Edyta Wrucha

Pippa Mann łączy wyścigową karierę z pomaganiem

Pippa Mann już jako dziecko ścigała się gokartami, potem przyszła pora na europejskie serie wyścigowe.

To pierwsza kobieta, która zdobyła punkty w World Series by Renault i pierwsza, jaka wystartowała w tym wyścigu z pole position. Od 2009 r. Pippa startuje w USA w serii Indy Lights, a obecnie jest najszybszą kobietą w historii w Indianapolis Motor Speedway i pierwszą, która zdobyła tam pole position.

{{ tn(16534) left }}W 2017 roku, razem z Shea Holbrook, startowała również w serii Lamborghini Super Trofeo. Pippa ma wielkie wsparcie fanów, którzy utytułowali ją mianem “Most Popular Driver”. Na co dzień jest instruktorem sportowej jazdy, wspiera dziewczęcy zespół kartingowy oraz angażuje się non-profit w aktywizację kobiet w sportach motorowych.

W tegorocznym sezonie Indianapolis 500 Pippa postanowiła wykorzystać swoją popularność do promowania akcji transplantacji narządów. Jej bolid występuje w niebieskich barwach Donate Life Indiana, a ona sama została ambasadorem akcji, która ma na celu zwiększanie wiedzy na temat transplantacji narządów, tkanek i oczu. Zajmie się popularyzacją tego tematu wśród kierowców, a także wśród dzieci i młodzieży podczas spotkań w szkołach i w szpitalach:

Najnowsze

Edyta Wrucha

Agnieszka Radzymińska – ubrania motocyklowe bez tajemnic

Motocyklowe ubrania naprawi, przerobi, poprawi lub uszyje od podstaw - tak Agnieszka połączyła swoje pasje w wykonywanym zawodzie.

{{ tn(16527) left }}Kiedy motocykle pojawiły się w Twoim życiu i czy od razu podbiły Twoje serce?

Kiedy byłam dzieckiem, tata jeździł motocyklem WSK i nawet uczył mnie późnej kilka razy, jak go opanować. Pamiętam też, że nigdy nie dawałam żyć wujkowi, kiedy przyjeżdżał do nas na motocyklach. Zawsze, jeszcze zanim biedny mógł napić się kawy, musiał ze mną zrobić rundkę honorową po okolicy. Później na wiele lat temat motocykli ucichł, aż do czasu, kiedy w wieku 28 lat poważnie zachorowałam. Leżałam wtedy 2 miesiące w szpitalu i walczyłam o życie. Uświadomiłam sobie, że trzeba czerpać z życia garściami. Wtedy przypomniałam sobie marzenia, których nie zdążyłam zrealizować przed chorobą, a moje wspomnienia z dzieciństwa odżyły…

To dawało Ci motywację w walce o zdrowie?

{{ tn(16528) left }}Zdecydowanie tak. Miałam w telefonie komórkowym zdjęcie Transalpa (chociaż do dzisiaj jeżdżę na nakedach) i każdego dnia pomagało mi ono w walce o zdrowie. Rano spoglądałam na zdjęcie, potem powtarzałam sobie, że dam radę i zabierałam się za rehabilitację.  Uparłam się, że wyjdę ze szpitala, wyzdrowieję i będę jeździć. No i udało się! Zdrowie wróciło, a ja zgodnie z postanowieniem – zrobiłam kurs, zdałam egzamin, a dwa lata temu zostałam nawet instruktorem nauki jazdy kat.A. Od 10-ciu lat motocykle to całe moje życie i wszystko kręci się wokół nich: praca, czas wolny, urlopy. Nie wyobrażam sobie, żeby miało tak nie być.

Jesteś typem motocyklowej podróżniczki czy wolisz sportowe wyzwania?

I tu pojawia się problem, bo trudno mi tak do końca zdecydować (śmiech). Czegokolwiek na motocyklu nie spróbuję – podoba mi się! Lubię wyjazdy na tor, kocham też dalekie podróże, więc aktualnie mam dylemat, przy jakim motocyklu zostać. Potrzebna mi jest zarówno sportowa maszyna, jak i coś do turystyki. Do tej pory sprawę załatwiała Honda CB600F Hornet. Od dłuższego czasu jednak, moim marzeniem jest posiadanie dwóch motocykli: czegoś torowego i BMW F800GS, najlepiej w wersji Adventure.

