Policjanci zdradzają 7 prawd o kradzieży samochodów

Kradzież samochodów to wciąż intratny biznes. Miesięczne zarobki na poziomie dyrektorów zachodnich spółek skutecznie zachęcają złodziei do podjęcia ryzyka. Hermetyczne środowisko, technologie opracowane przez tajne służby wschodnich państw, skomplikowane kanały przerzutowe i techniki walki z policją - to codzienność amatorów cudzej własności.

Sekrety ich życia zdradzają ludzie, którzy na co dzień zajmują się rozpracowywaniem przestępczego środowiska – obecni i byli policjanci jednego z wydziałów do walki z przestępczością samochodową.

Rocznie w Polsce kradnie się około 13 tys. samochodów i z roku na rok liczba ta spada. Chociaż w grę wchodzi zamknięcie części kanałów przerzutowych czy pogorszenie warunków zbytu kradzionych samochodów i części, to główny powód jest o wiele bardziej prozaiczny. Drogie samochody znanych marek (Volvo, Jaguary czy Porsche), które jeszcze kilkanaście lat uchodziły za niemożliwe do ukradzenia, dziś, dzięki rozwojowi nowych technologii, znalazły się w zasięgu amatorów cudzej własności.

– Kradzież i sprzedaż aut klasy premium przynosi ogromne zyski. Dziś nie trzeba kraść 12 Polonezów, by zarobić na nich kilka tysięcy złotych. Wystarczy jeden dobry strzał w postaci BMW lub Audi, by do kasy wpadło kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy. Mówiąc wprost – nie trzeba się narobić, by zarobić w złodziejskim fachu – zauważa były szef komórki operacyjnej w wydziale do walki z przestępczością samochodową.

– Środowisko złodziei jest niezwykle hermetyczne i trudne do rozbicia. Kierują się oni swoistym kodeksem honorowym, który powoduje, że dotarcie do tajemnic grupy jest niezwykle skomplikowane. Jednak na przestrzeni lat udało nam się poznać zwyczaje przestępców – dodaje.

Z rozmów z byłymi i obecnymi policjantami rozpracowującymi grupy przestępcze parające się kradzieżami aut wyłania się obraz praktyk stosowanych przez złodziei. O ile kilkanaście lat temu na wyposażeniu każdego z nich znajdowały się łamaki, śrubokręty, łomy i szlifierki, o tyle dziś do kradzieży wystarczy smartfon i kilka innych elektronicznych gadżetów. Bo tak jak auta stają się inteligentne, tak i złodzieje są coraz bardziej „smart”. Co jeszcze?

https://www.youtube.com/watch?v=cMGb5vNpPwY

1. Rozwiązania z laboratoriów służb specjalnych
Pojawienie się i upowszechnienie technologii keyless – bezkluczykowego otwierania i uruchamiania pojazdu – otworzyło złodziejom drzwi do raju z tabliczką „samochody klasy premium”. Od kilku lat w Polsce notuje się zwiększoną liczbę kradzieży aut wyposażonych w to udogodnienie. Wiele grup przestępczych zaczęło się bowiem „uzbrajać” w rozwiązania umożliwiające przechwycenie częstotliwości radiowej kluczyka oraz odbiornika montowanego w aucie i bezinwazyjną kradzież.
Amatorzy cudzej własności wykorzystują fakt, że właściciele aut zostawiają kluczyki swoich pojazdów w pobliżu okien lub drzwi wejściowych od domu. Grupa przestępców wykorzystuje skaner, transmiter sygnału, wzmacniacz oraz odpowiednią „walizkę”, dzięki której odbiornik samochodu identyfikuje ją jako kluczyk. Wystarczy wsiąść do pojazdu, uruchomić silnik i odjechać.

– Jedynie zawodowi złodzieje, zorganizowane grupy przestępcze będące na szczycie hierarchii nielegalnego świata korzystają z metody na „walizkę”. Wynika to z faktu, że pozyskanie technologii i specjalistycznego sprzętu oznacza często wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych, a nawet setek tysięcy złotych – wyjaśniają policjanci. – Technologia stosowana przez przestępców wywodzi się bezpośrednio z rozwiązań wykorzystywanych przez służby specjalne bloku wschodniego, a większość „walizek” jest sprowadzanych właśnie ze wschodu – dodają.

