Porsche Cayenne Coupe – pierwsze wizualizacje

Od kilku tygodni w sieci pojawiają się zdjęcia zamaskowanego Porsche Cayenne o nadwoziu coupe, które porusza się po drogach publicznych. Wiemy, jak może wyglądać taki samochód.

Jeden z internetowych rysowników zajmujący się tematyką motoryzacyjną postanowił narysować taki model. Jonathan Macado nazwał go Cayenne Coupe. Niewykluczone, że producent z Zuffenhausen użyje właśnie takiej nazwy. Jednak na premierę takiego samochodu będziemy musieli poczekać. Zadebiutuje on tuż po tym, jak do salonów wjedzie trzecia generacja Cayenne, a taki samochód pojawi się dopiero w połowie przyszłego roku.

Konkurencja na rynku jest spora, bowiem BMW X6 zdobyło lwią część tortu w tym segmencie, a od niedawna próbuje ją podebrać Mercedes GLE Coupe. Teraz dołączy do nich Porsche, które będzie droższe i mniej praktyczne.

Cayenne w wersji coupe będzie dostępne nie tylko z silnikami spalinowymi. Niewykluczone, że zadebiutuje w pełni elektryczna wersja z podzespołami przeszczepionymi prosto z modelu Mission E, który pojawi się dopiero za jakiś czas, ale jest już prawie gotowy. Jeżeli tak się stanie, Porsche będzie pierwszym producentem z autem napędzanym elektrycznie  w tym segmencie. 

Najnowsze

Edyta Klim

Jak zostać motocyklistką, gdy ma się 153 cm wzrostu – opowiada Marcjanna Pawlak

Marcjana niedawno została motocyklistką, lecz kosztowało ją to wiele nerwów, pieniędzy i momentów załamania. Dzięki naszemu artykułowi przełamała swoje lęki, wybrała odpowiedni dla siebie motocykl i szkołę.

Kiedy i w sumie dlaczego postanowiłaś zostać motocyklistką?

Motocykle w domu były zawsze! Od Komarka przez NSU do BMW Sahara. Ojciec woził nas na nich po mikropodwórku w jednym z satelickich miast Łodzi. Jeździłam z nim na targi staroci, zloty i inne imprezy gdzie można było obejrzeć stare maszyny: motocykle, traktory „bombaje”, samochody… Ale moje serce skradły choppery! Niestety ktoś kiedyś tak skutecznie przewiózł mnie na motocyklu (pamiętam to było Suzuki i do dziś ta marka słabo mi się kojarzy), że nie pojechałam już z nikim przez kolejne 16 lat! Zostało mi tylko podpatrywanie parad motocyklowych…

Po latach posuchy stwierdziłam, że strach przed jazdą trzeba złamać i w październiku 2014 roku pojechałam z kolegą na wycieczkę do Zamku Czocha i tak wróciłam do „plecakowania” (śmiech). Jakoś dwa miesiące później, dwaj inni motocykliści zadali mi kluczowe pytanie: „Skoro nadal boisz się jeździć jako plecak, to dlaczego sama nie zrobisz prawa jazdy?” No właśnie „Dlaczego?” – pomyślałam sobie. Oczywiście powodów, żeby tego nie robić w głowie miałam wiele: bo już młoda nie jestem, bo jestem po operacji kręgosłupa i całe życie słyszałam „Nie upadnij, bo wylądujesz na wózku”, bo jestem mała (153cm) i słaba, bo nigdy nie byłam kierowcą, również samochodu i nie czułam do tego pociągu. Same „ale” w mojej głowie.

A jednak spróbowałaś?

Popatrzyłam na swój tatuaż – motto życiowe: „Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i powstaje” (Fiodor Dostojewski) i pomyślałam: „Marcyśka, tyle razy zaczynałaś od zera, tyle razy łamałaś schematy, to czemu i teraz nie?” Zaczęły się treningi na siłowni (chwała Damianowi Olenderowi za prowadzenie sesji indywidualnych!), rozmowy z motocyklistami, czytanie forów i książek („Motocyklista doskonały” David’a L. Hough’a to najlepszy prezent urodzinowy jaki dostałam). Do tego oczywiście stopniowe zakupy odzieży: kask, kombinezon, rękawice i potem to miało być już z górki, ale … nie było! (śmiech).