A plany na wakacje z motocyklem już są?

{{ tn(16526) left }}Odkąd zmieniłam pracę i najwięcej obowiązków zawodowych spada na mnie w sezonie motocyklowym, to na wakacje zaczęłam wyjeżdżać zimą. Brakowało mi wtedy jednak jazdy na motocyklu. Dlatego w tym roku, oprócz plażowania, mamy z moim partnerem zaplanowane zwiedzanie północnej części Tajlandii z siodła Hondy CB300F. Bilety są już  kupione, motocykle zarezerwowane i powoli zarysowuje się też trasa wycieczki. Chcemy przejechać m.in. Mae Hong Son Loop – jedną z najbardziej znanych w Azji tras, min. z malowniczych widoków i 1864 (!) zakrętów. Jak znam życie i nasze możliwości, to na tych 1864-ech zakrętach się nie skończy i pojedziemy dalej (śmiech).

Od kiedy zajmujesz się szyciem i kiedy wpadłaś na pomysł, by szycie i motocykle połączyć w jednej usłudze?

Szycie to taka pasja z dawnych  lat, jednak nigdy nie miałam czasu  na jej rozwój z powodu wykonywanej wcześniej pracy. Jeżeli już znajdywałam wolny czas, to poświęcałam go motocyklowi albo fitnessowi.  Pracowałam jako kierownik w bardzo dużym dziale Urzędu Miasta, praca ta jednak, przy mojej aktywnej naturze, nie była spełnieniem moich marzeń. Siedzenie w bezruchu za  biurkiem po 8-11 godzin, to zdecydowanie nie moje klimaty! Wytrzymałam 13 lat (śmiech). Kiedy przyszło wypalenie zawodowe, trzeba było sobie odpowiedzieć na pytanie, gdzie widzę siebie dalej? Zdałam wtedy egzamin instruktorski i postanowiłam wrócić do szycia rzeczy dla samej siebie. Jestem dość niewymiarowa (184cm wzrostu) i zawsze miałam problem z kupnem odzieży cywilnej, a co dopiero motocyklowej. Wszystko musiałam przerabiać albo szyć na miarę. Swoją działalność zaczęłam od naprawy kombinezonów osób w moim najbliższym otoczeniu i to one mnie przekonały, że wychodzi mi to na tyle dobrze, że powinnam iść w tej dziedzinie dalej.

Czy pomysł od razu się przyjął?

Pierwszy rok nie był lekki. Klienci musieli przekonać się do jakości świadczonych przeze mnie usług. Zimą było najgorzej – totalna cisza w interesie. Motocykliści takich usług potrzebują głównie sezonowo. Wiesz jak to jest… większości z nas przypomina się, że mamy motocykl, gdy zaświeci pierwsze wiosenne słońce (śmiech). Teraz mam klientów zupełnie nowych i takich, którzy proszą o ratunek, ponieważ ktoś przede mną już coś naprawiał i się nie udało. To niesamowicie motywuje, żeby starać się bardziej i wymagać od siebie więcej.

Miałaś momenty zwątpienia?

Chwile zwątpienia mam do dzisiaj, ponieważ koszty tej pracy są jeszcze zasadniczo duże w stosunku do zysków, a ilość czasu poświęconego na rozwój firmy – ogromna! Jednak robię to, co lubię. W poprzedniej pracy zawsze powtarzałam, że po pierwsze mogę ciężko pracować, ale wolałabym robić to dla siebie. Po drugie dodawałam, że ten kto robi to, co lubi, tak naprawdę nie pracuje – no to mam, czego chciałam (śmiech). Mówią podobno: „Uważaj, o czym marzysz, bo może się spełnić”. 

Jakie najczęściej problemy z odzieżą motocyklową przychodzi Ci rozwiązywać?

Problemy są naprawdę różne: zwężam, poszerzam, skracam, wydłużam, naprawiam, szyję od podstaw. Staram się doprowadzić odzież do stanu fabrycznego albo wyglądającego na taki. Nie lubię druciarstwa itp. (śmiech). Wymieniam całe panele, zarówno tekstylne, jak i skórzane. Szpachluję tylko niewielkie uszkodzenia, na ogół wymieniam. Kieruję się głównie zasadą bezpieczeństwa i estetyki w tym samym stopniu. Niejednokrotnie naprawa polega na poprawieniu producenta, ponieważ (niestety), coraz częściej jesteśmy oszukiwani w kwestii jakości odzieży. Najmilsze są opinie klientów, którzy niejednokrotnie mówią, że nie widać, co było naprawiane i że odzież wygląda jak nowa, czy nawet lepiej, niż nowa. Wtedy widzę, że „pot i łzy” włożone w pracę opłacały się!