2. Praktyka czyni mistrza
– Złodziej-zawodowiec, który po raz setny kradnie Volkswagena Passata, otwiera go w taki sposób, że nikt postronny nie zdaje sobie sprawy, że ma do czynienia z kradzieżą. W dzisiejszych czasach takiego auta nie kradnie się przy użyciu łomu i łamaków. Przychodzi się z urządzeniem wielkości telefonu komórkowego. Auto wprowadzane jest w tryb serwisowy i „odjeżdża na śrubokręcie” – stwierdza były szef komórki operacyjnej w wydziale do walki z przestępczością samochodową.

3. Niemieckie i japońskie – te kradną
– Liczby nie kłamią – w Polsce najwięcej kradnie się samochodów z grupy VAG (Volkswagen Aktiengesellschaft – koncern posiadający m.in. marki Volkswagen, Audi, Skoda, Seat, Porsche – przyp. red.). Natomiast w poszczególnych województwach czy miastach sytuacja bywa inna. Na przykład na terenie aglomeracji warszawskiej, czyli siedmiu komend rejonowych i dziewięciu powiatowych, najczęściej kradzione są „japończyki”. Zjawisko utrzymuje się od 2001- 2002 r. Auta te nauczyli się kraść złodzieje wywodzący się z powiatu wołomińskiego. Pomijając fakt, że są to samochody idealne to zrobienia tzw. przeszczepu (nadanie autu cech samochodu z legalnego źródła – przyp. red.), gdyż posiadają stosunkowo
niewiele cech indentyfikacyjnych, to złodzieje nauczyli się kraść je w klasyczny sposób – z ulicy – stwierdza jeden z policjantów.

Grupa przestępców wykwalifikowanych w kradzieżach aut japońskich marek może w tej chwili liczyć nawet setkę osób. Pomimo szeroko organizowanych akcji wyłapywania poszczególnych amatorów cudzej własności, nadal spora grupa działa na wolności. Posiadają zaufanych paserów oraz kanały przerzutowe. W związku z dużym zapotrzebowaniem na części zamienne, upłynnianie rozłożonych w dziuplach pojazdów nie jest problemem.

– W stolicy i jej najbliższych okolicach najczęściej prowadzimy akcje namierzania i odzyskiwania Toyot oraz Mazd. Zwykle kradzione są w godzinach późnowieczornych lub w środku nocy, bo dzięki temu złodzieje mają najwięcej czasu na zaopiekowanie się nimi, zanim śpiący właściciel zorientuje się, że jego auto zniknęło – mówi Mirosław Marianowski, Security Manager w firmie Gannet Guard Systems.

4. Na części lub na wschód
Większość kradzionych aut jest rozbierana na części. Duże zapotrzebowanie rynku na podzespoły oraz fakt, że elementy pojazdów pochodzące z nielegalnego źródła nakręcają kolejny intratny biznes – wyłudzanie pieniędzy z ubezpieczeń komunikacyjnych – sprawia, że znikające z ulic samochody kończą pocięte i porozkręcane w dziuplach. Jak twierdzą policyjni informatorzy, największym rynkiem zbytu dla biznesmenów ze złodziejskiego fachu są kraje byłego ZSRR. Ciekawie sytuacja wygląda zwłaszcza na Litwie i Łotwie – związku z surowymi karami za kradzież, lokalne grupy przestępcze zaopatrują się w „towar” w Polsce.

– Przestępcy starają się, aby od chwili kradzieży do momentu rozebrania samochodu minęło jak najmniej czasu. Bywa, że już po niespełna dobie od zniknięcia z parkingu lub garażu auto rozłożone jest na czynniki pierwsze – tłumaczy Mirosław Marianowski.

Pojazdy, które pozostają w całości, są najczęściej legalizowane. Złodzieje za niewielkie pieniądze kupują mocno zniszczone samochody – spalone lub po powodzi – i na podstawie ich cech identyfikacyjnych modyfikują skradzione auta tak, by stały się „legalne” i nadawały do sprzedaży na rynku krajowym lub za wschodnia granicą. Fałszywe dokumenty często sporządzane są już poza naszym krajem.

