Pies w ciężarówce – nocny stróż i ochrona przed kradzieżą?

Aż 1/3 pracowników biurowych przyznaje, że w firmie czuje się lepiej ze świadomością, gdy pies może im towarzyszyć w pracy. A co, jeżeli nasze biuro znajduje się w kabinie ciężarówki?

Masz w perspektywie trzy tygodnie w trasie, ale nie wiesz, z kim zostawić najwierniejszego przyjaciela? Weź przykład z kierowców, którzy podróżowanie ze zwierzakami mają w małym palcu. Wbrew pozorom nie jest to rzadka sytuacja, o czym świadczy popularność postów (i komentarzy) na branżowych forach i grupach społecznościowych. Truckerów interesuje najczęściej to, jakie dokumenty zabrać w podróż i gdzie je wyrobić, żeby czworonożny przyjaciel bezproblemowo pokonał granice, a także to, jakie kraje stosują bardziej restrykcyjne przepisy niż inne. Jak to jest z tymi zwierzakami w ciężarówkach?

400 tys. kilometrów i 20 krajów z psim towarzyszem

American Trucking Association informuje, że w Stanach Zjednoczonych jeździ około 3,5 miliona kierowców. Według bloga healthypets.com aż 40 proc. z tych, którzy mają psy, zabiera je w trasę. Powstał nawet specjalny program „Mutts4Trucks”, którego celem jest, by zawodowi kierowcy zabierali psy ze schronisk. Pupil dostaje nowy dom, a trucker wiernego towarzysza. O czym warto jeszcze pamiętać przed zabraniem psa do kabiny? Oczywiście o dodatkowym jedzeniu i wodzie na wypadek problemów z ciężarówką czy postoju w korkach. Warto wziąć też ulubiony koc psa, by przypominał mu o domu, apteczkę, w której będą np. szczypce do usuwania kleszczy czy psie zabawki, którymi zabije nudę. Trzeba też sprawdzić rezerwację w hotelu, czy na pewno przyjmą naszego pupila.

Przez lata wspólnego jeżdżenia Daniel Sosnowski nie miał problemów ze strony policji czy innych służb. Zdarza się jednak, że nie wszędzie może z psem wjechać na rozładunek. – Widok psa często wywołuje uśmiech u policjantów. W czasie upałów w Portugalii podjechali do mnie nocą i pytali, czy nie potrzebujemy wody. Kiedyś jechałem z transportem do fabryki chemikaliów i tam nie mógł wjechać. Podobnie było z wjazdem do bazy NATO, ale Majkel po prostu został w stróżówce na czas rozładunku i na mnie czekał. Działa też jak alarm – kilka razy mnie uratował, kiedy ktoś próbował mnie okraść – opowiada Daniel Sosnowski. – Jest oczywiście zaczipowany, ale chcę mu jeszcze dołożyć GPS do obroży.

Ewa z partnerem i goldenem retrieverem Dieselem jeżdżą w trasy we troje. – Kocham psy i uwielbiam koty, dlatego też chciałam mieć swojego futrzaka. Praca kierowcy zawodowego nie pozwala, by zwierzak został sam w domu, dlatego postanowiliśmy zabierać go z sobą. Diesel ma sześć miesięcy i jest dość dużym psiakiem, który ma od groma energii, dlatego każda przerwę na zmianę karty kierowcy wykorzystujemy na spacer, a co wieczór wychodzi się wybiegać. Jeździmy w tzw. kółkach i co drugi dzień wracamy do domu. Wtedy bierzemy go na wybieg dla psiaków – zapewnia.

Przed wyjazdem najwięcej formalności czeka właścicieli psów, kotów i… fretek. Żeby te zwierzaki mogły legalnie przekroczyć granicę, musimy wyrobić im paszport. – To prosta sprawa, którą załatwimy podczas jednej wizyty u weterynarza. Zwierzęcy paszport to dokument, w którym wykazuje się dane zwierzęcia jak imię, data urodzenia i informację o właścicielu, a także numer obowiązkowego mikroczipa oraz wykaz szczepień wraz z datami ich podania. Podróżujący pupile muszą bezwzględnie przejść szczepienie na wściekliznę i to około trzy tygodnie przed wyjazdem, dlatego załatwianie formalności warto zaplanować z wyprzedzeniem – informuje Piotr Dajema, ekspert do spraw wdrożeń i szkoleń Grupy INELO.

Takich problemów nie będą mieli właściciele królików, chomików, szczurów czy myszy. Jak się okazuje to również zwierzęta, które podróżują z właścicielami w ciężarówce. Nie dotyczą ich obowiązkowe szczepionki ani mikroczipy. Nie trzeba się też martwić, żeby wyrobić paszport.

Z psem po Unii i poza nią – gdzie nie wjedziemy z rottweilerem?

