holding SA rozpocznie pierwszą kampanię crowdfundingową, która promowana będzie na platformie Crowdway.pl, jednej z wiodących polskich platform finansowych w Polsce.

Najnowsze

Ott Tänak został rajdowym mistrzem świata

Ott Tänak i Martin Järveoja są pierwszymi Estończykami, którzy zakończą rajdowy sezon jako mistrzowie świata i dopiero trzecim duetem, który zdobył tytuł od 2004 roku. To piąty raz w historii, gdy załoga Toyoty wygrywa w klasyfikacji generalnej kierowców. Japońska marka czekała na to od 1994 roku, gdy mistrzem świata został Didier Auriol.

Sześć wygranych w 12 rajdach i 28 punktów zaliczki – z takim dorobkiem Tänak rozpoczynał przedostatnią rundę mistrzostw świata. Rajd Katalonii to jedna z najbardziej wymagających prób w sezonie ze względu na zmienną nawierzchnię. Po pierwszym dniu i rywalizacji na szutrze Tänak był piąty, w sobotę, już na asfalcie, po wygraniu czterech odcinków specjalnych awansował na trzecie miejsce.

W niedzielę utrzymywał się na trzecim miejscu, ale na dodatkowo punktowanym Power Stage’u pokazał pełnię swoich umiejętności. Liczącą dokładnie 20,72 km próbę wygrał z przewagą 3,6 sekundy nad kolejnym kierowcą, zdobył pięć dodatkowych punktów i awansował na drugie miejsce w klasyfikacji rajdu.

„Od rana dobrze czułem się za kierownicą Yarisa WRC, ale Dani Sordo był ode mnie odrobinę szybszy. Wiedziałem, że o dodatkowe punkty może być trudno. Dałem z siebie wszystko i to się opłaciło” – opisywał Estończyk.

„To co Ott zrobił na Power Stage’u, by zdobyć tytuł, było po prostu niesamowite” – stwierdził Mäkinen.

Wyniki Rajdu Katalonii:
1. Thierry Neuville/Nicolas Gilsoul (Hyundai i20 Coupe WRC) 3h07m39.6s
2. Ott Tänak/Martin Järveoja (Toyota Yaris WRC) +17.2s
3. Dani Sordo/Carlos del Barrio (Hyundai i20 Coupe WRC) +17.6s
4. Sébastien Loeb/Daniel Elena (Hyundai i20 Coupe WRC) +53.9s
5. Jari-Matti Latvala/Miikka Anttila (Toyota Yaris WRC) +1m00.2s
6. Elfyn Evans/Scott Martin (Ford Fiesta WRC) +1m14.2s
7. Teemu Suninen/Jarmo Lehtinen (Ford Fiesta WRC) +1m47.6s
8. Sébastien Ogier/Julien Ingrassia (Citroën C3 WRC) +4m20.5s
9. Mads Østberg/Torstein Eriksen (Citroën C3 R5) +8m24.6s
10. Eric Camilli/Benjamin Veillas (Citroën C3 R5) +8m47.2s
29. Kris Meeke/Seb Marshall (Toyota Yaris WRC) +42m20.0s

Rajdowi mistrzowie świata z Toyotą:
1990: Carlos Sainz (Toyota Celica GT-Four ST165)
1992: Carlos Sainz (Toyota Celica Turbo 4WD ST185)
1993: Juha Kankkunen (Toyota Celica Turbo 4WD ST185)
1994: Didier Auriol (Toyota Celica Turbo 4WD ST185)
2019: Ott Tänak (Toyota Yaris WRC)

 

Najnowsze

Porsche przedłuża partnerstwo z Formułą 1

W przyszłości markowy puchar Porsche nadal będzie służyć jako seria wspierająca dla Formuły 1: producent sportowych samochodów ze Stuttgartu przedłużył umowę z królową sportów motorowych na kolejne trzy lata. W rezultacie Porsche Mobil 1 Supercup i krajowe markowe puchary Porsche będą odbywać się w ramach Mistrzostw Świata Formuły 1 FIA™ do 2022 r. włącznie.

Porsche Mobil 1 Supercup jest częścią programu wsparcia Formuły 1 od czasów swojego debiutanckiego sezonu w 1993 r. W kalendarzu tego międzynarodowego markowego pucharu stale goszczą wyścigi na słynnych torach, takich jak belgijski Circuit de Spa-Francorchamps, Autodromo Nazionale Monza we Włoszech czy uliczny tor w Monako. Każdy kierowca startuje tu za kierownicą 485-konnego Porsche 911 GT3 Cup; pojazdy są technicznie identyczne, podobnie jak opony i paliwo, co gwarantuje wszystkim zawodnikom równe szanse.