5. Hermetyczna grupa zawodowa – określony rytm pracy
– Złodzieje są grupą bardzo hermetyczną. To nie jest tak, że ktoś podnosi rękę na ulicy i już „biega” ze złodziejami samochodów. Tak działaliby tylko samobójcy. To ludzie, którzy stosują wysoce profesjonalne metody kontroli. W tym środowisku panuje niepisany kodeks. Każdy, kto współpracował z policją, jest dla kolegów po fachu skreślony i nigdy nie wróci już do „zawodu”  – zauważają policjanci.

Jak pracują przestępcy? Jednym legalnym samochodem należącym do któregoś ze złodziei pokonują kilka kilometrów, obserwując czy nie są śledzeni. Dojeżdżają do ustalonego wcześniej miejsca, gdzie przesiadają się w szybkie auto sportowe – najczęściej legalne, zarejestrowane na „słupa”, czyli osobę, która za określoną kwotę zgodziła się udostępnić swoje dane osobowe. To pojazd, w którym nawet zatrzymani przez policję śmiało okazują dokumenty i ze strony funkcjonariuszy grozi im jedynie mandat. Samochodem tym wykonują brawurowe manewry i z dużą prędkością przemieszczają się po mieście. W ten sposób próbując wykryć, czy nie są obserwowani i czy nikt ich nie goni. Gdy nic podejrzanego się nie dzieje, po raz trzeci zmieniają środek lokomocji na mniej wyróżniający się i rozpoczynają działania. Każdy złodziej z 4-5 osobowej grupy obiera inny cel. W trakcie jednego „wypadu” przestępcy są w stanie ukraść kilka samochodów.

6. Żaden policjant nie jest lepszym kierowcą niż zawodowy złodziej
– Policjanci mają do wyboru: albo złapać złodzieja na gorącym uczynku, albo działać z zaskoczenia. Gdy mundurowy twierdzi, że jest lepszym kierowcą od złodzieja i dopadnie go po pościgu, to gada głupoty, albo naoglądał się za dużo filmów – stwierdza jeden z funkcjonariuszy. – Najlepsi przestępcy dysponują nasłuchem radiostacji policyjnych. To oni pilnują mundurowych, a nie odwrotnie – dodaje.

Zdaniem byłych policjantów, najgorsze co może się wydarzyć, to podjęcie decyzji o rozpoczęciu brawurowego pościgu. W 90 proc. kończy się on poświęceniem jednego z radiowozów i niebezpiecznym zderzeniem ze skradzionym samochodem. – Złodziej zawsze „idzie do końca”. Samochód w jego rękach jest równie niebezpieczny, co pistolet – mówi policjant. – Mój kolega, który miał dokonać zatrzymania dynamicznego, został potrącony. Na szczęście przeżył i wrócił do pracy. Wykonuje w tej chwili mniej ryzykowne zadania, siedzi za biurkiem – dodaje.

7. GPS, moduły i zagłuszarki
– Nie ma w tej chwili samochodu, którego nie da się ukraść. Co więcej, w momencie, gdy taki pojazd zostanie odzyskany, biegły nie znajdzie w nim śladu dokonanej kradzieży – podsumowują policjanci. Dlatego, ich zdaniem rozwiązaniem, warto stawiać na systemy pozwalające odzyskać pojazd po kradzieży. – W grę wchodzą monitoring, zwłaszcza radiowy – mówią wprost. – Rzecz w tym, że system bazujący na dedykowanej częstotliwości radiowej, a nie sygnałach GPS/GSM, jest odporny na działanie zagłuszarek powszechnie stosowanych przez złodziei. Ponadto pozwala ustalić pozycję skradzionego samochodu nawet jeśli został on ukryty w garażu podziemnym czy kontenerze – wyjaśnia Dariusz Kwakszys, IT Manager w firmie Gannet Guard.

Najnowsze

Osiem zawodniczek w pit bike’ach kończy pierwszy sezon zawodów

Daria Leba, Oliwia Osińska i Aleksandra Turno zakończyły swój pierwszy sezon na podium zawodów na motocyklach pit bike. Panie startowały w klasie Pit Ladies.

Organizatorzy wysoko zawiesili sobie poprzeczkę, decydując się na organizację cyklu skierowanego tylko i wyłącznie do miłośników małych dwóch kółek. Po 5. rundzie Pitbike.pl Otwartych Mistrzostw Województwa Kujawko-Pomorskiego Pit Bike Supermoto w Toruniu, można stwierdzić, że pomysł był niezwykle trafiony.