O tym, na jakich zasadach możemy podróżować ze zwierzakami w Unii Europejskiej i poza jej granicami podpowiada strona Głównego Inspektoratu Weterynarii. Na terenie wspólnoty zwierzęta towarzyszące mogą jeździć właściwie bez ograniczeń, pod warunkiem, że właściciel może zaświadczyć o ich dobrym stanie zdrowia i posiada aktualną książeczkę szczepień (wspomniany paszport). Pewne obostrzenia czekają jednak na właścicieli ras określanych powszechnie jako niebezpieczne, np. pitbulli czy rottweilerów. Te psy są objęte zakazem wjazdu do Francji, na Węgry i na Maltę. Dodatkowe warunki stawiają też Norwegia, Malta i Irlandia, które od właścicieli wymagają, żeby ich pies, kot lub fretka były wolne od tasiemca. W praktyce oznacza to, że zwierzę powinno zażyć preparat zwalczający te pasożyty w ciągu od 120 do 24 godzin przez przekroczeniem granicy.

Co zrobić, jeżeli jedziemy poza UE? Oprócz paszportu, który identyfikuje zwierzaka, aktualnych szczepień na wściekliznę, dokumentu o braku pasożytów wymagają w Wielkiej Brytanii i Norwegii. Stosunkowo prosty jest też wwóz zwierząt towarzyszących na teren unii celnej. Jeżeli kierowcy wybierają się na Białoruś, do Kazachstanu albo do Rosji, mogą bez kwarantanny i zezwolenia przewieźć do dwóch pupili, pod warunkiem, że ich paszport poświadcza aktualne szczepienie na wściekliznę i dowodzi przeprowadzenia badania, którego wynik wskazuje na dobrą kondycję zwierzaka. 

Co o jeżdżeniu z nietypowymi towarzyszami podróży myślą właściciele firm transportowych? W Stanach Zjednoczonych powstają nieoficjalne rankingi i zestawienia firm, które przychylnym okiem patrzą na zwierzaki w szoferce. To zazwyczaj przewoźnicy o lokalnym zasięgu, którzy przed wyjazdem pobierają od kierowcy kaucję na wypadek ewentualnych zniszczeń. Amerykańscy truckerzy dzielą się też przy okazji spostrzeżeniami na temat ras psów idealnych do podróży. Zgodnie przyznają, że najbardziej w trasie sprawdzają się „niskopodłogowce” jak beagle czy jamniki – oczywiście ze względu na rozmiar. Zdaniem Barry’ego Starra, autora jednego z zestawień, podróżowanie z psem to też sposób na zachowanie aktywności w czasie postojów. Pół żartem, pół serio dodaje, że jego pies sprawdza się również jako system alarmowy. 

Najnowsze

Volkswagen ID.4 – ile zyskał gwiazdek w testach bezpieczeństwa?

Wiemy, czy ID.4 zdobył dobre oceny we wszystkich testowych kategoriach – w zakresie ochrony dorosłych pasażerów, dzieci oraz pieszych, a także za systemy wspomagania!

Na ocenę ochrony dorosłych pasażerów wpływ mają wyniki zderzeń – czołowego, bocznego oraz w tył samochodu. W oparciu o testy zderzeniowe i o ocenę środków, które zapewniają jak najszybsze – wydobycie i możliwość udzielenia pomocy poszkodowanym, ID.4 otrzymał 93 procent punktów możliwych do zdobycia w przypadku kierowcy i dorosłych pasażerów. W przypadku dzieci wynik wyniósł 89 procent.

Oceny są oparte na trzech ważnych wskaźnikach. Oprócz ochrony, którą zapewniają urządzenia przytrzymujące dzieci w przypadku zderzenia czołowego lub bocznego, na ocenę końcową ma również wpływ sposób instalowania w aucie fotelików dziecięcych o różnych rozmiarach, a także wyposażenie ID.4 w udogodnienia do przewozu dzieci.

Euro NCAP – oprócz oceny ochrony pasażerów w aucie – bada również, jak skutecznie system automatycznego hamowania awaryjnego (AEB) chroni pieszych i rowerzystów przed ewentualną kolizją z samochodem. Równie istotną wagę przywiązuje się do innych standardowych systemów wspomagania.

Kolejnym systemem, który każdy ID.4 ma na pokładzie, jest Car2X. Umożliwia on wymianę informacji między infrastrukturą drogową a samochodami o lokalnych zagrożeniach za pośrednictwem sieci bezprzewodowej WLANp. Już w marcu 2020 roku Euro NCAP przyznało temu innowacyjnemu systemowi ostrzegania o zagrożeniach nagrodę Advanced Award w uznaniu za jej znaczenie dla poprawy bezpieczeństwa.

Jako wyposażenie dodatkowe Volkswagen oferuje do ID.4 systemy asystujące, które zwiększają bezpieczeństwo i komfort podróżowania (np. system Side Assist).

Z wynikiem 85 procent możliwych do zdobycia punktów elektryczny SUV Volkswagena uzyskał również doskonałe wyniki w kategorii Safety Assist. Ocena za ochronę pieszych i rowerzystów wyniosła 76%.

