Pijana doprowadziła do dachowania samochodu

Niekorzystne warunki, zbyt duża prędkość oraz alkohol były przyczyną poważnego wypadku.

35-letnia mieszkanka gminy Skierbieszów jechała Chevroletem przez miejscowość Udrycze-Wola. Nagle na łuku drogi zjechała do przydrożnego rowu, co doprowadziło do dachowania samochodu.

Kierująca oraz dwoje pasażerów zostali przewiezieni do szpitala. Według wstępnych ustaleń policji, przyczyną wypadku była nadmierna prędkość i niekorzystne warunki pogodowe. Ponadto kobieta była pod wpływem alkoholu – badanie wykazało 2 promile w wydychanym powietrzu.

Za spowodowanie wypadku będąc na „podwójnym gazie”, 35-latka odpowie przed sądem. Grożą jej 2 lata więzienia.

Najnowsze

Test Volkswagen T-Roc 2.0 TSI 4MOTION 190 KM

Długo czekałam na bezpośrednie spotkanie z tym samochodem, szczególnie dlatego, że ten segment aut określany jest jako "kobiecy". To nic, że podobno wolimy duże, bezpieczne SUV-y i zwinne sportowe hatchbacki. Utarła się nieprawdziwa opinia, że auta miejskie bardziej do nas pasują, zatem z tym większą ciekawością czekałam na tydzień, który spędzę z najmniejszym przedstawicielem SUV-ów z Wolfsburga.

Pierwsze wrażenie okazało się bardzo pozytywne. Samochód jest ładny. Jego linia nawiązuje nieco do bardzo modnej ostatnio kategorii crossoverów coupe. Białe nadwozie osadzone zostało na sporych, 19-calowych kołach i wygląda nawet… elegancko. Podobają mi się detale, na jakie pozwolili sobie styliści. Czarny dach i srebrna listwa, ciągnąca się od maski przez całą krzywiznę górnej części nadwozia. Masywny przód z pokaźnym grillem wieńczą smukłe reflektory, kryjące reflektory LED.

Przeczytaj też nasze pierwsze wrażenia z jazdy T-Rockiem w śnieżnych, austryjaskich warunkach.

Elementem charakterystycznym dla T-Roca, jednocześnie odróżniającym go od pozostałych modeli niemieckiego producenta, są świetlne ringi, które pełnią funkcję zarówno świateł do jazdy dziennej, jak i kierunkowskazów. To zwiastun nowej linii stylistycznej Volkswagena. Dodatkowy punkt należy się konstruktorom za nisko schodzące poszycie drzwi, przykrywające próg. Skoro ma to być „damskie auto” – a przecież takie nie istnieje – to niech chociaż nie brudzi nam sukienek 😉

Niemiecki porządek
Po ekstrawaganckich liniach nadwozia, wnętrze dokładnie komunikuje nam z jaką marką mamy do czynienia. Wielofunkcyjna kierownica, cyfrowe zegary, multimedia, panel klimatyzacji, wszystko to już widziałyśmy w Golfie, Passacie, czy Tiguanie. Skoro styliści pozwolili sobie na taką fantazję projektując nadwozie, mogli również zaszaleć we wnętrzu. Tak naprawdę jedynym świeżym akcentem kokpitu jest szeroka listwa deski rozdzielczej, lakierowana na wysoki połysk. W zależności od poziomu wyposażenia może mieć kolor czarny, brązowy lub szary, ale można też dobrać barwę do koloru lakieru (np. niebieski, złoty). Cieszę się, że producent postanowił zostawić pokrętło głośności systemu multimedialnego. Naprawdę nie wiem, komu przeszkadzała stara, poczciwa gałka, że producenci zaczęli lansować wirtualne, dotykowe przyciski.

Elementy wnętrza i deski rozdzielczej zostały wykonane z dosyć twardego tworzywa, ale wszystko jest ze sobą idealnie spasowane. Nic nie skrzypi i nie wygina się przy próbie nacisku – takie próby zresztą podejmują chyba wyłącznie dziennikarze motoryzacyjni. Od samochodu za ponad 130 tysięcy złotych oczekiwałabym bardziej przyjaznych w dotyku plastików, szczególnie w miejscach, z którymi miałabym styczność codziennie, ale patrząc na hierarchię w grupie, T-Roc musiałby zmienić logo na… to z czterema pierścieniami. Zabrakło mi także w podsufitce schowka na okulary.