Po pierwsze potwierdziła to frekwencja. Około trzydziestu zawodników startujących w każdej rudzie i blisko sześćdziesięciu w całym cyklu. Po drugie bardzo duży progres zawodników, rosnące doświadczenie i walka do ostatnich metrów.
– Ten sezon pokazał nam, że warto kłaść nacisk na rozwój młodych zawodników- mówi Łukasz Pawlikowski, MX Otopit Toruń. – Mam nadzieję, że uda nam się wyłowić więcej perełek typu: Daniel Blin. Dlatego przyszły sezon to przede wszystkim praca nad klasami, w których startują najmłodsi oraz klasą kobiet. W stawce w tym roku ścigało się osiem dziewczyn i wydaje mi się, że to świetny wynik.

Podczas ostatniej rundy mistrzostw swoją pozycję utwierdziła liderka klasy Pit Ladies, Daria Leba. Pozytywny zaskoczeniem był start Oliwii Rosińskiej, która udowodniła, że ciężkie treningi owocują efektami na torze. Oliwia po świetnym występie na toruńskiej Awix Racing Arenie, zajęła drugą lokatę. Trzecia była Aleksandra Turno.

W klasie Stock Pit 125 ścigało się dwóch najmłodszych zawodników. Przypominamy, że do startu w wyścigach supermoto i uzyskania licencji zawodniczej, trzeba spełnić warunek wiekowy, w tej dyscyplinie jest to minimum 12 lat. Podczas ostatniej rundy wygrał Filip Turno, drugi był Tymoteusz Zieliński. Młodsze dzieci brały udział w jazdach pokazowych.

W klasie Stock Pit 150 pierwsze miejsce zdobył Dominik Ziętara, drugi był Michał Budziaszek, trzeci Kuba Kiliszek. Najwyższa klasa w stawce to Super Pit to tradycyjnie walka faworytów: Daniela Blina i Mateusza Wąsowskiego. Po uślizgu Daniela, i utracie pozycji lidera, finalnie pierwsze miejsce trafiło do Wąsowskiego. Na trzecim stopniu podium stanął Krzysztof Ziętara.

Przypominamy, że zawody były tegorocznym debiutem. Po raz pierwszy w historii w ramach Pitbike.pl Otwartych Mistrzostw Województwa Kujawko-Pomorskiego Pit Bike Supermoto na dwóch torach asfaltowych: toruńskiej Awix Arenie i bydgoskim Kartodromie zostały rozegrane zawody pit bike supermoto, w których udział brała młodzież od dwunastego roku życia.

Przed fanami pit bike jeszcze jedno wydarzenie w tym roku, tym razem w wersji terenowej. 21 i 22 października odbędzie się podwójna runda Bud-Rem-Stal Otwarte Mistrzostwa Pit Country Województwa Kujawsko-Pomorskiego na torze w Głażewie. Wszystkie informacje na stronie klubu.

Tak zawodnicy na gorąco podsumowali zawody:

DOMINIK ZIĘTARA (1 miejsce STOCK PIT 150): Sezon był bardzo ciekawy rywalizacja bardzo zacięta, żałuje dopiero 5 miejsca w Pucharze Polski, ale jestem zadowolony z sukcesu w Mistrzostwa Woj. Kuj-Pom. Bardzo lubię ten tor. Tu decyduje bardziej technika, a ja startuję na pojemności tylko 120, więc bardziej mi sprzyjają właśnie takie tory, gdzie jest mnie długich prostych. Staram się wyciągać wnioski z każdego wyścigu aby być coraz szybszym.

DARIA LEBA (1 miejsce PIT LADIES): Stres trochę był, bo chwilami lekko popadało, a jazda po mokrym torze mnie trochę blokuje. Lubię ścigać się z Dominikiem. Noga już całkowicie wyleczona, więc nie pozostanic nic innego jak trzymać gaz.