Międzynarodowy puchar Supercup jest najwyższą spośród markowych serii wyścigów Porsche i stanowi idealną platformę szkoleniową dla utalentowanych kierowców wyścigowych. Earl Bamber, Jörg Bergmeister, Timo Bernhard, Michael Christensen, Kévin Estre, Richard Lietz, Sven Müller, Nick Tandy i Dirk Werner – każdy z nich „zabłysnął” właśnie w Supercup, a teraz należy do fabrycznej ekipy Porsche. W pucharze swój talent zademonstrowali również Młodzi Profesjonaliści Porsche: Matt Campbell, Matteo Cairoli, Mathieu Jaminet, Dennis Olsen oraz Thomas Preining. Philipp Eng i René Rast, dziś zawodowi kierowcy w DTM, wykorzystali tę serię jako trampolinę do świata profesjonalnych wyścigów samochodowych.

Debiut nowego Porsche 911 GT3 Cup będzie stanowić kolejny kamień milowy w historii Porsche Motorsport. Najnowsza generacja wyścigowego samochodu zostanie zaprezentowana w przyszłym roku, a w 2021 r. będzie wystawiana w serii Porsche Mobil 1 Supercup oraz w wybranych pucharach Carrera. Najliczniej produkowany wyścigowy samochód klasy GT na świecie startuje we wszystkich markowych pucharach Porsche. Od 1990 do 2019 r. producent sportowych aut zbudował w swoich macierzystych zakładach w Stuttgarcie łącznie 4251 egzemplarzy Porsche 911 GT3 Cup, które następnie zostały przygotowane do udziału w wyścigach.

Najnowsze

Zatrzymania obywatelskie – co Polak by zrobił z pijanym kierowcą?

Jaka byłaby nasza reakcja po zobaczeniu nietrzeźwej osoby, która zamierza prowadzić samochód? Takie pytanie zadano ankietowanym w badaniu, którego celem było sprawdzenie jak kwestia zatrzymań obywatelskich jest w Polsce odbierana społecznie.

O wzorowych obywatelach, którzy zabierają pijanym kierowcom kluczyki, informują dość regularnie media lokalne. Przynajmniej kilkanaście przypadków rocznie trafia również na YouTube. Policja nie prowadzi dla tych interwencji odrębnych statystyk, choć od czasu do czasu dzieli się co ciekawszą historią na swojej stronie internetowej[1].

Polacy kontra nietrzeźwi kierowcy
Wynik badania pokazuje, że zdecydowna większość z nas czuje w sobie potrzebę aktywnej interwencji w przypadku, gdy widzimy kogoś, kto siada za kierownicę po pijanemu. Ponad połowa (58,2%) zapytanych deklaruje, że powstrzymałyby taką osobę przed odjazdem i powiadomiłałby o zdarzeniu policję. Kobiety są tu bardziej zdecydowane (63,7%) od mężczyzn (53,6%).

Tylko co dziesiąty ankietowany (10,1%) ograniczyłby się wyłącznie do zgłoszenia sytuacji na numer alarmowy. Co wydaje się interesujące, blisko jedna czwarta badanych (23,8%) próbowałaby zatrzymać nietrzeźwego kierowcę, ale bez powiadamiania policji. Pobłażanie, przynajmniej w teorii, nie wchodzi w grę – jedynie 3,5% osób w badaniu zadeklarowało brak działania.

Co mówi prawo?
Kodeks postępowania karnego[2] nie nakłada na nas obowiązku zatrzymania obywatelskiego. Jeśli widzimy, że ktoś siada za kierownicę będąc nietrzeźwym, możemy, ale nie mamy obowiązku aktywnie mu w tym przeszkodzić.

Kluczowym warunkiem zgodnego z prawem zatrzymania obywatelskiego jest ujęcie pijanego kierowcy na gorącym uczynku, a więc podczas prowadzenia samochodu. Nie wystarczy samo podejrzenie, że ktoś z kluczykiem w dłoni zamierza wsiąść do auta i odjechać. Jeśli zdecydujemy się interweniować, lepiej zachować zdrowy rozsądek. Należy być ostrożnym i przede wszystkim, jak najszybciej skontaktować się z policją.