Miejsca w kabinie za to nie zabraknie nawet dla pasażerów odbiegających od normy „in plus”. Fotele przednie są bardzo wygodne i obszerne. Sprawiają wrażenie, jakby zostały przejęte z któregoś z większych modeli koncernu. Nie brakuje także miejsca na wysokości kolan. Kierownica ma bardzo duży zakres regulacji, więc każdy znajdzie swoją ulubioną pozycję do jazdy. Z tyłu nie jest już tak różowo, choć dwie osoby nie powinny narzekać na brak miejsca. Przestrzeni na kolana jest dużo, ale najbardziej dziękować wam będą stopy, które za sprawą wysoko zamocowanych foteli „zajmują największy apartament”. Jedynie wysocy pasażerowie mogą narzekać na brak miejsca nad głową. Zewnętrzne siedziska wyposażone są w uchwyty do mocowania Isofix. Piąty pasażer będzie zapewne podróżował T-Rockiem jedynie sporadycznie, dlatego pomijam niewygody, jakie czekają na niego ze strony wysokiego tunelu biegnącego przez środek podłogi.

Bagażnik nie jest najmocniejszą stroną małego Volkswagena. Producent podaje, że jego pojemność to 392 dm3, ale patrząc na jego kubaturę, przypomina mi się pewien dowcip o parkowaniu, kiedy to pan i pani inaczej pojmowali odległości… Jest on jednak ustawny, ma podwójną podłogę i haczyki do zawieszania przedmiotów.

Satysfakcja z jazdy
Pod maską naszej testówki pracuje dwulitrowy motor benzynowy TSI o mocy 190 koni mechanicznych. To najmocniejsza jednostka, jaką można zamówić do tego niewielkiego SUV-a i zdecydowanie ten aspekt wyróżnia go spośród bezpośredniej konkurencji. Silnik wkręca się na obroty bardzo ochoczo, nieźle brzmi i zapewnia dość ciężkiemu autu (1495 kg) osiągi zdecydowanie zadowalające. Pierwsza setka pojawia się na prędkościomierzu już po 7,2 sekundy, a auto jest w stanie rozpędzić się do 216 kilometrów na godzinę.

Patrząc tylko na same liczby, możemy spodziewać się sportowych doznań podczas jazdy. Rzeczywistość jest jeszcze lepsza. Doskonale zestrojone zawieszenie adaptacyjne DCC panuje nad wszystkim i pozwala na ogromną swobodę prowadzenia. Muszę powiedzieć, że resorowanie zadowoli przede wszystkim kierowców o sportowym zacięciu. Nadwozie praktycznie nie wychyla się w zakrętach, a kontrola trakcji reaguje na tyle późno, by dostarczyć kierowcy dreszczyku emocji. Dodatkowo dokładnie wiemy, jaki jest stan nawierzchni. Może stwierdzenie, że byłam w stanie oszacować grubość farby, jaką pomalowano pasy na jezdni będzie przesadą, ale do kierowcy dociera wiele informacji ze strony asfaltu. Z drugiej strony T-Roc brzmi prawie jak T-Rex, więc nie powinniśmy się dziwić, że auto jest agresywne w swym obyciu. Zawieszeniu wtóruje progresywny układ kierowniczy, który siłę wspomagania dostosowuje do prędkości i stylu jazdy kierowcy, a dodatkowo – podczas manewrowania – zmniejsza liczbę obrotów kierownicy między jej skrajnymi położeniami.

Dopełnieniem układu jezdnego jest napęd na wszystkie koła 4Motion, który pilnuje, aby moment obrotowy przekazywany był dokładnie tam, gdzie jest najlepsza przyczepność. Kierowców poszukujących jedynie komfortu odsyłam do słabszych wersji silnikowych, gdzie klasyczne zawieszenie lepiej izoluje pasażerów od drogi. Muszę jednak przyznać, że osobiście to czucie drogi bardzo mi odpowiada, a doskonale reagujący silnik i aksamitnie pracująca, 7-biegowa skrzynia DSG dopełniają pozytywnego wizerunku układu napędowego. Przyczepić mogę się jedynie do szumu opływającego karoserię powietrza, które daje o sobie znać szczególnie po przekroczeniu prędkości 140 km/h. Można powiedzieć, że to taki aerodynamiczny alarm informujący kierowcę o przekroczeniu dozwolonej prędkości na autostradzie.