OLIWIA ROSIŃSKA (2 miejsce PIT LADIES): Ciężko pracowaliśmy z Tatą abym już nie przyjeżdzała ostatnia. To były głównie takie okrążenia na ósemce abym się mogła przełamać. To dodało mi dużo pewnośći tak jak dzisiaj po upadku wstałam i pojechałam dalej, co wcześniej bym nie zrobiła. Dziękuję wszystkim którzy trzymali za mnie kciuki

FILIP TURNO (1 miejsce STOCK PIT 125): Jechało mi się znakomicie. Tor w Toruniu należy do moich ulubionych. Trenuję z Siostrą i Tatą i cieszę się, że udało mi się dzisiaj osiągnąć dobry wynik.

MATEUSZ WĄSOWSKI (1 miejsce SUPER PIT): Starałem się trzymać tempo. Trochę niepewności w pierwszym wycigu, bo krople deszczu zaczęły się pojawiać Chęć zwycięstwa jest zawsze, ja skupiam się na wyścigu. Wydarzyć może się wszystko, a jak życie pokazało tor bywa dzisiaj miejscami bardzo zdradliwy.

DANIEL BLIN (2 miejsce SUPER PIT): Super zabawa, dobra forma treningu między zawodami. Tor jakoś super przyczepny dzisiaj nie był, chciałem w pierwszym wyścigu jechać zbyt szybko i niestety zaliczyłem uślizg. Potem za szybko chciałem nadrobić straty i kolejny raz skończyło się upadkiem. Drugi wyścig udało się pojechać spokojnie z dużą przewagą. Pocket Rocket wzięło się z Pucharu Europy, gdzie ktoś mnie tak nazwał i tak zostało.

KRZYSZTOF ZIĘTARA (3 miejsce SUPER PIT): Nastawienie dobre, troszkę zmian sprzętowych i udało się wreszcie przeskoczyć to pechowe 4 miejsce. Wszyscy tworzymy wielką rodzinę mimo że rywalizujemy ze sobą na torze. Z synem zdrowo się scigamy, Dominik bierze trochę ze mnie, ja z niego i dzięki temu możemy podnosić swoje umiejętności.

MIŁOSZ PAWLIKOWSKI (4 miejsce Stock PIT 150): Dziękuję Kubie oraz wszystkim zawodnikom za wspaniałą walkę przez cały sezon. Cieszę się, że wspólnie z dziećmi możemy bawić się tym sportem. Mama zadowolona, że spędzamy czas z Rodziną i to jest najważniejsze.

Najnowsze

Mercedes-Benz Vans pokazuje nowego Sprintera

W Atlancie, podczas pierwszych i od razu największych w Ameryce Północnej targów pojazdów użytkowych pokazano pierwsze szczegóły dotyczące nowego Sprintera, który w 2018 będzie jednym z najciekawszych debiutantów segmentu dużych vanów.

Targi NACV to idealne miejsce na ujawnienie pierwszych szczegółów na temat nowego Sprintera. Stany Zjednoczone są jednym z najszybciej rozwijających się rynków aut użytkowych i drugim co do wielkości, po Niemczech, rynkiem sprzedaży dużych vanów na świecie. Budowana fabryka nowego Sprintera w North Charleston w przyszłości będzie mogła zaspokoić popyt klientów w Ameryce Północnej. Mercedes-Benz Vans, jako jedyny producent w segmencie dużych samochodów dostawczych, będzie kontynuował produkcję kolejnej generacji Sprintera w swoich niemieckich fabrykach w Dusseldorfie i Ludwigsfelde.

Sprinter zadebiutował na rynku w 1995 r. i z wynikiem ponad 3,3 mln egzemplarzy sprzedanych w ponad 130 krajach świata jest jednym z najchętniej wybieranych aut użytkowych wszech czasów i oczywiście bestsellerem w palecie Mercedes-Benz Vans.

Nowa generacja samochodu dostawczego ma wyróżniać się wyposażeniem. Na pokładzie znajdą się nowe systemy wspomagające i usługi łącznościowe oraz nowa telematyka związana z efektywnością kosztową pojazdu oraz zarządzaniu flotą. Dzięki znacznie poszerzonej gamie wariantów, Sprinter będzie mógł być precyzyjniej dopasowany do indywidualnych wymagań branżowych. 

Europejska rynkowa premiera modelu odbędzie się w pierwszej połowie 2018 r. Kolejne szczegóły na temat nowego Sprintera zostanąujawnione w najbliższych miesiącach. 