Jak często zdarza Ci się odmawiać, bo rzecz nie nadaje się już do naprawienia? Podejmujesz się próby mimo wszystko?

Tak naprawdę, zrobić mogę większość napraw, gdzie jestem w stanie odtworzyć stan pierwotny. Robię to jednak tylko wtedy, gdy klientowi opłaca się takiej naprawy dokonać.  Chyba najtrudniej było mi zrekonstruować jedną z kurtek po poważnym wypadku, gdzie ratownicy musieli ciąć rękawy. Trud wiązał się jednak z faktem, że wyobraźnia dość mocno w tym momencie mi pracowała, bo kurtka nosiła na sobie jeszcze ślady wypadku.

Co jest najbardziej pracochłonne?

Pracochłonne jest wszystko (śmiech). Być może dlatego, że jestem pedantem w tej kwestii i dość mocno przywiązuję wagę do detali w wykonywanej pracy. Każda usługa jest tak indywidualna, że trudno określić, co jest najbardziej czasochłonne. Najtrudniejsze są naprawy, bo łatwiej coś uszyć od podstaw, niż poprawiać po kimś.

Kiedy opłaca się naprawić/przerobić odzież motocyklową i czy tylko kryterium finansowym kierują się klienci?

Klienci kierują się różnymi kryteriami. Jeden chce „tylko łatkę”, inny chce mieć odzież, jak od producenta, a jeszcze inny lepszą, niż w dniu zakupu, ładniejszą lub bezpieczniejszą. Zawsze indywidualnie ustalam z klientem sposób wykonania usługi i cenę. Czasami jednak głównym kryterium jest sentyment. Miałam kiedyś do „odrestaurowania”  ramoneskę, którą klient otrzymał od nieżyjącej już mamy na swoje 18-te urodziny. Sama kurtka też już dawno osiągnęła pełnoletniość, wiele przeszła i tak naprawdę można było ją wyrzucić na śmietnik. Na szczęście udało się doprowadzić ją do bardzo ładnego stanu. Klient był przeszczęśliwy.

Czy motocykliści/motocyklistki to wymagająca grupa klientów? Zdarzają się „ciężkie przypadki”?

Myślę, że jak w każdej branży, ale na szczęście rzadko. Na ogół zdają się na moje pomysły. Czasami mają swoją wizję wykonania usługi, wtedy razem konsultujemy czy jest ona właściwa.

Szyjesz także własne modele odzieży pod zamówienie. Jakich materiałów używasz? Czy trudno je pozyskać?

Tak , szyję własne, ponieważ jestem zniesmaczona  zalewającą nas bylejakością. Każdy projekt jest indywidualnie dopasowany do klienta i jego potrzeb. Pracować lubię zarówno w tekstylnych materiałach, jak i skórach – nie mam faworyta w tej materii. Pracuję tylko na licencjonowanych tkaninach, jak np. Cordura. Niektóre tkaniny są bardzo trudno osiągalne, ale jestem dość zawzięta i sporo udało mi się już pozyskać. Skóry natomiast, posiadam od bardzo dużego, polskiego producenta. To są wyłącznie polskie skóry, z polskich krów, wyprawiane w Polsce. Odzież skórzaną naprawiam i przerabiam od początku swojej działalności, a szyć na miarę właśnie zaczynam.  

Ile czasu musisz poświęcić na uszycie takiego kompletu odzieży tekstylnej?

To też jest sprawa bardzo indywidualna. Może być, że coś zajmuje przykładowo 40 godzin, a coś innego 100 godzin i więcej. Im więcej klient chce mieć „zamontowane”, tym więcej czasu trzeba na to poświęcić.

Jaka Twoim zdaniem odzież (i wedle oceny skutków szlifów) daje najwyższy stopień zabezpieczenia?

