Pił alkohol za kierownicą i uciekał przed policją

Bardzo trudno zrozumieć co spowodowało takie zachowanie pewnego 39-latka. Samo kierowanie w stanie nietrzeźwości to poważna sprawa, ale jemu udało się zebrać prawdziwie imponującą „kumulację”.

Policjanci z warszawskiej grupy Speed zwrócili uwagę na kierującego Mazdą, który podczas jazdy pił alkohol. Funkcjonariusze ruszyli za nim i dawali mu sygnały do zatrzymania. Mężczyzna jednak nie reagował i cały czas kontynuował jazdę.

Po chwili samochód się zatrzymał, ale gdy policjant podszedł do pojazdu, kierowca nie chciał otworzyć drzwi. W pewnym momencie ruszył z miejsca, a funkcjonariusz musiał odskoczyć na bok, aby uniknąć potrącenia.

Pościg trwał nadal i to nawet po tym, jak kierujący Mazdą spowodował kolizję z innym pojazdem. Wysiadł z samochodu i dalej uciekał pieszo, ale szybko został dogoniony i obezwładniony. 39-latek został przewieziony na komendę i poddany badaniu alkomatem. Wynik to prawie 2 promile.

Teraz mężczyzna odpowie przed sądem za spowodowanie kolizji pod wpływem alkoholu, próbę potrącenia funkcjonariusza oraz ucieczkę przed policją.

Najnowsze

Francja podnosi podatki na SUV-y, tylko nikt nie wie co to znaczy

Rząd francuski zaostrza wojnę z SUV-ami, jako z najbardziej zanieczyszczającymi powietrze samochodami. Informacja ta obiegła media, ale nikt dotąd chyba nie napisał co to oznacza w praktyce. I że wcale nie chodzi o SUV-y.

Jak podała agencja Bloomberga i przepisała Polska Agencja Prasowa, od przyszłego roku, we Francji, zakup SUV-a (oraz samochodu dostawczego), będzie obciążony karną opłatą w wysokości 20 tys. euro. Dotychczas opłata ta wynosiła „jedynie” 12,5 tys. euro.

Takie zmiany w prawie podyktowano tym, że „SUV-y emitują więcej gazów cieplarnianych”, a cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Według danych za bieżący rok, do listopada stanowiły one 30 procent sprzedanych samochodów.

Próżno jednak szukać informacji co to dokładnie oznacza dla kupujących. Czy każde auto, któremu przypniemy łatkę „SUV-a” zostanie objęte tą karną opłatą? Zarówno polskie, jak i zagraniczne media dodają jedynie, że wyznacznikiem będzie tu przekraczanie „pewnego pułapu emisji CO2”. To w końcu chodzi o SUV-y, czy o samochody, które dużo emitują spalin? Czy 20 tys. euro będzie musiał zapłacić francuski nabywca takich rodzimych modeli jak „nowy SUV Peugeot 2008” oraz „Citroen SUV C3 Aircross”? Skoro coś ma w nazwie słowo „SUV” (powyższe nazwy zostały zacytowane ze stron producentów), to chyba będzie mieć tu zastosowanie nowe prawo? Tylko kto chętny na zakup „nowego SUV-a Peugeota 2008”, kosztującego we Francji 21 500 euro, dopłaci drugie tyle kary?

Media nie wysiliły się, aby wyjaśnić tę kwestię. My tak. Okazuje się, że podatek od kupna nowego samochodu pojawia się we Francji po przekroczeniu emisji 120 g CO2/km (płaci się wtedy 260 euro), a maksymalna jego wysokość obowiązuje od 184 g CO2/km. Oznacza to, że podwyżki unikną nawet chętni na duży model, taki jak na przykład „Citroen Nowy SUV C5 Aircross” (producent naprawdę nazywa tak ten samochód). Nie załapią się nawet na niższy próg (172 g), przy którym obowiązywać będzie dotychczas najwyższa stawka 12,5 tys. euro kary.