 

Najnowsze

Goodc

Kasia Zdyb i jej „Bunia” uwielbiają jazdę bokiem!

Kasia Zdyb nie dysponuje wymarzonym samochodem, jednak to nie powstrzymuje ją od spełniania swoich marzeń i intensywnego rozwijania umiejętności driftu.

Kiedy pierwszy raz prowadziłaś samochód i jak Ci poszło? Czy to była miłość od pierwszego chwytu kierownicy?
Pierwszy raz auto prowadziłam z tatą na parkingu i od tamtej pory ciągnęło mnie do jazdy. Jeszcze jak nie miałam prawa jazdy, wiele sobie wyobrażałam i analizowałam, jak jechać daną drogą i jak się powinnam zachowywać w aucie. Dużo też obserwowałam innych kierowców, co uważam za bardzo dobry nawyk i wiele można dzięki temu zyskać.

A swój pociąg do sportu i rywalizacji odkryłaś w kartingu?
Nie do końca, bo sportem samochodowym zainteresowałam się zaraz po zdaniu prawa jazdy, gdy kolega zaprosił mnie na tor, gdzie odbywały się treningi koła rajdowego Scyzzor. Przez kilka lat startowałam w amatorskich rajdach i imprezach SuperOes na Torze Kielce. Później miałam przerwę w jeździe po torze, spowodowaną brakiem funduszy i wtedy w ramach odreagowania zaczęłam startować w Kieleckiej Lidze Kartingowej. Gokarty na jakiś czas pozwoliły mi, w pewnym stopniu, zastąpić brak jazdy po torze. Jednak jeżdżąc na gokartach – ciągle miałam w planach powrót na tor w samochodzie. W międzyczasie poznałam grupę osób, która zaraziła mnie driftingiem, czyli jazdą w kontrolowanych poślizgu. Już wtedy wiedziałam, że jak tylko będę mogła sobie pozwolić na zakup auta – to nie będę zastanawiała się, ani chwili dłużej! I tak też się stało – od ok. 3 lat mam okazję jeździć w różnego rodzaju imprezach motoryzacyjnych, zawodach amatorskich i Driftingowych Mistrzostwach Polski.

Co miało największy wpływ na taką decyzję?
Postanowiłam spróbować swoich sił, gdyż było to dla mnie coś nowego. Nie walka z czasem, jak w przypadku jazdy na czas, tylko kompletnie inne prowadzenie auta, inne zasady i to mnie zachęciło do tego aby spróbować.

Ile czasu i ile wysiłku Ci zajęła realizacja tego pomysłu?
Realizacja planów jazdy w drifcie trwała kilka miesięcy. Zaczynając od zakupu auta, po jego przeróbki – odpowiednie dostosowanie do jazdy bokiem. Następnie, jak samochód był gotowy, to liczne treningi, żeby przestawić się z jazdy na czas, na całkiem inne prowadzenie auta.

Od kogo uczysz się techniki? Masz jakiegoś swojego, ulubionego nauczyciela? Uczysz się wiele na błędach? Jak ważna jest rola nauczyciela w nauce driftu?
Do tej pory miałam parę osób, które podpowiadały mi jak jeździć i na co zwracać uwagę. Na chwilę obecną mogę stwierdzić, że jestem dość uparta i jeżdżę po swojemu! (śmiech) Ciągle uczę się na błędach i staram się wyciągać wnioski. Stawiam przed sobą nowe wyzwania i staram się je opanować. Rola nauczyciela jest bardzo istotna na początku zabawy z driftingiem. Zapewne niektórzy to tzw. „samouki”, ale więcej dają jednak wskazówki osób doświadczonych.

W drifcie potrzebny jest talent czy wystarczą długie godziny treningów? Od czego Twoim zdaniem zależy sukces w tej dyscyplinie?
Wydaje mi się, że w każdym sporcie samochodowym potrzebny jest talent, bo bardzo ważne jest wyczucie auta. Raczej większość ludzi byłaby w stanie nauczyć się driftować, wszystko zależy od ilości treningów. Osoba z lepszymi predyspozycjami – nauczy się po prostu szybciej tej techniki jazdy. Wszystko niestety uzależnione jest od budżetu, jakim się dysponuje, co jak wiadomo w sporcie samochodowym jest bardzo istotnym czynnikiem. Sukces w drifcie to połączenie wielu czynników: talentu, ilości wyjeżdżonych treningów, budżetu i auta jakim się dysponuje. Oczywiście powinien to być to samochód o dość sporej mocy, odpowiednio przygotowanym zawieszeniu i po innych przeróbkach.