Na pewno żadna odzież nie daje nam 100% gwarancji bezpieczeństwa. Mogę jednak z całą pewnością powiedzieć, że w starciu z asfaltem najlepiej poradzi sobie skóra i dobre protektory. Wiadomym jest, że dotyczy to jednak szlifów, a nie spotkania z ewentualną przeszkodą. Tekstylna odzież rwie się od razu, dlatego ta, którą szyję od podstaw jest zawsze wzmocniona kevlarem. Jedne spodnie już nawet do mnie wróciły po wypadku. Klient cały, kolano całe, tylko kolanowy panel zewnętrzny był do wymiany – wszystko przejął kevlar i protektor.

Czyli prawdą jest, że przy odzieży tekstylnej ta ochrona jest mizerna? I tylko idealne dopasowanie i trwały materiał jest w stanie utrzymać ochraniacz na miejscu?

Tak. W proponowanej aktualnie przez producentów odzieży jakość „po drugiej stronie” jest niejednokrotnie dramatycznie beznadziejna. Nieraz rzeczy same rozchodzą się na szwach od normalnego użytku, a co dopiero przy ewentualnej „przygodzie”. Spotkałam się raz nawet z sytuacją, gdzie w jeansach kevlar wszyto od strony kolana a nie między jeansem a protektorem. Efekt tego połączenia przy upadku byłby prawdopodobnie taki, że przez dziurę w jeansie wypadłby protektor, a kolano zostałoby uszkodzone…

Przez ostatnie lata zauważyłaś spadek czy wzrost jakości motocyklowych ubrań? Czy ta jakość jest ściśle związana z ceną czy niekoniecznie?

Przez ostatnie lata obserwuję dramatyczny spadek jakości i wcale nie musi się to wiązać ze spadkiem ceny. Bardzo często tkaniny po drugiej stronie stają się kłębowiskiem nici, prują się, sypią. Tkaniny te to niejednokrotnie tanie poliestry. Skóry też już w wielu przypadkach są kiepskie. Widzę to przy ich regeneracji. Stare kombinezony sprzed np. 8-10 lat to zupełnie inna jakość, niż obecnie w wielu przypadkach (na szczęście nie w każdym). Dostałam już kilka razy oferty z Pakistanu, że będą dla mnie tanio szyli odzież. Powiem tylko tyle – ludzie, którzy szyją te rzeczy, naprawdę muszą pracować za przysłowiową miskę ryżu. Odrzucam takie oferty, ponieważ przyjęłam filozofię, że zarobię mniej, ale szyć będę w Polsce.

To na co zwracać uwagę kupując odzież, żeby jednak właściwości ochronne spełniała?

Niestety, nie wszystko klient jest w stanie zobaczyć, ponieważ największa fuszerka zdarza się od spodniej strony odzieży, co jest wykorzystywane przez tych nieuczciwych producentów. Warto pamiętać, że taka odzież powinna mieć tzw. bezpieczne szwy, czyli nie tylko wierzchnie, ale i kryte. Sami możemy też sprawdzić, jakie protektory są włożone do środka. Niejednokrotnie są to zwykłe pianki zamiast tych certyfikowanych. W przypadku skórzanych kombinezonów – im więcej skóry tym lepiej. Nie kupujmy takich, gdzie w miejscach newralgicznych (z uwagi na oszczędność) zamontowano zwykłą tkaninę stretchową. Naprawiałam taki kombinezon w tym roku i przy lekkim szlifie – wszystko rozdarło się w strzępy! Po ustaleniach z klientem zrobiłam “lekki tuning” kominezonu i wstawiałam tam dobrej jakości skórę. Zdjęcia można zobaczyć na moim fanpage’u: https://www.facebook.com/Naprawa-odzie%C5%BCy-motocyklowej-szycie-na-miar%C4%99-1566160713709892/ .

Czy Twoim zdaniem noszenie odzieży motocyklowej to konieczność? A jeżdżenie bez niej to głupota?

Oczywiście, że konieczność i mówię to, jako czynna motocyklistka, która też już  zbierała pośladki z ziemi po upadku z motocykla! Szkoda zdrowia, żeby się nie ubierać.

Najnowsze

Stłuczka z obcokrajowcem… Co robić?

Przed wyjazdem na urlop za granicę warto dowiedzieć się, jak postępować po zdarzeniu drogowym w innym kraju, a także w Polsce, gdy jednym z uczestników kolizji jest obcokrajowiec.