Możemy również podjąć bezpośredni pościg za samochodem kierowanym przez nietrzeźwego i dokonać zatrzymania. Dopuszczalne jest to jednak tylko w sytuacji, gdy nie znamy tożsamości kierującego i zachodzi podejrzenie, że ten ucieknie. Jeśli wiemy kto prowadzi samochód i dokąd jedzie, powinniśmy ograniczyć się do przekazania wszystkich szczegółów organom ściagania.

Prawo precyzuje również, że po obywatelskim zatrzymaniu musimy ujętą osobę niezłocznie oddać w ręce stróżów prawa. To istotne, biorąc pod uwagę, że prawie co czwarty ankietowany w badaniu wolałaby nie informować policji o fakcie powstrzymania nietrzeźwego kierowcy. Takie działanie jest prawnie ryzykowne i może się na nas zemścić. Szczególnie jeśli w trakcie próby zatrzymania zrobi się nieprzyjemnie i dojdzie do szarpaniny lub bójki.

Co z użyciem siły?
Podczas obywatelskiego zatrzymania to nam, a nie sprawcy, przysługuje prawo do obrony koniecznej. Jeśli więc zostaniemy w trakcie interwencji zaatakowani przez pijanego kierowcę, stosowanie przymusu jest dopuszczalne – o ile jest współmierny do sytuacji.

Większość Polaków deklaruje, że jest gotowa powstrzymać nietrzeźwego kierowcę. Jest to postawa  godna pochwały, jednak pamiętajmy, że zatrzymanie obywatelskie nie jest koniecznością. Pierwszym krokiem zawsze powinien być telefon na numer alarmowy 112. Ruszenie w pościg lub próba zabrania kluczyków nietrzeźwemu kierowcy jest ryzykowne, więc tego typu działanie należy traktować jako ostateczność radzi Hunter Abbott, ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego z firmy AlcoSense Laboratories.

Badanie SW Research dla AlcoSense Laboratories przeprowadzono w maju 2019 roku, na reprezentatywnej grupie 1090 polskich kierowców.

Najnowsze

Kolejna wielka inwestycja Toyoty w Polsce

Toyota Motor Europe ogłosiła zwiększenie mocy produkcyjnych w polskiej fabryce koncernu o drugą linię produkcyjną silnika 1,5 l oraz elektrycznych przekładni hybrydowych.

Wysokie zainteresowanie hybrydami w Europie osiągnęło już ponad 50 procent całości zamówień na modele Toyoty. Zaowocowało to decyzją o ulokowaniu dwóch kolejnych inwestycji w polskiej fabryce koncernu. Ogłoszone dwa nowe projekty związane są z budową kolejnej linii produkcyjnej elektrycznych przekładni hybrydowych e-CVT oraz współpracujących z nimi silników benzynowych TNGA 1,5 l. Hybrydowe zespoły napędowe z Polski będą montowane m.in. w czwartej generacji Toyoty Yaris, która zadebiutuje na europejskim rynku w 2020 roku.

Utworzenie dodatkowych linii planowane jest w wałbrzyskim zakładzie Toyoty, w którym będzie rozbudowywana hala obróbki i montażu silników oraz hala odlewni, a części do produkcji będą pochodzić między innymi z zakładu w Jelczu-Laskowicach. Całość inwestycji ma zostać zakończona do 2022 roku.

„To znamienne, że Toyota, która od 20 lat funkcjonuje w wałbrzyskiej strefie, wciąż decyduje się na inwestycje rozwojowe w naszym regionie. Stanowi to dowód, że wciąż jesteśmy jednym z najatrakcyjniejszych miejsc na rozwój przemysłu motoryzacyjnego i sektora elektromobilnego. Cieszy nas fakt, że kolejne inwestycje koncernu związane z napędami hybrydowymi przełożą się na zwiększenie ilości miejsc pracy, w tym zatrudnienie dla polskich inżynierów” – podkreśla Piotr Sosiński, prezes Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej „Invest-Park”.

W 2020 rozpocznie się rekrutacja co najmniej kilkudziesięciu nowych pracowników do fabryki w Wałbrzychu. Dzięki wszystkim projektom związanym z technologią hybrydową wartym łącznie 2 miliardy złotych poziom inwestycji w obu zakładach Toyota Motor Manufacturing Poland wzrośnie do ponad 5,5 miliardów złotych, a zatrudnienie do blisko 3000 osób.

Najnowsze