W skali trudności 1-10 to na ile oceniłabyś zdobywanie przez Ciebie uprawnień?

10! I nie jest to przesadą! Po pierwsze jestem kobietą i nawet z dość liberalnymi poglądami, miałam sporo oporów we własnej głowie. Najlepszym przykładem jest to, że mimo miłości do tych maszyn nie przyszło mi do głowy, by zostać motocyklistką. Nie wspominam już o nieprzychylnych reakcjach otoczenia na mój plan. Nawet inni kursanci (płci męskiej) spoglądali na mnie na placu z politowaniem…

Kolejny problem to, to że nie miałam wiedzy, iż do egzaminu można podejść na „swoim” motocyklu. Szkoła w której zaczynam szkolenie, nie oferowała takiej usługi. A przecież dla młodego motocyklisty każda nowa maszyna to rewolucja, więc zdawanie na znajomym motocyklu (wiesz jak chodzi sprzęgło, gaz, jak się jedzie na zimnym, a jak na ciepłym silniku) ma ogromne znaczenie. Musiałam dwa razy oblać egzamin, przejść etap załamania i rezygnacji, by wreszcie przeczytać artykuł na motocaina.pl o obniżonej MT-07 ze Szkoły Jazdy Wolski & Gliga (https://www.motocaina.pl/artykul/yamaha-mt-07-na-egzaminie-kat-a-18426.html). Jeszcze tego samego dnia wieczorem byłam na placu, by przymierzyć się do motocykla. To był moment przełomowy! Dotykałam całą stopą do ziemi! Dla mnie to był cud, dar i coś wspaniałego.

Do tego dostałam wspaniałych instruktorów, którzy uczyli mnie jazdy od zera. Pierwszy raz ktoś poświęcał mi swój czas i uwagę na placu – byłam jedynym uczniem, a nie jednym z pięciu… Ale to, za co najbardziej jestem wdzięczna, to nauka pewności. Pewności, że fizyka działa tak a nie inaczej. Pewności, że motocykl zrobi to, co będę chciała. Pewności, że mimo fizycznych ograniczeń moje ciało można wyszkolić. Miesiąc później zdałam egzamin.

Na ile Twój wzrost był przeszkodą w nauce jazdy motocyklem?  Miałaś wcześniej do czynienia z motocyklami czy uczyłaś się od zera?

Na motocyklu za kierownicą siedziałam pierwszy raz na kursie w ubiegłym roku. Nie wiedziałam jak obsługiwać gaz i sprzęgło, nie umiałam skręcać. Przejeździłam 14h na 125-tce (Yamaha YBR), a potem wsadzono mnie na XJ6 i przeżyłam szok. Jak jechałam to jechałam, ale zatrzymywanie się, ruszanie, wolne manewry – często kończyły się glebą, bo nie dosięgałam ziemi! Bałam się straszliwie, ale jeszcze mocniej chciałam mieć prawo jazdy. W pierwszej szkole nikt nie powiedział mi: „Jesteś za mała”, po prostu dali wielką maszynę i kazali sobie radzić. A instruktor siedział w samochodzie, gdy po placu jeździły 4 czy nawet 5 motocykli. Z jednej strony w efekcie złego wyboru szkoły – straciłam mnóstwo czasu i pieniędzy (kurs i dwa egzaminy). Z drugiej strony, dowiedziałam się jak nie powinno być…

Co było pomocne w przezwyciężeniu tych problemów?