Wyjazd na wakacje samochodem ma sporo zalet. Do auta można się w miarę swobodnie zapakować, daje też swobodę podróżowania i pozwala na zmianę planów w trakcie wyjazdu. Nic więc dziwnego, że to najpopularniejszy urlopowy środek transportu Polaków. W zeszłorocznym badaniu firmy Kongsberg Automotive wybór auta zadeklarowało aż 60% (dla porównania: tylko 12% wskazało na samolot). Niestety jazda samochodem ma też wady. Przede wszystkim potrafi być niebezpieczna. Statystyki Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) nie pozostawiają złudzeń. Kierowcy z Polski każdego roku powodują kilkadziesiąt tysięcy wypadków i kolizji na zagranicznych drogach. Kij ma jednak dwa końce. Jazda autem na urlop jest popularna także w innych krajach, a z winy kierowców poruszających się na obcych rejestracjach dochodzi w naszym kraju do kilkunastu tysięcy zdarzeń drogowych rocznie.

Są dwa scenariusze – polski kierowca może być sprawcą lub poszkodowanym w wypadku. Co w tych sytuacjach powinien robić?

Jestem sprawcą kolizji
Polak, który spowoduje wypadek z udziałem cudzoziemca, musi przekazać poszkodowanemu swoje dane osobowe i podać wszystkie informacje o pojeździe, które są niezbędne w procesie likwidacji szkody. To oczywiście marka i model samochodu, ale także numer rejestracyjny. Jeżeli kierowca tylko prowadzi auto, ale nie jest ono jego, poszkodowany musi też poznać tożsamość właściciela. Kolejna ważna rzecz: trzeba podać nazwę ubezpieczyciela oraz numer polisy OC (lub innego dokumentu potwierdzającego posiadanie ochrony – więcej o tym na końcu tekstu). Przekazania tych wszystkich informacji najlepiej dokonać przy użyciu wspólnego oświadczenia o zdarzeniu drogowym w wersji polsko-angielskiej – warto zawsze mieć je przy sobie. To dokument, na którym zapisuje się też zakres i okoliczności szkody. Gdy te formalności zostaną dopełnione, poszkodowany kierowca z zagranicy zgłosi się w swoim kraju po odszkodowanie do reprezentanta zakładu ubezpieczeń, w którym polisę OC miał wykupioną sprawca z Polski.

Zostałem poszkodowany przez kierowcę z innego kraju
W tym przypadku role się odwracają. To obcokrajowiec podaje nam wszystkie dane o sobie, właścicielu samochodu, pojeździe i ubezpieczeniu. Podstawą także powinno być wypełnione wspólne oświadczenie o przebiegu zdarzenia.

Kluczowe dla poszkodowanego jest to, żeby uzyskać od sprawcy pisemne przyznanie się do spowodowania wypadku. To ważne, aby ubezpieczyciel nie miał najmniejszych wątpliwości, kogo obarczyć winą. Zarówno za granicą, jak i w Polsce może zdarzyć się tak, że sprawca posługuje się językiem, którego nie rozumiemy. W takiej sytuacji najbezpieczniej jest poprosić policję o pomoc w udokumentowaniu zdarzenia. Nie ma takiego obowiązku w przypadku niewielkich stłuczek, ale warto mieć to rozwiązanie z tyłu głowy.

Gdy poszkodowany zdobędzie komplet informacji (warto także wykonać zdjęcia szkód!), może zgłosić się do ubezpieczyciela. Nawet jeżeli jego zakład ubezpieczeń obsługuje tzw. bezpośrednią likwidację szkód (BLS), to stłuczka z zagranicznym autem nie jest nią objęta. W związku z tym trzeba skontaktować się z PBUK-iem i pozyskać informacje na temat korespondenta zagranicznego ubezpieczyciela, u którego OC wykupił sprawca. To on poprowadzi likwidację szkody. Jeżeli sprawca nie miał OC, wówczas warto zebrać od niego wszystkie pozostałe dane, a następnie odwiedzić stronę www.wypadekbezoc.eu i postępować zgodnie z zawartymi w niej instrukcjami.