Przywiązujesz się do swojego wozu? Dopieszczasz go, mówisz po imieniu, ciągle byś go udoskonalała?
Moje BMW to „Bunia” i tak, czasami zdarza się, że z nią rozmawiam (śmiech). Staram się dbać, by była w dobrym stanie i niczego jej nie brakowało! Z racji tego, że mam dość wolne auto, w porównaniu do innych zawodników – to moim marzeniem jest zwiększyć jego moc i w końcu doganiać auta, które już na starcie mi uciekają. Niestety jak wiadomo, wszystko kosztuje i nie mogę sobie na ten moment pozwolić na dalsze udoskonalanie. Stwierdziłam, że pojadę w zawodach tym co mam, nie ważne z jakim wynikiem, gdyż było to moim marzeniem. Chcę poczuć atmosferę panującą na zawodach i zobaczyć jak to wszystko wygląda „od środka”.

Masz smykałkę techniczną? Starasz się uczestniczyć czynnie w przygotowaniach samochodu?
Zawsze chciałam posiadać umiejętność samodzielnej naprawy auta, jednak nie było mi dane nauczyć się wszystkiego. Znam podstawową budowę auta i mniej więcej orientuję się, co się mogło zepsuć (śmiech). Przygotowanie auta do zawodów to szereg różnych zajęć, które w moim przypadku najmniej są związane z autem. Moje BMW zazwyczaj stoi w garażu i czeka na wyjazd, natomiast jest dużo logistycznych rzeczy związanych z zawodami.

Co jest najbardziej kosztowne w tym przygotowaniu? Z pewnością sporo opon się zużywa?
Na zawodach kosztowne jest wszystko i ciężko stwierdzić co najbardziej… Sama logistyka, transport jest sporym kosztem, także wpisowe na zawody. Później właśnie opony, gdyż najlepsze są nowe, aby w miarę wolno się zużywały. Inni kierowcy, dysponujący większym budżetem, posiadają np. nowe opony na parę okrążeń. Ja mam zwykle używane w miarę dobrym stanie albo tzw. „nalewki”.

I jak smakuje to spełnianie marzeń? Jest tak, jak sobie to wyobrażałaś? Jaka panuje atmosfera na zawodach?
Na zawodach miedzy startującymi jest fajna, przyjazna atmosfera. Przynajmniej ja to tak odbieram, ponieważ mam duży dystans do mojej jazdy i do rywalizacji. Ja startuję, aby poczuć właśnie atmosferę zawodów, spotkać się z zawodnikami i mieć również możliwość jazdy po obiektach, na których nigdy nie miałam możliwości jeździć.

Z czego jesteś najbardziej dumna?
Moim największym sukcesem był start w Driftingowych Mistrzostwach Polski, które były połączone z King of Europe. To był mój pierwszy start w profesjonalnych zawodach, w których udało mi się zająć 7. miejsce w klasie Challange. Dodam, że dysponowałam najsłabszym autem na całych zawodach, ale wtedy akurat spadł deszcz i bardziej liczyła się technika.

Masz wsparcie otoczenia w swojej pasji?
Najważniejsze jest dla mnie wsparcie najbliższej mi osoby, czyli mojego narzeczonego. Bez niego niewiele bym zrobiła, gdyż jest ze mną na każdych zawodach i wspiera mnie w każdym momencie.

Chcesz zostać w tej dyscyplinie i się w niej rozwijać w przyszłości? Czy marzysz jeszcze o czymś innym?
Chciałabym zdecydowanie swoją przyszłość, zresztą tak jak do tej pory, wiązać ze sportem samochodowym. Wcześniej były to amatorskie rajdy, teraz jazda w kontrolowanym poślizgu. Ciężko stwierdzić, która technika jest fajniejsza, jednak aktualnie chciałabym dalej rozwijać przygodę z driftingiem.