W dobrym czasie wpadłam na ten artykuł z motocainy i tak w szkole Rafała Wolskiego wzrost przestał być przeszkodą. Miałam odpowiednią dla swoich gabarytów maszynę (niższą i lżejszą) oraz świetnych instruktorów, więc cała reszta zależała już tylko ode mnie. Dostałam tam nauczyciela na wyłączność i mnóstwo wsparcia oraz pozytywnej energii. I co najważniejsze – to nie skończyło się w momencie zdania egzaminu! Bo same uprawnienia jeszcze nie świadczą o umiejętnościach jazdy. Trzeba dalej się uczyć. Kupiłam motocykl bardzo podobny gabarytami do tego, którego tak się bałam, ale miałam już pewność, że dam radę! Dostałam nawet możliwość sprawdzenia swej Yamahy XJ600S Diversion (205kg) na placu manewrowym w zadaniach egzaminacyjnych. I co? Moja kochana „Diva” daje prowadzić się jedna ręką! Gdyby nie Rafał – to nigdy bym tego nie spróbowała! Tak też można powiedzieć, że poszerzył mi horyzonty (śmiech).

Jak wspominasz swój egzamin?

Pierwsze i drugie podejście w 2015 roku na Yamaha XJ600 było koszmarem! Od bólu głowy, po nudności i inne „atrakcje”. Do tego cholernie bałam się tej maszyny, bo była wielka, ciężka i ziemi dotykałam tylko palcami stopy. Chciałam jeździć, ale wiedziałam, że albo się uda albo nie. To bardzo słabe podejście do egzaminu, ale na inne w tamtym okresie nie mogłam liczyć…

2016 rok przyniósł już zupełnie inny stan ducha! Wiedziałam, że Rafał nauczył mnie wszystkiego czego mógł. A po pierwszej jeździe po mieście, szczerze powiedział, że nie jest dobrze. Po drugie Yamaha MT-07 jest skrojona na moją miarę: niska (specjalnie obniżona), szczupła, lekka i niezawodna. A po trzecie – moja głowa i ciało nie zrobią mi psikusa, bo wiem na co mnie stać! Oczywiście na egzaminie był stres, na dodatek było gorąco, dużo piłam, a potem chciało mi siku (śmiech). Ale jak usiadłam na motocyklu, to wszystko ucichło. Byłam ja, głos egzaminatora, maszyna i zadania. A potem wieeelka duma!

Czy niski wzrost to także kłopot z kupnem odpowiedniego motocykla? Jak sobie z tym poradziłaś?

Postanowienie zrobienia prawa jazdy kat. A, równało się z poszukiwaniem przyszłego motocykla dla mnie. Kochałam choppery, ale najbardziej odpowiadała mi stylistyka bobberów. Czytałam na forach, że jazda bez szyby to walka z wiatrem, że ważna jest wygodna kanapa (a przecież ja chciałam zwiedzać świat na motocyklu), że często boli kręgosłup jak postawa jest niewłaściwa… I tak zaczęły zmieniać się moje oczekiwania co do motocykla. Dodatkowo mój chłopak podsyłał mi informacje o motocyklach dobrych dla świeżaków i w ogóle mi się nie podobały te maszyny (śmiech). Czytałam dane techniczne i sprawdzałam gabaryty, głównie ciężar na mokro (z pełnym bakiem) i wysokość kanapy. Jak na ulicy mijałam zaparkowane motocykle, to podchodziłam i sprawdzałam jak ma się wysokość kanapy do mojego krocza (śmiech), patrzyłam czy jest „szczupły”, czy „pękaty” przy baku – bo to miało wpływ na to, jak szeroko będę musiała rozstawić nogi, a im szerzej rozstawione, tym gorzej z dosięganiem do ziemi.

Ostatecznie kupiłam motocykl trochę przypadkiem, bo pojawiła się okazja – właściciel za granicą stracił ochotę na prawo jazdy A, a jego maszyna stoi już z 1,5 roku w garażu i się kurzy. Przyjechaliśmy obejrzeć tę Yamahę XJ600S Diversion, czyli poprzedniczkę egzaminacyjnej XJ6, wcale nie mniejszą. Usiadłam i okazało się, że dotykam ziemi pełną stopą! Ale nie było powietrza w tylnym kole (śmiech). Na szczęście później nadal dotykałam ziemi i to zdecydowało o zakupie, bo takie maleństwa jak ja, dużego wyboru nie mają (śmiech). Ostatecznie skończyło się na obniżeniu przednich lag i miękkim amortyzatorze z tyłu. W jeździe to mi nie przeszkadza, ale większa waga i pasażer jest wykluczony.