Czy kupione w Polsce OC na pewno zadziała za granicą?
Z powyższych informacji wynika, że szkoda spowodowana za granicą przez Polaka może zostać zlikwidowana z kupionej przez niego w kraju obowiązkowej polisy OC. To prawda, ale warto ten wątek nieco uzupełnić. OC obowiązuje na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG). Należą do niego państwa członkowskie Unii Europejskiej (UE) oraz: Islandia, Norwegia, Lichtenstein, Szwajcaria, San Marino, Monako, Andora, Serbia, Wysp Owczych, Wyspa Man należąca do Wielkiej Brytanii i Gibraltar. Działa to w dwie strony, czyli OC na auta zarejestrowane w tych miejscach jest honorowane w Polsce.

Sprawa tylko nieznacznie komplikuje się, jeżeli planujemy podróż do innych lokalizacji. W takiej sytuacji trzeba mieć ze sobą międzynarodowy dowód ubezpieczenia OC, tzw. Zieloną Kartę, lub ubezpieczenie graniczne, które można nabyć przy wjeździe do danego kraju. Przed wyjazdem trzeba koniecznie zorientować się, jakie dodatkowe dokumenty będą nam potrzebne. Można to zrobić na stronie swojego ubezpieczyciela, PBUK-u lub dopytać swojego doradcę.

Źródło: Superpolisa Ubezpieczenia

Najnowsze

Nowa kolekcja BMW i – ekologiczna moda i akcesoria domowe

Oto moda i akcesoria z logiem bawarskiego producenta, które potrafią więcej, niż tylko dobrze wyglądać. Są ekologiczne i bardzo trendy.

Oprócz bawełny organicznej w damskiej koszulce BMW i oraz męskiej koszulce BMW i z długim rękawem zastosowano przyjazne dla środowiska włókno wiskozowe TENCEL, wykonane z naturalnego drewna eukaliptusowego pochodzącego ze zrównoważonej gospodarki leśnej i dającego koszulce jedwabistą miękkość.

Kurtka męska BMW i z ekologicznej bawełny urzeka asymetrycznym krojem z raglanowymi rękawami, wysokiej jakości podszewką w eleganckim kontrastowym kolorze i wyrafinowanymi detalami: guziki wykonane są z papieru makulaturowego.

Również akcesoria wykonane są w sposób oszczędzający zasoby i zrównoważony. Na przykład w minimalistycznym plecaku BMW z wyściełaną komorą na laptopa zastosowano niezwykły materiał Appleskin – wegańską imitację skóry z włókien jabłkowych. Resztki krajki z produkcji foteli samochodowych BMW i są sprytnie przerabiane na zestaw ołówków BMW i; wysokiej jakości, ręcznie robione skórzane etui wykonane jest ze skóry BMW i.

Pionierska technologia druku 3D, od dawna stosowana w BMW, pomaga chronić środowisko również w branży lifestyle’owej. Młoda, innowacyjna berlińska marka PROJEKT SAMSEN zaprojektowała oprawkę okularów w całości wykonaną metodą druku 3D, która nie wymaga ani zawiasów, ani wkrętów. Dzięki temu nie powstają prawie żadne odpady produkcyjne, a okulary można bez trudu poddać recyklingowi.

Marki BMW Lifestyle i PROJEKT SAMSEN wspólnie stworzyły dwa ekskluzywne modele okularów przeciwsłonecznych do kolekcji BMW i – jeden uniseks i jeden damski – które w specjalnie opracowanym konfiguratorze online (http://bit.ly/ProjektSamsenforBMWi) można przekształcić w unikatowy, indywidualnie zaprojektowany produkt: poza indywidualnym doborem kolorów okulary można spersonalizować za pomocą indywidualnego grawerunku (cena podawana na żądanie).

Oprócz tekstyliów i dodatków kolekcja BMW i obejmuje również stylowe przedmioty do domu i biura. Miska drewniana BMW i jest produkowana w manufakturze w Finlandii. Chociaż za sprawą eleganckiego skandynawskiego wzornictwa wydaje się lekka jak piórko, jej stabilność sprawia, że idealnie nadaje się na przykład na przybory biurowe.

W przypadku kawiarki BMW i by Stelton i kubka BMW i by Stelton cenny ekologicznie surowiec, jakim jest drewno bambusowe, elegancko łączy się z klasyczną kamionką. Skandynawski design dopełnia dyskretne laserowe logo BMW i.

Najnowsze

Edyta Wrucha

Continental – kluczowe priorytety na rok 2018

Continental Opony Polska zaprosił nas na prezentację najważniejszych trendów na rynkach opon osobowych i ciężarowych w Polsce oraz Europie, na której przybliżył plany rozwojowe firmy na najbliższe lata.