Czyli jaki?
Docelowym terytorium najmniejszego SUV-a Volkswagena ma być jednak miasto i jego okolice. I tu samochód sprawdza się świetnie. Jest zwrotny, dynamiczny, a jego wymiary zewnętrzne idealnie pasują do miejsc parkingowych dużych miast. Wysoka pozycja za kierownicą podczas jazdy miejskiej jest zdecydowanym atutem, a zwiększony w stosunku do Polo – którego jest odpowiednikiem w gamie crossoverów – prześwit nadwozia pozwala zapomnieć o wysokich krawężnikach. Nawet bagażnik okazuje się optymalny w codziennym użytkowaniu. Taki nie za duży, nie za mały. Podsumowując moje spotkanie z T-Rockiem muszę przyznać, że to zaskakująco ciekawe i dobrze prowadzące się auto, które nie tylko ładnie wygląda, ma sporo inteligentnych systemów na pokładzie, ale i wiele potrafi – niczym idealny facet.

NA TAK
– energia z silnika;
– świetny układ jezdny;
– dobrze rozplanowane wnętrze;
– ciekawe smaczki stylistyczne nadwozia.

NA NIE
– twarde tworzywa deski rozdzielczej i boczków;
– mały bagażnik;
– wysoka cena zakupu.

Dane techniczne Volkswagen T-Roc Premium 2.0 TSI 4MOTION 190 KM DSG7

Silnik:

Benzynowy, doładowany R4

Pojemność skokowa:

1984 cm3

Moc:

190 KM przy 4400 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

320 Nm przy 1500 – 4180 obr./min

Skrzynia biegów:

Automatyczna, dwusprzęgłowa 7 biegów

Prędkość maksymalna:

216 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

 7,2 s

Długość/szerokość/wysokość:

4234/1819/1573 mm

Najnowsze

Płyn chłodniczy – obalamy mity

Każdy właściciel auta wie, że należy o nie dbać nie tylko z zewnątrz, ale, lub przede wszystkim, od wewnątrz. I choć często czyszczenie tapicerki czy ręczne mycie naszych czterech kółek pozostawiamy profesjonalistom, to w przypadku wymiany płynów polegamy na swojej wiedzy lub o zgrozo - niewiedzy!

Mit numer 1 – doleję trochę wody, przecież nic się nie stanie

Każdy właściciel czterech kółek pamięta o wymianie oleju, ale często pamięć zawodzi go w przypadku płynu do chłodnicy, a to duży błąd, ponieważ układ chłodniczy jest w każdym aucie niezwykle ważny. Płyn chroni go przed przegrzaniem latem i zamarzaniem zimą, tak, aby silnik pracował w prawidłowej temperaturze 80-90 stopni Celsjusza.

– Co się dzieje, gdy do płynu do chłodnic dolejemy wodę? Przez różnicę w temperaturze wrzenia – woda wrze w 100 stopniach C, a płyny na bazie glikolu w temp. powyżej 107 stopni C, istnieje spore ryzyko przegrzania silnika i w najgorszym wypadku deformację głowicy silnika. Jeśli użyjemy wody z kranu, zamiast mniejszego zła i wyboru wody destylowanej, w układzie chłodzenia wytrąci się tzw. kamień kotłowy, czyli osad, który spowoduje rdzewienie metalowych części układu. W nagłych przypadkach sięgnijmy więc po wodę destylowaną, której problem kamienia nie dotyczymówi Mariusz Melka, z Organika S.A., producenta chemii motoryzacyjnej.