Oficjalny profil Kasi: https://www.facebook.com/Kasia-Zdyb-Drift-Girl-411890592351548

Najnowsze

Stylowo z nową kolekcją MINI

Atrakcyjny design, minimalizm i wysoka jakość materiałów - to cechy nowej kolekcji MINI Lifestyle. Marka stworzyła bogaty wybór ponad 50 produktów, wśród których znaleźć można ubrania, gadżety, a także zabawki dla najmłodszych.

Marka MINI uosabia radość, dynamikę oraz nowoczesność. Najnowsza kolekcja doskonale oddaje jej ducha, pozwalając cieszyć się produktami wysokiej jakości każdego dnia. Tradycyjna kolorystyka, oparta o odcienie szlachetnej szarości, czerni i bieli, wzbogacona została o elementy turkusowe oraz limonkowe. Powstała w ten sposób seria o ciekawym, niepowtarzalnym wzornictwie.

W kolekcji znajdziemy m.in. akcesoria podróżne. Do ich produkcji wykorzystano wysokogatunkowe materiały oraz woskowaną bawełnę, dzięki którym portfele (MINI Wallet Colour Block), torby (MINI Overnight Bag) czy pokrowce na tablety (MINI Tablet Cover Colour Block) są nie tylko estetyczne, ale również solidne i odporne na zabrudzenia czy działanie wody.

Perfekcja tkwi w szczegółach
Doskonała jakość oraz wyjątkowy design to nie jedyne zalety kolekcji MINI Lifestyle. Oferowane akcesoria odznaczają się również dopracowanymi, pomysłowymi detalami. We wnętrzu toreb zaprojektowano szereg przegródek i kieszonek, które ułatwiają utrzymanie porządku. W modelach MINI Duffle Bag Colour Block czy MINI Weekender Material MIX zastosowano także specjalny karabińczyk. Dzięki niemu, odnalezienie kluczyków nie będzie już problemem! Z kolei właściciele zegarków MINI Watch w kilka chwil będą mogli odmienić wygląd swoich zegarków za pomocą  wymiennych pasków wykonanych z nylonu lub skóry.

Sportowa stylistyka w nowoczesnym wydaniu
Kolekcja MINI Lifestyle oferuje również szeroką gamę ubrań, których znakiem rozpoznawczym jest minimalistyczna, sportowa stylistyka. Damska i męska bluza MINI Sweatshirt Wing to jedne z najciekawszych propozycji odzieżowych nowej serii. Szlachetna szarość, wykorzystanie 100-procentowej bawełny oraz charakterystyczne, trójwymiarowe logo sprawiają, że bluzy prezentują się wyjątkowo. Na letnie upały przygotowano również zestawy koszulek T-shirt w różnych kolorach z nowoczesnymi nadrukami. Dostępne są również barwne wersje dla najmłodszych. 

W kolekcji znajdziemy także propozycję na chłodniejsze dni – praktyczną kurtkę MINI Jacket z kapturem, dostępną w wersji damskiej oraz męskiej. Kurtka doskonale chroni przed deszczem oraz powiewami wiatru, a dzięki dołączonemu do niej plecakowi, idealnie sprawdzi się podczas podróży.

Niespodzianki dla najmłodszych
Podczas projektowania kolekcji MINI Lifestyle nie zapomniano oczywiście o najmłodszych fanach marki. W ofercie czeka na nich m.in. zestaw kreatywny MINI Kids Craft Set Automotive, który pozwala na zbudowanie domków czy myjni samochodowych z kartonu, a także wiernie odtworzone współczesne modele MINI.

MINI Lifestyle – odpowiedzialność za otoczenie  
Kolekcja MINI Lifestyle została zaprojektowana w taki sposób, aby uwzględnić zaangażowanie marki w dbałość o środowisko naturalne. Elementy drewniane i papierowe, wykorzystane przy produkcji np. zabawek dla najmłodszych, posiadają certyfikat FSC. Szkła, w które wyposażono okulary MINI Aviator Colour Black oraz MINI Panto Colour Black są biodegradowalne. Ponadto, w nowej kolekcji wykorzystana została również skóra uzyskana z recyclingu. Stanowi ona bazę akcesoriów podróżniczych, w tym m.in. plecaka MINI Backpack.

Odwiedź stronę http://www.mini.com.pl/lifestyle i poznaj świat nowej kolekcji MINI Lifestyle.

Najnowsze