Na wstępie warto zauważyć, że od 2007 roku eksperci z automobilklubów, niezależnych instytucji i magazynów motoryzacyjnych przeprowadzili przeszło 850 testów ogumienia. Opony Continental zdobyły najwyższe rekomendacje w ponad 700 z nich i niezmiennie od dekady są najwyżej ocenianymi oponami we wszelkich rankingach! Nie tylko jednak opinie ekspertów składają się na taką ocenę marki – Continental otrzymał także rekomendację konsumentów w postaci prestiżowego tytułu Superbrands 2018. Warto wiedzieć, że taki tytułu otrzymują jedynie firmy, które cieszą się doskonałą reputacją oraz rozpoznawalnością wśród konsumentów w Polsce.

Aktualnie niemal co trzeci samochód opuszczający fabrykę w Europie, wyjeżdża na oponach Continental. Marka poza obecnością na pierwszym wyposażeniu, postawiła w bieżącym roku na poszerzenie asortymentu, poprzez wprowadzenie do oferty opon do maszyn rolniczych, ciągników czy kombajnów. Continental będzie oferować ogumienie w rozmiarach 24-48 cali zaprojektowane z myślą o trudnych warunkach pracy, poprawie wydajności i produktywności z uwzględnieniem wymagań konkretnych typów urządzeń.

Najszybszy wzrost w segmencie oponiarskim odnotowano pośród opon Ultra High Performance (UHP) – przeznaczonych do aut o wysokich osiągach – w 2017 roku sprzedano o 4,2% opon więcej niż w poprzednim roku. Co ciekawe, segment opon UHP w naszym kraju odnotował 13% wzrost w ubiegłym roku i był to rekordowy wynik wśród dziesięciu największych rynków europejskich. W związku z rozwojem rynku samochodów elektrycznych, Continental nie pozostaje bierny w tym temacie i odpowiada także ofertą dedykowaną dla tych właśnie pojazdów.

Warto jednak pamiętać, że Continental Opony Polska poza dostarczaniem opon do różnych rodzajów i modeli pojazdów, oferuje także profesjonalne usługi serwisowe i wulkanizacyjne, pod szyldem globalnej sieci serwisów samochodowych BestDrive. Na rok 2018 Continental planuje dalszy rozwój sieci i  zwiększenie sprzedaży opon ciężarowych, wdrożenie zintegrowanej platformy e-commerce, a także wprowadzenie nowoczesnych rozwiązań wspierających obsługę flot.

Jak co roku, Continental opracował także nowy wzór opony – EcoContact 6. Charakterystyką tej opony ma być mniejsze zużycie paliwa. Opona pojawi się w bieżącym roku na pierwszym wyposażeniu, jednak do nabycia będzie dopiero od 2019 roku.

Marka znana jest także z tego, że angażuje się w różne kampanie społeczne. W tym roku jest to ogólnopolska kampania edukacyjna #bezObaw, mająca na celu pokonywanie obaw przed prowadzeniem samochodu. Akcja jest skierowana do wszystkich osób, które nie czują się pewnie za kierownicą, ale jest skoncentrowana przede wszystkim na kobietach. Kampania jest kolejnym elementem realizowanej przez Continental Wizji Zero, która zakłada zredukowanie do zera wypadków drogowych, rannych i ofiar śmiertelnych. Z badań bowiem wynika, że Panie jeżdżą ostrożniej i bezpieczniej, w dodatku chętniej respektują przepisy drogowe. Niestety nie wierzą w swoje umiejętności – zaledwie 28% z nich uznaje się za lepszych kierowców niż płeć przeciwna. Z kolei tylko 13% mężczyzn palmę pierwszeństwa przyznaje kobietom. Organizatorzy akcji wierzą, że pokonanie obaw przed prowadzeniem auta to sposób na to, by niepewni swoich umiejętności kierowcy – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – poczuli się bezpieczniej za kierownicą. W tym celu zostanie przeprowadzona ogólnopolska ankieta pozwalająca stwierdzić, czego najbardziej boimy się za kółkiem. Na podstawie wyników powstanie cykl materiałów poradnikowych, na temat tego w jaki sposób pokonać te obawy i stać się pewnym siebie, odpowiedzialnym kierowcą.

Najnowsze