Zimą, użycie wody jako dopełnienie płynu do chłodnic może spowodować, przy ujemnych temperaturach, zamarznięcie płynu. Lód, który będzie zalegał w układzie zmniejszy jego przepustowość i doprowadzi do przegrzania silnika. Wybór wody – jedynie destylowanej, jako uzupełnienie płynu do chłodnic jest zalecane tylko w wyjątkowych przypadkach.

Mit numer 2 – zmieszam dwa rodzaje płynów, w końcu oba są przeznaczone do chłodnic

Na rynku dostępne są płyny do chłodnic wykonane w różnych technologiach, z różnymi dodatkami uszlachetniającymi oraz inhibitorami korozji. Ważne, by płyn dobrać do swojego modelu auta, ponieważ istnieją też produkty wyspecjalizowane, np. płyny przeznaczone do silników wysokoprężnych. Następnie dokładnie czytamy etykietę płynu, by sprawdzić czy jest uniwersalny, czy przystosowany tylko do pracy z jednym rodzajem układu, np. aluminiowym. Jeśli po jakimś czasie zauważymy ubytek płynu, zawsze dolewamy płyn tego samego rodzaju, oparty o tę samą technologię produkcji. Uzupełnienie płynu do chłodnic innym rodzajem płynu jest wyjściem jedynie doraźnym i należy przy najbliższej okazji opróżnić układ chłodniczy, dokładnie przepłukać i wymienić cały płyn na nowy.

Mit numer 3 – płyn w chłodnicy jeszcze jest, więc po co go wymieniać

Płyn przeznaczony do chłodnic, jak każdy produkt, ma swój okres przydatności do użycia określony w latach lub kilometrach przebiegu. Standardowo wymiana płynu chłodniczego powinna odbywać się co 3 do 5 lat. Wszystko w zależności od rodzaju płynu. Niedopuszczalne jest, aby po 4 – 5 latach użytkowania auta, nie wymienić płynu do chłodnic. Często pilnujemy terminów wymiany oleju silnikowego, zapominając o układzie chłodniczym. To duży błąd, ponieważ płyn do chłodnic złożony z wielu chemicznych składników, po latach eksploatacji, ulega pewnemu zużyciu. W trakcie eksploatacji tracą swoje właściwości inhibitory korozji, również ochrona przed zamarzaniem i przegrzaniem nie jest tak skuteczna, jak na początku okresu eksploatacji płynu. Może również dochodzić do zjawiska pienienia się oraz powstawania osadów. Z tego powodu płyn chłodzący powinien być regularnie kontrolowany
i w razie potrzeby wymieniany, wówczas unikniemy kosztownych napraw.

Płyn chłodniczy jest jednym z najważniejszych płynów w naszym samochodzie. Jego prawidłowy dobór, eksploatacja oraz terminowa poprawna wymiana pozwoli nam na uchronienie się przed kosztownymi naprawami, które przy wymianie układu chłodniczego sięgają aż do 1 500 złotych! Unikajmy przedstawionych błędów, by dłużej cieszyć się sprawnym działaniem swojego silnika.

Najnowsze

Odzieżowa kolekcja marki McLaren

Uwielbiamy te momenty, kiedy moda i motoryzacja idą w parze. Dziś, jedna z najbardziej sportowych marek produkujących samochody - McLaren - zaprezentowała swoją pierwszą kolekcję ubiorów.

Podobnie jak w przypadku kolekcji BMW, Mercedesa, czy Jaguara nie należy się spodziewać rozbudowanej ofery odzieżowej. Nowa kolekcja, którą nazwano Belstaff X McLaren to kooperacja dwóch brytyjskich marek – samochodowej i odzieżowej. Zawiera lekkie kurtki do jazdy samochodem, skrojone i dla kobiet (trzy wzory) i mężczyzn inaczej (10 wzorów), wykonane z oddychającego materiału (typu softshell), przeciwdeszczowe lub skórzane. Ewidentnie projektantom przyświecała jednak nie tylko nowoczesna stylizacja, jakość wykonania, ale i wygoda, mająca towarzyszyć codziennemu podróżowaniu samochodem. Całość utrzymano w stonowanych, eleganckich, grafitowo-czarnych barwach.