Można więc śmiało powiedzieć, że pisanie o „podwyższeniu podatków na SUV-y” oraz „uderzeniu w SUV-y jako najbardziej szkodliwe dla środowiska”, to populizm. Zwykłe kłamstwo innymi słowy. Modele stanowiące gros sprzedaży wśród SUV-ów to auta miejskie, kompaktowe i klasy średniej, a takie nie łapią się nawet na przedostatni próg podatkowy, podobnie jak większość wersji silnikowych limuzyn klasy wyższej. 20 tys. euro zapłacą głównie nabywcy flagowych modeli niemieckich producentów oraz aut sportowych. A także dostawczych, jak wspomnieliśmy na początku.

Na koniec warto wspomnieć o innych planach francuskiego rządu, polegających na zmniejszeniu dopłat do samochodów elektrycznych. Obecnie nabywca takiego auta może liczyć na 6 tys. euro od państwa, jeśli tylko jego cena nie przekraczała 45 tys. euro. Bonifikata ma zostać zmniejszona w latach 2021-2022. Co jest logiczne – skoro rosną kary za kupno auta spalinowego, to brak kary dla elektrycznego też jest przecież (rosnącą) bonifikatą.

Najnowsze

Rosjanin zrzucił swojego Mercedesa-AMG G 63 z helikoptera

„Mieliście kiedyś ochotę roztrzaskać swojego smartfona, kiedy zaczynał wariować? Cóż, ja też.” - tak rozpoczyna swoje wideo pewien młody Rosjanin, który nie mógł już wytrzymać problemów, jakie sprawiała mu jego klasa G, a także bezsilności autoryzowanego serwisu.

Mercedes klasy G to jeden z tych modeli, o których można bez przesady mówić „legenda”. Wielu miłośników motoryzacji marzy o tej rasowej terenówce z luksusowym wnętrzem. Najlepiej w wersji AMG. Taką też kupił pewien Rosjanin – w marcu 2018 roku stał się właścicielem Mercedesa-AMG G 63. Za tego 571-konnego potwora zapłacił, jak sam podaje, 200 tys. dolarów (około 760 tys. zł). Nie cieszył się nim jednak długo, ponieważ co chwilę pojawiała się jakaś usterka. Właściciel nie wspomina jakie konkretnie miał problemy, ale samochód odwiedzał autoryzowany serwis nawet co miesiąc. Bez gwarancji, że zostanie poprawnie naprawiony.

Wreszcie decyzja zapadła – auto zostanie zniszczone. W ten sposób Rosjanin chciał pokazać swoją frustrację spowodowaną awaryjnością klasy G oraz bezsilnością autoryzowanego serwisu. Przygotowania do tego widowiskowego przedsięwzięcia trwały dwa miesiące. Tyle czasu zajęło znalezienie firmy, która podejmie się jego realizacji oraz rozwiązanie kwestii prawnych.

Ostatecznie udało się, samochód został podczepiony pod śmigłowiec Mi-8, a następnie zrzucony z dużej wysokości. Całemu przedstawieniu przyglądał się właściciel, siedząc na rozkładanym krześle i zajadając popcorn. Z Mercedesa-AMG G 63 pozostał placek poskręcanego metalu.

Z jednej strony rozumiemy, że powtarzające się usterki, przez które samochód co chwilę stoi w serwisie, mogą bardzo denerwować. Ale z drugiej czy jest sens niszczyć auto z tego powodu? Chyba tylko po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Jak uważacie?

Najnowsze

Edyta Klim

Rachele Somaschini i Chiara Lombardi planują starty w ERC

Kobiece mistrzynie Włoch w rajdach samochodowych zbierają budżet na starty w mistrzostwach Europy 2020.

Rachele Somaschini i Chiara Lombardi na koniec rajdowego sezonu 2019 zdobyły swój pierwszy tytuł mistrzowski. Zawodniczki rywalizowały w Citroenie DS3 R3T i zwyciężyły w cyklu CIR – kobiecej klasyfikacji mistrzostw Włoch oraz w klasie R3.