 

Nauczona własnym doświadczeniem – jak zmotywowałabyś inne, niskie motocyklistki do zdobycia uprawnień?

Dziewczyny – jako „maluchy” wiecie, że nam nawet na co dzień nie jest łatwo. Ale dajemy radę! A to znaczy, że nie ma takiej górki, której nie da rady obejść czy dołka, którego nie da rady przeskoczyć! (śmiech) I motocykle też są dla Was! A nic nie daje takiego kopa w życiu jak realizacja marzeń i przełamywanie własnych ograniczeń! Dacie z siebie 100%, a motocykl odda Wam co najmniej 200%!

I co najważniejsze: nieważne jakim typem urody jesteś i ile masz fałdek – motocyklistki zawsze są piękne i wzbudzają ogromne zainteresowanie, że nie wspomnę o respekcie i ociupince zazdrości (śmiech).

Czy Twoim zdaniem warto było przetrwać to wszystko dla bycia motocyklistką?

Warto! Motocykl daje mi mobilność, siłę i wiarę w siebie. Jako nastolatka wymyśliłam sobie trzy marzenia: zrobić tatuaż, zwiedzić Barcelonę i mieć motocykl. Wszystko udało się osiągnąć przed czterdziestką! Teraz planuję rozwój swoich umiejętności, a za jakieś dwa lata podróż do Lizbony lub Dublina (oczywiście ze zwiedzaniem po drodze). Trzymajcie kciuki!

Najnowsze

Edyta Klim

Zawodniczki wspominają 25. Rajd Rzeszowski

Wszystkie zawodniczki: dwie pilotki i jedna kobieta za kierownicą, dotarły do mety Rajdu Rzeszowskiego i podzieliły się z nami własnymi wrażeniami.

Najwyżej sklasyfikowaną załogą z kobietą na pokładzie była para Tomasz i Agnieszka Pyra w Hondzie Civic Type-R. Rajd ukończyli na 26. miejscu klasyfikacji generalnej i 2. w klasie:

– 25 Rajd Rzeszowski na długo pozostanie w naszej pamięci dzięki genialnym odcinkom, przygotowanym z najwyższą pieczołowitością pod rundę Mistrzostw Europy, a także dzięki temu, że to pierwsze RSMP, w którym nie byliśmy zmuszeni korzystać z Rally 2. Pierwszy dzień był dla nas, ale zapewne również dla wszystkich załóg, wielkim wyzwaniem wytrzymałościowym. Pogoda nie rozpieszczała – typowo wakacyjna temperatura dochodząca do 32,5ºC, tylko podsycała gorące emocje rajdowe, a OS Lubenia, z wieloma spadaniami i przejazdem przez bród, awansował na najlepszy odcinek tego sezonu.

Był to pierwszy raz, kiedy na odcinkach dwa razy wyprzedzaliśmy inne załogi, ominęliśmy na odcinku przebiegającego kota (darując mu jedno z jego dziewięciu żyć), a pilot pierwszy raz nie był w stanie zapamiętać wszystkich odcinków (214 km oesowych!). 25 Rajd Rzeszowski okazał się być większym wyzwaniem dla załogi, niż dla naszego serwisu (też pierwszy raz), a z wyniku i utrzymania prowadzenia w rocznej klasyfikacji w klasie – niezmiernie się cieszymy! Mamy nadzieję pojawić się ponownie na trasach RSMP we wrześniu na Rajdzie Nadwiślańskim i zbliżyć się w wynikach do naszej konkurencji, czyli załogi Knopt/Rozkręt – mówi Agnieszka.