Kolekcja zaczyna się od bluz (160 funtów) wykonanych z materiałów rozciągliwych – elastycznych z zewnątrz i ciepłych (wełna merynosów) wewnątrz. W razie opadów, które na wyspach są zjawiskiem więcej niż częstym, przewidziano wodoodporne kurtki z wyższym kołnierzem, wstawkami z siateczki do wentylacji i zakrytymi połami bocznymi kieszeniami (450 funtów). Naszą uwagę zwracają jednak wykonane z miękkiej skóry kurtki, które nie mają wykończenia kołnierzem, więc stylizację można ubarwić szalem, lub piękną apaszką. Wyglądają na układające się do sylwetki.

Niestety, koszt takiej kurtki jest stosowny do marki i ceny samochodu – to aż 1195 funtów…

Najnowsze

BMW 8 Coupe – ceny w Polsce. Kolejne marzenie Polaków?

Kiedy w lipcu tego roku ruszyła produkcja bawarskiej ósemki, fani marki z szachownicą na masce oniemieli - achom i ochom nie było końca. Co w tym modelu pociąga tak wielu Polaków, którzy nie mieli jeszcze z tym samochodem do czynienia?

Cóż, nowe BMW serii 8 Coupe jest wyjątkowo ładne (to równoległy projekt do BMW M8 oraz M8 GTE), to trzeba przyznać. Nie będziemy się zatem rozpisywać o stylizacji karoserii – konstrukcji łączącej stal, tworzywa sztuczne, aluminium i karbon (CFRP), mimo że po raz pierwszy w standardowym modelu BMW dostępny jest tu dach z tworzywa sztucznego, wzmacnianego włóknem węglowym – po prostu zdjęcia mówią same za siebie.

Próbujemy zatem odpowiedzieć na pytanie, co sprawia, że tak wielu rodzimych fanów bawarskiej marki zakochało się w tym samochodzie od pierwszego wejrzenia? Po pierwsze historyczna ósemka (E31). To ona wzbudzała i wzbudza nadal emocje i szybsze bicie serca wszystkich tych, którzy kochają motoryzację. Bo jak nie uwielbiać takiego nadwozia?

Ale w dzisiejszej ósemce nie tylko wygląd gra rolę, ale silniki, które – podobnie jak w kultowej, starszej odmianie – są naszpikowane nową technologią, a ich parametry rozbudzają wyobraźnię wielu kierowców. W momencie debiutu rynkowego nowego BMW serii 8 Coupé w listopadzie 2018 r. oferowane są dwa silniki. Silnik V8 w BMW M850i xDrive Coupé – to najnowsza generacja 4,4-litrowego ośmiocylindrowego silnika. Jego maksymalna moc wzrosła do 530 KM, a maksymalny moment obrotowy do 750 Nm.

Drugi oferowany silnik jest wysokoprężny, w BMW 840d xDrive Coupé – trzylitrowy, rzędowy, osiąga moc 320 KM i maksymalny moment obrotowy 680 Nm. Nowe_BMW_serii_8_Coupe-dane_techniczne.pdf
Auto ma się charakteryzować niskim środkiem ciężkości, idealnym rozkładem masy na obie osie, lekką konstrukcją z aluminium, magnezu i karbonu, aerodynamicznie zoptymalizowaną karoserią, sportowym układem wydechowym, napędem na cztery koła i blokadą mechanizmu różnicowego tylnej osi. Producent dorzuca w komplecie adaptacyjny układ jezdy M, aktywny układ kierowniczy M i ogumienie mieszane w wyposażeniu standardowym. Opcjonalnie dostępna będzie aktywna stabilizacja przechyłów bocznych w BMW M850i xDrive Coupé. Dodatkowo można wybrać dach karbonowy M i zewnętrzny pakiet M obejmujący listwy we wlotach powietrza, obudowy lusterek zewnętrznych, spojler tylny i karbonowy dyfuzor tylny.

Naszym zdaniem to w zupełności wystarczy, aby wieszać sobie plakaty tego auta na ścianach, lub instalować tapety i wygaszacze ekranu z tym samochodem. Bo auto tanie nie będzie, więc zacznijmy odkładać pieniądze. Auto z Dieslem kosztuje 476 tys. zł, zaś benzyna to wydatek rzędu 589500 złotych…

 

Najnowsze