Rachele Somaschini ma 25 lat, a swoją sportową karierę zaczynała od wyścigów górskich. Miłością do motoryzacji i rywalizacji zaraził ją ojciec. Teraz Rachele jest także instruktorem doskonalenia techniki jazdy oraz sportów motorowych. Jak sama mówi – rajdy są bardziej nieprzewidywalne i wymagają ścisłej współpracy z pilotem, jednak satysfakcja z pokonania trasy jest o wiele większa. Dlatego zawodniczka zamierza podnosić swoje umiejętności i stawia na większe wyzwania.

Rachele walczy od dziecka także z chorobą – mukowiscydozą i działa na rzecz fundacji, która uświadamia, pomaga i wspiera naukowców, którzy próbują opracować na nią lekarstwo. Sama musi być objęta stałą opieką medyczną, więc doskonale rozumie problemy osób, które muszą z tą chorobą żyć.

Plany zawodniczek na sezon 2020 obejmują na pewno: Rajd Monte Carlo i Rajd della Val d’Orcia – jako rozgrzewkę przed pierwszą rundą ERC Rajdem Azorów.  Kolejne siedem rund (w tym Rajd Polski) stoją jeszcze pod znakiem zapytania, jednak zawodniczki są bardzo zmotywowanie do startów w całym kalendarzu rajdów ERC. Trzymamy za nie kciuki!

Najnowsze

Edyta Klim

Amanda Zito – tatuażystka i ilustratorka, która uwielbia motocyklowe podróże

Amanda urodziła się na wsi, a wyjazd na artystyczne studia zmotywował ją do nauki jazdy motocyklem. Od tamtej pory jej życie zupełnie się zmieniło, a motocykle to najchętniej rysowany przez nią motyw.

Styl rysunku Amandy Zito jest ściśle powiązany z miejscem, gdzie się urodziła. Wykorzystuje ciepłe palety kolorów i naturalne elementy, przypominające rodzinne ranczo w Montanie. Jej styl romantyczno-realistyczny jest wynikiem dzieciństwa, otoczonego obrazami Bev Doolittle. Wykorzystuje go do odkrywania nostalgicznej relacji kobiety z motocyklem. Jej prace są rysowane ręcznie lub cyfrowo i zorientowane na detale.

Portfolio Amandy:

http://blindthistleillustration.squarespace.com/illustration

W 2010 r. Amanda przeprowadziła się do Portland, żeby uczęszczać do Pacific Northwest College of Art, gdzie zdobyła tytuł BFA w dziedzinie ilustracji i ukończyła aplikację tatuażową. Tęsknota za domem i koszty przejazdu zmotywowały ją do nauki jazdy motocyklem. Zakupiła pierwszy motocykl – Suzuki GS850gl z 1980 roku.

Ta pasja ją całkiem pochłonęła i stała się motywem przewodnim tworzonych rysunków. Amanda zawsze ma ze sobą aparat fotograficzny, by zapisać miejsca, które ją urzekły i je potem narysować:

– Wolność, której doświadczam podczas jazdy, jest jedną z najbardziej inspirujących rzeczy, jakich kiedykolwiek doświadczyłam – mówi w jednym z wywiadów.

W 2016 roku, po 3 latach pracy przy tatuażach, postanowiła się „zresetować”. Wyruszyła w kilkumiesięczną podróż, podczas której ustaliła zasady: zero autostrad, zero GPS, zero hoteli i restauracji oraz stworzenie jednego szkicu dziennie. Przyznaje, że zdarzyło jej się złamać te zasady, jednak z tego czasu spędzonego z motocyklem na łonie natury cały czas czerpie inspiracje.

Porady filmowe motocyklistki:

https://www.youtube.com/c/asthemagpieflies

Teraz Amanda pracuje jako freelancer, min. wykorzystując z niszę w tworzeniu plakatów motocyklowych oraz tworząc tatuaże. Podróżuje motocyklem Triumph Tiger 800xc i raz w roku organizuje duży zlot motocyklowy przy swoim rodzinnym domu. A na 2020 rok artystka przygotowuje kalendarz ze swoimi pracami, który można zamówić tu:

https://www.etsy.com/listing/751358102/pre-order-lost-motos-2020-calendar

Najnowsze