Drugą pilotką na mecie była Katarzyna Wojtiuk, która towarzyszyła Łukaszowi Ryznarowi w Oplu Kadecie. Załoga ukończyła rajd na 30. miejscu w klasyfikacji generalnej i 3. miejscu w klasie:

– To był trudny rajd, chyba najtrudniejszy pod względem odcinków w mojej dość krótkiej karierze rajdowej. Na metę rajdu wjechaliśmy przerywając pasmo awarii, z czego się ogromnie cieszę! Mimo 10 minut kary za nieukończenie ostatniego odcinka pierwszego etapu, zgaśnięcia samochodu na oesie (winny wyłącznik prądu, który wyskoczył na wyboju) oraz kilku innych przygód – dostaliśmy puchary za 3. miejsce w klasie! Jestem zakochana w rzeszowskich odcinkach specjalnych oraz fantastycznej atmosferze rajdu (dziękujemy za kibicowanie!). Czas na stałe wpisać ten rajd do kalendarza – podsumowuje Kasia.

 

Na 35. miejscu w klasyfikacji generalnej i 6. w klasie metę osiągnęła Klaudia Temple z pilotem Maciejem Chrupcała, za kierownicą Hondy Civic. Niestety załoga borykała się z kłopotami technicznymi:

– Nie ukrywam że miałam dość spore oczekiwania po tym rajdzie. Pierwszego dnia realizowałam plan do momentu, aż skrzynia w Hondzie odmówiła posłuszeństwa. Metę osiągnęliśmy – to cieszy, ale niedosyt jest… – mówi Klaudia.

Kolejną rundą w kalendarzu RSMP będzie Rajd Nadwiślański z bazą w Puławach, który rozegra się w połowie września.

Najnowsze

BMW Serii 8 powraca!

Minęły już dwa lata odkąd po raz pierwszy pojawiły się informacje na temat nowego wcielenia BMW Serii 8. Auto zastąpi Serię 6, która nie doczeka się następcy.

Kilka dni temu zagraniczne media poinformowały, że bawarski producent pracują nad nowym sportowym coupe i kabrioletem. Firma nie potwierdziła jeszcze oficjalnie tych doniesień, ale BMW Blog poinformował, że nowe modele otrzymają nazwę kodową G14/G15, a finalnie auto wystartuje na rynku jako BMW Serii 8.

Jeśli niemiecka marka potwierdzi te spekulacje, to możemy się spodziewać premiery na przełomie 2019/2020 roku. Nowa „ósemka” będzie ostatnim modelem zbudowanym na płycie podłogowej CLAR, stąd można spodziewać się dużego podobieństwa nie tylko z aktualną Serią 7, ale nadchodzącą Serią 3 i 5.

Taki rozwój sytuacji powoduje, że dotychczasowe flagowe coupe z Bawarii – Seria 6, zakończy swój żywot wraz z obecną generacją. Również wariant Gran Coupe zostanie wycofany z obawy o kanibalizację sprzedaży „siódemki”.

Producent nie potwierdził jeszcze, jakich silników możemy się spodziewać w nowej Serii 8. Niewykluczone, że pod maską pojawią się jednostki V6 3.0 oraz V8 4.4. Możliwe, że pojawi się wersja hybrydowa typu plug-in, ale raczej nie powinniśmy się spodziewać wersji elektrycznej. Platforma CLAR nie przewiduje miejsca na akumulatory.

Najnowsze

Jay Z i Beyonce wybrali Alfa Romeo

Najbardziej znana para z muzyczno-celebryckiego świata oprócz wielkich pieniędzy ma jeszcze całkiem niezły gust motoryzacyjny.

Jay Z i Beyonce zostali przyłapani podczas niedawno urlopu, który spędzali w Europie, a konkretnie we Włoszech. Jeden z internautów uchwycił ich przejeżdżających po Mediolanie w odkrytym kabriolecie. 

Nie jest to typowe dla tej pary, ponieważ najczęściej możemy ich zobaczyć w wielkim SUV-ie lub na tylnej kanapie limuzyny. Tym większe uznanie, tym bardziej, że klasyczna Alfa Romeo Spider jest wyposażona w manualną skrzynię biegów.

Model, którym się przemieszczają to druga generacja modelu, produkowana w latach 1970-1982. Pod maską tej wersji były montowane różne jednostki, ale napęd był zawsze przekazywany na tylną oś.

 

Najnowsze