Najnowsze

Toyota GT86 kontra Subaru BRZ – kto wygra wyścig na torze Łódź?

Ponad 30 samochodów Toyota GT86 i Subaru BRZ w jednym miejscu. Rusza seria zawodów sportowych Toyota GT Series Polska. Pierwszy wyścig już 25 kwietnia na Torze Łódź.

W najbliższy weekend odbędzie się pierwszy z cyklu amatorskich wyścigów samochodów sportowych ze stajni Toyoty i Subaru – GT86 i BRZ. Toyota GT Series to 30 zawodników w 3 klasach, rywalizujących w bezpiecznych warunkach w formatach Time Attack, Race i Team Battle.

Toyota GT86 kontra Subaru BRZ - kto wygra wyścig na torze Łódź?

Toyota GT86 i Subaru BRZ to bliźniacze konstrukcje samochodów sportowych o nadwoziu coupé, różniące się jedynie detalami. Ich produkcja rozpoczęła się już w 2012 roku, rok później oba auta zajęły 2. pozycję w plebiscycie na Europejski Samochód Roku 2013. Samochody bazują na silniku typu bokser, który pozwolił konstruktorom na maksymalne obniżenie środka ciężkości samochodu, co czyni je bardzo dobrym wyborem do jazdy po torze. 

Toyota GT Series to cykl 4 spotkań w roku na różnych torach wyścigowych – Tor Łódź, na który wszystkie 30 voucherów rozeszło się w ciągu miesiąca, jest pierwszym.

Toyota GT86 kontra Subaru BRZ - kto wygra wyścig na torze Łódź?

Kolejne imprezy planowane są na Torze Kielce (4 czerwca), Autodromie Jastrząb (31 lipca), a finał powróci 31 października w wielkim stylu ponownie do Łodzi. Formuła przewiduje podział na 3 klasy samochodów: Stock (opony o szerokości 215mm), Stock+ (opony o szerokości 225mm-335mm) oraz Super Stock, gdzie zgłaszać się mogą auta ze zwiększoną mocą (turbo, kompresor, bądź swap). Uczestnicy rywalizować będą o nagrody i puchary w 3 kategoriach: Race (suma 8 najlepszych okrążeni), Time Attack (czas najlepszego ogłoszenia) oraz Team Battle, gdzie punkty zbierane są drużynowo.

Najnowsze

Pijany w sztok kierowca przewrócił tira z balami na autostradzie!

Kierujący tym zestawem przewoził potencjalnie niebezpieczny ładunek, ale nie przeszkodziło mu to w byciu kompletnie zamroczonym alkoholem. To cud, że nie doprowadził do poważnej tragedii.

Policjanci z wrocławskiej drogówki interweniowali na 141. kilometrze autostrady A4, gdzie doszło do bardzo niebezpiecznego zdarzenia. Mężczyzna prowadzący ciągnik siodłowy z naczepą, przewożąc bale drewna, stracił w pewnym momencie panowanie nad pojazdem i uderzył w bariery energochłonne, a następnie cały zestaw wpadł z drogi.

Kierowca tira na ekspresówce, odbijał się od barierki do barierki. Wynik wydmuchał imponujący

Na jezdnię i pobocze, wysypało się drewno, ale na szczęście inni kierowcy jadący autostradą, zdążyli wyhamować i nie doszło do tragedii. Utrudnienia trwały jednak przez kilka godzin.

Kierowca tira jechał wężykiem po autostradzie. Nic dziwnego, skoro pił mocny alkohol w czasie jazdy!

Ranny został jedynie 50-letni kierowca ciągnika siodłowego. Zanim jednak trafił do szpitala, policjanci przebadali go alkomatem. Wynik to ponad 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu.  W związku z tym, kierowca stracił już prawo jazdy, a teraz czeka go rozprawa sądowa. Grozi mu do 2 lat więzienia.

Najnowsze

„Obywatelska” akcja zatrzymania kierowcy jadącego pod prąd

Myślicie, że kolejny niedouczony i niedowidzący kierowca wjechał na autostradę pod prąd? Nie tym razem. Tym razem okoliczności były o wiele mniej… spektakularne.

Autor nagrania jechał sobie przez Szklarską Porębę i skręcił wraz z innym autem, na boczną uliczkę jednokierunkową. Ku ich zaskoczeniu w ich kierunku pod prąd jechał kierowca Kii cee’d. Prędkość na szczęście była minimalna, a miejsca dużo, ponieważ ta ulica bez wątpienia kiedyś była dwukierunkowa, ale na jej połowie wyznaczono parking.

Niebezpieczna akcja zatrzymania starszego kierowcy, jadącego pod prąd ekspresówką

Kierowca Kii szybko uciekł na bok, ale autor nagrania wraz z dwoma innymi kierowcami, spontanicznie acz zgodnie, zablokowali go i zmusili do zawrócenia. Epicka akcja. Oby tylko takie wykroczenia zdarzały się na naszych drogach

Najnowsze